|
|
|||||||||||||
|
Kategoria:
Muzyka
Ilość torrentów:
24,698
Opis
..::INFO::..
Expulsados to argentyński zespół punkrockowy założony w 1993 roku w miejscowości Banfield, w partii Lomas de Zamora, w prowincji Buenos Aires. Początkowy skład tworzyli: Sebastian (wokal), Miguel Montiel (gitara), Juan Novoa (bas) i Guillermo Beatriche (perkusja). Ich debiut sceniczny odbył się 25 maja 1993 roku w szkole Paideia w Temperley. Na ich twórczość wpływ miały m.in. amerykański zespół punkowy Ramones, którego utwory wykonywali w wersjach własnych, a także inne grupy z lat 60. i 70., takie jak Buzzcocks, The Kinks, The Who, The Damned, Gary Lewis & the Playboys, Beach Boys i inne. Wydali osiem albumów studyjnych i dwie EPki. Wstawka zawiera siódmy album studyjny zespołu. Title: Suicidas Y Sicarios Artist: Expulsados Country: Argentyna Year: 2016 Genre: Punk Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 kbps ..::TRACK-LIST::.. Te estare esperando Barco a Marruecos Prostituta de Vietnam Cien numeros Perd0name Descendiendo en espiral Cuando no era yo Hecho de vos Si te vas El rock and roll te va a acabar Acidez Robin Hood Si me importaras
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-18 20:39:46
Rozmiar: 94.67 MB
Peerów: 64
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist: Sounds From The Ground Album: Natural Selection Year: (2002) Gene: Ambient, downtempo, chillout Format: [FLAC] ...( TrackList )... 1 Lean On Me 6:18 2 Moving Into A New Space 6:10 3 Inner World 6:52 4 Gentle Healing (Trust) 4:00 5 The Shepherd 6:14 6 New Day 5:10 7 Whispers 7:14 8 I Forgive Me 7:54 9 Wishing Tree 2:45 10 Pictured 5:47
Seedów: 49
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-18 20:36:41
Rozmiar: 310.05 MB
Peerów: 12
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist: Sounds From The Ground Album: Kin Year: (1995 / 2010 RM) Genre: Ambient, downtempo, chillout Format: [FLAC] ...( TrackList )... 1 Gather 6:15 2 Drawn To The Woman 8:22 3 Loaf 5:39 4 Pearl 6:52 5 Triangle 10:09 6 Over There 7:26 7 Where The Wild Things Were 7:40 8 Seven Sisters 7:58
Seedów: 43
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-18 20:36:33
Rozmiar: 426.82 MB
Peerów: 11
Dodał: Uploader
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Nasze przeżycia są jak sekwencje z filmu, którego kadry zostają w pamięci, wplatają się w pajęczynę wspomnień, są okruchem zwierciadła odbijającego fragmenty przeszłości. Myśli tworzą silny fundament dla czynów. Emocje wchodzą w symbiozę z uczuciami. Ale człowiek to skomplikowana istota, nie potrafi podążać przez życie prostymi ścieżkami, ulega swoim słabościom. Daje się pokonać podstępnym szeptom. Pozwala się uwieść pokusie niestałości. Odnajduje w sobie żądze odkrywcy. Co zwycięży w wielkim wyścigu życia, co rozkruszy wszelkie wątpliwości? Czy naprawdę wiemy, ile warte są ideały, uczucia i prawda? Cóż znaczą te słowa? Jak mocno regulują nurt relacji międzyludzkich? Mark Twain kiedyś powiedział: „Każdy człowiek jest jak Księżyc. Ma swoją drugą stronę, której nie pokazuje nikomu...”. To prawda. Tajemnica kusi sto razy bardziej, niż to co wiemy. Dlatego część „srebrnego globu naszych marzeń” musi być szczelnie ukryta. Relacje międzyludzkie są często bardzo zawikłane i to człowiek plącze owe nitki i rozrywa przędzę. Ale i tak, nawet najbardziej skomplikowane więzy są nam potrzebne. Dlaczego? Zacytuję słynnego pisarza Guy de Maupassant’a: „Spotkania z ludźmi czynią życie warte przeżycia...”. To jak postrzega ten problem Krzysztof Lepiarczyk jest zaszyfrowane w tekstach i muzyce na nowym albumie grupy Loonypark pt. „Strange Thoughts”. Cykl życia i fazy księżyca. Miłość i nadzieja, pożegnania i dar przebaczenia. To wszystko jest pretekstem do utkania pajęczyny dźwięków i odpowiedzią na tysiące pytań. Data premiery płyty przypada na 1 lipca tego roku. Zostanie wydana nakładem Lynx Music. Krzysztof Lepiarczyk sprawuje pieczę nad całością, jego są kompozycje i zasiada przy instrumentach klawiszowych. Przy mikrofonie znalazła się ponownie Sabina Godula-Zając, Piotr Lipka gra na basie, Grzegorz Fieber na perkusji, a na gitarze - Adrian Gwoździowski. Nagranie „The Shades Of Darkness” otwiera cykl dziewięciu utworów tworzących tę płytę. Potężne wejście wsparte mocną orkiestracją i wyrazistą perkusją przechodzi w spokojny wokal o nieco mrocznej aurze. Pomiędzy sekwencjami wokalnymi pojawiają się niezmiernie ciekawe partie klawiszy i gitary. Kropla elektronicznego szaleństwa i krótka solówka w wykonaniu Adriana ubarwiają całość. Krzysztof Lepiarczyk lubi zaskakiwać słuchacza tym, co będzie w następnym takcie. Jest niczym malarz - nieprzewidywalny w swoich fantazjach, oryginalny w formie. Taki był też na ostatnim albumie Loonypark - „The 7th Dew” czy też na „Deep Space Eight”. „Carnival Swirl” łączy ze sobą dwa światy - eteryczny, rozdzwoniony temat zwrotki z emocjami refrenu. Tancerka wspina się na opuszkach palców, obracając się w takt muzyki z pozytywki, po czym zamienia się w zmysłowego wampa w czarnym, obcisłym uniformie. Sabina Godula-Zając wyraża nastrój modulacją głosu, zmianą tempa i ekspresji. Klawesynowa stylizacja klawiszy przeistacza się w energiczny, rockowy akompaniament. Gitarowa solówka dodaje całości pikanterii. „What If” to dziewięciominutowa kompozycja ze świetną pracą sekcji rytmicznej, nadającej charakteru tej kompozycji. Gitarowe riffy wplatają się w rozbudowane frazy refrenu, który co chwila zmienia swoje oblicze niczym kameleon. Klawiszowe solówki Krzyszofa wklejone są w zgrabny kolaż wokalu i strunowych tonów. „Raw War” to jedna z najbardziej energetycznych i drapieżnych kompozycji. Wokal kojarzy się z zespołem Karnataka (i jego nową wokalistką Sertari). Sporo tu elektroniki, dialogów pomiędzy instrumentami, przytłumionych szaleństw gitary i eksplodujących bębnów. „Opium” to hipnoza wbudowana w pejzaż wymalowany uczuciami i kawałkami wspomnień. Spokojny i piękny to utwór - jeden z moich faworytów na tym albumie. Piękno tej kompozycji buduje brzmienie fortepianu, subtelne talerze i wyważony śpiew Sabiny. W połowie utworu wkracza dostojna gitara. Lecz to tylko furtka do drugiej części ozdobionej drżącym motywem klawiszy zapętlonych w sennej, nostalgicznej opowieści. Ten powtarzający się wątek zniewala jak opary opium. „Strange Thoughts” to kompozycja tytułowa i jedna z najpiękniejszych, jakie zostały uwiecznione na tej płycie. Melodyjny temat przewodni, barwne plamy brzmień zmieniających się podobnie do układów gwiazd i konstelacji, melancholia wkradająca się niczym złodziej w zaułki przedmieścia - to główne walory, ogromna siła tkwiąca w tej fenomenalnej kompozycji. Nie ma dymu bez ognia, ani albumu bez kawałka o znamionach predysponujących do kandydowania na listy przebojów. Tym razem jest to szalony „Eyes Wide Open”. Dawka elektroniki, kilka kropli subtelności, mała doza energii... Może to recepta na sukces? Zobaczymy. Jednak już następny utwór, „The Lightness Of The Wind”, pokazuje, że Krzysztof Lepiarczyk nie ulega modom i trendom. Idzie konsekwentnie swoją ścieżką, ma swój styl i ambicje ujęcia słuchacza w ryzy zaskakujących harmonii, nowych rozwiązań i estetycznej niepewności. Perkusja wytycza kierunek zmieniającym się dźwiękom. Nakłada na wokal i gitary jarzmo rytmu. Jest lontem zapalającym wiązkę dynamitu. Czterominutowy „The Flame” jest zakończeniem płyty pełnym romantyzmu i emocji z najbardziej zmysłowym wokalem na tym albumie. To utwór kołyszący, balladowy i piękny. Można się nim delektować niczym zapachem łąki pełnej wonnych kwiatów maciejki i hyzopu. To tęsknota zaklęta w dźwięki czyste niczym brylant i żar miłości zatopiony w lodzie smutku. Zespół Loonypark znów obdarował swoich fanów świetną płytą. Słucha się jej z wielką przyjemnością. Życie i problemy relacji pomiędzy dwojgiem ludzi były zawsze niezmiernie ważnym i trudnym tematem. Okazuje się jednak, że można go zamknąć w szkatule dźwięków niczym cenną perłę, obudować koronkowym rytmem, spleść z najszlachetniejszym kruszcem muzyki i zamienić w prawdziwy skarb. Olga Walkiewicz Śledzę poczynania Krzysztofa Lepiarczyka od lat recenzując na naszych łamach kolejne wydawnictwa, zarówno te podpisane jego nazwiskiem (już pięć albumów), jak i te pod szyldem Loonypark. W tym roku ukazał się siódmy album jego projektu, który przynosi chyba najbardziej przełomowe zmiany w stylistycznym obrazie formacji. Czy to udana wolta? O tym za chwilę. Loonypark stworzył swoją neoprogresywną niszę budując ją zwykle na nostalgicznych, zwykle melancholijnych i niespiesznych kompozycjach zaśpiewanych kobiecym, jednak niskim głosem Sabiny Goduli-Zając (za wyjątkiem płyty, Deep Space Eight, na której zastąpiła ją Magda Grodecka). Już jednak ostatni album, The 7th Dew, poczynił pewne kroki, w kierunku mocniejszego brzmienia. Zatem muzyka zawarta na Strange Thoughts wydaje się być efektem pewnej ewolucji. Wzmocnił ją niejako nowy gitarzysta Loonypark, Adrian Gwoździowski, który zastąpił Piotra Grodeckiego. Efektem tego jest najcięższa płyta w dyskografii Loonypark. Z dużą ilością mocnego, riffowego, wręcz metalowego grania. Usłyszeć to już można w otwierających płytę kompozycjach The Shades of a Darkness, Carnival Swirl i What If?. Albo w Eyes Wide Open, w której gitarowe figury najpierw są niezwykle surowe i brudne, a potem, jak na Loonypark, wręcz „rozkrzyczane”. To absolutna nowość dla stylu projektu. I to generalnie trzeba pochwalić, bo poszukiwanie i dążenie do zmian w swoim muzycznym wizerunku jest zawsze cenne i warte zauważenia. Podobnie jak wielowątkowość utworów, nawet tych o niezbyt długiej formie. Szkoda jednak, że tym razem nie przeniosło się to – przynajmniej w moim odczuciu – na większą atrakcyjność materiału. Wspomniany, prawie dziesięciominutowy The Shades of a Darkness już pod koniec nuży powtarzalnym, tworzącym pewien trans motywem. Żeby nie było, iż mam jakąś niechęć do „powtarzalności”. Na „zapętlonym”, klawiszowym motywie oparte jest Opium, fakt że spokojniejsze, ale jego transowość i hipnotyczność dodaje jakości. Czasami przeszkadza mi sklejenie, jakby nieprzystających do siebie, elementów. Jak subtelności i pewnej industrialności w Raw/waR. A co podoba mi się tu najbardziej? Świetny numer Carnival Swirl, z onirycznym, leniwym początkiem i energetycznym refrenem z „gospelowym” posmakiem, położonym na intensywnej i wyrazistej sekcji rytmicznej i zadziornej gitarze, skontrowanej w pewnym momencie luźnym, melodyjnym, gitarowym solo, już w innym tempie. Ponadto, ładnie się ten album kończy – uroczą balladą The Flame, nieco w stylu „starszego” Loonypark. Trochę nierówna to płyta. I nieco za długa, choć kierunek zmian słuszny. Mimo to polecam te „dziwne myśli” o – jak napisano w promocyjnym materiale - miłości, nadziei, dojrzałym przebaczaniu oraz pożegnaniach z przeszłością… Mariusz Danielak LOONYPARK a sound that goes a little below conventional prog by bringing very interesting prog metal spaces with the new guitarist. 'The Shades of a Darkness' nervous intro with expressive orchestration bringing Sabina's entry to languorous pop- rock; modern Adrian's electro and solo break for a sound reminiscent of MILLENIUM; the finale with a heady riff with Christopher releasing a languorous, hovering solo. "Carnival Swirl" harpsichord intro, ethereal verse, fresh cheerful chorus at the antipodes for a melodic title; the guitar solo shows the remarkable touch starting very high, sensitive; final oppressive drums and ethereal synth pads. "What If?" » with a half-heavy riff on those of the first JETHRO TULL, memory; Peter on bass sets the tone while Christopher amplifies the electro 80 side; halfway through the endless solo, all in softness, sensitivity, emotion; a soft finale with metronomic piano and soft air from the synths. "Raw/waR" spatial, symphonic intro, consensual verse before a nervous, heavy wave chorus! Sertari the new voice of KARNATAKA lends his strong voice, the variation is on a guitar slide then a sharp electronic solo. "Opium" repetitive piano intro then a few cymbals imprint a hypnotic tune; the saturating synth creates the oxymoron and pricks the ear; the new age air, alkaline, ah this latent atmosphere at 2'30''? A redundant air that embeds itself in the head like a drug. "Strange Thoughts" solemn intro where I find similarities with the work of Ryszard from MILLENIUM; softness and meditative reflection, a bit of FLEETWOOD MAC for the ballad side, a bit of ALAN PARSONS PROJECT, a bit of spleen and a very beautiful solo after Sabina's high vocal; simple, effective until the last second. "Eyes Wide Open" with the proven electro intro that denotes the heavy riff even more; dancing, riff on a very good groovy TOTO, a surprising SNIFF N THE TEARS; the break with Christopher who releases a stunning synth solo, melodic then nasty, stunning; go yet another with piano and keyboard in the background, the composition becomes progressive musical art, the most beautiful title that loses us in the meanders. Mid-tempo "The Lightness of the Wind" reminding me of RUSH, a romantic nursery rhyme ballad; inventive percussion brings the album's guitar solo, breathtaking Adrian; agreed melodic air without these lunar derivations which give a surprising power; a last twirling synth solo before "The Flame" when I start to tame the voice, well done, not so linear; on Céline DION in marshmallow, romance and delicacy; a slow ballad to wrap up at the time when we had the right, a title that comes to close this album much more complex than it seems. LOONYPARK offers a new musical concept with varied and numerous melodic titles and progressive drifts. alainPP ..::TRACK-LIST::.. 1. The Shades of a Darkness 9:36 2. Carnival Swirl 7:17 3. What If? 9:41 4. Raw / War 5:06 5. Opium 5:33 6. Strange Thoughts 6:06 7. Eyes Wide Open 6:27 8. The Lightness Of The Wind 5:43 9. The Flame 4:04 ..::OBSADA::.. Vocals, Lyrics By - Sabina Godula-Zając Guitar [Guitars], Mixed By - Adrian Gwoździowski Keyboards, Programmed By [Programming], Arranged By [Arrangements], Edited By, Music By, Producer [Produced By] - Krzysztof Lepiarczyk Bass - Piotr Lipka Drums - Grzegorz Fieber https://www.youtube.com/watch?v=z5FjXIXfiO4 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-18 19:48:29
Rozmiar: 138.58 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Nasze przeżycia są jak sekwencje z filmu, którego kadry zostają w pamięci, wplatają się w pajęczynę wspomnień, są okruchem zwierciadła odbijającego fragmenty przeszłości. Myśli tworzą silny fundament dla czynów. Emocje wchodzą w symbiozę z uczuciami. Ale człowiek to skomplikowana istota, nie potrafi podążać przez życie prostymi ścieżkami, ulega swoim słabościom. Daje się pokonać podstępnym szeptom. Pozwala się uwieść pokusie niestałości. Odnajduje w sobie żądze odkrywcy. Co zwycięży w wielkim wyścigu życia, co rozkruszy wszelkie wątpliwości? Czy naprawdę wiemy, ile warte są ideały, uczucia i prawda? Cóż znaczą te słowa? Jak mocno regulują nurt relacji międzyludzkich? Mark Twain kiedyś powiedział: „Każdy człowiek jest jak Księżyc. Ma swoją drugą stronę, której nie pokazuje nikomu...”. To prawda. Tajemnica kusi sto razy bardziej, niż to co wiemy. Dlatego część „srebrnego globu naszych marzeń” musi być szczelnie ukryta. Relacje międzyludzkie są często bardzo zawikłane i to człowiek plącze owe nitki i rozrywa przędzę. Ale i tak, nawet najbardziej skomplikowane więzy są nam potrzebne. Dlaczego? Zacytuję słynnego pisarza Guy de Maupassant’a: „Spotkania z ludźmi czynią życie warte przeżycia...”. To jak postrzega ten problem Krzysztof Lepiarczyk jest zaszyfrowane w tekstach i muzyce na nowym albumie grupy Loonypark pt. „Strange Thoughts”. Cykl życia i fazy księżyca. Miłość i nadzieja, pożegnania i dar przebaczenia. To wszystko jest pretekstem do utkania pajęczyny dźwięków i odpowiedzią na tysiące pytań. Data premiery płyty przypada na 1 lipca tego roku. Zostanie wydana nakładem Lynx Music. Krzysztof Lepiarczyk sprawuje pieczę nad całością, jego są kompozycje i zasiada przy instrumentach klawiszowych. Przy mikrofonie znalazła się ponownie Sabina Godula-Zając, Piotr Lipka gra na basie, Grzegorz Fieber na perkusji, a na gitarze - Adrian Gwoździowski. Nagranie „The Shades Of Darkness” otwiera cykl dziewięciu utworów tworzących tę płytę. Potężne wejście wsparte mocną orkiestracją i wyrazistą perkusją przechodzi w spokojny wokal o nieco mrocznej aurze. Pomiędzy sekwencjami wokalnymi pojawiają się niezmiernie ciekawe partie klawiszy i gitary. Kropla elektronicznego szaleństwa i krótka solówka w wykonaniu Adriana ubarwiają całość. Krzysztof Lepiarczyk lubi zaskakiwać słuchacza tym, co będzie w następnym takcie. Jest niczym malarz - nieprzewidywalny w swoich fantazjach, oryginalny w formie. Taki był też na ostatnim albumie Loonypark - „The 7th Dew” czy też na „Deep Space Eight”. „Carnival Swirl” łączy ze sobą dwa światy - eteryczny, rozdzwoniony temat zwrotki z emocjami refrenu. Tancerka wspina się na opuszkach palców, obracając się w takt muzyki z pozytywki, po czym zamienia się w zmysłowego wampa w czarnym, obcisłym uniformie. Sabina Godula-Zając wyraża nastrój modulacją głosu, zmianą tempa i ekspresji. Klawesynowa stylizacja klawiszy przeistacza się w energiczny, rockowy akompaniament. Gitarowa solówka dodaje całości pikanterii. „What If” to dziewięciominutowa kompozycja ze świetną pracą sekcji rytmicznej, nadającej charakteru tej kompozycji. Gitarowe riffy wplatają się w rozbudowane frazy refrenu, który co chwila zmienia swoje oblicze niczym kameleon. Klawiszowe solówki Krzyszofa wklejone są w zgrabny kolaż wokalu i strunowych tonów. „Raw War” to jedna z najbardziej energetycznych i drapieżnych kompozycji. Wokal kojarzy się z zespołem Karnataka (i jego nową wokalistką Sertari). Sporo tu elektroniki, dialogów pomiędzy instrumentami, przytłumionych szaleństw gitary i eksplodujących bębnów. „Opium” to hipnoza wbudowana w pejzaż wymalowany uczuciami i kawałkami wspomnień. Spokojny i piękny to utwór - jeden z moich faworytów na tym albumie. Piękno tej kompozycji buduje brzmienie fortepianu, subtelne talerze i wyważony śpiew Sabiny. W połowie utworu wkracza dostojna gitara. Lecz to tylko furtka do drugiej części ozdobionej drżącym motywem klawiszy zapętlonych w sennej, nostalgicznej opowieści. Ten powtarzający się wątek zniewala jak opary opium. „Strange Thoughts” to kompozycja tytułowa i jedna z najpiękniejszych, jakie zostały uwiecznione na tej płycie. Melodyjny temat przewodni, barwne plamy brzmień zmieniających się podobnie do układów gwiazd i konstelacji, melancholia wkradająca się niczym złodziej w zaułki przedmieścia - to główne walory, ogromna siła tkwiąca w tej fenomenalnej kompozycji. Nie ma dymu bez ognia, ani albumu bez kawałka o znamionach predysponujących do kandydowania na listy przebojów. Tym razem jest to szalony „Eyes Wide Open”. Dawka elektroniki, kilka kropli subtelności, mała doza energii... Może to recepta na sukces? Zobaczymy. Jednak już następny utwór, „The Lightness Of The Wind”, pokazuje, że Krzysztof Lepiarczyk nie ulega modom i trendom. Idzie konsekwentnie swoją ścieżką, ma swój styl i ambicje ujęcia słuchacza w ryzy zaskakujących harmonii, nowych rozwiązań i estetycznej niepewności. Perkusja wytycza kierunek zmieniającym się dźwiękom. Nakłada na wokal i gitary jarzmo rytmu. Jest lontem zapalającym wiązkę dynamitu. Czterominutowy „The Flame” jest zakończeniem płyty pełnym romantyzmu i emocji z najbardziej zmysłowym wokalem na tym albumie. To utwór kołyszący, balladowy i piękny. Można się nim delektować niczym zapachem łąki pełnej wonnych kwiatów maciejki i hyzopu. To tęsknota zaklęta w dźwięki czyste niczym brylant i żar miłości zatopiony w lodzie smutku. Zespół Loonypark znów obdarował swoich fanów świetną płytą. Słucha się jej z wielką przyjemnością. Życie i problemy relacji pomiędzy dwojgiem ludzi były zawsze niezmiernie ważnym i trudnym tematem. Okazuje się jednak, że można go zamknąć w szkatule dźwięków niczym cenną perłę, obudować koronkowym rytmem, spleść z najszlachetniejszym kruszcem muzyki i zamienić w prawdziwy skarb. Olga Walkiewicz Śledzę poczynania Krzysztofa Lepiarczyka od lat recenzując na naszych łamach kolejne wydawnictwa, zarówno te podpisane jego nazwiskiem (już pięć albumów), jak i te pod szyldem Loonypark. W tym roku ukazał się siódmy album jego projektu, który przynosi chyba najbardziej przełomowe zmiany w stylistycznym obrazie formacji. Czy to udana wolta? O tym za chwilę. Loonypark stworzył swoją neoprogresywną niszę budując ją zwykle na nostalgicznych, zwykle melancholijnych i niespiesznych kompozycjach zaśpiewanych kobiecym, jednak niskim głosem Sabiny Goduli-Zając (za wyjątkiem płyty, Deep Space Eight, na której zastąpiła ją Magda Grodecka). Już jednak ostatni album, The 7th Dew, poczynił pewne kroki, w kierunku mocniejszego brzmienia. Zatem muzyka zawarta na Strange Thoughts wydaje się być efektem pewnej ewolucji. Wzmocnił ją niejako nowy gitarzysta Loonypark, Adrian Gwoździowski, który zastąpił Piotra Grodeckiego. Efektem tego jest najcięższa płyta w dyskografii Loonypark. Z dużą ilością mocnego, riffowego, wręcz metalowego grania. Usłyszeć to już można w otwierających płytę kompozycjach The Shades of a Darkness, Carnival Swirl i What If?. Albo w Eyes Wide Open, w której gitarowe figury najpierw są niezwykle surowe i brudne, a potem, jak na Loonypark, wręcz „rozkrzyczane”. To absolutna nowość dla stylu projektu. I to generalnie trzeba pochwalić, bo poszukiwanie i dążenie do zmian w swoim muzycznym wizerunku jest zawsze cenne i warte zauważenia. Podobnie jak wielowątkowość utworów, nawet tych o niezbyt długiej formie. Szkoda jednak, że tym razem nie przeniosło się to – przynajmniej w moim odczuciu – na większą atrakcyjność materiału. Wspomniany, prawie dziesięciominutowy The Shades of a Darkness już pod koniec nuży powtarzalnym, tworzącym pewien trans motywem. Żeby nie było, iż mam jakąś niechęć do „powtarzalności”. Na „zapętlonym”, klawiszowym motywie oparte jest Opium, fakt że spokojniejsze, ale jego transowość i hipnotyczność dodaje jakości. Czasami przeszkadza mi sklejenie, jakby nieprzystających do siebie, elementów. Jak subtelności i pewnej industrialności w Raw/waR. A co podoba mi się tu najbardziej? Świetny numer Carnival Swirl, z onirycznym, leniwym początkiem i energetycznym refrenem z „gospelowym” posmakiem, położonym na intensywnej i wyrazistej sekcji rytmicznej i zadziornej gitarze, skontrowanej w pewnym momencie luźnym, melodyjnym, gitarowym solo, już w innym tempie. Ponadto, ładnie się ten album kończy – uroczą balladą The Flame, nieco w stylu „starszego” Loonypark. Trochę nierówna to płyta. I nieco za długa, choć kierunek zmian słuszny. Mimo to polecam te „dziwne myśli” o – jak napisano w promocyjnym materiale - miłości, nadziei, dojrzałym przebaczaniu oraz pożegnaniach z przeszłością… Mariusz Danielak LOONYPARK a sound that goes a little below conventional prog by bringing very interesting prog metal spaces with the new guitarist. 'The Shades of a Darkness' nervous intro with expressive orchestration bringing Sabina's entry to languorous pop- rock; modern Adrian's electro and solo break for a sound reminiscent of MILLENIUM; the finale with a heady riff with Christopher releasing a languorous, hovering solo. "Carnival Swirl" harpsichord intro, ethereal verse, fresh cheerful chorus at the antipodes for a melodic title; the guitar solo shows the remarkable touch starting very high, sensitive; final oppressive drums and ethereal synth pads. "What If?" » with a half-heavy riff on those of the first JETHRO TULL, memory; Peter on bass sets the tone while Christopher amplifies the electro 80 side; halfway through the endless solo, all in softness, sensitivity, emotion; a soft finale with metronomic piano and soft air from the synths. "Raw/waR" spatial, symphonic intro, consensual verse before a nervous, heavy wave chorus! Sertari the new voice of KARNATAKA lends his strong voice, the variation is on a guitar slide then a sharp electronic solo. "Opium" repetitive piano intro then a few cymbals imprint a hypnotic tune; the saturating synth creates the oxymoron and pricks the ear; the new age air, alkaline, ah this latent atmosphere at 2'30''? A redundant air that embeds itself in the head like a drug. "Strange Thoughts" solemn intro where I find similarities with the work of Ryszard from MILLENIUM; softness and meditative reflection, a bit of FLEETWOOD MAC for the ballad side, a bit of ALAN PARSONS PROJECT, a bit of spleen and a very beautiful solo after Sabina's high vocal; simple, effective until the last second. "Eyes Wide Open" with the proven electro intro that denotes the heavy riff even more; dancing, riff on a very good groovy TOTO, a surprising SNIFF N THE TEARS; the break with Christopher who releases a stunning synth solo, melodic then nasty, stunning; go yet another with piano and keyboard in the background, the composition becomes progressive musical art, the most beautiful title that loses us in the meanders. Mid-tempo "The Lightness of the Wind" reminding me of RUSH, a romantic nursery rhyme ballad; inventive percussion brings the album's guitar solo, breathtaking Adrian; agreed melodic air without these lunar derivations which give a surprising power; a last twirling synth solo before "The Flame" when I start to tame the voice, well done, not so linear; on Céline DION in marshmallow, romance and delicacy; a slow ballad to wrap up at the time when we had the right, a title that comes to close this album much more complex than it seems. LOONYPARK offers a new musical concept with varied and numerous melodic titles and progressive drifts. alainPP ..::TRACK-LIST::.. 1. The Shades of a Darkness 9:36 2. Carnival Swirl 7:17 3. What If? 9:41 4. Raw / War 5:06 5. Opium 5:33 6. Strange Thoughts 6:06 7. Eyes Wide Open 6:27 8. The Lightness Of The Wind 5:43 9. The Flame 4:04 ..::OBSADA::.. Vocals, Lyrics By - Sabina Godula-Zając Guitar [Guitars], Mixed By - Adrian Gwoździowski Keyboards, Programmed By [Programming], Arranged By [Arrangements], Edited By, Music By, Producer [Produced By] - Krzysztof Lepiarczyk Bass - Piotr Lipka Drums - Grzegorz Fieber https://www.youtube.com/watch?v=z5FjXIXfiO4 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-18 19:45:18
Rozmiar: 388.13 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Debiutancki album zespołu Bladysolo pochodzącego z Torunia, którego twórczości daleko do oczywistego brzmienia utożsamianego z rock'n'rollem. Choć sami muzycy właśnie tak określają swoje dokonania to jednak z wymieszania różnych inspiracji przyświecających poszczególnym członkom zespołu powstaje osobliwa mieszanka stylistyczna. Grają zadziornie, ale melodyjnie; z punkowym zacięciem, ale ambitnie; brutalnie, ale lirycznie. Energię rock'n'rolla uzupełniają mrocznym brzmieniem nowej fali wpisując w to własną wizję rzeczywistości przedstawionej w tekstach. A na koncertach zawsze na pełnych obrotach. ..::TRACK-LIST::.. 1. Dzielnica 2. Król miasta 3. 1994 4. Niedopita 5. TMS 6. Wstań i walcz 7. Podróż na drugą stronę 8. Sułtan Burnei 9. Nie zmienisz świata stojąc w miejscu 10. Bela Lugosi zmartwychwstaje ..::OBSADA::.. Bartłomiej Łyczak - voc Krystian Rubacha - git, bass Przemysław Stochmal - dr + Goście https://www.youtube.com/watch?v=8EisVQ3A35g SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-18 19:17:55
Rozmiar: 93.38 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Debiutancki album zespołu Bladysolo pochodzącego z Torunia, którego twórczości daleko do oczywistego brzmienia utożsamianego z rock'n'rollem. Choć sami muzycy właśnie tak określają swoje dokonania to jednak z wymieszania różnych inspiracji przyświecających poszczególnym członkom zespołu powstaje osobliwa mieszanka stylistyczna. Grają zadziornie, ale melodyjnie; z punkowym zacięciem, ale ambitnie; brutalnie, ale lirycznie. Energię rock'n'rolla uzupełniają mrocznym brzmieniem nowej fali wpisując w to własną wizję rzeczywistości przedstawionej w tekstach. A na koncertach zawsze na pełnych obrotach. ..::TRACK-LIST::.. 1. Dzielnica 2. Król miasta 3. 1994 4. Niedopita 5. TMS 6. Wstań i walcz 7. Podróż na drugą stronę 8. Sułtan Burnei 9. Nie zmienisz świata stojąc w miejscu 10. Bela Lugosi zmartwychwstaje ..::OBSADA::.. Bartłomiej Łyczak - voc Krystian Rubacha - git, bass Przemysław Stochmal - dr + Goście https://www.youtube.com/watch?v=8EisVQ3A35g SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-18 19:12:36
Rozmiar: 278.21 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Trzeci duży album klasyków niemieckiego thrashu z 1988 wznowiony na CD! Escalation seems like the perfect title for the third Necronomicon full-length, due to its direct correlation to the quality of the album. After a pair of duds in the debut Necronomicon and the well meaning sophomore Apocalyptic Nightmare, the Germans had hit their stride, no longer just a mirror of the better known Destruction, but a band with something of worth to offer on their own. That's not to say that they had suddenly bloomed into a garden of innovation and supreme songcraft, because this is still not a top shelf release, yet it's the first of their effort that I'd honestly label entertaining and fun. It's also the last in their deal with Gama Records, but despite a few reissues, the album has sadly gathered no moss as it rolled down the heights into obscurity. The band was down to a three piece here, with Volker Fredrich and Jürgen Weltin picking up the bass duties from the departed Lars Honeck. Fredrich still sounds mildly similar to Schmier of Destruction, and yet he's acquired a harsher, standout bark to his tone that ends itself towards an individual distinction. There are also a number of well-placed gang shouts here that propel his presence quite nicely ("Death Toll", "Black Frost", "Murder of Profit"). But most importantly, where the band always seemed to have a problem plotting out convincing songs before, they've really gelled here. Each of the tracks holds its own weight in riffs, and half of them are actually memorable. "Death Toll" has some great guitars and bass, whether they're thrusting along the speedway of the bridge or chopping out the slower verse chugging. "Skeletal Remains" is the closest to Destruction, but nonetheless excellent; "Mosh the ABC" defies its terrible title with bristling energy; "...And the Night Will Be Silent" reminds me of old Slayer, Hell Awaits era, but with gang shouts and more melody. "Cold Ages (Darkland III)" is a fitting sequel to the band's ongoing series, superior to either of the previous chapters. Perhaps the one glaring and awkward song here is "Dirty Minds", which feels like sort of punk rock corny anthem, despite the fact that it veers off into perfectly acceptable territory. No one wants to hear Fredrich making such sounds as he does before the verse, even if he compensates with wicked laughter. Strangely, there are a few decent riffs tucked in there, and had it gone for a straight up German mid paced metal track like S.A.D.O. would write, it might have worked. Otherwise, the album is consistently well executed, with great leads and a fine, airy, lo-fi tone that doesn't betray the rugged roots of their prior works. Necronomicon might not be an A-list thrash act for their nation, never spoken of in the same breaths as Kreator, Sodom or Tankard; but Escalation is their crown jewel, the first album you should check out if you've seen the name and manifested some interest. It's fun, it's not too serious, and it's more than capable of whipping up a headbanging storm from anyone into that age old German tone. autothrall This album is pretty much at the triple point (oh shit, a chemistry reference... society, what have you done to me????) of heavy metal, where thrash, speed, and power metal can all exist concurrently. For the most part I'd call this a power-metal album, thanks to the melodic overtones that are straight out of the first-Helloween album except not quite as fast, thus I can't really call it speed metal, except for the parts that ARE speed metal, like the main riff of "Murder of Profit" or "Death Toll", or pretty much the main backbone riff of all the songs is actually basically the same, a sort of thrash-speed hybrid not unlike that of old Destruction except not quite as thrashy. This isn't a really creative album, though when they mix in a different riff, like the Quintessential Power Metal Riff (think "Two Minutes to Midnight" meets half of Ample Destruction meets even the first riff of Overkill by Overkill (not Overkill by Motorhead)) in "And the Night Will be Silent". Then there are the thrash breaks, like the aforementioned "Death Toll", or the next song, "Black Frost", or even the not quite as overt but nonetheless thrash riff in "And the Night Will Be Silent". So, point proven, it's the logical mixture of the three basic styles of heavy metal of the 80s. It's something that is unequivocally metal, and pretty German too when all is said and done. Again, the main riffage is a speedier Destruction, but the vocals and also the guitar licks are more melodic. Sometimes it's the bass that plays the main bludgeon riff while the guitar goes off and plays some quick interlude. Oh yeah, these guys have the idea of a gang chorus down to a fucking art form. I have no idea what they are actually saying most of the time, especially in the first song, Death Toll ("tombstone's the limit"?!??). By far highlight of the album right there, because the thrash part is a real fucking monster, and it's 6 minutes and stays interesting, and it's really a thrash classic when all is said and done. LET'S GO! FUCK THE TORTURE!! As for the rest - it kinda fades after that but still maintains a decent level that stays above mediocrity. It's not something I'd pop in every week like, for example, Product of Imagination (the quintessential German power/speed/thrash triple-point album) but still, it goes to show that those Germans of the mid-1980s could do no WRONG (well, except maybe Vectom, ha!). Even the average of the subgenre, like this album, is still pretty fucking good. UltraBoris ..::TRACK-LIST::.. 1. Death Toll 6:09 2. Black Frost 2:21 3. Dirty Minds 3:38 4. Skeletal Remains 3:27 5. Murder Of Profit 3:55 6. ...And The Night Will Be Silent 4:29 7. Mosh The ABC 2:17 8. Cold Ages (Darkland III) 6:40 ..::OBSADA::.. Vocals, Guitars, Backing Vocals, Bass - Freddy Drums - Axel Guitars, Backing Vocals, Bass - Jogi https://www.youtube.com/watch?v=kg0xJv6giz4 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-18 17:46:23
Rozmiar: 76.16 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Trzeci duży album klasyków niemieckiego thrashu z 1988 wznowiony na CD! Escalation seems like the perfect title for the third Necronomicon full-length, due to its direct correlation to the quality of the album. After a pair of duds in the debut Necronomicon and the well meaning sophomore Apocalyptic Nightmare, the Germans had hit their stride, no longer just a mirror of the better known Destruction, but a band with something of worth to offer on their own. That's not to say that they had suddenly bloomed into a garden of innovation and supreme songcraft, because this is still not a top shelf release, yet it's the first of their effort that I'd honestly label entertaining and fun. It's also the last in their deal with Gama Records, but despite a few reissues, the album has sadly gathered no moss as it rolled down the heights into obscurity. The band was down to a three piece here, with Volker Fredrich and Jürgen Weltin picking up the bass duties from the departed Lars Honeck. Fredrich still sounds mildly similar to Schmier of Destruction, and yet he's acquired a harsher, standout bark to his tone that ends itself towards an individual distinction. There are also a number of well-placed gang shouts here that propel his presence quite nicely ("Death Toll", "Black Frost", "Murder of Profit"). But most importantly, where the band always seemed to have a problem plotting out convincing songs before, they've really gelled here. Each of the tracks holds its own weight in riffs, and half of them are actually memorable. "Death Toll" has some great guitars and bass, whether they're thrusting along the speedway of the bridge or chopping out the slower verse chugging. "Skeletal Remains" is the closest to Destruction, but nonetheless excellent; "Mosh the ABC" defies its terrible title with bristling energy; "...And the Night Will Be Silent" reminds me of old Slayer, Hell Awaits era, but with gang shouts and more melody. "Cold Ages (Darkland III)" is a fitting sequel to the band's ongoing series, superior to either of the previous chapters. Perhaps the one glaring and awkward song here is "Dirty Minds", which feels like sort of punk rock corny anthem, despite the fact that it veers off into perfectly acceptable territory. No one wants to hear Fredrich making such sounds as he does before the verse, even if he compensates with wicked laughter. Strangely, there are a few decent riffs tucked in there, and had it gone for a straight up German mid paced metal track like S.A.D.O. would write, it might have worked. Otherwise, the album is consistently well executed, with great leads and a fine, airy, lo-fi tone that doesn't betray the rugged roots of their prior works. Necronomicon might not be an A-list thrash act for their nation, never spoken of in the same breaths as Kreator, Sodom or Tankard; but Escalation is their crown jewel, the first album you should check out if you've seen the name and manifested some interest. It's fun, it's not too serious, and it's more than capable of whipping up a headbanging storm from anyone into that age old German tone. autothrall This album is pretty much at the triple point (oh shit, a chemistry reference... society, what have you done to me????) of heavy metal, where thrash, speed, and power metal can all exist concurrently. For the most part I'd call this a power-metal album, thanks to the melodic overtones that are straight out of the first-Helloween album except not quite as fast, thus I can't really call it speed metal, except for the parts that ARE speed metal, like the main riff of "Murder of Profit" or "Death Toll", or pretty much the main backbone riff of all the songs is actually basically the same, a sort of thrash-speed hybrid not unlike that of old Destruction except not quite as thrashy. This isn't a really creative album, though when they mix in a different riff, like the Quintessential Power Metal Riff (think "Two Minutes to Midnight" meets half of Ample Destruction meets even the first riff of Overkill by Overkill (not Overkill by Motorhead)) in "And the Night Will be Silent". Then there are the thrash breaks, like the aforementioned "Death Toll", or the next song, "Black Frost", or even the not quite as overt but nonetheless thrash riff in "And the Night Will Be Silent". So, point proven, it's the logical mixture of the three basic styles of heavy metal of the 80s. It's something that is unequivocally metal, and pretty German too when all is said and done. Again, the main riffage is a speedier Destruction, but the vocals and also the guitar licks are more melodic. Sometimes it's the bass that plays the main bludgeon riff while the guitar goes off and plays some quick interlude. Oh yeah, these guys have the idea of a gang chorus down to a fucking art form. I have no idea what they are actually saying most of the time, especially in the first song, Death Toll ("tombstone's the limit"?!??). By far highlight of the album right there, because the thrash part is a real fucking monster, and it's 6 minutes and stays interesting, and it's really a thrash classic when all is said and done. LET'S GO! FUCK THE TORTURE!! As for the rest - it kinda fades after that but still maintains a decent level that stays above mediocrity. It's not something I'd pop in every week like, for example, Product of Imagination (the quintessential German power/speed/thrash triple-point album) but still, it goes to show that those Germans of the mid-1980s could do no WRONG (well, except maybe Vectom, ha!). Even the average of the subgenre, like this album, is still pretty fucking good. UltraBoris ..::TRACK-LIST::.. 1. Death Toll 6:09 2. Black Frost 2:21 3. Dirty Minds 3:38 4. Skeletal Remains 3:27 5. Murder Of Profit 3:55 6. ...And The Night Will Be Silent 4:29 7. Mosh The ABC 2:17 8. Cold Ages (Darkland III) 6:40 ..::OBSADA::.. Vocals, Guitars, Backing Vocals, Bass - Freddy Drums - Axel Guitars, Backing Vocals, Bass - Jogi https://www.youtube.com/watch?v=kg0xJv6giz4 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-18 17:42:02
Rozmiar: 245.40 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Po doskonale przyjętym debiucie płytowym żywieckiej grupy Black Bee notowania zespołu mocno skoczyły wśród fanów krajowego hard rocka, blues rock i rocka, a czas ostatnich dwóch lat był dla Black Bee bardzo intensywny. Muzycy zagrali kilkadziesiąt koncertów, pojawili się w wielu mediach a także rozpoczęli pracę nad nowym albumem, który podobnie jak debiut pojawi się w wyniku współpracy z wytwórnią Jimmy Jazz Records. Płyta o tytule „Rebell” jest rozwinięciem muzycznych zainteresowań muzyków prezentując Black Bee jako zespół z jasno określonym celem, świadomy tego co i komu chce zaproponować za sprawą swojego repertuaru. Nowa płyta to muzyczna kontynuacja pierwszego albumu, kilkanaście utworów nawiązujących do brzmienia rockowej klasyki ze świetnym wokalem Rafała Matuszewskiego. Płyta pełna energii i pozytywnego przekazu, jak twierdzą sami muzycy: „Bardziej eklektyczna niż poprzednia za sprawą większej ilości inspiracji jakie zdecydowały o jej finalnym brzmieniu”. Album „Rebell” w 75% nagrany został „na setkę”, poza męskimi głosami słyszymy żeńskie chórki, sięgnięto także po efekt przesterowanego wokalu, a w instrumentarium pojawiły się organy Hammonda. „Rebell” to kolejny milowy krok w rozwoju Black Bee, którzy na koncertach pozwolili już swoim fanom na konfrontację z nowym repertuarem. Spotkania te udowodniły, że utwory takie jak „Reda”, „Rollin’”, „Już dość” czy tytułowy „Rebell” stają się kolejnymi muzycznymi wizytówkami Black Bee. ..::TRACK-LIST::.. 1. Rebell (C'mon) 2. Poza horyzont 3. Nowy rozdział 4. Reda 5. Rollin' 6. Like Drug 7. Janis 8. Kiff 9. Say Yes 10. Już dość 11. Sobie sam https://www.youtube.com/watch?v=HabOKVYWzEc SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-18 16:45:26
Rozmiar: 94.82 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Po doskonale przyjętym debiucie płytowym żywieckiej grupy Black Bee notowania zespołu mocno skoczyły wśród fanów krajowego hard rocka, blues rock i rocka, a czas ostatnich dwóch lat był dla Black Bee bardzo intensywny. Muzycy zagrali kilkadziesiąt koncertów, pojawili się w wielu mediach a także rozpoczęli pracę nad nowym albumem, który podobnie jak debiut pojawi się w wyniku współpracy z wytwórnią Jimmy Jazz Records. Płyta o tytule „Rebell” jest rozwinięciem muzycznych zainteresowań muzyków prezentując Black Bee jako zespół z jasno określonym celem, świadomy tego co i komu chce zaproponować za sprawą swojego repertuaru. Nowa płyta to muzyczna kontynuacja pierwszego albumu, kilkanaście utworów nawiązujących do brzmienia rockowej klasyki ze świetnym wokalem Rafała Matuszewskiego. Płyta pełna energii i pozytywnego przekazu, jak twierdzą sami muzycy: „Bardziej eklektyczna niż poprzednia za sprawą większej ilości inspiracji jakie zdecydowały o jej finalnym brzmieniu”. Album „Rebell” w 75% nagrany został „na setkę”, poza męskimi głosami słyszymy żeńskie chórki, sięgnięto także po efekt przesterowanego wokalu, a w instrumentarium pojawiły się organy Hammonda. „Rebell” to kolejny milowy krok w rozwoju Black Bee, którzy na koncertach pozwolili już swoim fanom na konfrontację z nowym repertuarem. Spotkania te udowodniły, że utwory takie jak „Reda”, „Rollin’”, „Już dość” czy tytułowy „Rebell” stają się kolejnymi muzycznymi wizytówkami Black Bee. ..::TRACK-LIST::.. 1. Rebell (C'mon) 2. Poza horyzont 3. Nowy rozdział 4. Reda 5. Rollin' 6. Like Drug 7. Janis 8. Kiff 9. Say Yes 10. Już dość 11. Sobie sam https://www.youtube.com/watch?v=HabOKVYWzEc SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-18 16:39:54
Rozmiar: 276.08 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- INXS - The Very Best - (2 CD) --------------------------------------------------------------------- Artist...............: INXS Album................: The Very Best Genre................: Rock, Pop Source...............: CD Year.................: 2011 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 73-75 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: Universal Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting - CD 1 --------------------------------------------------------------------- 1. INXS - Need You Tonight [03:03] 2. INXS - Mystify [03:19] 3. INXS - Suicide Blonde [03:53] 4. INXS - Taste It (7' Version) [03:20] 5. INXS - Original Sin [05:18] 6. INXS - Heaven Sent [03:20] 7. INXS - Disappear [04:10] 8. INXS - Never Tear Us Apart [03:05] 9. INXS - The Gift [04:04] 10. INXS - Devil Inside [05:15] 11. INXS - Beautiful Girl [03:29] 12. INXS - By My Side [03:06] 13. INXS - Kiss The Dirt (Falling Down The Mountain) [03:55] 14. INXS - Elegantly Wasted [04:34] 15. INXS - New Sensation [03:41] 16. INXS - What You Need [03:36] 17. INXS - Listen Like Thieves [03:48] 18. INXS - Just Keep Walking [02:44] 19. INXS - Bitter Tears [03:50] 20. INXS - Baby Don't Cry [04:47] Playing Time.........: 01:16:25 Total Size...........: 576,75 MB --------------------------------------------------------------------- Tracklisting - CD 2 --------------------------------------------------------------------- 1. INXS - Don’t Change [04:27] 2. INXS - The One Thing [03:26] 3. INXS - Shining Star [03:44] 4. INXS - The Stairs [04:58] 5. INXS - Please (You Got That…) [03:04] 6. INXS - Burn for You [04:59] 7. INXS - I Send a Message [03:24] 8. INXS - The Loved One [03:37] 9. INXS - This Time [03:10] 10. INXS - Shine Like It Does [03:07] 11. INXS - Stay Young [03:25] 12. INXS - Kick [03:15] 13. INXS - Calling All Nations [03:05] 14. INXS - To Look at You [03:58] 15. INXS - Good Times feat. Jimmy Barnes [03:52] 16. INXS - Need You Tonight (mash up) vs. Gwen Stefani [03:50] 17. INXS - New Sensation (live at the Edinburgh Playhouse) [04:06] 18. INXS - What You Need (live at the Edinburgh Playhouse) [05:26] 19. INXS - Mystify (live at the Edinburgh Playhouse) [03:29] 20. INXS - Disappear (live at the Brixton Academy) [03:57] Playing Time.........: 01:16:28 Total Size...........: 565,54 MB
Seedów: 35
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-18 11:16:47
Rozmiar: 1.14 GB
Peerów: 1
Dodał: rajkad
Opis
...( Info )...
Składanka mireczka-stare,nowe,najnowsze vol.31 Gatunek: Dance,Disco,Vixa/Pompa,Trance Rok:2025 mp3@320kbps CZAS:01:42:12 ...( TrackList )... 1.Crazy Frog & Dj Mularski & Fuze feat. Mr. Cheez & Diamond - Rura musi j..bać (2025) 2.Dana & Dudek P56 & Winamp - Nieźle , nieźle (2025) 3.ReOrder & Alan Fullmer & Sue McLaren - You're Not Alone (Extended Mix) 4.BASSMASSAGE & Kid Vincent - Good Vibes (DiDaDa) (Extended Mix) 5.BASSMASSAGE & Kid Vincent - Good Vibes (DiDaDa) 6.Cjalis & Magikk - Królowa Dzielni (Bootleg) 7.DJ BoBo - Fire & Ice 8.Limahl - Never Ending Story (Christmas Re-edit By Levon&Dinato) 9.Dawid, Artysta & Blaga - Mamy Deszcz, Banknoty! (Remix) 10.Blanka & Chris Royal feat. Orson X Dj Curly vs. Fuze - Solo in my brain (2025) 11.Jamal - Policeman (Bootleg) 2025) 12.Lewis Laite - Rock To The Bass 13.Lewis Laite - Rock To The Bass (Extended Mix) 14.Jeden Osiem L - Jak Zapomnieć (Remix) 15.ZYREX - Heart Cold (Original Mix) 16.Major SPZ & Majki - Kalinka (Remix) 17.Skar & Manfree & Carolina Marquezÿ - Polo Nord (Remix) 18.Marty - Found You (Ooh, Ooh, Ooh) (2025) 19.Klaas, Michael Roman - Titanium 20.Klaas, Michael Roman - Titanium (Extended Mix) 21.ATC - All Around The World (Deluxe Remix) 22.Alex C & Yass X Selvi feat. BR3NVIS vs. Matty - Back to doktorspiele base (2025) 23.Marc-BaZZ - Girl You Know It´s True (Extended Mix) 24.Marc-BaZZ - Girl You Know Its True (Original Mix) 25.Kombi & Damien N & STV feat. D.A.N.N.Y vs. Pablo & Dj Przemooo - Nasze randez vous (2025) 26.Modern Talking & Tina Walen - You’re My Heart, You’re My Soul (Allan Future House Edit) 27.MODELKI - CZEGO CHCESZ (Remix) 28.AndrxG & Bagrol feat. Abberall - Kalinka goal (2025) 29.Exitos Actuales - Dragostea Din Tei 30.Turbotronic - Happy Weekend (Extended Mix)
Seedów: 150
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-18 03:55:31
Rozmiar: 234.47 MB
Peerów: 24
Dodał: mireczek19
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. W roku 2008 po rozpadzie punkowej grupy Voldenberg, założonej przez Marka Iwańczuka, basistę legendarnego Kryzysu i muzyka zespołów Poland i Che!, gitarzysta Voldenberg Piotr Olczyk powołał do życia nowy band o nazwie Marne Szanse. Mimo punkowych korzeni założyciela i powoływania się na punkowe wpływy, muzyka zespołu, określana przez samych twórców mianem "Dance Punk", dość znacznie odbiegała od tego co fani punk rocka nazwaliby muzyką dla siebie. Komercyjny wpływ muzyki elektronicznej zrobił swoje i zespół zaistniał na sporej ilości imprez u boku wielu topowych artystów, zdobył kilogramy wyróżnień, nagrał kilka singli, EP-ek i dwa albumy..... Mądra maksyma głosi, że natury nie da się oszukać czego dowodzi także sesja nagraniowa do trzeciej płyty Marnych Szans. Nagrany wówczas materiał okazał się przełomem który spowodował powrót do dawnych punkowych fascynacji i ostrego punkowego brzmienia, które spychane na dalszy plan wróciło jednak ze zdwojona siłą. Tytuł albumu "Cofamy do przodu" w sposób jednoznaczny przedstawia filozofię Marnych Szans, dla których powrót do muzycznych korzeni oznacza także krok do przodu z nowymi pomysłami i nową energią. Marne Szanse albumem "Cofamy do przodu" niejako debiutują ponownie zwracając się w stronę tych, którzy najbardziej cenią sobie melodyjne, gitarowe brzmienie, teksty o tym co tu i teraz i punkowy czad. Prezentując 17 własnych utworów zapraszają na ostry 40-minutowy, punkowy show. Wydawca ..::TRACK-LIST::.. 1. .... Przed państwem benefis (Vocals Maciej Uba) 0:24 2. Cofamy do przodu 1:50 3. Ostry punkowy show 1:42 4. Trudno zachować klasę 1:57 5. Plaże Santa Monica 3:13 6. Ile jesteś wart 1:44 7. Warszawa wita ich 3:09 8. Odi Profanum Vulgus 0:32 9. Kiedyś przyjdzie czas 3:28 10 .... Zapraszamy na przerwę (Vocals Jerry Łojko, Maciej Uba) 1:23 11. Po prostu sobą 0:25 12. Nowy miejsky bohater 2:40 13. Każdy ma opinię 2:28 14. Jeśli masz pieniądze 3:01 15. Stąd do wieczności 2:53 16. Chce mi się 2:32 17. Zostałem w tyle 3:14 18. Samozachwyt nad samojebką 1:31 19. Nie marnuj szans 3:58 20. .... Prosimy opuścić salę (Vocals Maciej Uba) 2:15 ..::OBSADA::.. Bass Guitar - Jerry Łojko Drums, Backing Vocals - Tomasz Orzechowski Lead Vocals - Piotr Olczyk Backing Vocals - Jan Krawczyński, Maciej Uba https://www.youtube.com/watch?v=nLMmvs95vR4 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-17 19:13:44
Rozmiar: 106.93 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. W roku 2008 po rozpadzie punkowej grupy Voldenberg, założonej przez Marka Iwańczuka, basistę legendarnego Kryzysu i muzyka zespołów Poland i Che!, gitarzysta Voldenberg Piotr Olczyk powołał do życia nowy band o nazwie Marne Szanse. Mimo punkowych korzeni założyciela i powoływania się na punkowe wpływy, muzyka zespołu, określana przez samych twórców mianem "Dance Punk", dość znacznie odbiegała od tego co fani punk rocka nazwaliby muzyką dla siebie. Komercyjny wpływ muzyki elektronicznej zrobił swoje i zespół zaistniał na sporej ilości imprez u boku wielu topowych artystów, zdobył kilogramy wyróżnień, nagrał kilka singli, EP-ek i dwa albumy..... Mądra maksyma głosi, że natury nie da się oszukać czego dowodzi także sesja nagraniowa do trzeciej płyty Marnych Szans. Nagrany wówczas materiał okazał się przełomem który spowodował powrót do dawnych punkowych fascynacji i ostrego punkowego brzmienia, które spychane na dalszy plan wróciło jednak ze zdwojona siłą. Tytuł albumu "Cofamy do przodu" w sposób jednoznaczny przedstawia filozofię Marnych Szans, dla których powrót do muzycznych korzeni oznacza także krok do przodu z nowymi pomysłami i nową energią. Marne Szanse albumem "Cofamy do przodu" niejako debiutują ponownie zwracając się w stronę tych, którzy najbardziej cenią sobie melodyjne, gitarowe brzmienie, teksty o tym co tu i teraz i punkowy czad. Prezentując 17 własnych utworów zapraszają na ostry 40-minutowy, punkowy show. Wydawca ..::TRACK-LIST::.. 1. .... Przed państwem benefis (Vocals Maciej Uba) 0:24 2. Cofamy do przodu 1:50 3. Ostry punkowy show 1:42 4. Trudno zachować klasę 1:57 5. Plaże Santa Monica 3:13 6. Ile jesteś wart 1:44 7. Warszawa wita ich 3:09 8. Odi Profanum Vulgus 0:32 9. Kiedyś przyjdzie czas 3:28 10 .... Zapraszamy na przerwę (Vocals Jerry Łojko, Maciej Uba) 1:23 11. Po prostu sobą 0:25 12. Nowy miejsky bohater 2:40 13. Każdy ma opinię 2:28 14. Jeśli masz pieniądze 3:01 15. Stąd do wieczności 2:53 16. Chce mi się 2:32 17. Zostałem w tyle 3:14 18. Samozachwyt nad samojebką 1:31 19. Nie marnuj szans 3:58 20. .... Prosimy opuścić salę (Vocals Maciej Uba) 2:15 ..::OBSADA::.. Bass Guitar - Jerry Łojko Drums, Backing Vocals - Tomasz Orzechowski Lead Vocals - Piotr Olczyk Backing Vocals - Jan Krawczyński, Maciej Uba https://www.youtube.com/watch?v=nLMmvs95vR4 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-17 19:09:34
Rozmiar: 334.00 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Pierwsze co przyszło mi do głowy kiedy po raz pierwszy usłyszałem ten krążek to cudowny czas gdy 'pałowałem się' przy 'Obsessed by Cruelty' SODOM'a... FA First things first: the melody of “Follow the Call…” sounds exactly like the typical “medieval lines” of Desaster. The guitar creates this melancholic and I-see-only-the-shapes-of-the-castle-in-the-fog feeling that Sonderkommando Kuschke brought into the scene. Moreover, as the track gets wild, it also lies in very close proximity to the brutal parts of the so-called medieval songs of Desaster. This is slightly dubious on the one hand, on the other hand it means that we are listening to a wonderful example of black thrash metal. By the way, the opening riff of the closer also reminds me of another track (“Under the Hammer of Gore”, Chainsaw, Greece), but that’s surely a coincidence. Better still, this tune with its hymnal yet inciting chorus also constitutes a fantastic point of orientation. These two tracks at the end of the running order make a good album even more enjoyable. Friends of the first Quintessenz full-length will love it, but they will not be the only ones. Frankly speaking, I was not sure whether or not it would be necessary to lend an ear to “A Thousand Pyres”, because the debut of the duo was okay, but it was this kind of okay that means the-album-is-not-very-exciting-but-I-am-too-lazy-to-pick-out-another-CD-from-my-shelf. “Summoning Hell” did not suffer from severe mistakes and the same can be said about the new work. But, and here comes the difference, “A Thousand Pyres” marks the first step of the band out of the unmanageable crowd of solid yet interchangeable formations. The title track or “Scorn and Wrath” have stirring, powerful guitar lines that lend the material an individual face, at least to a certain extent. The same goes for the pounding chorus of “Dark Forces”. Cobwebbed sounds drone out of the mausoleum that once (probably 1990 / 1991) was built in the erroneous assumption that both thrash and black metal were not comatose but dead. Nocturnal Witch keep the fire burning and fortunately, the production underlines the musical approach fittingly in view of its comparatively warm touch. Warm yet mighty and strict, of course. It also goes without saying that the mix does not render homage to purity or transparency. Nocturnal Witch emanate this musty smell that other German bands, for instance Eurynomos or Megatherion, also like to spread (and I already mentioned that Desaster seem to be an inspiring unit for the protagonists of the here reviewed output). 38 minutes are an appropriate length for an album that wants nothing else to be but another chapter in the book of black thrash. No doubt, it is a well written chapter, every paragraph is interesting to read and holds relevant information. The authors are on a good way and I have the feeling that they are men of conviction. Expressed differently, I will keep my eyes open for their third full-length. This band does not lack honesty and due to its obviously increasing song-writing abilities – the album is free from flops - their next work can become a real jewel of the bastard genre. Until then, it feels good to get the daily shit out of the head by listening to “A Thousand Pyres”. Felix 1666 ..::TRACK-LIST::.. 1. Downfall of the World 04:25 2. A Thousand Pyres 05:55 3. Black Chalice 03:26 4. Scorn and Wrath 06:12 5. Dark Forces 04:28 6. Eclipsing the Light 04:17 7. Follow the Call 04:54 8. Raise the Swords 04:19 ..::OBSADA::.. Tyrant - Vocals, Guitars, Bass Baphomet - Drums, Keyboards, Vocals (backing) https://www.youtube.com/watch?v=7ptdNjs45TI SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-17 17:49:10
Rozmiar: 89.71 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Pierwsze co przyszło mi do głowy kiedy po raz pierwszy usłyszałem ten krążek to cudowny czas gdy 'pałowałem się' przy 'Obsessed by Cruelty' SODOM'a... FA First things first: the melody of “Follow the Call…” sounds exactly like the typical “medieval lines” of Desaster. The guitar creates this melancholic and I-see-only-the-shapes-of-the-castle-in-the-fog feeling that Sonderkommando Kuschke brought into the scene. Moreover, as the track gets wild, it also lies in very close proximity to the brutal parts of the so-called medieval songs of Desaster. This is slightly dubious on the one hand, on the other hand it means that we are listening to a wonderful example of black thrash metal. By the way, the opening riff of the closer also reminds me of another track (“Under the Hammer of Gore”, Chainsaw, Greece), but that’s surely a coincidence. Better still, this tune with its hymnal yet inciting chorus also constitutes a fantastic point of orientation. These two tracks at the end of the running order make a good album even more enjoyable. Friends of the first Quintessenz full-length will love it, but they will not be the only ones. Frankly speaking, I was not sure whether or not it would be necessary to lend an ear to “A Thousand Pyres”, because the debut of the duo was okay, but it was this kind of okay that means the-album-is-not-very-exciting-but-I-am-too-lazy-to-pick-out-another-CD-from-my-shelf. “Summoning Hell” did not suffer from severe mistakes and the same can be said about the new work. But, and here comes the difference, “A Thousand Pyres” marks the first step of the band out of the unmanageable crowd of solid yet interchangeable formations. The title track or “Scorn and Wrath” have stirring, powerful guitar lines that lend the material an individual face, at least to a certain extent. The same goes for the pounding chorus of “Dark Forces”. Cobwebbed sounds drone out of the mausoleum that once (probably 1990 / 1991) was built in the erroneous assumption that both thrash and black metal were not comatose but dead. Nocturnal Witch keep the fire burning and fortunately, the production underlines the musical approach fittingly in view of its comparatively warm touch. Warm yet mighty and strict, of course. It also goes without saying that the mix does not render homage to purity or transparency. Nocturnal Witch emanate this musty smell that other German bands, for instance Eurynomos or Megatherion, also like to spread (and I already mentioned that Desaster seem to be an inspiring unit for the protagonists of the here reviewed output). 38 minutes are an appropriate length for an album that wants nothing else to be but another chapter in the book of black thrash. No doubt, it is a well written chapter, every paragraph is interesting to read and holds relevant information. The authors are on a good way and I have the feeling that they are men of conviction. Expressed differently, I will keep my eyes open for their third full-length. This band does not lack honesty and due to its obviously increasing song-writing abilities – the album is free from flops - their next work can become a real jewel of the bastard genre. Until then, it feels good to get the daily shit out of the head by listening to “A Thousand Pyres”. Felix 1666 ..::TRACK-LIST::.. 1. Downfall of the World 04:25 2. A Thousand Pyres 05:55 3. Black Chalice 03:26 4. Scorn and Wrath 06:12 5. Dark Forces 04:28 6. Eclipsing the Light 04:17 7. Follow the Call 04:54 8. Raise the Swords 04:19 ..::OBSADA::.. Tyrant - Vocals, Guitars, Bass Baphomet - Drums, Keyboards, Vocals (backing) https://www.youtube.com/watch?v=7ptdNjs45TI SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-17 17:45:42
Rozmiar: 288.81 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- Black - Wonderful Life - (2 CD) (Expanded Edition) --------------------------------------------------------------------- Artist...............: Black Album................: Wonderful Life Genre................: Pop Source...............: CD Year.................: 1987-2013 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 65-68 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: Universal UMC Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting - CD 1 --------------------------------------------------------------------- 1. Black - Wonderful Life [04:50] 2. Black - Everything's Coming Up Roses [04:08] 3. Black - Sometimes For The Asking [04:11] 4. Black - Finder [04:15] 5. Black - Paradise [04:53] 6. Black - I'm Not Afraid [05:02] 7. Black - I Just Grew Tired [04:16] 8. Black - Blue [03:39] 9. Black - Just Making Memories [04:26] 10. Black - Sweetest Smile [05:20] 11. Black - Ravel In The Rain [03:49] 12. Black - Leave Yourself Alone [04:30] 13. Black - Sixteens [03:55] 14. Black - It's Not You Lady Jane [03:27] 15. Black - Hardly Star-Crossed Lovers [02:51] Playing Time.........: 01:03:39 Total Size...........: 420,32 MB --------------------------------------------------------------------- Tracklisting - CD 2 --------------------------------------------------------------------- 1. Black - Wonderful Life (Alternate Version) [04:50] 2. Black - Birthday Night [05:11] 3. Black - Dagger Reel [05:00] 4. Black - Sometimes For The Asking (New Version) [05:03] 5. Black - Sometimes For The Asking (Echo Bass and Sax) [04:56] 6. Black - Everything's Coming Up Roses (The Fairly Mental Mix)[04:27] 7. Black - Have It Your Own Way [03:09] 8. Black - My Lover [04:04] 9. Black - Life Calls [03:53] 10. Black - Had Enough [05:01] 11. Black - All We Need Is The Money [04:24] Playing Time.........: 50:02 Total Size...........: 345,01 MB
Seedów: 223
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-17 15:51:41
Rozmiar: 813.21 MB
Peerów: 58
Dodał: rajkad
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
Kiedy 'Fuze' gra solówki, podróżuje głęboko w przestrzeń harmoniczną, rzucając w powietrze rozżarzone odłamki dźwięku, nie odwracając się, by sprawdzić, gdzie mogą spaść... FA Screaming Headless Torsos have injected the jazz fusion scene with a much-needed new energy, after guitarist David Fuze Fiuczynski's revitalization of the genre with his 1996 album "Lunar Crush". He joins forces with the extraordinary vocalist Dean Bowman, and a rhythm section comprised of Fima Ephron (bass), Daniel Sadownick (percussion), and Gene Lake (drums) to deliver the group's signature combination of jazz with heavy riffs and ambient sound on "Live In New York & Paris". This 2 DVD set of two legendary, sold-out performances is professionally shot, recorded, and mixed. The concerts were held at New York City's Knitting Factory in 1996, and New Morning in Paris, 2004. ..::TRACK-LIST::.. DVD 1 - JazzLive At The Knitting Factory, New York City, 1996: 1. Is The Teacher 2. Word To Herb 3. Graffiti Cemetery 4. Arline 5. Woe To The Conquered 6. Panic 178 7. Just For Now 8. Cult Of The Internal Sun 9. Darryl Dawkins 10. Vinnie 11. Smile In A Wave 12. Hope DVD 2 - Live At The New Morning, Paris, 2004: 1. Just For Now 2. Vinnie 3. No Survivors 4. Word To Herb 5. Daniel Sadownick 6. Sakura 7. Phoenix Rising 8. Graffiti Cemetery 9. Arcadia Finlandis 10. Cult Of The Internal Sun 11. Free Man ..::OBSADA::.. Vocals - Dean Bowman Guitar - David 'Fuze' Fiuczynski Percussion - Daniel Sadownick Bass - Fima Ephron Drums - Gene Lake https://www.youtube.com/watch?v=vs5zCPI2-Gc SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-16 19:44:15
Rozmiar: 8.37 GB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Wydany pod koniec 1973 roku przez CBS, świetny album hard-blues-rockowej belgijskiej formacji, prowadzonej przez byłego lidera blues-rockowej grupy Burning Plague - znanej z kultowego LP z 1970 roku. Doctor Downtrip to klasyczne, dość ciężkie, rasowe europejskie granie, troszkę w klimacie naszych Breakoutów z lat 1972-1974, ale moim zdaniem lepsze. Dodatkowo dołączono sześć rzadkich nagrań z trzech singli z lat 1970-1973. ..::TRACK-LIST::.. 1. Nothing The Same / Free Morning Time 2. Walking In The Desert 3. Wanted! 4. Lost City 5. Anything Goes 6. Better Run Away 7. Everything Around 8. Big Blue Train 9. Feeling Good Again Bonus Tracks from Rare Singles: 10. Winter's Coming (B-side, 1973) 11. Jumpin' in the Air (A-side, 1973) 12. Take My Place (A-side, 1972) 13. Depressed (B-side, 1972) 14. Gravitation (A-side, 1070) 15. Music for Your Mind (B-side, 1970) ..::OBSADA::.. Bass - John Hastry Drums - Paul v.d Velden Guitar - Serge Pau Guitar, Vocals - Michael Heslop Vocals - Jean-Paul Goosens https://www.youtube.com/watch?v=MZSSU4GnVPs SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-16 17:47:06
Rozmiar: 144.69 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Wydany pod koniec 1973 roku przez CBS, świetny album hard-blues-rockowej belgijskiej formacji, prowadzonej przez byłego lidera blues-rockowej grupy Burning Plague - znanej z kultowego LP z 1970 roku. Doctor Downtrip to klasyczne, dość ciężkie, rasowe europejskie granie, troszkę w klimacie naszych Breakoutów z lat 1972-1974, ale moim zdaniem lepsze. Dodatkowo dołączono sześć rzadkich nagrań z trzech singli z lat 1970-1973. ..::TRACK-LIST::.. 1. Nothing The Same / Free Morning Time 2. Walking In The Desert 3. Wanted! 4. Lost City 5. Anything Goes 6. Better Run Away 7. Everything Around 8. Big Blue Train 9. Feeling Good Again Bonus Tracks from Rare Singles: 10. Winter's Coming (B-side, 1973) 11. Jumpin' in the Air (A-side, 1973) 12. Take My Place (A-side, 1972) 13. Depressed (B-side, 1972) 14. Gravitation (A-side, 1070) 15. Music for Your Mind (B-side, 1970) ..::OBSADA::.. Bass - John Hastry Drums - Paul v.d Velden Guitar - Serge Pau Guitar, Vocals - Michael Heslop Vocals - Jean-Paul Goosens https://www.youtube.com/watch?v=MZSSU4GnVPs SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-16 17:42:31
Rozmiar: 374.76 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Nowy album Tenebris, jednego z najbardziej oryginalnych polskich zespołów metalowych. Założony w Łodzi w 1991 roku, zespół zaczynał jako przedstawiciel death metalu, by szybko włączyć do swojego brzmienia wpływy muzyki progresywnej a nawet elementy jazzu. Tekstowo nowa płyta to koncept na powstanie którego olbrzymi wpływ miała książka Joanny Salomon "Latarka Gombrowicza". Kochanowski w interpretacji Tenebris, to zdecydowanie nie ten sam twórca, co prezentowany podczas lekcji szkolnych. Jego pisma to celowo skonstruowany labirynt, oparty na pitagorejskiej filozofii liczb. Szlachcic-poeta spod lipy, przeistacza się w kogoś, studiującego i praktykującego coś, co kiedyś i dziś nazywa się magią. Idea odrodzenia Kochanowskiego jako wieszcza, który przewyższa nawet Mickiewicza, stała się bardzo bliska zespołowi, stąd bezkompromisowy tytuł albumu. Okładka płyty, będąca adaptacją szkicu Jana Matejki przedstawiającym jego wizję Jana Kochanowskiego, dodatkowo wspiera tę narrację. Sugeruje ona, że popularne postacie historyczne są często spłaszczane w masowym postrzeganiu, a za ich wizerunkiem kryje się o wiele więcej nieoczekiwanych historii. Na płycie pojawiają się również goście specjalni: Maciej Pasiński (ex-Sirrah, obecnie Pincer Consotrium) w chórkach, wspaniały klarnecista jazzowy Paweł Szamburski oraz Sylwia Levy. Wydawca Kurcze, nigdy nie byłem ich fanem. Pewnie dlatego, że w 1994 roku, kiedy wydawali swój debiut, to na świecie rozszalała się już na dobre black metalowa zawierucha więc kolejny death metalowy album jakiejś kapeli z Polski mało mnie wtedy obchodził. Ja jebie, nawet nie wiedziałem, że nadal Tenebris istnieje, a tu nagle pojawia się w mojej skrzynce ich najnowszy materiał. Nie byłem zbytnio zadowolony tym faktem, bo raczej stronię od progresywnych wygibasów i sam z siebie po takowe nie sięgam, chyba że z recenzyjnego obowiązku. Z tego też powodu zabrałem się za przesłuchanie „Kochanowskiego”, który przerażał mnie ilością utworów, gdyż ma ich dziesięć, lecz pocieszałem się faktem, że na szczęście trwają one „po staremu” i razem oferują nieco ponad czterdzieści minut muzyki. Pierwsze chwile były ciężkie, ponieważ zestawienie śpiewanych tekstów Jana Kochanowskiego, Juliusza Słowackiego i Adama Mickiewicza z awangardowo zagranym metalem, brzmiało po prostu głupio. Jednakże z każdą następną minutą wrażenie to traciło na sile, aż w końcu ustąpiło. Poddając się w pełni muzyce, zatopiłem się w niej głęboko, ponieważ o dziwo wciągnęła mnie swoim, polskim patosem, którego na co dzień nie znoszę. Tym razem musiałem skapitulować, ponieważ „Kochanowski” wessał mnie do swego świata, który wypełniony jest po brzegi zaskakującymi aranżacjami. Wypchany po brzegi, że aż trzeszczą szwy, zmianami tempa, mocy riffów, wirtuozerskich popisów i formami ocierającymi się o improwizację. To akordy uderzające z różnym natężeniem, układające się w wielowarstwowe tekstury, a na poszczególnych ich płaszczyznach dzieje się naprawdę dużo, windując emocje dość wysoko. Uczucia związane z romantyzmem polskim tutaj kipią przez całą długość tego krążka, zwłaszcza że wspomniane liryki doskonale zespolone są z linią instrumentów, tworząc chwytający za gardło spektakl, w którym modernistyczne zabiegi mieszają się z gęstymi i ciężkimi, death metalowymi riffami, technicznymi zawijasami i jazzowymi wariacjami. Soczyste gitary i „mosiężna” sekcja rytmiczna wspierane są przez syntezatorowe tła, a w zamykającym ten album „Szmaragdowym Somnambuliku” pojawiają się również klarnety. „Kochanowski” niesie ze sobą złożoną muzykę o nieliniowej konstrukcji, w której agresja miksuje się z melancholią i słowiańskim mistycyzmem. W warstwie wokalnej jest tutaj równie zróżnicowanie, bo śpiew Siwego Jaszy, który trafnie intonuje słowa, doskonale momentami wspierają growle gościnnie występującego w nagraniach Macieja Pasińskiego i chórki Sylwii Levy w ósmym „Kreonie”. Płyta nie dla każdego, ponieważ może odstraszać nieszablonową melodyką i niestabilną rytmiką oraz silnym pierwiastkiem poetycznym, który nie do wszystkich będzie potrafił dotrzeć. Polecam, bo to kawał bardzo dobrej i inteligentnie skomponowanej muzy, a jej polska duchowość posiada w tym przypadku odpowiedni charakter. shub niggurath Brand new studio album from one of Poland's most original and long-running metal bands - Tenebris. Formed in Łódź, Poland in 1991, they began as a death metal act before incorporating progressive and even jazz influences into their sound, being extremely hard to categorize as under just one metal genre. The album title references the iconic Polish XVI century poet, visioner and magician, Jan Kochanowski. His works are shown here as a deliberate labyrinth based on Pythagorean numerology, which in turn was derived from Hermes Trismegistus. This new perspective transformed Kochanowski from a simple, pastoral poet into a practitioner of what might be called magical arts. The idea of Kochanowski as a prophet figure, transcending even Mickiewicz, became central to the album's unapologetic title. ..::TRACK-LIST::.. 1. Kochanowski 2. Kosy 3. Popiel 4. Sarmacya 5. Perunowy 6. Duch 7. Wolarz 8. Kreon 9. Wieleci 10. Szmaragdowy somnambulik The songs 'Popiel' and 'Perunowy' are fragments of Juliusz Słowacki's work, Król Duch. 'Sarmacya' is part of Jan Kochanowski's Porporzec, and the end of 'Wolarz' is a piece from Adam Mickiewicz's Dziady. ..::OBSADA::.. Siwy Jaszy - guitar, vocals, lyrics Przemysław Dominiak - guitar, FX, keyboards Grzegorz Graczyk - drums, samples Bartek Polniak - bass Guests: Maciej Pasiński - backing vocals, growls on 'Kochanowski' and 'Perunowy' Sylwia Levy - backing vocals on 'Kreon' Paweł Szamburski - clarinets on 'Szmaragdowy Somnambulik' https://www.youtube.com/watch?v=PmAbOextE80 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-16 16:33:33
Rozmiar: 99.24 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Nowy album Tenebris, jednego z najbardziej oryginalnych polskich zespołów metalowych. Założony w Łodzi w 1991 roku, zespół zaczynał jako przedstawiciel death metalu, by szybko włączyć do swojego brzmienia wpływy muzyki progresywnej a nawet elementy jazzu. Tekstowo nowa płyta to koncept na powstanie którego olbrzymi wpływ miała książka Joanny Salomon "Latarka Gombrowicza". Kochanowski w interpretacji Tenebris, to zdecydowanie nie ten sam twórca, co prezentowany podczas lekcji szkolnych. Jego pisma to celowo skonstruowany labirynt, oparty na pitagorejskiej filozofii liczb. Szlachcic-poeta spod lipy, przeistacza się w kogoś, studiującego i praktykującego coś, co kiedyś i dziś nazywa się magią. Idea odrodzenia Kochanowskiego jako wieszcza, który przewyższa nawet Mickiewicza, stała się bardzo bliska zespołowi, stąd bezkompromisowy tytuł albumu. Okładka płyty, będąca adaptacją szkicu Jana Matejki przedstawiającym jego wizję Jana Kochanowskiego, dodatkowo wspiera tę narrację. Sugeruje ona, że popularne postacie historyczne są często spłaszczane w masowym postrzeganiu, a za ich wizerunkiem kryje się o wiele więcej nieoczekiwanych historii. Na płycie pojawiają się również goście specjalni: Maciej Pasiński (ex-Sirrah, obecnie Pincer Consotrium) w chórkach, wspaniały klarnecista jazzowy Paweł Szamburski oraz Sylwia Levy. Wydawca Kurcze, nigdy nie byłem ich fanem. Pewnie dlatego, że w 1994 roku, kiedy wydawali swój debiut, to na świecie rozszalała się już na dobre black metalowa zawierucha więc kolejny death metalowy album jakiejś kapeli z Polski mało mnie wtedy obchodził. Ja jebie, nawet nie wiedziałem, że nadal Tenebris istnieje, a tu nagle pojawia się w mojej skrzynce ich najnowszy materiał. Nie byłem zbytnio zadowolony tym faktem, bo raczej stronię od progresywnych wygibasów i sam z siebie po takowe nie sięgam, chyba że z recenzyjnego obowiązku. Z tego też powodu zabrałem się za przesłuchanie „Kochanowskiego”, który przerażał mnie ilością utworów, gdyż ma ich dziesięć, lecz pocieszałem się faktem, że na szczęście trwają one „po staremu” i razem oferują nieco ponad czterdzieści minut muzyki. Pierwsze chwile były ciężkie, ponieważ zestawienie śpiewanych tekstów Jana Kochanowskiego, Juliusza Słowackiego i Adama Mickiewicza z awangardowo zagranym metalem, brzmiało po prostu głupio. Jednakże z każdą następną minutą wrażenie to traciło na sile, aż w końcu ustąpiło. Poddając się w pełni muzyce, zatopiłem się w niej głęboko, ponieważ o dziwo wciągnęła mnie swoim, polskim patosem, którego na co dzień nie znoszę. Tym razem musiałem skapitulować, ponieważ „Kochanowski” wessał mnie do swego świata, który wypełniony jest po brzegi zaskakującymi aranżacjami. Wypchany po brzegi, że aż trzeszczą szwy, zmianami tempa, mocy riffów, wirtuozerskich popisów i formami ocierającymi się o improwizację. To akordy uderzające z różnym natężeniem, układające się w wielowarstwowe tekstury, a na poszczególnych ich płaszczyznach dzieje się naprawdę dużo, windując emocje dość wysoko. Uczucia związane z romantyzmem polskim tutaj kipią przez całą długość tego krążka, zwłaszcza że wspomniane liryki doskonale zespolone są z linią instrumentów, tworząc chwytający za gardło spektakl, w którym modernistyczne zabiegi mieszają się z gęstymi i ciężkimi, death metalowymi riffami, technicznymi zawijasami i jazzowymi wariacjami. Soczyste gitary i „mosiężna” sekcja rytmiczna wspierane są przez syntezatorowe tła, a w zamykającym ten album „Szmaragdowym Somnambuliku” pojawiają się również klarnety. „Kochanowski” niesie ze sobą złożoną muzykę o nieliniowej konstrukcji, w której agresja miksuje się z melancholią i słowiańskim mistycyzmem. W warstwie wokalnej jest tutaj równie zróżnicowanie, bo śpiew Siwego Jaszy, który trafnie intonuje słowa, doskonale momentami wspierają growle gościnnie występującego w nagraniach Macieja Pasińskiego i chórki Sylwii Levy w ósmym „Kreonie”. Płyta nie dla każdego, ponieważ może odstraszać nieszablonową melodyką i niestabilną rytmiką oraz silnym pierwiastkiem poetycznym, który nie do wszystkich będzie potrafił dotrzeć. Polecam, bo to kawał bardzo dobrej i inteligentnie skomponowanej muzy, a jej polska duchowość posiada w tym przypadku odpowiedni charakter. shub niggurath Brand new studio album from one of Poland's most original and long-running metal bands - Tenebris. Formed in Łódź, Poland in 1991, they began as a death metal act before incorporating progressive and even jazz influences into their sound, being extremely hard to categorize as under just one metal genre. The album title references the iconic Polish XVI century poet, visioner and magician, Jan Kochanowski. His works are shown here as a deliberate labyrinth based on Pythagorean numerology, which in turn was derived from Hermes Trismegistus. This new perspective transformed Kochanowski from a simple, pastoral poet into a practitioner of what might be called magical arts. The idea of Kochanowski as a prophet figure, transcending even Mickiewicz, became central to the album's unapologetic title. ..::TRACK-LIST::.. 1. Kochanowski 2. Kosy 3. Popiel 4. Sarmacya 5. Perunowy 6. Duch 7. Wolarz 8. Kreon 9. Wieleci 10. Szmaragdowy somnambulik The songs 'Popiel' and 'Perunowy' are fragments of Juliusz Słowacki's work, Król Duch. 'Sarmacya' is part of Jan Kochanowski's Porporzec, and the end of 'Wolarz' is a piece from Adam Mickiewicz's Dziady. ..::OBSADA::.. Siwy Jaszy - guitar, vocals, lyrics Przemysław Dominiak - guitar, FX, keyboards Grzegorz Graczyk - drums, samples Bartek Polniak - bass Guests: Maciej Pasiński - backing vocals, growls on 'Kochanowski' and 'Perunowy' Sylwia Levy - backing vocals on 'Kreon' Paweł Szamburski - clarinets on 'Szmaragdowy Somnambulik' https://www.youtube.com/watch?v=PmAbOextE80 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-16 16:29:33
Rozmiar: 310.95 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Jeden z najważniejszych muzycznych dziennikarzy świata Sasha Frere-Jones na łamach LA TIMES uznał Headache za jedną z najlepszych płyt 2015 roku, a Trupę Trupa jednym z najlepszych zespołów rockowych na świecie: 'One of the best rock bands doing business now is from Gdansk, Poland. The lead singer of Trupa Trupa is poet Grzegorz Kwiatkowski, who sings (and speaks, sometimes) in English. The band recalls a less woozy version of Dungen, another band who know their ’60s psychedelia but don’t sound like thirsty revivalists. Kwiatkowski leans into the conversational loopiness of Syd Barrett and the band flowers behind him. Beauty and intensity get equal space here.' Sasha Frere-Jones, Los Angeles Times 'This is incredible work. The result is their first moment of true greatness.' The Quietus Nie mam żadnej wątpliwości że mam do czynienia z płytą, która zgarnie wiele z puli „polskie najważniejsze” za rok 2015. „Headache” będąc zestawem niezwykle ciekawych kilkuminutowych muzycznych opowiadań jest dowodem na absolutną dojrzałość artystyczną Trupa Trupa. Treść została potraktowana dość minimalistycznie i w ten sposób pozbawiona zbędnych słów i dźwięków. Grupa w perfekcyjny sposób opanowała umiejętność żonglowania emocjami i brzmieniami które obficie wypełniały zadymione muzyczne kluby końca lat 60-tych. Niby nic nowego bowiem poprzedni album , równie wyśmienity „+ +” sięgał do podobnych inspiracji lecz „Headache” w porównaniu do poprzedniczki zawiera materiał całkowicie spójny. Nie ma skrajnych wahań nastroju, co nie znaczy że nie ma tutaj zróżnicowania, tej odmienności która każe niecierpliwie czekać na ciąg dalszy aż do końca. Punktem kulminacyjnym płyty jest utwór tytułowy. Długi, dziewięciominutowy staje się prawdziwym opus magnum „Headache” . Monotonnym motywem wypełnia transem tło by stworzyć przestrzeń dla narastającego gniewu, stając się kwintesencją psychodelii spod znaku Trupa Trupa. Wcześniej jest jeszcze na przykład beatelsowski „Sky is Falling”, jakby wyjęty z okolic Sierżanta Pieprza czyli rzecz z hologramem Lennona. Oldschoolowa produkcja mówi wszystko o rodowodzie utworu. Absolutny majstersztyk. Następnie spotkamy skacowany „Getting Older” zakończony „pornograficzną” depresją The Cure. Zaraz potem „Give’em All” który brzmi jak przebudzenie ze złego snu. A jeszcze wcześniej jest „Snow” który otwiera drzwi i jak umowny kamerdyner zaprasza nas do wysłuchania całości mówiąc „I’ve got nothing, nothing to hide”. Tak właśnie, bo płyta „Headache” obnaża artystyczną wrażliwość autorów. Trupa Trupa mając ambicję na undergroundowy byt najwyższej jakości na rodzimej scenie, posiadają niewątpliwie parytet wyrażony w swojej twórczości, czego dowodem jest ich najnowszy album „ Headache”. Witold Żogała ..::TRACK-LIST::.. 1. Snow 02:37 2. Halleyesonme 03:30 3. Sky Is Falling 03:05 4. Sacrifice 03:16 5. Getting Older 06:16 6. Give'em All 03:40 7. Wasteland 05:17 8. Rise and Fall 04:16 9. Headache 09:09 10. Unbelievable 03:37 11. Picture Yourself 06:59 ..::OBSADA::.. Vocals - Grzegorz Kwiatkowski, Wojciech Juchniewicz Drums - Tomek Pawluczuk Guitar - Grzegorz Kwiatkowski, Rafał Wojczal, Wojciech Juchniewicz Keyboards - Rafał Wojczal Bass - Wojciech Juchniewicz https://www.youtube.com/watch?v=_PhAQVf1wUw SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-16 16:24:58
Rozmiar: 128.09 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Jeden z najważniejszych muzycznych dziennikarzy świata Sasha Frere-Jones na łamach LA TIMES uznał Headache za jedną z najlepszych płyt 2015 roku, a Trupę Trupa jednym z najlepszych zespołów rockowych na świecie: 'One of the best rock bands doing business now is from Gdansk, Poland. The lead singer of Trupa Trupa is poet Grzegorz Kwiatkowski, who sings (and speaks, sometimes) in English. The band recalls a less woozy version of Dungen, another band who know their ’60s psychedelia but don’t sound like thirsty revivalists. Kwiatkowski leans into the conversational loopiness of Syd Barrett and the band flowers behind him. Beauty and intensity get equal space here.' Sasha Frere-Jones, Los Angeles Times 'This is incredible work. The result is their first moment of true greatness.' The Quietus Nie mam żadnej wątpliwości że mam do czynienia z płytą, która zgarnie wiele z puli „polskie najważniejsze” za rok 2015. „Headache” będąc zestawem niezwykle ciekawych kilkuminutowych muzycznych opowiadań jest dowodem na absolutną dojrzałość artystyczną Trupa Trupa. Treść została potraktowana dość minimalistycznie i w ten sposób pozbawiona zbędnych słów i dźwięków. Grupa w perfekcyjny sposób opanowała umiejętność żonglowania emocjami i brzmieniami które obficie wypełniały zadymione muzyczne kluby końca lat 60-tych. Niby nic nowego bowiem poprzedni album , równie wyśmienity „+ +” sięgał do podobnych inspiracji lecz „Headache” w porównaniu do poprzedniczki zawiera materiał całkowicie spójny. Nie ma skrajnych wahań nastroju, co nie znaczy że nie ma tutaj zróżnicowania, tej odmienności która każe niecierpliwie czekać na ciąg dalszy aż do końca. Punktem kulminacyjnym płyty jest utwór tytułowy. Długi, dziewięciominutowy staje się prawdziwym opus magnum „Headache” . Monotonnym motywem wypełnia transem tło by stworzyć przestrzeń dla narastającego gniewu, stając się kwintesencją psychodelii spod znaku Trupa Trupa. Wcześniej jest jeszcze na przykład beatelsowski „Sky is Falling”, jakby wyjęty z okolic Sierżanta Pieprza czyli rzecz z hologramem Lennona. Oldschoolowa produkcja mówi wszystko o rodowodzie utworu. Absolutny majstersztyk. Następnie spotkamy skacowany „Getting Older” zakończony „pornograficzną” depresją The Cure. Zaraz potem „Give’em All” który brzmi jak przebudzenie ze złego snu. A jeszcze wcześniej jest „Snow” który otwiera drzwi i jak umowny kamerdyner zaprasza nas do wysłuchania całości mówiąc „I’ve got nothing, nothing to hide”. Tak właśnie, bo płyta „Headache” obnaża artystyczną wrażliwość autorów. Trupa Trupa mając ambicję na undergroundowy byt najwyższej jakości na rodzimej scenie, posiadają niewątpliwie parytet wyrażony w swojej twórczości, czego dowodem jest ich najnowszy album „ Headache”. Witold Żogała ..::TRACK-LIST::.. 1. Snow 02:37 2. Halleyesonme 03:30 3. Sky Is Falling 03:05 4. Sacrifice 03:16 5. Getting Older 06:16 6. Give'em All 03:40 7. Wasteland 05:17 8. Rise and Fall 04:16 9. Headache 09:09 10. Unbelievable 03:37 11. Picture Yourself 06:59 ..::OBSADA::.. Vocals - Grzegorz Kwiatkowski, Wojciech Juchniewicz Drums - Tomek Pawluczuk Guitar - Grzegorz Kwiatkowski, Rafał Wojczal, Wojciech Juchniewicz Keyboards - Rafał Wojczal Bass - Wojciech Juchniewicz https://www.youtube.com/watch?v=_PhAQVf1wUw SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-16 16:09:02
Rozmiar: 350.26 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- Budka Suflera - Zawsze Czegoś Brak --------------------------------------------------------------------- Artist...............: Budka Suflera Album................: Zawsze Czegoś Brak Genre................: Rock Source...............: CD Year.................: 2009 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 73 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: Bauer Music Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting --------------------------------------------------------------------- 1. Budka Suflera - Pejzaż Bez Słów [04:27] 2. Budka Suflera - Czasem Warto Zacząć Jeszcze Raz [03:27] 3. Budka Suflera - Jesienny Pamiętnik [04:28] 4. Budka Suflera - Zostań Jeszcze [03:55] 5. Budka Suflera - Sięgnąć Gwiazd [03:31] 6. Budka Suflera - Ukryty Lew [03:56] 7. Budka Suflera - Bar Echo [04:43] 8. Budka Suflera - Wieczorem Przy Krakowskiej Bramie [03:42] 9. Budka Suflera - Bądź Kiedy Wrócę [03:33] 10. Budka Suflera - O Nie, O Nie [03:49] 11. Budka Suflera - Na Pocztówce Z Kalifornii [03:14] 12. Budka Suflera - Życie Co Dzień Wiersze Pisze [03:20] 13. Budka Suflera - Rzeka, Którą Płynę [04:47] 14. Budka Suflera - Póki Mamy Jeszcze Na Coś Czas [03:41] Playing Time.........: 54:39 Total Size...........: 403,29 MB
Seedów: 60
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-16 15:41:32
Rozmiar: 509.11 MB
Peerów: 15
Dodał: rajkad
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- Budka Suflera - Bal Wszystkich Świętych --------------------------------------------------------------------- Artist...............: Budka Suflera Album................: Bal Wszystkich Świętych Genre................: Rock Source...............: CD Year.................: 2000 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 72 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: New Abra Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting --------------------------------------------------------------------- 1. Budka Suflera - Bal Wszystkich Świętych [04:26] 2. Budka Suflera - Nawiedzony Dom [04:25] 3. Budka Suflera - Błękitna Arka [05:45] 4. Budka Suflera - Nie Umiesz Kochać [05:17] 5. Budka Suflera - Świat Od Zaraz [05:17] 6. Budka Suflera - Requiem Nad Ranem [04:54] 7. Budka Suflera - Cybermania [04:46] 8. Budka Suflera - Wolę Obok Stać [04:43] 9. Budka Suflera - Między Wczoraj A Dziś [05:16] 10. Budka Suflera - Lepiej Bądź Na Tak [04:12] Playing Time.........: 49:04 Total Size...........: 353,85 MB
Seedów: 63
Data dodania:
2025-11-16 15:38:51
Rozmiar: 359.01 MB
Peerów: 15
Dodał: rajkad
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. A gdyby tak połączyć brutalny growl, ultraszybką perkusję, masywne metalowe riffy i tak dużo melodii, ile się tylko da? Taki pewnie zamysł towarzyszył powstaniu trzeciej płyty kalifornijskiej grupy Fallujah. Amerykańscy metalowcy, po ciepło przyjętej przez krytykę i słuchaczy płycie „The Flesh Prevails” (2014), zaprezentowali kolejną dawkę oryginalnej muzyki, będącej mieszanką technicznego death metalu i atmosferycznego, melodyjnego grania. To mieszanka na tyle unikalna, że mówi się o Fallujah jako prekursorach nowego subgatunku: „Atmospheric Death Metal”. To określenie wiele mówi o muzyce zespołu. Dużo tu bowiem nastrojowych melodii, wyczarowanych na syntezatorach, sporo żeńskich wokali i solówek gitarowych, których nie powstydziliby się progresywni rockowi wyjadacze. Z drugiej strony niemało też agresji, ciężkich riffów i brutalnego growlu, niczym z płyt Cannibal Corpse. To muzyka, która pieści i zarazem wali na odlew. Takie połączenie lodu z ogniem. Niby niemożliwe, ale płonący deser lodowy to całkiem miła i ciekawa niespodzianka. Najbardziej reprezentacyjną próbką płyty, taką jej wizytówką, jest utwór „Adrenaline” – to bezkompromisowa, metalowa jazda z elektronicznymi, melodyjnymi wstawkami, połamanymi rytmami i chwytliwym, gitarowym solo. Uwagę zwraca też wybrany do promocji albumu „The Void Alone” – ciężki, ale zarazem bardzo melodyjny z czystym, kobiecym wokalem, wrzuconym jakby dla równowagi dla growlu wokalisty. Za tę subtelniejszą stronę utworu odpowiada Tori Letzler – wokalistka znana ze współpracy ze znanym filmowym kompozytorem Hansem Zimmerem („Batman v Superman”, „Gladiator”). Udzieliła swojego głosu także w utworze „Wind for Wings”, w którym wokalista na chwilę rezygnuje z growlu na rzecz czystego śpiewu. Większość utworów wygląda podobnie: dużo agresywnego growlu, bijąca rekordy uderzeń na sekundę perkusja, zadziorne, metalowe riffy i chwile oddechu w postaci melodii z syntezatora. I to też największa wada tego wydawnictwa: o ile charakterystycznie brzmienie Fallujah zapada w pamięć i jest czymś oryginalnym, o tyle trudno po pierwszym wysłuchaniu jakoś szczególnie wyróżnić któryś z utworów. Całość da się podzielić z grubsza na te „spokojne” i te „metalowe”. Brutalny growl bywa na dłuższą metę męczący, bo o ile w tle dzieje się całkiem dużo i ciekawie, przykryte jest to tłumiącą warstwą agresywnego wokalu. Czasem aż chciałoby się usłyszeć trochę więcej czystego śpiewu dla kontrastu i złapania oddechu. Skoro już mowa o oddechu, jest też kilka momentów, których posłuchać mogą nawet ci, którzy z reguły omijają death metal szerokim łukiem. Myślę tu zwłaszcza o tytułowym „Dreamless” – to zdecydowanie najładniejszy i najspokojniejszy utwór na płycie (choć wciąż metalowy, bo stopa perkusyjna chodzi tu aż miło) z solówką zagraną przez Tymona Kruideniera, znanego z występów z progresywnymi deathmetalowcami z Cynic. Bardzo nastrojowo jest też w „Fidelio”, w którym dominują klawisze, melorecytacja, miłe melodie i ambientowy klimat. Jeszcze bardziej ambientowo jest w „Les Silences” – to już elektronika na całego, zabawa z dźwiękiem, w której ważniejszy niż linearny przebieg melodii jest klimat. Coś jakby Jean-Michel Jarre skrzyżowany z Enigmą. „Dreamless” to album eklektyczny, progresywny i na pewno wart uwagi. Ciężki, ale jednocześnie klimatyczny, pełen elektroniki, przestrzeni, sampli, z domieszką czystych i damskich wokali. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że na następnej płycie zawartość będzie bardziej zbalansowana. Tomasz Kolasa Fallujah za sprawą poprzedniego krążka odnieśli spory sukces, którego miarą nie jest nawet obecny kontrakt z Nuclear Blast (bo jak oni zwęszą walutę, to są skłonni podpisać papiery z każdym), a pierwsi naśladowcy z różnym skutkiem kopiujący patenty z „The Flesh Prevails”. Czy wśród tych epigonów znajdzie się jakiś poważny konkurent dla Amerykanów? Na razie raczej nie, i to z dwóch powodów. Po pierwsze jest to granie zbyt złożone i oryginalne, żeby je szybko rozpracować i tak po prostu przystosować do własnego stylu, a przy okazji nie być posądzonym o (ślepe) naśladownictwo. Po drugie Fallujah — a dokładniej Scott Carstairs — rozwijają swoje wizje w takim tempie, że zawsze będą przynajmniej o krok przed innymi, którym również marzy się bycie na czasie. A Dreamless jest właśnie, jakby to paskudnie nie brzmiało, albumem na czasie: niejednoznacznym, progresywnym i eklektycznym. Nie każdemu takie podejście do death metalu — czy do metalu w ogóle — spasuje, ale nie można odmówić zespołowi konsekwencji w dążeniu do własnego stylu, który zresztą już teraz jest bardzo pojemny. To, co znamy jako dodatki do technicznego grzańska z poprzedniego krążka, zostało na Dreamless bardziej dopracowane i przede wszystkim rozbudowane. Więcej jest zatem wszystkiego, co może od tej płyty odstraszać ortodoksów, a co da się podciągnąć pod nowoczesność: elektroniki, przestrzeni, sampli, czystych i damskich wokali… Jednym słowem: klimatu. W kwestii budowania atmosfery (a przy okazji spójności muzyki) Amerykanie poszli tak daleko, że udało im się uzyskać rzadko spotykaną w takim graniu immersyjność, choć nie sprzyjają jej liryki oparte na kilku niepowiązanych ze sobą filmach. Dla mniej przychylnych może to oznaczać tylko tyle, że kolejne kawałki trudno od siebie odróżnić. Bardziej wyrozumiali dostają natomiast prawie godzinę wymagających dźwięków, które przyjemnie falują, płynnie przechodząc z brutalnych wyziewów w spokojne refleksyjne ambienty. Fallujah na Dreamless zdecydowanie odeszli od typowej dla technicznego death metalu stylistyki, mniej szpanują umiejętnościami (choć tylko ignorant nie zauważyłby, że grają jeszcze lepiej i na lepszym sprzęcie), nie dociskają pedału gazu do dechy — mimo iż wciąż potrafią solidnie dopieprzyć — a bardziej skupiają się na rozwijaniu progresywnej strony muzyki i robieniu z nią tego, na co tylko mają ochotę. Na tej płycie naprawdę nie słychać, żeby członkowie Fallujah przejmowali się jakimiś ograniczeniami, ramami gatunkowymi czy bali się zrobić coś, co takiemu zespołowi nie przystoi. Taka odwaga popłaca, bo jak już na wstępie wspomniałem – to nie oni, ale ich naśladują. Warto zaznaczyć, że przy okazji Dreamless zespół wyraźnie poprawił brzmienie i ogólną selektywność, rozdzielając obowiązki realizatorskie na Zacka Ohrena (gitary, bas, wokale) i Marka Lewisa (perkusja). Dzięki temu jakże rozsądnemu posunięciu instrumenty nie zlewają się już w jedno, jak to miało miejsce na „The Flesh Prevails”. Jeśli tylko Nuclear Blast należycie wykorzysta obecne atuty Fallujah, to jest szansa, że zrobią z nich gwiazdę dużego formatu. No, chyba że im się wcześniej znudzą... demo I must preface this by saying I'm a die hard metal fan, and anything core is unlikely to find itself a home in my music catalog. In particular anything core that could have the word progressive attached to it. To many bands in the scene today seem to resort to mindless guitar wankery and uninteresting, relentless sweep picking. And while Fallujah's roots are certainly cemented more in the core direction, I must confess I love this album and the band.The recording quality is incredible. As a guitar player I find their tones phenomenal. The cleans are crisp and beautiful, everything has been dialed in so perfectly. Now as for the music, I think that progressive bands can easily fall into the wanton wankery category of music, Dreamless is far from that. Tracks like 'The Void Alone' 'Scar Queen' and 'Lacuna' showcase the talent of these musicians excellently. All of these guys are ridiculously technically proficient, but that only serves to further the music, not hinder it. The drumming on this album is truly incredible. The driving double bass is blazingly fast, and the guitar solos melodic and beautiful. The instrumental tracks as well such as 'Fidelio' and 'Wind for Wings' serve as a nice break for the album. Allowing for a peaceful atmosphere to build before shattering the calm with crushing guitars and thunderous bass lines. The combination of growls and clean vocals is well done, although my one critique would be that the cleans can seem a bit randomly distributed. On songs like 'The Prodigal Son' for example, my personal favorite track, I think it might have been better served as an instrumental. That being said it really doesn't interfere with the flow of the song or the album. Overall I was extremely pleased by Dreamless. None of the tracks on the album were boring, they serve their purpose well, whether it be fast-paced, guitar driven brutality, or some of the more peaceful and melodic tracks on the album. Lyrically I have to admit I was confused. In an interview the singer stated that the album was based off of a movie and it was intended to be a puzzle to figure out. No clue what the hell the movie is. So with that said, Dreamless is a killer album. Very inventive, interesting, and original which is hard to come by in the progressive metal landscape today. Many bands seem to be taking the same direction, but I find Fallujah's use of clean guitar tones and more atmospheric sections fascinating and am excited for any further releases they might have. ReverseTracheotomy ..::TRACK-LIST::.. 1. Face Of Death 03:30 2. Adrenaline 04:21 3. The Void Alone 04:18 4. Abandon 04:31 5. Scar Queen 04:04 6. Dreamless 06:18 7. The Prodigal Son 04:17 8. Amber Gaze 04:32 9. Fidelio 02:44 10. Wind For Wings 06:14 11. Les Silences 05:56 12. Lacuna 04:53 ..::OBSADA::.. Andrew Baird - Drums Scott Carstairs - Guitars, Songwriting (tracks 1-8, 10, 12) Alex Hofmann - Vocals, Lyrics, Songwriting (tracks 9, 11) Rob Morey - Bass Brian James - Guitars https://www.youtube.com/watch?v=H-5R7falsho SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-16 14:41:26
Rozmiar: 130.33 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. A gdyby tak połączyć brutalny growl, ultraszybką perkusję, masywne metalowe riffy i tak dużo melodii, ile się tylko da? Taki pewnie zamysł towarzyszył powstaniu trzeciej płyty kalifornijskiej grupy Fallujah. Amerykańscy metalowcy, po ciepło przyjętej przez krytykę i słuchaczy płycie „The Flesh Prevails” (2014), zaprezentowali kolejną dawkę oryginalnej muzyki, będącej mieszanką technicznego death metalu i atmosferycznego, melodyjnego grania. To mieszanka na tyle unikalna, że mówi się o Fallujah jako prekursorach nowego subgatunku: „Atmospheric Death Metal”. To określenie wiele mówi o muzyce zespołu. Dużo tu bowiem nastrojowych melodii, wyczarowanych na syntezatorach, sporo żeńskich wokali i solówek gitarowych, których nie powstydziliby się progresywni rockowi wyjadacze. Z drugiej strony niemało też agresji, ciężkich riffów i brutalnego growlu, niczym z płyt Cannibal Corpse. To muzyka, która pieści i zarazem wali na odlew. Takie połączenie lodu z ogniem. Niby niemożliwe, ale płonący deser lodowy to całkiem miła i ciekawa niespodzianka. Najbardziej reprezentacyjną próbką płyty, taką jej wizytówką, jest utwór „Adrenaline” – to bezkompromisowa, metalowa jazda z elektronicznymi, melodyjnymi wstawkami, połamanymi rytmami i chwytliwym, gitarowym solo. Uwagę zwraca też wybrany do promocji albumu „The Void Alone” – ciężki, ale zarazem bardzo melodyjny z czystym, kobiecym wokalem, wrzuconym jakby dla równowagi dla growlu wokalisty. Za tę subtelniejszą stronę utworu odpowiada Tori Letzler – wokalistka znana ze współpracy ze znanym filmowym kompozytorem Hansem Zimmerem („Batman v Superman”, „Gladiator”). Udzieliła swojego głosu także w utworze „Wind for Wings”, w którym wokalista na chwilę rezygnuje z growlu na rzecz czystego śpiewu. Większość utworów wygląda podobnie: dużo agresywnego growlu, bijąca rekordy uderzeń na sekundę perkusja, zadziorne, metalowe riffy i chwile oddechu w postaci melodii z syntezatora. I to też największa wada tego wydawnictwa: o ile charakterystycznie brzmienie Fallujah zapada w pamięć i jest czymś oryginalnym, o tyle trudno po pierwszym wysłuchaniu jakoś szczególnie wyróżnić któryś z utworów. Całość da się podzielić z grubsza na te „spokojne” i te „metalowe”. Brutalny growl bywa na dłuższą metę męczący, bo o ile w tle dzieje się całkiem dużo i ciekawie, przykryte jest to tłumiącą warstwą agresywnego wokalu. Czasem aż chciałoby się usłyszeć trochę więcej czystego śpiewu dla kontrastu i złapania oddechu. Skoro już mowa o oddechu, jest też kilka momentów, których posłuchać mogą nawet ci, którzy z reguły omijają death metal szerokim łukiem. Myślę tu zwłaszcza o tytułowym „Dreamless” – to zdecydowanie najładniejszy i najspokojniejszy utwór na płycie (choć wciąż metalowy, bo stopa perkusyjna chodzi tu aż miło) z solówką zagraną przez Tymona Kruideniera, znanego z występów z progresywnymi deathmetalowcami z Cynic. Bardzo nastrojowo jest też w „Fidelio”, w którym dominują klawisze, melorecytacja, miłe melodie i ambientowy klimat. Jeszcze bardziej ambientowo jest w „Les Silences” – to już elektronika na całego, zabawa z dźwiękiem, w której ważniejszy niż linearny przebieg melodii jest klimat. Coś jakby Jean-Michel Jarre skrzyżowany z Enigmą. „Dreamless” to album eklektyczny, progresywny i na pewno wart uwagi. Ciężki, ale jednocześnie klimatyczny, pełen elektroniki, przestrzeni, sampli, z domieszką czystych i damskich wokali. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że na następnej płycie zawartość będzie bardziej zbalansowana. Tomasz Kolasa Fallujah za sprawą poprzedniego krążka odnieśli spory sukces, którego miarą nie jest nawet obecny kontrakt z Nuclear Blast (bo jak oni zwęszą walutę, to są skłonni podpisać papiery z każdym), a pierwsi naśladowcy z różnym skutkiem kopiujący patenty z „The Flesh Prevails”. Czy wśród tych epigonów znajdzie się jakiś poważny konkurent dla Amerykanów? Na razie raczej nie, i to z dwóch powodów. Po pierwsze jest to granie zbyt złożone i oryginalne, żeby je szybko rozpracować i tak po prostu przystosować do własnego stylu, a przy okazji nie być posądzonym o (ślepe) naśladownictwo. Po drugie Fallujah — a dokładniej Scott Carstairs — rozwijają swoje wizje w takim tempie, że zawsze będą przynajmniej o krok przed innymi, którym również marzy się bycie na czasie. A Dreamless jest właśnie, jakby to paskudnie nie brzmiało, albumem na czasie: niejednoznacznym, progresywnym i eklektycznym. Nie każdemu takie podejście do death metalu — czy do metalu w ogóle — spasuje, ale nie można odmówić zespołowi konsekwencji w dążeniu do własnego stylu, który zresztą już teraz jest bardzo pojemny. To, co znamy jako dodatki do technicznego grzańska z poprzedniego krążka, zostało na Dreamless bardziej dopracowane i przede wszystkim rozbudowane. Więcej jest zatem wszystkiego, co może od tej płyty odstraszać ortodoksów, a co da się podciągnąć pod nowoczesność: elektroniki, przestrzeni, sampli, czystych i damskich wokali… Jednym słowem: klimatu. W kwestii budowania atmosfery (a przy okazji spójności muzyki) Amerykanie poszli tak daleko, że udało im się uzyskać rzadko spotykaną w takim graniu immersyjność, choć nie sprzyjają jej liryki oparte na kilku niepowiązanych ze sobą filmach. Dla mniej przychylnych może to oznaczać tylko tyle, że kolejne kawałki trudno od siebie odróżnić. Bardziej wyrozumiali dostają natomiast prawie godzinę wymagających dźwięków, które przyjemnie falują, płynnie przechodząc z brutalnych wyziewów w spokojne refleksyjne ambienty. Fallujah na Dreamless zdecydowanie odeszli od typowej dla technicznego death metalu stylistyki, mniej szpanują umiejętnościami (choć tylko ignorant nie zauważyłby, że grają jeszcze lepiej i na lepszym sprzęcie), nie dociskają pedału gazu do dechy — mimo iż wciąż potrafią solidnie dopieprzyć — a bardziej skupiają się na rozwijaniu progresywnej strony muzyki i robieniu z nią tego, na co tylko mają ochotę. Na tej płycie naprawdę nie słychać, żeby członkowie Fallujah przejmowali się jakimiś ograniczeniami, ramami gatunkowymi czy bali się zrobić coś, co takiemu zespołowi nie przystoi. Taka odwaga popłaca, bo jak już na wstępie wspomniałem – to nie oni, ale ich naśladują. Warto zaznaczyć, że przy okazji Dreamless zespół wyraźnie poprawił brzmienie i ogólną selektywność, rozdzielając obowiązki realizatorskie na Zacka Ohrena (gitary, bas, wokale) i Marka Lewisa (perkusja). Dzięki temu jakże rozsądnemu posunięciu instrumenty nie zlewają się już w jedno, jak to miało miejsce na „The Flesh Prevails”. Jeśli tylko Nuclear Blast należycie wykorzysta obecne atuty Fallujah, to jest szansa, że zrobią z nich gwiazdę dużego formatu. No, chyba że im się wcześniej znudzą... demo I must preface this by saying I'm a die hard metal fan, and anything core is unlikely to find itself a home in my music catalog. In particular anything core that could have the word progressive attached to it. To many bands in the scene today seem to resort to mindless guitar wankery and uninteresting, relentless sweep picking. And while Fallujah's roots are certainly cemented more in the core direction, I must confess I love this album and the band.The recording quality is incredible. As a guitar player I find their tones phenomenal. The cleans are crisp and beautiful, everything has been dialed in so perfectly. Now as for the music, I think that progressive bands can easily fall into the wanton wankery category of music, Dreamless is far from that. Tracks like 'The Void Alone' 'Scar Queen' and 'Lacuna' showcase the talent of these musicians excellently. All of these guys are ridiculously technically proficient, but that only serves to further the music, not hinder it. The drumming on this album is truly incredible. The driving double bass is blazingly fast, and the guitar solos melodic and beautiful. The instrumental tracks as well such as 'Fidelio' and 'Wind for Wings' serve as a nice break for the album. Allowing for a peaceful atmosphere to build before shattering the calm with crushing guitars and thunderous bass lines. The combination of growls and clean vocals is well done, although my one critique would be that the cleans can seem a bit randomly distributed. On songs like 'The Prodigal Son' for example, my personal favorite track, I think it might have been better served as an instrumental. That being said it really doesn't interfere with the flow of the song or the album. Overall I was extremely pleased by Dreamless. None of the tracks on the album were boring, they serve their purpose well, whether it be fast-paced, guitar driven brutality, or some of the more peaceful and melodic tracks on the album. Lyrically I have to admit I was confused. In an interview the singer stated that the album was based off of a movie and it was intended to be a puzzle to figure out. No clue what the hell the movie is. So with that said, Dreamless is a killer album. Very inventive, interesting, and original which is hard to come by in the progressive metal landscape today. Many bands seem to be taking the same direction, but I find Fallujah's use of clean guitar tones and more atmospheric sections fascinating and am excited for any further releases they might have. ReverseTracheotomy ..::TRACK-LIST::.. 1. Face Of Death 03:30 2. Adrenaline 04:21 3. The Void Alone 04:18 4. Abandon 04:31 5. Scar Queen 04:04 6. Dreamless 06:18 7. The Prodigal Son 04:17 8. Amber Gaze 04:32 9. Fidelio 02:44 10. Wind For Wings 06:14 11. Les Silences 05:56 12. Lacuna 04:53 ..::OBSADA::.. Andrew Baird - Drums Scott Carstairs - Guitars, Songwriting (tracks 1-8, 10, 12) Alex Hofmann - Vocals, Lyrics, Songwriting (tracks 9, 11) Rob Morey - Bass Brian James - Guitars https://www.youtube.com/watch?v=H-5R7falsho SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-16 14:36:56
Rozmiar: 398.25 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::TRACK-LIST::.. Ilhan Ersahin - JazzMix Festival a Istanbul, Live at Babylon. 02.12.2010 1. Freedom 2. Bosphorus 3. Doors to Heaven 4. Thomas O'Malley 5. Sam I Am 6. Downtown Istanbul 7. Kefal 8. Les Ottomans 9. The Dark Tunnel of Europe 10. Alley Cats 11. Our Theory https://www.youtube.com/watch?v=8qHXD6kP_j4 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-16 13:52:04
Rozmiar: 3.19 GB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
1 - 30 | 31 - 60 | 61 - 90 | ... | 2491 - 2520 | 2521 - 2550 | 2551 - 2580 | 2581 - 2610 | 2611 - 2640 | ... | 24631 - 24660 | 24661 - 24690 | 24691 - 24698 |
|||||||||||||