|
|
|||||||||||||
|
Ostatnie 10 torrentów
Ostatnie 10 komentarzy
Discord
Kategoria:
Muzyka
Ilość torrentów:
25,833
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Płyta DVD zawiera pełny koncert zespołu, który odbył się 12 grudnia 1982 roku w Midsouth Coliseum w Memphis w stanie Tennessee w ramach trasy koncertowej „Screaming For Vengeance”. Płyta została pierwotnie wydana przez CBS na kasetach VHS jako „Judas Priest-Live”. Zawiera zupełnie nowe miksy dźwięku stereo i dźwięku przestrzennego 5.1. Dźwięk zremiksował do 5.1 Thom Cadley. ..::TRACK-LIST::.. Judas Priest Live: 1. The Hellion / Electric Eye 2. Riding On The Wind 3. Heading Out To The Highway 4. Metal Gods 5. Bloodstone 6. Breaking The Law 7. Sinner 8. Desert Plains 9. The Ripper 10. Diamonds And Rust (J. Baez) 11. Devil's Child 12. Screaming For Vengeance 13. You've Got Another Thing Comin' 14. Victim Of Changes 15. Living After Midnight 16. The Green Manalishi (With The Two Pronged Crown) (P. Green) 17. Hell Bent For Leather https://www.youtube.com/watch?v=k4ZC9mDg-O8 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-22 20:01:50
Rozmiar: 6.56 GB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Pierwszy album nagrywającej dla Vertigo Beggars Opera, to jedna z najciekawszych brytyjskich progresywnych formacji z początku lat 70-tych. Art-rockowe, rozimprowizowane granie łączące elementy stylistyki The Nice, Procol Harum, a nawet wczesnego Van der Graafa - z odrobiną hard-rocka. Pierwsze trzy albumy są po prostu niezbędne. Zremasterowana japońska reedycja. Nazareth, Sensetional Alex Harvey Band, The Blue Nile, Simple Minds, Texas, Travis…Szkocka ziemia wydała na (muzyczny) świat wiele dzieci, które zostawiły po sobie ślad w postaci wielce znaczących płyt. Niestety podobnego statusu nie dorobił się najbardziej znaczący, przynajmniej w progresywnym światku, Beggars Opera. Zespół powstał w 1969 roku w Glasgow. Jednakże panowie Gardiner, Griffiths i Erskine nie do końca traktowali muzykowanie na poważnie, gdyż ich głównym zajęciem było praca przy budowaniu części do autostrady M40 łączącej Londyn z Birmingham. Dopiero potem muzycy przeznieśli się do Glasgow i tam uzupełniając skład o klawiszowca i pałkera, rozpoczęli próby w pubie Burns Howff przy West Regent Street. Wysiłek przynosi efekt, formacja trafia pod skrzydła Vertigo Records. Beggars Opera zawsze będę pamiętał za pierwsze dwie płyty z których trudno wskazać tę lepszą. Obie fantastyczne, będące dla klasyką rocka progresywnego. Wybrałem „Act One” gdyż jest według mnie (minimalnie bardziej) porywająca, choć nieco mniej oryginalna. Różnica pomiędzy „Act One”, a „Waters Of Change” tym, że druga z wymienionych pozycji jest bardziej…autorska. Brzmienie wydaje nieco bardziej przejrzyste, nieco bardziej stonowane, ale brakuje troszkę tego pazura z debiutu. „Act One” ma w moim odczuciu sporo z brzmienia wczesnego Deep Purple (na „Waters Of Change” tych naleciałości skutecznie się wyzbyto), tego z inkarnacji z Rodem Evansem i Nickiem Simperem (jest tutaj bowiem troszkę tutaj tej amerykańskiej psychodelii, w którą swego czasu zapatrzony był Ritchie Blackmore) pomieszanego z ekstrawagancją i wirtuozerią The Nice. Jednakże w przeciwieństwe do Purpury, która brała na warsztat kawałki Bitli, czy Ike’a Turnera, panowie z Beggars Opera mieli świetną zabawę – zupełnie jak frakcja Keitha Emersona - we wplataniu najprzeróżniejszych cytatów z muzyki klasycznej, gdyż w tych pięciu (na kompaktowej reedycji – siedmiu*) zamieszczonych na „Act One” kompozycjach przewijają się motywy i z Mozarta i z Bacha i z Rossiniego i z Griega i ze Straussa. Do tego każdy zawarty tutaj numer jest świetnie i efektowanie zagrany. Nie brakuje tutaj ani pomysłowości, ani nienagannego warsztatu, którego esencją jest bezwątpienia „Raymond’s Road”, zdającym się być niczym więcej odpowiedzią na „Rondo” The Nice. Nie brakuje tutaj częstych zmian tempa, wyszukanych solówek... Miód na uszy każdego fana wyszkanych brzmień. Jedynym wyjątkiem wydaje się być singlowy „Sarabande” stylizowany na fragmenty z „The Shades Of Deep Purple” aż za bardzo**. Jednakże nie znalazł się on w podstawowym zestawie krążka, umiejszczony został na nim dopiero jako bonus na reedycji nieodżałowanego Repertiore Records... Nad analizą poszczególnych utworów szkoda czasu się głowić; za dużo i za ciekawie się dzieję, aby rozkładać każdą sekundę „Act One” za części pierwsze. Pęd większości zawartych tu utworów najzwyczajniej w świecie na to nie pozwala. Potem z Beggars Opera nie działo się najlepiej. Wprawdzie zespół odniósł dość umiarkowany sukces na kontynencie (zwłaszcza w RFN, zwieńczony zresztą występem na antenie słynnego „Beat Club”) jednak kilka zmian w szeregach kapeli załamało (zwłaszcza artystyczną) karierę formacji. Niemniej „Act One” pozostaje dla mnie jedynym z najbardziej efekciarskich debiutów w annałach nie tylko rocka progresywnego. Jak na tak młody zespół Beggars Opera zaprezentowali „Act One” jak produkt niezwykle dojrzały i przemyślany. Warsztat – nienaganny, kompozycje – pomysłowe i nietuzinkowe. Trudno się całością nie zachwycić... *dodatkowe utwory to „Sarabande” i „Think”. **"Sarabande" był zresztą pierwszym singlem kapeli stąd (momentami dośc przesadna) nośność utowru jest uzasadniona Paweł Horyszny Beggar's Opera's first album has, with the passage of time, gradually gained belated (but justified) recognition as a truly superb piece of work. The band, which hails from my native homeland (and in fact played at my High school around the time this album was released!), hit the ground running in terms of originality and imagination. "Act one" precedes the Mellotron driven symphonic prog which featured on its immediate successors ("Waters of change" and "Pathfinder"), but is nonetheless heavily influenced by the classics. Consisting of just five tracks, it needs to be remembered that this album was released in the same year as Pink Floyd were moving from psych into prog with "Atom heart Mother", Genesis were only just getting beyond their Jonathan King phase with their first proper album "Trespass", and ELP had just come together and released their first album. With that in mind, it is difficult to explain why those albums have gained legendary status, while "Act one" is all but forgotten. The album opens with "Poet and peasant", which borrows heavily from Franz von Suppe's overture of that name. The track features dominant Hammond organ, and the highly distinctive vocals of Martin Griffiths. The music has something of an early 70's Italian prog feel to it. "Passacaglia" continues in a similar vein, with some Keith Emerson like (The Nice era) organ work, incessant time changes, and vocals through an old radio mike some 30 years before Arena used the same effect on "Contagion". If you listen carefully, you can here the introductory theme to "Sarabande" within the track. "Sarabande" was an excellent non-album single released at the time, which is now included as a bonus track on the CD version. "Memory", the final track on the first side of the LP is the shortest, and weakest track on the album, but it still features some nice lead guitar to close. The second side consist of just two long tracks. "Raymond's Road" is a lengthy instrumental collage of classical pieces played at breakneck speed. Hammond organ once again dominates the track, but the screaming lead guitars and galloping drums make the track reminiscent of Love Sculpture's (Dave Edmunds) mesmerising interpretation of Katchaturian's "Sabre dance". While "Sabre dance" does not actually appear, other classical pieces which do include "Toccata", "Peer gynt", and "William Tell". Tellingly, there's also a brief rendition of "Karelia Suite" which sounds very similar to the Nice's "Five bridges" interpretation. The album closes with another Suppe based piece, "Light cavalry". This is similar in structure to the opening track, with vocals and classical variations. While the band take full credit for the compositions throughout, no attempt is made to disguise the classic pieces which have been borrowed when making the album. Generally, they do not appear to be taking themselves as seriously as say ELP, giving the album a definite air of fun. Heard for the first time today, "Act one" will undoubtedly sound dated. Given it's place in the timeline of prog however, it is a genuine landmark album, full of originality and fine musicianship. It might even be appropriate to classify the album as, dare I say, seminal. A couple of interesting footnotes. The album was produced by Bill Martin and Phil Coulter who wrote many hits songs including Eurovision song contest winner "Puppet on a string" for Sandi Shaw, and runner up "Congratulations" for Sir Clifford of Richard (but don't let that put you off!). It was originally release in 1970 on the Vertigo "swirl" label. First edition LPs in pristine condition with untarnished sleeves are now very collectable, and change hands for exorbitant prices. Easy Livin ..::TRACK-LIST::.. 1. Poet And Peasant 7:11 2. Passacaglia 7:04 3. Memory 3:56 4. Raymond's Road 11:49 5. Light Cavalry 11:55 Bonus Tracks: 6. Sarabande 3:32 7. Think 4:25 ..::OBSADA::.. Martin Griffiths - vocals Alan Park - organ Raymond Wilson - drums Ricky Gardiner - lead guitar Marshall Erskine - bass guitar https://www.youtube.com/watch?v=gKyuhcIPapo SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-22 19:32:31
Rozmiar: 118.00 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Pierwszy album nagrywającej dla Vertigo Beggars Opera, to jedna z najciekawszych brytyjskich progresywnych formacji z początku lat 70-tych. Art-rockowe, rozimprowizowane granie łączące elementy stylistyki The Nice, Procol Harum, a nawet wczesnego Van der Graafa - z odrobiną hard-rocka. Pierwsze trzy albumy są po prostu niezbędne. Zremasterowana japońska reedycja. Nazareth, Sensetional Alex Harvey Band, The Blue Nile, Simple Minds, Texas, Travis…Szkocka ziemia wydała na (muzyczny) świat wiele dzieci, które zostawiły po sobie ślad w postaci wielce znaczących płyt. Niestety podobnego statusu nie dorobił się najbardziej znaczący, przynajmniej w progresywnym światku, Beggars Opera. Zespół powstał w 1969 roku w Glasgow. Jednakże panowie Gardiner, Griffiths i Erskine nie do końca traktowali muzykowanie na poważnie, gdyż ich głównym zajęciem było praca przy budowaniu części do autostrady M40 łączącej Londyn z Birmingham. Dopiero potem muzycy przeznieśli się do Glasgow i tam uzupełniając skład o klawiszowca i pałkera, rozpoczęli próby w pubie Burns Howff przy West Regent Street. Wysiłek przynosi efekt, formacja trafia pod skrzydła Vertigo Records. Beggars Opera zawsze będę pamiętał za pierwsze dwie płyty z których trudno wskazać tę lepszą. Obie fantastyczne, będące dla klasyką rocka progresywnego. Wybrałem „Act One” gdyż jest według mnie (minimalnie bardziej) porywająca, choć nieco mniej oryginalna. Różnica pomiędzy „Act One”, a „Waters Of Change” tym, że druga z wymienionych pozycji jest bardziej…autorska. Brzmienie wydaje nieco bardziej przejrzyste, nieco bardziej stonowane, ale brakuje troszkę tego pazura z debiutu. „Act One” ma w moim odczuciu sporo z brzmienia wczesnego Deep Purple (na „Waters Of Change” tych naleciałości skutecznie się wyzbyto), tego z inkarnacji z Rodem Evansem i Nickiem Simperem (jest tutaj bowiem troszkę tutaj tej amerykańskiej psychodelii, w którą swego czasu zapatrzony był Ritchie Blackmore) pomieszanego z ekstrawagancją i wirtuozerią The Nice. Jednakże w przeciwieństwe do Purpury, która brała na warsztat kawałki Bitli, czy Ike’a Turnera, panowie z Beggars Opera mieli świetną zabawę – zupełnie jak frakcja Keitha Emersona - we wplataniu najprzeróżniejszych cytatów z muzyki klasycznej, gdyż w tych pięciu (na kompaktowej reedycji – siedmiu*) zamieszczonych na „Act One” kompozycjach przewijają się motywy i z Mozarta i z Bacha i z Rossiniego i z Griega i ze Straussa. Do tego każdy zawarty tutaj numer jest świetnie i efektowanie zagrany. Nie brakuje tutaj ani pomysłowości, ani nienagannego warsztatu, którego esencją jest bezwątpienia „Raymond’s Road”, zdającym się być niczym więcej odpowiedzią na „Rondo” The Nice. Nie brakuje tutaj częstych zmian tempa, wyszukanych solówek... Miód na uszy każdego fana wyszkanych brzmień. Jedynym wyjątkiem wydaje się być singlowy „Sarabande” stylizowany na fragmenty z „The Shades Of Deep Purple” aż za bardzo**. Jednakże nie znalazł się on w podstawowym zestawie krążka, umiejszczony został na nim dopiero jako bonus na reedycji nieodżałowanego Repertiore Records... Nad analizą poszczególnych utworów szkoda czasu się głowić; za dużo i za ciekawie się dzieję, aby rozkładać każdą sekundę „Act One” za części pierwsze. Pęd większości zawartych tu utworów najzwyczajniej w świecie na to nie pozwala. Potem z Beggars Opera nie działo się najlepiej. Wprawdzie zespół odniósł dość umiarkowany sukces na kontynencie (zwłaszcza w RFN, zwieńczony zresztą występem na antenie słynnego „Beat Club”) jednak kilka zmian w szeregach kapeli załamało (zwłaszcza artystyczną) karierę formacji. Niemniej „Act One” pozostaje dla mnie jedynym z najbardziej efekciarskich debiutów w annałach nie tylko rocka progresywnego. Jak na tak młody zespół Beggars Opera zaprezentowali „Act One” jak produkt niezwykle dojrzały i przemyślany. Warsztat – nienaganny, kompozycje – pomysłowe i nietuzinkowe. Trudno się całością nie zachwycić... *dodatkowe utwory to „Sarabande” i „Think”. **"Sarabande" był zresztą pierwszym singlem kapeli stąd (momentami dośc przesadna) nośność utowru jest uzasadniona Paweł Horyszny Beggar's Opera's first album has, with the passage of time, gradually gained belated (but justified) recognition as a truly superb piece of work. The band, which hails from my native homeland (and in fact played at my High school around the time this album was released!), hit the ground running in terms of originality and imagination. "Act one" precedes the Mellotron driven symphonic prog which featured on its immediate successors ("Waters of change" and "Pathfinder"), but is nonetheless heavily influenced by the classics. Consisting of just five tracks, it needs to be remembered that this album was released in the same year as Pink Floyd were moving from psych into prog with "Atom heart Mother", Genesis were only just getting beyond their Jonathan King phase with their first proper album "Trespass", and ELP had just come together and released their first album. With that in mind, it is difficult to explain why those albums have gained legendary status, while "Act one" is all but forgotten. The album opens with "Poet and peasant", which borrows heavily from Franz von Suppe's overture of that name. The track features dominant Hammond organ, and the highly distinctive vocals of Martin Griffiths. The music has something of an early 70's Italian prog feel to it. "Passacaglia" continues in a similar vein, with some Keith Emerson like (The Nice era) organ work, incessant time changes, and vocals through an old radio mike some 30 years before Arena used the same effect on "Contagion". If you listen carefully, you can here the introductory theme to "Sarabande" within the track. "Sarabande" was an excellent non-album single released at the time, which is now included as a bonus track on the CD version. "Memory", the final track on the first side of the LP is the shortest, and weakest track on the album, but it still features some nice lead guitar to close. The second side consist of just two long tracks. "Raymond's Road" is a lengthy instrumental collage of classical pieces played at breakneck speed. Hammond organ once again dominates the track, but the screaming lead guitars and galloping drums make the track reminiscent of Love Sculpture's (Dave Edmunds) mesmerising interpretation of Katchaturian's "Sabre dance". While "Sabre dance" does not actually appear, other classical pieces which do include "Toccata", "Peer gynt", and "William Tell". Tellingly, there's also a brief rendition of "Karelia Suite" which sounds very similar to the Nice's "Five bridges" interpretation. The album closes with another Suppe based piece, "Light cavalry". This is similar in structure to the opening track, with vocals and classical variations. While the band take full credit for the compositions throughout, no attempt is made to disguise the classic pieces which have been borrowed when making the album. Generally, they do not appear to be taking themselves as seriously as say ELP, giving the album a definite air of fun. Heard for the first time today, "Act one" will undoubtedly sound dated. Given it's place in the timeline of prog however, it is a genuine landmark album, full of originality and fine musicianship. It might even be appropriate to classify the album as, dare I say, seminal. A couple of interesting footnotes. The album was produced by Bill Martin and Phil Coulter who wrote many hits songs including Eurovision song contest winner "Puppet on a string" for Sandi Shaw, and runner up "Congratulations" for Sir Clifford of Richard (but don't let that put you off!). It was originally release in 1970 on the Vertigo "swirl" label. First edition LPs in pristine condition with untarnished sleeves are now very collectable, and change hands for exorbitant prices. Easy Livin ..::TRACK-LIST::.. 1. Poet And Peasant 7:11 2. Passacaglia 7:04 3. Memory 3:56 4. Raymond's Road 11:49 5. Light Cavalry 11:55 Bonus Tracks: 6. Sarabande 3:32 7. Think 4:25 ..::OBSADA::.. Martin Griffiths - vocals Alan Park - organ Raymond Wilson - drums Ricky Gardiner - lead guitar Marshall Erskine - bass guitar https://www.youtube.com/watch?v=gKyuhcIPapo SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-22 19:29:00
Rozmiar: 331.25 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Cephalic Carnage nie tylko konsekwentnie oddala sie od swych grindowych korzeni, ale jednocześnie z każdym kolejnym albumem na nowo zaskakuje niesamowitą umiejętnością łączenia różnych metalowych stylistyk. Bez względu na to, czy będzie to grind, death metal czy sludge, ich punktem wspólnym jest odpowiednia dawka brutalności; eklektyzm ma przecież swoje granice. Amerykanie nie boją się prawie niczego, czego dowodzi choćby wydana osiem lat temu epka "Halls Of Amenti", zawierająca tylko jeden, 19-minutowy doommetalowy kawałek. Niezłe osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że grindowa przeszłość kapeli wciąż jest najbardziej żywa w pamięci słuchaczy. Lubię poprzednie materiały zespołu, ze szczególnym wskazaniem na dwa ostatnie, nie ukrywam jednak, że zawsze bardziej podobały mi się raczej poszczególne tracki aniżeli całe albumy. "Misled by Certainty" to jednak zupełnie inna historia. To pierwsza płyta Cephalic Carnage, którą akceptuję w całości. Co więcej, moim zdaniem (niektórzy pewnie zatrzęsą się z oburzenia) to szczytowe osiągnięcie podopiecznych Relapse Records. To jeden z tych krążków, których opisanie słowani wydaje się zadaniem co najmniej karkołomnym. Przy tak znacznym zróżnicowaniu klimatów brak tu słabszych momentów czy wypełniaczy, a każdy element tej bogatej mozaiki jest na swoim miejscu. Nie mogę wyjść z podziwu, jak Amerykanom udało się utrzymać całość tego materiału w ryzach. Z jednej strony znalazło się tu miejsce dla czterech grindowych pocisków, z których trzy trwają po około trzydzieści sekund. Z prostych i bardziej dosadnych tracków jest tu jeszcze "When I Arrive" - dość prosty w konstrukcji, szybki i klasyczny death/thrashowy numer, z całkowicie zaskakującą końcówką. Za to "A King And A Thief" to wzorcowy amerykański deathmetalowy zamulacz z bulgoczącym wokalem, w który wpleciona została heavymetalowa solówka. Co ciekawe, kwiatek ten całkiem nieźle komponuje się z kożuchem. Jednak to, co najciekawsze, koncentruje się w pozostałych utworach wypełniających większość ponad 50-minutowego albumu. Już pierwsze sekundy otwierającego płytę "The Incorrigible Flame" zmuszają do zastanowienia, czy to na pewno Cephalic Carnage, czy może raczej Atheist. Te partie gitary, ta jazzująca solówki, tego się nie spodziewałem. To po prostu doskonały techniczny death metal, a takich momentów jest tu znacznie więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Każdy kawałek ma swój charakter i swój pazur, każdy zasługuje na wnikliwą uwagę. Przeciwwagą dla najszybszych kawałków jest na przykład ciężki i walcowaty "Cordyceps Humanis". Nie można też nie wspomnieć o doskonałym "Ohrwurm". Utwór ten promuje "Misled by Certainty" (sprawdźcie teledysk - robi wrażenie) i, choć różni się on od reszty płyty, uważam, że to doskonały wybór. Znalazła się tu jeszcze jedna, najbardziej nietypowa dla Cephalic Carnage perła, w postaci 12-minutowego "Repangaea", którego klimat i wykorzystanie w nim saksofonu momentami przywodzą mi na myśl twórczość Yakuza. To zresztą nic dziwnego, bowiem za partie tego instrumentu odpowiada tu właśnie Bruce Lamont ze wspomnianego zespołu. Przez cały czas trwania krążka uwagę przyciągają bardzo zróżnicowane wokale: od wszelkich odmian growlingu, przez blackmetalowe skrzeki, po różnego rodzaju czyste partie śpiewu. Takie bogactwo głosów to nie tylko zasługa wokalistów Cephalic, ale także zaproszonych gości. Pojawia się ich tu cała rzesza, a wśród nich między innymi Ross Dolan (Immolation), Sherwood Webber (Skinless), Alex Camargo (Krisiun) czy Travis Ryan (Cattle Decapitation). Każdy z nich śpiewa w innym stylu, dzięki czemu "Misled by Certainty" jest urozmaicony pod absolutnie każdym względem. Doskonały, wielobarwny album, a przy tym mój osobisty faworyt do płyty roku w szeroko pojętej deathmetalowej szufladzie. Szymon Kubicki W pierwszych latach XXI wieku Cephalic Carnage należeli do grona najczęściej słuchanych przeze mnie zespołów – byli brutalni, techniczni, popieprzeni i przede wszystkim oryginalni. Drugiej takiej kapeli nie było! A potem nadszedł „Xenosapien”, który nie dość, że nie naruszył mi jajec ani kręgosłupa, to wręcz trochę mnie do nich zniechęcił. Może to była kwestia przesytu taką muzyką, może zwyczajnie mi spowszedniała, ale faktem jest, że z Amerykanów ewidentnie coś uleciało; coś, czego nie można wytłumaczyć tylko zmianami składu. Nagle Cephalic Carnage zrobili się wtórni, nudni, przewidywalni i jacyś tacy… normalni. Na Misled By Certainty zespół zaprezentował się z nieco ciekawszej strony niż na poprzedniej płycie, co jednak nie oznacza, że wprowadził do brzmienia jakiekolwiek nowości, czy że podszedł do tematu z innej, nieznanej dotąd strony. Cephalic Carnage zawsze korzystali z bardzo szerokiego wachlarza wpływów i to dotyczy również tego materiału, bo poza technicznym death metalem (który obecnie należy uznać za fundament ich brzmienia) mamy tu grind (w odwrocie), sludge, doom czy odrobinę jazzu. Problem w tym, że to wszystko, w dodatku w podobnych konfiguracjach, pojawiło się w ich twórczości już wcześniej, więc po paru latach i po paru powtórzeniach w ogóle nie zaskakuje, a cieszy tylko umiarkowanie. I nie zmienia tego lista kilkunastu (!) gości, głównie wokalistów, wśród których znalazły się takie osobistości jak Alex Camargo czy Ross Dolan. Oczywiście, w sensie ogólnym niektóre patenty — choćby saksofon w „Ohrwurm” i „Repangaea” — wciąż można uznać za nietypowe czy oryginalne, ale w przypadku tego zespołu nie są niczym specjalnym, od nich trzeba wymagać więcej. Misled By Certainty chyba najbardziej brakuje dzikości, żywiołowości i nieokiełznanego szaleństwa, którym charakteryzowały się zwłaszcza „Exploiting Dysfunction” i „Lucid Interval”. Na tamtych pamiętnych płytach Cephalic Carnage potrafili porządnie zamieszać, wziąć pomysły z kosmosu i w oparciu o nie zrobić jeden wielki młyn. Tymczasem opisywany materiał sprawia wrażenie skomponowanego z kalkulatorem i suwmiarką – jest dokładnie przemyślany, poukładany, wręcz drętwy. Spontan? Nie tutaj. Poza tym wydaje mi się, że muzyce Amerykanów nie służy przesadnie wypolerowane brzmienie, a właśnie z takim mamy do czynienia na Misled By Certainty. Trochę to wygląda, jakby zespół na siłę próbował stać się listener-friendly, choć wcale tego nie potrzebował. Jojczę i narzekam, a tak naprawdę Misled By Certainty to całkiem dobra, urozmaicona i interesująca płyta. Cephalic Carnage z rozmachem pocinają dość wymagającą muzykę, której daleko do death-grindowego banału – to budzi uznanie i może się podobać. Niestety całość, a ta jest przydłuuuga, nie rajcuje tak, jak powinna. Niewykluczone jednak, że nowi słuchacze będą propozycją zespołu oczarowani. demo CEPHALIC CARNAGE returns with the explosive new album ‘Misled by Certainty’, the long-awaited follow-up to their critically-acclaimed ‘Xenosapien’. ‘Misled by Certainty’ heaps spasms of unpredictability onto their signature grinding death metal madness. The 50+ minute journey into metals most extreme realms see these veterans takes it to edge before pulling it back with 'Repangea,' perhaps their most sprawling and epic work to date. Cephalic Carnage have been around the block. For nearly twenty years they’ve been playing their unique blend of grindcore and technical death metal. When it comes to metal, these guys know what the fuck is up. Their previous album Xenosapien is one of my favorites from any genre to have been released in the past few years. That record was a huge step forward for the band, as it showed they are capable of evolving their sound and not sticking to the formula that so many deathgrind bands conform to. So it comes as no surprise that Cephalic Carnage have once again reinvented themselves with Misled by Certainty, their most mature, complex, and strange release yet. The album opens with the first single, “The Incorrigible Flame”. This is easily the most accessible track on the album. The arrangement here is fairly standard for a CC song, with melodic yet complex guitar riffs, and a solo for good measure. In the middle of the song there is this neat dissonant duel-guitar riff that caught me by surprise. We’re only one track in and the band is already showcasing their immense songwriting capabilities. “Abraxas of Filth” is an early highlight, with a blistering bass line that will melt your face off, and some of the heaviest riffs the band has ever written. At the 2:20 mark, the track erupts into this incredible chaos. My note for the track at this point reads, “WHAT THE FUCK IS GOING ON THIS IS INSANE!” Fans of the band are familiar with this feeling, and it’s a feeling you’re sure to experience dozens of times over the course of this record. “Cordyceps Humanis” opens with one hell of a riff. The track chugs along until the midpoint, where everything slows down and the guitars ring out. This is our first relief from the constant barrage thus far, until suddenly we’re thrown back into the carnage. The entire album is this roller-coaster ride, where the band never lets us know where we’re going next. The arrangements are incredibly complex and diverse, not to mention some of the heaviest of the band’s entire career. “Ohrwurm”, the second single from the album, is the weirdest yet. The bass line in the opening is awesome, and then…a saxophone? This is yet another departure from the established sound, and to top it all off, is the craziest saxophone solo of all time. Only in a Cephalic Carnage record. And then we have the closer, “Repangaea”. The most ambitious song the band has ever written. Coming in at nearly 12 minutes, this track wouldn’t sound out of place on a Mastodon record. Here, the band wanders into unexplored territory, with the final product being a prog metal masterpiece. They make Mastodon and Baroness look like chumps with this beast of a song. At times I was even reminded of Tool. Near the 9-minute mark, the guitars ring out and a piano comes in. I expected the song to slowly fade to its conclusion, but Cephalic Carnage surprise me once again by blasting out of the silence into the incredibly heavy climax. By the end of the song my jaw was on the floor. Misled by Certainty is a contender for album of the year. The band is at the top of their game with new guitarist Brian Hopp, and bassist Nick Schendzielos continues to prove that he’s one of the best in all of metal. The production is top-notch, and the band as musicians are better than ever. If you’re a fan of metal, you need to purchase this record as soon as you finish reading this. Matthew Cebreros From Lucid Interval onward, Cephalic Carnage is slowly straying away from the brutal, crazy grindcore that made them famous, replacing that with a more polished technical death metal approach. Anomalies and Xenosapien showed fewer grind elements in Cephalic Carnage's music, but 2010's Misled by Certainty has the Colorado-based quintet with a completely redefined sound. Although I enjoy both eras of the band, I have to say that I am very pleased with the new and fresh sound Cephalic Carnage is pursuing. There are still quite a few crazy 30-second grindcore outbursts on Misled by Certainty, but in-between these sections we are greeted by a more melodic Cephalic Carnage. What is the result of such a change in direction? Possibly Cephalic Carnage's best album yet. It's still as brutal as anything, but the intricacy and attention to detail that was somewhat lacking on their earlier releases is finally here. The music on Misled by Certainty is similar to that of the last two Cephalic Carnage albums, albeit a bit more melodic. What that means is that this is brutal technical death metal with some weird and crazy twists. Throughout this album you'll hear saxophone solos, a few beautiful sections, heavy riffing, atmospheric synths, and crazy grindcore spas-attacks. Needless to say, that's not what you can expect from your everyday extreme metal release - and that's why Cephalic Carnage is so worthy of praise. Of course, the dedicated grindcore fans who enjoyed albums like Conforming to Abnormality and Exploiting Dysfunction may feel a bit disappointed, but for death metal fans who are looking for a unique spin on the genre are definitely in luck with this release. Misled by Certainty is a 14-track, 53:36 album. Although there are a few cuts that I don't really enjoy, there is some of Cephalic Carnage's best material to be found here as well. The opening number, The Incorrigible Flame is probably my favorite song here. The technical madness of Abraxas of Filth, the melodic Dimensional Modulation Transmography, and the epic Repangaea are also notable. This is an extremely varied album, though, and just because you like a few tracks does not mean you will like all of them. You need to have a very open mind when approaching this release. The musicianship is some of the best in extreme metal. Cephalic Carnage is an extremely tight-playing group, and they always play in perfect (dis)harmony. Although all of the musicians are terrific, I must say that John Merryman's drumming has always been the highlight in Cephalic Carnage's music for me. He is just a complete technical monster - certainly a force to be reckoned with in extreme metal! The production is great. It's crystal clear, heavy enough to fit the music like a glove, and powerful enough to convey all of the feeling in the compositions. If you're looking for an extremely professional sound in extreme metal, look no further than Misled by Certainty! Conclusion: Misled by Certainty is a terrific 6th album by Cephalic Carnage. This is the perfect balance between satisfying the faithful and expanding the fanbase. I don't hesitate in calling this the best Cephalic Carnage album so far, and I really hope the band further explores this genre in the future! As for know, this is a big 4 (almost 4.5) star rating. If you like your metal to be crazy and extremely heavy, but still enjoy a sense of direction, this is an essential 2010 album! J-Man ..::TRACK-LIST::.. 1. The Incorrigible Flame 04:30 2. Warbots A.M. 04:38 3. Abraxas of Filth 03:44 4. Pure Horses 00:37 5. Cordyceps Humanis 05:05 6. Raped by an Orb 04:14 7. P.G.A.D. 00:34 8. Dimensional Modulation Transmography 05:04 9. Ohrwurm 04:56 10. When I Arrive 03:08 11. A King and a Thief 02:45 12. Power and Force 01:38 13. Repangaea 12:11 14. Aeyeucgh! 00:31 ..::OBSADA::.. Lenzig Leal - vocals John Merryman - drums Steve Goldburg - guitar Nick Schendzielos - bass Brian Hopp - guitar https://www.youtube.com/watch?v=KptJaOCSUtA SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-22 18:54:17
Rozmiar: 134.38 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Cephalic Carnage nie tylko konsekwentnie oddala sie od swych grindowych korzeni, ale jednocześnie z każdym kolejnym albumem na nowo zaskakuje niesamowitą umiejętnością łączenia różnych metalowych stylistyk. Bez względu na to, czy będzie to grind, death metal czy sludge, ich punktem wspólnym jest odpowiednia dawka brutalności; eklektyzm ma przecież swoje granice. Amerykanie nie boją się prawie niczego, czego dowodzi choćby wydana osiem lat temu epka "Halls Of Amenti", zawierająca tylko jeden, 19-minutowy doommetalowy kawałek. Niezłe osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że grindowa przeszłość kapeli wciąż jest najbardziej żywa w pamięci słuchaczy. Lubię poprzednie materiały zespołu, ze szczególnym wskazaniem na dwa ostatnie, nie ukrywam jednak, że zawsze bardziej podobały mi się raczej poszczególne tracki aniżeli całe albumy. "Misled by Certainty" to jednak zupełnie inna historia. To pierwsza płyta Cephalic Carnage, którą akceptuję w całości. Co więcej, moim zdaniem (niektórzy pewnie zatrzęsą się z oburzenia) to szczytowe osiągnięcie podopiecznych Relapse Records. To jeden z tych krążków, których opisanie słowani wydaje się zadaniem co najmniej karkołomnym. Przy tak znacznym zróżnicowaniu klimatów brak tu słabszych momentów czy wypełniaczy, a każdy element tej bogatej mozaiki jest na swoim miejscu. Nie mogę wyjść z podziwu, jak Amerykanom udało się utrzymać całość tego materiału w ryzach. Z jednej strony znalazło się tu miejsce dla czterech grindowych pocisków, z których trzy trwają po około trzydzieści sekund. Z prostych i bardziej dosadnych tracków jest tu jeszcze "When I Arrive" - dość prosty w konstrukcji, szybki i klasyczny death/thrashowy numer, z całkowicie zaskakującą końcówką. Za to "A King And A Thief" to wzorcowy amerykański deathmetalowy zamulacz z bulgoczącym wokalem, w który wpleciona została heavymetalowa solówka. Co ciekawe, kwiatek ten całkiem nieźle komponuje się z kożuchem. Jednak to, co najciekawsze, koncentruje się w pozostałych utworach wypełniających większość ponad 50-minutowego albumu. Już pierwsze sekundy otwierającego płytę "The Incorrigible Flame" zmuszają do zastanowienia, czy to na pewno Cephalic Carnage, czy może raczej Atheist. Te partie gitary, ta jazzująca solówki, tego się nie spodziewałem. To po prostu doskonały techniczny death metal, a takich momentów jest tu znacznie więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Każdy kawałek ma swój charakter i swój pazur, każdy zasługuje na wnikliwą uwagę. Przeciwwagą dla najszybszych kawałków jest na przykład ciężki i walcowaty "Cordyceps Humanis". Nie można też nie wspomnieć o doskonałym "Ohrwurm". Utwór ten promuje "Misled by Certainty" (sprawdźcie teledysk - robi wrażenie) i, choć różni się on od reszty płyty, uważam, że to doskonały wybór. Znalazła się tu jeszcze jedna, najbardziej nietypowa dla Cephalic Carnage perła, w postaci 12-minutowego "Repangaea", którego klimat i wykorzystanie w nim saksofonu momentami przywodzą mi na myśl twórczość Yakuza. To zresztą nic dziwnego, bowiem za partie tego instrumentu odpowiada tu właśnie Bruce Lamont ze wspomnianego zespołu. Przez cały czas trwania krążka uwagę przyciągają bardzo zróżnicowane wokale: od wszelkich odmian growlingu, przez blackmetalowe skrzeki, po różnego rodzaju czyste partie śpiewu. Takie bogactwo głosów to nie tylko zasługa wokalistów Cephalic, ale także zaproszonych gości. Pojawia się ich tu cała rzesza, a wśród nich między innymi Ross Dolan (Immolation), Sherwood Webber (Skinless), Alex Camargo (Krisiun) czy Travis Ryan (Cattle Decapitation). Każdy z nich śpiewa w innym stylu, dzięki czemu "Misled by Certainty" jest urozmaicony pod absolutnie każdym względem. Doskonały, wielobarwny album, a przy tym mój osobisty faworyt do płyty roku w szeroko pojętej deathmetalowej szufladzie. Szymon Kubicki W pierwszych latach XXI wieku Cephalic Carnage należeli do grona najczęściej słuchanych przeze mnie zespołów – byli brutalni, techniczni, popieprzeni i przede wszystkim oryginalni. Drugiej takiej kapeli nie było! A potem nadszedł „Xenosapien”, który nie dość, że nie naruszył mi jajec ani kręgosłupa, to wręcz trochę mnie do nich zniechęcił. Może to była kwestia przesytu taką muzyką, może zwyczajnie mi spowszedniała, ale faktem jest, że z Amerykanów ewidentnie coś uleciało; coś, czego nie można wytłumaczyć tylko zmianami składu. Nagle Cephalic Carnage zrobili się wtórni, nudni, przewidywalni i jacyś tacy… normalni. Na Misled By Certainty zespół zaprezentował się z nieco ciekawszej strony niż na poprzedniej płycie, co jednak nie oznacza, że wprowadził do brzmienia jakiekolwiek nowości, czy że podszedł do tematu z innej, nieznanej dotąd strony. Cephalic Carnage zawsze korzystali z bardzo szerokiego wachlarza wpływów i to dotyczy również tego materiału, bo poza technicznym death metalem (który obecnie należy uznać za fundament ich brzmienia) mamy tu grind (w odwrocie), sludge, doom czy odrobinę jazzu. Problem w tym, że to wszystko, w dodatku w podobnych konfiguracjach, pojawiło się w ich twórczości już wcześniej, więc po paru latach i po paru powtórzeniach w ogóle nie zaskakuje, a cieszy tylko umiarkowanie. I nie zmienia tego lista kilkunastu (!) gości, głównie wokalistów, wśród których znalazły się takie osobistości jak Alex Camargo czy Ross Dolan. Oczywiście, w sensie ogólnym niektóre patenty — choćby saksofon w „Ohrwurm” i „Repangaea” — wciąż można uznać za nietypowe czy oryginalne, ale w przypadku tego zespołu nie są niczym specjalnym, od nich trzeba wymagać więcej. Misled By Certainty chyba najbardziej brakuje dzikości, żywiołowości i nieokiełznanego szaleństwa, którym charakteryzowały się zwłaszcza „Exploiting Dysfunction” i „Lucid Interval”. Na tamtych pamiętnych płytach Cephalic Carnage potrafili porządnie zamieszać, wziąć pomysły z kosmosu i w oparciu o nie zrobić jeden wielki młyn. Tymczasem opisywany materiał sprawia wrażenie skomponowanego z kalkulatorem i suwmiarką – jest dokładnie przemyślany, poukładany, wręcz drętwy. Spontan? Nie tutaj. Poza tym wydaje mi się, że muzyce Amerykanów nie służy przesadnie wypolerowane brzmienie, a właśnie z takim mamy do czynienia na Misled By Certainty. Trochę to wygląda, jakby zespół na siłę próbował stać się listener-friendly, choć wcale tego nie potrzebował. Jojczę i narzekam, a tak naprawdę Misled By Certainty to całkiem dobra, urozmaicona i interesująca płyta. Cephalic Carnage z rozmachem pocinają dość wymagającą muzykę, której daleko do death-grindowego banału – to budzi uznanie i może się podobać. Niestety całość, a ta jest przydłuuuga, nie rajcuje tak, jak powinna. Niewykluczone jednak, że nowi słuchacze będą propozycją zespołu oczarowani. demo CEPHALIC CARNAGE returns with the explosive new album ‘Misled by Certainty’, the long-awaited follow-up to their critically-acclaimed ‘Xenosapien’. ‘Misled by Certainty’ heaps spasms of unpredictability onto their signature grinding death metal madness. The 50+ minute journey into metals most extreme realms see these veterans takes it to edge before pulling it back with 'Repangea,' perhaps their most sprawling and epic work to date. Cephalic Carnage have been around the block. For nearly twenty years they’ve been playing their unique blend of grindcore and technical death metal. When it comes to metal, these guys know what the fuck is up. Their previous album Xenosapien is one of my favorites from any genre to have been released in the past few years. That record was a huge step forward for the band, as it showed they are capable of evolving their sound and not sticking to the formula that so many deathgrind bands conform to. So it comes as no surprise that Cephalic Carnage have once again reinvented themselves with Misled by Certainty, their most mature, complex, and strange release yet. The album opens with the first single, “The Incorrigible Flame”. This is easily the most accessible track on the album. The arrangement here is fairly standard for a CC song, with melodic yet complex guitar riffs, and a solo for good measure. In the middle of the song there is this neat dissonant duel-guitar riff that caught me by surprise. We’re only one track in and the band is already showcasing their immense songwriting capabilities. “Abraxas of Filth” is an early highlight, with a blistering bass line that will melt your face off, and some of the heaviest riffs the band has ever written. At the 2:20 mark, the track erupts into this incredible chaos. My note for the track at this point reads, “WHAT THE FUCK IS GOING ON THIS IS INSANE!” Fans of the band are familiar with this feeling, and it’s a feeling you’re sure to experience dozens of times over the course of this record. “Cordyceps Humanis” opens with one hell of a riff. The track chugs along until the midpoint, where everything slows down and the guitars ring out. This is our first relief from the constant barrage thus far, until suddenly we’re thrown back into the carnage. The entire album is this roller-coaster ride, where the band never lets us know where we’re going next. The arrangements are incredibly complex and diverse, not to mention some of the heaviest of the band’s entire career. “Ohrwurm”, the second single from the album, is the weirdest yet. The bass line in the opening is awesome, and then…a saxophone? This is yet another departure from the established sound, and to top it all off, is the craziest saxophone solo of all time. Only in a Cephalic Carnage record. And then we have the closer, “Repangaea”. The most ambitious song the band has ever written. Coming in at nearly 12 minutes, this track wouldn’t sound out of place on a Mastodon record. Here, the band wanders into unexplored territory, with the final product being a prog metal masterpiece. They make Mastodon and Baroness look like chumps with this beast of a song. At times I was even reminded of Tool. Near the 9-minute mark, the guitars ring out and a piano comes in. I expected the song to slowly fade to its conclusion, but Cephalic Carnage surprise me once again by blasting out of the silence into the incredibly heavy climax. By the end of the song my jaw was on the floor. Misled by Certainty is a contender for album of the year. The band is at the top of their game with new guitarist Brian Hopp, and bassist Nick Schendzielos continues to prove that he’s one of the best in all of metal. The production is top-notch, and the band as musicians are better than ever. If you’re a fan of metal, you need to purchase this record as soon as you finish reading this. Matthew Cebreros From Lucid Interval onward, Cephalic Carnage is slowly straying away from the brutal, crazy grindcore that made them famous, replacing that with a more polished technical death metal approach. Anomalies and Xenosapien showed fewer grind elements in Cephalic Carnage's music, but 2010's Misled by Certainty has the Colorado-based quintet with a completely redefined sound. Although I enjoy both eras of the band, I have to say that I am very pleased with the new and fresh sound Cephalic Carnage is pursuing. There are still quite a few crazy 30-second grindcore outbursts on Misled by Certainty, but in-between these sections we are greeted by a more melodic Cephalic Carnage. What is the result of such a change in direction? Possibly Cephalic Carnage's best album yet. It's still as brutal as anything, but the intricacy and attention to detail that was somewhat lacking on their earlier releases is finally here. The music on Misled by Certainty is similar to that of the last two Cephalic Carnage albums, albeit a bit more melodic. What that means is that this is brutal technical death metal with some weird and crazy twists. Throughout this album you'll hear saxophone solos, a few beautiful sections, heavy riffing, atmospheric synths, and crazy grindcore spas-attacks. Needless to say, that's not what you can expect from your everyday extreme metal release - and that's why Cephalic Carnage is so worthy of praise. Of course, the dedicated grindcore fans who enjoyed albums like Conforming to Abnormality and Exploiting Dysfunction may feel a bit disappointed, but for death metal fans who are looking for a unique spin on the genre are definitely in luck with this release. Misled by Certainty is a 14-track, 53:36 album. Although there are a few cuts that I don't really enjoy, there is some of Cephalic Carnage's best material to be found here as well. The opening number, The Incorrigible Flame is probably my favorite song here. The technical madness of Abraxas of Filth, the melodic Dimensional Modulation Transmography, and the epic Repangaea are also notable. This is an extremely varied album, though, and just because you like a few tracks does not mean you will like all of them. You need to have a very open mind when approaching this release. The musicianship is some of the best in extreme metal. Cephalic Carnage is an extremely tight-playing group, and they always play in perfect (dis)harmony. Although all of the musicians are terrific, I must say that John Merryman's drumming has always been the highlight in Cephalic Carnage's music for me. He is just a complete technical monster - certainly a force to be reckoned with in extreme metal! The production is great. It's crystal clear, heavy enough to fit the music like a glove, and powerful enough to convey all of the feeling in the compositions. If you're looking for an extremely professional sound in extreme metal, look no further than Misled by Certainty! Conclusion: Misled by Certainty is a terrific 6th album by Cephalic Carnage. This is the perfect balance between satisfying the faithful and expanding the fanbase. I don't hesitate in calling this the best Cephalic Carnage album so far, and I really hope the band further explores this genre in the future! As for know, this is a big 4 (almost 4.5) star rating. If you like your metal to be crazy and extremely heavy, but still enjoy a sense of direction, this is an essential 2010 album! J-Man ..::TRACK-LIST::.. 1. The Incorrigible Flame 04:30 2. Warbots A.M. 04:38 3. Abraxas of Filth 03:44 4. Pure Horses 00:37 5. Cordyceps Humanis 05:05 6. Raped by an Orb 04:14 7. P.G.A.D. 00:34 8. Dimensional Modulation Transmography 05:04 9. Ohrwurm 04:56 10. When I Arrive 03:08 11. A King and a Thief 02:45 12. Power and Force 01:38 13. Repangaea 12:11 14. Aeyeucgh! 00:31 ..::OBSADA::.. Lenzig Leal - vocals John Merryman - drums Steve Goldburg - guitar Nick Schendzielos - bass Brian Hopp - guitar https://www.youtube.com/watch?v=KptJaOCSUtA SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-22 18:51:37
Rozmiar: 421.25 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- Guns N' Roses - The Ultra Rare Trax (Rarities Obscurities & Oddities) --------------------------------------------------------------------- Artist...............: Guns N' Roses Album................: The Ultra Rare Trax Genre................: Rock Source...............: WEB Year.................: 2025 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 66 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: Zip City Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front --------------------------------------------------------------------- Tracklisting --------------------------------------------------------------------- 1. Guns N' Roses - Did You No Wrong (Featuring Steve Jones)[03:16] 2. Guns N' Roses - Free Falling (Featuring Tom Petty) [04:38] 3. Guns N' Roses - Chinese Democracy (First Live Recording)[03:17] 4. Guns N' Roses - Madagasca (First Live Recording) [06:22] 5. Guns N' Roses - Sentimental Movie (Featuring Duff On Vocals)[04:40] 6. Guns N' Roses - Herod's Song (Axl Rose With Meatloaf) [03:00] 7. Guns N' Roses - Whole Lotta Rosie (AC/DC Cover) [04:31] 8. Guns N' Roses - Sweet Child O' Mine (In Studio Broadcast Recording)[05:00] 9. Guns N' Roses - Mama Kin (Featuring Aerosmith) [04:27] 10. Guns N' Roses - The Blues (First Live Recording, Name Later Changed To 'Street Of Dreams')[04:46] 11. Guns N' Roses - Oh My God (First Live Recording) [03:40] 12. Guns N' Roses - Anxious Disease (Axl and Slash perfroming as 'The Outpatients')[05:34] 13. Guns N' Roses - Riad N' The Bedouins (First Live Recording, Made In Las Vegas)[03:54] 14. Guns N' Roses - Come Together (Featuring Bruce Springsteen)[04:26] 15. Guns N' Roses - Under My Wheels (Axl Rose & Alice Cooper)[03:24] 16. Guns N' Roses - 5150 (Featuring Van Halen) [02:43] 17. Guns N' Roses - Just Another Sunday (First Live Recording)[04:26] 18. Guns N' Roses - White Christmas (Axl As Bing Crosby) [02:37] Playing Time.........: 01:14:49 Total Size...........: 498,85 MB
Seedów: 57
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-22 12:05:30
Rozmiar: 499.09 MB
Peerów: 3
Dodał: rajkad
Opis
..::INFO::..
The Proclaimers to pochodzący ze Szkocji zespół założony w 1983. Zespół został założony przez bliźniaków Craiga i Charliego Reidów. Grupa zaliczana do nurtu pop-rockowego, w której twórczości pojawiały się elementy muzyki folk, soul i country. Grupa znana jest z piosenek „I’m Gonna Be (500 miles)”, „King of the Road” (zrealizowanym na potrzeby minialbumu w 1990), „Letter from America”, a także „I’m on My Way”, która swą popularność zawdzięcza wykorzystaniu jej na ścieżce dźwiękowej w filmie „Shrek”. Wstawka zawiera trzynasty, najnowszy album studyjny The Proclaimers. Title: You May Offend Artist: The Proclaimers Country: Szkocja Year: 2026 Genre: Folk, Rock Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. 1.Knock It Down 2.But It Is 3.Easy Rhyme 4.You May Offend 5.Till the Ink Dries 6.The Grooming 7.A Little Bit Late 8.Anything 9.The Talent Show 10.There's No Plan 11.In a Year or Two 12.When You Get There
Seedów: 22
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-22 12:00:18
Rozmiar: 78.95 MB
Peerów: 34
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Finntroll to fiński zespół folkmetalowy, założony w Helsinkach w 1997. Zespół wykonuje skoczną, dynamiczną muzykę, łączącą elementy black metalu i fińskiej polki zwanej humppa. Mimo iż jest to fiński zespół, to teksty utworów są w języku szwedzkim, ponieważ ten język brzmi "cholernie trollowato" według Jamsena, założyciela zespołu, którego ojczystym językiem jest właśnie szwedzki. Finntroll został założony w 1997 roku przez Teemu Raimoranta (Somnium), gitarzystę zespołu Impaled Nazarene oraz Jana Jamsena (Katla). Ich pierwsze demo, Rivfader, zostało nagrane rok później, w 1998 r. Po nagraniu dema do zespołu dołączyli Samu Ruotsalainen (z Barathrum i Rapture), Samuli Ponsimaa, Henri Sorvali (z Moonsorrow) i Sami Uusitalo. Podpisany kontrakt z wytwórnią Spikefarm zaowocowało pierwszą płytą Midnattens Widunder wydaną w 1999 roku. Wstawka zawiera szósty oficjalny album grupy Finntroll oraz EPkę pod tym samym tytułem wydaną również w 2013 roku. Title: Bloodsvept + Bloodsvept EP Artist: Finntroll Country: Finlandia Year: 2013 Genre: Folk Metal Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. 1.Blodsvept 2.Ett folk forbannat 3.Nar jattar marschera 4.Mordminnen 5.Rosets kung 6.Skovlarens dod 7.Skogsdotter 8.Haxbrygd 9.Tva ormar 10.Fanskapsfylld 11.Midvinterdraken
Seedów: 7
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-22 12:00:13
Rozmiar: 169.85 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Amigos to siódmy album studyjny zespołu Santana wydany w 1976. Największymi przebojami z tego albumu są Europa (Earth’s Cry Heaven’s Smile) oraz Let It Shine. Santana to meksykański zespół założony w 1967, którego liderem i jedynym stałym członkiem jest Carlos Santana. Grupa powstała w 1967 w San Francisco pod nazwą The Carlos Santana Blues Band z inicjatywy gitarzysty rytmicznego Toma Fraziera. W pierwszym składzie zespołu znaleźli się także: Carlos Santana (gitara prowadząca), Gregg Rolie (wokal prowadzący, organy Hammonda), Danny Haro (perkusja) i Gus Rodgrigues (gitara basowa). Wkrótce do muzyków dołączył Michael Carabello (kongi, bębny). Początkowo grali soulowe i rhythm and bluesowe covery. Zostali dostrzeżeni na początku 1967 podczas przesłuchań młodych kapel w hali Fillmore West w San Francisco i wkrótce zaczęli grać w niej koncerty w zastępstwie za wykonawców, którzy nie stawili się na swój występ. Artist: Santana Title: Amigos Country: Meksyk, USA Year: 1976 Genre: Rock Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. 1. Dance Sister Dance (Baila Mi Hermana) 2. Take Me With You 3. Let Me 4. Gitano 5. Tell Me Are You Tired 6. Europa (Earth’s Cry Heaven’s Smile) 7. Let It Shine https://www.youtube.com/watch?v=SVI7ZDDQXKA
Seedów: 35
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-21 19:00:10
Rozmiar: 95.98 MB
Peerów: 27
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Czternasta część składanki zawierającej nagrania ze złotej ery rave. Title: Rave Vol. 14 Artist: V.A. Country: ? Year: ? Genre: Rave Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 ..::TRACK-LIST::.. 1. DJ Gizmo, The Dark Raver – Whoomps 2. DJ Isaac – Dumcore 3. DJ Isaac and Pagan - 2 Definitions 4. DJ Waxweazle - Come With Me (Radio Edit) 5. El Bruto - Hypnotizing (Hard Remix) 6. Ferocious - Get On Up 7. Masters Of Ceremony - A Way Of Life 8. RMB – Reality 9. Square Dimensione - Baddest Muthafucker (Buzzy s anthem mix) 10. The Prophet - Alright Now Here We Go (Original Mix) 11. Tony Salmonelli - Hey (The Prophet Remix)
Seedów: 31
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-21 18:00:21
Rozmiar: 89.00 MB
Peerów: 31
Dodał: Uploader
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::TRACK-LIST::.. 1. Kiss My Axe 2. One Night Last June 3. Phantom 4. Tango Suit 5. The Embrace 6. Southbound Traveller ..::OBSADA::.. Electric Guitar, Acoustic Guitar - Al Di Meola Keyboards - Barry Miles, Rachel Z Percussion, Congas - Gumbi Ortiz Drums - Richie Morales Electric Bass, Acoustic Bass - Tony Scherr https://www.youtube.com/watch?v=wvm1W5w-BZw SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-21 16:55:44
Rozmiar: 3.73 GB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Po trzech latach studyjnej ciszy, GODSLUT powraca z drugim albumem "The Art Of Deconstruction". Mimo stosunkowo krótkiego stażu GODSLUT zdążył zaznaczyć swoją obecność na polskiej scenie deathmetalowej, prezentując dojrzałe i bezkompromisowe podejście do gatunku. GODSLUT od 2021 roku tworzy bezkompromisowy, techniczny thrash/death metal. W 2022 zespół podpisał kontrakt płytowy z wytwórnią Selfmadegod Records, a w maju 2023 roku wypuścił na świat debiutancki album Procreation Of God, na który bębny nagrał legendarny wręcz Paweł “Pavulon” Jaroszewicz (Hate, Decapitated, Antigama, Vltimas, Chivas i wiele więcej). Materiał prezentuje techniczny i bezkompromisowy death metal z wpływami thrash i groove metalu. Płyta została nagrana w 2022 roku, a za miks i mastering odpowiadał Paweł „Janos” Grabowski. Zespół ma za sobą kilka udanych tras oraz występów w wydarzeniach takich jak m.in: Mystic Festival 2026, Metal Mine Festival 2024, Rockowisko Zwierzyniec 2024, czy trasy “Chaosu Nastał Czas” by Knock Out Productions; dzieląc scenę z wieloma szanowanymi grupami: Behemoth, Mastodon, Decapitated, Saxon, Watain, Hate, Krisiun, Blood Red Throne, Vomitory, Frontside, Hostia, Hamulec, Punched Orange The Materia, czy Redemptor. Dla fanów MORBID ANGEL, VADER, DECAPITATED, SUFFOCATION, DEATH Kiedy tak sobie skanowałem na szybko Internety w poszukiwaniu czegoś na temat Godslut, natknąłem się na informację, iż zespół ten, po wydaniu debiutu, trzy lata temu, u tego samego wydawcy, okrzyknięty został przez niektórych „nową nadzieją polskiego death metalu”. Uuu, grubo! Trzeba było sprawdzić, bo przecież, co jak co, ale death metal to ja kocham od dziecka, trochę znam, i coś tam się orientuję. Hmm… nie wiem jak to wyglądało na debiucie, i czy aby nazwisko widniejącego wówczas w składzie bandu muzyka nie przyczyniło się kapkę do sukcesu marketingowego, ale to, co słyszę na „The Art of Deconstruction” to… taki Decapitated 2.0. I to porównanie wali mnie po uszach w zasadzie od pierwszej nutki do przedostatniego taktu (o ostatnim później). Owszem jest to death metal. Bardzo przykładnie (dla mnie ZBYT przykładnie) wyprodukowany, wyczyszczony tak, by każde pryknięcie stopy, czy plumkniecie basu było doskonale słyszalne, i żeby przypadkiem żaden paproszek się gdzieś na strunie nie osadził. Owszem, z zachowaniem odpowiedniego ciężaru i masy, żeby nie było niedomówień, acz bardziej typowego dla djentu. Samo granie Godslut to taki polski death metal z okresu późniejszego niż złota era. Czyli czasów, kiedy to poprzez narastający w kompozycjach poziom groove’u, pewnego rodzaju przebojowość i chwytliwość, wprowadzanie elementów z bardziej komercyjnych gatunków pobocznych trochę ten pierwotny metal śmierci poprowadziły z głębokiego undergroundu ku szerszej publiczności. Kojarzycie pewnie Fear Factory i ich „kultowy” „Demanufactured”. Na nowym krążku Godslut są momenty wzorowane chyba na owym wydawnictwie. Zresztą potwierdza się to liniach wokalnych, nierzadko wychodzące poza sferę klasycznego growla. Są też akordy o rodowodzie hard core’owym, jest też (o ja pierdolę, i to już jest gwóźdź do trumny) akustyczna balladka, i to z partiami wokali żeńskich! Na szczęście jest to już ostatni numer na płycie (kurwa, tytułowy haha!), ale powiem szczerze, jak dewotka na spowiedzi. Przez tą piosenkę nie chciało mi się włączać „The Art of Deconstruction” po raz drugi. Pomijając ten straszny babol, reszta materiału to solidny death metal dla fanów bardziej przystępnego oblicza gatunku, w którym osobiście niezbyt gustuję. Fanom wspomnianego Decapitated powinno się jednak spodobać. „Nadzieja polskiego death metalu”? Błagam… Nawet Mystic na początku działalności by chyba tego nie wymyślił. jesusatan Wbrew temu, co tu i ówdzie próbowano nam, obywatelom, w mało wybredny sposób wciskać, debiutancki krążek Godslut niczym się na tle lokalnej sceny nie wyróżniał, a bajdurzenie o jego jakiejkolwiek wyjątkowości było naprawdę grubą przesadą. Na swoje szczęście zespół nie podchwycił tej narracji — czy może strategii marketingowej — i nie robił z siebie wizjonerów polskiego death metalu. I słusznie, bo kolejne potwierdzenie tego, że nimi nie są, dostaliśmy na The Art Of Deconstruction – owszem, słychać tu naturalny rozwój, ale na pewno nie zapędy rewolucyjne, choć w pewnych kwestiach chłopakom odwagi nie brakuje. W ciągu tych trzech lat, jakie upłynęły od „Procreation Of God”, muzycy Godslut zdołali się poprawić praktycznie w każdym elemencie swego rzemiosła, ponadto dookreślili styl (tudzież ograniczyli liczbę inspiracji), uczynili go bardziej zwartym i wewnętrznie spójnym. Stąd też utwory na The Art Of Deconstruction są lepiej przemyślane, dojrzalej zaaranżowane, znacznie więcej się w nich dzieje, a ze względu na fajną motorykę i wplecione z wyczuciem efektowne solówki (Krzysiek Śniadecki brzmi jak nieślubne dziecko Vogga i Jacka Hiro) zdradzają całkiem niezły potencjał koncertowy – no, są po prostu ciekawsze. Niestety, poziomem oryginalności nie odbiegają od tych z debiutu – mnóstwo w nich jawnych zapożyczeń z późnego Decapitated oraz środkowego Banisher (długimi momentami Godslut grają bardziej banisherowo niż Banisher obecnie…), co wprawdzie dobrze świadczy o umiejętnościach chłopaków, ale na dłuższą metę może okazać się nużące/odstraszające dla osób szukających w muzyce czegoś nowego. Żeby nie było, mimo wieeelu podobieństw do wspomnianych wyżej zespołów Godslut nie są w nie ślepo zapatrzeni i w paru miejscach The Art Of Deconstruction proponują coś niecoś od siebie, co w różnym stopniu wykracza poza formułę wypracowaną przez starszych kolegów. Większość tych, nazwijmy to, eksperymentów dotyczy elementu, który był główną bolączką „Procreation Of God” – wokali. Te „podstawowe”, choć wciąż nie idealne, są zdecydowanie lepiej-pewniej wykonane i już nie wkurwiają, natomiast te „kombinowane”, najczęściej czyst(aw)e, trudno uznać za udane i pasujące do całości. Do całości nie pasuje również kawałek tytułowy, który jest… taką dość ckliwą balladką z gościnnym udziałem wokalistki. Może i nie zaskakuje tak, jak kiedyś „Painful Silence”, ale sensu ma tyle samo co numer Sceptic. Obstawiam, że powstała tylko po to, żeby Krzysiek Śniadecki mógł się wytrzepać także na akustyku. Godslut nie zmarnowali szansy danej im przez Selfmadegod (kawałkiem „Self-made Gods” zapewnili sobie chyba dożywotni kontrakt) i na The Art Of Deconstruction zrobili wyraźny krok naprzód względem poprzednika. Potencjał mają niemały, niemniej jeszcze dużo pracy przed nimi, żeby można było mówić o zespole bez automatycznego przywoływania i tych, z których twórczości obficie czerpią. demo Death metal outfit GODSLUT have released their highly anticipated second album, "The Art Of Deconstruction". Despite its relatively short history, GODSLUT has already established a strong presence within the Polish death metal scene, earning recognition through a mature, uncompromising approach to the genre. GODSLUT has been crafting uncompromising, technical thrash/death metal since 2021. Year later, the band signed a record deal with Selfmadegod Records and, in May 2023, released its debut album, Procreation Of God. The drums on the record were performed by the legendary Paweł “Pavulon” Jaroszewicz (Hate, Decapitated, Antigama, Vltimas, Chivas, and many more). The album delivers technical and relentless death metal with strong thrash metal influences. Recorded in 2022, it was mixed and mastered by Paweł “Janos” Grabowski. GODSLUT has completed several successful tours and appeared at major events including: Mystic Festival 2026, Metal Mine Festival 2024, Rockowisko Zwierzyniec 2024, and the “Chaosu Nastał Czas” tours organized by Knock Out Productions. Along the way, GODSLUT shared the stage with numerous acclaimed acts such as: Behemoth, Mastodon, Decapitated, Saxon, Watain, Hate, Krisiun, Blood Red Throne, Vomitory, Frontside, Hostia, Hamulec, Punched Orange, The Materia, and Redemptor. For fans of MORBID ANGEL, VADER, DECAPITATED, SUFFOCATION, DEATH ..::TRACK-LIST::.. 1. Scent 03:56 2. Druglust 03:45 3. Self-made Gods 03:34 4. ...All the Fucking Same 02:18 5. New Revelation 03:03 6. Stifled 03:34 7. Sacred Genocide 04:01 8. The Art of Deconstruction 06:11 ..::OBSADA::.. Krzysiek Śniadecki - git, voc Daniel Kozyra - bass, voc Jakub Maciuk - dr https://www.youtube.com/watch?v=e1zuPcwWwI0 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-21 16:37:45
Rozmiar: 75.13 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Po trzech latach studyjnej ciszy, GODSLUT powraca z drugim albumem "The Art Of Deconstruction". Mimo stosunkowo krótkiego stażu GODSLUT zdążył zaznaczyć swoją obecność na polskiej scenie deathmetalowej, prezentując dojrzałe i bezkompromisowe podejście do gatunku. GODSLUT od 2021 roku tworzy bezkompromisowy, techniczny thrash/death metal. W 2022 zespół podpisał kontrakt płytowy z wytwórnią Selfmadegod Records, a w maju 2023 roku wypuścił na świat debiutancki album Procreation Of God, na który bębny nagrał legendarny wręcz Paweł “Pavulon” Jaroszewicz (Hate, Decapitated, Antigama, Vltimas, Chivas i wiele więcej). Materiał prezentuje techniczny i bezkompromisowy death metal z wpływami thrash i groove metalu. Płyta została nagrana w 2022 roku, a za miks i mastering odpowiadał Paweł „Janos” Grabowski. Zespół ma za sobą kilka udanych tras oraz występów w wydarzeniach takich jak m.in: Mystic Festival 2026, Metal Mine Festival 2024, Rockowisko Zwierzyniec 2024, czy trasy “Chaosu Nastał Czas” by Knock Out Productions; dzieląc scenę z wieloma szanowanymi grupami: Behemoth, Mastodon, Decapitated, Saxon, Watain, Hate, Krisiun, Blood Red Throne, Vomitory, Frontside, Hostia, Hamulec, Punched Orange The Materia, czy Redemptor. Dla fanów MORBID ANGEL, VADER, DECAPITATED, SUFFOCATION, DEATH Kiedy tak sobie skanowałem na szybko Internety w poszukiwaniu czegoś na temat Godslut, natknąłem się na informację, iż zespół ten, po wydaniu debiutu, trzy lata temu, u tego samego wydawcy, okrzyknięty został przez niektórych „nową nadzieją polskiego death metalu”. Uuu, grubo! Trzeba było sprawdzić, bo przecież, co jak co, ale death metal to ja kocham od dziecka, trochę znam, i coś tam się orientuję. Hmm… nie wiem jak to wyglądało na debiucie, i czy aby nazwisko widniejącego wówczas w składzie bandu muzyka nie przyczyniło się kapkę do sukcesu marketingowego, ale to, co słyszę na „The Art of Deconstruction” to… taki Decapitated 2.0. I to porównanie wali mnie po uszach w zasadzie od pierwszej nutki do przedostatniego taktu (o ostatnim później). Owszem jest to death metal. Bardzo przykładnie (dla mnie ZBYT przykładnie) wyprodukowany, wyczyszczony tak, by każde pryknięcie stopy, czy plumkniecie basu było doskonale słyszalne, i żeby przypadkiem żaden paproszek się gdzieś na strunie nie osadził. Owszem, z zachowaniem odpowiedniego ciężaru i masy, żeby nie było niedomówień, acz bardziej typowego dla djentu. Samo granie Godslut to taki polski death metal z okresu późniejszego niż złota era. Czyli czasów, kiedy to poprzez narastający w kompozycjach poziom groove’u, pewnego rodzaju przebojowość i chwytliwość, wprowadzanie elementów z bardziej komercyjnych gatunków pobocznych trochę ten pierwotny metal śmierci poprowadziły z głębokiego undergroundu ku szerszej publiczności. Kojarzycie pewnie Fear Factory i ich „kultowy” „Demanufactured”. Na nowym krążku Godslut są momenty wzorowane chyba na owym wydawnictwie. Zresztą potwierdza się to liniach wokalnych, nierzadko wychodzące poza sferę klasycznego growla. Są też akordy o rodowodzie hard core’owym, jest też (o ja pierdolę, i to już jest gwóźdź do trumny) akustyczna balladka, i to z partiami wokali żeńskich! Na szczęście jest to już ostatni numer na płycie (kurwa, tytułowy haha!), ale powiem szczerze, jak dewotka na spowiedzi. Przez tą piosenkę nie chciało mi się włączać „The Art of Deconstruction” po raz drugi. Pomijając ten straszny babol, reszta materiału to solidny death metal dla fanów bardziej przystępnego oblicza gatunku, w którym osobiście niezbyt gustuję. Fanom wspomnianego Decapitated powinno się jednak spodobać. „Nadzieja polskiego death metalu”? Błagam… Nawet Mystic na początku działalności by chyba tego nie wymyślił. jesusatan Wbrew temu, co tu i ówdzie próbowano nam, obywatelom, w mało wybredny sposób wciskać, debiutancki krążek Godslut niczym się na tle lokalnej sceny nie wyróżniał, a bajdurzenie o jego jakiejkolwiek wyjątkowości było naprawdę grubą przesadą. Na swoje szczęście zespół nie podchwycił tej narracji — czy może strategii marketingowej — i nie robił z siebie wizjonerów polskiego death metalu. I słusznie, bo kolejne potwierdzenie tego, że nimi nie są, dostaliśmy na The Art Of Deconstruction – owszem, słychać tu naturalny rozwój, ale na pewno nie zapędy rewolucyjne, choć w pewnych kwestiach chłopakom odwagi nie brakuje. W ciągu tych trzech lat, jakie upłynęły od „Procreation Of God”, muzycy Godslut zdołali się poprawić praktycznie w każdym elemencie swego rzemiosła, ponadto dookreślili styl (tudzież ograniczyli liczbę inspiracji), uczynili go bardziej zwartym i wewnętrznie spójnym. Stąd też utwory na The Art Of Deconstruction są lepiej przemyślane, dojrzalej zaaranżowane, znacznie więcej się w nich dzieje, a ze względu na fajną motorykę i wplecione z wyczuciem efektowne solówki (Krzysiek Śniadecki brzmi jak nieślubne dziecko Vogga i Jacka Hiro) zdradzają całkiem niezły potencjał koncertowy – no, są po prostu ciekawsze. Niestety, poziomem oryginalności nie odbiegają od tych z debiutu – mnóstwo w nich jawnych zapożyczeń z późnego Decapitated oraz środkowego Banisher (długimi momentami Godslut grają bardziej banisherowo niż Banisher obecnie…), co wprawdzie dobrze świadczy o umiejętnościach chłopaków, ale na dłuższą metę może okazać się nużące/odstraszające dla osób szukających w muzyce czegoś nowego. Żeby nie było, mimo wieeelu podobieństw do wspomnianych wyżej zespołów Godslut nie są w nie ślepo zapatrzeni i w paru miejscach The Art Of Deconstruction proponują coś niecoś od siebie, co w różnym stopniu wykracza poza formułę wypracowaną przez starszych kolegów. Większość tych, nazwijmy to, eksperymentów dotyczy elementu, który był główną bolączką „Procreation Of God” – wokali. Te „podstawowe”, choć wciąż nie idealne, są zdecydowanie lepiej-pewniej wykonane i już nie wkurwiają, natomiast te „kombinowane”, najczęściej czyst(aw)e, trudno uznać za udane i pasujące do całości. Do całości nie pasuje również kawałek tytułowy, który jest… taką dość ckliwą balladką z gościnnym udziałem wokalistki. Może i nie zaskakuje tak, jak kiedyś „Painful Silence”, ale sensu ma tyle samo co numer Sceptic. Obstawiam, że powstała tylko po to, żeby Krzysiek Śniadecki mógł się wytrzepać także na akustyku. Godslut nie zmarnowali szansy danej im przez Selfmadegod (kawałkiem „Self-made Gods” zapewnili sobie chyba dożywotni kontrakt) i na The Art Of Deconstruction zrobili wyraźny krok naprzód względem poprzednika. Potencjał mają niemały, niemniej jeszcze dużo pracy przed nimi, żeby można było mówić o zespole bez automatycznego przywoływania i tych, z których twórczości obficie czerpią. demo Death metal outfit GODSLUT have released their highly anticipated second album, "The Art Of Deconstruction". Despite its relatively short history, GODSLUT has already established a strong presence within the Polish death metal scene, earning recognition through a mature, uncompromising approach to the genre. GODSLUT has been crafting uncompromising, technical thrash/death metal since 2021. Year later, the band signed a record deal with Selfmadegod Records and, in May 2023, released its debut album, Procreation Of God. The drums on the record were performed by the legendary Paweł “Pavulon” Jaroszewicz (Hate, Decapitated, Antigama, Vltimas, Chivas, and many more). The album delivers technical and relentless death metal with strong thrash metal influences. Recorded in 2022, it was mixed and mastered by Paweł “Janos” Grabowski. GODSLUT has completed several successful tours and appeared at major events including: Mystic Festival 2026, Metal Mine Festival 2024, Rockowisko Zwierzyniec 2024, and the “Chaosu Nastał Czas” tours organized by Knock Out Productions. Along the way, GODSLUT shared the stage with numerous acclaimed acts such as: Behemoth, Mastodon, Decapitated, Saxon, Watain, Hate, Krisiun, Blood Red Throne, Vomitory, Frontside, Hostia, Hamulec, Punched Orange, The Materia, and Redemptor. For fans of MORBID ANGEL, VADER, DECAPITATED, SUFFOCATION, DEATH ..::TRACK-LIST::.. 1. Scent 03:56 2. Druglust 03:45 3. Self-made Gods 03:34 4. ...All the Fucking Same 02:18 5. New Revelation 03:03 6. Stifled 03:34 7. Sacred Genocide 04:01 8. The Art of Deconstruction 06:11 ..::OBSADA::.. Krzysiek Śniadecki - git, voc Daniel Kozyra - bass, voc Jakub Maciuk - dr https://www.youtube.com/watch?v=e1zuPcwWwI0 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-21 16:34:05
Rozmiar: 238.25 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- 10cc - 10cc (SHM-CD) --------------------------------------------------------------------- Artist...............: 10cc Album................: 10cc Genre................: Rock, Pop Source...............: CD Year.................: 1973-2010 Ripper...............: EAC (Secure mode) / LAME 3.92 & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 65 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: Imperial Records – Japan Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting --------------------------------------------------------------------- 1. 10cc - Rubber Bullets [05:16] 2. 10cc - Donna [02:55] 3. 10cc - Johnny, Don't Do It [03:39] 4. 10cc - Sand In My Face [03:39] 5. 10cc - Speed Kills [03:50] 6. 10cc - The Dean And I [03:04] 7. 10cc - Ships Don't Disappear In The Night (Do They) [03:05] 8. 10cc - The Hospital Song [02:43] 9. 10cc - Fresh Air For My Momma [03:05] 10. 10cc - Headline Hustler [03:32] 11. 10cc - Hot Sun Rock (Bonus) [03:02] 12. 10cc - 4% Of Something (Bonus) [04:02] 13. 10cc - Waterfall (Bonus) [03:42] Playing Time.........: 45:40 Total Size...........: 302,31 MB
Seedów: 21
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-21 13:36:53
Rozmiar: 308.32 MB
Peerów: 1
Dodał: rajkad
Opis
...( Info )...
Nazwa: When The Final Horn Calls Wykonawca: Laga x Ragalor Gatunek: Rap Rok wydania: 2026 Format: mp3 Rozmiar: 60.37 MB czas trwania :39:11 Jakość :219 Kbps Music Type : Album ...( TrackList )... 01. Greenland Rises (04:38) 02. Odin Sees All (03:27) 03. The Oath Stands (03:57) 04. Lead The Way (03:36) 05. The Price Of Fire (03:32) 06. The Last Shield (03:44) 07. The Norns Have Spoken (04:17) 08. No King Above Honor (04:09) 09. When The Ravens Rise (03:57) 10. When The Final Horn Calls (03:54)
Seedów: 62
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-21 08:00:08
Rozmiar: 60.37 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Nazwa: Unleash The Wild Wykonawca: Laga x Ragalor Gatunek: Rap Rok wydania: 2026 Format: mp3 Rozmiar: 62.55 MB czas trwania :39:28 Jakość :220 Kbps Music Type : Album ...( TrackList )... 01. The Horizon Calls (03:58) 02. Raise The Sails (04:32) 03. Beyond The Last Wave (03:49) 04. Under Northern Skies (04:00) 05. Unleash The Wild (03:48) 06. Where The Ravens Fly (03:59) 07. Deeds That Thunder (03:34) 08. Valhalla Hears Our Roar (04:31) 09. Break The Limit (03:19) 10. No Turning Back (03:58)
Seedów: 58
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-21 07:00:16
Rozmiar: 62.56 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
VA - Pop Up The 80s (2026) MP3 Gatunek: Pop, Rock Jakość: MP3 Bitrate: 320 kbps Czas trwania: 04:20:23 Całkowity rozmiar / Total Size: 600 MB ...( TrackList )... Pop Up The 80s 1. John Parr - St. Elmo's Fire (Man in Motion).mp3 Pop Up The 80s 2. Christopher Cross - Arthur's Theme (Best That You Can Do).mp3 Pop Up The 80s 3. Duran Duran - Hungry like the Wolf (2009 Remaster).mp3 Pop Up The 80s 4. Simply Red - Holding Back the Years.mp3 Pop Up The 80s 5. Tina Turner - The Best.mp3 Pop Up The 80s 6. The Beach Boys - Kokomo.mp3 Pop Up The 80s 7. Alannah Myles - Black Velvet.mp3 Pop Up The 80s 8. Spandau Ballet - Gold.mp3 Pop Up The 80s 9. Chicago - You're the Inspiration.mp3 Pop Up The 80s10. George Benson - Give Me the Night.mp3 Pop Up The 80s11. Michael McDonald - I Keep Forgettin (Every Time You're Near).mp3 Pop Up The 80s12. Talk Talk - It's My Life.mp3 Pop Up The 80s13. The B-52's - Love Shack.mp3 Pop Up The 80s14. Al Jarreau - After All (2012 Remaster).mp3 Pop Up The 80s15. Foreigner - I Want to Know What Love Is (1999 Remaster).mp3 Pop Up The 80s16. Stevie Nicks - Edge of Seventeen (2016 Remaster).mp3 Pop Up The 80s17. The Cars - You Might Think.mp3 Pop Up The 80s18. Bette Midler - Wind Beneath My Wings.mp3 Pop Up The 80s19. Chaka Khan - Ain't Nobody.mp3 Pop Up The 80s20. Limahl - Never Ending Story.mp3 Pop Up The 80s21. Laura Branigan - Self Control.mp3 Pop Up The 80s22. Peter Cetera - Glory of Love.mp3 Pop Up The 80s23. Randy Crawford - One Day I'll Fly Away.mp3 Pop Up The 80s24. Chris Rea - On the Beach.mp3 Pop Up The 80s25. Climie Fisher - Love Changes (Everything).mp3 Pop Up The 80s26. Jane Child - Don’t Wanna Fall in Love.mp3 Pop Up The 80s27. Sister Sledge - Pretty Baby.mp3 Pop Up The 80s28. Joey Scarbury - Believe It or Not (From Greatest American Hero).mp3 Pop Up The 80s29. Robert Palmer - Simply Irresistible.mp3 Pop Up The 80s30. Nu Shooz - I Can’t Wait.mp3 Pop Up The 80s31. Roger - I Want to Be Your Man.mp3 Pop Up The 80s32. The Pretenders - Don't Get Me Wrong.mp3 Pop Up The 80s33. Peabo Bryson - If Ever You're in My Arms Again.mp3 Pop Up The 80s34. Sheila E. - The Glamorous Life, Pt. 1.mp3 Pop Up The 80s35. Adrian Gurvitz - Classic.mp3 Pop Up The 80s36. Narada Michael Walden - Gimme Gimme Gimme (feat. Patti Austin).mp3 Pop Up The 80s37. Los Lobos - La Bamba.mp3 Pop Up The 80s38. Robbie Dupree - Steal Away.mp3 Pop Up The 80s39. Levert - Casanova.mp3 Pop Up The 80s40. Cliff Richard - Ocean Deep (2002 Remaster).mp3 Pop Up The 80s41. Art Of Noise - Kiss (feat. Tom Jones).mp3 Pop Up The 80s42. Kajagoogoo - Too Shy (2004 Remaster).mp3 Pop Up The 80s43. Karyn White - Superwoman.mp3 Pop Up The 80s44. The Time - Jungle Love.mp3 Pop Up The 80s45. Dusty Springfield - In Private.mp3 Pop Up The 80s46. The Blues Brothers - Everybody Needs Somebody to Love.mp3 Pop Up The 80s47. The Proclaimers - I'm Gonna Be (500 Miles).mp3 Pop Up The 80s48. AL B. SURE! - Nite and Day.mp3 Pop Up The 80s49. The Stranglers - Golden Brown.mp3 Pop Up The 80s50. Dexys - Geno.mp3 Pop Up The 80s51. The Smiths - Please, Please, Please, Let Me Get What I Want.mp3 Pop Up The 80s52. Starpoint - Object of My Desire.mp3 Pop Up The 80s53. Debbie Gibson - Lost in Your Eyes.mp3 Pop Up The 80s54. Gerry Rafferty - The Royal Mile.mp3 Pop Up The 80s55. STEVE ARRINGTON - Feel So Real.mp3 Pop Up The 80s56. Tanita Tikaram - Twist in My Sobriety.mp3 Pop Up The 80s57. James Ingram - There’s No Easy Way.mp3 Pop Up The 80s58. The Dream Academy - Life in a Northern Town.mp3 Pop Up The 80s59. Chris Rainbow - Body Music.mp3 Pop Up The 80s60. Stacey Q - Two of Hearts.mp3 Pop Up The 80s61. Seals & Crofts - First Love.mp3 Pop Up The 80s62. Hot Chocolate - It Started with a Kiss.mp3 Pop Up The 80s63. John Townley - Shine On.mp3 Pop Up The 80s64. Stacy Lattisaw - Jump to the Beat.mp3 Pop Up The 80s65. Todd Rundgren - Bang the Drum All Day.mp3
Seedów: 69
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-21 07:00:08
Rozmiar: 596.96 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
VA - Slow Rock (2025) MP3 Gatunek: Rock Jakość: MP3 Bitrate: 320 kbps Czas trwania: 02:55:24 Całkowity rozmiar: 403 MB ...( TrackList )... 01. Red Hot Chili Peppers - Under the Bridge 02. Duran Duran - Ordinary World 03. Nickelback - How You Remind Me 04. Green Day - Boulevard of Broken Dreams 05. Fleetwood Mac - Dreams (2018 Remaster) 06. Coldplay - Yellow 07. Bread - Everything I Own 08. Pretenders - I'll Stand by You 09. The Goo Goo Dolls - Iris 10. Foreigner - I Want to Know What Love Is (1999 Remaster) 11. Faith No More - Easy 12. Liam Gallagher - All You're Dreaming Of 13. Alanis Morissette - Ironic (2015 Remaster) 14. Stone Sour - Wicked Game (Live Acoustic) 15. The War On Drugs - Pain 16. Kylie Minogue - Where the Wild Roses Grow 17. Death Cab For Cutie - I Will Follow You into the Dark 18. The Smiths - How Soon Is Now_ 19. Kaleo - All the Pretty Girls 20. ZZ Top - Rough Boy 21. Staind - It's Been Awhile 22. Marillion - Kayleigh (2017 Remaster) 23. Shinedown - I'll Follow You 24. Babyshambles - There She Goes 25. Theory of a Deadman - Hallelujah 26. Rod Stewart - Sailing 27. Whitesnake - Here I Go Again 87 (2018 Remaster) 28. The Rembrandts - Just the Way It Is, Baby 29. The Hollies - The Air That I Breathe (2008 Remaster) 30. Jude Cole - Time for Letting Go 31. Skid Row - Quicksand Jesus 32. Stone Temple Pilots - Sour Girl 33. The Replacements - Swingin Party 34. Johnny Van Zandt - Brickyard Road L 35. Alannah Myles - Black Velvet 36. Alice Cooper - Only Women Bleed 37. Rough Cutt - Take a Chance 38. Peter Doherty - Last of the English Roses 39. America - A Horse with No Name 40. Disturbed - The Sound of Silence
Seedów: 67
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-21 06:00:17
Rozmiar: 403.37 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
VA - Beautiful Rock Ballads Vol.24 (2020) MP3 Gatunek: Rock, Classic Rock, Ballads Jakość: MP3 Bitrate: 320 kbps Czas trwania: 02:01:54 Całkowity rozmiar: 278 MB ...( TrackList )... Beautiful Rock Ballads Vol.24 1. Bloodbound - Black Heart.mp3 Beautiful Rock Ballads Vol.24 2. Cardiant - Gone Tomorrow.mp3 Beautiful Rock Ballads Vol.24 3. Cardiant - While The Ice Is Cold.mp3 Beautiful Rock Ballads Vol.24 4. Chinchilla - Anymore.mp3 Beautiful Rock Ballads Vol.24 5. Dave Meniketti - Take It Like A Man.mp3 Beautiful Rock Ballads Vol.24 6. David Coverdale - Crying in the Rain.mp3 Beautiful Rock Ballads Vol.24 7. David Coverdale - Mistreated.mp3 Beautiful Rock Ballads Vol.24 8. David Coverdale - Take Me for a Little While.mp3 Beautiful Rock Ballads Vol.24 9. DragonForce - Dawn Over a New World.mp3 Beautiful Rock Ballads Vol.2410. Dreamtale - If You Will Go.mp3 Beautiful Rock Ballads Vol.2411. Dreamtale - Sail Away.mp3 Beautiful Rock Ballads Vol.2412. Kelly Simonz's Blind Faith - Stay With Me Forever.mp3 Beautiful Rock Ballads Vol.2413. Kelly Simonz's Blind Faith - The End Of The Beginning.mp3 Beautiful Rock Ballads Vol.2414. Lunatica - Winds Of Heaven.mp3 Beautiful Rock Ballads Vol.2415. Outloud - Someday.mp3 Beautiful Rock Ballads Vol.2416. Rainbow - Rainbow Eyes.mp3 Beautiful Rock Ballads Vol.2417. Reptilian - Change Your Heart.mp3 Beautiful Rock Ballads Vol.2418. Rock Sugar - Dreaming Of A Whole Lotta Bre.mp3 Beautiful Rock Ballads Vol.2419. Stamina - Black Moon.mp3 Beautiful Rock Ballads Vol.2420. Sturm Und Drang - Indian.mp3 Beautiful Rock Ballads Vol.2421. The Ordeal - Dragon Tears.mp3 Beautiful Rock Ballads Vol.2422. The Ordeal - Hellsgate.mp3 Beautiful Rock Ballads Vol.2423. Timeless Miracle - Memories.mp3
Seedów: 70
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-21 06:00:08
Rozmiar: 278.99 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
VA - Radio Italia Summer Hits (2026) MP3 Gatunek: Pop, Rock Jakość: MP3 Bitrate: 320 kbps Czas trwania: 01:38:54 Całkowity rozmiar: 225 MB ...( TrackList )... 01. Pinguini Tattici Nucleari - Sorry Scusa Lo Siento 3:21 02. Jovanotti - Buon Vento 2:56 03. Serena Brancale - Al Mio Paese 3:18 04. Fulminacci - Maledetto Me 3:00 05. Annalisa - Canzone Estiva 3:23 06. Madame - Volevo Capire 2:38 07. Elisa - Amore È 3:13 08. The Kolors - Rolling Stones 3:03 09. Noemi - Tu Cosa Fai Questa Sera 2:50 10. Bresh - Da Dio 2:54 11. Achille Lauro - Comuni Immortali 3:28 12. Samurai Jay - Flamenco Paranoia 2:45 13. Tiziano Ferro - Superstar 2:57 14. Irama - Cabana 2:42 15. Emma - Vacci Piano 3:21 16. Arisa - Rugiada 2:59 17. Ultimo - Romantica 3:14 18. Sayf - Buona Domenica 3:08 19. Mace - Cattive Abitudini _ (Con Salmo, Colapesce) 3:22 20. Blanco - Ricordi 4:38 21. Gaia - Bossa Nostra 3:17 22. Elettra Lamborghini - Bam Bam Bambina 2:55 23. Ermal Meta - Calma Metafisica 3:09 24. Bambole Di Pezza - Porno 2:49 25. Tommaso Paradiso - Agitare Coca Cola 3:29 26. Merk & Kremont - Partenope (Feat. Serena Brancale, The Kolors) 2:31 27. Francesco Gabbani - Summer Funk 2:48 28. Biagio Antonacci - You & Me 3:17 29. J-Ax - Hippy Ya Yo (Però Anche No) 2:54 30. Cioffi - Farfalle (Nello Stomaco) 2:42 31. Paola Iezzi - Stessa Direzione 3:12 32. Fred De Palma - La Testa Gira 3:00
Seedów: 63
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-21 05:00:27
Rozmiar: 227.31 MB
Peerów: 3
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
VA - Ibiza Top Hits (2026) MP3 Gatunek: Electronic, Dance Jakość: MP3 Bitrate: 320 kbps Czas trwania / Time: 02:04:36 Całkowity rozmiar / Total Size: 289 MB ...( TrackList )... 01. Salvatore Mancuso - The Drill (02:20) 02. Kid Massive - The Answer (02:29) 03. Alboa - Power of Love (03:35) 04. Mafo - Rhythm of the Sun (02:42) 05. Keno - Gems (03:03) 06. Dj Ghost - Got Me (03:33) 07. Mr. Teh & KB - Toma Chapa (03:33) 08. Vincent Simon - Do You Hear Me (02:14) 09. Massimo Conte - Move Your Feet (04:09) 10. Blaze Orange - Yeah You (02:43) 11. Ashbourne - Kicky Ring (02:54) 12. Nor.Me - Tik Tik Tok (05:08) 13. No Trial - On a Roll (03:00) 14. Mokaby - Craving (02:40) 15. Phil Lenz - Gatito (02:54) 16. LeMoch And Bond - Get It Right (03:27) 17. Gian - Taste My Love (04:20) 18. DJ Patisso - House Feelin' (02:42) 19. Nico Zandolino - Get Me High (02:35) 20. Wily - What Can I Do (02:38) 21. El Mukuka - Simple Things (03:38) 22. Lou Cypher - Rundoro (03:28) 23. CHERNY - Love Now (02:35) 24. Hoon - Love Me (03:19) 25. Moritz Boe & Calle Neu - Still Want You (03:16) 26. Vadim Vronskiy - Dancefloor Killa (02:46) 27. Grig (Ro) - Luv Me (03:26) 28. Mikimoto - Sign Your Name (03:41) 29. P!mp The D!sko - Show (03:16) 30. Boust - Lo Gasto (04:25) 31. Dj pd - That Thing (03:42) 32. El Mukuka - Te Ou (El Mukuka & Moish Remix) (03:47) 33. Eitheror - Be the One (02:53) 34. Max Tomma - Got in My Feelings (02:51) 35. Sebastian Courtier - For Your Love (03:10) 36. Basti M - ISABELLE (03:07) 37. Paul STR - Perculate (02:21) 38. Groval - Rhythm in My Head (02:26) 39. Sammy Slade - Aye Aye (03:50)
Seedów: 65
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-21 05:00:17
Rozmiar: 288.34 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
VA - Shout-Out Pop (2026) MP3 Gatune: Pop, Dance Jakość / Quality: MP3 Bitrate: 320 kbps Czas trwania / Time: 03:16:09 Całkowity rozmiar / Total Size: 455 MB ...( TrackList )... 01. Rose - APT. (02:49) 02. Ed Sheeran - Shape of You (03:53) 03. Alex Warren - Ordinary (03:06) 04. Coldplay - Viva La Vida (04:02) 05. Ava Max - Sweet but Psycho (03:07) 06. David Guetta - Titanium (feat. Sia) (04:05) 07. fun. - We Are Young (feat. Janelle Monáe) (04:10) 08. Bebe Rexha - Meant to Be (feat. Florida Georgia Line) (02:44) 09. Cardi B - I Like It (04:13) 10. Dua Lipa - Dance The Night (From Barbie The Album) (02:56) 11. Clean Bandit - Rather Be (feat. Jess Glynne) (03:47) 12. Charlie Puth - We Don’t Talk Anymore (feat. Selena Gomez) (03:37) 13. Jason Mraz - I’m Yours (04:02) 14. Lizzo - About Damn Time (Terrace Martin presents Lizzo) (03:11) 15. Jason DeRulo - It Girl (03:12) 16. Gym Class Heroes - Stereo Hearts (feat. Adam Levine) (03:30) 17. Christina Perri - A Thousand Years (04:45) 18. Flo Rida - Wild Ones (feat. Sia) (03:52) 19. Echosmith - Cool Kids (03:57) 20. Bruno Mars - Just the Way You Are (03:40) 21. Lykke Li - I Follow Rivers (The Magician Remix) (04:39) 22. Jaymes Young - Infinity (03:57) 23. Portugal. The Man - Feel It Still (02:42) 24. Jess Glynne - Hold My Hand (03:47) 25. Paramore - The Only Exception (04:27) 26. Mark Morrison - Return of the Mack (C & J Street Mix) (03:33) 27. Green Day - American Idiot (02:54) 28. The Walters - I Love You So (02:40) 29. Fitz and The Tantrums - Out of My League (03:29) 30. Daniel Powter - Bad Day (03:55) 31. Rudimental - These Days (feat. Jess Glynne, Macklemore & Dan Caplen) (03:31) 32. Simple Plan - I’m Just a Kid (03:18) 33. Deee-Lite - Groove Is in the Heart (03:51) 34. Clean Bandit - Symphony (feat. Zara Larsson) (03:32) 35. Gym Class Heroes - Cupid’s Chokehold / Breakfast in America (03:56) 36. Ed Sheeran - Bad Habits (03:50) 37. David Guetta - I’m Good (Blue) (02:55) 38. Zac Efron - Rewrite the Stars (From "The Greatest Showman") (03:37) 39. fun. - Some Nights (04:37) 40. Jason DeRulo - Ridin' Solo (03:35) 41. Ava Max - Kings & Queens (02:42) 42. B.O.B - Nothin’ on You (feat. Bruno Mars) (04:28) 43. twenty one pilots - Ride (03:34) 44. Lizzo - Good as Hell (feat. Ariana Grande) (02:39) 45. Coldplay - A Sky Full of Stars (04:27) 46. Christina Perri - Jar of Hearts (04:06) 47. My Chemical Romance - Teenagers (02:41) 48. Alec Benjamin - Let Me Down Slowly (feat. Alessia Cara) (02:49) 49. Chase Atlantic - Swim (03:48) 50. Charlie Puth - Left and Right (02:34) 51. Flo Rida - Good Feeling (04:08) 52. Anne-Marie - Our Song (02:43) 53. Bruno Mars - That’s What I Like (03:25) 54. Clean Bandit - Rockabye (feat. Sean Paul & Anne-Marie) (04:10) 55. Rainbow Kitten Surprise - It’s Called: Freefall (02:32)
Seedów: 85
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-21 05:00:08
Rozmiar: 453.92 MB
Peerów: 4
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
VA - Beach Hotel Bar & Lounge (2026) MP3 Gatunek: Euro Dance, Pop, Dance Jakość / Quality: MP3 Bitrate: 320 kbps Czas trwania / Time: 01:50:05 Całkowity rozmiar / Total Size: 252 MB ...( TrackList )... 01. Umut Torun - You Had It All (2:51) 02. N.E.O.N & Di Mora - Your Love (Radio Edit) (2:26) 03. Elegant Ape - Desert Bloom (Lino Tenerife Remix) (5:34) 04. Jaytor & Oceanika - Lovesong (4:20) 05. David Garner - Love & Play (Olejan Production Remix) (6:48) 06. Jayanth Ak & Anup4m - In Your Arms (2:56) 07. Yan Zapolsky & ZVANA - We Still Were Here (Radio Edit) (3:29) 08. Decibel Dreams - Come Back (3:59) 09. Fly - Born For Pleasure (Radio Edit) (2:45) 10. Elegant Ape & Cristian Ferrer - My Moment (Radio Edit) (3:16) 11. Johny Luv - Ocean Drive (3:23) 12. Jaytor & Oceanika - Skyfall (4:39) 13. The Grape - Ride With You (Radio Edit) (2:37) 14. Anka - Just a Dream (2:31) 15. Silvan7 - Summer Emotions (3:58) 16. Fly - Live (Radio Edit) (3:14) 17. Kanette & Wendy Trindade - Real Life (5:18) 18. N.E.O.N, Di Mora & Fe Cipriano - Groove Esxplosion (Radio Edit) (2:59) 19. Fly & Deep Strips - Little Time (Radio Edit) (2:49) 20. Anka - Little Closer (3:00) 21. Mse - Myself (2:58) 22. Berke Kılınç - Moonlight Sonata (2:51) 23. Fly - Real Love (5:12) 24. Mant Deep & Rip0e - How Will I Know (5:15) 25. MKVG - Alone (Radio Edit) (2:55) 26. Lino Tenerife - Believe Me (2:46) 27. Faraón - With Her (3:55) 28. Wrigley - Be With You (5:34) 29. Mouta - Shining (3:21) 30. Danil Dee - Easy (Radio Edit) (2:29)
Seedów: 60
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-21 04:00:23
Rozmiar: 247.74 MB
Peerów: 6
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist: Miley Cyrus Album: Bass Persuades Genre: Pop Label: Atlantic Records Source: Link Duration: 00:37:48 Audio: FLAC 24/48, Lossless | WEB-DL Rip type: Tracks ...( TrackList )... 1. Bass Persuades (3:23) 2. Different Religion (feat. Model/Actriz) (3:44) 3. Let’s Get Married (3:37) 4. Orbit (3:56) 5. Aftermath (3:32) 6. REDLIGHTS (3:43) 7. Neon Signs (feat. Andrew Wyatt of Miike Snow) (4:14) 8. Innocent Ways (3:52) 9. Snow (4:13) 10. Bass Persuades Remixx (3:37)
Seedów: 43
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-20 20:00:14
Rozmiar: 504.97 MB
Peerów: 4
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist: Accept Album: Studio Albums (24 releases) (1979-2026) Genre: Heavy Metal Duration: 24:51:59 Codec: FLAC Bitrate: Lossless Rip type: tracks + .cue ...( TrackList )... Studio Albums 1979 - Accept 1980 - I'm a Rebel 1981 - Breaker 1982 - Restless and Wild 1983 - Balls to the Wall 1985 - Metal Heart 1986 - Russian Roulette 1989 - Eat the Heat 1993 - Objection Overruled 1994 - Death Row 1996 - Predator 2010 - Blood of the Nations 2012 - Stalingrad 2014 - Blind Rage 2017 - The Rise of Chaos 2021 - Too Mean to Die 2024 - Humanoid Collaboration 2026 - Teutonic Titans 1976-2026 Compilations 1986 - Hungry Years Live 1985 - Kaizoku-Ban 1990 - Staying a Life 1997 - All Areas - Worldwide 2017 - Restless and Live 2018 - Symphonic Terror: Live at Wacken 2017
Seedów: 17
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-20 20:00:09
Rozmiar: 10.18 GB
Peerów: 49
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist: Anthrax Album: Studio Albums (13 releases) (1983-2026) Genre: Thrash/Groove Metal Duration: 13:52:48 Codec: FLAC Bitrate: Lossless Rip type: Tracks Removal of clipping and inter-sample distortion; increased dynamic range ...( TrackList )... Studio Albums 1983 - Fistful Of Metal 1985 - Spreading The Disease 1987 - Among The Living 1988 - State Of Euphoria 1990 - Persistence Of Time 1993 - Sound Of White Noise 1995 - Stomp 442 1998 - Volume 8 - The Threat Is Real 2003 - We've Come For You All 2011 - Worship Music 2013 - Anthems 2016 - For All Kings 2026 - Cursum Perficio
Seedów: 6
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-20 19:00:26
Rozmiar: 5.77 GB
Peerów: 45
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist: VA - Armin van Buuren AlGenre: Trance, Progressive, Electronic Duration: 02:05:14 Audio: MP3, 320 Kbps ...( TrackList )... 01. Armin van Buuren & ASTRON4UT vs. Libra pres. Taylor – Starbound vs. Calling Your Name (Armin van Buuren Mashup) 02. Scorz – This Is Where It Starts (Progressive Pick) 03. Elite Electronic – Shadows 04. Mike Williams & Three Drives & ANTICALM – Greece 2000 05. Peter Pahn – NOCTURE 06. Giuseppe Ottaviani & Hypaton – Soundboy 07. Alper Cetin – Devotion 08. Kevin de Vries & Stylo & Monte - Be My Own 09. Armin van Buuren ft. Poppy Baskcomb – Take Me Home (Rising Star Remix) (Tune Of The Week) 10. C-Systems – Pillars Of Light 11. Gregory James & Scott Ramsay pres. Pura Nova – Desire 12. James Hughes – Call Of The Deep 13. Linds – Destiny 14. dj try & DJ WIFI – Bringing It Back 15. Armin van Buuren ft. Josh Cumbee – Sunny Days 16. Divasi – Go Undone 17. Mark Sherry – Like A Phoenix 18. Eli Brown – Damaged 19. MaRLo – The Magic 20. Progresia ft. Linnea Schossow – Fire Fire Fire (Ilan Bluestone Remix) (Service For Dreamers)bum: A State Of Trance 1295 Ferry Tayle & Tonks pres. Mirage played: 01. Ferry Tayle & Tonks pres. Mirage - Odyssey 02. Ferry Tayle & Tonks pres. Mirage x Alex Wackii - Adagio For Strings 03. Ferry Tayle & Tonks pres. Mirage & Yolaine – Don’t Ever Let Go 04. Ferry Tayle & Tonks – Vol De Nuit (Mirage 20th Anniversary Mix) 05. Ferry Tayle & Tonks pres. Mirage – Kiss The Ring 06. Aly & Fila with Ferry Tayle – Take Me Higher (Mirage Remix) 07. ID - ID 08. ID - ID 09. ID - ID 10. ID - ID 11. Ferry Tayle & Tonks pres. Mirage – Remember The Future (Outro Mix)
Seedów: 30
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-20 19:00:16
Rozmiar: 286.70 MB
Peerów: 1
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist: VA Album: A State of Trance 25 Years - 2014 Highlights (2026) Genre: Trance, Progressive, Electronic Edition: A State of Trance - ARDI4710 Source: beatport Duration: 02:03:23 Audio: MP3, 320 Kbps ...( TrackList )... 01. Armin Van Buuren - Ping Pong (Simon Patterson Extended Remix) 07:20 02. Shogun - Zanarkand (Extended Mix) 06:31 03. Denis Kenzo & Alexandra Badoi - Lifetime Change (Extended Mix) 06:23 04. Andrew Rayel & Alexandra Badoi - Goodbye (Extended Mix) 06:03 05. Alexander Popov - Quantum (Extended Mix) 05:30 06. Armin Van Buuren - Save My Night (Extended Mix) 05:37 07. Orjan Nilsen - The Late Anthem (Extended Way Too Late Mix) 05:35 08. Mark Sixma - Adagio For Strings (Extended Mix) 05:42 09. Gaia - Empire Of Hearts (Extended Mix) 06:08 10. Bogdan Vix & Renee Stahl - Forever (Extended Mix) 06:59 11. Armin Van Buuren & Cimo Fränkel - Strong Ones (Deem Extended Remix) 04:35 12. Jorn Van Deynhoven - New Horizons (A State Of Trance 650 Anthem) (Extended Mix) 07:45 13. Omnia & Jonny Rose - Two Hands (Extended Mix) 05:19 14. Cosmic Gate & Eric Lumiere - Falling Back (Extended Mix) 07:00 15. Armin Van Buuren & Lauren Evans - Alone (Extended Mix) 04:04 16. Protoculture - Music Is More Than Mathematics (Extended Mix) 07:22 17. Markus Schulz - Destino (Extended Mix) 07:23 18. Craig Connelly - Decibels (Extended Mix) 06:17 19. Armin Van Buuren - Hystereo (Khomha Extended Remix) 05:37 20. Eximinds - Phoenix (Extended Mix) 06:05
Seedów: 31
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-20 19:00:09
Rozmiar: 283.00 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist: Ottawan Album: Hands Up Genre: Disco Release: Karussell – 839 894-2 Source: CD Duration: 00:49:41 Codec: FLAC Bitrate: Lossless Rip type: tracks + .cue ...( TrackList )... 01. Hands Up 02. Shalala Song 03. Siesta For Two 04. Shubidube Love 05. Crazy Music 06. Help, Get Me Some Help 07. D.I.S.C.O. (English Version) 08. It´s A Top Secret 09. Hello Rio 10. A.I.E. Is My Song 11. Sing Alone With The Juke-Box 12. You´re O.K.
Seedów: 67
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-20 18:00:27
Rozmiar: 302.23 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Uwielbiam "jesienne" albumy. Takie, które charakteryzują się ciężkim, depresyjnym i mrocznym klimatem. Stąd też The High Confessions na starcie mieli u mnie "z górki". Patrząc zresztą na skład zespołu nikt chyba nie spodziewał się wesołego krążka przepełnionego letnimi hitami... The High Confessions jest super-grupą założoną przez muzyków związanych z m.in. Sonic Youth, Minsk i Ministry. Zarejestrowany przez nich debiutancki materiał to solidna porcja muzyki idealnej dla wielbicieli nurzania się w cudzych depresjach i zaburzeniach psychotycznych. Nie wiem, przez co w ostatnim okresie przechodzili członkowie zespołu, ale nagrane przez nich pięć długich (tylko otwierający płytę "Mistaken for Cops" trwa trochę ponad cztery minuty, reszta oscyluję w okolicach dziesięciu minut) kompozycji brzmi jakby na czas wizyty w studiu odłożyli prozac. Wspomniany zresztą "Mistaken for Cops" to akurat najdynamiczniejszy i najbardziej odstający nastrojem fragment albumu. Tak zapewne zabrzmiałoby "Atrocity Exhibition" z "Closer" Joy Division, gdyby jego twórcy zagrali go agresywniej, a Ian Curtis zaśpiewał jeszcze bardziej beznamiętną barwą. Interesującym zabiegiem było umieszczenie zaraz po tym numerze "Along Came the Dogs". Ponad kwadrans najdziwniejszej rockowej kompozycji ostatnich paru lat z pewnością odrzuci wielu słabszych psychicznie. Jednostajna gra perkusji, ambientowe plamy i szumy oraz "wokal" w postaci szeptów mogą doprowadzić do szaleństwa mniej odpornego słuchacza. Późniejsze utwory też trudno nazwać piosenkami. W "The Listener" uwagę zwraca zwłaszcza hipnotyzujący wokal, a właściwie recytacja. Akompaniament to zaś ponownie monotonna perkusja, rzężące gitary i elektroniczne sample w tle. Niejako kontynuacją jest "Dead Tenements" początkowo utrzymane w podobnym klimacie. Tutaj jednak atmosfera z każdą minutą się zagęszcza aż do wybuchu przy końcu numeru, kiedy sekcja wyraźnie przyśpiesza, zaś wokalista zamiast flegmatycznie wypowiadać tekst, gniewnie wyrzuca z siebie jego kolejne linijki. Wieńczący album "Chlorine and Crystal" wnosi jakoby więcej powietrza oraz dynamizmu i brzmi częściowo jak rozwinięcie zakończenia poprzedniego numeru… albo dowód na huśtawkę emocjonalną jego autorów. "Turning Lead…" to album niezwykły ze względu na zawarta na nim atmosferę. Analizując dotychczasowe dokonania głównych projektów jego twórców, można zgadywać, że największy wpływ na muzykę The High Confessions miał Sanford Parker współodpowiedzialny za jedną z najciekawszych płyt ostatnich paru lat - "Fire Ritual of Abandonment" Minsk. Uważny słuchacz bez trudu powinien zresztą odnaleźć punkty wspólne pomiędzy "Turning Lead…" a wspomnianym wydawnictwem macierzystej formacji brodatego muzyka. Nie wiem jak potoczą się dalsze losy The High Confessions, mam jednak nadzieję, że muzycy nie poprzestaną na jednej płycie... Jacek Walewski The High Confessions is new project that consists of Chris Connelly of Minsitry/Revco/Pigface fame, Steve Shelley of Sonic Youth, Stanford Parker of Minsk, and Jeremy Lemos of White/Light. These musicians have quite a diverse background and as expected the result of their combining forces is equally diverse. The first song, “Mistaken for Cops” is the fastest song on the album. It features a pretty straight-forward beat with song angular droning guitars. It is a sort of Killing Joke/Joy Division like post-punk inspired tune and one of the strongest on the record. The second song is a 17 minute track of a lot of low-key ambiance that doesn’t really go anywhere until about the nine-minute mark where it finally picks up the pace a bit and gets a little more interesting. The track is the one weak point of the album and would have really benefit from a lot of editing. “The Listener” puts things back on track with its subdued drums and spooky bass lines. It sounds like what would be playing late at night in some Blade Runner-esque blown-out city while it is raining. Chris’ vocals sound great on this track and it is one of the more melodic tunes on the album. The droning guitar feedback adds to the somber feel. The fourth track, “Dead Tenements” is my favorite track on the album. It starts off slow with droning guitar and low drums with some stern sounding vocals and slowly building into a harder and noisier song with some great drumming. It is a really interesting and catchy, unorthodox song. The guitar effects are really odd and interesting in a very hypnotic way. It’s like a modern take on art-punk that evolves into a post-punk style and this track alone justifies a purchase of this record. The album closes with “Chlorine and Crystal” which the bass and guitar work is reminiscent of Faith-era The Cure with a bit of Joy Division. It has some sharp, great drumming and a prominent bass line over some droning, dreamy guitars. It is a strong finish to a rather interesting and diverse album. For their first outing, The High Confession did an overall great job merging their different musical styles into an interesting record. Hopefully this collaboration will continue as they have a lot of potential. A diverse collaboration of musicians results in a diverse collecting of interesting songs definitely worthy of your time. MXV ..::TRACK-LIST::.. 1. Mistaken For Cops 4:03 2. Along Come The Dogs 17:07 3. The Listener 11:32 4. Dead Tenements 11:07 5. Chlorine And Crystal 9:36 ..::OBSADA::.. Chris Connelly Jeremy Lemos Sanford Parker Steve Shelley Guitar [Second] - Dallas Thomas https://www.youtube.com/watch?v=K4O9fyhMAao SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-20 17:59:32
Rozmiar: 124.38 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
1 - 30 | 31 - 60 | 61 - 90 | ... | 25771 - 25800 | 25801 - 25830 | 25831 - 25833 |
|||||||||||||