|
|
|||||||||||||
|
Ostatnie 10 torrentów
Ostatnie 10 komentarzy
Discord
Kategoria:
Muzyka
Ilość torrentów:
24,351
Opis
...( Info )...
Składanka mireczka:Trance vol.4 Gatunek:Trance Rok:2026 mp3@320kbps CZAS:02:18:08 ...( TrackList )... 1.Jordy Eley - Let Go 2.Christian Rogers - Evora 3.Andrew Rayel Presents Extasia. - Chasing The Unknown (Extended Mix) 4.Mark Le Brune - Lost (Original Mix) 5.Theodor Nabuurs - Fallen Angels (Original Mix) 6.Theodor Nabuurs - Fallen Angels (Johan De Leeuw Remix) 7.Daniel Skyver - Aspartame 8.Aquila Orly - Escaped 9.Ghost Etiquette - Blue Space 10.Evoxel, Amiel Adany - Down To The Beat (Extended) 11.El Yankee - Emergency Call 12.Eximinds - Rondeau 13.Pinkus & Bigtopo - Red Lights 14.Pinkus & Bigtopo - Red Lights (Extended Mix) 15.Agoes - Stay with Me 16.Netune Action - Cosmic Mind 17.Rodrigo Deem - Earthquake 18.Maurya Sevak - Welcome To The Afterlife (Extended Mix) 19.Markus Schulz & C-Systems & Ana Diaz - Nothing Without Me 20.Paradox Side & Orbis Saphir - Invasao 21.SounEmot & Iberian & Lyd14 - Find Our Love Again (Intro Mix) 22.Shockwave - Tapa na Pantera 23.Space Cat & Artifex - Out To The Moon 24.Organic Soup & Kahana - Nissim Ba 25.Rene Ablaze Pres. TranceFORnations - Waves Of Tomorrow 26.Signum Feat. Scott Mac - Coming On Strong 27.Animato Feat. Tamar Reili - Maisamma 28.NoMosk & Winterborn Feat. Daniela Presta - Little Miracle 29.NoMosk & Winterborn Feat. Daniela Presta - Little Miracle (Extended Mix) 30.Rodrigo Deem - Panic Attack
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-20 05:40:54
Rozmiar: 317.33 MB
Peerów: 0
Dodał: mireczek19
Opis
...( Info )...
Składanka mireczka:Trance vol.3 Gatunek:Trance Rok:2026 mp3@320kbps CZAS:02:32:58 ...( TrackList )... 1.Kbk & Angel Falls - Follow The Light 2.Armin van Buuren - This Is A Test (Extended Mix) 3.El Yankee - Sound of Stranger 4.Marq Aurel - Fire Wire (Go!) 5.Ronski Speed Feat. Maya Palmer - We Collide 6.Craig Connelly - Superstar Avenue 7.Emiliano Pavon - Humo (Extended Mix) 8.Masaru Hinaiji - Story 9.StrongBeat & Etheology - Another Reality 10.Tomas Mcgoldrick - Just A Dream 11.Airborn - Come With Me (Extended Mix) 12.DJ The Corbz - Witness (Extended Mix) 13.Ninajirachi - Infohazard 14.Rodrigo Deem - Panic Attack (Extended Mix) 15.Time Geometry & Nelly Tgm - Hyperdrive 16.Mastodont - Mind Melt Reactor 17.Ben Gold & Cis - It Really Dont Matter (Extended Mix) 18.Joe Meils & Jenny Sabi - Dawn’s Heart (Extended Mix) 19.Betibwe - Inner System 20.Tomasian & Mad Rabbit - Let's Get On Your Feet 21.Blue Ninja - The Magic Of Friendship (Original Mix) 22.F5 - Virgo 23.Phil Stringer Feat. DJ Cara - My Love (Extended Mix) 24.Gareth Emery & LSRCITY Feat. Annabel - Without u (Steve Allen Extended Remix) 25.Zetti - Mental Revolution 26.Markus Schulz & C-Systems & Ana Diaz - Nothing Without Me (Extended Mix) 27.D.A.R.E - Breaking Through 28.Spiriturama - Embodiment 29.Omiki & Vegas - Wana (Extended Mix) 30.Omiki & Vegas - Wana (Original Mix)
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-20 05:25:22
Rozmiar: 351.30 MB
Peerów: 0
Dodał: mireczek19
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Debiutancki album powalającej fińskiej ekipy grającej mroczny death/grind inspirowany przez XYSMA, MACHETAZO, ABHORRENCE, HAEMORRHAGE. Okładkę narysował TG Rantanen znany ze współpracy z DEMILICH, DEMIGOD, ADRAMELECH, DEPRAVITY... Wydawca Galvanizer to stosunkowo młody zespół z Finlandii hołdujący starym tradycjom Death Metalu i Grindcore'a. I to tym najlepszym, przede wszystkim ze szwedzkiej, brytyjskiej szkoły oraz klasyków ich własnej sceny. Co dobrego można powiedzieć o grze chłopaków to to, że należą do tej grupy zespołów, która umiejętnie korzysta ze swoich inspiracji i nie kopiuje weteranów, a bazując na ich dorobku stara się stworzyć coś swojego i przez to granie przekazać pasję do wybranej przez siebie, muzycznej drogi. Na "Sanguine Vigil" da się słyszeć echa takich grup jak Carcass, Grave, Entombed, Bloodbath, Xysma czy Demilich. Przy pierwszym zetknięciu z tym materiałem, a nie wiedząc z którego roku pochodzi, można wziąć go za jakiś zapomniany staroć z lat 90-tych. Brzmienie gitar mocno przywodzi na myśl to gęste i smoliste jakie powstawało swojego czasu na produkcjach, które wyszły spod ręki Skogsberga w Sunlight Studio. Jest potężne, pełne mocy i ciężaru, każdy z kawałków prze naprzód niczym walec. Co się tyczy grindcore'owej części płyty to jest raczej nienachalna, jest podana w stosunkowo mrocznej formie i lekko schowana za wiodącym prym Death Metalem. Niemniej jednak jest fajnym dodatkiem i dobrze podbija pewne elementy kompozycji urozmaicając materiał. Wracając do całokształtu, byłem pozytywnie zaskoczony po usłyszeniu sampli w internecie, a jeszcze bardziej już po odsłuchaniu z płyty. Galvanizer ma w sobie potencjał, a co najważniejsze totalnie czują muzykę, którą grają. Jak to się mówi, właściwi ludzie na właściwym miejscu. Cieszę się, że wciąż jest tak wiele zespołów, które pchają scenę do przodu i wykazują zainteresowanie dawną gwardią sukcesywnie przekazując jej dziedzictwo kolejnym rzeszom fanów. "Sanguine Vigil" to właśnie taki przewodnik, który nie tylko reprezentuje starą-nową jakość, ale również zaprasza do odświeżania dawnych klasyków Death Metalu. Już czekam na kolejną ich płytę i wierzę, że będzie równie dobra! Przemysław Bukowski "From the swamping lands of Finland death/grind trio Galvanizer emerges with their debut album "Sanguine Vigil" after having paid all their dues with several tapes and a 7"ep like we were used back in the 90s. Galvanizer have quickly become one of the most promising underground acts around, their old school approach perfectly combines with their youthful energy and their sound will perfectly please both fans of old school finnish death metal and modern deathgrind sounds. The artwork is painted by mighty TG Rantanen, a finnish institution famous for his works with Demilich, Demigod, Adramelech, Depravity and many more. "Expect the same primitive finnish grinding death madness but this time much more faster and brutal!" (Aleksi Vähämäki) For fans of Xysma, Machetazo, Abhorrence, Haemorrhage." ..::TRACK-LIST::.. 1. Mood For The Blade 03:45 2. Enjoyment Of Annihilation 02:30 3. Deathbeat Deity 03:09 4. Sanguine Vigil 05:14 5. Grind Till... You're Dead! 01:23 6. Domestic Mastication 03:03 7. Gorefestation 02:26 8. Premature Rot 02:28 9. Unfinished Autopsy 03:37 10. A Painful End For Curiosity 03:04 ..::OBSADA::.. Nico Niemikko - Drums Vili Mäkinen - Bass & Lead Vocals Aleksi Vähämäki - Guitars & backing vocals https://www.youtube.com/watch?v=QxQ_4468uRg SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-19 17:23:26
Rozmiar: 74.65 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Debiutancki album powalającej fińskiej ekipy grającej mroczny death/grind inspirowany przez XYSMA, MACHETAZO, ABHORRENCE, HAEMORRHAGE. Okładkę narysował TG Rantanen znany ze współpracy z DEMILICH, DEMIGOD, ADRAMELECH, DEPRAVITY... Wydawca Galvanizer to stosunkowo młody zespół z Finlandii hołdujący starym tradycjom Death Metalu i Grindcore'a. I to tym najlepszym, przede wszystkim ze szwedzkiej, brytyjskiej szkoły oraz klasyków ich własnej sceny. Co dobrego można powiedzieć o grze chłopaków to to, że należą do tej grupy zespołów, która umiejętnie korzysta ze swoich inspiracji i nie kopiuje weteranów, a bazując na ich dorobku stara się stworzyć coś swojego i przez to granie przekazać pasję do wybranej przez siebie, muzycznej drogi. Na "Sanguine Vigil" da się słyszeć echa takich grup jak Carcass, Grave, Entombed, Bloodbath, Xysma czy Demilich. Przy pierwszym zetknięciu z tym materiałem, a nie wiedząc z którego roku pochodzi, można wziąć go za jakiś zapomniany staroć z lat 90-tych. Brzmienie gitar mocno przywodzi na myśl to gęste i smoliste jakie powstawało swojego czasu na produkcjach, które wyszły spod ręki Skogsberga w Sunlight Studio. Jest potężne, pełne mocy i ciężaru, każdy z kawałków prze naprzód niczym walec. Co się tyczy grindcore'owej części płyty to jest raczej nienachalna, jest podana w stosunkowo mrocznej formie i lekko schowana za wiodącym prym Death Metalem. Niemniej jednak jest fajnym dodatkiem i dobrze podbija pewne elementy kompozycji urozmaicając materiał. Wracając do całokształtu, byłem pozytywnie zaskoczony po usłyszeniu sampli w internecie, a jeszcze bardziej już po odsłuchaniu z płyty. Galvanizer ma w sobie potencjał, a co najważniejsze totalnie czują muzykę, którą grają. Jak to się mówi, właściwi ludzie na właściwym miejscu. Cieszę się, że wciąż jest tak wiele zespołów, które pchają scenę do przodu i wykazują zainteresowanie dawną gwardią sukcesywnie przekazując jej dziedzictwo kolejnym rzeszom fanów. "Sanguine Vigil" to właśnie taki przewodnik, który nie tylko reprezentuje starą-nową jakość, ale również zaprasza do odświeżania dawnych klasyków Death Metalu. Już czekam na kolejną ich płytę i wierzę, że będzie równie dobra! Przemysław Bukowski "From the swamping lands of Finland death/grind trio Galvanizer emerges with their debut album "Sanguine Vigil" after having paid all their dues with several tapes and a 7"ep like we were used back in the 90s. Galvanizer have quickly become one of the most promising underground acts around, their old school approach perfectly combines with their youthful energy and their sound will perfectly please both fans of old school finnish death metal and modern deathgrind sounds. The artwork is painted by mighty TG Rantanen, a finnish institution famous for his works with Demilich, Demigod, Adramelech, Depravity and many more. "Expect the same primitive finnish grinding death madness but this time much more faster and brutal!" (Aleksi Vähämäki) For fans of Xysma, Machetazo, Abhorrence, Haemorrhage." ..::TRACK-LIST::.. 1. Mood For The Blade 03:45 2. Enjoyment Of Annihilation 02:30 3. Deathbeat Deity 03:09 4. Sanguine Vigil 05:14 5. Grind Till... You're Dead! 01:23 6. Domestic Mastication 03:03 7. Gorefestation 02:26 8. Premature Rot 02:28 9. Unfinished Autopsy 03:37 10. A Painful End For Curiosity 03:04 ..::OBSADA::.. Nico Niemikko - Drums Vili Mäkinen - Bass & Lead Vocals Aleksi Vähämäki - Guitars & backing vocals https://www.youtube.com/watch?v=QxQ_4468uRg SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-19 17:19:01
Rozmiar: 224.10 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. UWAGA! To jest jeden z najlepszych gitarowych albumów wszech czasów! Doskonały, bardzo ciężki, wydany na początku 1970 roku debiutancki LP nagrany przez byłego gitarzystę Other Half i Blue Cheer (z genialnej, drugiej strony LP "New! Improved!" - najlepszej w karierze twórców "Vincebus Eruptum"), a będący chyba najcięższym i najbardziej intensywnym gitarowym kilerem końca lat 60-tych! Płyta powstała w duecie (Holden- gitara, bas i wokal oraz były perkusista grupy Kak, Chris Lockheed - bębny). Niektórzy uważają ten album za prototyp doom metalu (jeszcze przed Black Sabbath) i stoner rocka i płacą po 800-1000$ za oryginalny, megarzadki, oryginalny winyl! Historia Holdena jest bardzo smutna... W 1969 gitarzysta zadłużył się niemiłosiernie i zakupił nieprawdopodobnie mocne wzmacniacze firmy Sunn - widoczne na tylnej okładce winyla. Potem pokłócił się z mieszającą się do jego muzyki wytwórnią i cały wytłoczony nakład albumu... został w magazynach i nie trafił do sklepów! W tym samym czasie (1970) menadżer Holdena, za jego plecami... sprzedał cały jego sprzęt i zabrał pieniądze! Pozbawiony wszystkiego, związany kontraktem i zakazem występów, zadłużony Randy chyłkiem uciekł z Kalifornii do Ameryki Środkowej i przez wiele lat trudnił się łowieniem marlinów (jak rybak u Hemingwaya). Nie nagrał nic przez następne 25 lat... Tak potoczyła się kariera jednego z najbardziej utalentowanych, rockowych gitarzystów wszech czasów! Zapewniam, że fani intensywnych gitarowych improwizacji i mocnych riffów w stylu Hendrix/Black Sabbath będą zachwyceni! To jest edycja z 2001 roku z dodatkowymi ośmioma nagraniami z fajnej, nagranej w 1996 roku płyty "Guitar God". “Godzilla just walked into the room. People just stood there with their eyes and mouths wide open.” To hear Randy Holden describe the audience’s reaction in 1969 to his solo debut performing with a teeth-rattling phalanx of 16 (sixteen!) 200 watt Sunn amps is about as close as many of us will get to truly experience the moment heavy metal music morphed into existence. However, at last we have unearthed the proper fossil record. Population II, the now legendary, extremely rare album by guitarist/vocalist Holden and drummer/keyboardist Chris Lockheed is considered to be one of the earliest examples of doom metal. Though its original release was a very limited in number and distribution, like all great records, its impact over time has continued to grow. In 1969, Holden, fresh off his tenure with proto-metal pioneers Blue Cheer (appearing on one side of the New! Improved! Blue Cheer album and touring for a solid year in the group), aimed for more control over his band. Thus, Randy Holden – Population II was born, the duo naming itself after the astronomical term for a particular star cluster with heavy metals present. “I wanted to do something that hadn’t been done before,” Holden explains. “I was interested in discordant sounds that could be melodic but gigantically huge. I rented an Opera house for rehearsal, set up with 16 Sunn amps. That’s what I was going for, way over the top.” And over the top it is. The 6-song album delves into leaden sludge, lumbering doom and epic soaring riffs that sound free from all constraints of the era. It’s incredibly heavy, but infused with a melodic, albeit mechanistic, sensibility. “At the time, I was hearing these crazy melodies everywhere I went,” Holden says. “I thought I was going crazy.” For example, one day he slowly rooted out a powerful sound that had been nagging him and discovered it coming from a ceiling fan. “Machinery all around us doesn’t turn in a perfect rhythm. That’s what I was tuning into, I heard the music and the sounds through the machinery. It was perfect for rendering the machine we built.” Troubles with the album’s release bankrupted Holden, who subsequently left music for over two decades. It was bootlegged several times over the years, but until now hasn’t seen a proper remaster and has yet to be available on digital platforms. “The original mastering just destroyed the dynamics of it,” Holden says. “They flattened it out. Now we got a really nice remaster that should be the closest thing to the original recording.” ..::TRACK-LIST::.. 1. Guitar Song 6:12 2. Fruit & Iceburgers 5:02 3. Between Time 1:48 4. Fruit & Iceburgers (Conclusion) 1:54 5. Blue My Mind 6:01 6. Keeper Of My Flame 10:07 Bonus Tracks: 7. Dark Eyes 5:08 8. Wild Fire 5:34 9. Scarlet Rose 4:04 10. Pain In My Heart 4:39 11. Hell And High Water 5:40 12. No Trace 4:16 13. Got Love 4:02 14. Blue My Mind 4:11 15. Untitled (Castle In The Sky) 5:14 16. Untitled (Dark Eyes Part Two) 5:07 Tracks 1 to 6 are the original album. Bonus Tracks are taken from the album Guitar God The front cover claims "+ 8 Bonustracks" and there are only 8 listed on the back, but there are in fact a total of 10. Tracks 15 and 16 are unmentioned and untitled on this release but are originally titled "Castle In The Sky" and "Dark Eyes Part Two", respectively, on Guitar God ..::OBSADA::.. Bass - Robert Baur (tracks: 7 to 14) Drums - Chris Lockheed (tracks: 1 to 6), Paul Whaley (tracks: 7 to 14) Guitar, Bass, Vocals - Randy Holden (tracks: 1 to 6) Guitar, Vocals - Randy Holden (tracks: 7 to 14) https://www.youtube.com/watch?v=6MUOPUlXuVM SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-19 16:48:22
Rozmiar: 185.09 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. UWAGA! To jest jeden z najlepszych gitarowych albumów wszech czasów! Doskonały, bardzo ciężki, wydany na początku 1970 roku debiutancki LP nagrany przez byłego gitarzystę Other Half i Blue Cheer (z genialnej, drugiej strony LP "New! Improved!" - najlepszej w karierze twórców "Vincebus Eruptum"), a będący chyba najcięższym i najbardziej intensywnym gitarowym kilerem końca lat 60-tych! Płyta powstała w duecie (Holden- gitara, bas i wokal oraz były perkusista grupy Kak, Chris Lockheed - bębny). Niektórzy uważają ten album za prototyp doom metalu (jeszcze przed Black Sabbath) i stoner rocka i płacą po 800-1000$ za oryginalny, megarzadki, oryginalny winyl! Historia Holdena jest bardzo smutna... W 1969 gitarzysta zadłużył się niemiłosiernie i zakupił nieprawdopodobnie mocne wzmacniacze firmy Sunn - widoczne na tylnej okładce winyla. Potem pokłócił się z mieszającą się do jego muzyki wytwórnią i cały wytłoczony nakład albumu... został w magazynach i nie trafił do sklepów! W tym samym czasie (1970) menadżer Holdena, za jego plecami... sprzedał cały jego sprzęt i zabrał pieniądze! Pozbawiony wszystkiego, związany kontraktem i zakazem występów, zadłużony Randy chyłkiem uciekł z Kalifornii do Ameryki Środkowej i przez wiele lat trudnił się łowieniem marlinów (jak rybak u Hemingwaya). Nie nagrał nic przez następne 25 lat... Tak potoczyła się kariera jednego z najbardziej utalentowanych, rockowych gitarzystów wszech czasów! Zapewniam, że fani intensywnych gitarowych improwizacji i mocnych riffów w stylu Hendrix/Black Sabbath będą zachwyceni! To jest edycja z 2001 roku z dodatkowymi ośmioma nagraniami z fajnej, nagranej w 1996 roku płyty "Guitar God". “Godzilla just walked into the room. People just stood there with their eyes and mouths wide open.” To hear Randy Holden describe the audience’s reaction in 1969 to his solo debut performing with a teeth-rattling phalanx of 16 (sixteen!) 200 watt Sunn amps is about as close as many of us will get to truly experience the moment heavy metal music morphed into existence. However, at last we have unearthed the proper fossil record. Population II, the now legendary, extremely rare album by guitarist/vocalist Holden and drummer/keyboardist Chris Lockheed is considered to be one of the earliest examples of doom metal. Though its original release was a very limited in number and distribution, like all great records, its impact over time has continued to grow. In 1969, Holden, fresh off his tenure with proto-metal pioneers Blue Cheer (appearing on one side of the New! Improved! Blue Cheer album and touring for a solid year in the group), aimed for more control over his band. Thus, Randy Holden – Population II was born, the duo naming itself after the astronomical term for a particular star cluster with heavy metals present. “I wanted to do something that hadn’t been done before,” Holden explains. “I was interested in discordant sounds that could be melodic but gigantically huge. I rented an Opera house for rehearsal, set up with 16 Sunn amps. That’s what I was going for, way over the top.” And over the top it is. The 6-song album delves into leaden sludge, lumbering doom and epic soaring riffs that sound free from all constraints of the era. It’s incredibly heavy, but infused with a melodic, albeit mechanistic, sensibility. “At the time, I was hearing these crazy melodies everywhere I went,” Holden says. “I thought I was going crazy.” For example, one day he slowly rooted out a powerful sound that had been nagging him and discovered it coming from a ceiling fan. “Machinery all around us doesn’t turn in a perfect rhythm. That’s what I was tuning into, I heard the music and the sounds through the machinery. It was perfect for rendering the machine we built.” Troubles with the album’s release bankrupted Holden, who subsequently left music for over two decades. It was bootlegged several times over the years, but until now hasn’t seen a proper remaster and has yet to be available on digital platforms. “The original mastering just destroyed the dynamics of it,” Holden says. “They flattened it out. Now we got a really nice remaster that should be the closest thing to the original recording.” ..::TRACK-LIST::.. 1. Guitar Song 6:12 2. Fruit & Iceburgers 5:02 3. Between Time 1:48 4. Fruit & Iceburgers (Conclusion) 1:54 5. Blue My Mind 6:01 6. Keeper Of My Flame 10:07 Bonus Tracks: 7. Dark Eyes 5:08 8. Wild Fire 5:34 9. Scarlet Rose 4:04 10. Pain In My Heart 4:39 11. Hell And High Water 5:40 12. No Trace 4:16 13. Got Love 4:02 14. Blue My Mind 4:11 15. Untitled (Castle In The Sky) 5:14 16. Untitled (Dark Eyes Part Two) 5:07 Tracks 1 to 6 are the original album. Bonus Tracks are taken from the album Guitar God The front cover claims "+ 8 Bonustracks" and there are only 8 listed on the back, but there are in fact a total of 10. Tracks 15 and 16 are unmentioned and untitled on this release but are originally titled "Castle In The Sky" and "Dark Eyes Part Two", respectively, on Guitar God ..::OBSADA::.. Bass - Robert Baur (tracks: 7 to 14) Drums - Chris Lockheed (tracks: 1 to 6), Paul Whaley (tracks: 7 to 14) Guitar, Bass, Vocals - Randy Holden (tracks: 1 to 6) Guitar, Vocals - Randy Holden (tracks: 7 to 14) https://www.youtube.com/watch?v=6MUOPUlXuVM SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-19 16:44:31
Rozmiar: 533.79 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- The Doors - Light My Fire - (2 CD) --------------------------------------------------------------------- Artist...............: The Doors Album................: Light My Fire - Live Genre................: Rock Source...............: CD Year.................: 1993 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 51-52 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: Nota Blu - Italy Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting - CD 1 --------------------------------------------------------------------- 1. The Doors - Light My Fire [09:41] 2. The Doors - Break On Through [06:27] 3. The Doors - Build Me A Woman [03:23] 4. The Doors - Roadhouse Blues [06:20] 5. The Doors - When The Music's Over [12:46] 6. The Doors - Love Me Two imes [03:32] 7. The Doors - The End [14:23] Playing Time.........: 56:34 Total Size...........: 293,54 MB --------------------------------------------------------------------- Tracklisting - CD 2 --------------------------------------------------------------------- 1. The Doors - Who do you love [05:42] 2. The Doors - Soul kitchen [06:05] 3. The Doors - Alabama song [01:33] 4. The Doors - Backdoor man [02:32] 5. The Doors - Five to one [02:46] 6. The Doors - Unknown soldier [04:14] 7. The Doors - Moonlight drive [05:16] 8. The Doors - Wild child [02:45] 9. The Doors - Love street [03:11] 10. The Doors - The celebration of the lizard [17:36] Playing Time.........: 51:44 Total Size...........: 253,94 MB
Seedów: 221
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-19 16:33:34
Rozmiar: 548.90 MB
Peerów: 79
Dodał: rajkad
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Podoba mi się pomysł z bliźniaczymi okładkami dwóch pierwszych albumów Kraftwerk. Jednak ponoć nie wszyscy właściwie zrozumieli ten koncept. "Dwójka" rzekomo sprzedawała się słabiej od swojego poprzednika, ponieważ grafika sugerowała, że to tylko wznowienie debiutu. Dziś problem ten i tak jest nieaktualny, gdyż oba wydawnictwa - podobnie jak wydany tuż po nich "Ralf & Florian" - nie były oficjalnie wznawiane od końca lat 70. Legalne wydanie na płycie kompaktowej lub chociaż dostępność w serwisach streamingowych pozostaje marzeniem fanów. Od kilku lat mówi się o planowanym boksie zbierającym te wczesne dokonania (na wzór "The Catalogue" z późniejszymi albumami), jednak plany te nie nabierają realnych kształtów. Nieco mniej podoba mi się sama muzyka. W zasadzie niewiele zmieniło się od czasu "Jedynki". Ralf Hütter i Florian Schneider wciąż eksperymentują z tradycyjnymi instrumentami, jak organy, flet, skrzypce czy gitary, poszerzając ich możliwości za pomocą studyjnej obróbki. Tym razem nie towarzyszy im żaden perkusista, a jedynie - i to tylko w jednym nagraniu - prymitywny automat perkusyjny. Skutkiem rezygnacji z rytmiki było całkowite zerwanie jakichkolwiek związków z muzyką rockową, obecnych jeszcze na debiucie. I to praktycznie jedyny krok naprzód. Krok w stronę bardziej odhumanizowanej muzyki, która przyniosła grupie wielką popularność. Późniejszy sukces wynikał jednak także z większej komunikatywności materiału. Tymczasem "Kraftwerk 2" to muzyczny eksperyment, skupiający się na samym dźwięku i jego brzmieniu. Zdecydowanie najlepiej prezentuje się tu 17-minutowy otwieracz, "Klingklang". To właśnie w nim wykorzystano automat, którego delikatny puls towarzyszy subtelnym, niemalże ambientowym pasażom instrumentów, wprowadzając w hipnotyzujący nastrój. Przyjemnie wypada też drugi z kolei, jeśli chodzi o długość, ale już tylko niespełna 10-minutowy "Wellenlänge", z przeplatającymi się, pozornie jednostajnymi partiami gitary zwykłej i basowej. Pozostałe, znacznie już krótsze nagrania, są zbudowane na podobnej zasadzie, jednak efekt jest trochę mniej intrygujący ("Strom", "Harmonika") lub wręcz nieco irytujący ("Atem", "Spule"). "Kraftwerk 2" jest świadectwem stopniowego rozwoju zespołu. Jednak efekt moim zdaniem pozostawia dużo do życzenia. To przede wszystkim zapis studyjnych eksperymentów Ralfa i Floriana, bardziej interesujących pod względem formalnym niż jako muzyka do słuchania. Mnie w każdym razie nie zachęca, by do niej wracać. Paweł Pałasz This one is rather slow moving, minimal and experimental at times, but the two longer tracks make up for that with some good melodies on both. Klaus Dinger has left to form the band NEU! with Mr.Rother, and instead of replacing him they use a drum machine. Unlike the first album there is bass and guitar credited on this one though. "Klingklang" for me is the highlight of this album. Even if it is repetitive, it is melodic with flute, keys, bass and other sounds. It begins with what sounds like bells and chimes with no real melody until 2 minutes in. The tempo picks up 10 minutes in until it seems to just die. It starts over with a different melody. Percussion and waves of sound lead the way now. This stops before 14 1/2 minutes and a new, more uptempo melody takes over to the end. "Atem" features these loud sounds that expand and retract throughout. "Strom" opens with raw, distorted guitar. A beat takes over a minute in that is joined by some spacey waves of sound. Good song. "Spule 4" is a tough one after a minute to the end as there just isn't much going on. "Wellenlange" opens with guitar sounds,bass and other sounds at a slow moving pace. The tempo picks up a little after 3 minutes. It gets a little louder 6 minutes in and we have a melody a minute later. Some nice bass in this one. "Harmonika" has no melody as sounds slowly pulse in and out. Mellotron Storm Kraftwerk 2 marks an increase in electronic experimentation under the Kraftwerk name. Some of this album comes off as sounding like random synth-foolery that they just released for no clear reason, but it all seems to work together as a whole, in my opinion. The starter track "Kling Klang" is more of the krautrock that was present on the previous two albums, but with only slightly more electrical elements and it really is a very mellow song that sounds like a direct precursor to Autobahn. But the rest of the album is pure experimentation. After the first track, "Atem" might be frightening (definitely was the first time I heard it) and is essentially the sound of a breathing robot. In case you didn't know, robots aren't supposed to breathe. There's no music in this track at all... just harsh, windy, robotic breath. "Strom" is very doomy and industrial sounding ambient set at a sludgy pace. "Spule 4" is lonely, quiet, and abrasive sounding industrial sound effects from afar, and "Wellenlange" sounds like the exact same track except set at a longer duration. "Harmonika" ends the album with sad and lonely robotic sounding synth-harmonica experiment that is soothing and reminds me of later tracks like "Ohm Sweet Ohm" and "Kommetenmelodie 2". I'm aware that my description of the tracks on this album must seem extremely unappealing, but this album has an extraordinary "junky" feel to it that is hard to come by. It is definitely an odd and experimental album, but fans of avant-garde music should find enough to enjoy about this album. I highly recommend this dark, industrial, post-krautrock junk experiment to anyone daring enough to dive into it. colorofmoney91 ..::TRACK-LIST::.. 1. Klingklang 17:36 2. Atem 2:57 3. Strom 3:52 4. Spule 4 5:20 5. Wellenlänge 9:40 6. Harmonika 3:17 ..::OBSADA::.. Flute, Violin, Guitar, Bells - Florian Schneider-Esleben Organ, Electric Piano, Bass, Electronic Drums, Bells, Harmonica - Ralf Hütter https://www.youtube.com/watch?v=41CFmUZsBr4 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-18 20:06:12
Rozmiar: 98.26 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Podoba mi się pomysł z bliźniaczymi okładkami dwóch pierwszych albumów Kraftwerk. Jednak ponoć nie wszyscy właściwie zrozumieli ten koncept. "Dwójka" rzekomo sprzedawała się słabiej od swojego poprzednika, ponieważ grafika sugerowała, że to tylko wznowienie debiutu. Dziś problem ten i tak jest nieaktualny, gdyż oba wydawnictwa - podobnie jak wydany tuż po nich "Ralf & Florian" - nie były oficjalnie wznawiane od końca lat 70. Legalne wydanie na płycie kompaktowej lub chociaż dostępność w serwisach streamingowych pozostaje marzeniem fanów. Od kilku lat mówi się o planowanym boksie zbierającym te wczesne dokonania (na wzór "The Catalogue" z późniejszymi albumami), jednak plany te nie nabierają realnych kształtów. Nieco mniej podoba mi się sama muzyka. W zasadzie niewiele zmieniło się od czasu "Jedynki". Ralf Hütter i Florian Schneider wciąż eksperymentują z tradycyjnymi instrumentami, jak organy, flet, skrzypce czy gitary, poszerzając ich możliwości za pomocą studyjnej obróbki. Tym razem nie towarzyszy im żaden perkusista, a jedynie - i to tylko w jednym nagraniu - prymitywny automat perkusyjny. Skutkiem rezygnacji z rytmiki było całkowite zerwanie jakichkolwiek związków z muzyką rockową, obecnych jeszcze na debiucie. I to praktycznie jedyny krok naprzód. Krok w stronę bardziej odhumanizowanej muzyki, która przyniosła grupie wielką popularność. Późniejszy sukces wynikał jednak także z większej komunikatywności materiału. Tymczasem "Kraftwerk 2" to muzyczny eksperyment, skupiający się na samym dźwięku i jego brzmieniu. Zdecydowanie najlepiej prezentuje się tu 17-minutowy otwieracz, "Klingklang". To właśnie w nim wykorzystano automat, którego delikatny puls towarzyszy subtelnym, niemalże ambientowym pasażom instrumentów, wprowadzając w hipnotyzujący nastrój. Przyjemnie wypada też drugi z kolei, jeśli chodzi o długość, ale już tylko niespełna 10-minutowy "Wellenlänge", z przeplatającymi się, pozornie jednostajnymi partiami gitary zwykłej i basowej. Pozostałe, znacznie już krótsze nagrania, są zbudowane na podobnej zasadzie, jednak efekt jest trochę mniej intrygujący ("Strom", "Harmonika") lub wręcz nieco irytujący ("Atem", "Spule"). "Kraftwerk 2" jest świadectwem stopniowego rozwoju zespołu. Jednak efekt moim zdaniem pozostawia dużo do życzenia. To przede wszystkim zapis studyjnych eksperymentów Ralfa i Floriana, bardziej interesujących pod względem formalnym niż jako muzyka do słuchania. Mnie w każdym razie nie zachęca, by do niej wracać. Paweł Pałasz This one is rather slow moving, minimal and experimental at times, but the two longer tracks make up for that with some good melodies on both. Klaus Dinger has left to form the band NEU! with Mr.Rother, and instead of replacing him they use a drum machine. Unlike the first album there is bass and guitar credited on this one though. "Klingklang" for me is the highlight of this album. Even if it is repetitive, it is melodic with flute, keys, bass and other sounds. It begins with what sounds like bells and chimes with no real melody until 2 minutes in. The tempo picks up 10 minutes in until it seems to just die. It starts over with a different melody. Percussion and waves of sound lead the way now. This stops before 14 1/2 minutes and a new, more uptempo melody takes over to the end. "Atem" features these loud sounds that expand and retract throughout. "Strom" opens with raw, distorted guitar. A beat takes over a minute in that is joined by some spacey waves of sound. Good song. "Spule 4" is a tough one after a minute to the end as there just isn't much going on. "Wellenlange" opens with guitar sounds,bass and other sounds at a slow moving pace. The tempo picks up a little after 3 minutes. It gets a little louder 6 minutes in and we have a melody a minute later. Some nice bass in this one. "Harmonika" has no melody as sounds slowly pulse in and out. Mellotron Storm Kraftwerk 2 marks an increase in electronic experimentation under the Kraftwerk name. Some of this album comes off as sounding like random synth-foolery that they just released for no clear reason, but it all seems to work together as a whole, in my opinion. The starter track "Kling Klang" is more of the krautrock that was present on the previous two albums, but with only slightly more electrical elements and it really is a very mellow song that sounds like a direct precursor to Autobahn. But the rest of the album is pure experimentation. After the first track, "Atem" might be frightening (definitely was the first time I heard it) and is essentially the sound of a breathing robot. In case you didn't know, robots aren't supposed to breathe. There's no music in this track at all... just harsh, windy, robotic breath. "Strom" is very doomy and industrial sounding ambient set at a sludgy pace. "Spule 4" is lonely, quiet, and abrasive sounding industrial sound effects from afar, and "Wellenlange" sounds like the exact same track except set at a longer duration. "Harmonika" ends the album with sad and lonely robotic sounding synth-harmonica experiment that is soothing and reminds me of later tracks like "Ohm Sweet Ohm" and "Kommetenmelodie 2". I'm aware that my description of the tracks on this album must seem extremely unappealing, but this album has an extraordinary "junky" feel to it that is hard to come by. It is definitely an odd and experimental album, but fans of avant-garde music should find enough to enjoy about this album. I highly recommend this dark, industrial, post-krautrock junk experiment to anyone daring enough to dive into it. colorofmoney91 ..::TRACK-LIST::.. 1. Klingklang 17:36 2. Atem 2:57 3. Strom 3:52 4. Spule 4 5:20 5. Wellenlänge 9:40 6. Harmonika 3:17 ..::OBSADA::.. Flute, Violin, Guitar, Bells - Florian Schneider-Esleben Organ, Electric Piano, Bass, Electronic Drums, Bells, Harmonica - Ralf Hütter https://www.youtube.com/watch?v=41CFmUZsBr4 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-18 20:01:20
Rozmiar: 182.80 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
Nowa, druga duża płyta mistrzów grind/death metalu prosto z Niemiec! ..::TRACK-LIST::.. 1. Intro 0:25 2. Disaster Area 2:16 3. Schätzholz 2:33 4. Cryptiuwa 2:05 5. Behemecoatyl 3:53 6. Clownshupe 2 Go 2:01 7. D.M.U.P.Z.E.M. 2:36 8. Atüla 1:13 9. Shodushi 2:21 10. Bullseye 2:53 11. Schlauchbootmund 2:15 12. Teil Der Schande 2:23 13. Birdhale 2:20 14. Fürchtet Euch 2.0 2:47 15. Outro 0:23 ..::OBSADA::.. Bass, Recorded By, Mixed By, Mastered By - Otyn Drums, Backing Vocals - Marc Guitar - Ralf Vocals - Mario Backing Vocals - Borman (tracks: 10) https://www.youtube.com/watch?v=pazhxSN9v6Q SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-18 17:58:17
Rozmiar: 75.01 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
Nowa, druga duża płyta mistrzów grind/death metalu prosto z Niemiec! ..::TRACK-LIST::.. 1. Intro 0:25 2. Disaster Area 2:16 3. Schätzholz 2:33 4. Cryptiuwa 2:05 5. Behemecoatyl 3:53 6. Clownshupe 2 Go 2:01 7. D.M.U.P.Z.E.M. 2:36 8. Atüla 1:13 9. Shodushi 2:21 10. Bullseye 2:53 11. Schlauchbootmund 2:15 12. Teil Der Schande 2:23 13. Birdhale 2:20 14. Fürchtet Euch 2.0 2:47 15. Outro 0:23 ..::OBSADA::.. Bass, Recorded By, Mixed By, Mastered By - Otyn Drums, Backing Vocals - Marc Guitar - Ralf Vocals - Mario Backing Vocals - Borman (tracks: 10) https://www.youtube.com/watch?v=pazhxSN9v6Q SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-18 17:54:25
Rozmiar: 238.93 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- Gary Glitter - The Ultimate Gary Glitter - (2 CD) (25 Years Of Hits) --------------------------------------------------------------------- Artist...............: Gary Glitter Album................: The Ultimate Gary Glitter Genre................: Rock Source...............: CD Year.................: 1997 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 68 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: Snapper Music Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting - CD 1 --------------------------------------------------------------------- 1. Gary Glitter - Rock And Roll (Part 1) [03:00] 2. Gary Glitter - Do You Wanna Touch Me (Oh Yeah) [03:18] 3. Gary Glitter - I'm The Leader Of The Gang (I Am) [03:29] 4. Gary Glitter - I Didn't Know I Loved You (Till I Saw You Rock And Roll)[03:21] 5. Gary Glitter - I Love You Love Me Love [03:13] 6. Gary Glitter - Let's Get Together Again (The Glitter Band)[03:58] 7. Gary Glitter - Doing Alright With The Boys [03:14] 8. Gary Glitter - Always Yours [03:25] 9. Gary Glitter - Sidewalk Sinner [02:50] 10. Gary Glitter - Angel Face (The Glitter Band) [02:58] 11. Gary Glitter - Oh Yes! You're Beautiful [03:53] 12. Gary Glitter - Love Like You And Me [03:17] 13. Gary Glitter - Remember Me This Way [04:20] 14. Gary Glitter - You Belong To Me [03:29] 15. Gary Glitter - When I'm On I'm On [04:02] 16. Gary Glitter - Rock Hard Men (Need The Power) [03:43] Playing Time.........: 55:38 Total Size...........: 384,14 MB --------------------------------------------------------------------- Tracklisting - CD 2 --------------------------------------------------------------------- 1. Gary Glitter - Hello Hello I´m Back Again [03:21] 2. Gary Glitter - Rock And Roll (Part 2) [03:00] 3. Gary Glitter - Papa Oom Mow Mow [03:47] 4. Gary Glitter - Dance Me Up [03:31] 5. Gary Glitter - Rock On [03:36] 6. Gary Glitter - It Takes All Night Long [03:05] 7. Gary Glitter - Goodbye My Love (The Glitter Band) [03:50] 8. Gary Glitter - Oh What A Fool I´ve Been [02:34] 9. Gary Glitter - What Your Mama Don´t See (Your Mama Don´t Know)[03:17] 10. Gary Glitter - A Little Boogie Woogie In The Back Of My Mind[03:04] 11. Gary Glitter - I Dare You To Lay One On Me [02:29] 12. Gary Glitter - Just For You (The Glitter Band) [03:07] 13. Gary Glitter - Be My Baby [03:11] 14. Gary Glitter - And Then She Kissed Me [03:25] 15. Gary Glitter - All That Glitters (Medley) [04:03] 16. Gary Glitter - Another Rock And Roll Christmas [03:48] Playing Time.........: 53:13 Total Size...........: 365,69 MB
Seedów: 11
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-18 17:40:35
Rozmiar: 781.60 MB
Peerów: 42
Dodał: rajkad
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Centralny Dom Qultury już nie istnieje, ale zostaje po nim znacznie więcej niż pamięć. Zostaje seria nagrań doskonałych koncertów, magicznych chwil zaklętych w kolekcjonerskich płytach. CDQ działał prawie piętnaście lat. Było to wyjątkowe miejsce, działające w wyjątkowych czasach. Szczęśliwi ci, którzy spędzili tu niejeden wieczór – są bogatsi o wspomnienia, których ścieżką dźwiękową jest najlepsze reggae, punk rock, ska, elektronika, pop, alternatywa, rap. Kolekcja płytowa CDQ to nie tylko frajda dla sentymentalnych bywalców. To gratka dla fanów, bo koncerty nagrywane w niedużych klubach mają zupełnie inny klimat niż wielko-stadionowe produkcje. Są bardziej intymne, a często dzięki temu, że artysta stoi pół metra od publiczności, bardziej prawdziwe i szczere. Wszystkie tytuły z kolekcji są wydawane w limitowanym nakładzie 1000 szt. ..::TRACK-LIST::.. 1. W Skaryszewskim parku 2. Magnificent Seven 3. Operacja Radykacja 4. Away 5. Piosenka o Dzejmsie Braunie 6. Piraci 7. Get Up Stand Up 8. Tony Peres 9. Palą palanci 10. Kurewski stan 11. Antynapady 12. Paramonow 13. Ojciec matka 14. Z kijem bejzbolowym 15. Linia K 16. Medley https://www.youtube.com/watch?v=wSkeKmY02zg SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-18 16:59:23
Rozmiar: 181.42 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Centralny Dom Qultury już nie istnieje, ale zostaje po nim znacznie więcej niż pamięć. Zostaje seria nagrań doskonałych koncertów, magicznych chwil zaklętych w kolekcjonerskich płytach. CDQ działał prawie piętnaście lat. Było to wyjątkowe miejsce, działające w wyjątkowych czasach. Szczęśliwi ci, którzy spędzili tu niejeden wieczór – są bogatsi o wspomnienia, których ścieżką dźwiękową jest najlepsze reggae, punk rock, ska, elektronika, pop, alternatywa, rap. Kolekcja płytowa CDQ to nie tylko frajda dla sentymentalnych bywalców. To gratka dla fanów, bo koncerty nagrywane w niedużych klubach mają zupełnie inny klimat niż wielko-stadionowe produkcje. Są bardziej intymne, a często dzięki temu, że artysta stoi pół metra od publiczności, bardziej prawdziwe i szczere. Wszystkie tytuły z kolekcji są wydawane w limitowanym nakładzie 1000 szt. ..::TRACK-LIST::.. 1. W Skaryszewskim parku 2. Magnificent Seven 3. Operacja Radykacja 4. Away 5. Piosenka o Dzejmsie Braunie 6. Piraci 7. Get Up Stand Up 8. Tony Peres 9. Palą palanci 10. Kurewski stan 11. Antynapady 12. Paramonow 13. Ojciec matka 14. Z kijem bejzbolowym 15. Linia K 16. Medley https://www.youtube.com/watch?v=wSkeKmY02zg SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-18 16:53:26
Rozmiar: 549.89 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
Po raz pierwszy na CD! Demo 1994 + bonusy hiszpańskiego zespołu grającego mroczny occult death metal; zespół obecnie funkcjonuje pod nazwą OUIJA. ..::TRACK-LIST::.. 1. Intro 1:37 2. Malevolent Fire 4:55 3. Destiny Of The Occult 4:59 4. Corpus Delity Post Mortem 4:15 5. Sorcery 4:14 6. Chained Beast 3:44 7. Possesion Of A Divine Soul 3:47 Live Bonustracks (27-02-1993): 8. Common Grave 1:54 9. Exodus Toward The Unknown 2:58 10. Bloody Exorcism 3:12 ..::OBSADA::.. Vocals - Manolo Drums - Daniel Engineer, Bass [Session] - Jose Manuel Ferrer Guitar - Erik https://www.youtube.com/watch?v=oVMxHi-b18w SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-18 15:19:02
Rozmiar: 83.70 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
Po raz pierwszy na CD! Demo 1994 + bonusy hiszpańskiego zespołu grającego mroczny occult death metal; zespół obecnie funkcjonuje pod nazwą OUIJA. ..::TRACK-LIST::.. 1. Intro 1:37 2. Malevolent Fire 4:55 3. Destiny Of The Occult 4:59 4. Corpus Delity Post Mortem 4:15 5. Sorcery 4:14 6. Chained Beast 3:44 7. Possesion Of A Divine Soul 3:47 Live Bonustracks (27-02-1993): 8. Common Grave 1:54 9. Exodus Toward The Unknown 2:58 10. Bloody Exorcism 3:12 ..::OBSADA::.. Vocals - Manolo Drums - Daniel Engineer, Bass [Session] - Jose Manuel Ferrer Guitar - Erik https://www.youtube.com/watch?v=oVMxHi-b18w SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-18 15:15:31
Rozmiar: 252.39 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
Rzeź, odrobinę melodii i świetny warsztat techniczny... ..::TRACK-LIST::.. Live Apocalypse: 1. Remnants Of Divination 2. Firestorm 3. Final Cremation 4. Within Divisions Of Darkness 5. The Exordium 2. Studio Apocalypse 3. Interviews Live from Brutal Assault Festival + Studio Apocalypse + Interviews and South American Tour scenes ..::OBSADA::.. Mike Hrubovcak - Vocals Michael Poggione - Bass Matt Barnes - Guitars Mark English - Guitars Lee Harrison - Drums https://www.youtube.com/watch?v=IDkGTQr6fks SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-18 14:49:39
Rozmiar: 4.08 GB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- Suzi Quatro - The Suzi Quatro Story - Golden 20 Hits --------------------------------------------------------------------- Artist...............: Suzi Quatro Album................: The Suzi Quatro Story - Golden 20 Hits Genre................: Rock Source...............: CD Year.................: 1988 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 64 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: EMI Japan Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting --------------------------------------------------------------------- 1. Suzi Quatro - Rolling Stone [02:47] 2. Suzi Quatro - Can The Can [03:34] 3. Suzi Quatro - Glycerine Queen [03:47] 4. Suzi Quatro - 48 Crash [03:56] 5. Suzi Quatro - Daytona Demon [04:01] 6. Suzi Quatro - Devil Gate Drive [03:49] 7. Suzi Quatro - Too Big [03:11] 8. Suzi Quatro - The Wild One [02:52] 9. Suzi Quatro - Your Mamma Wont't Like Me [03:58] 10. Suzi Quatro - Michael [03:41] 11. Suzi Quatro - I Bit Off More Than I Could Chew [03:22] 12. Suzi Quatro - I May Be Too Young [02:59] 13. Suzi Quatro - Tear Me Apart [02:54] 14. Suzi Quatro - Make Me Smile [03:45] 15. Suzi Quatro - Half As Much As Me [04:16] 16. Suzi Quatro - Roxy Roller [03:08] 17. Suzi Quatro - If You Can't Give Me Love [03:55] 18. Suzi Quatro - The Race Is On [04:00] 19. Suzi Quatro - Stumblin' In [04:00] 20. Suzi Quatro - I've Never Been In Love [03:02] Playing Time.........: 01:11:05 Total Size...........: 454,75 MB
Seedów: 86
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-18 14:44:53
Rozmiar: 588.24 MB
Peerów: 44
Dodał: rajkad
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Bezlitosny i znakomicie napisany materiał!!! FA Debiutancka EP-ka Malefic Throne, jak by nie patrzeć zespołu gwiazd, bo tworzonego przez takie persony jak Gene Palubicki i Steve Tucker, plus John Longstreth (między innymi Hate Eternal, Origin), nie zrobiła na mnie jakiegoś większego znaczenia. Powiedziałbym wręcz przeciwnie, że nazwiska, którymi tamten materiał był reklamowany, były odwrotnie proporcjonalne do muzyki zawartej na „Malefic Throne”. A może to moje oczekiwania były zbyt wygórowane? Nie będę teraz tego roztrząsał, bo nadeszło nowe, zresztą w postaci pełnometrażowego wydawnictwa, i… jest o wiele, kurwa, lepiej. Można wręcz powiedzieć, że jest zajebiście. „The Conquering Darkness” to trzy kwadranse muzyki faktycznie będącej wypadkową przede wszystkim zespołów macierzystych dwóch pierwszych wymienionych wcześniej muzyków. To, że styl Gienka bardzo mocno nawiązuje do spuścizny Morbid Angel wiemy nie od dziś. Rzecz w tym, że facet na jego podwalinach wykształcił własny, niepodrabialny sznyt, który to doskonale na tych nagraniach słychać. Nie wiem na ile pomagał mu Steve, który w sumie też potrafi dobre piosenki tworzyć, ale rezultat ostateczny to niezaprzeczalnie dźwięki cuchnące na kilometr nagraniami Morbid Angel z okresu F i G, pomieszanych z intensywnością Angelcorpse. No i te solówki, które chwilami mogłyby zawstydzić Treya z najlepszych lat. „The Conquering Darkness” to album na wskroś oldskulowy, nie łamiący żadnych barier, jednocześnie zawierający wszystko, czego fanom death metalu z lat dziewięćdziesiątych do szczęścia potrzeba. Mnóstwo tutaj zmian tempa, płynnego szuflowania riffami, masywnego pierdolnięcia, jak i dogniatania do gleby, oraz infekujących, zwłaszcza po kilku okrążeniach, melodii. Zniszczenia dopełnia wyśmienite brzmienie, gdzie wszystkie partie są doskonale czytelne, a całość brzmi organicznie do bólu. Myślę, że najbardziej adekwatnym porównaniem, za pomocą którego mógłbym polecić ten krążek, jest odniesienie do „Kingdoms Disdained”. Otóż debiut Malefic Throne to przy wspomnianym albumie Ferrari stojące przy, co najwyżej, Citroenie. Tutaj wszystko pięknie cyka, mieli i kruszy na proch, a przy okazji słychać, że nie jest to „piosenka z generatora”, tylko najszczerszy, pulsujący w żyłach metal śmierci. Jestem w stanie nawet zaryzykować stwierdzenie, że niektórym ten materiał może się załapać do ścisłego topu w podsumowaniach roku. U mnie może aż tak wysoko nie wskoczy, ale i tak uważam, że „The Conquering Darkness” to death metal z najwyższej półki. Jestem pod mocnym wrażeniem. Takie granie to miód na moje uszy. jesusatan Malefic Throne is guitarist Gene Palubicki (Angelcorpse, Perdition Temple), vocalist & bassist Steve Tucker (Morbid Angel) and drummer John Longstreth (Origin, Hate Eternal, ex-Angelcorpse). “The Conquering Darkness” marks their debut album. The trio was put together by Palubicki in 2020, after initially having met at Morrisound in 1997, where both Angelcorpse and Morbid Angel were recording their own albums side to side. “This bands roots can be traced all the way back to the mid 90s when Gene, Steve, and I first met at Morrisound studios,” John Longstreth comments. “It's an amazing feeling to see those old conversations and hang outs develop into a true celebration of blistering infernal death metal. I have no doubt that this union will be absolutely crushing.” Palubicki stresses out that the music produced by Malefic Throne has the imprint of all three members very present in every moment of the songs. The synthesis of the three members through delivery and writing is what makes band its own special entity, with an an increased dynamic within the form of death metal they generate. “The Conquering Darkness” was recorded, mixed and mastered at Menegroth The Thousand Caves (Gorguts, Origin, Atheist) with Colin Marston. Drummer John Longstreth hints at the outcome as extremely brutal and infernal nuclear death metal. Its cover artwork was painted by renowned artist Daniele Valeriani (Dark Funeral, Mayhem). Christophe Szpajdel (Emperor, Moonspell) crafted the band's logo. ..::TRACK-LIST::.. 1. Blasphémait Desecration 06:03 2. The Voice of my Ghost 06:06 3. Athirst for Dissonance 05:00 4. Born of Plague 04:41 5. Divine Tragedy 04:11 6. Carnage of the Forgotten 05:02 7. When our Shadows Align 05:10 8. Forged in Stone 07:56 ..::OBSADA::.. Steve Tucker - Bass, Vocals John Longstreth - Drums Gene Palubicki - Guitars https://www.youtube.com/watch?v=SogQN0fO9ms SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-18 14:24:06
Rozmiar: 104.53 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Bezlitosny i znakomicie napisany materiał!!! FA Debiutancka EP-ka Malefic Throne, jak by nie patrzeć zespołu gwiazd, bo tworzonego przez takie persony jak Gene Palubicki i Steve Tucker, plus John Longstreth (między innymi Hate Eternal, Origin), nie zrobiła na mnie jakiegoś większego znaczenia. Powiedziałbym wręcz przeciwnie, że nazwiska, którymi tamten materiał był reklamowany, były odwrotnie proporcjonalne do muzyki zawartej na „Malefic Throne”. A może to moje oczekiwania były zbyt wygórowane? Nie będę teraz tego roztrząsał, bo nadeszło nowe, zresztą w postaci pełnometrażowego wydawnictwa, i… jest o wiele, kurwa, lepiej. Można wręcz powiedzieć, że jest zajebiście. „The Conquering Darkness” to trzy kwadranse muzyki faktycznie będącej wypadkową przede wszystkim zespołów macierzystych dwóch pierwszych wymienionych wcześniej muzyków. To, że styl Gienka bardzo mocno nawiązuje do spuścizny Morbid Angel wiemy nie od dziś. Rzecz w tym, że facet na jego podwalinach wykształcił własny, niepodrabialny sznyt, który to doskonale na tych nagraniach słychać. Nie wiem na ile pomagał mu Steve, który w sumie też potrafi dobre piosenki tworzyć, ale rezultat ostateczny to niezaprzeczalnie dźwięki cuchnące na kilometr nagraniami Morbid Angel z okresu F i G, pomieszanych z intensywnością Angelcorpse. No i te solówki, które chwilami mogłyby zawstydzić Treya z najlepszych lat. „The Conquering Darkness” to album na wskroś oldskulowy, nie łamiący żadnych barier, jednocześnie zawierający wszystko, czego fanom death metalu z lat dziewięćdziesiątych do szczęścia potrzeba. Mnóstwo tutaj zmian tempa, płynnego szuflowania riffami, masywnego pierdolnięcia, jak i dogniatania do gleby, oraz infekujących, zwłaszcza po kilku okrążeniach, melodii. Zniszczenia dopełnia wyśmienite brzmienie, gdzie wszystkie partie są doskonale czytelne, a całość brzmi organicznie do bólu. Myślę, że najbardziej adekwatnym porównaniem, za pomocą którego mógłbym polecić ten krążek, jest odniesienie do „Kingdoms Disdained”. Otóż debiut Malefic Throne to przy wspomnianym albumie Ferrari stojące przy, co najwyżej, Citroenie. Tutaj wszystko pięknie cyka, mieli i kruszy na proch, a przy okazji słychać, że nie jest to „piosenka z generatora”, tylko najszczerszy, pulsujący w żyłach metal śmierci. Jestem w stanie nawet zaryzykować stwierdzenie, że niektórym ten materiał może się załapać do ścisłego topu w podsumowaniach roku. U mnie może aż tak wysoko nie wskoczy, ale i tak uważam, że „The Conquering Darkness” to death metal z najwyższej półki. Jestem pod mocnym wrażeniem. Takie granie to miód na moje uszy. jesusatan Malefic Throne is guitarist Gene Palubicki (Angelcorpse, Perdition Temple), vocalist & bassist Steve Tucker (Morbid Angel) and drummer John Longstreth (Origin, Hate Eternal, ex-Angelcorpse). “The Conquering Darkness” marks their debut album. The trio was put together by Palubicki in 2020, after initially having met at Morrisound in 1997, where both Angelcorpse and Morbid Angel were recording their own albums side to side. “This bands roots can be traced all the way back to the mid 90s when Gene, Steve, and I first met at Morrisound studios,” John Longstreth comments. “It's an amazing feeling to see those old conversations and hang outs develop into a true celebration of blistering infernal death metal. I have no doubt that this union will be absolutely crushing.” Palubicki stresses out that the music produced by Malefic Throne has the imprint of all three members very present in every moment of the songs. The synthesis of the three members through delivery and writing is what makes band its own special entity, with an an increased dynamic within the form of death metal they generate. “The Conquering Darkness” was recorded, mixed and mastered at Menegroth The Thousand Caves (Gorguts, Origin, Atheist) with Colin Marston. Drummer John Longstreth hints at the outcome as extremely brutal and infernal nuclear death metal. Its cover artwork was painted by renowned artist Daniele Valeriani (Dark Funeral, Mayhem). Christophe Szpajdel (Emperor, Moonspell) crafted the band's logo. ..::TRACK-LIST::.. 1. Blasphémait Desecration 06:03 2. The Voice of my Ghost 06:06 3. Athirst for Dissonance 05:00 4. Born of Plague 04:41 5. Divine Tragedy 04:11 6. Carnage of the Forgotten 05:02 7. When our Shadows Align 05:10 8. Forged in Stone 07:56 ..::OBSADA::.. Steve Tucker - Bass, Vocals John Longstreth - Drums Gene Palubicki - Guitars https://www.youtube.com/watch?v=SogQN0fO9ms SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-18 14:18:33
Rozmiar: 344.88 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Trzeci długogrający album olsztyńskiej Goryczy, będący zwieńczeniem trylogii zapoczątkowanej na „Piachu” i „Kamieniach„. To black metal, który nawet pomimo licznych zmian tempa i skomplikowanych struktur, potrafi wprawić słuchacza w trans. Gdy dodamy do tego poezję opisującą wewnętrzne konflikty i trudności w interakcjach międzyludzkich, otrzymamy byt, który zostawia ślad. Wydawca Choć może zabrzmieć to trywialnie, ale w muzyce szukam silnych emocji. Można by zapytać: czyż nie każdy tak robi?! Owszem, a przynajmniej osobiście mam taką nadzieję. Dodatkowo warto zaznaczyć, że praktycznie każdy utwór czy album budzi jakieś uczucia i wszyscy je odczuwamy, obcując z danym dziełem. Czasami te doznania są nieco inne niż początkowo byśmy oczekiwali, ale nie ma filmu, muzyki czy w ogóle sztuki bez budzenia w odbiorcy (jakichkolwiek) emocji. Czasami to zawód, a nawet znudzenie… innym razem jest pozytywnie, jednak bez, kolokwialnie ujmując, „rewelacji”. Nie wyobrażam sobie nic gorszego niż muzyka, która nie wzbudza żadnych doznań, nawet tych negatywnych, pozostawiająca jedynie pustkę i stratę czasu. Rzadko zdarza się, by całość zasłyszanego albumu prowokowała każdy zmysł, poruszała duszę i wzbudzała dreszcze, towarzyszące przez cały seans… Dlaczego o tym piszę? Bo znalazłem album, który tego dokonał i jest w stanie przenieść nas do swojego świata, odrywając na chwilę od zgiełku życia, a jest nim najnowsze dzieło olsztyńskiego zespołu Gorycz zatytułowane „Zasypia”. Gorycz to czteroosobowa grupa, założona w 2016 roku, grająca szeroko pojęty post-metal z dużą domieszką awangardy. Poetyckie teksty, zadziorne gitary i charyzma są ich znakiem rozpoznawczym. To taki szalony taniec elegancji z chaosem, pięknie obrazujący dwa oblicza tej ujmującej muzyki. Pod banderą wcześniejszej wytwórni Pagan Records nagrali dwa albumy: „Piach” (2018) oraz „Kamienie” (2022). Obecnie, już w barwach nowego labelu – toruńskiej Piranha Music, wydają dopełnienie swojej artystycznej trylogii w postaci trzeciego pełnego albumu „Zasypia”. Najnowsze dzieło jest kontynuacją wcześniejszych dokonań, jest jednak o wiele bardziej „charakterne”, eteryczne, emocjonalne i zarazem będące chyba najcięższym materiałem w dyskografii, tak pod względem brzmieniowym jak i przekazu. Muzyka na „Zasypia” może kojarzyć się z szykiem i elegancją, która posiada swoją mroczniejszą stronę. Zespół proponuje w swojej twórczości emocje, których na co dzień unikamy lub zwyczajnie nie chcemy o nich mówić i pamiętać, jak strach, odrzucenie, smutek, zawód. Nikt tak pięknie nie mówi o tych rozterkach jak Gorycz, używając do tego ujmującej gitary Przemka Grabowskiego, która zaraz obok wokalu Tomka Kuklińskiego jest tutaj drugim narratorem, prowadzącym nas przez utwory, czasami wskazując delikatnie drogę, by innym razem z rykiem i agresją potrząsnąć nami swoim ciężarem. Dopełniające to wszystko wokale Tomka są tutaj głębsze niż na wcześniejszych płytach, te uczucia są szczere, okraszone świetnymi poetyckimi tekstami. Sekcja rytmiczna Tomka Semeniuka (perkusja) oraz Michała Piłata (bas) nie pozwala nam się wyrwać z muzycznego transu, wręcz narkotycznie uzależniając wyrafinowanym prowadzeniem i zmianami tempa w kulminacyjnych momentach kompozycji, co jest niezwykłym katalizatorem doznań! Brzmienie na „Zasypia” jest mroczne, czasem wręcz niepokojące, które po oswojeniu ukazują nam piękno tych negatywnych emocji i to, jak ważnym elementem życia one są dla każdego człowieka. Kompozycyjnie to majstersztyk, przemyślany do ostatniej sekundy i dźwięku zawartego na krążku. Tak jak płacz na końcu utworu „Zdradza”, który za każdym razem ściska mnie wewnątrz, powodując przypływające dreszcze… lub uderzający fragment tekstu utworu „Starzeje”: „czas już gryzie Twoje warkocze/ pękają od jego zębów zbielałe włosy/ będziesz miała jego głód na wyłączność”. To małe detale, które wspaniale ukazują dojrzałe oblicze muzyków Goryczy. Nie zabraknie również ciężaru, bo jest tu sporo momentów, które z pewnością zaspokoją entuzjastów cięższego grania. Riffy z siłą walca zwieńczają utwory „Pije” czy wspomniany już „Zdradza”, promujący wydawnictwo „Tańczy” oraz kruszący duszę „Błądzi”. Płyta „Zasypia” to sztuka totalna, 10 zróżnicowanych utworów, w których nie znajduję wad. Poruszająca podróż do mrocznych zakamarków umysłu, będąca opowieścią muzyków jak i historią w której możemy odnaleźć się sami. Pretendent do metalowej polskiej płyty roku, materiał, który zostawia po sobie blizny. Obowiązkowa pozycja dla fanów emocjonalnego grania z ciężką atmosferą. Kamil Tyski Moja relacja z zespołem Gorycz jest dość zawiła. Pierwsze dwie płyty lubię, ale podchodziłem do nich długo, bo nie mogły zaskoczyć. Długo mierzyłem się z tymi dźwiękami i mimo że są to świetne płyty, to nie często sięgałem na półkę po „Piach”, ani po „Kamienie”. Zmieniło się to po tym jak pierwszy raz zobaczyłem zepsuł na żywo. Ta energia, to aktorstwo i ta umiejętność przeniesienia na scenę muzyki za cholerę nie koncertowej sprawiła, że powroty do dwóch pierwszych płyty stały się regularne. I czas na nowe. „Zasypia” to płyta, która dała mi dokładnie to, czego oczekiwałem po ekipie z Olsztyna. Nie będę ukrywał, że jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Jest to muzyka tak naładowana emocjami, że trudno się od nie oderwać. Nie są to dźwięki łatwe, nie są to też dźwięki przyjemne, ale nie zrozumcie mnie źle: to nie chodzi o samo rzemiosło. To chodzi o emocje i to te emocje grają tu role kluczową. Warstwa muzyczna, wokale, to wszystko buduje nastrój, jest opowieścią, przekazuje historię i przede wszystkim przytłacza ciężarem emocjonalnym. To jest niesamowite jak dziwnie mi się słucha tej płyty. Takie bombardowanie emocjonalne potrafi zmęczyć, potrafi przytłoczyć i nieraz jest u mnie chęć wyłącznie tej płyty, bo zwyczajnie mnie to przytłacza. Wiem jednak, że ta płyta najlepiej działa, jako całość i warto przez ten emocjonalny magiel przejść od początku do końca. Dlatego ja mamy tylko jedno „ale” do tego wydawnictwa: jest trochę za długie… Wolałbym mniej o dwa numery, bo sesja terapeutyczna spędzona z tą płytą byłaby nieco mniej inwazyjna. A żeby nie było, to jeszcze słów kilka o sprawach, że tak powiem technicznych. Szukasz na „Zasypia” metalu? Mało go tu znajdziesz. Stylistycznie jest to muzyka czerpiąca z wielu źródeł a najwięcej wpływów na brzmienie nowej płyty Gorczy ma najpewniej polski rock lat dziewięćdziesiątych. Choć pewne elementy muzyki metalowej się tu znajdą, jest to jednak tylko jeden z elementów tworzących bardzo niepokojącą całość. Wokal: majstersztyk. Nic dodać, nic ująć. Najlepszego i najgorszego kawałka nie da się tu wyróżnić, bo każdy jest na swój sposób idealny. Każdy z nich to szpilka perfekcyjnie wbita w najczulszy punkt psychiki. Jak ja nie lubię teledysków, to nawet ten element w przypadku Goryczy mi się podoba. Obrazy zarówno do „Wybacza”, jaki i „Tańczy” są świetne! Ja słucham dalej, czekam na koncerty i znowu brawa dla Piranha Music za wydawanie takiej perły. Pathologist Formacja Gorycz powstała w 2016 roku w Olsztynie. Tworzą ją Tomasz Kukliński (wokal), Przemysław Grabowski (gitara), Michał Piłat (bas) i Tomasz Semeniuk (perkusja). Album "Zasypia" jest trzecim albumem zespołu, jednocześnie materiałem kończącym trylogię. Gorycz jest kolejnym zespołem, który wpisuje się w pewien polski modernistyczny post-black metalowy nurt, nie tylko poprzez swoją jednowyrazową polską nazwę ale i dzięki muzyce oraz specyficznej warstwie lirycznej. Chociaż muzycznym podłożem do komponowania aranżacji zapewne był black metal ze swoją agresywną emocjonalnością, wrzaskliwymi wokalami i mroczną atmosferą to ostatecznie muzyka bardzo daleko odeszła od klasycznego black metalu. Muzyka... Większość gitarowych riffów posiada struktury post-rockowe, czy post-metalowe, a nawet sludge metalowe. Skomponowane w dość awangardowy sposób z transowymi i psychodelicznymi gitarowymi melodiami, przeplatanymi czystymi pasażami gitar o klimatycznym, melancholijnym charakterze. Stricte black metalowe momenty są mniejszością. Także brzmienie samych gitar jest częściej rockowe niż metalowe. Ale nie umniejsza to potęgi muzyki. Tym bardziej jeśli perkusja potężnie młóci, a nawet chwilami blastuje. Ponadto jej polirytmiczne akcje wraz z zagrywkami gitary basowej i specyficzną melodyką gitar wprowadzają nieco jazzu do muzyki. A zatem kompozycje nie są oczywiste. Z jednej strony mamy dość proste gitarowe riffy, czasem nawet zdawałoby się, że świadomie toporne i zarazem ciężkie, a także do tego proste, minimalistyczne melodie. Zaś z drugiej strony niebanalne akordy i łamańce rytmiczne. Nastrój... Miejscami potrafi być bardzo ostro i szaleńczo. A innym razem bardzo klimatycznie, wręcz spokojnie. Ale ze stale panującym transowym, mrocznym nastrojem jakiegoś bólu i smutku przeplatanego ze złością i agresją... Goryczą! W utworach poziom emocji często sinusoidalnie faluje. Zmienia się. Przeplata. Furia z żalem. Melancholia ze złością. Ale jak to bywa z emocjami - także - nieoczekiwanie wybuchają. Walczą ze sobą. Wokal... W tą całą emocjonalność idealnie wpasowują się wokale. Przy histerycznych i agresywnych uniesieniach rozbrzmiewa wściekły wrzask, wręcz blackowy. Zaś kontrastujących emocji dopełnia melancholijny śpiew i melodeklamacje. Liryka... Na pewno nie klasycznie (w blackmetalowym znaczeniu). Nie ma tutaj nic o diabłach, czarnej mszy, opluwaniu religii chrześcijańskiej. Zaraz, zaraz... Ale jest o demonach. Demonach jakie trapią ludzi będących w związku. A raczej o skomplikowanych relacjach międzyludzkich, o wzlotach i upadkach, które tak naprawdę mogą dotyczyć wiele związków. Dlatego chyba nie należy uciekać o tych tematów. Nie zamiatać ich pod dywan. A stawić im czoła, walczyć i żyć dalej. Dopóki śmierć nas nie rozłączy. Oczywiście teksty nie są podane na tacy w sposób prosty i oczywisty. Tomasz Kukliński w bardzo poetycki i symboliczny sposób zobrazował poruszane tematy. Gorycz nie proponuje łatwej muzyki. Gorycz nie wzbudza pożądanych emocji. A raczej wzbudza negatywne emocje. Topi nas w nich. I albo nauczymy się w nich pływać, albo utoniemy. Paweł 'Pavel' Grabowski ..::TRACK-LIST::.. 1. Kocha 07:40 2. Budzi 05:18 3. Tańczy 05:18 4. Pije 04:20 5. Zdradza 06:43 6. Wybacza 06:51 7. Milczy 04:48 8. Błądzi 03:41 9. Starzeje 05:22 10. Zasypia 04:04 ..::OBSADA::.. Vocals - Tomek Kukliński Bass - Michał Piłat Drums - Tomek Semeniuk Guitar - Przemek Grabowski https://www.youtube.com/watch?v=ALIqldfqHF8 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-18 12:40:05
Rozmiar: 127.11 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Trzeci długogrający album olsztyńskiej Goryczy, będący zwieńczeniem trylogii zapoczątkowanej na „Piachu” i „Kamieniach„. To black metal, który nawet pomimo licznych zmian tempa i skomplikowanych struktur, potrafi wprawić słuchacza w trans. Gdy dodamy do tego poezję opisującą wewnętrzne konflikty i trudności w interakcjach międzyludzkich, otrzymamy byt, który zostawia ślad. Wydawca Choć może zabrzmieć to trywialnie, ale w muzyce szukam silnych emocji. Można by zapytać: czyż nie każdy tak robi?! Owszem, a przynajmniej osobiście mam taką nadzieję. Dodatkowo warto zaznaczyć, że praktycznie każdy utwór czy album budzi jakieś uczucia i wszyscy je odczuwamy, obcując z danym dziełem. Czasami te doznania są nieco inne niż początkowo byśmy oczekiwali, ale nie ma filmu, muzyki czy w ogóle sztuki bez budzenia w odbiorcy (jakichkolwiek) emocji. Czasami to zawód, a nawet znudzenie… innym razem jest pozytywnie, jednak bez, kolokwialnie ujmując, „rewelacji”. Nie wyobrażam sobie nic gorszego niż muzyka, która nie wzbudza żadnych doznań, nawet tych negatywnych, pozostawiająca jedynie pustkę i stratę czasu. Rzadko zdarza się, by całość zasłyszanego albumu prowokowała każdy zmysł, poruszała duszę i wzbudzała dreszcze, towarzyszące przez cały seans… Dlaczego o tym piszę? Bo znalazłem album, który tego dokonał i jest w stanie przenieść nas do swojego świata, odrywając na chwilę od zgiełku życia, a jest nim najnowsze dzieło olsztyńskiego zespołu Gorycz zatytułowane „Zasypia”. Gorycz to czteroosobowa grupa, założona w 2016 roku, grająca szeroko pojęty post-metal z dużą domieszką awangardy. Poetyckie teksty, zadziorne gitary i charyzma są ich znakiem rozpoznawczym. To taki szalony taniec elegancji z chaosem, pięknie obrazujący dwa oblicza tej ujmującej muzyki. Pod banderą wcześniejszej wytwórni Pagan Records nagrali dwa albumy: „Piach” (2018) oraz „Kamienie” (2022). Obecnie, już w barwach nowego labelu – toruńskiej Piranha Music, wydają dopełnienie swojej artystycznej trylogii w postaci trzeciego pełnego albumu „Zasypia”. Najnowsze dzieło jest kontynuacją wcześniejszych dokonań, jest jednak o wiele bardziej „charakterne”, eteryczne, emocjonalne i zarazem będące chyba najcięższym materiałem w dyskografii, tak pod względem brzmieniowym jak i przekazu. Muzyka na „Zasypia” może kojarzyć się z szykiem i elegancją, która posiada swoją mroczniejszą stronę. Zespół proponuje w swojej twórczości emocje, których na co dzień unikamy lub zwyczajnie nie chcemy o nich mówić i pamiętać, jak strach, odrzucenie, smutek, zawód. Nikt tak pięknie nie mówi o tych rozterkach jak Gorycz, używając do tego ujmującej gitary Przemka Grabowskiego, która zaraz obok wokalu Tomka Kuklińskiego jest tutaj drugim narratorem, prowadzącym nas przez utwory, czasami wskazując delikatnie drogę, by innym razem z rykiem i agresją potrząsnąć nami swoim ciężarem. Dopełniające to wszystko wokale Tomka są tutaj głębsze niż na wcześniejszych płytach, te uczucia są szczere, okraszone świetnymi poetyckimi tekstami. Sekcja rytmiczna Tomka Semeniuka (perkusja) oraz Michała Piłata (bas) nie pozwala nam się wyrwać z muzycznego transu, wręcz narkotycznie uzależniając wyrafinowanym prowadzeniem i zmianami tempa w kulminacyjnych momentach kompozycji, co jest niezwykłym katalizatorem doznań! Brzmienie na „Zasypia” jest mroczne, czasem wręcz niepokojące, które po oswojeniu ukazują nam piękno tych negatywnych emocji i to, jak ważnym elementem życia one są dla każdego człowieka. Kompozycyjnie to majstersztyk, przemyślany do ostatniej sekundy i dźwięku zawartego na krążku. Tak jak płacz na końcu utworu „Zdradza”, który za każdym razem ściska mnie wewnątrz, powodując przypływające dreszcze… lub uderzający fragment tekstu utworu „Starzeje”: „czas już gryzie Twoje warkocze/ pękają od jego zębów zbielałe włosy/ będziesz miała jego głód na wyłączność”. To małe detale, które wspaniale ukazują dojrzałe oblicze muzyków Goryczy. Nie zabraknie również ciężaru, bo jest tu sporo momentów, które z pewnością zaspokoją entuzjastów cięższego grania. Riffy z siłą walca zwieńczają utwory „Pije” czy wspomniany już „Zdradza”, promujący wydawnictwo „Tańczy” oraz kruszący duszę „Błądzi”. Płyta „Zasypia” to sztuka totalna, 10 zróżnicowanych utworów, w których nie znajduję wad. Poruszająca podróż do mrocznych zakamarków umysłu, będąca opowieścią muzyków jak i historią w której możemy odnaleźć się sami. Pretendent do metalowej polskiej płyty roku, materiał, który zostawia po sobie blizny. Obowiązkowa pozycja dla fanów emocjonalnego grania z ciężką atmosferą. Kamil Tyski Moja relacja z zespołem Gorycz jest dość zawiła. Pierwsze dwie płyty lubię, ale podchodziłem do nich długo, bo nie mogły zaskoczyć. Długo mierzyłem się z tymi dźwiękami i mimo że są to świetne płyty, to nie często sięgałem na półkę po „Piach”, ani po „Kamienie”. Zmieniło się to po tym jak pierwszy raz zobaczyłem zepsuł na żywo. Ta energia, to aktorstwo i ta umiejętność przeniesienia na scenę muzyki za cholerę nie koncertowej sprawiła, że powroty do dwóch pierwszych płyty stały się regularne. I czas na nowe. „Zasypia” to płyta, która dała mi dokładnie to, czego oczekiwałem po ekipie z Olsztyna. Nie będę ukrywał, że jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Jest to muzyka tak naładowana emocjami, że trudno się od nie oderwać. Nie są to dźwięki łatwe, nie są to też dźwięki przyjemne, ale nie zrozumcie mnie źle: to nie chodzi o samo rzemiosło. To chodzi o emocje i to te emocje grają tu role kluczową. Warstwa muzyczna, wokale, to wszystko buduje nastrój, jest opowieścią, przekazuje historię i przede wszystkim przytłacza ciężarem emocjonalnym. To jest niesamowite jak dziwnie mi się słucha tej płyty. Takie bombardowanie emocjonalne potrafi zmęczyć, potrafi przytłoczyć i nieraz jest u mnie chęć wyłącznie tej płyty, bo zwyczajnie mnie to przytłacza. Wiem jednak, że ta płyta najlepiej działa, jako całość i warto przez ten emocjonalny magiel przejść od początku do końca. Dlatego ja mamy tylko jedno „ale” do tego wydawnictwa: jest trochę za długie… Wolałbym mniej o dwa numery, bo sesja terapeutyczna spędzona z tą płytą byłaby nieco mniej inwazyjna. A żeby nie było, to jeszcze słów kilka o sprawach, że tak powiem technicznych. Szukasz na „Zasypia” metalu? Mało go tu znajdziesz. Stylistycznie jest to muzyka czerpiąca z wielu źródeł a najwięcej wpływów na brzmienie nowej płyty Gorczy ma najpewniej polski rock lat dziewięćdziesiątych. Choć pewne elementy muzyki metalowej się tu znajdą, jest to jednak tylko jeden z elementów tworzących bardzo niepokojącą całość. Wokal: majstersztyk. Nic dodać, nic ująć. Najlepszego i najgorszego kawałka nie da się tu wyróżnić, bo każdy jest na swój sposób idealny. Każdy z nich to szpilka perfekcyjnie wbita w najczulszy punkt psychiki. Jak ja nie lubię teledysków, to nawet ten element w przypadku Goryczy mi się podoba. Obrazy zarówno do „Wybacza”, jaki i „Tańczy” są świetne! Ja słucham dalej, czekam na koncerty i znowu brawa dla Piranha Music za wydawanie takiej perły. Pathologist Formacja Gorycz powstała w 2016 roku w Olsztynie. Tworzą ją Tomasz Kukliński (wokal), Przemysław Grabowski (gitara), Michał Piłat (bas) i Tomasz Semeniuk (perkusja). Album "Zasypia" jest trzecim albumem zespołu, jednocześnie materiałem kończącym trylogię. Gorycz jest kolejnym zespołem, który wpisuje się w pewien polski modernistyczny post-black metalowy nurt, nie tylko poprzez swoją jednowyrazową polską nazwę ale i dzięki muzyce oraz specyficznej warstwie lirycznej. Chociaż muzycznym podłożem do komponowania aranżacji zapewne był black metal ze swoją agresywną emocjonalnością, wrzaskliwymi wokalami i mroczną atmosferą to ostatecznie muzyka bardzo daleko odeszła od klasycznego black metalu. Muzyka... Większość gitarowych riffów posiada struktury post-rockowe, czy post-metalowe, a nawet sludge metalowe. Skomponowane w dość awangardowy sposób z transowymi i psychodelicznymi gitarowymi melodiami, przeplatanymi czystymi pasażami gitar o klimatycznym, melancholijnym charakterze. Stricte black metalowe momenty są mniejszością. Także brzmienie samych gitar jest częściej rockowe niż metalowe. Ale nie umniejsza to potęgi muzyki. Tym bardziej jeśli perkusja potężnie młóci, a nawet chwilami blastuje. Ponadto jej polirytmiczne akcje wraz z zagrywkami gitary basowej i specyficzną melodyką gitar wprowadzają nieco jazzu do muzyki. A zatem kompozycje nie są oczywiste. Z jednej strony mamy dość proste gitarowe riffy, czasem nawet zdawałoby się, że świadomie toporne i zarazem ciężkie, a także do tego proste, minimalistyczne melodie. Zaś z drugiej strony niebanalne akordy i łamańce rytmiczne. Nastrój... Miejscami potrafi być bardzo ostro i szaleńczo. A innym razem bardzo klimatycznie, wręcz spokojnie. Ale ze stale panującym transowym, mrocznym nastrojem jakiegoś bólu i smutku przeplatanego ze złością i agresją... Goryczą! W utworach poziom emocji często sinusoidalnie faluje. Zmienia się. Przeplata. Furia z żalem. Melancholia ze złością. Ale jak to bywa z emocjami - także - nieoczekiwanie wybuchają. Walczą ze sobą. Wokal... W tą całą emocjonalność idealnie wpasowują się wokale. Przy histerycznych i agresywnych uniesieniach rozbrzmiewa wściekły wrzask, wręcz blackowy. Zaś kontrastujących emocji dopełnia melancholijny śpiew i melodeklamacje. Liryka... Na pewno nie klasycznie (w blackmetalowym znaczeniu). Nie ma tutaj nic o diabłach, czarnej mszy, opluwaniu religii chrześcijańskiej. Zaraz, zaraz... Ale jest o demonach. Demonach jakie trapią ludzi będących w związku. A raczej o skomplikowanych relacjach międzyludzkich, o wzlotach i upadkach, które tak naprawdę mogą dotyczyć wiele związków. Dlatego chyba nie należy uciekać o tych tematów. Nie zamiatać ich pod dywan. A stawić im czoła, walczyć i żyć dalej. Dopóki śmierć nas nie rozłączy. Oczywiście teksty nie są podane na tacy w sposób prosty i oczywisty. Tomasz Kukliński w bardzo poetycki i symboliczny sposób zobrazował poruszane tematy. Gorycz nie proponuje łatwej muzyki. Gorycz nie wzbudza pożądanych emocji. A raczej wzbudza negatywne emocje. Topi nas w nich. I albo nauczymy się w nich pływać, albo utoniemy. Paweł 'Pavel' Grabowski ..::TRACK-LIST::.. 1. Kocha 07:40 2. Budzi 05:18 3. Tańczy 05:18 4. Pije 04:20 5. Zdradza 06:43 6. Wybacza 06:51 7. Milczy 04:48 8. Błądzi 03:41 9. Starzeje 05:22 10. Zasypia 04:04 ..::OBSADA::.. Vocals - Tomek Kukliński Bass - Michał Piłat Drums - Tomek Semeniuk Guitar - Przemek Grabowski https://www.youtube.com/watch?v=ALIqldfqHF8 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-18 12:34:59
Rozmiar: 359.33 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Australijski songwriter , wokalista, gitarzysta i producent powraca w wytwórni Gusstaff Rec. z nowym albumem. Powiedzieć, że Hugo Race jest bardzo płodnym artystą, to zdecydowanie za mało, na świecie święci triumfy właśnie wydana przez Glitterhouse płyta „BKO“ jego projektu Dirtmusic, założonego razem z Chrisem Eckmanem i Chrisem Brokawem, rok temu ukazała się solowa, elektro-akustyczna, instrumentalna płyta Hugo Race'a w Gusstaff Rec. („Between Hemispheres“), wziął również udział w nagraniu nowego albumu formacji Lilium (muzycy z 16 Horsepower). Nowy album „Fatalists“ jest surowy, nastrojowy i bardzo liryczny. Nagrany we Włoszech, z gitarzystą Antonio Gramentierim (Sea of Cortez, Delavega), perkusistą Diego Sapignoli (Delavega), pochodzącą z Arizony skrzypaczką Vicky Brown i holenderskim kontrabasistą Erikiem Van Loo (Willard Grant Conspiracy) stworzył akustyczne i melodyjne brzmienie ukazujące piosenki i głos Hugo w zupełnie nowym świetle. Tak sam Hugo opowiada o powstaniu tej płyty: 'We all met up in an old villa in rural Italy on a cold autumn day. I’d just finished a month on tour with the True Spirit and in the tour’s closing stages had come down with pneumonia. Because most of the songs I had for Fatalists were about death, this seemed a fitting background, and for the duration of the recording sessions I was laid-up with a fever in a room adjacent to the studio. I could hear the band tracking my songs but couldn’t participate. So the sessions were really produced by Antonio and the other Fatalists, and they gave the songs a different slant. Having self-produced my recordings for a very long time I thought that here was a chance to step back and let a whole new album materialize, if I could just trust in the process. Cal and Andy mixed the album at the Mill studio on a hill overlooking the Southern Ocean where the wind blows in off the grey water with a cold metallic edge. There are few neighbours, and like the Cosabeat studio in the Romagna, a sense of nature and desolation and human insignificance predominates. I never planned to make this record, it just kind of happened – hence the title Fatalists – because often fate has other plans for us...' The songs: Call Her Name. In the depths of a German winter, in between summer spells in Australia and the Sahara, everything appearing further and further away. She and he were real, but at the same time just a memory. The connection still exists, stretched and tenuous from time, distance, necessity. Too Many Zeroes. Planetary pathos is an everyday thing – to the extent that we become desensitized to it. Binary overload, so much information and not enough psychic space to digest it. As individuals we’re a transient blip on the radar of something huge and indifferent. Make of that what you can, and get used to it. Slow Fry. Despair is useless unless you can find a way to harness it’s force. Sometimes a little grilling can get you over it, like walking on hot coals without burning your soles, the torment we endure before we choose action as its remedy. Will You Wake Up. This song haunted me since I first heard David Creese sing it with his band, Mysteries. When Kenichi suggested we do a duet in Berlin, I taped it in Catania with friends from the Sicilian project Kill Your Song and gave it to her to sing. Antonio and Erik cut their tracks in Italy, Vicky recorded her violins at home in Arizona, the kora came from Mali and by the time we’d mixed it near Melbourne the track had been stretched right around the globe. Coming Over. It could be about two people separated by the mass of a city, in different cities, or on different continents. We are many, we are diffused, and time and distance don’t mean what they used to. Serpent Egg. The more I thought about this particular dream, the realer it seemed. This song became a way to exorcise it. At the centre is a third party, but her name we do not know, or she is known by many names – then you have to choose. In The Pines. This is old Leadbelly, and before him, from way back somewhere else. It will never date because it says so much with so little to so many. There is no resolution here, no redemption, just the tall trees. Nightvision. I was reading some reportage on clandestine operations in the Sahara desert, and listening to the Fatalists from down the hall. But the fever was high and the pages of the book erased themselves, then the paper dissolved, and there was a galaxy of stars to read instead. On careful examination, they told me nothing. Hugo Race jest wizjonerskim performerem, wokalistą, muzykiem, poetą i producentem. Pochodzi z Melbourne w Australii, lecz jedo podróże uczyniły z niego „obywatela świata“, od 25 lat mieszka i tworzy w Australii, na Sycylii, w Niemczech, Wielkiej Brytanii i USA. Piosenki Hugo Race'a tkwią we współczesnej pop-kulturze, jednak wyrastają z rock'n'rolla, soulu i delta-bluesa, często mocno zabarwione awangardową elektroniką. Ze swoim zespołem The True Spirit i wieloma projektami pobocznymi, Hugo ucieka od wszelkich jednoznacznych etykiet, ponieważ stworzył własny obszar między rockiem, eksperymentem i psychodelią. Nie można również nie wspomnieć, że Hugo był członkiem-założycielem zespołu Nicka Cave'a Bad Seeds (pojawia się na pierwszej płycie „From Her To Eternity“ i na wielu kolejnych albumach). W 1985 założył kultową australijską art-punkową formację The Wreckery. Od kilku lat systematycznie przyjeżdza do Polski na koncerty, gdzie ma już rzeszę wiernych fanów, jego koncert w warszawskim CDQ został wydany na DVD przez Gusstaff Rec. Wydawca ..::TRACK-LIST::.. ..::OBSADA::.. 1. Call Her Name 5:51 Double Bass - Erik Van Loo Drums, Vibraphone - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Electric Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar - Hugo Race 2. Too Many Zeroes 3:16 Double Bass - Erik Van Loo Drums, Vibraphone - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar, Electric Organ - Hugo Race 3. Slow Fry 4:30 Double Bass - Erik Van Loo Drums - Diego Sapignoli Electric Guitar, Acoustic Guitar - Antonio Gramentieri Electric Violin - Vicki Brown Synthesizer - Franco Naddei Voice, Electric Organ - Hugo Race 4. Will You Wake Up 4:35 Baritone Guitar - Antonio Gramentieri Double Bass - Erik Van Loo Drums - Massimo Ferrarotto Harmonium - Tazio Iacobacci Violin - Vicki Brown Voice - Miss Kenichi Voice, Acoustic Guitar, Kora - Hugo Race 5. Coming Over 4:31 Double Bass - Erik Van Loo Drums, Vibraphone, Percussion - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar - Hugo Race 6. The Serpent Egg 4:01 Double Bass - Erik Van Loo Drums - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar, Keyboards - Hugo Race 7. In The Pines 3:29 Double Bass - Erik Van Loo Drums - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar - Hugo Race 8. Nightvision 6:06 Double Bass - Erik Van Loo Drums - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Electric Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar - Hugo Race Written By - Antonio Gramentieri (tracks: 3), David Creese (tracks: 4), Hugo Race (tracks: 1 - 3, 5 - 6, 8), Leadbelly (tracks: 7), Traditional (tracks: 7) https://www.youtube.com/watch?v=mES5Y8x9REo SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-18 11:34:30
Rozmiar: 84.62 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. Australijski songwriter , wokalista, gitarzysta i producent powraca w wytwórni Gusstaff Rec. z nowym albumem. Powiedzieć, że Hugo Race jest bardzo płodnym artystą, to zdecydowanie za mało, na świecie święci triumfy właśnie wydana przez Glitterhouse płyta „BKO“ jego projektu Dirtmusic, założonego razem z Chrisem Eckmanem i Chrisem Brokawem, rok temu ukazała się solowa, elektro-akustyczna, instrumentalna płyta Hugo Race'a w Gusstaff Rec. („Between Hemispheres“), wziął również udział w nagraniu nowego albumu formacji Lilium (muzycy z 16 Horsepower). Nowy album „Fatalists“ jest surowy, nastrojowy i bardzo liryczny. Nagrany we Włoszech, z gitarzystą Antonio Gramentierim (Sea of Cortez, Delavega), perkusistą Diego Sapignoli (Delavega), pochodzącą z Arizony skrzypaczką Vicky Brown i holenderskim kontrabasistą Erikiem Van Loo (Willard Grant Conspiracy) stworzył akustyczne i melodyjne brzmienie ukazujące piosenki i głos Hugo w zupełnie nowym świetle. Tak sam Hugo opowiada o powstaniu tej płyty: 'We all met up in an old villa in rural Italy on a cold autumn day. I’d just finished a month on tour with the True Spirit and in the tour’s closing stages had come down with pneumonia. Because most of the songs I had for Fatalists were about death, this seemed a fitting background, and for the duration of the recording sessions I was laid-up with a fever in a room adjacent to the studio. I could hear the band tracking my songs but couldn’t participate. So the sessions were really produced by Antonio and the other Fatalists, and they gave the songs a different slant. Having self-produced my recordings for a very long time I thought that here was a chance to step back and let a whole new album materialize, if I could just trust in the process. Cal and Andy mixed the album at the Mill studio on a hill overlooking the Southern Ocean where the wind blows in off the grey water with a cold metallic edge. There are few neighbours, and like the Cosabeat studio in the Romagna, a sense of nature and desolation and human insignificance predominates. I never planned to make this record, it just kind of happened – hence the title Fatalists – because often fate has other plans for us...' The songs: Call Her Name. In the depths of a German winter, in between summer spells in Australia and the Sahara, everything appearing further and further away. She and he were real, but at the same time just a memory. The connection still exists, stretched and tenuous from time, distance, necessity. Too Many Zeroes. Planetary pathos is an everyday thing – to the extent that we become desensitized to it. Binary overload, so much information and not enough psychic space to digest it. As individuals we’re a transient blip on the radar of something huge and indifferent. Make of that what you can, and get used to it. Slow Fry. Despair is useless unless you can find a way to harness it’s force. Sometimes a little grilling can get you over it, like walking on hot coals without burning your soles, the torment we endure before we choose action as its remedy. Will You Wake Up. This song haunted me since I first heard David Creese sing it with his band, Mysteries. When Kenichi suggested we do a duet in Berlin, I taped it in Catania with friends from the Sicilian project Kill Your Song and gave it to her to sing. Antonio and Erik cut their tracks in Italy, Vicky recorded her violins at home in Arizona, the kora came from Mali and by the time we’d mixed it near Melbourne the track had been stretched right around the globe. Coming Over. It could be about two people separated by the mass of a city, in different cities, or on different continents. We are many, we are diffused, and time and distance don’t mean what they used to. Serpent Egg. The more I thought about this particular dream, the realer it seemed. This song became a way to exorcise it. At the centre is a third party, but her name we do not know, or she is known by many names – then you have to choose. In The Pines. This is old Leadbelly, and before him, from way back somewhere else. It will never date because it says so much with so little to so many. There is no resolution here, no redemption, just the tall trees. Nightvision. I was reading some reportage on clandestine operations in the Sahara desert, and listening to the Fatalists from down the hall. But the fever was high and the pages of the book erased themselves, then the paper dissolved, and there was a galaxy of stars to read instead. On careful examination, they told me nothing. Hugo Race jest wizjonerskim performerem, wokalistą, muzykiem, poetą i producentem. Pochodzi z Melbourne w Australii, lecz jedo podróże uczyniły z niego „obywatela świata“, od 25 lat mieszka i tworzy w Australii, na Sycylii, w Niemczech, Wielkiej Brytanii i USA. Piosenki Hugo Race'a tkwią we współczesnej pop-kulturze, jednak wyrastają z rock'n'rolla, soulu i delta-bluesa, często mocno zabarwione awangardową elektroniką. Ze swoim zespołem The True Spirit i wieloma projektami pobocznymi, Hugo ucieka od wszelkich jednoznacznych etykiet, ponieważ stworzył własny obszar między rockiem, eksperymentem i psychodelią. Nie można również nie wspomnieć, że Hugo był członkiem-założycielem zespołu Nicka Cave'a Bad Seeds (pojawia się na pierwszej płycie „From Her To Eternity“ i na wielu kolejnych albumach). W 1985 założył kultową australijską art-punkową formację The Wreckery. Od kilku lat systematycznie przyjeżdza do Polski na koncerty, gdzie ma już rzeszę wiernych fanów, jego koncert w warszawskim CDQ został wydany na DVD przez Gusstaff Rec. Wydawca ..::TRACK-LIST::.. ..::OBSADA::.. 1. Call Her Name 5:51 Double Bass - Erik Van Loo Drums, Vibraphone - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Electric Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar - Hugo Race 2. Too Many Zeroes 3:16 Double Bass - Erik Van Loo Drums, Vibraphone - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar, Electric Organ - Hugo Race 3. Slow Fry 4:30 Double Bass - Erik Van Loo Drums - Diego Sapignoli Electric Guitar, Acoustic Guitar - Antonio Gramentieri Electric Violin - Vicki Brown Synthesizer - Franco Naddei Voice, Electric Organ - Hugo Race 4. Will You Wake Up 4:35 Baritone Guitar - Antonio Gramentieri Double Bass - Erik Van Loo Drums - Massimo Ferrarotto Harmonium - Tazio Iacobacci Violin - Vicki Brown Voice - Miss Kenichi Voice, Acoustic Guitar, Kora - Hugo Race 5. Coming Over 4:31 Double Bass - Erik Van Loo Drums, Vibraphone, Percussion - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar - Hugo Race 6. The Serpent Egg 4:01 Double Bass - Erik Van Loo Drums - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar, Keyboards - Hugo Race 7. In The Pines 3:29 Double Bass - Erik Van Loo Drums - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar - Hugo Race 8. Nightvision 6:06 Double Bass - Erik Van Loo Drums - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Electric Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar - Hugo Race Written By - Antonio Gramentieri (tracks: 3), David Creese (tracks: 4), Hugo Race (tracks: 1 - 3, 5 - 6, 8), Leadbelly (tracks: 7), Traditional (tracks: 7) https://www.youtube.com/watch?v=mES5Y8x9REo SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-18 11:03:10
Rozmiar: 216.56 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
Uuhai to mongolski zespół folk-metalowy/rockowy pochodzący z Ułan Bator, założony w 2020 roku. Ich muzyka łączy nowoczesne, ciężkie brzmienia rocka i metalu z tradycyjną muzyką Mongolii, w tym charakterystycznym śpiewem gardłowym (höömii) oraz instrumentami ludowymi, takimi jak morin khuur (mongolskie skrzypce końskie). Nazwa zespołu nawiązuje do tradycyjnego okrzyku „uuhai”, wyrażającego energię, radość i duchową siłę. Teksty Uuhai inspirowane są historią, kulturą, naturą i duchowością Mongolii, a ich utwory mają często rytualny, epicki charakter. Zespół szybko zyskał międzynarodowe uznanie dzięki dynamicznym singlom i występom na żywo, co zaowocowało kontraktem z Napalm Records. Debiutancki album „Human Herds” umocnił ich pozycję jako jednego z najbardziej obiecujących przedstawicieli współczesnej mongolskiej sceny folk-metalowej. Title: Human Herds Artist: Uuhai Country: Mongolia Year: 2026 Genre: Folk Metal Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. Beginning Human Herds Ancient Land Uuhai Dracula Khurai Khar Khulz Paradise Uvdis Secret History of the Mongols
Seedów: 64
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-17 15:44:41
Rozmiar: 112.05 MB
Peerów: 12
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Zebrahead to amerykański zespół rockowy pochodzący z La Habra w Kalifornii, założony w 1996 roku. Oryginalny skład tworzyli Justin Mauriello (gitara, wokal), Greg Bergdorf (gitara), Ben Osmundson (gitara basowa) oraz Ed Udhus (perkusja). Do zespołu dołączył także Ali Tabatabaee jako raper i współwokalista, co nadało ich muzyce wymiar unikalnej mieszanki punk rocka i hip-hopu. Muzycznie Zebrahead łączy style takie jak punk rock, pop-punk, rapcore i alternatywny rock. Ich brzmienie charakteryzuje się energetycznymi riffami, melodyjnymi liniami wokalnymi i rapowanymi. fragmentami. Wydali trzynaście albumów studyjnych. Wstawka zawiera dziewiąty album studyjny zespołu. Title: Get Nice Artist: Zebrahead Country: USA Year: 2011 Genre: Punk Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 kbps ..::TRACK-LIST::.. Blackout Nothing to Lose She Don't Wanna Rock Ricky Bobby Get Nice! The Joke's on You Nudist Priest Galileo Was Wrong Truck Stops and Tail Lights I'm Definitely Not Gonna Miss You Too Bored to Bleed Kiss Your Ass Goodbye This Is Gonna Hurt You Way More Than It's Gonna Hurt Me Demon Days Light Up the Sky A Freak Gasoline Fight Accident
Seedów: 18
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-17 15:44:33
Rozmiar: 132.99 MB
Peerów: 35
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist: Schiller Title: Euphoria 2CD Year: 2026 Genre: Electronic, Chillout, House, Techno Duration: 2:33:30 Format/Codec: MP3 Audio Bitrate: 320 kbps ...( TrackList )... Disc 1 (01:21:59) 01. Schiller – Euphoria: Prolog: Willkommen (02:20) 02. Schiller – Euphoria: Euphorie (06:04) 03. Schiller & Karakum – Euphoria: Memories Of Beyond (05:18) 04. Schiller – Euphoria: Der Traum (03:04) 05. Schiller & Julia Sanina – Euphoria: My Silence (03:23) 06. Schiller – Euphoria: Höhenrausch (07:29) 07. Schiller – Euphoria: Clair de Lune (03:58) 08. Schiller – Euphoria: Willkommen im Glück (03:16) 09. Schiller & 8Kays – Euphoria: Euphoria (04:24) 10. Schiller – Euphoria: Phoenix I (03:30) 11. Schiller – Euphoria: Phoenix II (05:59) 12. Schiller & FRIDA GOLD – Euphoria: Sieben Nächte (03:43) 13. Schiller – Euphoria: On a Journey (03:22) 14. Schiller & Karakum – Euphoria: Horizon (06:21) 15. Schiller – Euphoria: Der Siebte Himmel I (03:23) 16. Schiller – Euphoria: Der Siebte Himmel II (02:32) 17. Schiller – Euphoria: Willkommen im Glück (Extended Version) (07:06) 18. Schiller – Euphoria: Der Traum (Extended Version) (06:47) Disc 2 (01:11:13) 01. Schiller – Destiny (Live) (04:30) 02. Schiller – Lichtermeer (Live) (03:53) 03. Schiller – Soho (Live) (04:23) 04. Schiller – Berlin Kyiv (Live) (08:38) 05. Schiller – Schiller (Live) (05:40) 06. Schiller – Metropolis (Live) (04:52) 07. Schiller – Polarstern (Live) (06:46) 08. Schiller – The Future III (Live) (07:05) 09. Schiller – Der Klang der Stadt (Live) (05:42) 10. Schiller – Mitternacht (Live) (07:11) 11. Schiller – Sommernacht (Live) (05:19) 12. Schiller – Das Glockenspiel (Live) (03:16) 13. Schiller – Ruhe (Live) (03:58)
Seedów: 104
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-17 15:44:28
Rozmiar: 354.01 MB
Peerów: 29
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- UFO - The Best Of The Rest --------------------------------------------------------------------- Artist...............: UFO Album................: The Best Of The Rest Genre................: Hard Rock Source...............: CD Year.................: 1988 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 66 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: Chrysalis Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting --------------------------------------------------------------------- 1. UFO - The Writer [04:09] 2. UFO - Mystery Train [03:54] 3. UFO - Makin Moves [04:44] 4. UFO - Night Run [04:22] 5. UFO - You And Me [03:18] 6. UFO - Alpha Centauri [01:56] 7. UFO - Lettin' Go [04:01] 8. UFO - Something Else [03:19] 9. UFO - Blinded By A Lie [04:01] 10. UFO - Diesel In The Dust [04:21] 11. UFO - Chains Chains [03:25] 12. UFO - This Time [04:37] 13. UFO - Back Into My Life [04:53] 14. UFO - The Way The Wind Blows [04:13] 15. UFO - Money, Money [03:29] 16. UFO - Let It Rain [04:00] 17. UFO - A Fool For Love [03:54] Playing Time.........: 01:06:44 Total Size...........: 449,75 MB
Seedów: 13
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-17 15:36:49
Rozmiar: 453.46 MB
Peerów: 1
Dodał: rajkad
Opis
...( Info )...
Country of Artist: Ireland Genre: Rock Duration: 02:11:27 Year of Release: 2022 Label: Mercury ...( TrackList )... SYDNEY - ORIGINAL CUT Jailbreak Bad Reputation Waiting For An Alibi Cowboy Song The Boys Are Back In Town Are You Ready Me And The Boys Baby Drives Me Crazy LOST SYDNEY PERFORMANCES Warriors Don’T Believe A Word Still In Love With You Johnny The Fox Meets Jimmy The Weed Suicide FULL SYDNEY SHOW Jailbreak Bad Reputation Warriors Don’T Believe A Word Waiting For An Alibi Still In Love With You Johnny The Fox Meets Jimmy The Weed Cowboy Song The Boys Are Back In Town Suicide Are You Ready Baby Drives Me Crazy Me And The Boys Line-up: Phil Lynott (bass & vocals) Scott Gorham (guitars & backup vocals) Gary Moore (guitars & backup vocals) Mark Nauseef (drums) ...( Dane Techniczne )... Quality: DVD9 Format: DVD video Video codec: MPEG2 Audio codec: AC3, DTS Video: NTSC 4:3 (720x480) VBR, 29.970 fps, 6300 kbps Audio: Dolby AC3, 2 ch, 48.0 kHz, 192 kbps Audio2: Dolby AC3, 6 ch, 48.0 kHz, 448 kbps Audio3: DTS, 5 ch, 48.0 kHz, 754 kbps ...( Dane Techniczne )...
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-17 10:15:09
Rozmiar: 7.69 GB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist: Samoon Title: Are You Ready to Dream Again? Year: 2025 Genre: Power, Heavy-Metal Country: Brazil Duration: 00:53:48 Format/Codec: MP3 Audio bitrate: 320 kbps ...( TrackList )... 1. And the Story Begins (00:58) 2. Follow My Way (04:49) 3. Reach the Skies (04:56) 4. I Can't Live Without You (04:48) 5. Starlight (04:23) 6. Fly to the Stars (03:05) 7. Life Goes On (02:43) 8. Are You Ready to Dream Again? (04:40) 9. Inside Your Heart (05:53) 10. You've Made a Choice (04:33) 11. Empty Soul (03:27) 12. Wake up and Dream (04:46) 13. Ja E Hora De Viver (Are You Ready to Dream Again? - Portuguese Version) (04:42)
Seedów: 3
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-17 10:14:57
Rozmiar: 123.31 MB
Peerów: 1
Dodał: Uploader
1 - 30 | 31 - 60 | 61 - 90 | ... | 181 - 210 | 211 - 240 | 241 - 270 | 271 - 300 | 301 - 330 | ... | 24271 - 24300 | 24301 - 24330 | 24331 - 24351 |
|||||||||||||