|
|
|||||||||||||
|
Ostatnie 10 torrentów
Ostatnie 10 komentarzy
Discord
Wygląd torrentów:
Kategoria:
Muzyka
Gatunek:
Alternatywna
Ilość torrentów:
1,049
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Jeżeli nie śledzicie polskiej sceny gitarowej, zacznijmy od krótkiego wprowadzenia. Spięty to solowy projekt Huberta Dobaczewskiego - kompozytora, gitarzysty, autora tekstów i wokalisty od lat kojarzonego przede wszystkim z Lao Che, jednym z najważniejszych polskich zespołów gitarowych przełomu wieków. To właśnie tam dał się poznać jako frontman z charakterystycznym głosem, ale przede wszystkim jako ktoś, kto potrafi zamieniać piosenki w małe literackie światy - czy to w opowieściach o historii, czy w rozkminach na temat współczesnej Polski. Równolegle do działalności w Lao Che Dobaczewski rozwijał solową ścieżkę pod własnym szyldem. Najpierw były "Antyszanty", później "Black Mental", a w 2023 roku "Heartcore" - płyta, na której artysta odsunął na bok bardziej rozbudowane koncepty, stawiając na intymną, niemal bardowską formułę. "Heartcore" szybko zaczął funkcjonować jako jego najbardziej osobisty materiał, coś na kształt prywatnego rachunku sumienia. Na tle tej historii czwarty album, "Full H.D.", od początku dźwigał spory ciężar oczekiwań. W zapowiedziach podkreślano, że to mieszanka śmiechu, ironii, niepokoju i pytań, ubrana w muzykę inspirowaną różnymi odmianami tańca. Do tego dochodzi kolekcjonerska otoczka - obok płyty kompaktowej ukazał się także podwójny winyl w kilku wersjach kolorystycznych. Już sam sposób wprowadzenia i promocji krążka sugerował, że nie będzie to wyłącznie dodatek do "Heartcore", ale coś zupełnie nowego. Za sprawą poprzedniego albumu Spięty zawiesił sobie poprzeczkę na poziomie praktycznie niemożliwym do przeskoczenia. "Heartcore" to bez wątpienia jedno z najlepszych polskich wydawnictw nie tylko 2023 roku, ale i ostatnich 5-10 lat. Nadal uważam, że jest to album, do którego trzeba dojrzeć, aby w pełni go zrozumieć. Dopiero po osiągnięciu pewnego wieku słuchacz może zacząć identyfikować się z niektórymi tekstami Spiętego - tymi, których "młodzi nie zrozumieją". Nic więc dziwnego, że od razu po informacji o tym, że powstaje nowy materiał, pojawiły się pytania, czy dorówna on świetnemu poprzednikowi. Artysta bardzo długo milczał, podsycając ciekawość, a pierwsza i jedyna zapowiedź krążka pojawiła się na niespełna trzy tygodnie przed premierą, wraz z singlem "Zapalenie Przedrostka". Już po pierwszym odsłuchu tego numeru stało się raczej jasne, że nie powinniśmy mieć obaw co do jakości nowego materiału - było w nim i typowe dla Spiętego zamiłowanie do słowotwórstwa, i solidna dawka energii, która wciąga od pierwszych taktów. I faktycznie - po zapoznaniu się z "Full H.D." można bez wahania powiedzieć, że Spięty wraz z zespołem znowu "dowiózł". Trudno jednak jednoznacznie stwierdzić, czy poprzeczka została podwyższona, czy strącona, ponieważ "Full H.D." i "Heartcore" to albumy wyraźnie różne. Zamiast próbować przeskoczyć samego siebie na tym samym polu, Dobaczewski po prostu otworzył kolejną artystyczną szufladę i urządził ją po swojemu. "Heartcore" był materiałem bardzo osobistym i właśnie dzięki temu wiele osób "w pewnym wieku" mogło się z nim identyfikować. Na "Full H.D." fragmentów osobistych również nie brakuje - choćby tych dotyczących myślenia i utknięcia we własnej głowie w "Stanie Podgorączkowym Sobotniej Nocy" czy w "Serconośnym" - ale równie dużo jest tu celnych obserwacji otaczającej nas rzeczywistości, z wpadającym w ucho "Kowalskim Własnego Losu" (najlepszy fragment albumu) na czele. Do tego dochodzą pstryczki wymierzone w religię, jak w "Języku Płockim" i kilku innych utworach. To trochę jak przesunięcie kamery - z wnętrza na zewnątrz, przy zachowaniu tego samego, charakterystycznego filtra wrażliwości. "Full H.D." jest albumem muzycznie bardzo różnorodnym. Pojawia się tu wiele fragmentów spokojniejszych, jak "Atrapa Łajdaka" czy "Najstarszy Chłopczyk Świata", ale zdarzają się też momenty, w których tempo wyraźnie rośnie - na przykład w "Zapaleniu Przedrostka" czy "Kowalskim Własnego Losu", który aż prosi się o zapętlenie ze względu na swoją przebojowość. Ta różnorodność nie jest przypadkowa. Skoro w zapowiedziach pojawiała się inspiracja tańcem, łatwo zrozumieć, skąd wzięły się tu bolerowe pulsy, tangowe zawieszenia i funkowo-dyskotekowy ciąg do ruchu. Momentami czuć wręcz, że płyta została wymyślona tak, by ciało miało pretekst, żeby reagować - nawet jeśli słuchamy jej w fotelu, a nie na parkiecie. Warstwa instrumentalna zaskakuje bogactwem pomysłów. Ten bas w "Zaprószeniu Do Ognia" potrafi przyciągnąć uwagę równie mocno, jak linia wokalu, a aranżacje są na tyle dopracowane, że nawet w spokojniejszych fragmentach coś się tam cały czas dzieje - drobny motyw, oddech instrumentu, przesunięty akcent. Dzięki temu album nie nuży mimo blisko pięćdziesięciu minut czasu trwania, podzielonych na 11 premierowych utworów. Każdy z nich jest wyraźnie inny, przez co już po kilku przesłuchaniach jesteśmy w stanie bez problemu je identyfikować, zamiast mieć wrażenie jednej, zlewającej się całości. A teksty? Ze świecą szukać polskich artystów, którzy w tak świetny, lekki i naturalny sposób potrafią bawić się słowem, a słuchanie efektów tej zabawy sprawia tak dużą przyjemność. W moim prywatnym rankingu na tym samym poziomie co Spięty jest jedynie Łona. "Full H.D." przynosi mnóstwo smaczków, które pojawiają się już w tytułach, a później jest tylko lepiej. Wystarczy kilka przesłuchań, aby znaleźć własnych faworytów, a jest w czym wybierać - chociażby fragment "jest gdzieś wyjście, którym można wyjść na ludzi". To właśnie ta mieszanka językowej lekkości z bardzo trafną obserwacją świata sprawia, że chce się do tej płyty wracać nie tylko dla samej muzyki. Na osobny akapit zasługuje realizacja. Sam fakt, że producentami płyty są Hubert Dobaczewski i Filip Różański, sugeruje pewien poziom dbałości o szczegóły - i faktycznie, "Full H.D." wypada bardzo dobrze także od strony brzmienia. To płyta zrealizowana tak, by nie gubić treści tekstów, ale jednocześnie nie rezygnować z fizyczności dźwięku. Wokal Spiętego jest wysunięty wyraźnie do przodu, osadzony centralnie i podany na tyle czytelnie, że nie trzeba się domyślać pojedynczych słów, a jednocześnie nie ma wrażenia suchości i jaskrawości, charakterystycznych dla wielu radiowych singli. Każdy dźwięk ma swoje miejsce na scenie, co szczególnie dobrze słychać w spokojniejszych numerach. Bas jest sprężysty i obecny, ale nie dudni, a pojawiające się czasami lekkie "przybrudzenie" i szorstkość tylko dodają całości charakteru. To nie jest audiofilski pokaz efektów specjalnych, tylko realizacja podporządkowana piosenkom - klarowna, dynamiczna i spójna, dzięki czemu album równie dobrze sprawdza się w słuchawkach, jak i na głośnikach, nawet jeśli nie dysponujemy hi-endowym sprzętem. Co do wspomnianej wyżej poprzeczki, Spięty ani jej nie przeskoczył, ani jej nie strącił. Za sprawą "Full H.D." postawił sobie drugą, tuż obok. Obie stoją, każda na swoim torze, w trochę innym klimacie, i obie warte są uwagi. W moim przypadku wystarczyły dwa przesłuchania, aby z nastawienia "łeee, to nie jest Heartcore..." przejść do kilkugodzinnego słuchania albumu w pętli. Jeszcze nie dobiegł końca luty, a już mamy mocnego kandydata do podbicia kilku rankingów najlepszych płyt roku. Pozostaje jedynie czekać na koncerty, aby sprawdzić, jak nowy materiał sprawdzi się na żywo - bo jeśli na scenie ten "taneczny" wymiar krążka zostanie jeszcze podkręcony, może się okazać, że w świecie H.D. naprawdę trudno będzie usiedzieć w miejscu. Karol Otkała ..::TRACK-LIST::.. 1. Serconośny 2. Zapalenie przedrostka 3. Atrapa łajdaka 4. Stan podgorączkowy sobotniej nocy 5. Kowalski własnego losu 6. Język płocki 7. Zaprószenie do ognia 8. Palipuenta 9. Naukowcy wciąż nie wiedzą 10. Najstarszy chłopczyk świata 11. Samowolne opuszczenie ciała https://www.youtube.com/watch?v=AzFZ_xNCw7U SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-03-01 09:15:54
Rozmiar: 112.16 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Jeżeli nie śledzicie polskiej sceny gitarowej, zacznijmy od krótkiego wprowadzenia. Spięty to solowy projekt Huberta Dobaczewskiego - kompozytora, gitarzysty, autora tekstów i wokalisty od lat kojarzonego przede wszystkim z Lao Che, jednym z najważniejszych polskich zespołów gitarowych przełomu wieków. To właśnie tam dał się poznać jako frontman z charakterystycznym głosem, ale przede wszystkim jako ktoś, kto potrafi zamieniać piosenki w małe literackie światy - czy to w opowieściach o historii, czy w rozkminach na temat współczesnej Polski. Równolegle do działalności w Lao Che Dobaczewski rozwijał solową ścieżkę pod własnym szyldem. Najpierw były "Antyszanty", później "Black Mental", a w 2023 roku "Heartcore" - płyta, na której artysta odsunął na bok bardziej rozbudowane koncepty, stawiając na intymną, niemal bardowską formułę. "Heartcore" szybko zaczął funkcjonować jako jego najbardziej osobisty materiał, coś na kształt prywatnego rachunku sumienia. Na tle tej historii czwarty album, "Full H.D.", od początku dźwigał spory ciężar oczekiwań. W zapowiedziach podkreślano, że to mieszanka śmiechu, ironii, niepokoju i pytań, ubrana w muzykę inspirowaną różnymi odmianami tańca. Do tego dochodzi kolekcjonerska otoczka - obok płyty kompaktowej ukazał się także podwójny winyl w kilku wersjach kolorystycznych. Już sam sposób wprowadzenia i promocji krążka sugerował, że nie będzie to wyłącznie dodatek do "Heartcore", ale coś zupełnie nowego. Za sprawą poprzedniego albumu Spięty zawiesił sobie poprzeczkę na poziomie praktycznie niemożliwym do przeskoczenia. "Heartcore" to bez wątpienia jedno z najlepszych polskich wydawnictw nie tylko 2023 roku, ale i ostatnich 5-10 lat. Nadal uważam, że jest to album, do którego trzeba dojrzeć, aby w pełni go zrozumieć. Dopiero po osiągnięciu pewnego wieku słuchacz może zacząć identyfikować się z niektórymi tekstami Spiętego - tymi, których "młodzi nie zrozumieją". Nic więc dziwnego, że od razu po informacji o tym, że powstaje nowy materiał, pojawiły się pytania, czy dorówna on świetnemu poprzednikowi. Artysta bardzo długo milczał, podsycając ciekawość, a pierwsza i jedyna zapowiedź krążka pojawiła się na niespełna trzy tygodnie przed premierą, wraz z singlem "Zapalenie Przedrostka". Już po pierwszym odsłuchu tego numeru stało się raczej jasne, że nie powinniśmy mieć obaw co do jakości nowego materiału - było w nim i typowe dla Spiętego zamiłowanie do słowotwórstwa, i solidna dawka energii, która wciąga od pierwszych taktów. I faktycznie - po zapoznaniu się z "Full H.D." można bez wahania powiedzieć, że Spięty wraz z zespołem znowu "dowiózł". Trudno jednak jednoznacznie stwierdzić, czy poprzeczka została podwyższona, czy strącona, ponieważ "Full H.D." i "Heartcore" to albumy wyraźnie różne. Zamiast próbować przeskoczyć samego siebie na tym samym polu, Dobaczewski po prostu otworzył kolejną artystyczną szufladę i urządził ją po swojemu. "Heartcore" był materiałem bardzo osobistym i właśnie dzięki temu wiele osób "w pewnym wieku" mogło się z nim identyfikować. Na "Full H.D." fragmentów osobistych również nie brakuje - choćby tych dotyczących myślenia i utknięcia we własnej głowie w "Stanie Podgorączkowym Sobotniej Nocy" czy w "Serconośnym" - ale równie dużo jest tu celnych obserwacji otaczającej nas rzeczywistości, z wpadającym w ucho "Kowalskim Własnego Losu" (najlepszy fragment albumu) na czele. Do tego dochodzą pstryczki wymierzone w religię, jak w "Języku Płockim" i kilku innych utworach. To trochę jak przesunięcie kamery - z wnętrza na zewnątrz, przy zachowaniu tego samego, charakterystycznego filtra wrażliwości. "Full H.D." jest albumem muzycznie bardzo różnorodnym. Pojawia się tu wiele fragmentów spokojniejszych, jak "Atrapa Łajdaka" czy "Najstarszy Chłopczyk Świata", ale zdarzają się też momenty, w których tempo wyraźnie rośnie - na przykład w "Zapaleniu Przedrostka" czy "Kowalskim Własnego Losu", który aż prosi się o zapętlenie ze względu na swoją przebojowość. Ta różnorodność nie jest przypadkowa. Skoro w zapowiedziach pojawiała się inspiracja tańcem, łatwo zrozumieć, skąd wzięły się tu bolerowe pulsy, tangowe zawieszenia i funkowo-dyskotekowy ciąg do ruchu. Momentami czuć wręcz, że płyta została wymyślona tak, by ciało miało pretekst, żeby reagować - nawet jeśli słuchamy jej w fotelu, a nie na parkiecie. Warstwa instrumentalna zaskakuje bogactwem pomysłów. Ten bas w "Zaprószeniu Do Ognia" potrafi przyciągnąć uwagę równie mocno, jak linia wokalu, a aranżacje są na tyle dopracowane, że nawet w spokojniejszych fragmentach coś się tam cały czas dzieje - drobny motyw, oddech instrumentu, przesunięty akcent. Dzięki temu album nie nuży mimo blisko pięćdziesięciu minut czasu trwania, podzielonych na 11 premierowych utworów. Każdy z nich jest wyraźnie inny, przez co już po kilku przesłuchaniach jesteśmy w stanie bez problemu je identyfikować, zamiast mieć wrażenie jednej, zlewającej się całości. A teksty? Ze świecą szukać polskich artystów, którzy w tak świetny, lekki i naturalny sposób potrafią bawić się słowem, a słuchanie efektów tej zabawy sprawia tak dużą przyjemność. W moim prywatnym rankingu na tym samym poziomie co Spięty jest jedynie Łona. "Full H.D." przynosi mnóstwo smaczków, które pojawiają się już w tytułach, a później jest tylko lepiej. Wystarczy kilka przesłuchań, aby znaleźć własnych faworytów, a jest w czym wybierać - chociażby fragment "jest gdzieś wyjście, którym można wyjść na ludzi". To właśnie ta mieszanka językowej lekkości z bardzo trafną obserwacją świata sprawia, że chce się do tej płyty wracać nie tylko dla samej muzyki. Na osobny akapit zasługuje realizacja. Sam fakt, że producentami płyty są Hubert Dobaczewski i Filip Różański, sugeruje pewien poziom dbałości o szczegóły - i faktycznie, "Full H.D." wypada bardzo dobrze także od strony brzmienia. To płyta zrealizowana tak, by nie gubić treści tekstów, ale jednocześnie nie rezygnować z fizyczności dźwięku. Wokal Spiętego jest wysunięty wyraźnie do przodu, osadzony centralnie i podany na tyle czytelnie, że nie trzeba się domyślać pojedynczych słów, a jednocześnie nie ma wrażenia suchości i jaskrawości, charakterystycznych dla wielu radiowych singli. Każdy dźwięk ma swoje miejsce na scenie, co szczególnie dobrze słychać w spokojniejszych numerach. Bas jest sprężysty i obecny, ale nie dudni, a pojawiające się czasami lekkie "przybrudzenie" i szorstkość tylko dodają całości charakteru. To nie jest audiofilski pokaz efektów specjalnych, tylko realizacja podporządkowana piosenkom - klarowna, dynamiczna i spójna, dzięki czemu album równie dobrze sprawdza się w słuchawkach, jak i na głośnikach, nawet jeśli nie dysponujemy hi-endowym sprzętem. Co do wspomnianej wyżej poprzeczki, Spięty ani jej nie przeskoczył, ani jej nie strącił. Za sprawą "Full H.D." postawił sobie drugą, tuż obok. Obie stoją, każda na swoim torze, w trochę innym klimacie, i obie warte są uwagi. W moim przypadku wystarczyły dwa przesłuchania, aby z nastawienia "łeee, to nie jest Heartcore..." przejść do kilkugodzinnego słuchania albumu w pętli. Jeszcze nie dobiegł końca luty, a już mamy mocnego kandydata do podbicia kilku rankingów najlepszych płyt roku. Pozostaje jedynie czekać na koncerty, aby sprawdzić, jak nowy materiał sprawdzi się na żywo - bo jeśli na scenie ten "taneczny" wymiar krążka zostanie jeszcze podkręcony, może się okazać, że w świecie H.D. naprawdę trudno będzie usiedzieć w miejscu. Karol Otkała ..::TRACK-LIST::.. 1. Serconośny 2. Zapalenie przedrostka 3. Atrapa łajdaka 4. Stan podgorączkowy sobotniej nocy 5. Kowalski własnego losu 6. Język płocki 7. Zaprószenie do ognia 8. Palipuenta 9. Naukowcy wciąż nie wiedzą 10. Najstarszy chłopczyk świata 11. Samowolne opuszczenie ciała https://www.youtube.com/watch?v=AzFZ_xNCw7U SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-03-01 08:58:51
Rozmiar: 328.12 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Czy tak brzmiałoby Joy Division dzisiaj, gdyby Ian Curtis wciąż żył? W międzyczasie (40 lat) pewnie słuchałby także bluesa, szczególnie takiego nieoczywistego, zabrudzonego i pozbawionego claptonowsko-dżemowej otoczki, elektroniki najbardziej poszukującej, awangardy, techno i mrocznego songwritingu. Chyba. Ani John ani Mateusz nie są artystami bluesowymi, niekoniecznie mogą być zakwalifikowani do sceny stricte elektronicznej, właściwie to nie można ich raczej zaszufladkować, zdefiniować i zakmnąć w jednym określeniu. Z ich wspólnej płyty wyłania się szczególnie trudne chyba zadanie dla dziennikarzy i recenzentów, ale bardzo przyjazne dla słuchaczy, którzy nie muszą niczego nazywać, określać, definiować, systematyzować. Legenda głosi, że John Donatowicz i Mateusz Rosiński poznali się 10 grudnia 2011 roku w nieistniejącym już klubie Zielona Jadłodajnia w Zielonej Górze. Zieloną Jadłodajnię przez kilka lat z pasją do jedzenia i muzyki prowadzili Ciocia Roma i Wujek Gusstaff. To właśnie wtedy, po solowym występie The Human Elephant, podczas wspólnych rozmów o muzyce padła propozycja wspólnego djowania i poznania się bliżej. Można powiedzieć, że pierwszy wspólny utwór Elephant Dials powstał również w 2011 roku, nigdy jednak nie został skończony, a następnie umarł wraz z dyskiem komputera. Niedługo potem Rosiński wyjechał do Gorzowa, gdzie otworzył wydawnictwo Dym oraz klub Sejf wspólnie z Fabianem Błauciakiem, a John wciąż mieszkał w berlińskim Neukölln. Od czasu do czasu, panowie grali wspólne dj sety to w Berlinie, to w Gorzowie czy Zielonej Górze, wciąż rozprawiając o wspólnej muzyce. W 2017 roku zmęczony Berlinem i głodny Polski (sic!) John osiedlił się w Gorzowie, w końcu ma polskie korzenie. W pandemiczne lato 2020, Rosiński i Donatatwicz zarejestrowali ścieżki na płytę w gorzowskim Sejfie, dawnej łaźni miejskiej. Na nastrój muzyki niewątpliwie wpłynął charakter poniemieckiego miasta, które jest tak piękne, że nie przeszkadza nawet jego brzydota, a w centrum często śmierdzi gównem. Jako że drożdże muszą wyrosnąć, materiał przeleżał kolejne półtora roku. Zimą 2022 Rosiński założył kask, zmiksował i dopracował utwory, które następnie zostały zmasterowane przez Mateusza Wysockiego. Tak powstała płyta Elephant Dials - Binary Blues, którą z radością Państwu prezentujemy. Lepiej późno niż później! John Edward Donald, podpisujący się także jako John J. Donatowicz nagrywa głównie jako Human Elephant (płyty wydane przez Umor Rex, DYM i Don't Sit On My Vinyl) ale możecie znać go także jako wokalistę i gitarzystę projektu Rats Live On No Evil Stars (Gusstaff Rec.), który współtworzył z Berndem Jestramem z Tarwater. Od kilku lat mieszka i tworzy w Polsce. Mateusz Rosiński, często ukrywający się po pseudonimem Wrong Dials, to postać na scenie elektronicznej dobrze rozpoznawalna. Założyciel Dym Records, klubu Sejf a także członek zespołów Niepokoje Gościnne i Dynasonic. Would this be what Joy Division would have sounded like today if Ian Curtis was still alive? In the meantime (40 years later) he would probably also listen to blues by now, especially the not obvious, dirty and devoid of clapton-jam-like atmosphere, the kind seeking out far-out electronics, avant-garde, techno and dark songwriting. I guess. Neither John nor Mateusz are blues artists, they may not necessarily qualify for the strictly electronic scene, in fact, they cannot be pigeonholed, defined and encapsulated in one term. Their joint album shows a particularly difficult task for journalists and reviewers, but very friendly for listeners who do not have to name anything, define anything, define or systematize anything. Legend has it that John Donatowicz and Mateusz Rosiński met on December 10, 2011 in a now non-existent club in Zielona Góra run by the founder of Gusstaff Records. It was then, after the solo performance of The Human Elephant, during joint discussions about music, an offer was made to DJ-ing together and get to know each other better. It can be said that the first joint song Elephant Dials was also written in 2011, however it was never finished, and then it died along with the computer disk. Soon after, Rosiński left for Gorzów, where he later started Dym Records and the Club Sejf. From time to time, the gentlemen played common DJ sets in Zielona Góra, Gorzów and Berlin, sharing a common language in music. In 2017, John, tired of Berlin and his hometown Chicago, hungry for Poland (sic!) had settled meanwhile in Gorzów. It is worth mentioning here that the artist has Polish roots. In the pandemic summer of 2020, Rosiński and Donatowicz recorded tracks in Gorzów at Sejf, a former municipal bath. The mood of the music was undoubtedly influenced by the character of the post-German city, which is so beautiful that even its ugliness does not tarnish the image, and in the city center it often smells like shit. Just as the yeast has to grow, the material laid dormant for another year and a half. In the winter of 2022, Rosiński put on a helmet, mixed and refined the pieces, which were then mastered by Mateusz Wysocki. This is how the album Elephant Dials - Binary Blues was created, which we are happy to present to you. Better late than later! John J. Donatowicz, formerly John Edward Donald, records mainly as Human Elephant (albums released by Umor Rex, DYM and Don't Sit On My Vinyl) but you may also know him as the vocalist and guitarist of the Rats Live On No Evil Stars project (Gusstaff Rec.) which was co-written with Bernd Jestram of Tarwater. For several years he has been living and working in Poland. Mateusz Rosiński, often hiding under the pseudonym Wrong Dials, is a well-recognized figure on the electronic scene. He is the founder of Dym Records, the Sejf club and a member of the bands Niepokoje Gościnne and Dynasonic. ..::TRACK-LIST::.. 1. Bury Me Not in the Lone Prairie 03:34 2. Listen to My Song 04:01 3. For the Good of the Hive 06:43 4. Song for Pluto 04:55 5. Hier Steht Der Stein 04:11 6. Old Ones into New 05:34 7. Twenty-Five Seconds 00:25 https://www.youtube.com/watch?v=wdbGwa_p0k0 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 1
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-26 18:34:45
Rozmiar: 70.26 MB
Peerów: 3
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Czy tak brzmiałoby Joy Division dzisiaj, gdyby Ian Curtis wciąż żył? W międzyczasie (40 lat) pewnie słuchałby także bluesa, szczególnie takiego nieoczywistego, zabrudzonego i pozbawionego claptonowsko-dżemowej otoczki, elektroniki najbardziej poszukującej, awangardy, techno i mrocznego songwritingu. Chyba. Ani John ani Mateusz nie są artystami bluesowymi, niekoniecznie mogą być zakwalifikowani do sceny stricte elektronicznej, właściwie to nie można ich raczej zaszufladkować, zdefiniować i zakmnąć w jednym określeniu. Z ich wspólnej płyty wyłania się szczególnie trudne chyba zadanie dla dziennikarzy i recenzentów, ale bardzo przyjazne dla słuchaczy, którzy nie muszą niczego nazywać, określać, definiować, systematyzować. Legenda głosi, że John Donatowicz i Mateusz Rosiński poznali się 10 grudnia 2011 roku w nieistniejącym już klubie Zielona Jadłodajnia w Zielonej Górze. Zieloną Jadłodajnię przez kilka lat z pasją do jedzenia i muzyki prowadzili Ciocia Roma i Wujek Gusstaff. To właśnie wtedy, po solowym występie The Human Elephant, podczas wspólnych rozmów o muzyce padła propozycja wspólnego djowania i poznania się bliżej. Można powiedzieć, że pierwszy wspólny utwór Elephant Dials powstał również w 2011 roku, nigdy jednak nie został skończony, a następnie umarł wraz z dyskiem komputera. Niedługo potem Rosiński wyjechał do Gorzowa, gdzie otworzył wydawnictwo Dym oraz klub Sejf wspólnie z Fabianem Błauciakiem, a John wciąż mieszkał w berlińskim Neukölln. Od czasu do czasu, panowie grali wspólne dj sety to w Berlinie, to w Gorzowie czy Zielonej Górze, wciąż rozprawiając o wspólnej muzyce. W 2017 roku zmęczony Berlinem i głodny Polski (sic!) John osiedlił się w Gorzowie, w końcu ma polskie korzenie. W pandemiczne lato 2020, Rosiński i Donatatwicz zarejestrowali ścieżki na płytę w gorzowskim Sejfie, dawnej łaźni miejskiej. Na nastrój muzyki niewątpliwie wpłynął charakter poniemieckiego miasta, które jest tak piękne, że nie przeszkadza nawet jego brzydota, a w centrum często śmierdzi gównem. Jako że drożdże muszą wyrosnąć, materiał przeleżał kolejne półtora roku. Zimą 2022 Rosiński założył kask, zmiksował i dopracował utwory, które następnie zostały zmasterowane przez Mateusza Wysockiego. Tak powstała płyta Elephant Dials - Binary Blues, którą z radością Państwu prezentujemy. Lepiej późno niż później! John Edward Donald, podpisujący się także jako John J. Donatowicz nagrywa głównie jako Human Elephant (płyty wydane przez Umor Rex, DYM i Don't Sit On My Vinyl) ale możecie znać go także jako wokalistę i gitarzystę projektu Rats Live On No Evil Stars (Gusstaff Rec.), który współtworzył z Berndem Jestramem z Tarwater. Od kilku lat mieszka i tworzy w Polsce. Mateusz Rosiński, często ukrywający się po pseudonimem Wrong Dials, to postać na scenie elektronicznej dobrze rozpoznawalna. Założyciel Dym Records, klubu Sejf a także członek zespołów Niepokoje Gościnne i Dynasonic. Would this be what Joy Division would have sounded like today if Ian Curtis was still alive? In the meantime (40 years later) he would probably also listen to blues by now, especially the not obvious, dirty and devoid of clapton-jam-like atmosphere, the kind seeking out far-out electronics, avant-garde, techno and dark songwriting. I guess. Neither John nor Mateusz are blues artists, they may not necessarily qualify for the strictly electronic scene, in fact, they cannot be pigeonholed, defined and encapsulated in one term. Their joint album shows a particularly difficult task for journalists and reviewers, but very friendly for listeners who do not have to name anything, define anything, define or systematize anything. Legend has it that John Donatowicz and Mateusz Rosiński met on December 10, 2011 in a now non-existent club in Zielona Góra run by the founder of Gusstaff Records. It was then, after the solo performance of The Human Elephant, during joint discussions about music, an offer was made to DJ-ing together and get to know each other better. It can be said that the first joint song Elephant Dials was also written in 2011, however it was never finished, and then it died along with the computer disk. Soon after, Rosiński left for Gorzów, where he later started Dym Records and the Club Sejf. From time to time, the gentlemen played common DJ sets in Zielona Góra, Gorzów and Berlin, sharing a common language in music. In 2017, John, tired of Berlin and his hometown Chicago, hungry for Poland (sic!) had settled meanwhile in Gorzów. It is worth mentioning here that the artist has Polish roots. In the pandemic summer of 2020, Rosiński and Donatowicz recorded tracks in Gorzów at Sejf, a former municipal bath. The mood of the music was undoubtedly influenced by the character of the post-German city, which is so beautiful that even its ugliness does not tarnish the image, and in the city center it often smells like shit. Just as the yeast has to grow, the material laid dormant for another year and a half. In the winter of 2022, Rosiński put on a helmet, mixed and refined the pieces, which were then mastered by Mateusz Wysocki. This is how the album Elephant Dials - Binary Blues was created, which we are happy to present to you. Better late than later! John J. Donatowicz, formerly John Edward Donald, records mainly as Human Elephant (albums released by Umor Rex, DYM and Don't Sit On My Vinyl) but you may also know him as the vocalist and guitarist of the Rats Live On No Evil Stars project (Gusstaff Rec.) which was co-written with Bernd Jestram of Tarwater. For several years he has been living and working in Poland. Mateusz Rosiński, often hiding under the pseudonym Wrong Dials, is a well-recognized figure on the electronic scene. He is the founder of Dym Records, the Sejf club and a member of the bands Niepokoje Gościnne and Dynasonic. ..::TRACK-LIST::.. 1. Bury Me Not in the Lone Prairie 03:34 2. Listen to My Song 04:01 3. For the Good of the Hive 06:43 4. Song for Pluto 04:55 5. Hier Steht Der Stein 04:11 6. Old Ones into New 05:34 7. Twenty-Five Seconds 00:25 https://www.youtube.com/watch?v=wdbGwa_p0k0 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 12
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-26 18:30:41
Rozmiar: 159.50 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
Beck Hansen (ur. 8 lipca 1970 w Los Angeles jako Bek David Campbell) - muzyk rockowy, piosenkarz i kompozytor, występujący pod pseudonimem Beck. Pochodzi z rodziny o korzeniach żydowskich, która przywędrowała do USA ze Szwecji. Beck uznawany jest za najbardziej eklektycznego, niespójnego i nieprzewidywalnego spośród współczesnych artystów rockowych. Choć zazwyczaj zaliczany jest do twórców indie rocka i rocka alternatywnego, to jego muzyka jest mieszaniną wielu, niekiedy bardzo od siebie odległych stylów i gatunków, takich jak: pop, folk, psychodeliczny rock, hip-hop, country, blues, rhythm and blues, funky, noise rock, progresywny rock, jazz, lo-fi, rock latynoski i muzyka etniczna. Wstawka zawiera najnowsze wydawnictwo Becka - kompilacyjny album. Title: Everybody's Gotta Learn Sometime Artist: Beck Country: USA Year: 2026 Genre: Alternatywna Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. 1.Everybody's Gotta Learn Sometime 2.Can't Help Falling in Love 3.I Only Have Eyes for You 4.Ramona 5.Michelangelo Antonioni 6.Your Cheatin' Heart 7.Love 8.True Love Will Find You in the End
Seedów: 13
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-21 13:00:55
Rozmiar: 71.14 MB
Peerów: 16
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Chłodne północno-wschodnie wybrzeże Ameryki, wietrzna pogoda oraz wieloryby. Death in the Business of Whaling zabiera nas w żeglugę po oceanie emocji i melancholii. Nowy album Searows to intymna historia inspirowana kultową powieścią Hermana Melville’a Moby Dick. Autor odnajduje się w roli żeglarza znanego z książki – wyrusza w podróż w poszukiwaniu białego wieloryba i tym samym przenosi nas w chłodny klimat północnego Pacyfiku. Sam tytuł albumu jest bezpośrednim nawiązaniem do cytatu z końca siódmego rozdziału książki. Searows to artystyczny pseudonim amerykańskiego singer-songwritera i gitarzysty Aleca Duckarta (ur. 2 marca 2000 r.), pochodzącego z Lexington w stanie Kentucky, a wychowanego w Portland w Oregonie. Title: Death In The Business Of Whaling Artist: Searows Country: USA Year: 2026 Genre: Alternatywna Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 kbps ..::TRACK-LIST::.. Belly of the Whale Kill What You Eat Photograph of a Cyclone Hunter Dirt Dearly Missed Junie In Violet Geese
Seedów: 13
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-19 11:01:35
Rozmiar: 97.60 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Jana Horn (ur. w Glen Rose w Teksasie, USA) to amerykańska piosenkarka i autorka tekstów związana z nurtami indie folk i singer-songwriter. Jej twórczość charakteryzuje się minimalistycznym, introspektywnym stylem oraz emocjonalnie wspartymi tekstami, często łączącymi folkowe brzmienia z alternatywną wrażliwością muzyczną. Horn dorastała w Glen Rose w Teksasie i w młodym wieku zaczęła pisać piosenki i nagrywać własne utwory. Jej debiutancki album Optimism został pierwotnie wydany samodzielnie, a następnie - w 2020 r. - szerzej opublikowany przez niezależną wytwórnię No Quarter. Następnie ukazał się jej drugi album, The Window Is the Dream (2023), który został doceniony za głęboką, refleksyjną atmosferę i artystyczny rozwój autorki. Na 16 stycznia 2026 r. Horn wydała swój trzeci, tytułowy album Jana Horn, kontynuujący minimalistyczne, surowe brzmienie oraz skupienie na osobistych i lirycznych treściach. Title: Jana Horn Artist: Jana Horn Country: USA Year: 2026 Genre: Alternatywna Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. Go on, move your body Don't think All in bet Come on Love It's alright Unused Designer Without Untitled (Cig)
Seedów: 34
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-14 15:00:11
Rozmiar: 86.27 MB
Peerów: 9
Dodał: Uploader
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Spejs to formacja wywodząca się z kręgu muzyki improwizowanej, związanej z bydgoskim klubem Mózg i warszawskim Składem Butelek. Z muzyki Spejsu, opartej na swoistej grze w propozycje, uważnym wzajemnym słuchaniu, nieustannej obserwacji akcji muzycznej, powstała nowa jakość, łącząca free jazz z wszelkimi odmianami muzyki elektronicznej. Występom na żywo towarzyszy współpracujący z zespołem Vj Mazzta, obrazem wkręcając się w strukture dźwiękową. W skład zespołu, powstałego wiosną 2006 roku wchodzą: Tomek Glazik-saksofon tenorowy i barytonowy, syntezator.Pochodzi z niewielkiej miejscowości Cekcyn. Od 1997 roku związany z bydgoskim klubem Mózg. W latach 1997-2004 członek zespołu Syfon.Obecnie grający w kilku formacjach bydgoskiej sceny improwizowanej (Sing Sing Penelope, Sami Szamani, Glabulator) oraz szubińsko-bydgoskim zespole Contemporary Noise Quintet. Od 2003 roku członek zespołu Kult oraz innych formacji zwązanych z Kazikiem Staszewskim (Kazik, Buldog). Jacek Buhl zaczął grać na bębnach w 1984 roku.Pierwszym zespołem było Variete, z którym zagrał na trzech festiwalach w Jarocinie w 1984-1986, paru przeglądach (m.in. Toruń, Gliwice), nagrał singiel z utworami Te dni i I znowu ktoś przestawił kamienie oraz płytę Bydgoszcz. Grając w Variete równocześnie współpracował z formacją Henryk Brodaty.Tam spotkał przyszłych założycieli klubu i zespołu Trytony i klubu Mózg: Sławka Janickiego, Tomasza Gwincińskiego, Jacka Majewskiego, Macieja Wasilewskiego, Piotra Kaliskiego i innych.Kreatywność i otwartość tych osób miała wielki wpływ na sposób gry I dalszą działalność Jacka Buhl jako człowieka I perkusisty. Z zespołem Trytony nagrał dwie płyty: Tańce bydgoskie, Zarys matematyki niewinnej. Kolejna formacja z którą Jacek był związany najdłużej to Syfon (1995-2004).Z zespołem tym nagrał cztery płyty i zagrał ok.100 konertów w Polsce i za granicą. Obecnie Jacek Buhl jest członkiem free beatowego The Cyclist oraz wykonującego elektro jass Spejs. Poza tym tworzy z Tomkiem Glazikiem duet Glabulator i występuje w składzie Sami Szamani. Karol Szaltis (instrumenty klawiszowe) urodził się 4 listopada 1974 roku w Starzynie na Kaszubach.Już od maleńkości był zachęcany do grania słowami: zajmij się czymś konkretnym, muzyka chleba Ci nie da. Wytwał jednak przy muzykowaniu, chociaż życie wrzucało go w role mechanika, budowlańca, poligrafisty, aktora i listonosza.W przeszłości związany z zespołem Fuzzya, obecnie pianista zespołu Spejs.Współtworzy także warszawski klub Skład Butelek i zasiada w kręgu Samych Szamanów. Awry Pesz jako jeden z pierwszych posiadaczy dwóch adapterów na raz z mikserem między nimi, związany był z wieloma projektami istotnymi z kreatywnego punktu widzenia we właściwym sobie czasie. Będąc członkiem ekipy Chain Reaction, współtworzył imprezy, wydarzenia artystyczne oraz był twórcą muzyki do filmu grafitti Avanti.Obecnie działa jako Dj, producent i siła napędowa kolektywu Hak Records.Współtworzy w klubie Mózg unikatowe imprezy Turntable Fusion, łączące ze sobą świat adapterów, instrumentów i wizualizacji. Ma na swoim końcie dwie własne produkcje Nielegal #1 i Narkotyk nagrany razem ze Skandalem, eksplorujące obszary IDM oraz Mix Ape, zawierające hiphopowe inspiracje. Pierwszy skład jassowy, w którym spróbowa swoich sił to Syfon, następny projekt to Samo Szamani, z którego narodził się Spejs. Vj Mazzta aka Spontaneity Theory swoje pierwsze doświadczenia w świecie cyfrowych obrazów i animacji datuje w połowie lat 90-tych.Jego twórczość ewoluowała wraz z rozwojem technologii, własnych doświadczeń oraz codziennych nowych inpiracji.Natchnienie czerpie z rzeczywistości, obserwacji szczegółów I przypadkowych zdarzeń.Visual performance kreuje spontanicznie, pod wpływem emocji muzyki granej na żywo. Swoją wiedzę i umiejętności wykorzystuje także w komercyjnych projektach multimedialnych w interactive agency, jako desinger i direct manager. Obecnie wsółtworzy kolektyw Hak Records, dba o oprawe wizualną przy projektach Turntable Fusion, tworzy strony internetowe (zob.www.spejs.pl). ..::TRACK-LIST::.. 1. Poranek 2. Człowiek z jednym pejsem 3. Równowaga w szczęściu 4. Pi 5. We Are The Spejs 6. Stacja swetra 7. Boa marzyciel 8. Opętanie 9. Zielonkawy 10. Bitcik (Taki sobie) 11. Nocny lot 12. Zdarzenie 13. Muzyka dla wielorybów 14. Drogi na wszystkie strony 15. Latający dywan 16. Fly 17. Muzyka dla wielorybów (Remix) 18. Latający dywan (Remix) ..::OBSADA::.. Karol Szaltis - synth & rhodes Tomek Glazik - tenor sax & modular Awry Sz - turntables, electronics Jacek Buhl - drums Spontanity - vj https://www.youtube.com/watch?v=oms82ZhHN48 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-08 14:22:04
Rozmiar: 124.88 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Spejs to formacja wywodząca się z kręgu muzyki improwizowanej, związanej z bydgoskim klubem Mózg i warszawskim Składem Butelek. Z muzyki Spejsu, opartej na swoistej grze w propozycje, uważnym wzajemnym słuchaniu, nieustannej obserwacji akcji muzycznej, powstała nowa jakość, łącząca free jazz z wszelkimi odmianami muzyki elektronicznej. Występom na żywo towarzyszy współpracujący z zespołem Vj Mazzta, obrazem wkręcając się w strukture dźwiękową. W skład zespołu, powstałego wiosną 2006 roku wchodzą: Tomek Glazik-saksofon tenorowy i barytonowy, syntezator.Pochodzi z niewielkiej miejscowości Cekcyn. Od 1997 roku związany z bydgoskim klubem Mózg. W latach 1997-2004 członek zespołu Syfon.Obecnie grający w kilku formacjach bydgoskiej sceny improwizowanej (Sing Sing Penelope, Sami Szamani, Glabulator) oraz szubińsko-bydgoskim zespole Contemporary Noise Quintet. Od 2003 roku członek zespołu Kult oraz innych formacji zwązanych z Kazikiem Staszewskim (Kazik, Buldog). Jacek Buhl zaczął grać na bębnach w 1984 roku.Pierwszym zespołem było Variete, z którym zagrał na trzech festiwalach w Jarocinie w 1984-1986, paru przeglądach (m.in. Toruń, Gliwice), nagrał singiel z utworami Te dni i I znowu ktoś przestawił kamienie oraz płytę Bydgoszcz. Grając w Variete równocześnie współpracował z formacją Henryk Brodaty.Tam spotkał przyszłych założycieli klubu i zespołu Trytony i klubu Mózg: Sławka Janickiego, Tomasza Gwincińskiego, Jacka Majewskiego, Macieja Wasilewskiego, Piotra Kaliskiego i innych.Kreatywność i otwartość tych osób miała wielki wpływ na sposób gry I dalszą działalność Jacka Buhl jako człowieka I perkusisty. Z zespołem Trytony nagrał dwie płyty: Tańce bydgoskie, Zarys matematyki niewinnej. Kolejna formacja z którą Jacek był związany najdłużej to Syfon (1995-2004).Z zespołem tym nagrał cztery płyty i zagrał ok.100 konertów w Polsce i za granicą. Obecnie Jacek Buhl jest członkiem free beatowego The Cyclist oraz wykonującego elektro jass Spejs. Poza tym tworzy z Tomkiem Glazikiem duet Glabulator i występuje w składzie Sami Szamani. Karol Szaltis (instrumenty klawiszowe) urodził się 4 listopada 1974 roku w Starzynie na Kaszubach.Już od maleńkości był zachęcany do grania słowami: zajmij się czymś konkretnym, muzyka chleba Ci nie da. Wytwał jednak przy muzykowaniu, chociaż życie wrzucało go w role mechanika, budowlańca, poligrafisty, aktora i listonosza.W przeszłości związany z zespołem Fuzzya, obecnie pianista zespołu Spejs.Współtworzy także warszawski klub Skład Butelek i zasiada w kręgu Samych Szamanów. Awry Pesz jako jeden z pierwszych posiadaczy dwóch adapterów na raz z mikserem między nimi, związany był z wieloma projektami istotnymi z kreatywnego punktu widzenia we właściwym sobie czasie. Będąc członkiem ekipy Chain Reaction, współtworzył imprezy, wydarzenia artystyczne oraz był twórcą muzyki do filmu grafitti Avanti.Obecnie działa jako Dj, producent i siła napędowa kolektywu Hak Records.Współtworzy w klubie Mózg unikatowe imprezy Turntable Fusion, łączące ze sobą świat adapterów, instrumentów i wizualizacji. Ma na swoim końcie dwie własne produkcje Nielegal #1 i Narkotyk nagrany razem ze Skandalem, eksplorujące obszary IDM oraz Mix Ape, zawierające hiphopowe inspiracje. Pierwszy skład jassowy, w którym spróbowa swoich sił to Syfon, następny projekt to Samo Szamani, z którego narodził się Spejs. Vj Mazzta aka Spontaneity Theory swoje pierwsze doświadczenia w świecie cyfrowych obrazów i animacji datuje w połowie lat 90-tych.Jego twórczość ewoluowała wraz z rozwojem technologii, własnych doświadczeń oraz codziennych nowych inpiracji.Natchnienie czerpie z rzeczywistości, obserwacji szczegółów I przypadkowych zdarzeń.Visual performance kreuje spontanicznie, pod wpływem emocji muzyki granej na żywo. Swoją wiedzę i umiejętności wykorzystuje także w komercyjnych projektach multimedialnych w interactive agency, jako desinger i direct manager. Obecnie wsółtworzy kolektyw Hak Records, dba o oprawe wizualną przy projektach Turntable Fusion, tworzy strony internetowe (zob.www.spejs.pl). ..::TRACK-LIST::.. 1. Poranek 2. Człowiek z jednym pejsem 3. Równowaga w szczęściu 4. Pi 5. We Are The Spejs 6. Stacja swetra 7. Boa marzyciel 8. Opętanie 9. Zielonkawy 10. Bitcik (Taki sobie) 11. Nocny lot 12. Zdarzenie 13. Muzyka dla wielorybów 14. Drogi na wszystkie strony 15. Latający dywan 16. Fly 17. Muzyka dla wielorybów (Remix) 18. Latający dywan (Remix) ..::OBSADA::.. Karol Szaltis - synth & rhodes Tomek Glazik - tenor sax & modular Awry Sz - turntables, electronics Jacek Buhl - drums Spontanity - vj https://www.youtube.com/watch?v=oms82ZhHN48 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-08 14:16:30
Rozmiar: 308.41 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
Sleaford Mods to brytyjski duet muzyczny z Nottingham, założony w 2007 roku przez Jasona Williamsona i Andrew Fearna. Zespół zasłynął surowym, minimalistycznym brzmieniem opartym na prostych bitach, basowych podkładach i charakterystycznym, agresywnym spoken-word Williamsona. Ich teksty są ostre, bezpośrednie i silnie osadzone w realiach brytyjskiej klasy pracującej - pełne społecznej frustracji, politycznych komentarzy i czarnego humoru. Sleaford Mods zdobyli uznanie krytyków jako jeden z najbardziej bezkompromisowych i autentycznych głosów współczesnej muzyki alternatywnej w Wielkiej Brytanii. Wstawka zawiera trzynasty, najnowszy album zespołu. Title: The Demise Of Planet X Artist: Sleaford Mods Country: Wielka Brytania Year: 2026 Genre: Alternatywna Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. 1.The Good Life (feat. Gwendoline Christie and Big Special) 2.Double Diamond 3.Elitest G.O.A.T. (feat. Aldous Harding) 4.Megaton 5.No Touch (feat. Sue Tompkins) 6.Bad Santa 7.The Demise of Planet X 8.Don Draper 9.Gina Was 10.Shoving the Images" 11.Flood the Zone (feat. Liam Bailey) 12.Kill List" (feat. Snowy) 13.The Unwrap
Seedów: 19
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-04 11:32:59
Rozmiar: 100.07 MB
Peerów: 19
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist...............: Beck Album................: Everybody's Gotta Learn Sometime Genre................: Alternativa e indie Year.................: 2026 Codec................: Reference libFLAC 1.5 ...( TrackList )... 001. Beck - Everybody's Gotta Learn Sometime 002. Beck - Can't Help Falling In Love 003. Beck - I Only Have Eyes For You 004. Beck - Ramona 005. Beck - Michelangelo Antonioni (Em Inglês) 006. Beck - Your Cheatin' Heart 007. Beck - Love 008. Beck - True Love Will Find You In The End
Seedów: 369
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-04 11:32:25
Rozmiar: 313.54 MB
Peerów: 12
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Dry Cleaning to brytyjski zespół post-punkowy z południowego Londynu, założony w 2018 roku. Grupę tworzą Florence Shaw (wokal), Tom Dowse (gitara), Lewis Maynard (bas) oraz Nick Buxton (perkusja). Zespół wyróżnia się charakterystycznym stylem, w którym surowe, minimalistyczne gitarowe brzmienia łączą się z mówionym, niemal deklamowanym wokalem. Teksty Dry Cleaning mają formę ironicznych obserwacji codzienności, pełnych absurdu, humoru i subtelnej krytyki współczesnej rzeczywistości. Ich muzyka nawiązuje do tradycji klasycznego post-punku, jednocześnie zachowując nowoczesną, oszczędną estetykę. Debiutancki album „New Long Leg” (2021) przyniósł zespołowi międzynarodowe uznanie, a kolejne wydawnictwa ugruntowały ich pozycję jako jednego z najbardziej oryginalnych i wyrazistych zespołów współczesnej sceny alternatywnej. Wstawka zawiera trzeci, najnowszy album studyjny zespołu. Title: Secret Love Artist: Dry Cleaning Country: Wielka Brytania Year: 2026 Genre: Alternatywna Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. Hit My Head All Day Cruise Ship Designer My Soul / Half Pint Secret Love (Concealed in a Drawing of a Boy) Let Me Grow and You’ll See the Fruit Blood Evil Evil Idiot Rocks The Cute Things I Need You Joy
Seedów: 18
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-25 09:42:11
Rozmiar: 97.63 MB
Peerów: 20
Dodał: Uploader
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Australijski songwriter , wokalista, gitarzysta i producent powraca w wytwórni Gusstaff Rec. z nowym albumem. Powiedzieć, że Hugo Race jest bardzo płodnym artystą, to zdecydowanie za mało, na świecie święci triumfy właśnie wydana przez Glitterhouse płyta „BKO“ jego projektu Dirtmusic, założonego razem z Chrisem Eckmanem i Chrisem Brokawem, rok temu ukazała się solowa, elektro-akustyczna, instrumentalna płyta Hugo Race'a w Gusstaff Rec. („Between Hemispheres“), wziął również udział w nagraniu nowego albumu formacji Lilium (muzycy z 16 Horsepower). Nowy album „Fatalists“ jest surowy, nastrojowy i bardzo liryczny. Nagrany we Włoszech, z gitarzystą Antonio Gramentierim (Sea of Cortez, Delavega), perkusistą Diego Sapignoli (Delavega), pochodzącą z Arizony skrzypaczką Vicky Brown i holenderskim kontrabasistą Erikiem Van Loo (Willard Grant Conspiracy) stworzył akustyczne i melodyjne brzmienie ukazujące piosenki i głos Hugo w zupełnie nowym świetle. Tak sam Hugo opowiada o powstaniu tej płyty: 'We all met up in an old villa in rural Italy on a cold autumn day. I’d just finished a month on tour with the True Spirit and in the tour’s closing stages had come down with pneumonia. Because most of the songs I had for Fatalists were about death, this seemed a fitting background, and for the duration of the recording sessions I was laid-up with a fever in a room adjacent to the studio. I could hear the band tracking my songs but couldn’t participate. So the sessions were really produced by Antonio and the other Fatalists, and they gave the songs a different slant. Having self-produced my recordings for a very long time I thought that here was a chance to step back and let a whole new album materialize, if I could just trust in the process. Cal and Andy mixed the album at the Mill studio on a hill overlooking the Southern Ocean where the wind blows in off the grey water with a cold metallic edge. There are few neighbours, and like the Cosabeat studio in the Romagna, a sense of nature and desolation and human insignificance predominates. I never planned to make this record, it just kind of happened – hence the title Fatalists – because often fate has other plans for us...' The songs: Call Her Name. In the depths of a German winter, in between summer spells in Australia and the Sahara, everything appearing further and further away. She and he were real, but at the same time just a memory. The connection still exists, stretched and tenuous from time, distance, necessity. Too Many Zeroes. Planetary pathos is an everyday thing – to the extent that we become desensitized to it. Binary overload, so much information and not enough psychic space to digest it. As individuals we’re a transient blip on the radar of something huge and indifferent. Make of that what you can, and get used to it. Slow Fry. Despair is useless unless you can find a way to harness it’s force. Sometimes a little grilling can get you over it, like walking on hot coals without burning your soles, the torment we endure before we choose action as its remedy. Will You Wake Up. This song haunted me since I first heard David Creese sing it with his band, Mysteries. When Kenichi suggested we do a duet in Berlin, I taped it in Catania with friends from the Sicilian project Kill Your Song and gave it to her to sing. Antonio and Erik cut their tracks in Italy, Vicky recorded her violins at home in Arizona, the kora came from Mali and by the time we’d mixed it near Melbourne the track had been stretched right around the globe. Coming Over. It could be about two people separated by the mass of a city, in different cities, or on different continents. We are many, we are diffused, and time and distance don’t mean what they used to. Serpent Egg. The more I thought about this particular dream, the realer it seemed. This song became a way to exorcise it. At the centre is a third party, but her name we do not know, or she is known by many names – then you have to choose. In The Pines. This is old Leadbelly, and before him, from way back somewhere else. It will never date because it says so much with so little to so many. There is no resolution here, no redemption, just the tall trees. Nightvision. I was reading some reportage on clandestine operations in the Sahara desert, and listening to the Fatalists from down the hall. But the fever was high and the pages of the book erased themselves, then the paper dissolved, and there was a galaxy of stars to read instead. On careful examination, they told me nothing. Hugo Race jest wizjonerskim performerem, wokalistą, muzykiem, poetą i producentem. Pochodzi z Melbourne w Australii, lecz jedo podróże uczyniły z niego „obywatela świata“, od 25 lat mieszka i tworzy w Australii, na Sycylii, w Niemczech, Wielkiej Brytanii i USA. Piosenki Hugo Race'a tkwią we współczesnej pop-kulturze, jednak wyrastają z rock'n'rolla, soulu i delta-bluesa, często mocno zabarwione awangardową elektroniką. Ze swoim zespołem The True Spirit i wieloma projektami pobocznymi, Hugo ucieka od wszelkich jednoznacznych etykiet, ponieważ stworzył własny obszar między rockiem, eksperymentem i psychodelią. Nie można również nie wspomnieć, że Hugo był członkiem-założycielem zespołu Nicka Cave'a Bad Seeds (pojawia się na pierwszej płycie „From Her To Eternity“ i na wielu kolejnych albumach). W 1985 założył kultową australijską art-punkową formację The Wreckery. Od kilku lat systematycznie przyjeżdza do Polski na koncerty, gdzie ma już rzeszę wiernych fanów, jego koncert w warszawskim CDQ został wydany na DVD przez Gusstaff Rec. Wydawca ..::TRACK-LIST::.. ..::OBSADA::.. 1. Call Her Name 5:51 Double Bass - Erik Van Loo Drums, Vibraphone - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Electric Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar - Hugo Race 2. Too Many Zeroes 3:16 Double Bass - Erik Van Loo Drums, Vibraphone - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar, Electric Organ - Hugo Race 3. Slow Fry 4:30 Double Bass - Erik Van Loo Drums - Diego Sapignoli Electric Guitar, Acoustic Guitar - Antonio Gramentieri Electric Violin - Vicki Brown Synthesizer - Franco Naddei Voice, Electric Organ - Hugo Race 4. Will You Wake Up 4:35 Baritone Guitar - Antonio Gramentieri Double Bass - Erik Van Loo Drums - Massimo Ferrarotto Harmonium - Tazio Iacobacci Violin - Vicki Brown Voice - Miss Kenichi Voice, Acoustic Guitar, Kora - Hugo Race 5. Coming Over 4:31 Double Bass - Erik Van Loo Drums, Vibraphone, Percussion - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar - Hugo Race 6. The Serpent Egg 4:01 Double Bass - Erik Van Loo Drums - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar, Keyboards - Hugo Race 7. In The Pines 3:29 Double Bass - Erik Van Loo Drums - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar - Hugo Race 8. Nightvision 6:06 Double Bass - Erik Van Loo Drums - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Electric Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar - Hugo Race Written By - Antonio Gramentieri (tracks: 3), David Creese (tracks: 4), Hugo Race (tracks: 1 - 3, 5 - 6, 8), Leadbelly (tracks: 7), Traditional (tracks: 7) https://www.youtube.com/watch?v=mES5Y8x9REo SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-18 11:34:30
Rozmiar: 84.62 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. Australijski songwriter , wokalista, gitarzysta i producent powraca w wytwórni Gusstaff Rec. z nowym albumem. Powiedzieć, że Hugo Race jest bardzo płodnym artystą, to zdecydowanie za mało, na świecie święci triumfy właśnie wydana przez Glitterhouse płyta „BKO“ jego projektu Dirtmusic, założonego razem z Chrisem Eckmanem i Chrisem Brokawem, rok temu ukazała się solowa, elektro-akustyczna, instrumentalna płyta Hugo Race'a w Gusstaff Rec. („Between Hemispheres“), wziął również udział w nagraniu nowego albumu formacji Lilium (muzycy z 16 Horsepower). Nowy album „Fatalists“ jest surowy, nastrojowy i bardzo liryczny. Nagrany we Włoszech, z gitarzystą Antonio Gramentierim (Sea of Cortez, Delavega), perkusistą Diego Sapignoli (Delavega), pochodzącą z Arizony skrzypaczką Vicky Brown i holenderskim kontrabasistą Erikiem Van Loo (Willard Grant Conspiracy) stworzył akustyczne i melodyjne brzmienie ukazujące piosenki i głos Hugo w zupełnie nowym świetle. Tak sam Hugo opowiada o powstaniu tej płyty: 'We all met up in an old villa in rural Italy on a cold autumn day. I’d just finished a month on tour with the True Spirit and in the tour’s closing stages had come down with pneumonia. Because most of the songs I had for Fatalists were about death, this seemed a fitting background, and for the duration of the recording sessions I was laid-up with a fever in a room adjacent to the studio. I could hear the band tracking my songs but couldn’t participate. So the sessions were really produced by Antonio and the other Fatalists, and they gave the songs a different slant. Having self-produced my recordings for a very long time I thought that here was a chance to step back and let a whole new album materialize, if I could just trust in the process. Cal and Andy mixed the album at the Mill studio on a hill overlooking the Southern Ocean where the wind blows in off the grey water with a cold metallic edge. There are few neighbours, and like the Cosabeat studio in the Romagna, a sense of nature and desolation and human insignificance predominates. I never planned to make this record, it just kind of happened – hence the title Fatalists – because often fate has other plans for us...' The songs: Call Her Name. In the depths of a German winter, in between summer spells in Australia and the Sahara, everything appearing further and further away. She and he were real, but at the same time just a memory. The connection still exists, stretched and tenuous from time, distance, necessity. Too Many Zeroes. Planetary pathos is an everyday thing – to the extent that we become desensitized to it. Binary overload, so much information and not enough psychic space to digest it. As individuals we’re a transient blip on the radar of something huge and indifferent. Make of that what you can, and get used to it. Slow Fry. Despair is useless unless you can find a way to harness it’s force. Sometimes a little grilling can get you over it, like walking on hot coals without burning your soles, the torment we endure before we choose action as its remedy. Will You Wake Up. This song haunted me since I first heard David Creese sing it with his band, Mysteries. When Kenichi suggested we do a duet in Berlin, I taped it in Catania with friends from the Sicilian project Kill Your Song and gave it to her to sing. Antonio and Erik cut their tracks in Italy, Vicky recorded her violins at home in Arizona, the kora came from Mali and by the time we’d mixed it near Melbourne the track had been stretched right around the globe. Coming Over. It could be about two people separated by the mass of a city, in different cities, or on different continents. We are many, we are diffused, and time and distance don’t mean what they used to. Serpent Egg. The more I thought about this particular dream, the realer it seemed. This song became a way to exorcise it. At the centre is a third party, but her name we do not know, or she is known by many names – then you have to choose. In The Pines. This is old Leadbelly, and before him, from way back somewhere else. It will never date because it says so much with so little to so many. There is no resolution here, no redemption, just the tall trees. Nightvision. I was reading some reportage on clandestine operations in the Sahara desert, and listening to the Fatalists from down the hall. But the fever was high and the pages of the book erased themselves, then the paper dissolved, and there was a galaxy of stars to read instead. On careful examination, they told me nothing. Hugo Race jest wizjonerskim performerem, wokalistą, muzykiem, poetą i producentem. Pochodzi z Melbourne w Australii, lecz jedo podróże uczyniły z niego „obywatela świata“, od 25 lat mieszka i tworzy w Australii, na Sycylii, w Niemczech, Wielkiej Brytanii i USA. Piosenki Hugo Race'a tkwią we współczesnej pop-kulturze, jednak wyrastają z rock'n'rolla, soulu i delta-bluesa, często mocno zabarwione awangardową elektroniką. Ze swoim zespołem The True Spirit i wieloma projektami pobocznymi, Hugo ucieka od wszelkich jednoznacznych etykiet, ponieważ stworzył własny obszar między rockiem, eksperymentem i psychodelią. Nie można również nie wspomnieć, że Hugo był członkiem-założycielem zespołu Nicka Cave'a Bad Seeds (pojawia się na pierwszej płycie „From Her To Eternity“ i na wielu kolejnych albumach). W 1985 założył kultową australijską art-punkową formację The Wreckery. Od kilku lat systematycznie przyjeżdza do Polski na koncerty, gdzie ma już rzeszę wiernych fanów, jego koncert w warszawskim CDQ został wydany na DVD przez Gusstaff Rec. Wydawca ..::TRACK-LIST::.. ..::OBSADA::.. 1. Call Her Name 5:51 Double Bass - Erik Van Loo Drums, Vibraphone - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Electric Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar - Hugo Race 2. Too Many Zeroes 3:16 Double Bass - Erik Van Loo Drums, Vibraphone - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar, Electric Organ - Hugo Race 3. Slow Fry 4:30 Double Bass - Erik Van Loo Drums - Diego Sapignoli Electric Guitar, Acoustic Guitar - Antonio Gramentieri Electric Violin - Vicki Brown Synthesizer - Franco Naddei Voice, Electric Organ - Hugo Race 4. Will You Wake Up 4:35 Baritone Guitar - Antonio Gramentieri Double Bass - Erik Van Loo Drums - Massimo Ferrarotto Harmonium - Tazio Iacobacci Violin - Vicki Brown Voice - Miss Kenichi Voice, Acoustic Guitar, Kora - Hugo Race 5. Coming Over 4:31 Double Bass - Erik Van Loo Drums, Vibraphone, Percussion - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar - Hugo Race 6. The Serpent Egg 4:01 Double Bass - Erik Van Loo Drums - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar, Keyboards - Hugo Race 7. In The Pines 3:29 Double Bass - Erik Van Loo Drums - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar - Hugo Race 8. Nightvision 6:06 Double Bass - Erik Van Loo Drums - Diego Sapignoli Electric Guitar - Antonio Gramentieri Electric Violin - Vicki Brown Voice, Acoustic Guitar - Hugo Race Written By - Antonio Gramentieri (tracks: 3), David Creese (tracks: 4), Hugo Race (tracks: 1 - 3, 5 - 6, 8), Leadbelly (tracks: 7), Traditional (tracks: 7) https://www.youtube.com/watch?v=mES5Y8x9REo SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-18 11:03:10
Rozmiar: 216.56 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. Dla niemieckiej grupy Kammerflimmer Kollektief po 20 latach i 10 płytach przyszedł czas na kolejną podróż. Pochodzące z Karlsruhe trio prowadzi nas przez siedem stacji w niezgłębionej Terra Incognita, na przecięciu improwizacji i kompozycji, nieustannie przeskakując pomiędzy precyzją i wolnością, matematyką i spontanicznością, i kiedy myślimy, że mogliśmy go już sklasyfikować i zdefiniować, znika zupełnie. Ten album zatytułowany "Są działania, które zaniedbaliśmy i które nieustannie nas wzywają" jest dla tych, którzy nie boją się nieznanego, nieustraszonych: bez słów wyczarowuje zaklęte miejsca w najbogatszych tonach, jednocześnie konfrontując nas z magią, która nas urzeka i rozdzierającą świadomością, że nigdy nie uwolnimy się od jego czarodziejskiej mocy. After 20 years of Kammerflimmer Kollektief, with 10 albums thus far, the time has come to take a trip. The Karlsruhe combo guide us through seven stations in an unfathomable Terra Incognita, where a listening space emerges at the intersection of improvisation and composition, a space where certitude slips out of reach, jouncing incessantly between precision and freedom, oscillating furiously between cut-up and palimpsest – and, just when we think we may have pinned it down, disappears altogether. This album entitled "There are actions which we have neglected and which never cease to call us." is one for the fearless: wordlessly conjuring up enchanted places in the richest of tones, simultaneously confronting us with magic which captivates us and the excruciating realisation that we may never be released from its spell. ..::TRACK-LIST::.. Action 1: Lucid, Imperial Beach 10:33 Action 2: Discharged, Quauhnáhuac 04:07 Action 3: Thoughtless, Hamburg 05:17 Action 4: Wasted, Ivano-Frankivsk 03:58 Action 5: Resplendent, Bolinas 06:47 Action 6: Vigilant, Jerichow 02:44 Action 7: Blessed, Ermenonville 05:29 ..::OBSADA::.. Electric Guitar, Sounds [Slide, Feedbacks & Interference] - Thomas Weber Harmonium, Sounds [Oscillations, Wind & Fury] - Heike Aumüller Double Bass, Sounds [Low End Theory] - Johannes Frisch https://www.youtube.com/watch?v=LtSkXpMwFTk SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-16 17:10:03
Rozmiar: 90.30 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. Dla niemieckiej grupy Kammerflimmer Kollektief po 20 latach i 10 płytach przyszedł czas na kolejną podróż. Pochodzące z Karlsruhe trio prowadzi nas przez siedem stacji w niezgłębionej Terra Incognita, na przecięciu improwizacji i kompozycji, nieustannie przeskakując pomiędzy precyzją i wolnością, matematyką i spontanicznością, i kiedy myślimy, że mogliśmy go już sklasyfikować i zdefiniować, znika zupełnie. Ten album zatytułowany "Są działania, które zaniedbaliśmy i które nieustannie nas wzywają" jest dla tych, którzy nie boją się nieznanego, nieustraszonych: bez słów wyczarowuje zaklęte miejsca w najbogatszych tonach, jednocześnie konfrontując nas z magią, która nas urzeka i rozdzierającą świadomością, że nigdy nie uwolnimy się od jego czarodziejskiej mocy. After 20 years of Kammerflimmer Kollektief, with 10 albums thus far, the time has come to take a trip. The Karlsruhe combo guide us through seven stations in an unfathomable Terra Incognita, where a listening space emerges at the intersection of improvisation and composition, a space where certitude slips out of reach, jouncing incessantly between precision and freedom, oscillating furiously between cut-up and palimpsest – and, just when we think we may have pinned it down, disappears altogether. This album entitled "There are actions which we have neglected and which never cease to call us." is one for the fearless: wordlessly conjuring up enchanted places in the richest of tones, simultaneously confronting us with magic which captivates us and the excruciating realisation that we may never be released from its spell. ..::TRACK-LIST::.. Action 1: Lucid, Imperial Beach 10:33 Action 2: Discharged, Quauhnáhuac 04:07 Action 3: Thoughtless, Hamburg 05:17 Action 4: Wasted, Ivano-Frankivsk 03:58 Action 5: Resplendent, Bolinas 06:47 Action 6: Vigilant, Jerichow 02:44 Action 7: Blessed, Ermenonville 05:29 ..::OBSADA::.. Electric Guitar, Sounds [Slide, Feedbacks & Interference] - Thomas Weber Harmonium, Sounds [Oscillations, Wind & Fury] - Heike Aumüller Double Bass, Sounds [Low End Theory] - Johannes Frisch https://www.youtube.com/watch?v=LtSkXpMwFTk SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-16 17:06:03
Rozmiar: 211.56 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. Magneto - to warszawskie trio założone przez gitarzystę Bartka Tycińskiego (m.in Mitch & Mitch, Starzy Singers, Slalom, Der Father/Mother, New Cage, Veda Sound ) wraz z perkusistą Hubertem Zemlerem (m.in Der Father/Mother, Opla, CEL) i basistą Piotrem Domagalskim (m.in Lomi Lomi, Levity) Związani z warszawską wytwórnią Lado ABC (RIP) muzycy, tym razem postanowili spotkać się wiosną podczas lockdownu, żeby nie zwariować. Efektem tego spotkania było nagranie albumu „Requiem pour Satana”, który zawiera 10 utworów instrumentalnych. Stylistycznie album stanowi mieszankę łączącą w sobie zarówno rytmy południowoamerykańskie, tajski surf, turecki funk, hawajską hulę czy muzykę filmową. Trzy utwory to aranżacje Louiza Bonfy, Camille Sauvage i P.M. Pocket Music, a pozostałe to kompozycje muzyków. Całość zagrana jest w sposób minimalistyczny, z sennymi, rozmytymi gitarami i psychodeliczną, transową sekcją rytmiczną. Wydawca Gościem specjalnym trzeciej części mojego jednorazowego cyklu będzie osobnik o imieniu Lucyfer. Choć historia i sztuka różne imiona mu nadawała, a niektórzy wyrażali mu nawet współczucie. Do moich ulubionych należy imię Woland. Jego znakiem rozpoznawczym jest liczba sześćset sześćdziesiąt sześć, co kierować może (ale nie musi) do dawnego portalu/wydawcy Trzy Szóstki. Są tacy, którzy twierdzą, że za pomocą wzoru na ciastkach stara się z nami skomunikować. Z tego wstępu płynnie przechodzimy do powołanego w pandemii tria Magneto, które uraczyło nas uroczą i wspaniałą płytą „Requiem pour Satana”, której okładkowy szpon nie pozostawia wątpliwości, co do miejsca pochodzenia. Za nazwą Magneto skryli się gitarzysta i kompozytor Bartek Tyciński, perkusista Hubert Zemler oraz basista Piotr Domagalski. Powinniście ich znać z różnych składów, a przytaczać wszystkiego w czym udział wzięli nie mam zamiaru. Za mało miejsca. Jedno jest pewne, trzymając się legendy o Robercie Johnsonie można założyć, że nasze trio też weszło w konszachty z diabłem. Tak najłatwiej wytłumaczyć sobie z poziomu kanapy ich piekielne muzyczne zdolności. Trudniej pewnie wyjść z założenia, że oto mamy do czynienia z trzema wybitnie utalentowanymi jednostkami, które ciężką pracą, otwartymi głowami osiągnęli taki poziom. Mnie pasują obie wersje, a wysoka jakość albumu „Requiem pour Satana” nie jest dla mnie zaskoczeniem, choć zaskoczeń na nim nie brakuje. Rzućmy to i posłuchajmy „Requiem pour Satan” (kompozycja Camille`a Sauvage z wokalizą Joanny Halszki Sokołowskiej) kapitalnie filmowego utworu, który buduje i rozbraja jednocześnie nastrój grozy. Szaleńcze eskapady stylistyczne zespołu są olśniewające. Luźny, pustynny i amerykański „Mikołaj”, powolno-rozmyty „Temptation of Stingray”, rozpromieniony i taneczny „Mambolero” brazylijskiego gitarzysty Luiza Bonfa czy przywołujący na myśl stare polskie filmy „Henryk Hula”. Niewyczerpane muszą być zasoby inteligencji i pomysłowości twórców. Wszakże na początek dostajemy strzał z biodra w postaci „Pama Rum Kwan” (oryg. P.M Pocket Music). Każdy nadwrażliwiec porzuci smutne oblicze, gdy mu się puści „La Rumbia en Blanco y Negro”. Z kolei „Die Turkfunken” jest tak mocny, że zawstydza światowych epigonów rocka oraz ich słuchaczy. Niczego nie można być do końca pewnym bo trio za nic ma reguły i zasady, których spisanych nikt nie widział. Nawet w wolniejszej odsłonie („Garagem de Pedrinho”) potrafią sporo namieszać. Nic lepszego nie znajdziecie. Albumy takie jak „Requiem pour Satana” przypominają, że człowiek wymyślił muzykę również dla radości. Że przy okazji jest to płyta polska, cieszy podwójnie. Jarek Szczęsny Magneto is an instrumental group founded by guitarist and composer Bartek Tyciński together with drummer and composer Hubert Zemler and bassist and composer Piotr Domagalski. Magneto is based in Warsaw (Poland) The members of the band are part of Warsaw’s experimental, jazz, impro, contemporary music scene. They collaborated in the past in various bands and projects of Warsaw’s legendary independent label Lado ABC. This time they met during Spring lockdown not to get crazy. As a result they recorded „Requiem pour Satana” - 10 instrumental tunes that combine South American rhythms, Thai shadow / surf music, Turkish funk, Hawaiian hula ballad and soundtrack music. Three tunes are arrangements of Louiz Bonfa, Camille Sauvage and P.M. Pocket Music. The rest are original compositions of the trio. The sound is quite minimalistic with dreamy, reverbed guitars and psychodelic, trans rhythm section. Noise Magazine Review (April 21, 2021) "Magneto is a a Polish jazz-rock trio consisting of Hubert Zemler, Piotr Domagalski, and Bartek Tyciński. They’ve been pigeonholed as essentially an instrumental surf rock band (which is partially their own doing) but there is so much more to the band and their sound than simply a more technically savvy reimagining of Dick Dale’s repertoire. A lot of what you will hear on their debut album Requiem pour Satana is reminiscent of the cinematic and aesthetic qualities of the most recent El Michels Affair album Yeti Season. Not surprising as both bands see fit to combine South American rhythms with Turkish funk. Beyond such apt comparisons though, it is worth noting that Magneto has a unique and eclectic aura that distinguishes them from their peers in the world of international jazz. A lot of the sounds that they are combining shouldn’t work together, but somehow still adhere in to a coherent and euphonious listening experience. What is especially magnificent about Magneto is that while their music is easy on the ears, it’s far from a superfluous listen. Something that I attribute to not only the catchy compositions they’ve crafted but also the slightly tart quality of their guitar tones, an aspect that accommodates a sense of the uncanny. The band’s journey of forbidden fruit finding begins with “Pama Rum Kwan” a lonesome, Thai-surf flavored splash of salt and tears. The next track “La Rumbia en Blanco y Negro” threads Turkish-inspired chords through Brazillian bongo beats to produce a slightly sticky traipse of galloping rhythms and curiously textured grooves. Instrumental surf rock hasn’t been go-to for rock enthusiasts since at least the early ’60s, and while it was somewhat revived during the ’90s, this revisionist revival seemed to focus more on the genre’s overlap with rockabilly. A fact that made it feel like an afterthought and incomplete in its appreciation. It’s therefore very cool to hear Magneto reach back to the central American origins of the genre with cool little, mid-afternoon cantina jammers like”Mambolero” and filter these dusty-boarder walking chords through numbers as mysterious as the witchy, spur-clattery trance, scuff and slither of the title-track, which feels like it is attempting to entice your soul out of your body with a heavy-lidded gaze. It’s a number with a snake-like charm which “Danse Exotique d’un Amant Timide” also mimics. “Die Turkfunken” is an admirable Chicano soul indebted bop, while closer “MIkołaj” plants itself squarely on the California coast with a homemade satellite dish, attempting to intercept messages from interstellar beings. Requiem pour Satana is a strangely transportive record that is worth your time today." Mick R. ..::TRACK-LIST::.. 1. Pama Rum Kwan 05:03 2. La Rumbia en Blanco y Negro 03:13 3. Temptation of Stingray 06:19 4. Mambolero 05:40 5. Requiem pour Satan 04:58 6. Die Turkfunken 04:21 7. Henryk Hula 03:56 8. Garagem de Pedrinho 05:51 + 9. Danse Exotique d'un Amant Timide 03:14 10. Mikołaj 05:19 ..::OBSADA::.. Bartek Tyciński - guitar, organ, synth, voice Hubert Zemler - drums, percussions, synth, voice Piotr Domagalski - bass, voice Special guests: Joanna Halszka Sokołowska, Igor Nikiforow („Pama Rum Kwan”, „Die Turkfunken”, „Henryk Hula” Joanna Halszka Sokołowska („Temptation of Stingray”, „Requiem pour Satan”) Piotr Zabrodzki ("Mikołaj") Songs written by: Bartek Tyciński, Hubert Zemler, Piotr Domagalski (tracks 2,8,9,10), Bartek Tycinski (tracks 3,6,7), P.M Pocket Music (track 1), Luiz Bonfa (track 4), Camille Sauvage (track 5) https://www.youtube.com/watch?v=CR5hQnaQbww SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-15 11:23:50
Rozmiar: 111.84 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. Magneto - to warszawskie trio założone przez gitarzystę Bartka Tycińskiego (m.in Mitch & Mitch, Starzy Singers, Slalom, Der Father/Mother, New Cage, Veda Sound ) wraz z perkusistą Hubertem Zemlerem (m.in Der Father/Mother, Opla, CEL) i basistą Piotrem Domagalskim (m.in Lomi Lomi, Levity) Związani z warszawską wytwórnią Lado ABC (RIP) muzycy, tym razem postanowili spotkać się wiosną podczas lockdownu, żeby nie zwariować. Efektem tego spotkania było nagranie albumu „Requiem pour Satana”, który zawiera 10 utworów instrumentalnych. Stylistycznie album stanowi mieszankę łączącą w sobie zarówno rytmy południowoamerykańskie, tajski surf, turecki funk, hawajską hulę czy muzykę filmową. Trzy utwory to aranżacje Louiza Bonfy, Camille Sauvage i P.M. Pocket Music, a pozostałe to kompozycje muzyków. Całość zagrana jest w sposób minimalistyczny, z sennymi, rozmytymi gitarami i psychodeliczną, transową sekcją rytmiczną. Wydawca Gościem specjalnym trzeciej części mojego jednorazowego cyklu będzie osobnik o imieniu Lucyfer. Choć historia i sztuka różne imiona mu nadawała, a niektórzy wyrażali mu nawet współczucie. Do moich ulubionych należy imię Woland. Jego znakiem rozpoznawczym jest liczba sześćset sześćdziesiąt sześć, co kierować może (ale nie musi) do dawnego portalu/wydawcy Trzy Szóstki. Są tacy, którzy twierdzą, że za pomocą wzoru na ciastkach stara się z nami skomunikować. Z tego wstępu płynnie przechodzimy do powołanego w pandemii tria Magneto, które uraczyło nas uroczą i wspaniałą płytą „Requiem pour Satana”, której okładkowy szpon nie pozostawia wątpliwości, co do miejsca pochodzenia. Za nazwą Magneto skryli się gitarzysta i kompozytor Bartek Tyciński, perkusista Hubert Zemler oraz basista Piotr Domagalski. Powinniście ich znać z różnych składów, a przytaczać wszystkiego w czym udział wzięli nie mam zamiaru. Za mało miejsca. Jedno jest pewne, trzymając się legendy o Robercie Johnsonie można założyć, że nasze trio też weszło w konszachty z diabłem. Tak najłatwiej wytłumaczyć sobie z poziomu kanapy ich piekielne muzyczne zdolności. Trudniej pewnie wyjść z założenia, że oto mamy do czynienia z trzema wybitnie utalentowanymi jednostkami, które ciężką pracą, otwartymi głowami osiągnęli taki poziom. Mnie pasują obie wersje, a wysoka jakość albumu „Requiem pour Satana” nie jest dla mnie zaskoczeniem, choć zaskoczeń na nim nie brakuje. Rzućmy to i posłuchajmy „Requiem pour Satan” (kompozycja Camille`a Sauvage z wokalizą Joanny Halszki Sokołowskiej) kapitalnie filmowego utworu, który buduje i rozbraja jednocześnie nastrój grozy. Szaleńcze eskapady stylistyczne zespołu są olśniewające. Luźny, pustynny i amerykański „Mikołaj”, powolno-rozmyty „Temptation of Stingray”, rozpromieniony i taneczny „Mambolero” brazylijskiego gitarzysty Luiza Bonfa czy przywołujący na myśl stare polskie filmy „Henryk Hula”. Niewyczerpane muszą być zasoby inteligencji i pomysłowości twórców. Wszakże na początek dostajemy strzał z biodra w postaci „Pama Rum Kwan” (oryg. P.M Pocket Music). Każdy nadwrażliwiec porzuci smutne oblicze, gdy mu się puści „La Rumbia en Blanco y Negro”. Z kolei „Die Turkfunken” jest tak mocny, że zawstydza światowych epigonów rocka oraz ich słuchaczy. Niczego nie można być do końca pewnym bo trio za nic ma reguły i zasady, których spisanych nikt nie widział. Nawet w wolniejszej odsłonie („Garagem de Pedrinho”) potrafią sporo namieszać. Nic lepszego nie znajdziecie. Albumy takie jak „Requiem pour Satana” przypominają, że człowiek wymyślił muzykę również dla radości. Że przy okazji jest to płyta polska, cieszy podwójnie. Jarek Szczęsny Magneto is an instrumental group founded by guitarist and composer Bartek Tyciński together with drummer and composer Hubert Zemler and bassist and composer Piotr Domagalski. Magneto is based in Warsaw (Poland) The members of the band are part of Warsaw’s experimental, jazz, impro, contemporary music scene. They collaborated in the past in various bands and projects of Warsaw’s legendary independent label Lado ABC. This time they met during Spring lockdown not to get crazy. As a result they recorded „Requiem pour Satana” - 10 instrumental tunes that combine South American rhythms, Thai shadow / surf music, Turkish funk, Hawaiian hula ballad and soundtrack music. Three tunes are arrangements of Louiz Bonfa, Camille Sauvage and P.M. Pocket Music. The rest are original compositions of the trio. The sound is quite minimalistic with dreamy, reverbed guitars and psychodelic, trans rhythm section. Noise Magazine Review (April 21, 2021) "Magneto is a a Polish jazz-rock trio consisting of Hubert Zemler, Piotr Domagalski, and Bartek Tyciński. They’ve been pigeonholed as essentially an instrumental surf rock band (which is partially their own doing) but there is so much more to the band and their sound than simply a more technically savvy reimagining of Dick Dale’s repertoire. A lot of what you will hear on their debut album Requiem pour Satana is reminiscent of the cinematic and aesthetic qualities of the most recent El Michels Affair album Yeti Season. Not surprising as both bands see fit to combine South American rhythms with Turkish funk. Beyond such apt comparisons though, it is worth noting that Magneto has a unique and eclectic aura that distinguishes them from their peers in the world of international jazz. A lot of the sounds that they are combining shouldn’t work together, but somehow still adhere in to a coherent and euphonious listening experience. What is especially magnificent about Magneto is that while their music is easy on the ears, it’s far from a superfluous listen. Something that I attribute to not only the catchy compositions they’ve crafted but also the slightly tart quality of their guitar tones, an aspect that accommodates a sense of the uncanny. The band’s journey of forbidden fruit finding begins with “Pama Rum Kwan” a lonesome, Thai-surf flavored splash of salt and tears. The next track “La Rumbia en Blanco y Negro” threads Turkish-inspired chords through Brazillian bongo beats to produce a slightly sticky traipse of galloping rhythms and curiously textured grooves. Instrumental surf rock hasn’t been go-to for rock enthusiasts since at least the early ’60s, and while it was somewhat revived during the ’90s, this revisionist revival seemed to focus more on the genre’s overlap with rockabilly. A fact that made it feel like an afterthought and incomplete in its appreciation. It’s therefore very cool to hear Magneto reach back to the central American origins of the genre with cool little, mid-afternoon cantina jammers like”Mambolero” and filter these dusty-boarder walking chords through numbers as mysterious as the witchy, spur-clattery trance, scuff and slither of the title-track, which feels like it is attempting to entice your soul out of your body with a heavy-lidded gaze. It’s a number with a snake-like charm which “Danse Exotique d’un Amant Timide” also mimics. “Die Turkfunken” is an admirable Chicano soul indebted bop, while closer “MIkołaj” plants itself squarely on the California coast with a homemade satellite dish, attempting to intercept messages from interstellar beings. Requiem pour Satana is a strangely transportive record that is worth your time today." Mick R. ..::TRACK-LIST::.. 1. Pama Rum Kwan 05:03 2. La Rumbia en Blanco y Negro 03:13 3. Temptation of Stingray 06:19 4. Mambolero 05:40 5. Requiem pour Satan 04:58 6. Die Turkfunken 04:21 7. Henryk Hula 03:56 8. Garagem de Pedrinho 05:51 + 9. Danse Exotique d'un Amant Timide 03:14 10. Mikołaj 05:19 ..::OBSADA::.. Bartek Tyciński - guitar, organ, synth, voice Hubert Zemler - drums, percussions, synth, voice Piotr Domagalski - bass, voice Special guests: Joanna Halszka Sokołowska, Igor Nikiforow („Pama Rum Kwan”, „Die Turkfunken”, „Henryk Hula” Joanna Halszka Sokołowska („Temptation of Stingray”, „Requiem pour Satan”) Piotr Zabrodzki ("Mikołaj") Songs written by: Bartek Tyciński, Hubert Zemler, Piotr Domagalski (tracks 2,8,9,10), Bartek Tycinski (tracks 3,6,7), P.M Pocket Music (track 1), Luiz Bonfa (track 4), Camille Sauvage (track 5) https://www.youtube.com/watch?v=CR5hQnaQbww SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-15 11:19:32
Rozmiar: 279.94 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. Prawdziwy eksperyment, jak 'Why Don't You Eat Carrots'. 'Fresh Air' jest pełen barwnej wariacji dźwiękowej, całkowicie pozbawionej ograniczeń ze strony sceny rockowej. To ich podejście można by chyba uznać za swoistą antytezę wszystkiego, co dzieje się obecnie... jakby na całym albumie twierdzili, że 'muzyka pop musi iść do diabła'. To powiew świeżości w wielkim schemacie rocka eksperymentalnego. In these community recordings, with friendly support from Péron's database of field recordings, a strongly shaded noise music emerged which extends its feelers to the remotest corners of the here and now. Droning, swinging, lusting for freedom, here and there holding out quite stoically as machine-room blues. On board are the freely fabulous Barbara Manning in a live lecture, Jürgen Engler (Die Krupps) in overdub and Ysanne Spevack as a wonderful wavemaker on the viola. Books out! Class work! Subject: Geometry. What do all these rectangles, circles, dots, and triangles mean to you? It's not so old-school when Werner "Zappi" Diermaier presents his geometrical forms. But the question that bandmates and the audience at the California Institute of the Arts were confronted with was a rather similar one: How would you transform the graphic score, which is currently projected onto the screen, into acoustic signals? The result was a wildly meandering, high -intensity, 23 - second symphony, in which the onomatopoetic knot bursts. "It's a sort of dadaist choir, a musique impressionist e," says faUSt founder Jean-Hervé Péron. "People participated right away." "Sounds like a sporting event! And the audience screams: Hurray!" says Zappi Diermaier. Two perspectives on one idea from faUSt. Very good! Sit down! Continue! But let's start from the beginning. faUSt has recorded a new album. It is entitled "Fresh Air" and differs in several respects from its predecessor "Just Us", from the year 2014. At the time, the recordings were made at Péron's rehearsal studio in Schiphorst in northern Germany, hypnotic pieces with the kind of noisemaking the band is known for. For the new album, Péron and Diermaier were looking for communication with musician friends and the audience. The tracks were recorded in changing ensembles at changing locations in the USA (during a 28-day tour in March/April 2016). In these community recordings, with friendly support from Péron's database of field recordings, a strongly shaded noise music emerged which extends its feelers to the remotest corners of the here and now. Droning, swinging, lusting for freedom, here and there holding out quite stoically as machine-room blues. Or just phonetically – along the geometry. On board are the freely fabulous Barbara Manning in a live lecture, Jürgen Engler (Die Krupps) in overdub a nd Ysanne Spevack as a wonderful wavemaker on the viola. The seven and a half minute title track, which faUSt deliberately placed at the beginning of the album ("so you can enjoy it for a long time," says Zappi Diermaier), begins with the poem by a French school friend of Péron (translated and recited in Polish) and ends in an industrial sound inferno. The singer cries for "Fresh Air" as if it is being taken away from him. Jean-Hervé Péron offers a political reading: "Can you breathe calmly here, or are we being poisoned?" "Engajouez vous!" Péron presents this franco-faUStian artificial word to the audience and rewrites the Marseillaise for the here and now in the track "Chlorophyl": "Allons enfants de l'Anarchie, notre jour de jouir est arrive ". The call results from wild horror at a collapsing world: "Artists, engage through your songs, L'art pour l'art is finished." Péron quotes with his voice, above the polyphonic undergrowth that colleague Zappi so nimbly unleashes, and Barbara Manning sneaks word sketches from her bag of tricks into the hymn. And finally, Zappi has his mini-dada performance with "Schnobs" and "Bia": a small dialect - based text piece, which starts with Chlorophyl, goes over the meadow past the cow and lands with the farmer who drinks a beer and a schnapps and suddenly sees two cows. "Is it from the chlorophyl?"Good question, but no answer comes. At the last moment, these texts also want to join in the shuffle. The words and music and noise fall together continuously, sometime s a track is created completely from the free interplay of the forces that emerge when the musicians in the session approach each other. "Enlightened dilettantism" is the term used by faUSt. The story of the band can tell that tale nicely. As Krautrockers,Faust (as the name was written before they later reformed) had a worldwide career. On their first three albums in the early 1970s, they inhabited the vast field from improvisation to Bricolage to rock'n'roll with the ease of rogues and the determination of declared sonic renegades. They were big in Britain before the notion of Krautrock had made the rounds in Germany. One can still feel the breathing of this music, the bubbling of this primal soup, in current faUSt pieces, in the stoneage thudding of "Fish", which Faust anticipated in 1972 on "Mamie Is Blue". But you will also be able to distinguish the as - yet- unheard if you allow yourself enough audio time. The sound of a squeaky door from the house of Jean -Hervé Péron, for which the musician has the same kind of enthusiasm others might reserve for a brilliant guitar riff ("gripping, touching"); or the minute -long fadeout of "Fish", which Zappi Diermaier is so excited about. The only plan is for the band to take off without a plan. "We let the music play through us," says Jean-Hervé Péron. Everything else is up to the listener, to make his own film. Jean-Hervé Péron has a little tip for us: Listen to the fish. ..::TRACK-LIST::.. 1. Fresh Air 17:30 2. Birds Of Texas 2:30 3. Partitur 0:22 4. La Poulie 6:37 5. Chlorophyl 8:04 6. Lights Flickr 5:39 7. Fish 11:22 Tracks 1 and 7 recorded live at WFMU, Jersey City Tracks 2 and 4 recorded at Al Nico Studios, Austin Tracks 3, 5 and 6 recorded at CalArts, Los Angeles by John Baffa. ..::OBSADA::.. Jean-Hervé Peron - composer & performer Werner Diermeier - composer & performer With: Maxime Manac'h - performer Barbara Manning - performer Beata Budkiewicz - performer Braden Diotte - performer Juergen Engler - performer Michael Day - performer Robert Pepper - performer Ulrich Krieger - performer Ulrike Stöve - performer Ysanne Spevack - performer https://www.youtube.com/watch?v=16K4r1F4b90 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-12-30 12:27:59
Rozmiar: 120.61 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. Prawdziwy eksperyment, jak 'Why Don't You Eat Carrots'. 'Fresh Air' jest pełen barwnej wariacji dźwiękowej, całkowicie pozbawionej ograniczeń ze strony sceny rockowej. To ich podejście można by chyba uznać za swoistą antytezę wszystkiego, co dzieje się obecnie... jakby na całym albumie twierdzili, że 'muzyka pop musi iść do diabła'. To powiew świeżości w wielkim schemacie rocka eksperymentalnego. In these community recordings, with friendly support from Péron's database of field recordings, a strongly shaded noise music emerged which extends its feelers to the remotest corners of the here and now. Droning, swinging, lusting for freedom, here and there holding out quite stoically as machine-room blues. On board are the freely fabulous Barbara Manning in a live lecture, Jürgen Engler (Die Krupps) in overdub and Ysanne Spevack as a wonderful wavemaker on the viola. Books out! Class work! Subject: Geometry. What do all these rectangles, circles, dots, and triangles mean to you? It's not so old-school when Werner "Zappi" Diermaier presents his geometrical forms. But the question that bandmates and the audience at the California Institute of the Arts were confronted with was a rather similar one: How would you transform the graphic score, which is currently projected onto the screen, into acoustic signals? The result was a wildly meandering, high -intensity, 23 - second symphony, in which the onomatopoetic knot bursts. "It's a sort of dadaist choir, a musique impressionist e," says faUSt founder Jean-Hervé Péron. "People participated right away." "Sounds like a sporting event! And the audience screams: Hurray!" says Zappi Diermaier. Two perspectives on one idea from faUSt. Very good! Sit down! Continue! But let's start from the beginning. faUSt has recorded a new album. It is entitled "Fresh Air" and differs in several respects from its predecessor "Just Us", from the year 2014. At the time, the recordings were made at Péron's rehearsal studio in Schiphorst in northern Germany, hypnotic pieces with the kind of noisemaking the band is known for. For the new album, Péron and Diermaier were looking for communication with musician friends and the audience. The tracks were recorded in changing ensembles at changing locations in the USA (during a 28-day tour in March/April 2016). In these community recordings, with friendly support from Péron's database of field recordings, a strongly shaded noise music emerged which extends its feelers to the remotest corners of the here and now. Droning, swinging, lusting for freedom, here and there holding out quite stoically as machine-room blues. Or just phonetically – along the geometry. On board are the freely fabulous Barbara Manning in a live lecture, Jürgen Engler (Die Krupps) in overdub a nd Ysanne Spevack as a wonderful wavemaker on the viola. The seven and a half minute title track, which faUSt deliberately placed at the beginning of the album ("so you can enjoy it for a long time," says Zappi Diermaier), begins with the poem by a French school friend of Péron (translated and recited in Polish) and ends in an industrial sound inferno. The singer cries for "Fresh Air" as if it is being taken away from him. Jean-Hervé Péron offers a political reading: "Can you breathe calmly here, or are we being poisoned?" "Engajouez vous!" Péron presents this franco-faUStian artificial word to the audience and rewrites the Marseillaise for the here and now in the track "Chlorophyl": "Allons enfants de l'Anarchie, notre jour de jouir est arrive ". The call results from wild horror at a collapsing world: "Artists, engage through your songs, L'art pour l'art is finished." Péron quotes with his voice, above the polyphonic undergrowth that colleague Zappi so nimbly unleashes, and Barbara Manning sneaks word sketches from her bag of tricks into the hymn. And finally, Zappi has his mini-dada performance with "Schnobs" and "Bia": a small dialect - based text piece, which starts with Chlorophyl, goes over the meadow past the cow and lands with the farmer who drinks a beer and a schnapps and suddenly sees two cows. "Is it from the chlorophyl?"Good question, but no answer comes. At the last moment, these texts also want to join in the shuffle. The words and music and noise fall together continuously, sometime s a track is created completely from the free interplay of the forces that emerge when the musicians in the session approach each other. "Enlightened dilettantism" is the term used by faUSt. The story of the band can tell that tale nicely. As Krautrockers,Faust (as the name was written before they later reformed) had a worldwide career. On their first three albums in the early 1970s, they inhabited the vast field from improvisation to Bricolage to rock'n'roll with the ease of rogues and the determination of declared sonic renegades. They were big in Britain before the notion of Krautrock had made the rounds in Germany. One can still feel the breathing of this music, the bubbling of this primal soup, in current faUSt pieces, in the stoneage thudding of "Fish", which Faust anticipated in 1972 on "Mamie Is Blue". But you will also be able to distinguish the as - yet- unheard if you allow yourself enough audio time. The sound of a squeaky door from the house of Jean -Hervé Péron, for which the musician has the same kind of enthusiasm others might reserve for a brilliant guitar riff ("gripping, touching"); or the minute -long fadeout of "Fish", which Zappi Diermaier is so excited about. The only plan is for the band to take off without a plan. "We let the music play through us," says Jean-Hervé Péron. Everything else is up to the listener, to make his own film. Jean-Hervé Péron has a little tip for us: Listen to the fish. ..::TRACK-LIST::.. 1. Fresh Air 17:30 2. Birds Of Texas 2:30 3. Partitur 0:22 4. La Poulie 6:37 5. Chlorophyl 8:04 6. Lights Flickr 5:39 7. Fish 11:22 Tracks 1 and 7 recorded live at WFMU, Jersey City Tracks 2 and 4 recorded at Al Nico Studios, Austin Tracks 3, 5 and 6 recorded at CalArts, Los Angeles by John Baffa. ..::OBSADA::.. Jean-Hervé Peron - composer & performer Werner Diermeier - composer & performer With: Maxime Manac'h - performer Barbara Manning - performer Beata Budkiewicz - performer Braden Diotte - performer Juergen Engler - performer Michael Day - performer Robert Pepper - performer Ulrich Krieger - performer Ulrike Stöve - performer Ysanne Spevack - performer https://www.youtube.com/watch?v=16K4r1F4b90 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-12-30 12:16:33
Rozmiar: 315.51 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. „Po zanurzeniu się w archiwum, aby przedstawić serię istotnych wznowień, Bureau B kontynuuje wspieranie chaotycznej błyskotliwości Faust za pomocą LP z zupełnie nową muzyką, której kuratorem jest pomysłodawca Zappi Diermaier i zespół muzycznych przyjaciół, w tym Uwe Bastiansen, Elke Drapatz, Dirk Dresselhaus, Jochen Arbeit, Sonja Kosche, Andrew Unruh i współzałożyciel Gunther Wüsthoff. Przez lata Faust stał się wieloma różnymi bytami, z których każdy był tak oddzielny jak palce, ale tak połączony jak dłoń, która tworzy ich tytułową pięść. W latach 1971-1974 zespół z Hamburga przecierał śmiałe szlaki dźwiękowe, pomagając stworzyć odrębny i deliryczny nurt niemieckiej muzyki, który znamy jako Krautrock. Bezkompromisowe, innowacyjne i eksperymentalne wydawnictwa z tego okresu i historie towarzyszące ich powstaniu są niczym innym jak legendą, a fakt, że po przerwie zespół powrócił i pozostał aktywny w różnych oddzielnych i równoległych wcieleniach, jest całkowicie odpowiedni dla tych muzycznych rewolucjonistów. Na Blickwinkel wcielenie Diermaiera obejmuje synchroniczność i przypadek, aby uchwycić moment w sześciościeżkowej migawce industrialnego zgrzytu, niepokojącej atmosfery i psychodelicznej motoryki”. "After dipping into the archive to deliver a series of essential reissues, Bureau B continues to encourage the chaotic brilliance of Faust with an LP of brand new music curated by originator Zappi Diermaier and a band of musical friends, including Uwe Bastiansen, Elke Drapatz, Dirk Dresselhaus, Jochen Arbeit, Sonja Kosche, Andrew Unruh, and fellow founding member Gunther Wüsthoff. Over the years, Faust has become many things, each as separate as the fingers but as together as the hand that makes up their eponymous fist. From 1971 to 1974, the Hamburg band blazed a bold sonic trail, helping to create the distinct and delirious strand of German music we've come to know as Krautrock. Uncompromising, innovative, and experimental, their releases in that period and the stories accompanying their creation are nothing short of legendary, and the fact that after a hiatus, the band returned and remained active in a variety of separate and simultaneous incarnations is entirely fitting for these musical revolutionaries. On Blickwinkel, Diermaier's incarnation embraces synchronicity and chance in order to capture the moment in a six-track snapshot of industrial churn, unsettling ambience, and psychedelic motorik." I honestly didn't expect them to make a new album this year. I thought after the series of archival releases after ,,Daumenbruch'', I figured that Faust was done for good. A band going for 50 years usually indicates that someday, they'll disband, and they'll be considered a legacy. However, Faust plays on unexpectations, and so it now seems like they're gonna still continue making new music, even if they're half a decade old at this point. It's exciting, and after listening to their newest effort of Blickwinkel, I can definitely say that Faust shows no sign of stopping their streak of great new music! Much like its predecessor, Blickwinkel is very focused on a more post-rock adjacent sound to the krautrock. However, what I think really shines for this album, in retrospect, is that it uses that more post-rockish sound found on ,,Daumenbruch'', and merges it with that classic early 70s Faust sound. Each track has moments that remind me heavily of stuff off of So Far, or even their debut! Not only is this merging just a really fun time to experience, but it genuinely sounds good. My favorite track of Künstliche Intelligenz shows this extremely well, starting off as this super noisy, almost alien sounding track with minor jazz inflections, until after the half-way point where it becomes a more stylized track that feels like a more proper Faust song. Even after the half-way point, though, the song still continues some of the insanity that the first half showcased, and I think it is all incredibly well put together. I also really like the jamming Faust showcases here. They have a level of playing etiquette that I very much enjoy, going through long sessions of strums and drumming to great a mix of intriguingly cryptic moods, as well as heavy atmospheres that really prove their worth for me. Kratie in particular is great at this, being the biggest track on here of course. At 13 minutes, Faust proves that they're still one of the best at making intricate and fun krautrock jams, 50 years after they proved it for the first time on Faust IV. Though perhaps this album could be a bit better if it didn't also sound like a bit of a rehash from ,,Daumenbruch'' on certain points. Now, do not get me wrong, I love ,,Daumenbruch'', I think it is one of the best albums of the entire Faust discography, but at times Blickwinkel feels like they were just making another ,,Daumenbruch''. Now, I say 'at times' because I say the more ,,Daumenbruch'' focused elements are quite few, but even though they're small they're very noticeable. The first track of For Schlaghammer shows this kinda thing off the worst in my opinion. Still a good track but man it is definitely not a strong opener to showcase what kind of an album Blickwinkel is. Despite that, though, Blickwinkel proves to be a smash hit to my ears! While a lot of the releases so far in the 2020s for Faust have been hit or miss, they still prove that they're a band to be a fan for with releases such as this. I hope one day they'll make a new studio effort that can rival, if not surpass their masterpiece. At this rate, and with what Blickwinkel shows, that prospect may be right around the corner soon. Dapper~Blueberries ..::TRACK-LIST::.. 1. For Schlaghammer 08:25 2. Künstliche Intelligenz 09:12 3. Sunny Night 09:03 4. Kriminelle Kur 03:57 5. Die 5. Revolution 08:34 6. Kratie 13:32 ..::OBSADA::.. Drums, Percussion, Performer [Metal Plate / Grinder] - Zappi W. Diermaier Bass, Guitar, Effects - Dirk Dresselhaus Drum [Drum Effect], Effects [Drum Effect] - Elke Drapatz Guitar, Effects, Performer [Objects], Kalimba, Harmonium - Jochen Arbeit Guitar, Synthesizer, Sampler - Uwe Bastiansen Performer [Objects / Bed Harp / Ventilator] - Sonja Kosche https://www.youtube.com/watch?v=v5b8enJxPrk SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-12-25 13:15:56
Rozmiar: 122.22 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. „Po zanurzeniu się w archiwum, aby przedstawić serię istotnych wznowień, Bureau B kontynuuje wspieranie chaotycznej błyskotliwości Faust za pomocą LP z zupełnie nową muzyką, której kuratorem jest pomysłodawca Zappi Diermaier i zespół muzycznych przyjaciół, w tym Uwe Bastiansen, Elke Drapatz, Dirk Dresselhaus, Jochen Arbeit, Sonja Kosche, Andrew Unruh i współzałożyciel Gunther Wüsthoff. Przez lata Faust stał się wieloma różnymi bytami, z których każdy był tak oddzielny jak palce, ale tak połączony jak dłoń, która tworzy ich tytułową pięść. W latach 1971-1974 zespół z Hamburga przecierał śmiałe szlaki dźwiękowe, pomagając stworzyć odrębny i deliryczny nurt niemieckiej muzyki, który znamy jako Krautrock. Bezkompromisowe, innowacyjne i eksperymentalne wydawnictwa z tego okresu i historie towarzyszące ich powstaniu są niczym innym jak legendą, a fakt, że po przerwie zespół powrócił i pozostał aktywny w różnych oddzielnych i równoległych wcieleniach, jest całkowicie odpowiedni dla tych muzycznych rewolucjonistów. Na Blickwinkel wcielenie Diermaiera obejmuje synchroniczność i przypadek, aby uchwycić moment w sześciościeżkowej migawce industrialnego zgrzytu, niepokojącej atmosfery i psychodelicznej motoryki”. "After dipping into the archive to deliver a series of essential reissues, Bureau B continues to encourage the chaotic brilliance of Faust with an LP of brand new music curated by originator Zappi Diermaier and a band of musical friends, including Uwe Bastiansen, Elke Drapatz, Dirk Dresselhaus, Jochen Arbeit, Sonja Kosche, Andrew Unruh, and fellow founding member Gunther Wüsthoff. Over the years, Faust has become many things, each as separate as the fingers but as together as the hand that makes up their eponymous fist. From 1971 to 1974, the Hamburg band blazed a bold sonic trail, helping to create the distinct and delirious strand of German music we've come to know as Krautrock. Uncompromising, innovative, and experimental, their releases in that period and the stories accompanying their creation are nothing short of legendary, and the fact that after a hiatus, the band returned and remained active in a variety of separate and simultaneous incarnations is entirely fitting for these musical revolutionaries. On Blickwinkel, Diermaier's incarnation embraces synchronicity and chance in order to capture the moment in a six-track snapshot of industrial churn, unsettling ambience, and psychedelic motorik." I honestly didn't expect them to make a new album this year. I thought after the series of archival releases after ,,Daumenbruch'', I figured that Faust was done for good. A band going for 50 years usually indicates that someday, they'll disband, and they'll be considered a legacy. However, Faust plays on unexpectations, and so it now seems like they're gonna still continue making new music, even if they're half a decade old at this point. It's exciting, and after listening to their newest effort of Blickwinkel, I can definitely say that Faust shows no sign of stopping their streak of great new music! Much like its predecessor, Blickwinkel is very focused on a more post-rock adjacent sound to the krautrock. However, what I think really shines for this album, in retrospect, is that it uses that more post-rockish sound found on ,,Daumenbruch'', and merges it with that classic early 70s Faust sound. Each track has moments that remind me heavily of stuff off of So Far, or even their debut! Not only is this merging just a really fun time to experience, but it genuinely sounds good. My favorite track of Künstliche Intelligenz shows this extremely well, starting off as this super noisy, almost alien sounding track with minor jazz inflections, until after the half-way point where it becomes a more stylized track that feels like a more proper Faust song. Even after the half-way point, though, the song still continues some of the insanity that the first half showcased, and I think it is all incredibly well put together. I also really like the jamming Faust showcases here. They have a level of playing etiquette that I very much enjoy, going through long sessions of strums and drumming to great a mix of intriguingly cryptic moods, as well as heavy atmospheres that really prove their worth for me. Kratie in particular is great at this, being the biggest track on here of course. At 13 minutes, Faust proves that they're still one of the best at making intricate and fun krautrock jams, 50 years after they proved it for the first time on Faust IV. Though perhaps this album could be a bit better if it didn't also sound like a bit of a rehash from ,,Daumenbruch'' on certain points. Now, do not get me wrong, I love ,,Daumenbruch'', I think it is one of the best albums of the entire Faust discography, but at times Blickwinkel feels like they were just making another ,,Daumenbruch''. Now, I say 'at times' because I say the more ,,Daumenbruch'' focused elements are quite few, but even though they're small they're very noticeable. The first track of For Schlaghammer shows this kinda thing off the worst in my opinion. Still a good track but man it is definitely not a strong opener to showcase what kind of an album Blickwinkel is. Despite that, though, Blickwinkel proves to be a smash hit to my ears! While a lot of the releases so far in the 2020s for Faust have been hit or miss, they still prove that they're a band to be a fan for with releases such as this. I hope one day they'll make a new studio effort that can rival, if not surpass their masterpiece. At this rate, and with what Blickwinkel shows, that prospect may be right around the corner soon. Dapper~Blueberries ..::TRACK-LIST::.. 1. For Schlaghammer 08:25 2. Künstliche Intelligenz 09:12 3. Sunny Night 09:03 4. Kriminelle Kur 03:57 5. Die 5. Revolution 08:34 6. Kratie 13:32 ..::OBSADA::.. Drums, Percussion, Performer [Metal Plate / Grinder] - Zappi W. Diermaier Bass, Guitar, Effects - Dirk Dresselhaus Drum [Drum Effect], Effects [Drum Effect] - Elke Drapatz Guitar, Effects, Performer [Objects], Kalimba, Harmonium - Jochen Arbeit Guitar, Synthesizer, Sampler - Uwe Bastiansen Performer [Objects / Bed Harp / Ventilator] - Sonja Kosche https://www.youtube.com/watch?v=v5b8enJxPrk SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-12-25 13:11:47
Rozmiar: 329.60 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Ten dziwny palindrom Rats Live On No Evil Star jest nazwą projektu Bernda Jestrama i J. Edwarda Donalda. Ich wspólne nagrania tkwią gdzieś pomiędzy autystycznymi szkicami obcej i jednocześnie osobistej planety a próbą otwarcia starej więziennej celi z muzyką i pseudo-powagi post-modernistycznej muzyki. Podczas gdy Donald spiewa i gra na gitarze, Jestram buduje wokół niego pełne melodii, często repetytywne brzmienia elektroniczne. Nowa fala początku lat 80-tych (w skojarzeniach z Joy Division) przenika się tutaj z akustycznym songwritingiem, okultyzmem, post-industrialem, kraut-rockiem, punkiem, współczesną elektroniką i romantycznością. Bernd Jestram znany jest fanom muzyki elektronicznej głównie z tworzonego razem z ronaldem Lippokiem duetu TARWATER. Jestram jest jedną z najważniejszych postaci wschodnioberlińskiej sceny muzycznej już od lat 80-tych. Nagrywa słuchowiska radiowe, muzykę dla teatrów, filmów. John Edward Donald, amerykanin z Chicago polskiego pochodzenia, mieszka od kilkunastu lat w Berlinie, swój pierwszy koncert pod psedonimem Human Elephant zagrał zimą 2000 roku. Jego artystyczne wysiłki zostały dość dokładnie udokumentowane na wiellu Epkach, CD i winylach wydawanych w Londynie, Berlinie i Chicago. Kilka z jgo solowych płyt zostało wydanych przez meksykańskie labele Scribble-Kite, Dog-Eared i Umor. Wydawca ..::TRACK-LIST::.. 1. Travelling On The River Styx 4:18 2. Voice Between Nations 3:21 3. Carnival Of Souls 3:35 4. Twin Speaks 1:09 5. VU Sleep 2:55 6. Elephants Bang 5:08 7. Tree In The Green 4:17 8. B.D.I. Circle The Number 3:58 9. Rats. No. 13 1:39 10. One More Time 2:06 11. Robert Johnson 2:00 12. For The Time Being 5:16 ..::OBSADA::.. Bernd Jestram J. Edward Donald https://www.youtube.com/watch?v=1M32x48H4d0 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-12-11 17:58:00
Rozmiar: 93.11 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Ten dziwny palindrom Rats Live On No Evil Star jest nazwą projektu Bernda Jestrama i J. Edwarda Donalda. Ich wspólne nagrania tkwią gdzieś pomiędzy autystycznymi szkicami obcej i jednocześnie osobistej planety a próbą otwarcia starej więziennej celi z muzyką i pseudo-powagi post-modernistycznej muzyki. Podczas gdy Donald spiewa i gra na gitarze, Jestram buduje wokół niego pełne melodii, często repetytywne brzmienia elektroniczne. Nowa fala początku lat 80-tych (w skojarzeniach z Joy Division) przenika się tutaj z akustycznym songwritingiem, okultyzmem, post-industrialem, kraut-rockiem, punkiem, współczesną elektroniką i romantycznością. Bernd Jestram znany jest fanom muzyki elektronicznej głównie z tworzonego razem z ronaldem Lippokiem duetu TARWATER. Jestram jest jedną z najważniejszych postaci wschodnioberlińskiej sceny muzycznej już od lat 80-tych. Nagrywa słuchowiska radiowe, muzykę dla teatrów, filmów. John Edward Donald, amerykanin z Chicago polskiego pochodzenia, mieszka od kilkunastu lat w Berlinie, swój pierwszy koncert pod psedonimem Human Elephant zagrał zimą 2000 roku. Jego artystyczne wysiłki zostały dość dokładnie udokumentowane na wiellu Epkach, CD i winylach wydawanych w Londynie, Berlinie i Chicago. Kilka z jgo solowych płyt zostało wydanych przez meksykańskie labele Scribble-Kite, Dog-Eared i Umor. Wydawca ..::TRACK-LIST::.. 1. Travelling On The River Styx 4:18 2. Voice Between Nations 3:21 3. Carnival Of Souls 3:35 4. Twin Speaks 1:09 5. VU Sleep 2:55 6. Elephants Bang 5:08 7. Tree In The Green 4:17 8. B.D.I. Circle The Number 3:58 9. Rats. No. 13 1:39 10. One More Time 2:06 11. Robert Johnson 2:00 12. For The Time Being 5:16 ..::OBSADA::.. Bernd Jestram J. Edward Donald https://www.youtube.com/watch?v=1M32x48H4d0 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-12-11 17:53:58
Rozmiar: 202.93 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...( Info )...
Artist: Fiona-Lee Album: Victim Year: (2025) Genre: alternative (pop/alternative) Format:[FLAC] ...( TrackList )... 01 - Victim
Seedów: 71
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-11-11 23:49:17
Rozmiar: 26.07 MB
Peerów: 10
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist...............: Alice Phoebe Lou Album................: Oblivion Genre................: Alternativa e indie Year.................: 2025 Codec................: Reference libFLAC 1.5 ...( Opis )... Szósta studyjna płyta południowoafrykańskiej piosenkarki i autorki tekstów indie, Alice Phoebe Lou, wydana 24 października 2025 roku przez Nettwerk Music Group. ...( TrackList )... 001. Alice Phoebe Lou - Sailor 002. Alice Phoebe Lou - Pretender 003. Alice Phoebe Lou - Mind Reader 004. Alice Phoebe Lou - Sparkle 005. Alice Phoebe Lou - The Surface 006. Alice Phoebe Lou - Oblivion 007. Alice Phoebe Lou - You and I 008. Alice Phoebe Lou - Old Shadows 009. Alice Phoebe Lou - Darling 010. Alice Phoebe Lou - Skyline 011. Alice Phoebe Lou - With or Without
Seedów: 111
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-10-30 09:38:57
Rozmiar: 398.26 MB
Peerów: 4
Dodał: Uploader
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Zespół, jak w procesie alchemicznym, coraz bardziej uszlachetnia swoją twórczość i destyluje z każdą płytą coraz bardziej wyrafinowaną muzykę i teksty. 'Sieć Indry' jest transową podróżą po nowych lądach. To znakomicie zagrana, zaśpiewana i zrealizowana płyta, która wchodzi głęboko pod skórę, a teksty Grzegorza Kaźmierczaka znów zaskakują minimalizmem i intensywnością. Piotr Bratkowski po latach napisał o zespole tak: 'koncert Variete (...) w 1985 roku, zrobił na mnie największe wrażenie z wszystkiego, co kiedykolwiek w Jarocinie usłyszałem'. Z kolei Rafał Księżyk nazwał Variete 'ulubionym zespołem polskiej inteligencji'. ..::TRACK-LIST::.. 1. Plan 4:14 2. Sycylia 4:11 3. Sygnał 4:10 4. Chleb, wino i przestrzeń 3:06 5. Waikiki 4:08 6. Księżniczka 3:57 7. Dobra droga 2:58 8. Satelity 3:38 9. Taka miłość nie jest dla mnie 2:35 Nagrania zostały zarejestrowane pomiędzy styczniem 2024 a lipcem 2025 w Studiu Strych oraz A/V Studio Nagrań w Bydgoszczy i w studiu Grzegorza Kaźmierczaka w Aioli, na Sycylii. ..::OBSADA::.. Bass Guitar - Grzegorz Korybalski Drums, Percussion - Eva Lanche Electric Guitar, Acoustic Guitar - Marek Maciejewski Lyrics By, Electronics, Lead Vocals, Producer, Mixed By - Grzegorz Kaźmierczak Tenor Saxophone, Soprano Saxophone - Alan Balcerowski https://www.youtube.com/watch?v=wiclp-SZv2E SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-10-29 16:00:47
Rozmiar: 76.42 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Zespół, jak w procesie alchemicznym, coraz bardziej uszlachetnia swoją twórczość i destyluje z każdą płytą coraz bardziej wyrafinowaną muzykę i teksty. 'Sieć Indry' jest transową podróżą po nowych lądach. To znakomicie zagrana, zaśpiewana i zrealizowana płyta, która wchodzi głęboko pod skórę, a teksty Grzegorza Kaźmierczaka znów zaskakują minimalizmem i intensywnością. Piotr Bratkowski po latach napisał o zespole tak: 'koncert Variete (...) w 1985 roku, zrobił na mnie największe wrażenie z wszystkiego, co kiedykolwiek w Jarocinie usłyszałem'. Z kolei Rafał Księżyk nazwał Variete 'ulubionym zespołem polskiej inteligencji'. ..::TRACK-LIST::.. 1. Plan 4:14 2. Sycylia 4:11 3. Sygnał 4:10 4. Chleb, wino i przestrzeń 3:06 5. Waikiki 4:08 6. Księżniczka 3:57 7. Dobra droga 2:58 8. Satelity 3:38 9. Taka miłość nie jest dla mnie 2:35 Nagrania zostały zarejestrowane pomiędzy styczniem 2024 a lipcem 2025 w Studiu Strych oraz A/V Studio Nagrań w Bydgoszczy i w studiu Grzegorza Kaźmierczaka w Aioli, na Sycylii. ..::OBSADA::.. Bass Guitar - Grzegorz Korybalski Drums, Percussion - Eva Lanche Electric Guitar, Acoustic Guitar - Marek Maciejewski Lyrics By, Electronics, Lead Vocals, Producer, Mixed By - Grzegorz Kaźmierczak Tenor Saxophone, Soprano Saxophone - Alan Balcerowski https://www.youtube.com/watch?v=wiclp-SZv2E SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-10-29 15:57:32
Rozmiar: 198.03 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. ADMINISTRATORR ELECTRO to trio powołane do życia w 2013 r. przez Bartosza 'Administratorra' Marmola, który poza realizowaniem się w macierzystej formacji Administratorr, oraz kontynuowaną współpracą z Lesławem (Komety) przy projekcie 'Piosenki o Warszawie vol. 1 i vol. 2', poszukuje wciąż nowych brzmień i form prezentacji własnej twórczości. Wynikiem tych poszukiwań jest właśnie ADMINISTRATORR ELECTRO, który tworzą Bartosz Marmol (gitara, wokal, klawisze) i Paweł Kowalski (bass, klawisze, chórki). Po dwóch latach od debiutu ADMINISTRATORR ELECTRO przygotował kolejną muzyczną podróż w czasie, która tym razem jest bardziej gorzka niż sentymentalna, bardziej elektroniczna niż rockowa i bardziej osobista niż biograficzna. Zapowiedzią i przedsmakiem tej podróży jest utwór 'Fan', który pojawił się w rozgłośniach radiowych już w czerwcu 2016 r. Muzycznie płyta jest bardziej elektroniczna, nawiązująca do lat osiemdziesiątych. W nagraniach użyto syntezatorów rodem z lat osiemdziesiątych przez co elektronika jest bardziej selektywna, a ilość brzmień mniejsza. Po pierwsze elektronika ale na płycie również usłyszymy gitary w stylu alternatywnego rocka, niekonwencjonalne perkusjonalia (butelki, rożnego rodzaju blachy i inne materiały z odzysku), które wzbogaciły gamę brzmień. Wydawca Administratorr Electro doczekał się drugiej płyty, więc niczym dziwnym są porównania do debiutu, szczególnie że nowe dzieło formacji, zatytułowane Ziemowit, jest lepszym dziełem od płyty Sławnikowice – Zgorzelec 17:10 i to w każdym aspekcie. Mózg projektu, czyli Bartosz Marmol, jawi mi się jako niezmordowany i bardzo wszechstronny twórca. Jakby nie patrzeć, Administratorr Electro to jeden z jego kilku zespołów. Tutaj Marmol spełnia się w graniu muzyki elektronicznej, bliższej popowi lat osiemdziesiątych. Jego pierwotny skład, czyli po prostu Administratorr, stawia na rockowe brzmienia, a do tego trzeba dodać jego dwie płyty, zatytułowane Piosenki o Warszawie, które stworzył wspólnie z Lesławem z Komet. Człowiek orkiestra, chciałoby się rzec, i co najważniejsze – utalentowany twórca, bo trzeba podkreślić, że płyty, które sygnuje on swoim imieniem i nazwiskiem, nigdy nie schodzą poniżej dobrego poziomu. Za ilością idzie również jakość, czego dobitnym dowodem jest płyta Ziemowit, która wręcz kipi pomysłami i świetnymi melodiami. Umówmy się, że Administratorr Electro wcale nie planuje wyważyć drzwi tudzież dokonać przełomu w gatunku, który uprawia. Marmol sprawnie korzysta ze sprawdzonych klisz i patentów, umiejętnie je tym samym przetwarza, oczywiście wedle potrzeb. Zasadniczą zmianą w stosunku do debiutu jest to, że brzmienie jest mniej szorstkie, cieplejsze, pełne życia i pulsu, zarazem jednak aranże wydają bardziej oszczędne, a w muzyce jest więcej powietrza. Administratorr po prostu dojrzał albo po prostu odnalazł swoją ścieżkę rozwoju. Ziemowit jawi się jako album spójny, poukładany, nie przypomina się on już eksperymentu, a słuchając płyty Sławnikowice – Zgorzelec 17:10 trudno o inne odczucia. No i najważniejsze, co już zresztą podkreśliłem, Ziemowit to kopalnia niezłych przebojów, nie tyle co porywających do tańca, co na pewno dających się zanucić, a o to przecież w tym wszystkim chodzi, prawda? Przeboje? Na pewno kąśliwy, mający ostry beat utwór Fan. Walczykowata, dosłownie wciągająca swoim niepokojącym klimatem La vagina de la muerte to też jeden z mocniejszych momentów Ziemowita. Potencjał do potańczenia ma w sobie również szybki Zbudujemy bazę. Ale Ziemowit to masa piosenek zachowanych bardziej w stonowanych barwach, które eksponują ważne, bardzo życiowe teksty napisane przez Administratorra. Dlatego pomimo mniejszej intensywności muzycznej, utwory takie jak Złoty pociąg czy oniryczny Sama się przytulaj mają olbrzymią siłę rażenia. W tych kawałkach liczy się atmosfera i budowanie odpowiedniego nastroju. Tak sobie to panowie ułożyli, że większość płyty stanowią delikatniejsze, wręcz oszczędne utwory – jest więc sporo przestrzeni na wokal i teksty. Administratorr Electro na drugiej płycie okrzepł i dojrzał. Ziemowit to płyta znacznie bardziej przemyślana, dopracowana, momentami wręcz wypolerowana pod względem melodyjności, bo czy są to szybkie, czy wolne utwory, każdy ma w sobie charakterystyczną, zimną, nieco senną melodykę, którą ja osobiście kupuję. Jakub Pożarowszczyk Dwa lata po Sławnikowicach – Zgorzelcu 17:10 Bartosz Marmol znowu łączy siły z Pawłem Kowalskim, a duet dodatkowo wspomagają Marek Veith na perkusji oraz Magdalena i Robert Srzedniccy na klawiszach i przy samplach. W takim składzie otrzymujemy Ziemowita, drugą płytę projektu, kolejną Marmola (wcześniej dwie części Piosenek o Warszawie, które Bartosz nagrał ze swoim drugim zespołem – Administratorrem oraz Lesławem z Komet). I Administratorr Electro ponownie idzie w archaiczną elektronikę wymieszaną z indie rockiem. Elektronika? Klawisze, ejtisowo-najtisowe syntezatory okraszone chwytliwymi riffami i wpadającą w ucho perkusją. Teoretycznie same mocne rzeczy. Teoretycznie wszystko, czego potrzeba do stworzenia szlagierowego wydawnictwa. Teoretycznie. Bo Ziemowit to też bardzo nierówna płyta. Płyta z hitami, ale też i utworami, które najzwyczajniej w świecie można by było (albo nawet: trzeba by było) pominąć. Momentami można się wręcz wyłączyć, wygłuszyć z dołujących tracków. I wracać do highlightów albumu. Tych jest na Ziemowicie kilka. Przede wszystkim autoironiczny „Fan” z tanecznymi akordami i dynamiczną perkusją. Do tego, a może przede wszystkim, tekst opowiadający o zatraceniu artystycznym, o problemach i potrzebach zespołów i muzyków. I o prawdzie („znam wszystkie dobre recenzje / złe to chłam” – znamy to skądś? No znamy). Administratorr przygotował bardzo electroclashowy refren, tego nie da się ukryć. Co jeszcze? Jeszcze „Złoty pociąg” z bajecznym wręcz chorusem i niezłym, aktualnym wstępem, przynajmniej jeśli spojrzy się na porę roku. Ale tutaj o sile kompozycji stanowi, znowu, refren. Podniesienie tonacji, podbicie patosu, ckliwy tekst, końcowe partie klawiszy i przejście w gitarę – to dobry utwór, może nie najlepszy na wydawnictwie, bo głównie ze względu na refren, ale dobry. Poziom trzyma też „La vagina de la muerte”, kubańska niemalże ballada o smutnym wydźwięku i z wpadającymi w ucho bębnami. „Sama się przytulaj” to zaraz obok „Zbudujemy bazę” ostatni utwór, którego słuchanie sprawia przyjemność. Pozostałe? Raczej zamulające, lekko nijakie, a przede wszystkim dłużące się. Administratorr Electro mogli przyciąć tę płytę jednak nieco. Naprawdę. Bo przez takie kawałki jak „Taś taś” czy „W telewizji” (oraz pozostałe niewymienione tytuły) materiał jest po prostu nierówny. No i Marmol wypada o niebo lepiej w projekcie warszawskim jednak. Tak mi się wydaje. FYH! https://fyh.com.pl/czynniki_pierwsze/administratorr-electro-ziemowit/ ..::TRACK-LIST::.. 1. Łokieć 2. Fan 3. Taś taś 4. Taś taś część 2 5. Złoty Pociąg 6. La vagina de la muerte 7. Piekło? 8. Sama się przytulaj 9. W telewizji 10. Zbudujemy bazę 11. Czekamy na cud 12. Kropka nad z https://www.youtube.com/watch?v=BEa78BGJ2Ts SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-10-28 17:23:41
Rozmiar: 101.03 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. ADMINISTRATORR ELECTRO to trio powołane do życia w 2013 r. przez Bartosza 'Administratorra' Marmola, który poza realizowaniem się w macierzystej formacji Administratorr, oraz kontynuowaną współpracą z Lesławem (Komety) przy projekcie 'Piosenki o Warszawie vol. 1 i vol. 2', poszukuje wciąż nowych brzmień i form prezentacji własnej twórczości. Wynikiem tych poszukiwań jest właśnie ADMINISTRATORR ELECTRO, który tworzą Bartosz Marmol (gitara, wokal, klawisze) i Paweł Kowalski (bass, klawisze, chórki). Po dwóch latach od debiutu ADMINISTRATORR ELECTRO przygotował kolejną muzyczną podróż w czasie, która tym razem jest bardziej gorzka niż sentymentalna, bardziej elektroniczna niż rockowa i bardziej osobista niż biograficzna. Zapowiedzią i przedsmakiem tej podróży jest utwór 'Fan', który pojawił się w rozgłośniach radiowych już w czerwcu 2016 r. Muzycznie płyta jest bardziej elektroniczna, nawiązująca do lat osiemdziesiątych. W nagraniach użyto syntezatorów rodem z lat osiemdziesiątych przez co elektronika jest bardziej selektywna, a ilość brzmień mniejsza. Po pierwsze elektronika ale na płycie również usłyszymy gitary w stylu alternatywnego rocka, niekonwencjonalne perkusjonalia (butelki, rożnego rodzaju blachy i inne materiały z odzysku), które wzbogaciły gamę brzmień. Wydawca Administratorr Electro doczekał się drugiej płyty, więc niczym dziwnym są porównania do debiutu, szczególnie że nowe dzieło formacji, zatytułowane Ziemowit, jest lepszym dziełem od płyty Sławnikowice – Zgorzelec 17:10 i to w każdym aspekcie. Mózg projektu, czyli Bartosz Marmol, jawi mi się jako niezmordowany i bardzo wszechstronny twórca. Jakby nie patrzeć, Administratorr Electro to jeden z jego kilku zespołów. Tutaj Marmol spełnia się w graniu muzyki elektronicznej, bliższej popowi lat osiemdziesiątych. Jego pierwotny skład, czyli po prostu Administratorr, stawia na rockowe brzmienia, a do tego trzeba dodać jego dwie płyty, zatytułowane Piosenki o Warszawie, które stworzył wspólnie z Lesławem z Komet. Człowiek orkiestra, chciałoby się rzec, i co najważniejsze – utalentowany twórca, bo trzeba podkreślić, że płyty, które sygnuje on swoim imieniem i nazwiskiem, nigdy nie schodzą poniżej dobrego poziomu. Za ilością idzie również jakość, czego dobitnym dowodem jest płyta Ziemowit, która wręcz kipi pomysłami i świetnymi melodiami. Umówmy się, że Administratorr Electro wcale nie planuje wyważyć drzwi tudzież dokonać przełomu w gatunku, który uprawia. Marmol sprawnie korzysta ze sprawdzonych klisz i patentów, umiejętnie je tym samym przetwarza, oczywiście wedle potrzeb. Zasadniczą zmianą w stosunku do debiutu jest to, że brzmienie jest mniej szorstkie, cieplejsze, pełne życia i pulsu, zarazem jednak aranże wydają bardziej oszczędne, a w muzyce jest więcej powietrza. Administratorr po prostu dojrzał albo po prostu odnalazł swoją ścieżkę rozwoju. Ziemowit jawi się jako album spójny, poukładany, nie przypomina się on już eksperymentu, a słuchając płyty Sławnikowice – Zgorzelec 17:10 trudno o inne odczucia. No i najważniejsze, co już zresztą podkreśliłem, Ziemowit to kopalnia niezłych przebojów, nie tyle co porywających do tańca, co na pewno dających się zanucić, a o to przecież w tym wszystkim chodzi, prawda? Przeboje? Na pewno kąśliwy, mający ostry beat utwór Fan. Walczykowata, dosłownie wciągająca swoim niepokojącym klimatem La vagina de la muerte to też jeden z mocniejszych momentów Ziemowita. Potencjał do potańczenia ma w sobie również szybki Zbudujemy bazę. Ale Ziemowit to masa piosenek zachowanych bardziej w stonowanych barwach, które eksponują ważne, bardzo życiowe teksty napisane przez Administratorra. Dlatego pomimo mniejszej intensywności muzycznej, utwory takie jak Złoty pociąg czy oniryczny Sama się przytulaj mają olbrzymią siłę rażenia. W tych kawałkach liczy się atmosfera i budowanie odpowiedniego nastroju. Tak sobie to panowie ułożyli, że większość płyty stanowią delikatniejsze, wręcz oszczędne utwory – jest więc sporo przestrzeni na wokal i teksty. Administratorr Electro na drugiej płycie okrzepł i dojrzał. Ziemowit to płyta znacznie bardziej przemyślana, dopracowana, momentami wręcz wypolerowana pod względem melodyjności, bo czy są to szybkie, czy wolne utwory, każdy ma w sobie charakterystyczną, zimną, nieco senną melodykę, którą ja osobiście kupuję. Jakub Pożarowszczyk Dwa lata po Sławnikowicach – Zgorzelcu 17:10 Bartosz Marmol znowu łączy siły z Pawłem Kowalskim, a duet dodatkowo wspomagają Marek Veith na perkusji oraz Magdalena i Robert Srzedniccy na klawiszach i przy samplach. W takim składzie otrzymujemy Ziemowita, drugą płytę projektu, kolejną Marmola (wcześniej dwie części Piosenek o Warszawie, które Bartosz nagrał ze swoim drugim zespołem – Administratorrem oraz Lesławem z Komet). I Administratorr Electro ponownie idzie w archaiczną elektronikę wymieszaną z indie rockiem. Elektronika? Klawisze, ejtisowo-najtisowe syntezatory okraszone chwytliwymi riffami i wpadającą w ucho perkusją. Teoretycznie same mocne rzeczy. Teoretycznie wszystko, czego potrzeba do stworzenia szlagierowego wydawnictwa. Teoretycznie. Bo Ziemowit to też bardzo nierówna płyta. Płyta z hitami, ale też i utworami, które najzwyczajniej w świecie można by było (albo nawet: trzeba by było) pominąć. Momentami można się wręcz wyłączyć, wygłuszyć z dołujących tracków. I wracać do highlightów albumu. Tych jest na Ziemowicie kilka. Przede wszystkim autoironiczny „Fan” z tanecznymi akordami i dynamiczną perkusją. Do tego, a może przede wszystkim, tekst opowiadający o zatraceniu artystycznym, o problemach i potrzebach zespołów i muzyków. I o prawdzie („znam wszystkie dobre recenzje / złe to chłam” – znamy to skądś? No znamy). Administratorr przygotował bardzo electroclashowy refren, tego nie da się ukryć. Co jeszcze? Jeszcze „Złoty pociąg” z bajecznym wręcz chorusem i niezłym, aktualnym wstępem, przynajmniej jeśli spojrzy się na porę roku. Ale tutaj o sile kompozycji stanowi, znowu, refren. Podniesienie tonacji, podbicie patosu, ckliwy tekst, końcowe partie klawiszy i przejście w gitarę – to dobry utwór, może nie najlepszy na wydawnictwie, bo głównie ze względu na refren, ale dobry. Poziom trzyma też „La vagina de la muerte”, kubańska niemalże ballada o smutnym wydźwięku i z wpadającymi w ucho bębnami. „Sama się przytulaj” to zaraz obok „Zbudujemy bazę” ostatni utwór, którego słuchanie sprawia przyjemność. Pozostałe? Raczej zamulające, lekko nijakie, a przede wszystkim dłużące się. Administratorr Electro mogli przyciąć tę płytę jednak nieco. Naprawdę. Bo przez takie kawałki jak „Taś taś” czy „W telewizji” (oraz pozostałe niewymienione tytuły) materiał jest po prostu nierówny. No i Marmol wypada o niebo lepiej w projekcie warszawskim jednak. Tak mi się wydaje. FYH! https://fyh.com.pl/czynniki_pierwsze/administratorr-electro-ziemowit/ ..::TRACK-LIST::.. 1. Łokieć 2. Fan 3. Taś taś 4. Taś taś część 2 5. Złoty Pociąg 6. La vagina de la muerte 7. Piekło? 8. Sama się przytulaj 9. W telewizji 10. Zbudujemy bazę 11. Czekamy na cud 12. Kropka nad z https://www.youtube.com/watch?v=BEa78BGJ2Ts SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-10-28 17:20:06
Rozmiar: 295.77 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
|
|||||||||||||