|
|
|||||||||||||
|
Wygląd torrentów:
Kategoria:
Muzyka
Gatunek:
Alternatywna
Ilość torrentów:
1,049
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Kuba Kawalec – rocznik ’78, wokalista, muzyk, autor tekstów i kompozytor, wieloletni lider zespołu Happysad. Razem z macierzystym projektem wydał między innymi 3 platynowe i 4 złote płyty, sprzedał ponad ćwierć miliona fizycznych nośników, zagrał blisko 1500 koncertów, a liczba odtworzeń ich piosenek zarówno w serwisie Tidal jak i Spotify przekracza 100 milionów. Po 20 latach spędzonych w Happysad, wychyla się ze swojej strefy komfortu, proponując solowy album zatytułowany Ślepota. Na płytę wejdzie 10 piosenek, które powstały i zostały zarejestrowane w trakcie pandemicznej przerwy w warszawskim studiu Black Kiss Records, przy współpracy z wieloletnim przyjacielem Patrykiem Kienastem (Mjut) oraz dwójką producentów Arkiem Koperą (Black Kiss Records) i Mariuszem Obijalskim (m.in. Fisz Emade Tworzywo, Albo inaczej). W tekstach Kuba postanowił skupić się na społeczeństwie i jego aktualnych bolączkach. Jak twierdzi materiał jest nieprzewidywalny, gęsty emocjonalnie i choć na wskroś nowoczesny, to z pełnym szacunkiem do klasycznej formy zarówno brzmienia jak i konstrukcji. Nie on pierwszy wydał solową płytę jako wokalista niemal kultowego zespołu i nie on pierwszy jest osobą, którą to kwarantanna skłoniła do wydania nowej muzyki. Kuba Kawalec, szerzej znany jako po prostu lider zespołu Happysad, na chwilę odłączył się od kolegów z grupy, by nagrać samodzielny, autorski album. 2021 rok to czas jego debiutu, który zatytułował Ślepota i wydał pod skrzydłami wytwórni Kayax. Krótkie mówione Intro prowadzi do prawdziwego ukłonu w stronę czystego rocka, jakiego na polskiej scenie czasami brakuje – Wózek z gruzem to mocna, gitarowa kompozycja, której po singlach zapowiadających tę płytę raczej bym się nie spodziewała. Niemniej, cieszy mnie, że znalazła się ona na wydawnictwie. Choć cały album jest wyjątkowo różnorodny, Kuba Kawalec jak magnes przyciąga rockowe brzmienia, które niemal wszędzie gdzieś tak czy inaczej się przewijają. Chociażby w następującym po Wózku, Czarnobylu, będącym gitarową i dość surową balladą o ciekawej warstwie lirycznej (miasta odpowiadające kolejnym chorobom) i intrygującym, melorecytowanym fragmencie. Artysta lubi sobie zresztą nie raz coś powiedzieć zamiast tradycyjnie – zaśpiewać. Wyjątkowe, szeptane fragmenty pojawiają się w tytułowej Ślepocie, której brzmienie przywołuje mi na myśl debiutancki krążek Artura Rojka. Tutaj intrygujące, śpiewano-mówione zwrotki przeplatają się z uderzającym, elektronicznym refrenem. Elektronika to tak naprawdę broń tego tytułu. Choć sama Ślepota spośród takich kompozycji zdecydowanie wygrywa, elektroniczno-rockowe brzmienie cechuje chociażby Tsunami czy Serum, w którym na pierwszy plan wysuwa się głośna perkusja, a łagodne zakończenie stoi w kontraście do ostrej całości. Mamy też singlowe Koty, których początek wygrywany na klawiszach mógłby sugerować balladę. Szybko okazuje się, że to jednak energiczny i pozostający na długo w głowie kawałek, jeden z bardziej chwytliwych na płycie. Gitara gra tu wyjątkowo ciekawie. Uwielbiam jednak, kiedy artysta prawdziwie eksperymentuje. Takie wyjątkowe smaczki pozostawione są przede wszystkim na koniec płyty, ale i wcześniej znalazła się pozycja, którą bez wyrzutów sumienia nazywam niesamowitą. To pierwszy singiel zapowiadający Ślepotę – Zdechłam – jest najlepszą kompozycją tego albumu oraz jednym z najlepszych polskich utworów, nie tylko 2021 roku, ale ostatnich lat. Za wyjątkowość tej psychodelicznej ballady odpowiadają w dużej mierze pulsujące, elektroniczne dźwięki, hipnotyzujący wokal Any Andrzejewskiej i tekst wywołujący ciarki na ciele. Wokalistka nie jest jedyną gościnią na Ślepocie. Również Siódme piętro – prawdopodobnie najbardziej wpadające w ucho, mimo swej niebanalności nagranie – uświetnia chłodnym wokalem Ania Leon. Warto ponadto zatrzymać się przy Ziarnach, w których zachwyca mnogość dźwięków i specyficzny bit przeplatający się z łagodną grą pianina. Do ścisłej czołówki najlepszych utworów należy też ta, która tę płytę zamyka – Lecimy. Rozbudowanej i dopieszczonej w najdrobniejszych szczegółach ballady trudno nie docenić. Fantastycznie łączą się tu gra saksofonu z mroczną gitarą elektryczną, pozostawiając nieopisywalne wrażenie. Na płycie Kuby Kawalca dzieje się dużo, ale na szczęście nie za dużo. Mało tu uśmiechu, ale dużo dźwięków. To album, który trudno zaszufladkować, a każda następna kompozycja tylko utwierdza w tym przekonaniu. To niesamowite, jak wiele się tu dzieje, a jednocześnie nie ma tu ani trochę przesady. Ten rok to apogeum świetnych polskich płyt. Rodzima muzyka wraca na dobrą drogę, a Ślepota dołącza do rankingu tych najlepszych tegorocznych krążków. Wydawnictwo, otulone niejednokrotnie mrokiem, smutkiem, niepokojem i tajemnicą, jest zdecydowanie warte sprawdzenia. Alicja Surmiak ..::TRACK-LIST::.. 1. Wózek z gruzem 2. Czarnobyl 3. Koty 4. Zdechłam feat. Ana Andrzejewska 5. Ślepota 6. Tsunami 7. Serum 8. Ziarna 9. Siódme piętro feat. Anna Leonowicz 10. Lecimy https://www.youtube.com/watch?v=Bx3CdKzvgq4 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-10-23 15:46:00
Rozmiar: 89.38 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Kuba Kawalec – rocznik ’78, wokalista, muzyk, autor tekstów i kompozytor, wieloletni lider zespołu Happysad. Razem z macierzystym projektem wydał między innymi 3 platynowe i 4 złote płyty, sprzedał ponad ćwierć miliona fizycznych nośników, zagrał blisko 1500 koncertów, a liczba odtworzeń ich piosenek zarówno w serwisie Tidal jak i Spotify przekracza 100 milionów. Po 20 latach spędzonych w Happysad, wychyla się ze swojej strefy komfortu, proponując solowy album zatytułowany Ślepota. Na płytę wejdzie 10 piosenek, które powstały i zostały zarejestrowane w trakcie pandemicznej przerwy w warszawskim studiu Black Kiss Records, przy współpracy z wieloletnim przyjacielem Patrykiem Kienastem (Mjut) oraz dwójką producentów Arkiem Koperą (Black Kiss Records) i Mariuszem Obijalskim (m.in. Fisz Emade Tworzywo, Albo inaczej). W tekstach Kuba postanowił skupić się na społeczeństwie i jego aktualnych bolączkach. Jak twierdzi materiał jest nieprzewidywalny, gęsty emocjonalnie i choć na wskroś nowoczesny, to z pełnym szacunkiem do klasycznej formy zarówno brzmienia jak i konstrukcji. Nie on pierwszy wydał solową płytę jako wokalista niemal kultowego zespołu i nie on pierwszy jest osobą, którą to kwarantanna skłoniła do wydania nowej muzyki. Kuba Kawalec, szerzej znany jako po prostu lider zespołu Happysad, na chwilę odłączył się od kolegów z grupy, by nagrać samodzielny, autorski album. 2021 rok to czas jego debiutu, który zatytułował Ślepota i wydał pod skrzydłami wytwórni Kayax. Krótkie mówione Intro prowadzi do prawdziwego ukłonu w stronę czystego rocka, jakiego na polskiej scenie czasami brakuje – Wózek z gruzem to mocna, gitarowa kompozycja, której po singlach zapowiadających tę płytę raczej bym się nie spodziewała. Niemniej, cieszy mnie, że znalazła się ona na wydawnictwie. Choć cały album jest wyjątkowo różnorodny, Kuba Kawalec jak magnes przyciąga rockowe brzmienia, które niemal wszędzie gdzieś tak czy inaczej się przewijają. Chociażby w następującym po Wózku, Czarnobylu, będącym gitarową i dość surową balladą o ciekawej warstwie lirycznej (miasta odpowiadające kolejnym chorobom) i intrygującym, melorecytowanym fragmencie. Artysta lubi sobie zresztą nie raz coś powiedzieć zamiast tradycyjnie – zaśpiewać. Wyjątkowe, szeptane fragmenty pojawiają się w tytułowej Ślepocie, której brzmienie przywołuje mi na myśl debiutancki krążek Artura Rojka. Tutaj intrygujące, śpiewano-mówione zwrotki przeplatają się z uderzającym, elektronicznym refrenem. Elektronika to tak naprawdę broń tego tytułu. Choć sama Ślepota spośród takich kompozycji zdecydowanie wygrywa, elektroniczno-rockowe brzmienie cechuje chociażby Tsunami czy Serum, w którym na pierwszy plan wysuwa się głośna perkusja, a łagodne zakończenie stoi w kontraście do ostrej całości. Mamy też singlowe Koty, których początek wygrywany na klawiszach mógłby sugerować balladę. Szybko okazuje się, że to jednak energiczny i pozostający na długo w głowie kawałek, jeden z bardziej chwytliwych na płycie. Gitara gra tu wyjątkowo ciekawie. Uwielbiam jednak, kiedy artysta prawdziwie eksperymentuje. Takie wyjątkowe smaczki pozostawione są przede wszystkim na koniec płyty, ale i wcześniej znalazła się pozycja, którą bez wyrzutów sumienia nazywam niesamowitą. To pierwszy singiel zapowiadający Ślepotę – Zdechłam – jest najlepszą kompozycją tego albumu oraz jednym z najlepszych polskich utworów, nie tylko 2021 roku, ale ostatnich lat. Za wyjątkowość tej psychodelicznej ballady odpowiadają w dużej mierze pulsujące, elektroniczne dźwięki, hipnotyzujący wokal Any Andrzejewskiej i tekst wywołujący ciarki na ciele. Wokalistka nie jest jedyną gościnią na Ślepocie. Również Siódme piętro – prawdopodobnie najbardziej wpadające w ucho, mimo swej niebanalności nagranie – uświetnia chłodnym wokalem Ania Leon. Warto ponadto zatrzymać się przy Ziarnach, w których zachwyca mnogość dźwięków i specyficzny bit przeplatający się z łagodną grą pianina. Do ścisłej czołówki najlepszych utworów należy też ta, która tę płytę zamyka – Lecimy. Rozbudowanej i dopieszczonej w najdrobniejszych szczegółach ballady trudno nie docenić. Fantastycznie łączą się tu gra saksofonu z mroczną gitarą elektryczną, pozostawiając nieopisywalne wrażenie. Na płycie Kuby Kawalca dzieje się dużo, ale na szczęście nie za dużo. Mało tu uśmiechu, ale dużo dźwięków. To album, który trudno zaszufladkować, a każda następna kompozycja tylko utwierdza w tym przekonaniu. To niesamowite, jak wiele się tu dzieje, a jednocześnie nie ma tu ani trochę przesady. Ten rok to apogeum świetnych polskich płyt. Rodzima muzyka wraca na dobrą drogę, a Ślepota dołącza do rankingu tych najlepszych tegorocznych krążków. Wydawnictwo, otulone niejednokrotnie mrokiem, smutkiem, niepokojem i tajemnicą, jest zdecydowanie warte sprawdzenia. Alicja Surmiak ..::TRACK-LIST::.. 1. Wózek z gruzem 2. Czarnobyl 3. Koty 4. Zdechłam feat. Ana Andrzejewska 5. Ślepota 6. Tsunami 7. Serum 8. Ziarna 9. Siódme piętro feat. Anna Leonowicz 10. Lecimy https://www.youtube.com/watch?v=Bx3CdKzvgq4 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-10-23 15:42:47
Rozmiar: 248.50 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. "Piosenki Kolonistów" to kolejna płyta w dyskografii Variété oddalająca ten zespół od zimnofalowej przeszłości, która po ponad 25 latach wydaje się już zakurzonym, wyblakłym wspomnieniem. To kolejne wydawnictwo potwierdzające słuszność decyzji podjętej przez zespół, aby w pewnym momencie zerwać z mrocznym graniem i zwrócić się w inną stronę. Dzięki temu muzyka Variété brzmi świeżo oraz odkrywczo, a my na kolejne albumy Grzegorza Kaźmierczaka i spółki czekamy z autentycznym zainteresowaniem zastanawiając się: "czym teraz nas uraczą?". Tym razem dostaliśmy dziewięć utworów będących idealnie przyrządzonym koktajlem jazzu, trip-hopu, elektroniki i rocka. W każdej z tych stylistyk Variété czuje się jak ryba w wodzie. I tak z jednej strony zespół zaserwował nam senne, trip-hopowe "Paść się", by za chwilę zaskoczyć jazgotliwymi "Przezroczystymi Lwami". W "Pacyfiku" pojawiają się wokalne nawiązania do muzyki etno, w zamykającym płytę utworze "Astry" brzmi sekcja dęta, zaś w "Tarczy" pojawia się acid-jazzowa partia trąbki. A całość to prostu świetne, niebanalne piosenki z intrygującymi, mądrymi tekstami Grzegorza Kaźmierczaka. Jego poezja wznosi się na "Piosenkach Kolonistów" na wyżyny. Słychać, że autor jest w świetnej formie. "Piosenkami Kolonistów" Variété ustawiło sobie poprzeczkę bardzo wysoko i jestem bardzo ciekaw, jak poradzi sobie z jej przeskoczeniem na kolejnej płycie. Jednak znając ten zespół jestem spokojny, że sobie poradzi z tym zadaniem. Dla niżej podpisanego - murowany kandydat do miana "polskiej płyty 2013 roku". Ciężki jest żywot legendarnych zespołów. Mimo że grupa Variete nagrała właściwie tylko jeden album, który można by zaklasyfikować jako zimną falę, większość jej fanów ciągle postrzega ją jako pogrobowców Joy Division. Tymczasem właśnie ukazuje się trzecia już płyta formacji z Bydgoszczy, która prezentuje zdecydowanie bardziej współczesne oblicze jej muzyki. "Piosenki kolonistów" stanowią rozwinięcie formuły wypracowanej przez Variete właściwie już na "Nowym materiale" sprzed ośmiu lat. Trzech wchodzących obecnie w skład zespołu muzyków stawia na typowo jazzowe brzmienie, skoncentrowane wokół "żywych" tonów gitary, basu, klawiszy i perkusji. Dźwięki te wpisane zostają jednak w różnorodne stylistyki. Najwięcej na nowym albumie Variete indywidualnie postrzeganego trip-hopu. Tytułowa "Piosenka kolonistów", bujający niczym kołysanka "Paść się", natchniony bluesem "Warszawa dwa" czy finałowy "Astry" przywołują charakterystyczne podziały rytmiczne czy basowe pochody dla Massive Attack, ale brzmią tak, jakby były zagrane przez klasyczny skład Milesa Davisa. Podobnie jest z innymi gatunkami, które muzycy Variete postanowili wywrócić na swoją stronę. Otwierający album "Kim" ma najbardziej jazzowy charakter – pomysłowa wokaliza Magdy Powalisz (z grupy George Dorn Screams) i dyskretna elektronika nadają mu jednak piosenkowy sznyt. "Pacyfik" pulsuje nerwowym rytmem ulicznego funku – ale bardziej tym podsłuchanym u Cabaret Voltaire niż u Jamesa Browna. "Polska B" zabiera nas przekornie na Jamajkę – dubowy podkład kompozycji stanowi jednak tylko tło dla zaskakującej syntezy acidowych loopów i psychodelicznej partii gitary. Variete podąża własną drogą już od wielu lat – nie odżegnuje się jednak całkowicie od swej pamiętnej przeszłości. Pierwszym tego sygnałem na "Piosenkach kolonistów" jest "Tarcza". To właściwie post-punk rodem z początku lat 80. – ale zgrabnie podbarwiony na "czarną" modłę zawadiacką trąbką i hip-hopowymi skreczami. Jeszcze mocniej ejtisowe sentymenty odżywają w nagraniu "Przezroczyste lwy" – bo wiedzie je masywna ściana gitarowego jazgotu o shoegaze’owej (lub raczej noise’owej) proweniencji. To właśnie te utwory spodobają się najbardziej wielbicielom Variete z okresu "Bydgoszczy" – ale być może przy okazji otworzą też im drogę do współczesnego wizerunku formacji. Teksty śpiewającego Grzegorza Kaźmierczaka mają ten sam minimalistyczny charakter. Perfekcyjnie oddają nastrój chwili, ulotność wrażeń, klimat miejsc czy kruchość ludzkiego życia. Zarówno czytane (są wydrukowane na wkładce do płyty), jak i śpiewaną — robią świetne wrażenie. Co więcej – są idealnie dopasowane na hipnotycznej muzyki, dzięki czemu tworzą z nią jednolitą, nierozerwalną całość. "Piosenki kolonistów" to właściwie tomik poezji opakowany w oryginalne dźwięki. Warto go poznać. Paweł Gzyl ..::TRACK-LIST::.. 1. Kim (Voice – Magda Powalisz) 4:36 2. Piosenka Kolonistów 4:07 3. Pacyfik (Bass – Tomek Krzemiński) 3:40 4. Tarcza 3:21 Bass – Tomek Krzemiński Scratches [Scratch] – Łukasz Lulek Trumpet – Wojtek "Melon" Jachna* 5. Paść Się 4:08 6. Warszawa Dwa 3:17 7. Polska B 3:42 8. Przezroczyste Lwy 3:51 9. Astry (Bass – Kuba Sieńczyk) 3:00 ..::OBSADA::.. Electronics – Grzegorz Kaźmierczak Guitar – Marek Maciejewski Lyrics By – Grzegorz Kaźmierczak Percussion – Marcin Karnowski Vocals – Grzegorz Kaźmierczak https://www.youtube.com/watch?v=HvQxCDSN-Ig SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-10-17 16:44:55
Rozmiar: 79.00 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. "Piosenki Kolonistów" to kolejna płyta w dyskografii Variété oddalająca ten zespół od zimnofalowej przeszłości, która po ponad 25 latach wydaje się już zakurzonym, wyblakłym wspomnieniem. To kolejne wydawnictwo potwierdzające słuszność decyzji podjętej przez zespół, aby w pewnym momencie zerwać z mrocznym graniem i zwrócić się w inną stronę. Dzięki temu muzyka Variété brzmi świeżo oraz odkrywczo, a my na kolejne albumy Grzegorza Kaźmierczaka i spółki czekamy z autentycznym zainteresowaniem zastanawiając się: "czym teraz nas uraczą?". Tym razem dostaliśmy dziewięć utworów będących idealnie przyrządzonym koktajlem jazzu, trip-hopu, elektroniki i rocka. W każdej z tych stylistyk Variété czuje się jak ryba w wodzie. I tak z jednej strony zespół zaserwował nam senne, trip-hopowe "Paść się", by za chwilę zaskoczyć jazgotliwymi "Przezroczystymi Lwami". W "Pacyfiku" pojawiają się wokalne nawiązania do muzyki etno, w zamykającym płytę utworze "Astry" brzmi sekcja dęta, zaś w "Tarczy" pojawia się acid-jazzowa partia trąbki. A całość to prostu świetne, niebanalne piosenki z intrygującymi, mądrymi tekstami Grzegorza Kaźmierczaka. Jego poezja wznosi się na "Piosenkach Kolonistów" na wyżyny. Słychać, że autor jest w świetnej formie. "Piosenkami Kolonistów" Variété ustawiło sobie poprzeczkę bardzo wysoko i jestem bardzo ciekaw, jak poradzi sobie z jej przeskoczeniem na kolejnej płycie. Jednak znając ten zespół jestem spokojny, że sobie poradzi z tym zadaniem. Dla niżej podpisanego - murowany kandydat do miana "polskiej płyty 2013 roku". Ciężki jest żywot legendarnych zespołów. Mimo że grupa Variete nagrała właściwie tylko jeden album, który można by zaklasyfikować jako zimną falę, większość jej fanów ciągle postrzega ją jako pogrobowców Joy Division. Tymczasem właśnie ukazuje się trzecia już płyta formacji z Bydgoszczy, która prezentuje zdecydowanie bardziej współczesne oblicze jej muzyki. "Piosenki kolonistów" stanowią rozwinięcie formuły wypracowanej przez Variete właściwie już na "Nowym materiale" sprzed ośmiu lat. Trzech wchodzących obecnie w skład zespołu muzyków stawia na typowo jazzowe brzmienie, skoncentrowane wokół "żywych" tonów gitary, basu, klawiszy i perkusji. Dźwięki te wpisane zostają jednak w różnorodne stylistyki. Najwięcej na nowym albumie Variete indywidualnie postrzeganego trip-hopu. Tytułowa "Piosenka kolonistów", bujający niczym kołysanka "Paść się", natchniony bluesem "Warszawa dwa" czy finałowy "Astry" przywołują charakterystyczne podziały rytmiczne czy basowe pochody dla Massive Attack, ale brzmią tak, jakby były zagrane przez klasyczny skład Milesa Davisa. Podobnie jest z innymi gatunkami, które muzycy Variete postanowili wywrócić na swoją stronę. Otwierający album "Kim" ma najbardziej jazzowy charakter – pomysłowa wokaliza Magdy Powalisz (z grupy George Dorn Screams) i dyskretna elektronika nadają mu jednak piosenkowy sznyt. "Pacyfik" pulsuje nerwowym rytmem ulicznego funku – ale bardziej tym podsłuchanym u Cabaret Voltaire niż u Jamesa Browna. "Polska B" zabiera nas przekornie na Jamajkę – dubowy podkład kompozycji stanowi jednak tylko tło dla zaskakującej syntezy acidowych loopów i psychodelicznej partii gitary. Variete podąża własną drogą już od wielu lat – nie odżegnuje się jednak całkowicie od swej pamiętnej przeszłości. Pierwszym tego sygnałem na "Piosenkach kolonistów" jest "Tarcza". To właściwie post-punk rodem z początku lat 80. – ale zgrabnie podbarwiony na "czarną" modłę zawadiacką trąbką i hip-hopowymi skreczami. Jeszcze mocniej ejtisowe sentymenty odżywają w nagraniu "Przezroczyste lwy" – bo wiedzie je masywna ściana gitarowego jazgotu o shoegaze’owej (lub raczej noise’owej) proweniencji. To właśnie te utwory spodobają się najbardziej wielbicielom Variete z okresu "Bydgoszczy" – ale być może przy okazji otworzą też im drogę do współczesnego wizerunku formacji. Teksty śpiewającego Grzegorza Kaźmierczaka mają ten sam minimalistyczny charakter. Perfekcyjnie oddają nastrój chwili, ulotność wrażeń, klimat miejsc czy kruchość ludzkiego życia. Zarówno czytane (są wydrukowane na wkładce do płyty), jak i śpiewaną — robią świetne wrażenie. Co więcej – są idealnie dopasowane na hipnotycznej muzyki, dzięki czemu tworzą z nią jednolitą, nierozerwalną całość. "Piosenki kolonistów" to właściwie tomik poezji opakowany w oryginalne dźwięki. Warto go poznać. Paweł Gzyl ..::TRACK-LIST::.. 1. Kim (Voice – Magda Powalisz) 4:36 2. Piosenka Kolonistów 4:07 3. Pacyfik (Bass – Tomek Krzemiński) 3:40 4. Tarcza 3:21 Bass – Tomek Krzemiński Scratches [Scratch] – Łukasz Lulek Trumpet – Wojtek "Melon" Jachna* 5. Paść Się 4:08 6. Warszawa Dwa 3:17 7. Polska B 3:42 8. Przezroczyste Lwy 3:51 9. Astry (Bass – Kuba Sieńczyk) 3:00 ..::OBSADA::.. Electronics – Grzegorz Kaźmierczak Guitar – Marek Maciejewski Lyrics By – Grzegorz Kaźmierczak Percussion – Marcin Karnowski Vocals – Grzegorz Kaźmierczak https://www.youtube.com/watch?v=HvQxCDSN-Ig SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-10-17 16:42:29
Rozmiar: 233.50 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
...( Opis )... Po latach eksperymentów na solowych płytach, lider Armii nagrał płytę spokojniejszą muzycznie, aczkolwiek wciąż naznaczoną jego charakterystyczną liryką i klimatem. Tytuł albumu „Pod wulkanem” przywodzi na myśl niepokój. Autor sugeruje nim życie niejako w cieniu jakiejś katastrofy lub też drzemiącego niedaleko niebezpieczeństwa. Nietrudno połączyć ten tytuł z sytuacją za naszą wschodnią granicą, aczkolwiek Budzyński twierdzi, że wymyślił go jeszcze przed wybuchem wojny. Otwierająca płytę „Bezsenność” buduje klimat transowym rytmem i dość patetycznym, acz jednocześnie mantrowym wokalem. „Kometa nr 8” ujmuje za to brzmieniem waltorni, kojarząc się mimowolnie z dokonaniami Armii. Idealnie zresztą pasuje do tej transowej kompozycji. Nie podejmę się jednak przywoływania treści tekstów z tej płyty, bo z jednej strony wydają się nierozerwalne z warstwą muzyczną, a z drugiej – stanowią osobny wszechświat myśli, uczuć i emocji Budzyńskiego. „Pieśń wieczorna” ma natomiast aurę nieco katakumbową i formę niemalże modlitwy, zakończoną ambientowym tłem autorstwa Jacaszka. To tekst oparty o wiersz Papuszy – słynnej cygańskiej poetki. Nieco pogodniej wypada natomiast „Czy mnie słyszysz”, naznaczone solami na saksofonie autorstwa Mateusza Pospieszalskiego. Połączenie waltornii i akordeonu znakomicie wzbogaciło z kolei utwór „Dziwniejszy niż ty”, co jeszcze bardziej przypomina dokonania macierzystej formacji Budzyńskiego. Swoistą pieśnią drogi do krainy dzieciństwa można zdaje się określić utwór „Pusty przedział”. Nie od dziś bowiem wiadomo, że Tomasz uwielbia podróżować pociągami. Natomiast nieco etnicznie zabarwiona „W dalekim zakątku lata” to nie pierwsza już zresztą typowo bajkowa opowieść w dorobku autora. Nie zabrakło też hołdu – „Max Koniec Polski” przywołuje osobę śp. Roberta Brylewskiego. Przyznam, że to jeden z najbardziej przejmujących momentów całej płyty. Ciekawie wypada także „Spokojne oko”. To podniosła i wielobarwna kompozycja, a jednocześnie jedna z najbardziej zapadających w pamięć. Momentem zenitalnym płyty jest jednak utwór tytułowy, zrealizowany przy sporym udziale Jacaszka. Ta prawie ośmiominutowa kompozycja ze wstępem niemalże pinkfloydowym, chwilę później przenosi słuchacza w klimaty wręcz indiańsko-szamańskie. Album zamyka mocno etniczna „Rozmowa dusz”. Lata mijają, a Tomasz Budzyński wciąż muzycznie i literacko podróżuje po świecie, który zbudował już dość dawno. „Pod wulkanem” to jeszcze jedna bajka na ten temat, aczkolwiek wyróżniająca się muzycznie, bowiem lwią część tej płyty skomponował syn Tomasza, Stanisław. Nie wypada jednak ani lepiej, ani gorzej w porównaniu do poprzednich. Maciej Majewski Tomasz Budzyński nie rezygnuje ze współpracy ze znanymi muzykami, ale "Pod wulkanem" to pierwsza od 12 lat płyta, sygnowana wyłącznie jego imieniem i nazwiskiem. Nie tak eksperymentalna jak "Osobliwości", ale też niepozbawiona oczekiwań wobec słuchacza. I to właśnie od jego zaangażowania zależy, ile z tej płyty będzie w stanie wyciągnąć. "Pod wulkanem" to wręcz doskonała nazwa dla najnowszego solowego albumu legendarnego Budzego. Od artysty kipi gorącem - przypomina przybywającego z daleka wędrowca, którego zmęczenie i trudne doświadczenia podróży przestają mieć jakiekolwiek znaczenie, kiedy snuje swoje profetyczne wizje. To nie jest muzyka przyjemna. I nie ma taka być - utrzymana jest w ciemnych barwach, pozbawiona jasnych barw (co nie znaczy, że nadziei), a tkwi gdzieś pomiędzy nowofalową czy wręcz zimnofalową estetyką a gotyckim uniesieniem z dozą szamańskiego folku przy zapalonym ognisku. To pozycja niezwykle spójna: perkusja miesza się z perkusjonaliami tworząc charakterystyczny groove, a mocno kompresowane, szybkie gitary w połączeniu ze rozpychającymi się basami doprowadzają do tego, że całość sprawia wrażenie rzeczy niezwykle dusznej. Nie zapomnijmy o waltorni czy saksofonie, odpowiednio dociążających utwory. Czasem wprowadzany jest czas na oddechu i muzycy wpuszczają nieco powietrza jak chociażby w zaskakująco idyllicznym, cure'owym "Maks Koniec Polski". Częściej jednak popadają w mantrowość, usadzając kolejne, powtarzające się słowa Budzyńskiego w głowie niczym modlitwę. A trzeba pamiętać, że artysta ma tendencję do repetywności (i nabudowywania jej), utwierdzającej tylko w poczuciu uczestniczenia w doświadczeniu mistycznym. Szczególnie dotyczy to takiej "Rozmowy dusz", która jest autentycznym wejściem do jakiegoś orientalnego rytuału wyprawianego w środku lasu, czy porywającej i tak dynamicznej, jak niepokojącej "Pieśni wieczornej", zakończonej enigmatycznymi ambientowymi plamami Jacaszka, współpracującego od lat z Budzyńskim. Te ambientowe fragmenty to zresztą zawsze ciarkogenne momenty płyty. Sam Tomasz to wokalista nad wyraz "nie z tej epoki" - niedoskonały we wręcz fascynujący sposób. Sprawia wrażenie jakby zawsze chciał osiągnąć więcej i zaśpiewać więcej niż pozwalają mu na to warunki. I to całkiem niezły trop biorąc pod uwagę jego teksty, w których bycie człowiekiem z całym bagażem ludzkich ograniczeń zawsze w jakiś sposób uwiera i poszukuje się "czegoś więcej". Wersy są rwane, skupione na wyrazistych, pojedynczych obrazach lub wręcz słowach, które mają się dopełnić dopiero w wyobraźni słuchacza. Tu wyrasta nam kwestia, która potrafi być atutem i przeszkodą - "Pod wulkanem" to pozycja, która naprawdę powoli odkrywa swoje mocne karty, szczególnie osobom, które nie poświęcą jej wystarczającej uwagi. Początkowo faktycznie może odrzucić tym chłodnym, nieco wręcz nieprzyjaznym brzmieniem. Do tego można zarzucić "Pod wulkanem", że spójność zmienia się tu miejscami wręcz w jednorodność, co przy takiej ilości zaangażowanych muzyków oraz bogactwie instrumentarium może powodować niedosyt. Ale jeżeli się nie przełamiecie, wtedy umknie wam chociażby to, jak dobre kompozycyjnie zdarzają się tu rzeczy i ile skrywają aranżacyjnych smaczków. Rafał Samborski ...( TrackList )... 1. Bezsenność 5:22 2. Kometa Nr 8 5:49 3. Pieśń Wieczorna 5:23 4. Czy Mnie Słyszysz 5:00 5. Dziwniejszy Niż Ty 5:56 6. Pusty Przedział 4:14 7. W Dalekim Zakątku Lata 3:28 8. Max Koniec Polski 4:06 9. Spokojne Oko 5:13 10. Pod Wulkanem 7:55 11. Rozmowa Dusz 6:13 ...( Obsada )... Vocals - Tomasz Budzyński Words By - Papusza (tracks: 3), Tomasz Budzyński Accordion - Karol Nowacki Bass Guitar – Tomasz Budzyński Classical Guitar - Tomasz Budzyński Drums - Tomasz Drozdek French Horn - Jan Szczepaniak Guitar - Stanisław Budzyński Keyboards - Karol Nowacki Percussion - Beata Polak Saxophone - Mateusz Pospieszalski Sounds - Jacaszek https://www.youtube.com/watch?v=S46Sy_9OJmQ SEED 14:30-23:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-10-05 17:57:06
Rozmiar: 406.50 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Protomartyr już od jakiegoś czasu utrzymuje regularny cykl wydawniczy. Od momentu wydania jednej z ich najlepszych płyt w 2017 roku („Relatives in Descent”) publikują kolejne albumy studyjne co trzy lata. Dlatego nie zaskoczyli chyba nikogo wypuszczeniem w tym roku swojej siódmej płyty w dyskografii. Nie oznacza to jednak, że „Hotel Usona” jest jakimś odhaczaniem zobowiązania w grafiku, ani pozycją typową dla zespołu. Pochodząca z Detroit grupa właściwie chyba nie ma takich w swoim katalogu. Może nie wszystkie z nich są wybitne, ale każda z nich jest „jakaś”. Czym wyróżnia się „Hotel Usona”? Obecnością instrumentów dętych? No tak, ale przecież one były już na wydanym w 2020 roku „Ultimate Success Today”. To prawda, ale tam użyto drewnianych dęciaków, jak saksofon, flet i klarnet. Na nowej płycie jest za to jeszcze więcej aerofonów, ale tylko blaszanych – w większości utworów pojawiają się puzon i trąbka. Title: Hotel Usona Artist: Protomartyr Country: USA Year: 2026 Genre: Alternatywna Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. 1.The Old Hotel 2.Sounds We Cannot Hear 3.Converts 4.Exalted Eagles 5.The Knife Dream 6.Feed the Sewer 7.Lavender - Gospel 8.Third Country 9.Checking Out
Seedów: 23
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-10-05 16:00:32
Rozmiar: 105.29 MB
Peerów: 6
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Irlandczycy z Gilla Band wracają po czterech latach z nowym, czwartym albumem studyjnym, drugim pod obecnym szyldem, a czwartym od momentu rozpoczęcia działalności jako Girl Band. Choć ta grupa kojarzyła się do tej pory głównie z gitarowym graniem, to z noise rocka zostało na Pugnello niewiele - noise owszem, ale rocka już praktycznie nie uświadczymy. Duży wpływ miało na to pewne rozwarstwienie się zespołu między poprzednim a tegorocznym albumem. Odpowiedzialny za wokal Dara Kiely poświęcał ostatnio dużo czasu na malowanie, czego zresztą efektem jest okładka płyty - nieudane zdjęcie potraktowane farbą olejną. Gitarzysta Alan Duggan założył The Null Club - elektroniczny projekt zorientowany na gościnne udziały wokalne, basista Daniel Fox skupił się na produkcji (choćby Sprints czy Mandy, Indiana), a perkusista Adam Faulkner ruszył w trasę z Lankum. To rozbicie niejako wymusiło pracę zdalną nad nowymi utworami, przez co muzycy coraz śmielej zaczęli korzystać przy komponowaniu z automatów perkusyjnych. I pochylili się tym samym nad muzyką techno, której strukturami od zawsze byli zafascynowani. Efekt już od samego początku płyty jest oszałamiający. Title: Pugnello Artist: Gilla Band Country: Irlandia Year: 2026 Genre: Alternatywna Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. 1. The Angelus 2. Placeholder 3. Alogia 4. Three Hands Clapping 5. Jacobsons 6. The Megazord 7. Computer Sadness 8. Giraffe 9. Crisp Pop 10. At the Gallop
Seedów: 34
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-10-02 16:00:10
Rozmiar: 98.25 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Beck Hansen (ur. 8 lipca 1970 w Los Angeles jako Bek David Campbell to amerykański muzyk rockowy, piosenkarz i kompozytor, występujący pod pseudonimem Beck. Pochodzi z rodziny o korzeniach żydowskich, która przywędrowała do USA ze Szwecji. Beck uznawany jest za najbardziej eklektycznego, niespójnego i nieprzewidywalnego spośród współczesnych artystów rockowych. Choć zazwyczaj zaliczany jest do twórców indie rocka i rocka alternatywnego, to jego muzyka jest mieszaniną wielu, niekiedy bardzo od siebie odległych stylów i gatunków, takich jak: pop, folk, psychodeliczny rock, hip-hop, country, blues, rhythm and blues, funky, noise rock, progresywny rock, jazz, lo-fi, rock latynoski i muzyka etniczna. Wstawka zawiera piętnasty, najnowszy album studyjny Becka. Title: Ride Lonesome Artist: Beck Country: USA Year: 2026 Genre: Alternatywna Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. 1.Ride Lonesome 2.Run Away 3.In the Night 4.Failed Words 5.Bleed 6.Disappearing Act 7.For Your Love 8.Slow Canyon 9.It Ends Right Here 10.Falling Through My Hands 11.If You Don't Know What Love Is 12.Beyond the Light
Seedów: 28
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-10-01 17:00:11
Rozmiar: 109.98 MB
Peerów: 38
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Everlast wydał w 2026 roku "Embers to Ashes" - ósmy album i pierwszy od ośmiu lat; nieskazitelną, refleksyjną kolekcją, która oddaje życie charakteryzujące się ciężko zdobytymi lekcjami, nagłymi zwrotami i chwilami triumfu i straty. Wyprodukowany przez Yelawolfa, zmiksowany przez Chrisa Lord-Alge'a i nagrany w Nashville z pomocą autora piosenek Davida Raya (Jelly Roll, Teddy Swims), album pokazuje go bardziej nieustraszonego i emocjonalnie bezpośredniego niż kiedykolwiek wcześniej. Everlast jest dobrze znany. Nie chodzi tylko o to, że nagrał jeden z największych hip-hopowych hitów w historii - "Jump Around" z 1992 roku z House of Pain - lub że stworzył hymn empatii "What It's Like" ze swojego potrójnie platynowego albumu "Whitey Ford Sings the Blues". Nie chodzi o nominacje do Grammy czy wygraną z Santaną. Chodzi o sposób, w jaki na nowo zdefiniował związek rapu z bluesem i rockiem oraz o człowieczeństwo, które zawsze wnosił do tego brzmienia. Przez ponad trzy dekady dokumentował życie tak, jak je przeżywał - od pokornych wzlotów po druzgocące upadki - a na "Embers to Ashes" ta perspektywa jest głębsza niż kiedykolwiek wcześniej. Title: Embers To Ashes Artist: Everlast Country: USA Year: 2026 Genre: Alternatywna Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. 1. Losing Man's Game 2. Never Coming Home 3. Mistaken Identity 4. My Hollywood 5. Broken Heart For Hire 6. Stones 7. Out of Your Way 8. Lies 9. Rubber Bullets 10. Every Dog Has Its Day 11. Ain't Coming Home Tonight 12. Love Don't Heal 13. Embers To Ashes 14. 1987 15. Happy You Can Cry 16. Peace of Mind 17. Young Man
Seedów: 32
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-12 13:00:12
Rozmiar: 131.18 MB
Peerów: 50
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Ewa Braun to nieistniejąca już niestety polska grupa zaliczana do sceny rocka alternatywnego i noise. Zespół, który powstał w Słupsku, uważany jest za jeden z najbardziej oryginalnych w historii polskiej muzyki w ogóle! Ewa Braun nagrała pięć płyt, w tym jedną koncertową. Zespół za płytę Sea Sea był nominowany do nagrody muzycznej Fryderyk ’99 i do Machinera w kategorii muzyka niezależna. Gazeta muzyczna BRUM uznała Sea Sea za płytę roku 1999. Muzyka zespołu znalazła się na płycie w prestiżowym brytyjskim piśmie muzycznym WIRE. Płyty ewy braun znajdują się w dystrybucji muzyki niezależnej w takich krajach jak: Niemcy, Holandia, Belgia, Dania, Japonia, USA, Czechy, Węgry, Chorwacja. Zespół ma na swoim koncie wiele koncertów w Polsce i w Europie. W maju 2000 roku, nakładem wytwórni Antena Krzyku Unc., ukazał się czwarty album zespołu pt. ELECTROMOVEMENT. Wstawka zawiera debiutancką płytę zespołu. Title: Love Peace Noise Artist: Ewa Braun Country: Polska Year: 1994 Genre: Rock, Noise Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. A1.+∞ A2.Zeszły Piątek A3.Stąd Do Wieczności A4.Midnite Express A5.Ogień B1.Zmartwychwstanie B2.1692 B3.Elektrownia Atomowa B4.Ziemia B5.-∞
Seedów: 34
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-07 13:00:40
Rozmiar: 111.29 MB
Peerów: 8
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Grace Cummings to australijska piosenkarka, autorka tekstów i aktorka teatralna z Melbourne. Wydała cztery albumy studyjne: „Refuge Cove”, „Storm Queen”, „Ramona” i „Bloodhorse!”. Znana jest ze swojego wyjątkowego głosu, który jest opisywany jako władczy i magnetyczny, potężny i mający niszczycielską siłę. Title: Bloodhorse! Artist: Grace Cummings Country: Australia Year: 2026 Genre: Alternatywna Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. 1 The Hills Are Alive with the Sound of Morphine 2 My God 3 Paradise 4 Fake 5 Bloodhorse!/Bloodhorse (Take Two) 6 I'm Not Crazy 7 John Lennon 8 Witch! Witch! Witch! 9 My Island and Me 10 the Magnum Opus of the North Is a Cowboy Boot 11 See You in Fifty Years
Seedów: 29
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-09-02 13:00:11
Rozmiar: 100.50 MB
Peerów: 7
Dodał: Uploader
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Chinatown Trio to projekt stworzony przez artystów związanych z wołowską sceną alternatywną – Konrada Fedorczaka (perkusja, ex-Hopper i Stephans) i Marcina Loksia (gitara i bas, ex-Blue Raincoat, Hopper, Turnip Farm, Vermona Kids) oraz pochodzącego z Chicago polskiego muzyka Przemka Drążka (gitara, trąbka i flugelhorn, znany m.in. z Krzycz, Rope i Mako Sica). Projekt łączy lokalne doświadczenia z międzynarodową perspektywą, budując brzmienie oparte na swobodnej improwizacji, dialogu i eksperymentach dźwiękowych. Chinatown Trio is a project created by artists associated with the Wołów alternative scene – Konrad Fedorczak (drums) and Marcin Lokś (guitar, bass), along with Chicago-based Polish musican Przemek Drążek (guitar, trumpet, flugelhorn). The project combines local experiences with an international perspective, building a sound based on free improvisation, dialogue, and sonic experimentation. ..::TRACK-LIST::.. 1. Hyde Park 12:41 2. Ed Clark Avenue 03:56 3. Missing Street 10:30 4. Last Summer By The Old Pond, Lower Binfield 10:00 5. Mountain 09:39 6. Walk 10:07 ..::OBSADA::.. Konrad Fedorczak - drums Marcin Lokś - guitar, bass Przemek Drążek - guitar, trumpet, flugelhorn https://fonoradar.bandcamp.com/album/chinatown-trio-soundtrack-of-a-nonexistent-city SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-08-28 17:16:47
Rozmiar: 131.87 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Chinatown Trio to projekt stworzony przez artystów związanych z wołowską sceną alternatywną – Konrada Fedorczaka (perkusja, ex-Hopper i Stephans) i Marcina Loksia (gitara i bas, ex-Blue Raincoat, Hopper, Turnip Farm, Vermona Kids) oraz pochodzącego z Chicago polskiego muzyka Przemka Drążka (gitara, trąbka i flugelhorn, znany m.in. z Krzycz, Rope i Mako Sica). Projekt łączy lokalne doświadczenia z międzynarodową perspektywą, budując brzmienie oparte na swobodnej improwizacji, dialogu i eksperymentach dźwiękowych. Chinatown Trio is a project created by artists associated with the Wołów alternative scene – Konrad Fedorczak (drums) and Marcin Lokś (guitar, bass), along with Chicago-based Polish musican Przemek Drążek (guitar, trumpet, flugelhorn). The project combines local experiences with an international perspective, building a sound based on free improvisation, dialogue, and sonic experimentation. ..::TRACK-LIST::.. 1. Hyde Park 12:41 2. Ed Clark Avenue 03:56 3. Missing Street 10:30 4. Last Summer By The Old Pond, Lower Binfield 10:00 5. Mountain 09:39 6. Walk 10:07 ..::OBSADA::.. Konrad Fedorczak - drums Marcin Lokś - guitar, bass Przemek Drążek - guitar, trumpet, flugelhorn https://fonoradar.bandcamp.com/album/chinatown-trio-soundtrack-of-a-nonexistent-city SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-08-28 17:11:57
Rozmiar: 361.77 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. There have been so many reunions of classic bands from the indie/punk sphere, that it's become something of a game. Who can keep their sound but progress it into something that makes sense in 2025? It's a challenge. June of 44 seem blissfully unaware that this was the assignment. I read an interview with Prince from the late 00s where he said he didn't like Purple Rain anymore. The interviewer, aghast, asked why not. Prince's response was that he just wished he could fix all the guitar parts. Now, to my ears, there is absolutely nothing wrong with the guitar parts in Purple Rain. But then again, I am not a guitar genius like Prince. This record, and maybe the whole goal of a June of 44 reunion, seems to come from a similar impulse. These recordings seem aimed to fix some flaw with the originals that has been irritating the band since their release. I can't find it, but maybe you can. I don't understand it, but I have to give it to them for caring this much about the music. The real new content here are the remixes. I don't have much to say about them other than they were sort of a curiosity, and don't really match my personal taste in electronic music. 8deadsuns ..::TRACK-LIST::.. 1. A Chance To Cure Is A Chance To Cut Your Face [Remix-Matmos] 2. Rerecorded Syntax 3. Cardiac Atlas 4. Post-Modern Hereditary Dance Steps 5. A Past To Face [Remix-John McEntire] 6. No Escape, Levitate 7. Generate 8. Paint Your Face https://www.youtube.com/watch?v=jiHmnIt0yLo SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-08-27 18:34:11
Rozmiar: 80.55 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. There have been so many reunions of classic bands from the indie/punk sphere, that it's become something of a game. Who can keep their sound but progress it into something that makes sense in 2025? It's a challenge. June of 44 seem blissfully unaware that this was the assignment. I read an interview with Prince from the late 00s where he said he didn't like Purple Rain anymore. The interviewer, aghast, asked why not. Prince's response was that he just wished he could fix all the guitar parts. Now, to my ears, there is absolutely nothing wrong with the guitar parts in Purple Rain. But then again, I am not a guitar genius like Prince. This record, and maybe the whole goal of a June of 44 reunion, seems to come from a similar impulse. These recordings seem aimed to fix some flaw with the originals that has been irritating the band since their release. I can't find it, but maybe you can. I don't understand it, but I have to give it to them for caring this much about the music. The real new content here are the remixes. I don't have much to say about them other than they were sort of a curiosity, and don't really match my personal taste in electronic music. 8deadsuns ..::TRACK-LIST::.. 1. A Chance To Cure Is A Chance To Cut Your Face [Remix-Matmos] 2. Rerecorded Syntax 3. Cardiac Atlas 4. Post-Modern Hereditary Dance Steps 5. A Past To Face [Remix-John McEntire] 6. No Escape, Levitate 7. Generate 8. Paint Your Face https://www.youtube.com/watch?v=jiHmnIt0yLo SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-08-27 18:29:50
Rozmiar: 214.47 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
Phoebe Lucille Bridgers (ur. 17 sierpnia 1994 w Pasadenie) to amerykańska piosenkarka, autorka tekstów i producentka z Los Angeles, Kalifornia. Wydała cztery albumy. Wszystkie zyskały pozytywne opinie krytyków, a Punisher przez wielu został nazwany najlepszym albumem roku 2020. Dzięki niemu Bridgers otrzymała cztery nominacje do Grammy, w tym Best New Artist. Jest znana jako członek zespołu boygenius (razem z Lucy Dacus i Julien Baker) oraz Better Oblivion Community Center (z Conorem Oberstem). Wstawka zawiera najnowszy album artystki. Title: Lost Weekend Artist: Phoebe Bridgers Country: USA Year: 2026 Genre: Alterntywna Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 kbps ..::TRACK-LIST::.. The Outside Lost Boys Kill Me The Governor's Waltz Bobby Lost Weekend Haunted Panorama Still Standing Liberty Tree Never Going Back! Other Plans Lost Parade I Can't Wait As Above Lost Weekend (Reprise) Best Dressed
Seedów: 49
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-08-22 13:01:28
Rozmiar: 123.55 MB
Peerów: 4
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Train on the Island, najnowsze, piąte wydawnictwo Aldous Harding, to materiał nagrany w walijskim studiu Rockfield, ponownie pod okiem Johna Parisha, znanego także z wieloletniej współpracy z PJ Harvey. Parish nie jest specjalistą od rewolucji w brzmieniu. Słychać to na płytach Polly Jean i nie inaczej jest na nowym krążku Harding - to płyta na której artystka poszła delikatnie o krok dalej, pojawia się więcej elektroniki i zapętlone beaty, ale nie jest to zmiana radykalna. Harding, która w teledyskach i na scenie kreuje wizerunek artystki awangardowej i ekspresyjnej, nagrała płytę przepełnioną spokojem, która zamiast epatować ekscentrycznością, pozwala wybrzmieć emocjom ukrytym pod powierzchnią tych piosenek. Title: Train On The Island Artist: Aldous Harding Country: Nowa Zelandia Year: 2026 Genre: Alternatywna Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. 1.I Ate the Most 2.One Stop 3.Train on the Island 4.Worms 5.Venus in the Zinnia (featuring H. Hawkline) 6.If Lady Does It 7.San Francisco 8.What Am I Gonna Do? 9.Riding That Symbol 10.Coats
Seedów: 14
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-07-31 11:00:58
Rozmiar: 91.11 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Blue Morpho to drugi solowy album Eda O’Briena (gitarzysty Radiohead) wydany w maju 2026 roku, który zebrał bardzo pozytywne recenzje za swój hipnotyzujący, introwertyczny i terapeutyczny klimat. Krytycy i fani zgodnie podkreślają, że krążek jest znacznie bardziej spójny i przemyślany niż jego debiutancki materiał Earth. Tytuł płyty nawiązuje do brazylijskiego motyla i symbolizuje proces przepracowywania traumy oraz odnajdywania piękna w ciemności. Title: Blue Morpho Artist: Ed O'Brien Country: Wielka Brytania Year: 2026 Genre: Alternatywna Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 kbps ..::TRACK-LIST::.. 1.Incantations 2.Blue Morpho 3.Sweet Spot 4.Teachers 5.Solfeggio 6.Thin Places 7.Obrigado
Seedów: 21
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-07-30 11:00:23
Rozmiar: 88.38 MB
Peerów: 19
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Pussy Riot to rosyjska grupa anarchofeministyczna, przedstawiająca swoje poglądy przy użyciu języka i formy wypowiedzi, wzorowanych na całokształcie estetyki i kultury punk, a także na ruchu feministycznym Riot Grrrl. Grupa znana jest z protestów politycznych i prowokacji obyczajowych. Występy grupy mają formę nielegalnych akcji i happeningów w rozmaitych, najczęściej niekonwencjonalnych miejscach: na stacjach metra, dachach trolejbusów, na Placu Czerwonym, a także w drogich butikach odwiedzanych przez rosyjską klasę wyższą. Rosyjską opinię publiczną grupa prowokuje także wulgarnym językiem. Wstawka zawiera debiutancki album studyjny Pussy Riot. Title: CYKA Artist: Pussy Riot Country: Rosja Year: 2026 Genre: Indie Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. Gods Left Pain / Боль Nothing To Lose Cyka Ft Vladimir Putin Murka Gore feat. B-Real Candy Dopamine feat. Avenged Sevenfold Faceless Pigs 09. Utopia feat. Salem Ilese Disobey God Loves The Fierce / Бог Любит Лютых Cancel Me Blizzard Outro
Seedów: 11
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-07-16 12:00:21
Rozmiar: 96.19 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Morrissey, właśc. Steven Patrick Morrissey (ur. 22 maja 1959 w Manchesterze) to angielski wokalista i autor tekstów piosenek. Lider i autor tekstów zespołu The Smiths. Zespół odniósł wielki sukces, ale rozpadł się w 1987 roku, a Morrissey rozpoczął karierę solową, w czasie której dziesięciokrotnie trafił do Top Ten UK Singles Chart. Jego pierwszy solowy album Viva hate wszedł w 1988 roku na pierwsze miejsce UK Albums Chart. Jest uważany za prekursora muzyki indie. Magazyn „New Musical Express” uznał Morrisseya za jednego z najbardziej wpływowych artystów w historii, zaś „The Independent” ocenił, że „największe gwiazdy zwykle są już martwe, zanim osiągną status ikony, on jednak osiągnął to za życia”. Stacja BBC prowadziła z Morrisseyem rozmowy dotyczące ewentualnego reprezentowania przez niego Wielkiej Brytanii w Konkursie Piosenki Eurowizji w 2007 w Helsinkach[3]; ostatecznie pomysł nie został zrealizowany. Pod koniec 2014 roku ujawnił, że zdiagnozowano u niego nowotwór. Wstawka zawiera najnowszy album Morriseya. Artist: Morrissey Title: Deluxe Notre-Dame Country: Wielka Brytania Year: 2026 Genre: Alternatywna Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. 01 – Deluxe Notre-Dame – Notre-Dame 02 – Deluxe Notre-Dame – Hello Hell 03 – Deluxe Notre-Dame – Happy New Tears 04 – Deluxe Notre-Dame – Notre-Dame (Orchestrated Version) 05 – Make-up is a Lie – You’re Right, It’s Time 06 – Make-up is a Lie 07 – Make-up is a Lie – Amazona 08 – Make-up is a Lie – Headache 09 – Make-up is a Lie – Boulevard 10 – Make-up is a Lie – Zoom Zoom the Little Boy 11 – Make-up is a Lie – The Night Pop Dropped 12 – Make-up is a Lie – Kerching Kerching 13 – Make-up is a Lie – Lester Bangs 14 – Make-up is a Lie – Many Icebergs Ago 15 – Make-up is a Lie – The Monsters of Pig Alley
Seedów: 35
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-07-13 11:00:40
Rozmiar: 142.82 MB
Peerów: 12
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Hubert Dobaczewski, ps. Spięty (ur. 1974) to polski kompozytor, wokalista, autor tekstów i gitarzysta znany z działalności w zespołach Lao Che i Koli. Prowadzi również solową działalność artystyczną w ramach projektu Spięty. Z wykształcenia magister ekonomii. Karierę muzyczną rozpoczynał pod koniec lat 90., grając w lokalnych formacjach Hope I oraz Aberration. W latach 1998–2003 występował z hip-hopową grupą Koli, nagrywając z nią album Szemrany, Jest też autorem wszystkich tekstów na tym albumie. W 1999 roku wraz z byłymi członkami grupy Koli – Mariuszem „Denatą" Denstem i Michałem „Dimonem" Jastrzębskim – założył zespół Lao Che. W zespole pełni funkcję wokalisty i gitarzysty, odpowiadając również za teksty utworów. Czwarta, najnowsza płyta Spiętego to świat widziany oczami H. D., gdzie śmiech, ironia, pytania, obawy i lęki to jedynie część jego składowych. Na nowym albumie usłyszycie muzykę, która była inspirowana tańcem - zarówno jego tradycyjną formą jak bolero czy tango, ale również zupełnie współczesnym funkiem czy disco. Title: Full HD Artist: Spięty Country: Polska Year: 2026 Genre: Alternatywna Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. 1. SERCONOŚNY 2. ZAPALENIE PRZEDROSTKA 3. ATRAPA ŁAJDAKA 4. STAN PODGORĄCZKOWY SOBOTNIEJ NOCY 5. KOWALSKI WŁASNEGO LOSU 6. JĘZYK PŁOCKI 7. ZAPRÓSZENIE DO OGNIA 8. PALIPUENTA 9. NAUKOWCY WCIĄŻ NIE WIEDZĄ 10. NAJSTARSZY CHŁOPCZYK ŚWIATA 11. SAMOWOLNE OPUSZCZENIE CIAŁA https://www.youtube.com/watch?v=AzFZ_xNCw7U
Seedów: 14
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-07-10 14:01:01
Rozmiar: 112.62 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Daria ze Śląska, właśc. Daria Ryczek-Zając (ur. 21 sierpnia 1990 w Katowicach) to polska wokalistka, autorka tekstów i kompozytorka. Trzykrotnie nagradzona Fryderykiem, w kategorii fonograficzny debiut roku, album roku indie pop oraz album roku pop alternatywny. Rodzina, młodość i edukacja Daria ze Śląska, pochodząca z katowickiego Giszowca[6], należy do pierwszego pokolenia Ślązaków w rodzinie; jej ojciec przyjechał na Śląsk w poszukiwaniu pracy przy kopalni. Matka Ryczek-Zając pracowała w domu kultury. W młodości nagrywała covery artystów soulowych Halo. Co jest grane? to trzecia, najnowsza płyta łącząca w sobie dobrze znany styl wcześniejszych nagrań z otwarciem na nowe brzmienia, tematy i sposoby pisania. Daria ze Śląska z pewnością udowadnia, że wciąż znajduje efektowne sposoby na mówienie o miłości, która przegrywa z codziennością. Duże wrażenie robi w przypadku wielu jej nowych piosenek relacja między muzyką, chyba najbardziej różnorodną na tle wcześniejszych dokonań, a tekstami. Title: Halo, Co Jest Grane Artist: Daria Ze Śląska Country: Polska Year: 2026 Genre: Alternatywna, Pop Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. Trudno jest być sobą Ciężki plecak Plastelina A może jeszcze się da Miłość itd. Tańcz JPRDL Pan ze stolicy Wariatka ABS Len Nie Masz Sił To Płacz
Seedów: 54
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-07-07 13:00:24
Rozmiar: 108.74 MB
Peerów: 52
Dodał: Uploader
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Trzeci album zespołu Tuleje to wyraźny zwrot ku miejskiej surowości i nowej tożsamości brzmieniowej. Największą zmianą fundamentu muzycznego jest wysunięcie na pierwszy plan gitary basowej, która niemal całkowicie zastępuje znany z poprzednich płyt kontrabas (pojawiający się tu jedynie w formie subtelnych, nostalgicznych akcentów).Ta zmiana instrumentarium nadaje materiałowi bardziej sprężysty, "asfaltowy" charakter, idealnie korespondujący z warstwą liryczną. Teksty, tym razem pisane przede wszystkim w trzeciej osobie, rezygnują z osobistych wyznań na rzecz roli uważnego obserwatora. Każdy utwór to odrębna, zamknięta historia osadzona głęboko w miejskiej rzeczywistości – od dusznych klatek schodowych, stacji metra i nocnych autobusów, po anonimowe mikro-dramaty rozgrywające się w świetle neonów. Płyta tworzy dźwiękową mapę metropolii, gdzie puls basu staje się rytmem chodników, a dystans narratora pozwala słuchaczowi w pełni zanurzyć się w losach bohaterów tych miejskich opowieści. Wydawca Pieśń z Babiaka w nocnym autobusie W jednym z zeszytów zatytułowanych Folklor muzyczny z okolic Konina, które na przełomie XX i XXI wieku zebrał muzykolog Krzysztof Pydyński, zachowały się melodie z Babiaka, Kramska i Osieka Wielkiego – wsi, których nazwy niewiele znaczą dla kogokolwiek poza ich mieszkańcami i etnomuzykologami. Te publikacje, z dołączonymi kasetami i płytami CD, latami leżały na półkach u Gosi Zagajewskiej i Ksawerego Wójcińskiego, aż w pewnym momencie artyści postanowili po nie sięgnąć. Z tego impulsu narodziły się Tuleje – i jeden z najciekawszych projektów polskiej awangardy ludowej ostatnich lat. To trio tworzą: Gosia Zagajewska (głos, teksty), Ksawery Wójciński (kontrabas, gitara basowa) i Wojtek Kurek (perkusja). Każde z nich to nazwisko z trochę innego świata. Wójciński to wybitny kontrabasista mający na koncie udział w kilkudziesięciu albumach z najróżniejszymi formacjami improwizowanymi; Kurek to perkusista znany z radykalnych elektronicznych eksperymentów; Zagajewska – wokalistka i poetka, członkini m.in. Voice Act, Casting Lots i Figi, autorka świetnie przyjętego debiutu poetyckiego Wyrobiska (wydanego w 2023 roku przez łódzki oddział SPP). Ich pierwsze dwa albumy – Ciche miejsca (2022) i Puste ulice (2023) wydane przez Gusstaff Records ugruntowały pozycję Tulei tuż obok twórców, którzy polską tradycję przeciągają do współczesności bez taryfy ulgowej: choćby poszukującego Księżyca, projektów Remka Hanaja czy folk-punkowej Hańby!. Jednak to byt osobny, inny od każdej z tych formacji. Bo Tuleje od początku robiły coś specyficznego. Zamiast rekonstruować oryginalne pieśni z konińskich zeszytów, zespół brał archaiczne melodie i podkładał pod nie nowe teksty – autorskie wiersze Zagajewskiej. Pieśń ludowa zostaje, ale język przesuwa się o sto lat. To zabieg na pozór drobny, w praktyce jednak wywrotowy: pozwala uniknąć cepeliowskiego skansenu, nie zdradzając przy tym źródła. Wiersze Zagajewskiej, znane z publikacji w „biBLiotece”, „KONTENCIE”, „Drobiazgach” czy „Tlenie Literackim”, trudno wpisać w obowiązujące obecnie w polskiej poezji główne nurty. Jest w nich coś z somatycznego konkretu, dyscypliny obserwacji i eksperymentalnej lingwistyki – nigdy nie ma tu jednak efekciarstwa. Tytuł jej tomu, Wyrobiska, mówi sporo: to język wykopany, wybrany prosto ze złoża, pozbawiony zbędnego tłuszczu. Ma w sobie ciężar materiału i precyzję narzędzia. W Tulejach ta poetyka odnajduje swój dźwiękowy odpowiednik. Zagajewska nie śpiewa tak, jak przyzwyczaiły nas do tego wokalistki współczesnego folku – nie inscenizuje wiejskiej szorstkości na siłę, nie udaje muzyki dawnej, nie chowa się też za bezpiecznym, jazzowym kunsztem. Traktuje głos tak, jak traktuje słowo: jako medium, które trzeba precyzyjnie dobrać do zadania. Raz to chłodna recytacja, raz krzyk, kiedy indziej frazowanie tak bliskie tradycyjnemu, ludowemu lamentowi, że trudno uwierzyć w metrykę urodzenia artystki. Nagłe przejaśnienia – wydawane przez Gusstaff Records oraz Don’t Sit On My Vinyl, we współpracy z Polskim Radiem – przynoszą głęboką korektę brzmienia. Najważniejszą decyzją aranżacyjną jest tu przesunięcie akcentu na gitarę basową, która niemal całkowicie wypiera znany z poprzednich płyt kontrabas (ten ostatni wraca jedynie w formie efemerycznych, powidokowych mikro-wstawek). To nie jest niewinna roszada instrumentów. Kontrabas u Wójcińskiego zawsze miał w sobie coś z organicznej, głębokiej i rezonującej tkanki starej chałupy – naturalnie napowietrzał i zmiękczał sekcję. Bas elektryczny pracuje zgoła inaczej: jego dźwięk jest kanciasty, zmatowiony, uderza zwartym, mechanicznym, wręcz zimnofalowym atakiem. Wprowadza duszny, seryjny trans. Ta brzmieniowa transformacja buduje idealnie zurbanizowaną, klaustrofobiczną przestrzeń, która staje się naturalnym tłem dla nowej warstwy lirycznej. Teksty, tym razem pisane przede wszystkim w trzeciej osobie, rezygnują z intymnych, pamiętnikarskich wyznań na rzecz chłodnej roli miejskiego obserwatora. Z konińskiej prowincji Tuleje przenoszą nas do wnętrza współczesnego, banalnego mikrokosmosu: do dusznych klatek schodowych, podziemnych peronów stacji metra, nocnych autobusów i anonimowych dramatów rozgrywających się w surowym świetle jarzeniówek. Gdy Zagajewska melodeklamuje na tle jednostajnego, niemal industrialnego motywu basu natychmiast staje przed nami polskie miasto bez makijażu. To już nie jest opowieść o polnej drodze, ale o betonie, który nasiąkł dokładnie tym samym rodzajem tęsknoty i samotności. Mogłoby się wydawać, że to zerwanie z folkową tożsamością. W praktyce jest dokładnie odwrotnie. Pieśń ludowa nigdy nie była muzyką czystego pejzażu – była kroniką ludzi, którzy w tym krajobrazie próbowali przetrwać. Ballada o niewiernym kochanku, o zmęczeniu pracą, o dziewczynie, która szuka ucieczki w nurcie wiejskiego stawu – to przecież bezpośrednie strukturalne odpowiedniki miejskich opowieści Zagajewskiej. Tuleje nie odchodzą od ludowej narracji; przenoszą ją po prostu do świata, w którym wiejską sadzawkę zastąpiło torowisko tramwajowe, a swaty – algorytm Tindera. Surowy, elektryczny bas okazuje się najbardziej logicznym językiem tego transferu. W tym miejscu warto dotknąć kwestii, na której w pisaniu o muzyce najłatwiej się wyłożyć. Tuleje to zespół, który nieustannie operuje pojęciem prawdy – bez używania samego słowa, rzecz jasna, bo ono w recenzjach potrafi brzmieć pretensjonalnie. A jednak trudno o inny termin. Muzyka ludowa nosi w sobie prawdę, której nie da się sfałszować: prawdę powtarzalności. Pieśń, która przeszła przez setki gardeł, ma w sobie destylat doświadczenia, którego sterylny album studyjny rzadko dotyka. Prawda poezji Zagajewskiej jest podobna: to nie sucha zgodność z faktami, lecz idealna adekwatność słowa do tego, co naprawdę widzi autorka. Tuleje robią coś ryzykownego: nakładają jedną prawdę na drugą i sprawdzają, czy te światy nie zaczną zgrzytać. Nie zgrzytają. Obie te prawdy pochodzą bowiem z tego samego źródła – z uważnego patrzenia. Wiejska śpiewaczka i miejska poetka spoglądają na rzeczywistość z innych punktów, ale obie robią to bez filtra. Tak właśnie spoglądają na świat Tuleje – nie ma tu żadnego fałszu. Jest za to ogromna dyscyplina i pasja. Czyli dokładnie to, czego brakuje większości polskich folkowych projektów: głębokie przekonanie, że tradycji nie trzeba na siłę „ratować” ani rekonstruować w garniturach. Ona doskonale wie, co ze sobą zrobić, jeśli tylko da się jej do ręki współczesny instrument. Nagłe przejaśnienia to płyta dla każdego, kto szuka folku potrafiącego mówić językiem bezwzględnej teraźniejszości; dla każdego, kto czytając Zagajewską, pomyślał, że te wiersze aż proszą się o gęstą sekcję rytmiczną. To album dla tych, którzy jeżdżą nocnym autobusem linii 503 i podskórnie czują, że to też jest przestrzeń do snucia współczesnych pieśni o doli i niedoli. Dla każdego, kto przyjmuje do wiadomości, że polskie miasto i polska wieś nie są dwoma osobnymi bytami, ale tym samym światem – przesuniętym zaledwie o pokolenie lub dwa. I wreszcie dla każdego, kto ceni w muzyce fundamentalną zasadę, którą Tuleje respektują bezkompromisowo: że dźwięki, które nie mają nic istotnego do opowiedzenia, po prostu nie powinny powstawać. Karol Mazurek The band Tuleje consists of Gosia Zagajewska, Ksawery Wójciński and Wojtek Kurek. Their original arrangement of folk music from eastern Greater Poland is filled with deep respect for the original material, and at the same time expresses their subjective view of tradition. A bold look, full of references to jazz, blues, early music and free improvisation. But Tuleje's third album marks a distinct shift towards urban rawness and a new sonic identity. The greatest change to the musical foundation is the foregrounding of the bass guitar, which almost entirely replaces the double bass from previous albums (appearing here only as subtle, nostalgic accents). This shift in instrumentation gives the material a more resilient, "asphalt" character, perfectly complementing the lyrical layer. The lyrics, this time written primarily in the third person, forgo personal confessions in favor of a keen observer. Each track is a distinct, self-contained story embedded deep within the urban reality – from stuffy stairwells, metro stations, and night buses, to anonymous micro-dramas unfolding in neon light. The album creates a sonic map of the metropolis, where the bass pulse becomes the rhythm of the sidewalks, and the narrator's detachment allows the listener to fully immerse themselves in the fates of the characters in these urban tales ..::TRACK-LIST::.. 1. Płot 02:51 2. Włos 03:16 3. Grzbiet 04:34 4. Noc 04:42 5. Lot 03:14 6. Kiosk (feat. Maurycy Wójciński) 03:33 7. Drzwi 06:04 8. Len (only CD) 03:51 9. Miot 08:18 ..::OBSADA::.. Gosia Zagajewska - vocal Ksawery Wójciński – bass, double bass, vocal Wojtek Kurek – drums. vocal SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 1
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-19 20:26:18
Rozmiar: 95.79 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Trzeci album zespołu Tuleje to wyraźny zwrot ku miejskiej surowości i nowej tożsamości brzmieniowej. Największą zmianą fundamentu muzycznego jest wysunięcie na pierwszy plan gitary basowej, która niemal całkowicie zastępuje znany z poprzednich płyt kontrabas (pojawiający się tu jedynie w formie subtelnych, nostalgicznych akcentów).Ta zmiana instrumentarium nadaje materiałowi bardziej sprężysty, "asfaltowy" charakter, idealnie korespondujący z warstwą liryczną. Teksty, tym razem pisane przede wszystkim w trzeciej osobie, rezygnują z osobistych wyznań na rzecz roli uważnego obserwatora. Każdy utwór to odrębna, zamknięta historia osadzona głęboko w miejskiej rzeczywistości – od dusznych klatek schodowych, stacji metra i nocnych autobusów, po anonimowe mikro-dramaty rozgrywające się w świetle neonów. Płyta tworzy dźwiękową mapę metropolii, gdzie puls basu staje się rytmem chodników, a dystans narratora pozwala słuchaczowi w pełni zanurzyć się w losach bohaterów tych miejskich opowieści. Wydawca Pieśń z Babiaka w nocnym autobusie W jednym z zeszytów zatytułowanych Folklor muzyczny z okolic Konina, które na przełomie XX i XXI wieku zebrał muzykolog Krzysztof Pydyński, zachowały się melodie z Babiaka, Kramska i Osieka Wielkiego – wsi, których nazwy niewiele znaczą dla kogokolwiek poza ich mieszkańcami i etnomuzykologami. Te publikacje, z dołączonymi kasetami i płytami CD, latami leżały na półkach u Gosi Zagajewskiej i Ksawerego Wójcińskiego, aż w pewnym momencie artyści postanowili po nie sięgnąć. Z tego impulsu narodziły się Tuleje – i jeden z najciekawszych projektów polskiej awangardy ludowej ostatnich lat. To trio tworzą: Gosia Zagajewska (głos, teksty), Ksawery Wójciński (kontrabas, gitara basowa) i Wojtek Kurek (perkusja). Każde z nich to nazwisko z trochę innego świata. Wójciński to wybitny kontrabasista mający na koncie udział w kilkudziesięciu albumach z najróżniejszymi formacjami improwizowanymi; Kurek to perkusista znany z radykalnych elektronicznych eksperymentów; Zagajewska – wokalistka i poetka, członkini m.in. Voice Act, Casting Lots i Figi, autorka świetnie przyjętego debiutu poetyckiego Wyrobiska (wydanego w 2023 roku przez łódzki oddział SPP). Ich pierwsze dwa albumy – Ciche miejsca (2022) i Puste ulice (2023) wydane przez Gusstaff Records ugruntowały pozycję Tulei tuż obok twórców, którzy polską tradycję przeciągają do współczesności bez taryfy ulgowej: choćby poszukującego Księżyca, projektów Remka Hanaja czy folk-punkowej Hańby!. Jednak to byt osobny, inny od każdej z tych formacji. Bo Tuleje od początku robiły coś specyficznego. Zamiast rekonstruować oryginalne pieśni z konińskich zeszytów, zespół brał archaiczne melodie i podkładał pod nie nowe teksty – autorskie wiersze Zagajewskiej. Pieśń ludowa zostaje, ale język przesuwa się o sto lat. To zabieg na pozór drobny, w praktyce jednak wywrotowy: pozwala uniknąć cepeliowskiego skansenu, nie zdradzając przy tym źródła. Wiersze Zagajewskiej, znane z publikacji w „biBLiotece”, „KONTENCIE”, „Drobiazgach” czy „Tlenie Literackim”, trudno wpisać w obowiązujące obecnie w polskiej poezji główne nurty. Jest w nich coś z somatycznego konkretu, dyscypliny obserwacji i eksperymentalnej lingwistyki – nigdy nie ma tu jednak efekciarstwa. Tytuł jej tomu, Wyrobiska, mówi sporo: to język wykopany, wybrany prosto ze złoża, pozbawiony zbędnego tłuszczu. Ma w sobie ciężar materiału i precyzję narzędzia. W Tulejach ta poetyka odnajduje swój dźwiękowy odpowiednik. Zagajewska nie śpiewa tak, jak przyzwyczaiły nas do tego wokalistki współczesnego folku – nie inscenizuje wiejskiej szorstkości na siłę, nie udaje muzyki dawnej, nie chowa się też za bezpiecznym, jazzowym kunsztem. Traktuje głos tak, jak traktuje słowo: jako medium, które trzeba precyzyjnie dobrać do zadania. Raz to chłodna recytacja, raz krzyk, kiedy indziej frazowanie tak bliskie tradycyjnemu, ludowemu lamentowi, że trudno uwierzyć w metrykę urodzenia artystki. Nagłe przejaśnienia – wydawane przez Gusstaff Records oraz Don’t Sit On My Vinyl, we współpracy z Polskim Radiem – przynoszą głęboką korektę brzmienia. Najważniejszą decyzją aranżacyjną jest tu przesunięcie akcentu na gitarę basową, która niemal całkowicie wypiera znany z poprzednich płyt kontrabas (ten ostatni wraca jedynie w formie efemerycznych, powidokowych mikro-wstawek). To nie jest niewinna roszada instrumentów. Kontrabas u Wójcińskiego zawsze miał w sobie coś z organicznej, głębokiej i rezonującej tkanki starej chałupy – naturalnie napowietrzał i zmiękczał sekcję. Bas elektryczny pracuje zgoła inaczej: jego dźwięk jest kanciasty, zmatowiony, uderza zwartym, mechanicznym, wręcz zimnofalowym atakiem. Wprowadza duszny, seryjny trans. Ta brzmieniowa transformacja buduje idealnie zurbanizowaną, klaustrofobiczną przestrzeń, która staje się naturalnym tłem dla nowej warstwy lirycznej. Teksty, tym razem pisane przede wszystkim w trzeciej osobie, rezygnują z intymnych, pamiętnikarskich wyznań na rzecz chłodnej roli miejskiego obserwatora. Z konińskiej prowincji Tuleje przenoszą nas do wnętrza współczesnego, banalnego mikrokosmosu: do dusznych klatek schodowych, podziemnych peronów stacji metra, nocnych autobusów i anonimowych dramatów rozgrywających się w surowym świetle jarzeniówek. Gdy Zagajewska melodeklamuje na tle jednostajnego, niemal industrialnego motywu basu natychmiast staje przed nami polskie miasto bez makijażu. To już nie jest opowieść o polnej drodze, ale o betonie, który nasiąkł dokładnie tym samym rodzajem tęsknoty i samotności. Mogłoby się wydawać, że to zerwanie z folkową tożsamością. W praktyce jest dokładnie odwrotnie. Pieśń ludowa nigdy nie była muzyką czystego pejzażu – była kroniką ludzi, którzy w tym krajobrazie próbowali przetrwać. Ballada o niewiernym kochanku, o zmęczeniu pracą, o dziewczynie, która szuka ucieczki w nurcie wiejskiego stawu – to przecież bezpośrednie strukturalne odpowiedniki miejskich opowieści Zagajewskiej. Tuleje nie odchodzą od ludowej narracji; przenoszą ją po prostu do świata, w którym wiejską sadzawkę zastąpiło torowisko tramwajowe, a swaty – algorytm Tindera. Surowy, elektryczny bas okazuje się najbardziej logicznym językiem tego transferu. W tym miejscu warto dotknąć kwestii, na której w pisaniu o muzyce najłatwiej się wyłożyć. Tuleje to zespół, który nieustannie operuje pojęciem prawdy – bez używania samego słowa, rzecz jasna, bo ono w recenzjach potrafi brzmieć pretensjonalnie. A jednak trudno o inny termin. Muzyka ludowa nosi w sobie prawdę, której nie da się sfałszować: prawdę powtarzalności. Pieśń, która przeszła przez setki gardeł, ma w sobie destylat doświadczenia, którego sterylny album studyjny rzadko dotyka. Prawda poezji Zagajewskiej jest podobna: to nie sucha zgodność z faktami, lecz idealna adekwatność słowa do tego, co naprawdę widzi autorka. Tuleje robią coś ryzykownego: nakładają jedną prawdę na drugą i sprawdzają, czy te światy nie zaczną zgrzytać. Nie zgrzytają. Obie te prawdy pochodzą bowiem z tego samego źródła – z uważnego patrzenia. Wiejska śpiewaczka i miejska poetka spoglądają na rzeczywistość z innych punktów, ale obie robią to bez filtra. Tak właśnie spoglądają na świat Tuleje – nie ma tu żadnego fałszu. Jest za to ogromna dyscyplina i pasja. Czyli dokładnie to, czego brakuje większości polskich folkowych projektów: głębokie przekonanie, że tradycji nie trzeba na siłę „ratować” ani rekonstruować w garniturach. Ona doskonale wie, co ze sobą zrobić, jeśli tylko da się jej do ręki współczesny instrument. Nagłe przejaśnienia to płyta dla każdego, kto szuka folku potrafiącego mówić językiem bezwzględnej teraźniejszości; dla każdego, kto czytając Zagajewską, pomyślał, że te wiersze aż proszą się o gęstą sekcję rytmiczną. To album dla tych, którzy jeżdżą nocnym autobusem linii 503 i podskórnie czują, że to też jest przestrzeń do snucia współczesnych pieśni o doli i niedoli. Dla każdego, kto przyjmuje do wiadomości, że polskie miasto i polska wieś nie są dwoma osobnymi bytami, ale tym samym światem – przesuniętym zaledwie o pokolenie lub dwa. I wreszcie dla każdego, kto ceni w muzyce fundamentalną zasadę, którą Tuleje respektują bezkompromisowo: że dźwięki, które nie mają nic istotnego do opowiedzenia, po prostu nie powinny powstawać. Karol Mazurek The band Tuleje consists of Gosia Zagajewska, Ksawery Wójciński and Wojtek Kurek. Their original arrangement of folk music from eastern Greater Poland is filled with deep respect for the original material, and at the same time expresses their subjective view of tradition. A bold look, full of references to jazz, blues, early music and free improvisation. But Tuleje's third album marks a distinct shift towards urban rawness and a new sonic identity. The greatest change to the musical foundation is the foregrounding of the bass guitar, which almost entirely replaces the double bass from previous albums (appearing here only as subtle, nostalgic accents). This shift in instrumentation gives the material a more resilient, "asphalt" character, perfectly complementing the lyrical layer. The lyrics, this time written primarily in the third person, forgo personal confessions in favor of a keen observer. Each track is a distinct, self-contained story embedded deep within the urban reality – from stuffy stairwells, metro stations, and night buses, to anonymous micro-dramas unfolding in neon light. The album creates a sonic map of the metropolis, where the bass pulse becomes the rhythm of the sidewalks, and the narrator's detachment allows the listener to fully immerse themselves in the fates of the characters in these urban tales ..::TRACK-LIST::.. 1. Płot 02:51 2. Włos 03:16 3. Grzbiet 04:34 4. Noc 04:42 5. Lot 03:14 6. Kiosk (feat. Maurycy Wójciński) 03:33 7. Drzwi 06:04 8. Len (only CD) 03:51 9. Miot 08:18 ..::OBSADA::.. Gosia Zagajewska - vocal Ksawery Wójciński – bass, double bass, vocal Wojtek Kurek – drums. vocal SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-19 20:21:22
Rozmiar: 254.34 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. „Halo, co jest grane?” to trzeci studyjny album Darii ze Śląska, wydany nakładem Jazzboy Records. To płyta o tym wszystkim, o co sami czasem boimy się zapytać. Daria ponownie zaprasza nas do świata szczerych i osobistych historii, jednak tym razem patrzy nieco szerzej. W przenikliwy i właściwy sobie sposób komentuje ludzkie słabości oraz absurdy rzeczywistości, których sama bywała częścią. Jak mówi artystka: 'Nie wiem, kiedy minęły ostatnie dwa lata pracy nad tym albumem, ale doskonale wiem, że najczęściej pojawiającym się w mojej głowie pytaniem było właśnie "Halo, co jest grane?". Chyba nie istnieje na nie poprawna odpowiedź. Znam za to swoją i to właśnie ją opisałam na przestrzeni tych kilkunastu historii. Cieszę się, że podjęłam tę samodzielną próbę, bo dzięki temu mogłam odwiedzić miejsca, do których kiedyś nie miałabym odwagi wejść. To daje siłę'. Artystka zaprosiła do wspólnej produkcji muzyków, z którymi pracowała nad pierwszymi albumami: Olek Świerkot, Kuba Galiński, trio: Pat Stawiński, Kuba Staruszkiewicz i Kamil Pater, ale też otworzyła się na zupełnie nowe współprace jak te z Patrickiem the Panem czy lessmanem. To też pierwszy album, na którym powstały utwory skomponowane, w części, bądź całości, podczas prób wraz z zespołem, z którym od ponad 2 lat koncertuje (Żenia Shadziul, Tomasz Kasiukiewicz, Michał Jastrzębski). Jedynym gościem na albumie jest Fisz, o którym Daria śpiewała na pierwszej płycie. A co zupełnie miłe, za miks odpowiada Emade, brat muzyka, z którym od lat tworzą kultowy duet. ..::TRACK-LIST::.. 1. Trudno jest być sobą 2. Ciężki plecak 3. Plastelina 4. A może jeszcze się da 5. Miłość itd. 6. Tańcz 7. Jprdl 8. Pan ze stolicy 9. Abs 10. Len (feat. Fisz) 11. Wariatka! 12. Nie masz sił to płacz https://www.youtube.com/watch?v=6SBhpY-ja8I SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-09 17:58:16
Rozmiar: 108.13 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. „Halo, co jest grane?” to trzeci studyjny album Darii ze Śląska, wydany nakładem Jazzboy Records. To płyta o tym wszystkim, o co sami czasem boimy się zapytać. Daria ponownie zaprasza nas do świata szczerych i osobistych historii, jednak tym razem patrzy nieco szerzej. W przenikliwy i właściwy sobie sposób komentuje ludzkie słabości oraz absurdy rzeczywistości, których sama bywała częścią. Jak mówi artystka: 'Nie wiem, kiedy minęły ostatnie dwa lata pracy nad tym albumem, ale doskonale wiem, że najczęściej pojawiającym się w mojej głowie pytaniem było właśnie "Halo, co jest grane?". Chyba nie istnieje na nie poprawna odpowiedź. Znam za to swoją i to właśnie ją opisałam na przestrzeni tych kilkunastu historii. Cieszę się, że podjęłam tę samodzielną próbę, bo dzięki temu mogłam odwiedzić miejsca, do których kiedyś nie miałabym odwagi wejść. To daje siłę'. Artystka zaprosiła do wspólnej produkcji muzyków, z którymi pracowała nad pierwszymi albumami: Olek Świerkot, Kuba Galiński, trio: Pat Stawiński, Kuba Staruszkiewicz i Kamil Pater, ale też otworzyła się na zupełnie nowe współprace jak te z Patrickiem the Panem czy lessmanem. To też pierwszy album, na którym powstały utwory skomponowane, w części, bądź całości, podczas prób wraz z zespołem, z którym od ponad 2 lat koncertuje (Żenia Shadziul, Tomasz Kasiukiewicz, Michał Jastrzębski). Jedynym gościem na albumie jest Fisz, o którym Daria śpiewała na pierwszej płycie. A co zupełnie miłe, za miks odpowiada Emade, brat muzyka, z którym od lat tworzą kultowy duet. ..::TRACK-LIST::.. 1. Trudno jest być sobą 2. Ciężki plecak 3. Plastelina 4. A może jeszcze się da 5. Miłość itd. 6. Tańcz 7. Jprdl 8. Pan ze stolicy 9. Abs 10. Len (feat. Fisz) 11. Wariatka! 12. Nie masz sił to płacz https://www.youtube.com/watch?v=6SBhpY-ja8I SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-09 17:53:19
Rozmiar: 303.00 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
Primus to amerykańska grupa muzyczna wykonująca metal alternatywny z wpływami funky, heavy metalu i rocka. Twórczość Primusa charakteryzują humorystyczne teksty utworów oraz wyeksponowana rola gitary basowej. Zespół między innymi wsławił się nagraniem czołówki do popularnej kreskówki dla dorosłych - South Park. Primus został założony przez Lesa Claypoola w 1984 w El Sobrante w Kalifornii. W 1996 odszedł z zespołu perkusista Tim Alexander. Jego następcą został wieloletni przyjaciel Primusa, Bryan „Brain” Mantia. W 2000 odszedł z zespołu Brain, a działalność Primusa uległa zawieszeniu. Zespół reaktywował się w 2003. Obecnie perkusistą jest Jay Lane, który był członkiem zespołu przed wydaniem pierwszego albumu, Suck on This. Wstawka zawiera EPkę, najnowsze wydawnictwo zespołu. Title: A Handful Of Nuggs Artist: Primus Country: USA Year: 2026 Genre: Alternatywna Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. 01 – The Ol’ Grizz 02 – Holy Diver (feat. Puddles Pity Party) 03 – Little Lord Fentanyl (feat. Puscifer) 04 – Duchess (And The Proverbial Mind Spread) (Live from the Mann Music Center, Philadelphia, PA)
Seedów: 3
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-05-31 10:29:55
Rozmiar: 43.10 MB
Peerów: 1
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Laibach to słoweński zespół założony w 1980 roku w górniczo-przemysłowej miejscowości Trbovlje w byłej Jugosławii. Skrzydło muzyczne interdyscyplinarnego kolektywu artystycznego Neue Slowenische Kunst (NSK)[1], w którego skład wchodzą: grupa sztuki wizualnej IRWIN, grupa teatralna Noordung (dawniej Gledališče Sester Scipion Nasice), studio grafiki i designu Novi Kolektivizem i Departament Czystej i Stosowanej Filozofii. Laibach uczestniczył również w projektach artystycznych Germania, Strom und Klang, Kraftbach, Peter Paracelsus i 300.000 Verschiedene Krawalle. Zespół stworzył muzykę do wielu przedstawień teatralnych takich jak: Makbet, Krst pod Triglavom, No Fire Escape in Hell czy Molitevi stroj. Część utworów bazuje na przeróbkach piosenek najbardziej znanych zespołów światowych, takich jak The Beatles, Queen, Europe czy The Rolling Stones. Wstawka zawiera najnowszą, dwudziestą trzecią płytę zespołu. Artist: Laibach Title: Musick Country: Słowenia Year: 2026 Genre: Alternatywna Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. 1. Musick (feat. Wiyaala) 2. Fluid Emancipation 3. Singularity (feat. Donna Marina Martensson) 4. Resistencia (feat. Gregor Strasbergar) 5. Love Machine (feat. Senidah) 6. Luigi Mangione 7. Keep It Reel (feat. Manca Trampus) 8. Yes Maybe No (feat. Donna Marina Martensson) 9. Allgorhythm (feat. Wiyaala) 10. Das Gottliche Kind
Seedów: 46
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-05-17 14:28:37
Rozmiar: 86.82 MB
Peerów: 26
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
The Claypool Lennon Delirium to amerykański zespół rockowy, w skład którego wchodzą basista/wokalista Les Claypool, znany z pracy w Primus, gitarzysta/wokalista Sean Ono Lennon z The Ghost of a Saber Tooth Tiger, klawiszowiec/wokalista Joao Nogueira z Stone Giant oraz perkusista Paulo Baldi z Cake. Wstawka zawiera trzeci, najnowszy album studyjny zespołu. Title: The Great Parrot-Ox And The Golden Egg Of Empathy Artist: The Claypool Lennon Delirium Country: USA Year: 2026 Genre: Alternatywna Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 kbps ..::TRACK-LIST::.. 1.Pro-Log 2.WAP (What a Predicament) 3.The Wake Up Call 4.Meat Machines 5.Troll Bait 6.Simplest of Deeds 7.Heart of Chrome 8.Through the Horizon 9.Mantra of the Manatee 10.The Golden Egg of Empathy (feat. WILLOW) 11.Cliptopia 12.Cliptron Scuttle 13.Melody of Entropy 14.It’s a Wrap
Seedów: 9
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-05-16 15:00:59
Rozmiar: 147.68 MB
Peerów: 19
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Tori Amos, właśc. Myra Ellen Amos (ur. 22 sierpnia 1963 w Newton) to amerykańska piosenkarka, autorka tekstów i piosenek, pianistka. Śpiewa, grając na fortepianie, przy akompaniamencie sekcji rytmicznej, elektrycznych gitar i niekiedy sekcji smyczkowej. Jej utwory charakteryzują się metaforycznym przesłaniem i osobistym wydźwiękiem. Do 2005 sprzedała ponad 12 milionów albumów na całym świecie. Była nominowana do wielu nagród muzycznych, w tym np. osiem razy do nagrody Grammy. In Times of Dragons to najnowszy, osiemnasty album Tori Amos - metaforyczna opowieść o walce Demokracji z Tyranią, odzwierciedlająca obecne, ohydne, nieprzypadkowe podpalanie demokracji w czasie rzeczywistym przez 'Wierzące w Dyktatora Demoniczne Jaszczurki' (‘Dictator believing Lizard Demons') w ich przejęciu Ameryki” - wyjaźnia Tori Amos w komunikacie prasowym. Title: In Times Of Dragons Artist: Tori Amos Country: USA Year: 2026 Genre: Alternatywna Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 kbps ..::TRACK-LIST::.. 1.Shush 2.In Times of Dragons 3.Provincetown 4.St. Teresa 5.Gasoline Girls 6.Ode to Minnesota 7.Fanny Faudrey 8.Veins 9.Strawberry Moon 10.Song of Sorrow 11.Flood 12.Pyrite 13.Tempest 14.Angelshark 15.Blue Lotus 16.Stronger Together 17.23 Peaks
Seedów: 54
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-05-15 16:55:44
Rozmiar: 176.07 MB
Peerów: 16
Dodał: Uploader
|
|||||||||||||