|
|
|||||||||||||
|
Ostatnie 10 torrentów
Ostatnie 10 komentarzy
Discord
Kategoria:
Muzyka
Ilość torrentów:
24,937
Opis
...( Info )...
Genre: Black/Death Metal Country of Artist (Band): Canada Year of Release: 2025 Audio Codec: MP3 Rip Type: Tracks Audio Bitrate: 320 kbps Duration: 38:29 ...( TrackList )... 01. The Redemptive Force of Rejection 02. Sublimation of Lower Nature 03. Seeds of Revenge 04. Pernicious Supremacy 05. Dormant Nothingness 06. Pour Abattre L’Inéluctable 07. The Cold Indifference of the Universe 08. Transmigration of Soul 09. Nyctophilia
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-16 00:42:22
Rozmiar: 88.59 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Genre: Progressive Metal Country of Artist (Band): Germany Year of Release: 2025 Audio Codec: MP3 Rip Type: Tracks Audio Bitrate: 320 kbps Duration: 02:39:06 ...( TrackList )... CD1 - Keeper of the Scriptures CD2 - Hüterin Der Schriften
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-16 00:42:22
Rozmiar: 371.31 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist: Gretchen Peters Album: Circus Girl (The Best Of) Year: (2009) Genre: Country , Americana , Folk. Format: [FLAC] ...( TrackList )... 1 Circus Girl 2 The Aviator's Song 3 Sunday Morning (Up And Down My Street) 4 The Secret Of Life 5 If Heaven 6 On A Bus To St. Cloud 7 In A Perfect World 8 This Town 9 Picasso And Me 10 When You Are Old 11 Independence Day 12 Tomorrow Morning 13 The Way You Move Me Bonus Tracks 14 Don't You Know 15 Nobody's Girl
Seedów: 50
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-16 00:41:13
Rozmiar: 334.63 MB
Peerów: 4
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist: Pete Wylie Album: Sinful Year: (1987) Genre: Pop , New Wave , Sophisti-pop Format: [FLAC] ...( TrackList )... 1 Sinful 4:04 2 Shoulder To Shoulder 4:19 3 Break Out The Banners 3:11 4 Fourelevenfourtyfour 5:20 5 If I Love You 4:16 6 Train To Piranhaville 4:15 7 We Can Rule The World 5:45 8 All The Love 4:22
Seedów: 38
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-16 00:41:06
Rozmiar: 248.90 MB
Peerów: 6
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist: VA Album: The Best Of Italo Disco Genre: Italo-Disco/Italo-Dance/Euro-Beat/Italo-House Country of release: Germany Media: [LP][EP][CD] Year of release: 1983-1991 Publisher (label): ZYX Records Country of artist (band): Italy, Germany … Audio codec: FLAC Rip type: tracks Audio bitrate: lossless Duration: 25:34:06 Remastered by Oleg of Nazareth ...( TrackList )... VA - The Best Of Italo Disco (2 LP) (1983) 1:18:21 01-A1 Flowchart - Ask The Boss (Remix Version) 5:06 02-A2 Funk Machine - Dance On The Groove (And Do The Funk) 8:01 03-A3 Advance - Take Me To The Top 6:16 04-B1 Steel Mind - Bad Passion 6:54 05-B2 Amin-Peck - Girl On Me 6:59 06-B3 Flowchart - Ask The Boss 6:16 --- 07-C1 Mito - Droid 5:00 08-C2 Amin-Peck - Coda 5:04 09-C3 Bob Salton - Starknight 7:02 10-D1 Steel Mind - Bad Passion (Instrumental) 6:54 11-D2 Amin-Peck - Anxiety 7:55 12-D3 Bob Salton - Starknight (Instrumental) 7:03
Seedów: 1
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-16 00:34:26
Rozmiar: 10.67 GB
Peerów: 23
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist: VA Title: Martian's Gift, Vol. 6 Year: 2026 Genre: Psytrance Duration: 01:48:45 Format/Codec: MP3 Audio bitrate: 320 kbps ...( TrackList )... 01. Netune Action – Cosmic Mind (07:40) 02. Etheology & StrongBeat (BR) – Another Reality (07:06) 03. Paradox Side & Orbis Saphir – Invasão (06:39) 04. Mad Rabbit & Tomasian – Let's Get On Your Feet (06:56) 05. Mastodont – Mind Melt Reactor (07:18) 06. Sky Lunar (BR) – O Chamado Mítico (09:09) 07. Shockwave – Tapa na Pantera (07:15) 08. F5 – Virgo (06:31) 09. Zetti ((BR) – Mental Revolution (07:32) 10. Galactic Surfers (BR) – Psychosomatic (06:29) 11. Redoma – Melting Pot (06:02) 12. Digital Culture, Chipset & Freak Freqz – Madness BBQ (07:50) 13. Curuja & Codex (BR) – Vermithor (07:16) 14. Aruanda (BR) – Erva Sagrada (06:50) 15. Space Pirate & Exegetic – Apocalypse (08:06)
Seedów: 13
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-16 00:23:47
Rozmiar: 252.45 MB
Peerów: 1
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist: VA Album: Niezapomniane Przeboje Jarosława Kukulskiego Label: Fan Music – FM 019 Country: Poland Year: 1999 Style: Vocal, Ballad, Pop Rock, Disco Audio codec: Mp3 320 kbps ...( TrackList )... 1. Anna Jantar– Wielka Dama Tańczy Sama 2. Irena Jarocka– Beatlemania Story 3. Krzysztof Krawczyk– To Co Dał Nam Świat 4. Halina Frąckowiak– Tin Pan Alley 5. Eleni– Muzyka Twoje Imię Ma 6. Anna Jantar– Tyle Słońca W Całym Mieście 7. Felicjan Andrzejczak– Trzeci Akt 8. Halina Frąckowiak– Anna Już Tu Nie Mieszka 9. Felicjan Andrzejczak– Siedem Nocy 10. Halina Frąckowiak– Papierowy Księżyc 11. Monika Borys– Nie Masz Prawa 12. Natalia Kukulska– Głodne Lata 13. Halina Frąckowiak– Serca Gwiazd 14. Monika Borys– Co Ty Królu Złoty 15. Anna Jantar, Bogusław Mec– Pozwolił Nam Los 16. Anna Jantar– Moje Jedyne Marzenie 17. Anna Jantar– My Baby Waits For Rainy Days 18. Krzysztof Krawczyk– Życia Mała Garść Urodzony 26 maja 1944 roku we Wrześni, zmarł 13 września 2010 roku w Warszawie. Polski muzyk, kompozytor i aranżer. Mąż zmarłej piosenkarki Anny Jantar i ojciec piosenkarki Natalii Kukulskiej.
Seedów: 4
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-16 00:23:39
Rozmiar: 164.49 MB
Peerów: 2
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist...............: Creedence Clearwater Revival Album................: At The Royal Albert Hall (London, UK / April 14, 1970) Genre................: Rock Year.................: 2011 Codec................: Reference libFLAC 1.5 ...( TrackList )... 001. Creedence Clearwater Revival - Born On The Bayou 002. Creedence Clearwater Revival - Green River 003. Creedence Clearwater Revival - Tombstone Shadow 004. Creedence Clearwater Revival - Travelin' Band 005. Creedence Clearwater Revival - Fortunate Son 006. Creedence Clearwater Revival - Commotion 007. Creedence Clearwater Revival - Midnight Special 008. Creedence Clearwater Revival - Bad Moon Rising 009. Creedence Clearwater Revival - Proud Mary 010. Creedence Clearwater Revival - The Night Time Is The Right Time 011. Creedence Clearwater Revival - Good Golly Miss Molly 012. Creedence Clearwater Revival - Keep On Chooglin
Seedów: 242
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-16 00:19:54
Rozmiar: 767.24 MB
Peerów: 48
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist...............: Creedence Clearwater Revival Album................: The Best Of Genre................: Rock Year.................: 2010 Codec................: Reference libFLAC 1.5 ...( TrackList )... 001. Creedence Clearwater Revived - Have You Ever Seen the Rain 002. Creedence Clearwater Revived - Molina 003. Creedence Clearwater Revived - Fortunate Son 004. Creedence Clearwater Revived - Proud Mary 005. Creedence Clearwater Revived - Hey Tonight 006. Creedence Clearwater Revived - Suzy Q 007. Creedence Clearwater Revived - Bad Moon Rising 008. Creedence Clearwater Revived - I Put a Spell On You 009. Creedence Clearwater Revived - Premonition 010. Creedence Clearwater Revived - Tombstone Shadow 011. Creedence Clearwater Revived - I Heard It Through the Grapevine 012. Creedence Clearwater Revived - Long As I Can See the Light
Seedów: 304
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-16 00:19:45
Rozmiar: 296.96 MB
Peerów: 11
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- VA - Przeboje Muzyki Klasycznej W Wykonaniach Orkiestrowych --------------------------------------------------------------------- Artist...............: Various Artists Album................: Przeboje Muzyki Klasycznej W Wykonaniach Orkiestrowych Genre................: Classical Source...............: CD Year.................: 1992 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 49 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: Polskie Nagrania Muza Classics Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting --------------------------------------------------------------------- 1. Wielka Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach - S. Moniuszko - Mazur z opery Halka[04:02] 2. Zespół Kameralistów Filharmonii Narodowej - J.S. Bach - Aria na strunie G z III Suity ork. D-dur BWV 1068[05:51] 3. Zespół Kameralistów Filharmonii Narodowej - L. Boccherini - Menuet z Kwintetu smyczkowego E-dur op. 13 nr 5[03:50] 4. Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Narodowej w Warszawie - F. Mendelssohn-Bartholdy - Marsz weselny z Suity Sen nocy letniej op. 61[04:19] 5. Orkiestra Polskiego Radia i Telewizji w Warszawie - R. Schumann - Marzenie z cyklu Sceny dziecięce op. 15[02:53] 6. Wiesław Ochman - L. Denza - Funiculi, Funicula [02:42] 7. Orkiestra Polskiego Radia w Warszawie - W.A. Mozart - Cz. III, Alla turca z Sonaty fortep. A-dur KV 331[02:51] 8. Barbara Świątek - J.S. Bach - Badinerie z Suity h-moll BWV 1067[01:27] 9. Wielka Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia - C.M. Weber - Zaproszenie do tańca op. 65[08:35] 10. Krystyna Szczepańska - G. Bizet - Habanera z opery Carmen[03:52] 11. Zespół Kameralistów Filharmonii Narodowej - F.J. Gossec - Gawot[02:56] 12. Orkiestra Polskiego Radia w Warszawie - F. Schubert - Ave Maria op. 56 nr 2[04:47] 13. Zespół Kameralistów Filharmonii Narodowej - J.S. Bach - Siciliana z Sonaty na flet i klawesyn Es-dur BWV 1031[02:27] 14. Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Narodowej - P. Czajkowski - Taniec łabędzi ze Suity Jezioro łabędzie[01:36] 15. Warszawski Kwintet Akordeonowy - A. Chaczaturian - Taniec z szablami z baletu Gajane[02:03] 16. Wiesław Ochman - R. Leoncavallo - La Mattinata [02:52] 17. Orkiestra Polskiego Radia w Warszawie - J. Strauss II - Marsz Radeckiego[02:52] Playing Time.........: 01:00:00 Total Size...........: 293,89 MB
Seedów: 53
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-15 18:08:31
Rozmiar: 297.31 MB
Peerów: 3
Dodał: rajkad
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. Caedere pochodzi z domu takich zasłużonych załóg jak Sinister, Pestilence i Gorefest, więc naturalnym było dla mnie zapoznanie się z materiałem holenderskich ciężarowców. Album – co może zaskakiwać – został wydany przez naszą rodzimą wytwórnię Via Nocturna latem tego roku, nosi tytuł Eighty Years’ War (Dutch War of Independence), i jest czwartym w wieloletniej historii kariery Caedere. Jak mówi tytuł, jest to album koncepcyjny, bazujący tematycznie wokół holenderskiej wojny o niepodległość i związanej z nią walce wyznaniowej. Okładkę zaprojektował Gyula Havancsák znany z dokonań dla Hour of Penance, Annihilator, Blind Guardian czy Destruction, w swej pracy świetnie nawiązał do wojennego motywu śmierci i danse macabre. Muzycznie jest równie poważnie i mocno. Caedere obraca się w rejonach mięsistego death metalu, z naciskiem na jego florydzki styl. Szybkość oraz ciężary współistnieją tu na równych prawach, a dodatkowym urozmaiceniem stają się okazjonalne złowieszcze, doomowe pasaże. Szczerze powiedziawszy, Eighty Years’ War nie sprawił mi żadnych problemów. Od momentu pierwszego wciśnięcia play wiedziałem, że jest to płyta dla mnie. Posiada wszystkie elementy, za które cenię wykonawców DM. Jest skomponowana z głową, brutalna, lecz klarowna, dobrze wyprodukowana i co istotne przebojowa (oczywiście jak na standardy tej sceny). Technika jest tu trzymana w ryzach, dzięki czemu aranże są przejrzyste, a kompozycje nieprzeładowane. Jest to granie na modłę takich załóg jak Aeon, Hate Eternal czy naszego Devilyn z czasów Artefact, gdzie nowoczesność spotyka klasykę, by pchać delikatnie ewolucję gatunku dalej. Małe nawiązania do black metalu nadają dodatkowej kolorystyki, by zadbać o „zły” klimat i uwagę słuchacza, a wokalista Ben De Graaff (Phlebotomized, ex Lividity) poza zawodowym, grobowym growlem atakuje drapiącym skrzekiem. Nie ma tu mowy o ziewaniu, utwory dostarczają emocji przez cały czas trwania płyty, to materiał zdecydowanie koncertowy. Generalizując, Caedere uderzyło z silną pozycją, wartą sprawdzenia i poświęcenia mu czasu. Holandia posiada wieloletnie tradycje związane z wykonywaniem death metalu, a opisywany zespół ma głębokie korzenie w tej sztuce. 2021 rok w moim uznaniu nie był przesadnie przeładowany świetnymi premierami klasycznego DM i śmiem uważać Eight Years’ War za jedną z ciekawszych propozycji w ostatnim okresie. Brzeźnicki The lyrical theme of the album is the Dutch war of independence and the religious uproar between 1568 and 1648. Musically it is also a concept album, the last track features a theme which is prevalent in different shapes and sizes in all the other tracks, in a scorching blend of Brutal/Technical Death metal, interlaced with epic doom passages and haunting black metal riffs. Gyula Havancsák was responsible for the artwork of this album. He is known for his work for bands such as Accept, Annihilator, Blind Guardian, Destruction, Hour of Penance, and many many more. Michiel van der Plicht (ex-God Dethroned, Carach Angren, Pestilence) was enlisted to play drums on the album. ..::TRACK-LIST::.. 1. Iconoclasm 03:37 2. Inquisition 03:07 3. Council of Blood 05:31 4. The Siege (of Long Breath) 07:07 5. War & Sorrow 01:34 6. Sea Beggars 05:06 7. Divine Power of Kings 04:50 8. The Seven Provinces 06:40 ..::OBSADA::.. Thomas Luijken - Guitars Niels Ottink - Guitars Joey Veerbeek - Bass Michiel Lankhorst - Vocals Session drums by Michiel van der Plicht. Violins and Percussion by Antonia Ottink and Clemens Kerssies https://www.youtube.com/watch?v=xjDOFFpfoUU SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-15 17:56:46
Rozmiar: 90.39 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. Caedere pochodzi z domu takich zasłużonych załóg jak Sinister, Pestilence i Gorefest, więc naturalnym było dla mnie zapoznanie się z materiałem holenderskich ciężarowców. Album – co może zaskakiwać – został wydany przez naszą rodzimą wytwórnię Via Nocturna latem tego roku, nosi tytuł Eighty Years’ War (Dutch War of Independence), i jest czwartym w wieloletniej historii kariery Caedere. Jak mówi tytuł, jest to album koncepcyjny, bazujący tematycznie wokół holenderskiej wojny o niepodległość i związanej z nią walce wyznaniowej. Okładkę zaprojektował Gyula Havancsák znany z dokonań dla Hour of Penance, Annihilator, Blind Guardian czy Destruction, w swej pracy świetnie nawiązał do wojennego motywu śmierci i danse macabre. Muzycznie jest równie poważnie i mocno. Caedere obraca się w rejonach mięsistego death metalu, z naciskiem na jego florydzki styl. Szybkość oraz ciężary współistnieją tu na równych prawach, a dodatkowym urozmaiceniem stają się okazjonalne złowieszcze, doomowe pasaże. Szczerze powiedziawszy, Eighty Years’ War nie sprawił mi żadnych problemów. Od momentu pierwszego wciśnięcia play wiedziałem, że jest to płyta dla mnie. Posiada wszystkie elementy, za które cenię wykonawców DM. Jest skomponowana z głową, brutalna, lecz klarowna, dobrze wyprodukowana i co istotne przebojowa (oczywiście jak na standardy tej sceny). Technika jest tu trzymana w ryzach, dzięki czemu aranże są przejrzyste, a kompozycje nieprzeładowane. Jest to granie na modłę takich załóg jak Aeon, Hate Eternal czy naszego Devilyn z czasów Artefact, gdzie nowoczesność spotyka klasykę, by pchać delikatnie ewolucję gatunku dalej. Małe nawiązania do black metalu nadają dodatkowej kolorystyki, by zadbać o „zły” klimat i uwagę słuchacza, a wokalista Ben De Graaff (Phlebotomized, ex Lividity) poza zawodowym, grobowym growlem atakuje drapiącym skrzekiem. Nie ma tu mowy o ziewaniu, utwory dostarczają emocji przez cały czas trwania płyty, to materiał zdecydowanie koncertowy. Generalizując, Caedere uderzyło z silną pozycją, wartą sprawdzenia i poświęcenia mu czasu. Holandia posiada wieloletnie tradycje związane z wykonywaniem death metalu, a opisywany zespół ma głębokie korzenie w tej sztuce. 2021 rok w moim uznaniu nie był przesadnie przeładowany świetnymi premierami klasycznego DM i śmiem uważać Eight Years’ War za jedną z ciekawszych propozycji w ostatnim okresie. Brzeźnicki The lyrical theme of the album is the Dutch war of independence and the religious uproar between 1568 and 1648. Musically it is also a concept album, the last track features a theme which is prevalent in different shapes and sizes in all the other tracks, in a scorching blend of Brutal/Technical Death metal, interlaced with epic doom passages and haunting black metal riffs. Gyula Havancsák was responsible for the artwork of this album. He is known for his work for bands such as Accept, Annihilator, Blind Guardian, Destruction, Hour of Penance, and many many more. Michiel van der Plicht (ex-God Dethroned, Carach Angren, Pestilence) was enlisted to play drums on the album. ..::TRACK-LIST::.. 1. Iconoclasm 03:37 2. Inquisition 03:07 3. Council of Blood 05:31 4. The Siege (of Long Breath) 07:07 5. War & Sorrow 01:34 6. Sea Beggars 05:06 7. Divine Power of Kings 04:50 8. The Seven Provinces 06:40 ..::OBSADA::.. Thomas Luijken - Guitars Niels Ottink - Guitars Joey Veerbeek - Bass Michiel Lankhorst - Vocals Session drums by Michiel van der Plicht. Violins and Percussion by Antonia Ottink and Clemens Kerssies https://www.youtube.com/watch?v=xjDOFFpfoUU SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-15 17:52:55
Rozmiar: 284.21 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. Trójmiejska scena muzyczna od lat ma się bardzo dobrze. W połowie października tego roku otrzymaliśmy kolejny dowód, który to tylko potwierdza. Zespół Sztylety, bo to właśnie o nich mowa, w 2020 zadebiutowali albumem „Zostaw po sobie dobre wrażenie”. Rok później dołożyli tzw. split album „BSNT // Odczuwaj Lekki Dyskomfort” (został on wydany wspólnie z zespołem Żurawie, czyli kolejnym ciekawym przedstawicielem wspomnianej na początku sceny). To były bardzo udane wydawnictwa, ale krążek „Tak będzie lepiej” bije je na głowę. Zespół Sztylety na rynku jest już obecny od pięciu lat. Gdańsko-warszawska załoga cały czas buduje swoją pozycję. Myślę, że najnowszy album może muzykom wyłącznie pomóc w osiąganiu kolejnych celów, które sobie wcześniej założyli. W swojej twórczości łączą wpływy post-hardcore’u, indie i noise rocka. Grupie nie obce są także brzmienia metalowe. Dlatego właśnie na „Tak będzie lepiej” iskrzy się od pomysłów. I to w obrębie jednego utworu. Choć całość trwa niecałe 37 minut, to zastosowanymi rozwiązaniami można byłoby obdzielić spokojnie kilka albumów. W skrócie: panowie w swojej muzycznej kuchni mają na półkach naprawdę mnóstwo składników. Co istotne – nie wahają się ich wszystkich użyć. To sprawia, że mamy do czynienia z daniem, które chce się jeść wielokrotnie. Dlaczego? Bo nie wiadomo, który smak, przy kolejnym odsłuchu, wybije się na pierwszy plan. Prawda jest taka, że słuchając utworów z „Tak będzie lepiej” za każdym razem odkrywałem coś nowego. Zespół Sztylety dba o to, żeby działo się sporo. Najważniejsze jest jednak to, że muzyka nie przytłacza. Gwałtowne zmiany nastrojów nie powodują bólu głowy. Weźmy chociażby otwierający „Nigdy nie ustaliłem”. Ściana dźwięku? Jest. Rozdzierający wokal? Także. Ale panowie potrafią to wszystko również ciut uspokoić, żeby słuchacz mógł wziąć głęboki oddech i zatracić się w tej magicznej krainie. Głównie album „Tak będzie lepiej” jest oparty na momentach czadowych. Metalowo robi się w „Biegunach” i mamy do czynienia z jazdą bez trzymanki. Choć prawdziwe tornado czeka nas w „Ile można”. Na liczniku 1:16 i… nic więcej dodawać nie trzeba. Tego trzeba posłuchać. Bardzo lubię także niepokojący „Blask”, który łączy ze sobą dwa światy – spokojniejszy z tym mocniejszym. I wychodzi to rewelacyjnie. Zespół Sztylety, tak naprawdę, zwalnia na dłuższy moment wyłącznie w psychodelicznym „Pływaniu”. To z pewnością będzie idealny numer, aby go rozbudowywać na żywo. Skoro mówimy o koncertach to wiadomo, że „Trucizny i klątwy” sprawdzi się do tego, aby rozkręcić konkretne pogo. Jest brud, są krzyki (skandowany refren), nie brakuje przesterów. To znaki rozpoznawcze tej grupy. Album zamykają natomiast „Skamieliny”, czyli utwór, który zwraca na siebie uwagę tekstem. Zachęcam do zagłębienia się w jego treść. Do końca roku pozostały niecałe dwa miesiące. Oczywiście, przed nami są jeszcze premiery, ale… nie wygląda na to, żeby któraś z nich mogła zagrozić drugiemu studyjnemu krążkowi Zespołu Sztylety. „Tak będzie lepiej” rozwala na łopatki. Czapki z głów przed muzykami grupy, dla których gatunkowe ograniczenia nie istnieją. I to jest największa siła tej ekipy. Aż strach pomyśleć, co panowie w przyszłości jeszcze wymyślą. Szymon Bijak Zespół Sztylety to gdańska grupa noise punkowa istniejąca od 2018 roku. Miała do tej pory na koncie jeden album pt. „Zostaw po sobie dobre wrażenie” z 2020 roku. W ich twórczości przeplatają się wpływy licznych nurtów muzycznych takich jak: noise, emo, post-hardcore a miejscami nawet metal. Ich najnowsza płyta "Tak Będzie lepiej” ukazała się pod koniec 2023. Jak wyszła im ta agresywna i emocjonalna mieszanka? To jaki będzie ten album zapowiada już pierwsza kompozycja pt. „Nigdy nie ustaliłem”. Zarówno w warstwie lirycznej, jak i muzycznej – Szelewa ogłasza, że „jak było tak będzie - brudno”. Już w tym numerze słychać rozbudowanie i różnorodność kompozycji – delikatne dźwięki gitary radykalnie przechodzą w czadowe, thrashowe wręcz granie. Metalowe brzmienie czuć także w wielu innych numerach – warto tu wyróżnić „Trucizny i klątwy”. Tych skojarzeń przysparza tu w ogromnym stopniu wokal – nie będący growlem, a jednocześnie w podobny sposób „wiercący” w głowie. Za to „Pływanie” to dużo spokojniejsza piosenka, pomimo tego, gitarę ciężko tu nazwać delikatną, gdyż w refrenie jest dość brudna, nie brak jej punkowego pazura. „Czasem” kojarzy się już za to bardziej z brzmieniem indie i emo. „Blask” to utwór klasycznie post-hardcorowy, z niezwykle nośnym, hymnowym wręcz, na wzór Fugazi, refrenem. Podobnie „Zagłada” – jest tu niezwykle dużo melodyjności, choć tytuł sugeruje raczej znów niemal metalowy czad. Często wokal w ciekawy sposób kontrastuje z warstwą muzyczną. W krótkim „Ile można” brutalny atak gitary i basu towarzyszy śpiewowi, połączonemu raczej z krzykiem, nie przypominającym już, tak jak w „Truciznach i klątwach” i „Biegunach”, growlu. Pokazuje to jak wszechstronny jest Szelewa. Cały album świetnie zamykają „Skamieliny”. Świetnie brzmiąca partia gitary towarzyszy punkowemu, znów raz klasycznie hardcorowemu, raz pełnemu emocjonalnego krzyku, śpiewowi. Doskonale zamyka też album swoim tekstem. Zdecydowanie warto zwrócić uwagę na warstwę liryczną. Po pierwszym przesłuchaniu możnaby odnieść wrażenie, że grupa miejscami ucieka w beznadziejny nihilizm. Wydaje mi się jednak, że pomimo tego iż zespół śpiewa: „Wszyscy zdechniemy, pokryje nas piach”, chce „otworzyć im serca i oczy”. Nie robi tego jednak w przesadnie moralizujący i radykalny sposób. Łatwo odnaleźć się w tych tekstach młodemu człowiekowi, chociażby ja znalazłem tam niezwykle dużo siebie. Jest tu dosyć dużo pesymizmu i odniesień do kwestii tak przyziemnych, jak choćby poszukiwanie pracy, podatki i inflacja. Komentarze na temat popkultury i otaczającej rzeczywistości nie są pisane „z góry”, lecz przez ludzi partycypujących przecież w społeczeństwie. Oprócz ostatniego numeru wyróżniłbym tu także najspokojniejsze na płycie „Pływanie”. Tekst nienachalnie wzywa do spojrzenia w głąb siebie i analizy swoich własnych dążeń i ambicji. Płyta zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Słychać że Zespół Sztylety nagrał ten materiał prosto z serca, zarówno w warstwie muzycznej jak i lirycznej. Zderzenie gatunków, w jakich się porusza brzmi świetnie. Nie jest ono tylko dobrze brzmiącym sloganem, lecz własnym wypracowanym stylem. [8/10] Jakub Krawiec Bywało już tak w historii polskiej muzyki rockowej, że to właśnie od morza szedł powiew świeżości i awangardy. Trójmiejsko-warszawski Zespół Sztylety wpisuje się w nurt kapel niekonwencjonalnie podchodzących do gitarowego rzemiosła, które jednak przy śmiałym łączeniu różnych konwencji wciąż nie zapominają o klasycznych nawiązaniach. Przy odrobinie eksperymentów i pewnej dawce melodii, formacja nie wypada ze zgrzytliwych, hałaśliwych i niepokornych ram. Zespół Sztylety meandruje, na bazie znanych rozwiązań szukając swojego stylu. S.T. Szelewa (wokal i bas), Ł. Orzeszko (gitara), M. Szewczyk (gitara) i I. Macikowski (perkusja) łączą pewne elementy śmiało i bez kompleksów, choć jeszcze z pewną młodzieńczą niepokornością i wrażliwością – pewnie części konserwatywnej publiczności utrudni to odbiór, powoduje początkowy opór. Zupełnie niesłusznie. Chęci do poszukiwań i eksperymentów nie odbierają numerom siły rażenia, a przede wszystkim spójności artystycznej wypowiedzi. Płyta Tak będzie lepiej brzmi jak album właśnie, a nie zbiór przypadkowych numerów. Skutecznym lepiszczem różnorodnych wątków jest produkcja (mix i mastering Marek Przybyszewski), w której słychać ducha subpopowej skromności, gdzie dysonans i zgrzyt nie jest wrogiem, a kompanem. Po drugie, przewodnikiem jest w tej podróży młodzieńczy głos S.T. Szelewy, rozpinający się od romantycznego śpiewu, poprzez skandowanie, aż po core’owy krzyk. Nie jest to maniera wokalna, która przekona wszystkich, ale jest w niej naturalność. Teksty dobrze przegryzają się z przybrudzoną muzyką. Nie ma w piosenkach kapeli wiele optymizmu, ale też obywa się bez pozowania na modny dziś nihilizm i kult marności. Boję się użyć określenia „emo”, bo nie chcę skrzywdzić Zespołu Sztylety łatką, która jest wyświechtana i ma już dziś lekko pejoratywny wydźwięk. Jednak muzyka i teksty są emocjonalne w dobrym tego słowa znaczeniu. Odnaleźć można na Tak będzie lepiej garażowego ducha Fugazi i Mudhoney, pewną dawkę romantyczności podawanej z popowymi wręcz melodi, post-hardcore’owe hałasy, ale i odrobinę psychodelii i shoegze’owego rozmycia. A propos tego dźwiękowego rozmarzenia, do gustu najbardziej przypadł mi kawałek Pływanie. Zarzuciwszy go na słuchawki i idąc na spacer chwilowo nie mam po co wracać do domu. Zespół Sztylety nie trzyma się mocno formuły zwrotka-refren. Czasem w obrębie jednego, krótkiego numeru dzieje się nawet więcej, niż by wypadało (nie mylić z progresywnym zacięciem i programową komplikacją). Nawet króciutki, trwający niewiele ponad minutę Ile można przynosi skondensowaną dawkę muzycznych i lirycznych porywów, więc nie da się go nazwać jakimś przerywnikiem. Zwłaszcza, że zdaje się mówić coś o pokoleniowych wątpliwościach ubranych w codzienny kontekst. Ciut łatwiej będzie się odnaleźć w tym świecie młodszym (duchem) słuchaczom – nawet, gdy Zespół Sztylety serwuje dobrze znane składniki, lubi je mieszać w nieco innych proporcjach i niekonwencjonalnych zestawieniach. Nie dziwi to już tych, którzy spotykają na modnych festiwalach artystów z bardzo różnych parafii. Po niezwykle ciepło przyjętym debiutanckim krążku Zostaw po sobie dobre wrażenie, którego buńczuczne zawołanie okazało się profetyczne, Zespół Sztylety potwierdza, że nie jest sezonową ciekawostką. Dostrzegam jednak wciąż przestrzeń na rozwój, okrzepnięcie formuły, skupienia się na najciekawszych pomysłach. Dla formacji znajdzie się w tym roku miejsce zarówno na wielkich festiwalach, jak i niszowych imprezach, w brudnych klubach, ale i w radiu. Na jakich pozycjach się okopią? Czas pokaże. 36 minut to dość, by pokazać, że muzyka rockowa jest wciąż witalna, że niewiele trzeba zabiegów, by podać ją w świeży sposób, a przystępne nie musi być dalekie słowa eksperymentalne. Jeśli nadmiernie chwalę tę płytę, to także dlatego, że mało jest podobnych prób brania się za garażową klasykę w nowym, świeżym wydaniu – a przynajmniej niewiele tego przebija się do mainstreamu. Chciałbym, aby była to rockowa codzienność, wtedy można by było poprzebierać, ponarzekać, wytknąć błędy. A tak wypada przede wszystkim chwalić. Paweł Lach Zespół Sztylety obcy był dla mnie, dopóki nie dostałem ich płyty – jak to określił wydawca – nawet nie do recenzji, bo to poza targetem Chaos Vault. No i lubię jak ktoś tak do tego podchodzi, a nie wysyła coś totalnie z czapy i jeszcze marudzi, że gupi recenzent nie zrozumiał płyty. Bo ja muzyki Zespołu Sztylety totalnie nie rozumiem, przynajmniej tej, którą zaprezentowali na „Tak Będzie Lepiej”. Nie będę zgrywał oświeconego redakturka, który ma wyrobione zdanie na temat każdej muzyki, zazwyczaj zapożyczone od starszych kolegów po fachu. Nie znam się na inspiracjach, którymi żywią się te chłopaki, a nawet jeśli coś tam mi pobrzmiewa, to podejrzewam że raczej nie to Zespół Sztylety miał na myśli. Ja tu słyszę rock, z wieloma warstwami i żadna z nich nie jest tym ciepłym rockowym kocykiem, którym lubię się otulać. Nie wiem, czy to nadawałoby się na juwenalia, na Męskie Granie czy na Openera lub Offestival. Raczej nie nadawałoby się na gigi na które zwykłem chodzić – choć pewnie twórcy „Tak Będzie Lepiej” to co robią, robią dobrze. Tak wnioskuję z recenzji tej płyty, które przeczytałem (tak, 95% nazw w nich niewiele mi mówi). No, może poza punkowymi naleciałościami – te brzmią jak dla mnie bardzo fajnie. Ale na pewno na plus mogę wyróżnić teksty na tej płycie – napisane po polsku, z głową i z przekazem. Podobają mi się, no ale ja lubię polską prozę więc może to przez to. Czy polecę Wam kupno tej płyty? Nie wiem. Jeśli macie bardzo eklektyczny gust muzyczny – być może przypadnie Wam do gustu. Wszak nie wydaje tego pierwsza lepsza wytwórnia, no a i bardziej światli recenzenci ode mnie to chwalili. U mnie ta płyta leci na półkę, może kiedyś ją zrozumiem. Oracle ..::TRACK-LIST::.. 1. Nigdy nie ustaliłem 02:55 2. Czasem 03:41 3. Blask 04:24 4. Bieguni 04:44 5. Ile można 01:16 6. Pływanie 04:59 7. Trucizny i klątwy 03:22 8. Informacja zwrotna 03:18 9. Zagłada 03:31 10. Skamieliny 04:38 https://www.youtube.com/watch?v=YlTVd7vAvUI SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-15 16:08:05
Rozmiar: 92.65 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. Trójmiejska scena muzyczna od lat ma się bardzo dobrze. W połowie października tego roku otrzymaliśmy kolejny dowód, który to tylko potwierdza. Zespół Sztylety, bo to właśnie o nich mowa, w 2020 zadebiutowali albumem „Zostaw po sobie dobre wrażenie”. Rok później dołożyli tzw. split album „BSNT // Odczuwaj Lekki Dyskomfort” (został on wydany wspólnie z zespołem Żurawie, czyli kolejnym ciekawym przedstawicielem wspomnianej na początku sceny). To były bardzo udane wydawnictwa, ale krążek „Tak będzie lepiej” bije je na głowę. Zespół Sztylety na rynku jest już obecny od pięciu lat. Gdańsko-warszawska załoga cały czas buduje swoją pozycję. Myślę, że najnowszy album może muzykom wyłącznie pomóc w osiąganiu kolejnych celów, które sobie wcześniej założyli. W swojej twórczości łączą wpływy post-hardcore’u, indie i noise rocka. Grupie nie obce są także brzmienia metalowe. Dlatego właśnie na „Tak będzie lepiej” iskrzy się od pomysłów. I to w obrębie jednego utworu. Choć całość trwa niecałe 37 minut, to zastosowanymi rozwiązaniami można byłoby obdzielić spokojnie kilka albumów. W skrócie: panowie w swojej muzycznej kuchni mają na półkach naprawdę mnóstwo składników. Co istotne – nie wahają się ich wszystkich użyć. To sprawia, że mamy do czynienia z daniem, które chce się jeść wielokrotnie. Dlaczego? Bo nie wiadomo, który smak, przy kolejnym odsłuchu, wybije się na pierwszy plan. Prawda jest taka, że słuchając utworów z „Tak będzie lepiej” za każdym razem odkrywałem coś nowego. Zespół Sztylety dba o to, żeby działo się sporo. Najważniejsze jest jednak to, że muzyka nie przytłacza. Gwałtowne zmiany nastrojów nie powodują bólu głowy. Weźmy chociażby otwierający „Nigdy nie ustaliłem”. Ściana dźwięku? Jest. Rozdzierający wokal? Także. Ale panowie potrafią to wszystko również ciut uspokoić, żeby słuchacz mógł wziąć głęboki oddech i zatracić się w tej magicznej krainie. Głównie album „Tak będzie lepiej” jest oparty na momentach czadowych. Metalowo robi się w „Biegunach” i mamy do czynienia z jazdą bez trzymanki. Choć prawdziwe tornado czeka nas w „Ile można”. Na liczniku 1:16 i… nic więcej dodawać nie trzeba. Tego trzeba posłuchać. Bardzo lubię także niepokojący „Blask”, który łączy ze sobą dwa światy – spokojniejszy z tym mocniejszym. I wychodzi to rewelacyjnie. Zespół Sztylety, tak naprawdę, zwalnia na dłuższy moment wyłącznie w psychodelicznym „Pływaniu”. To z pewnością będzie idealny numer, aby go rozbudowywać na żywo. Skoro mówimy o koncertach to wiadomo, że „Trucizny i klątwy” sprawdzi się do tego, aby rozkręcić konkretne pogo. Jest brud, są krzyki (skandowany refren), nie brakuje przesterów. To znaki rozpoznawcze tej grupy. Album zamykają natomiast „Skamieliny”, czyli utwór, który zwraca na siebie uwagę tekstem. Zachęcam do zagłębienia się w jego treść. Do końca roku pozostały niecałe dwa miesiące. Oczywiście, przed nami są jeszcze premiery, ale… nie wygląda na to, żeby któraś z nich mogła zagrozić drugiemu studyjnemu krążkowi Zespołu Sztylety. „Tak będzie lepiej” rozwala na łopatki. Czapki z głów przed muzykami grupy, dla których gatunkowe ograniczenia nie istnieją. I to jest największa siła tej ekipy. Aż strach pomyśleć, co panowie w przyszłości jeszcze wymyślą. Szymon Bijak Zespół Sztylety to gdańska grupa noise punkowa istniejąca od 2018 roku. Miała do tej pory na koncie jeden album pt. „Zostaw po sobie dobre wrażenie” z 2020 roku. W ich twórczości przeplatają się wpływy licznych nurtów muzycznych takich jak: noise, emo, post-hardcore a miejscami nawet metal. Ich najnowsza płyta "Tak Będzie lepiej” ukazała się pod koniec 2023. Jak wyszła im ta agresywna i emocjonalna mieszanka? To jaki będzie ten album zapowiada już pierwsza kompozycja pt. „Nigdy nie ustaliłem”. Zarówno w warstwie lirycznej, jak i muzycznej – Szelewa ogłasza, że „jak było tak będzie - brudno”. Już w tym numerze słychać rozbudowanie i różnorodność kompozycji – delikatne dźwięki gitary radykalnie przechodzą w czadowe, thrashowe wręcz granie. Metalowe brzmienie czuć także w wielu innych numerach – warto tu wyróżnić „Trucizny i klątwy”. Tych skojarzeń przysparza tu w ogromnym stopniu wokal – nie będący growlem, a jednocześnie w podobny sposób „wiercący” w głowie. Za to „Pływanie” to dużo spokojniejsza piosenka, pomimo tego, gitarę ciężko tu nazwać delikatną, gdyż w refrenie jest dość brudna, nie brak jej punkowego pazura. „Czasem” kojarzy się już za to bardziej z brzmieniem indie i emo. „Blask” to utwór klasycznie post-hardcorowy, z niezwykle nośnym, hymnowym wręcz, na wzór Fugazi, refrenem. Podobnie „Zagłada” – jest tu niezwykle dużo melodyjności, choć tytuł sugeruje raczej znów niemal metalowy czad. Często wokal w ciekawy sposób kontrastuje z warstwą muzyczną. W krótkim „Ile można” brutalny atak gitary i basu towarzyszy śpiewowi, połączonemu raczej z krzykiem, nie przypominającym już, tak jak w „Truciznach i klątwach” i „Biegunach”, growlu. Pokazuje to jak wszechstronny jest Szelewa. Cały album świetnie zamykają „Skamieliny”. Świetnie brzmiąca partia gitary towarzyszy punkowemu, znów raz klasycznie hardcorowemu, raz pełnemu emocjonalnego krzyku, śpiewowi. Doskonale zamyka też album swoim tekstem. Zdecydowanie warto zwrócić uwagę na warstwę liryczną. Po pierwszym przesłuchaniu możnaby odnieść wrażenie, że grupa miejscami ucieka w beznadziejny nihilizm. Wydaje mi się jednak, że pomimo tego iż zespół śpiewa: „Wszyscy zdechniemy, pokryje nas piach”, chce „otworzyć im serca i oczy”. Nie robi tego jednak w przesadnie moralizujący i radykalny sposób. Łatwo odnaleźć się w tych tekstach młodemu człowiekowi, chociażby ja znalazłem tam niezwykle dużo siebie. Jest tu dosyć dużo pesymizmu i odniesień do kwestii tak przyziemnych, jak choćby poszukiwanie pracy, podatki i inflacja. Komentarze na temat popkultury i otaczającej rzeczywistości nie są pisane „z góry”, lecz przez ludzi partycypujących przecież w społeczeństwie. Oprócz ostatniego numeru wyróżniłbym tu także najspokojniejsze na płycie „Pływanie”. Tekst nienachalnie wzywa do spojrzenia w głąb siebie i analizy swoich własnych dążeń i ambicji. Płyta zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Słychać że Zespół Sztylety nagrał ten materiał prosto z serca, zarówno w warstwie muzycznej jak i lirycznej. Zderzenie gatunków, w jakich się porusza brzmi świetnie. Nie jest ono tylko dobrze brzmiącym sloganem, lecz własnym wypracowanym stylem. [8/10] Jakub Krawiec Bywało już tak w historii polskiej muzyki rockowej, że to właśnie od morza szedł powiew świeżości i awangardy. Trójmiejsko-warszawski Zespół Sztylety wpisuje się w nurt kapel niekonwencjonalnie podchodzących do gitarowego rzemiosła, które jednak przy śmiałym łączeniu różnych konwencji wciąż nie zapominają o klasycznych nawiązaniach. Przy odrobinie eksperymentów i pewnej dawce melodii, formacja nie wypada ze zgrzytliwych, hałaśliwych i niepokornych ram. Zespół Sztylety meandruje, na bazie znanych rozwiązań szukając swojego stylu. S.T. Szelewa (wokal i bas), Ł. Orzeszko (gitara), M. Szewczyk (gitara) i I. Macikowski (perkusja) łączą pewne elementy śmiało i bez kompleksów, choć jeszcze z pewną młodzieńczą niepokornością i wrażliwością – pewnie części konserwatywnej publiczności utrudni to odbiór, powoduje początkowy opór. Zupełnie niesłusznie. Chęci do poszukiwań i eksperymentów nie odbierają numerom siły rażenia, a przede wszystkim spójności artystycznej wypowiedzi. Płyta Tak będzie lepiej brzmi jak album właśnie, a nie zbiór przypadkowych numerów. Skutecznym lepiszczem różnorodnych wątków jest produkcja (mix i mastering Marek Przybyszewski), w której słychać ducha subpopowej skromności, gdzie dysonans i zgrzyt nie jest wrogiem, a kompanem. Po drugie, przewodnikiem jest w tej podróży młodzieńczy głos S.T. Szelewy, rozpinający się od romantycznego śpiewu, poprzez skandowanie, aż po core’owy krzyk. Nie jest to maniera wokalna, która przekona wszystkich, ale jest w niej naturalność. Teksty dobrze przegryzają się z przybrudzoną muzyką. Nie ma w piosenkach kapeli wiele optymizmu, ale też obywa się bez pozowania na modny dziś nihilizm i kult marności. Boję się użyć określenia „emo”, bo nie chcę skrzywdzić Zespołu Sztylety łatką, która jest wyświechtana i ma już dziś lekko pejoratywny wydźwięk. Jednak muzyka i teksty są emocjonalne w dobrym tego słowa znaczeniu. Odnaleźć można na Tak będzie lepiej garażowego ducha Fugazi i Mudhoney, pewną dawkę romantyczności podawanej z popowymi wręcz melodi, post-hardcore’owe hałasy, ale i odrobinę psychodelii i shoegze’owego rozmycia. A propos tego dźwiękowego rozmarzenia, do gustu najbardziej przypadł mi kawałek Pływanie. Zarzuciwszy go na słuchawki i idąc na spacer chwilowo nie mam po co wracać do domu. Zespół Sztylety nie trzyma się mocno formuły zwrotka-refren. Czasem w obrębie jednego, krótkiego numeru dzieje się nawet więcej, niż by wypadało (nie mylić z progresywnym zacięciem i programową komplikacją). Nawet króciutki, trwający niewiele ponad minutę Ile można przynosi skondensowaną dawkę muzycznych i lirycznych porywów, więc nie da się go nazwać jakimś przerywnikiem. Zwłaszcza, że zdaje się mówić coś o pokoleniowych wątpliwościach ubranych w codzienny kontekst. Ciut łatwiej będzie się odnaleźć w tym świecie młodszym (duchem) słuchaczom – nawet, gdy Zespół Sztylety serwuje dobrze znane składniki, lubi je mieszać w nieco innych proporcjach i niekonwencjonalnych zestawieniach. Nie dziwi to już tych, którzy spotykają na modnych festiwalach artystów z bardzo różnych parafii. Po niezwykle ciepło przyjętym debiutanckim krążku Zostaw po sobie dobre wrażenie, którego buńczuczne zawołanie okazało się profetyczne, Zespół Sztylety potwierdza, że nie jest sezonową ciekawostką. Dostrzegam jednak wciąż przestrzeń na rozwój, okrzepnięcie formuły, skupienia się na najciekawszych pomysłach. Dla formacji znajdzie się w tym roku miejsce zarówno na wielkich festiwalach, jak i niszowych imprezach, w brudnych klubach, ale i w radiu. Na jakich pozycjach się okopią? Czas pokaże. 36 minut to dość, by pokazać, że muzyka rockowa jest wciąż witalna, że niewiele trzeba zabiegów, by podać ją w świeży sposób, a przystępne nie musi być dalekie słowa eksperymentalne. Jeśli nadmiernie chwalę tę płytę, to także dlatego, że mało jest podobnych prób brania się za garażową klasykę w nowym, świeżym wydaniu – a przynajmniej niewiele tego przebija się do mainstreamu. Chciałbym, aby była to rockowa codzienność, wtedy można by było poprzebierać, ponarzekać, wytknąć błędy. A tak wypada przede wszystkim chwalić. Paweł Lach Zespół Sztylety obcy był dla mnie, dopóki nie dostałem ich płyty – jak to określił wydawca – nawet nie do recenzji, bo to poza targetem Chaos Vault. No i lubię jak ktoś tak do tego podchodzi, a nie wysyła coś totalnie z czapy i jeszcze marudzi, że gupi recenzent nie zrozumiał płyty. Bo ja muzyki Zespołu Sztylety totalnie nie rozumiem, przynajmniej tej, którą zaprezentowali na „Tak Będzie Lepiej”. Nie będę zgrywał oświeconego redakturka, który ma wyrobione zdanie na temat każdej muzyki, zazwyczaj zapożyczone od starszych kolegów po fachu. Nie znam się na inspiracjach, którymi żywią się te chłopaki, a nawet jeśli coś tam mi pobrzmiewa, to podejrzewam że raczej nie to Zespół Sztylety miał na myśli. Ja tu słyszę rock, z wieloma warstwami i żadna z nich nie jest tym ciepłym rockowym kocykiem, którym lubię się otulać. Nie wiem, czy to nadawałoby się na juwenalia, na Męskie Granie czy na Openera lub Offestival. Raczej nie nadawałoby się na gigi na które zwykłem chodzić – choć pewnie twórcy „Tak Będzie Lepiej” to co robią, robią dobrze. Tak wnioskuję z recenzji tej płyty, które przeczytałem (tak, 95% nazw w nich niewiele mi mówi). No, może poza punkowymi naleciałościami – te brzmią jak dla mnie bardzo fajnie. Ale na pewno na plus mogę wyróżnić teksty na tej płycie – napisane po polsku, z głową i z przekazem. Podobają mi się, no ale ja lubię polską prozę więc może to przez to. Czy polecę Wam kupno tej płyty? Nie wiem. Jeśli macie bardzo eklektyczny gust muzyczny – być może przypadnie Wam do gustu. Wszak nie wydaje tego pierwsza lepsza wytwórnia, no a i bardziej światli recenzenci ode mnie to chwalili. U mnie ta płyta leci na półkę, może kiedyś ją zrozumiem. Oracle ..::TRACK-LIST::.. 1. Nigdy nie ustaliłem 02:55 2. Czasem 03:41 3. Blask 04:24 4. Bieguni 04:44 5. Ile można 01:16 6. Pływanie 04:59 7. Trucizny i klątwy 03:22 8. Informacja zwrotna 03:18 9. Zagłada 03:31 10. Skamieliny 04:38 https://www.youtube.com/watch?v=YlTVd7vAvUI SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-15 16:01:29
Rozmiar: 269.35 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. A collection of material concerning influential German band Birth Control. Includes a complete concert from 1996, the 1971 BEAT CLUB performance, their appearance in the film ICH, EIN GROUPIE, various TV performances from the 1970s, and a documentary about the band. ..::TRACK-LIST::.. 1. The Work Is Done 2. Call Me 3. Trial Trip 4. Back From Hell 5. The Sperminator's Lost Battle 6. I Set My Mind On Vacation 7. Jungle City 8. Valley Of Darkness 9. The Sperminator Strikes Back 10. Gamma Ray 11. Preacher Man 12. No Drugs 13. The Work Is Done (Beat-Club-Version) 14. Skateboard Sue 15. We All Thought We Knew You 16. Last Survivor 17. Pick On Me 18. Gamma Ray '90 19. Documentary 20. Like Nothing Ever Changed https://www.youtube.com/watch?v=LSYp9wpSxRk SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-15 14:01:57
Rozmiar: 4.36 GB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. Z zasady podchodzę sceptycznie do wszelkich formacji mających znamiona superbandów. Jak na mój gust, trochę za często zdarza się że głośne nazwiska są wystarczającym powodem do przepchnięcia każdego kapcia, czasem nawet w szanowanych wytwórniach. Hyperdontia jest superskładem, a muzycy tam się udzielający znani są między innymi z Burial Invocation, Engulfed, Apparatus czy Undergang. Gdybym oczekiwał, oczekiwałbym bunkrów. Bunkry natomiast są, i to w bardzo zachęcającym stadium rozkładu. Pierwszy longplay formacji wydany został przez Dark Descent Records i zawiera trzydzieści pięć minut oldschoolowego death metalu, podzielonego na osiem aktów i okraszonego szczyptą nieprzewidywalności. I to ostatnie najbardziej mi się na Nexus of Teeth podoba. Bo niby to śmierć hołdująca starej szkole i patrosząca trupy w imię klasyki, ale jednak od czasu do czasu pojawia się coś nietypowego, coś ożywczego. Na przykład dysonansowe dodatki do riffów Of Spire and Thorn, albo początek Purging Through Flesh. Hyperdontia potrafi także dorzucić elementy do thrashowego poskakania (Euphoric Evisceration) lub punkowe zrywy (Escaping the Mortal Embodiment), choć to tylko dodatkowe smaczki. Główne danie to oczywiście obskurny i cuchnący death metal. Raz na szybko, raz na wolno, czasem zarzucający chaosem, innym razem wciągający w martwy klimat solówką i melodią. Niekiedy zdarza się (najwyraźniej słyszałem to na Aura of Flies), że poszczególne motywy nie do końca do siebie pasują, a przejście między nimi jest równie dyskretne, co schody w Pałacu Kultury i Nauki, choć przy ogromie atrakcji nie przeszkadza to specjalnie. Album jest pełen wszystkiego, co w death metalu najlepsze, a zastosowane tu riffy wgryzają się w pamięć jak zombiaki w czaszkę Erlenda w Dead Snow. Równie dobrze bawiłem się i przy kanonadach blastów, i przy zagrywkach prostych a chwytliwych. A jak jeszcze dodamy do tego brzmienie krążka i grobowy wokal, który ktoś mógłby pomylić z upiornym przeciągiem, robi się zupełnie dobrze. Jeżeli hołdujecie starym rozwiązaniom, nie możecie Nexus of Teeth pominąć. Założę się, że w kategorii „oldschool death metal album of the year” kilka razy zdobędzie podium, całkowicie zasłużenie. Kapitan Bajeczny Stomatologiczny death metal? Tego zdaje się jeszcze nie było. I co ciekawe – to ma nawet sens! Bo cóż jest przerażającego w obdzieraniu ze skóry, ludobójstwach czy Szatanie wobec wizji leczenia kanałowego po tysiaku za ząb? Ha! Nie spodziewajcie się jednak w tekstach przesadnie obrazowych opisów, bo muzycy Hyperdontia postawili na krótkie i niewyszukane formy liryczne na poziomie grafomaństwa, jakie każdy z nas uskuteczniał w podstawówce. I choćby z tego powodu nie należy uznawać oryginalnej tematyki za podstawowy atut Nexus Of Teeth; najważniejsza jest tu bez wątpienia muzyka. Za Hyperdontia odpowiadają członkowie m.in. Decaying Purity, Phrenelith czy Burial Invocation, a zatem zespołów z zupełnie różnych stylistycznie światów (a i geograficznie nie jest to przecież rzut beretem), więc w zasadzie nie było wiadomo, czego można się po nich spodziewać. Bulgoty? Oldskul? Ponury doom? Ta kwestia znajduje wyjaśnienie w pierwszych kilkunastu sekundach „Purging Through Flesh” – Hyperdontia to kolejna już kapela, która za punkt wyjścia wzięła sobie wczesne dokonania Incantation i paru co sławniejszych grup mocno zainspirowanych… Incantation. Nad Nexus Of Teeth przez większość czasu unosi się duch „Onward To Golgotha”, ponadto w szybszych partiach zalatuje też starym Morbid Angel… Innymi słowy: oryginalności za grosz. No prawie, bo muzycy Hyperdontia baaardzo przyłożyli się do brzmienia swojego materiału i to w stopniu daleko wykraczającym poza to, co zrobili dotychczas inni „grający pod Incantation”. Mnie Nexus Of Teeth imponuje niespotykaną w tym stylu (i tak ogólnie – pozazdroszczenia godną) selektywnością gitar – tu dosłownie KAŻDY riff jest doskonale czytelny i to niezależnie od jego tempa czy stopnia skomplikowania. Dzięki temu słychać, że gitarniak zaserwował wyłącznie dobrze osadzone w klimacie konkrety, bez ratowania się jałowymi wypełniaczami. Stąd też po lepszym wgryzieniu się w utwory okazuje się, że są bogatsze i precyzyjniej skonstruowane, niż by to wynikało z takiej dość barbarzyńskiej estetyki. Jakby tego było mało, chwytliwość Nexus Of Teeth nie budzi moich najmniejszych zastrzeżeń – za muzyką podąża się z dużym zaangażowaniem, więc całość przelatuje naprawdę szybko. Nie da się ukryć, że w ostatnich latach granie „pod Incantation” stało się łatwym sposobem na zdobycie kultu i rozgłosu, co mi już bokiem wychodzi, bo mnożą się te kapele jak grzyby po deszczu, choć większość z nich ma do zaoferowania jedynie odgrzewane po stokroć kotlety. Prawdziwych perełek jest wśród nich niewiele, a Hyperdontia — może i odrobinę na wyrost — byłbym właśnie skłonny zaliczyć do tego grona. demo Ambition has been, and will continue to be, a quality that sets more involved and serious up-and-coming artists apart from their more casual peers, but it is especially important when the artist's craft is focused on authenticity. This is why Denmark/Turkey's Hyperdontia, originally formed as a super-group containing alumni from the Dark Descent Records death metal scene, have set themselves apart from numerous other bands inspired by the rawer, more rotten side of 90's death metal. Not only have they consistently kept our hunger for audible repugnance satiated with a few of cherry-on-top releases in the span of just a couple years, but listening to their 2018 full-length debut entitled Nexus of Teeth reveals a technically marvelous side of this generally cryptic and unnerving fare. Really, it's as if their songwriting ambition coupled with their years of experience in writing and playing death metal has blessed them with an infallible momentum that repeatedly nails the sound and atmosphere down to a sickening science. Mustafa, the riff dealer and head of this project, is somewhat parallel to Trey Azagthoth of Morbid Angel fame in this ambitious sense, wanting very clearly to "destroy everybody" as Trey did circa Altars of Madness. Parallels to the FLDM gods end there, however, because ultimately, Nexus of Teeth hones all the subtle tricks of Scandinavian oddities from Demilich to Depravity with a surprising (obviously modern) clarity to the sound, sort of making the winding, grime-covered labyrinth of their tremolo riffs echoing with David Torturdod's low gutturals slightly more navigable. Yet, this is counterbalanced by the fact that the compositions themselves take the technical aspect to the next level, due in no small part of Mustafa's guitar mastery, allowing Hyperdontia to tightrope between rotten caveman death metal and NY-inspired dissodeath. This makes them a notable oddity themselves, any individual segment of their cuts feeling like a putrefying road somewhere inside the bowels of endlessness. Is Hyperdontia's full-length more accessible than other "cavernous", slime-ridden death metal? Sort of. Like when I first heard Undergang in 2017 or '18 with Misantropologi, the music was like trudging through a dark sewer, but when the vocals came in, I knew I'd encountered the malevolent entity inhabiting the sewer. It was like "shit, man!" and it gave me that sense of "oh, it's too late to turn back now...", whereas the more technical, less sludgy (but still very fucking heavy and crushing) riffs of Hyperdontia feel more like being disemboweled by an egg-beater, as I often say, but they're catchier too. The blast beats and semi-dissonant tremolo riffing are a very relentless attack, and the muddy guitar and bass tone will make sure your body festers after the music adequately eviscerates you, since it leaves an atmospheric aftertaste in the same way Depravity's Silence of the Centuries does. Slower segments are to be heard here and there, ("Of Spire and Thorn" especially) breaking up the relentless (even a bit thrashy) riff onslaught with sustained power chords and eerie melodies. "Euphoric Evisceration" is a change of pace, offering somewhat less battering riffing for more of a clear, driving punch. "Aura of Flies", meanwhile, feels the most like it could be from a 7" released in the early 90's, since it's slightly lighter on the technical intricacies, offering a bit more conventional bludgeoning power-chord action you might expect from the Left Hand Path title track. Hyperdontia's Nexus of Teeth will appeal to just about any type of death metal fan who's not a wimp. If you like Immolation's dissonance, Abhorrence's abhorrence, Demilich's winding-ness, Incantation's atmosphere, Bolt Thrower's momentum, and whatever else the DM gods have to offer, you'll get down with Nexus of Teeth. Moreover, it's quite the culmination of the tendencies of cryptic death metal demos of the previous century, proving that Mustafa and co. have studied this music and mastered it. I like it when I hear a debut album and somehow know the next one will be even better. Hyperdontia are headed for rancid places, and I don't think the guys would have it any other way. Mercyful Trouble ..::TRACK-LIST::.. 1. Purging Through Flesh 03:19 2. Of Spire and Thorn 05:31 3. Teeth and Nails 03:39 4. Aura of Flies 04:12 5. Majesty 04:15 6. Euphoric Evisceration 03:00 7. Escaping the Mortal Embodiment 04:09 8. Existence Denied 05:56 ..::OBSADA::.. Malik Çamlıca - Bass Tuna - Drums Mustafa Gürcalioğlu - Guitars David Mikkelsen - Vocals https://www.youtube.com/watch?v=wx37cDI3ggY SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-15 12:09:25
Rozmiar: 81.63 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. Z zasady podchodzę sceptycznie do wszelkich formacji mających znamiona superbandów. Jak na mój gust, trochę za często zdarza się że głośne nazwiska są wystarczającym powodem do przepchnięcia każdego kapcia, czasem nawet w szanowanych wytwórniach. Hyperdontia jest superskładem, a muzycy tam się udzielający znani są między innymi z Burial Invocation, Engulfed, Apparatus czy Undergang. Gdybym oczekiwał, oczekiwałbym bunkrów. Bunkry natomiast są, i to w bardzo zachęcającym stadium rozkładu. Pierwszy longplay formacji wydany został przez Dark Descent Records i zawiera trzydzieści pięć minut oldschoolowego death metalu, podzielonego na osiem aktów i okraszonego szczyptą nieprzewidywalności. I to ostatnie najbardziej mi się na Nexus of Teeth podoba. Bo niby to śmierć hołdująca starej szkole i patrosząca trupy w imię klasyki, ale jednak od czasu do czasu pojawia się coś nietypowego, coś ożywczego. Na przykład dysonansowe dodatki do riffów Of Spire and Thorn, albo początek Purging Through Flesh. Hyperdontia potrafi także dorzucić elementy do thrashowego poskakania (Euphoric Evisceration) lub punkowe zrywy (Escaping the Mortal Embodiment), choć to tylko dodatkowe smaczki. Główne danie to oczywiście obskurny i cuchnący death metal. Raz na szybko, raz na wolno, czasem zarzucający chaosem, innym razem wciągający w martwy klimat solówką i melodią. Niekiedy zdarza się (najwyraźniej słyszałem to na Aura of Flies), że poszczególne motywy nie do końca do siebie pasują, a przejście między nimi jest równie dyskretne, co schody w Pałacu Kultury i Nauki, choć przy ogromie atrakcji nie przeszkadza to specjalnie. Album jest pełen wszystkiego, co w death metalu najlepsze, a zastosowane tu riffy wgryzają się w pamięć jak zombiaki w czaszkę Erlenda w Dead Snow. Równie dobrze bawiłem się i przy kanonadach blastów, i przy zagrywkach prostych a chwytliwych. A jak jeszcze dodamy do tego brzmienie krążka i grobowy wokal, który ktoś mógłby pomylić z upiornym przeciągiem, robi się zupełnie dobrze. Jeżeli hołdujecie starym rozwiązaniom, nie możecie Nexus of Teeth pominąć. Założę się, że w kategorii „oldschool death metal album of the year” kilka razy zdobędzie podium, całkowicie zasłużenie. Kapitan Bajeczny Stomatologiczny death metal? Tego zdaje się jeszcze nie było. I co ciekawe – to ma nawet sens! Bo cóż jest przerażającego w obdzieraniu ze skóry, ludobójstwach czy Szatanie wobec wizji leczenia kanałowego po tysiaku za ząb? Ha! Nie spodziewajcie się jednak w tekstach przesadnie obrazowych opisów, bo muzycy Hyperdontia postawili na krótkie i niewyszukane formy liryczne na poziomie grafomaństwa, jakie każdy z nas uskuteczniał w podstawówce. I choćby z tego powodu nie należy uznawać oryginalnej tematyki za podstawowy atut Nexus Of Teeth; najważniejsza jest tu bez wątpienia muzyka. Za Hyperdontia odpowiadają członkowie m.in. Decaying Purity, Phrenelith czy Burial Invocation, a zatem zespołów z zupełnie różnych stylistycznie światów (a i geograficznie nie jest to przecież rzut beretem), więc w zasadzie nie było wiadomo, czego można się po nich spodziewać. Bulgoty? Oldskul? Ponury doom? Ta kwestia znajduje wyjaśnienie w pierwszych kilkunastu sekundach „Purging Through Flesh” – Hyperdontia to kolejna już kapela, która za punkt wyjścia wzięła sobie wczesne dokonania Incantation i paru co sławniejszych grup mocno zainspirowanych… Incantation. Nad Nexus Of Teeth przez większość czasu unosi się duch „Onward To Golgotha”, ponadto w szybszych partiach zalatuje też starym Morbid Angel… Innymi słowy: oryginalności za grosz. No prawie, bo muzycy Hyperdontia baaardzo przyłożyli się do brzmienia swojego materiału i to w stopniu daleko wykraczającym poza to, co zrobili dotychczas inni „grający pod Incantation”. Mnie Nexus Of Teeth imponuje niespotykaną w tym stylu (i tak ogólnie – pozazdroszczenia godną) selektywnością gitar – tu dosłownie KAŻDY riff jest doskonale czytelny i to niezależnie od jego tempa czy stopnia skomplikowania. Dzięki temu słychać, że gitarniak zaserwował wyłącznie dobrze osadzone w klimacie konkrety, bez ratowania się jałowymi wypełniaczami. Stąd też po lepszym wgryzieniu się w utwory okazuje się, że są bogatsze i precyzyjniej skonstruowane, niż by to wynikało z takiej dość barbarzyńskiej estetyki. Jakby tego było mało, chwytliwość Nexus Of Teeth nie budzi moich najmniejszych zastrzeżeń – za muzyką podąża się z dużym zaangażowaniem, więc całość przelatuje naprawdę szybko. Nie da się ukryć, że w ostatnich latach granie „pod Incantation” stało się łatwym sposobem na zdobycie kultu i rozgłosu, co mi już bokiem wychodzi, bo mnożą się te kapele jak grzyby po deszczu, choć większość z nich ma do zaoferowania jedynie odgrzewane po stokroć kotlety. Prawdziwych perełek jest wśród nich niewiele, a Hyperdontia — może i odrobinę na wyrost — byłbym właśnie skłonny zaliczyć do tego grona. demo Ambition has been, and will continue to be, a quality that sets more involved and serious up-and-coming artists apart from their more casual peers, but it is especially important when the artist's craft is focused on authenticity. This is why Denmark/Turkey's Hyperdontia, originally formed as a super-group containing alumni from the Dark Descent Records death metal scene, have set themselves apart from numerous other bands inspired by the rawer, more rotten side of 90's death metal. Not only have they consistently kept our hunger for audible repugnance satiated with a few of cherry-on-top releases in the span of just a couple years, but listening to their 2018 full-length debut entitled Nexus of Teeth reveals a technically marvelous side of this generally cryptic and unnerving fare. Really, it's as if their songwriting ambition coupled with their years of experience in writing and playing death metal has blessed them with an infallible momentum that repeatedly nails the sound and atmosphere down to a sickening science. Mustafa, the riff dealer and head of this project, is somewhat parallel to Trey Azagthoth of Morbid Angel fame in this ambitious sense, wanting very clearly to "destroy everybody" as Trey did circa Altars of Madness. Parallels to the FLDM gods end there, however, because ultimately, Nexus of Teeth hones all the subtle tricks of Scandinavian oddities from Demilich to Depravity with a surprising (obviously modern) clarity to the sound, sort of making the winding, grime-covered labyrinth of their tremolo riffs echoing with David Torturdod's low gutturals slightly more navigable. Yet, this is counterbalanced by the fact that the compositions themselves take the technical aspect to the next level, due in no small part of Mustafa's guitar mastery, allowing Hyperdontia to tightrope between rotten caveman death metal and NY-inspired dissodeath. This makes them a notable oddity themselves, any individual segment of their cuts feeling like a putrefying road somewhere inside the bowels of endlessness. Is Hyperdontia's full-length more accessible than other "cavernous", slime-ridden death metal? Sort of. Like when I first heard Undergang in 2017 or '18 with Misantropologi, the music was like trudging through a dark sewer, but when the vocals came in, I knew I'd encountered the malevolent entity inhabiting the sewer. It was like "shit, man!" and it gave me that sense of "oh, it's too late to turn back now...", whereas the more technical, less sludgy (but still very fucking heavy and crushing) riffs of Hyperdontia feel more like being disemboweled by an egg-beater, as I often say, but they're catchier too. The blast beats and semi-dissonant tremolo riffing are a very relentless attack, and the muddy guitar and bass tone will make sure your body festers after the music adequately eviscerates you, since it leaves an atmospheric aftertaste in the same way Depravity's Silence of the Centuries does. Slower segments are to be heard here and there, ("Of Spire and Thorn" especially) breaking up the relentless (even a bit thrashy) riff onslaught with sustained power chords and eerie melodies. "Euphoric Evisceration" is a change of pace, offering somewhat less battering riffing for more of a clear, driving punch. "Aura of Flies", meanwhile, feels the most like it could be from a 7" released in the early 90's, since it's slightly lighter on the technical intricacies, offering a bit more conventional bludgeoning power-chord action you might expect from the Left Hand Path title track. Hyperdontia's Nexus of Teeth will appeal to just about any type of death metal fan who's not a wimp. If you like Immolation's dissonance, Abhorrence's abhorrence, Demilich's winding-ness, Incantation's atmosphere, Bolt Thrower's momentum, and whatever else the DM gods have to offer, you'll get down with Nexus of Teeth. Moreover, it's quite the culmination of the tendencies of cryptic death metal demos of the previous century, proving that Mustafa and co. have studied this music and mastered it. I like it when I hear a debut album and somehow know the next one will be even better. Hyperdontia are headed for rancid places, and I don't think the guys would have it any other way. Mercyful Trouble ..::TRACK-LIST::.. 1. Purging Through Flesh 03:19 2. Of Spire and Thorn 05:31 3. Teeth and Nails 03:39 4. Aura of Flies 04:12 5. Majesty 04:15 6. Euphoric Evisceration 03:00 7. Escaping the Mortal Embodiment 04:09 8. Existence Denied 05:56 ..::OBSADA::.. Malik Çamlıca - Bass Tuna - Drums Mustafa Gürcalioğlu - Guitars David Mikkelsen - Vocals https://www.youtube.com/watch?v=wx37cDI3ggY SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-15 12:04:37
Rozmiar: 259.24 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- VA - 41 Original Hits From The Soundtrack Of American Graffiti - (2 CD) --------------------------------------------------------------------- Artist...............: Various Artists Album................: 41 Original Hits From The Soundtrack Of American Graffiti Genre................: Rock & Roll Source...............: CD Year.................: 1973-1993 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 60-61 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: MCA Records Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting - CD 1 --------------------------------------------------------------------- 1. Bill Haley And The Comets - (We're Gonna) Rock Around The Clock[02:10] 2. The Crests - Sixteen Candles [02:52] 3. Del Shannon - Runaway [02:19] 4. Frankie Lymon & The Teenagers - Why Do Fools Fall In Love[02:18] 5. Buddy Holly - That'll Be The Day [02:16] 6. Buster Brown - Fanny Mae [02:53] 7. Flash Cadillac & The Continental Kids - At The Hop [02:27] 8. Flash Cadillac & The Continental Kids - She's So Fine [02:23] 9. The Diamonds - The Stroll [02:28] 10. The Tempos - See You In September [02:09] 11. The Beach Boys - Surfin' Safari [02:07] 12. The Fleetwoods - He's The Great Imposter [01:34] 13. Chuck Berry - Almost Grown [02:20] 14. The Platters - Smoke Gets In Your Eyes [02:39] 15. The Diamonds - Little Darlin' [02:06] 16. Joey Dee & The Starlighters - Peppermint Twist [02:00] 17. The Regents - Barbara Anne [02:12] 18. The Monotones - Book Of Love [02:20] 19. Buddy Holly - Maybe Baby [02:03] 20. Lee Dorsey - Ya Ya [02:24] 21. The Platters - The Great Pretender [02:36] Playing Time.........: 48:44 Total Size...........: 299,22 MB --------------------------------------------------------------------- Tracklisting - CD 2 --------------------------------------------------------------------- 1. Fats Domino - Ain't That A Shame [02:34] 2. Chuck Berry - Johnny B. Goode [02:39] 3. The Flamingoes - I Only Have Eyes For You [03:11] 4. The Silhouettes - Get A Job [02:40] 5. The Five Satins - To The Aisle [02:46] 6. Bobby Freeman - Do You Wanna Dance [02:37] 7. Buddy Knox - Party Doll [01:58] 8. The Del-Vikings - Come Go With Me [02:41] 9. Johnny Burnette - You're Sixteen - You're Beautiful (And You're Mine)[01:57] 10. The Clovers - Love Potion No. 9 [01:55] 11. The Skyliners - Since I Don't Have You [02:37] 12. The Big Bopper - Chantilly Lace [02:23] 13. Mark Dinning - Teen Angel [02:38] 14. Sonny Till & The Orioles - Crying In The Chapel [03:05] 15. The Heartbeats - A Thousand Miles Away [02:27] 16. The Cleftones - Heart And Soul [01:52] 17. Booker T & The M.G.'s - Green Onions [02:28] 18. The Platters - Only You (And You Alone) [02:36] 19. The Spaniels - Goodnight, Sweetheart, Goodnight [02:46] 20. The Beach Boys - All Summer Long [02:05] Playing Time.........: 50:02 Total Size...........: 301,46 MB
Seedów: 129
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-15 11:33:05
Rozmiar: 609.44 MB
Peerów: 45
Dodał: rajkad
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. Magneto - to warszawskie trio założone przez gitarzystę Bartka Tycińskiego (m.in Mitch & Mitch, Starzy Singers, Slalom, Der Father/Mother, New Cage, Veda Sound ) wraz z perkusistą Hubertem Zemlerem (m.in Der Father/Mother, Opla, CEL) i basistą Piotrem Domagalskim (m.in Lomi Lomi, Levity) Związani z warszawską wytwórnią Lado ABC (RIP) muzycy, tym razem postanowili spotkać się wiosną podczas lockdownu, żeby nie zwariować. Efektem tego spotkania było nagranie albumu „Requiem pour Satana”, który zawiera 10 utworów instrumentalnych. Stylistycznie album stanowi mieszankę łączącą w sobie zarówno rytmy południowoamerykańskie, tajski surf, turecki funk, hawajską hulę czy muzykę filmową. Trzy utwory to aranżacje Louiza Bonfy, Camille Sauvage i P.M. Pocket Music, a pozostałe to kompozycje muzyków. Całość zagrana jest w sposób minimalistyczny, z sennymi, rozmytymi gitarami i psychodeliczną, transową sekcją rytmiczną. Wydawca Gościem specjalnym trzeciej części mojego jednorazowego cyklu będzie osobnik o imieniu Lucyfer. Choć historia i sztuka różne imiona mu nadawała, a niektórzy wyrażali mu nawet współczucie. Do moich ulubionych należy imię Woland. Jego znakiem rozpoznawczym jest liczba sześćset sześćdziesiąt sześć, co kierować może (ale nie musi) do dawnego portalu/wydawcy Trzy Szóstki. Są tacy, którzy twierdzą, że za pomocą wzoru na ciastkach stara się z nami skomunikować. Z tego wstępu płynnie przechodzimy do powołanego w pandemii tria Magneto, które uraczyło nas uroczą i wspaniałą płytą „Requiem pour Satana”, której okładkowy szpon nie pozostawia wątpliwości, co do miejsca pochodzenia. Za nazwą Magneto skryli się gitarzysta i kompozytor Bartek Tyciński, perkusista Hubert Zemler oraz basista Piotr Domagalski. Powinniście ich znać z różnych składów, a przytaczać wszystkiego w czym udział wzięli nie mam zamiaru. Za mało miejsca. Jedno jest pewne, trzymając się legendy o Robercie Johnsonie można założyć, że nasze trio też weszło w konszachty z diabłem. Tak najłatwiej wytłumaczyć sobie z poziomu kanapy ich piekielne muzyczne zdolności. Trudniej pewnie wyjść z założenia, że oto mamy do czynienia z trzema wybitnie utalentowanymi jednostkami, które ciężką pracą, otwartymi głowami osiągnęli taki poziom. Mnie pasują obie wersje, a wysoka jakość albumu „Requiem pour Satana” nie jest dla mnie zaskoczeniem, choć zaskoczeń na nim nie brakuje. Rzućmy to i posłuchajmy „Requiem pour Satan” (kompozycja Camille`a Sauvage z wokalizą Joanny Halszki Sokołowskiej) kapitalnie filmowego utworu, który buduje i rozbraja jednocześnie nastrój grozy. Szaleńcze eskapady stylistyczne zespołu są olśniewające. Luźny, pustynny i amerykański „Mikołaj”, powolno-rozmyty „Temptation of Stingray”, rozpromieniony i taneczny „Mambolero” brazylijskiego gitarzysty Luiza Bonfa czy przywołujący na myśl stare polskie filmy „Henryk Hula”. Niewyczerpane muszą być zasoby inteligencji i pomysłowości twórców. Wszakże na początek dostajemy strzał z biodra w postaci „Pama Rum Kwan” (oryg. P.M Pocket Music). Każdy nadwrażliwiec porzuci smutne oblicze, gdy mu się puści „La Rumbia en Blanco y Negro”. Z kolei „Die Turkfunken” jest tak mocny, że zawstydza światowych epigonów rocka oraz ich słuchaczy. Niczego nie można być do końca pewnym bo trio za nic ma reguły i zasady, których spisanych nikt nie widział. Nawet w wolniejszej odsłonie („Garagem de Pedrinho”) potrafią sporo namieszać. Nic lepszego nie znajdziecie. Albumy takie jak „Requiem pour Satana” przypominają, że człowiek wymyślił muzykę również dla radości. Że przy okazji jest to płyta polska, cieszy podwójnie. Jarek Szczęsny Magneto is an instrumental group founded by guitarist and composer Bartek Tyciński together with drummer and composer Hubert Zemler and bassist and composer Piotr Domagalski. Magneto is based in Warsaw (Poland) The members of the band are part of Warsaw’s experimental, jazz, impro, contemporary music scene. They collaborated in the past in various bands and projects of Warsaw’s legendary independent label Lado ABC. This time they met during Spring lockdown not to get crazy. As a result they recorded „Requiem pour Satana” - 10 instrumental tunes that combine South American rhythms, Thai shadow / surf music, Turkish funk, Hawaiian hula ballad and soundtrack music. Three tunes are arrangements of Louiz Bonfa, Camille Sauvage and P.M. Pocket Music. The rest are original compositions of the trio. The sound is quite minimalistic with dreamy, reverbed guitars and psychodelic, trans rhythm section. Noise Magazine Review (April 21, 2021) "Magneto is a a Polish jazz-rock trio consisting of Hubert Zemler, Piotr Domagalski, and Bartek Tyciński. They’ve been pigeonholed as essentially an instrumental surf rock band (which is partially their own doing) but there is so much more to the band and their sound than simply a more technically savvy reimagining of Dick Dale’s repertoire. A lot of what you will hear on their debut album Requiem pour Satana is reminiscent of the cinematic and aesthetic qualities of the most recent El Michels Affair album Yeti Season. Not surprising as both bands see fit to combine South American rhythms with Turkish funk. Beyond such apt comparisons though, it is worth noting that Magneto has a unique and eclectic aura that distinguishes them from their peers in the world of international jazz. A lot of the sounds that they are combining shouldn’t work together, but somehow still adhere in to a coherent and euphonious listening experience. What is especially magnificent about Magneto is that while their music is easy on the ears, it’s far from a superfluous listen. Something that I attribute to not only the catchy compositions they’ve crafted but also the slightly tart quality of their guitar tones, an aspect that accommodates a sense of the uncanny. The band’s journey of forbidden fruit finding begins with “Pama Rum Kwan” a lonesome, Thai-surf flavored splash of salt and tears. The next track “La Rumbia en Blanco y Negro” threads Turkish-inspired chords through Brazillian bongo beats to produce a slightly sticky traipse of galloping rhythms and curiously textured grooves. Instrumental surf rock hasn’t been go-to for rock enthusiasts since at least the early ’60s, and while it was somewhat revived during the ’90s, this revisionist revival seemed to focus more on the genre’s overlap with rockabilly. A fact that made it feel like an afterthought and incomplete in its appreciation. It’s therefore very cool to hear Magneto reach back to the central American origins of the genre with cool little, mid-afternoon cantina jammers like”Mambolero” and filter these dusty-boarder walking chords through numbers as mysterious as the witchy, spur-clattery trance, scuff and slither of the title-track, which feels like it is attempting to entice your soul out of your body with a heavy-lidded gaze. It’s a number with a snake-like charm which “Danse Exotique d’un Amant Timide” also mimics. “Die Turkfunken” is an admirable Chicano soul indebted bop, while closer “MIkołaj” plants itself squarely on the California coast with a homemade satellite dish, attempting to intercept messages from interstellar beings. Requiem pour Satana is a strangely transportive record that is worth your time today." Mick R. ..::TRACK-LIST::.. 1. Pama Rum Kwan 05:03 2. La Rumbia en Blanco y Negro 03:13 3. Temptation of Stingray 06:19 4. Mambolero 05:40 5. Requiem pour Satan 04:58 6. Die Turkfunken 04:21 7. Henryk Hula 03:56 8. Garagem de Pedrinho 05:51 + 9. Danse Exotique d'un Amant Timide 03:14 10. Mikołaj 05:19 ..::OBSADA::.. Bartek Tyciński - guitar, organ, synth, voice Hubert Zemler - drums, percussions, synth, voice Piotr Domagalski - bass, voice Special guests: Joanna Halszka Sokołowska, Igor Nikiforow („Pama Rum Kwan”, „Die Turkfunken”, „Henryk Hula” Joanna Halszka Sokołowska („Temptation of Stingray”, „Requiem pour Satan”) Piotr Zabrodzki ("Mikołaj") Songs written by: Bartek Tyciński, Hubert Zemler, Piotr Domagalski (tracks 2,8,9,10), Bartek Tycinski (tracks 3,6,7), P.M Pocket Music (track 1), Luiz Bonfa (track 4), Camille Sauvage (track 5) https://www.youtube.com/watch?v=CR5hQnaQbww SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-15 11:23:50
Rozmiar: 111.84 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. Magneto - to warszawskie trio założone przez gitarzystę Bartka Tycińskiego (m.in Mitch & Mitch, Starzy Singers, Slalom, Der Father/Mother, New Cage, Veda Sound ) wraz z perkusistą Hubertem Zemlerem (m.in Der Father/Mother, Opla, CEL) i basistą Piotrem Domagalskim (m.in Lomi Lomi, Levity) Związani z warszawską wytwórnią Lado ABC (RIP) muzycy, tym razem postanowili spotkać się wiosną podczas lockdownu, żeby nie zwariować. Efektem tego spotkania było nagranie albumu „Requiem pour Satana”, który zawiera 10 utworów instrumentalnych. Stylistycznie album stanowi mieszankę łączącą w sobie zarówno rytmy południowoamerykańskie, tajski surf, turecki funk, hawajską hulę czy muzykę filmową. Trzy utwory to aranżacje Louiza Bonfy, Camille Sauvage i P.M. Pocket Music, a pozostałe to kompozycje muzyków. Całość zagrana jest w sposób minimalistyczny, z sennymi, rozmytymi gitarami i psychodeliczną, transową sekcją rytmiczną. Wydawca Gościem specjalnym trzeciej części mojego jednorazowego cyklu będzie osobnik o imieniu Lucyfer. Choć historia i sztuka różne imiona mu nadawała, a niektórzy wyrażali mu nawet współczucie. Do moich ulubionych należy imię Woland. Jego znakiem rozpoznawczym jest liczba sześćset sześćdziesiąt sześć, co kierować może (ale nie musi) do dawnego portalu/wydawcy Trzy Szóstki. Są tacy, którzy twierdzą, że za pomocą wzoru na ciastkach stara się z nami skomunikować. Z tego wstępu płynnie przechodzimy do powołanego w pandemii tria Magneto, które uraczyło nas uroczą i wspaniałą płytą „Requiem pour Satana”, której okładkowy szpon nie pozostawia wątpliwości, co do miejsca pochodzenia. Za nazwą Magneto skryli się gitarzysta i kompozytor Bartek Tyciński, perkusista Hubert Zemler oraz basista Piotr Domagalski. Powinniście ich znać z różnych składów, a przytaczać wszystkiego w czym udział wzięli nie mam zamiaru. Za mało miejsca. Jedno jest pewne, trzymając się legendy o Robercie Johnsonie można założyć, że nasze trio też weszło w konszachty z diabłem. Tak najłatwiej wytłumaczyć sobie z poziomu kanapy ich piekielne muzyczne zdolności. Trudniej pewnie wyjść z założenia, że oto mamy do czynienia z trzema wybitnie utalentowanymi jednostkami, które ciężką pracą, otwartymi głowami osiągnęli taki poziom. Mnie pasują obie wersje, a wysoka jakość albumu „Requiem pour Satana” nie jest dla mnie zaskoczeniem, choć zaskoczeń na nim nie brakuje. Rzućmy to i posłuchajmy „Requiem pour Satan” (kompozycja Camille`a Sauvage z wokalizą Joanny Halszki Sokołowskiej) kapitalnie filmowego utworu, który buduje i rozbraja jednocześnie nastrój grozy. Szaleńcze eskapady stylistyczne zespołu są olśniewające. Luźny, pustynny i amerykański „Mikołaj”, powolno-rozmyty „Temptation of Stingray”, rozpromieniony i taneczny „Mambolero” brazylijskiego gitarzysty Luiza Bonfa czy przywołujący na myśl stare polskie filmy „Henryk Hula”. Niewyczerpane muszą być zasoby inteligencji i pomysłowości twórców. Wszakże na początek dostajemy strzał z biodra w postaci „Pama Rum Kwan” (oryg. P.M Pocket Music). Każdy nadwrażliwiec porzuci smutne oblicze, gdy mu się puści „La Rumbia en Blanco y Negro”. Z kolei „Die Turkfunken” jest tak mocny, że zawstydza światowych epigonów rocka oraz ich słuchaczy. Niczego nie można być do końca pewnym bo trio za nic ma reguły i zasady, których spisanych nikt nie widział. Nawet w wolniejszej odsłonie („Garagem de Pedrinho”) potrafią sporo namieszać. Nic lepszego nie znajdziecie. Albumy takie jak „Requiem pour Satana” przypominają, że człowiek wymyślił muzykę również dla radości. Że przy okazji jest to płyta polska, cieszy podwójnie. Jarek Szczęsny Magneto is an instrumental group founded by guitarist and composer Bartek Tyciński together with drummer and composer Hubert Zemler and bassist and composer Piotr Domagalski. Magneto is based in Warsaw (Poland) The members of the band are part of Warsaw’s experimental, jazz, impro, contemporary music scene. They collaborated in the past in various bands and projects of Warsaw’s legendary independent label Lado ABC. This time they met during Spring lockdown not to get crazy. As a result they recorded „Requiem pour Satana” - 10 instrumental tunes that combine South American rhythms, Thai shadow / surf music, Turkish funk, Hawaiian hula ballad and soundtrack music. Three tunes are arrangements of Louiz Bonfa, Camille Sauvage and P.M. Pocket Music. The rest are original compositions of the trio. The sound is quite minimalistic with dreamy, reverbed guitars and psychodelic, trans rhythm section. Noise Magazine Review (April 21, 2021) "Magneto is a a Polish jazz-rock trio consisting of Hubert Zemler, Piotr Domagalski, and Bartek Tyciński. They’ve been pigeonholed as essentially an instrumental surf rock band (which is partially their own doing) but there is so much more to the band and their sound than simply a more technically savvy reimagining of Dick Dale’s repertoire. A lot of what you will hear on their debut album Requiem pour Satana is reminiscent of the cinematic and aesthetic qualities of the most recent El Michels Affair album Yeti Season. Not surprising as both bands see fit to combine South American rhythms with Turkish funk. Beyond such apt comparisons though, it is worth noting that Magneto has a unique and eclectic aura that distinguishes them from their peers in the world of international jazz. A lot of the sounds that they are combining shouldn’t work together, but somehow still adhere in to a coherent and euphonious listening experience. What is especially magnificent about Magneto is that while their music is easy on the ears, it’s far from a superfluous listen. Something that I attribute to not only the catchy compositions they’ve crafted but also the slightly tart quality of their guitar tones, an aspect that accommodates a sense of the uncanny. The band’s journey of forbidden fruit finding begins with “Pama Rum Kwan” a lonesome, Thai-surf flavored splash of salt and tears. The next track “La Rumbia en Blanco y Negro” threads Turkish-inspired chords through Brazillian bongo beats to produce a slightly sticky traipse of galloping rhythms and curiously textured grooves. Instrumental surf rock hasn’t been go-to for rock enthusiasts since at least the early ’60s, and while it was somewhat revived during the ’90s, this revisionist revival seemed to focus more on the genre’s overlap with rockabilly. A fact that made it feel like an afterthought and incomplete in its appreciation. It’s therefore very cool to hear Magneto reach back to the central American origins of the genre with cool little, mid-afternoon cantina jammers like”Mambolero” and filter these dusty-boarder walking chords through numbers as mysterious as the witchy, spur-clattery trance, scuff and slither of the title-track, which feels like it is attempting to entice your soul out of your body with a heavy-lidded gaze. It’s a number with a snake-like charm which “Danse Exotique d’un Amant Timide” also mimics. “Die Turkfunken” is an admirable Chicano soul indebted bop, while closer “MIkołaj” plants itself squarely on the California coast with a homemade satellite dish, attempting to intercept messages from interstellar beings. Requiem pour Satana is a strangely transportive record that is worth your time today." Mick R. ..::TRACK-LIST::.. 1. Pama Rum Kwan 05:03 2. La Rumbia en Blanco y Negro 03:13 3. Temptation of Stingray 06:19 4. Mambolero 05:40 5. Requiem pour Satan 04:58 6. Die Turkfunken 04:21 7. Henryk Hula 03:56 8. Garagem de Pedrinho 05:51 + 9. Danse Exotique d'un Amant Timide 03:14 10. Mikołaj 05:19 ..::OBSADA::.. Bartek Tyciński - guitar, organ, synth, voice Hubert Zemler - drums, percussions, synth, voice Piotr Domagalski - bass, voice Special guests: Joanna Halszka Sokołowska, Igor Nikiforow („Pama Rum Kwan”, „Die Turkfunken”, „Henryk Hula” Joanna Halszka Sokołowska („Temptation of Stingray”, „Requiem pour Satan”) Piotr Zabrodzki ("Mikołaj") Songs written by: Bartek Tyciński, Hubert Zemler, Piotr Domagalski (tracks 2,8,9,10), Bartek Tycinski (tracks 3,6,7), P.M Pocket Music (track 1), Luiz Bonfa (track 4), Camille Sauvage (track 5) https://www.youtube.com/watch?v=CR5hQnaQbww SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-15 11:19:32
Rozmiar: 279.94 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. Lubicie, padlinożercy, wczesne nagrania Carcass? To tylko rzućcie okiem na okładkę kitajców z Fester Decay. Kojarzy się z czymś? W zasadzie mówi ona wszystko i pisane recenzji o tym wydawnictwie mija się z celem. Rzecz jednak w tym, czy panowie skośnoocy potrafią odwzorować, bo przecież nie tworzyć, rozkładowy i bardzo wymiotny klimat gore/grindu z drugiej połowy lat osiemdziesiątych. A powiem wam, że tak i owszem. I to nie tylko odbić go od kalki, choć trafiają się na tym krążku chwile bardzo mocno nawiązujące do oryginału, ale i zastosować kilka bardzo udanych od niego odskoczni. Tak, główną myślą przewodnią jest tutaj „Śmierdzenie Zgnilizną”, aczkolwiek panowie z Fester Decay umiom przedstawić proces gnilny z własnego punktu widzenia. Generalnie obcujemy tutaj z szybkim graniem, jednak przeplatanym dość często rytmicznymi i wkręcającymi się w ucho przerywnikami. Niejednokrotnie będącymi swoistego rodzaju żartem, albo cytatem zaczerpniętym z horroru z lat pewnie osiemdziesiątych. W tych czternastu kompozycjach rządzi rzyg, chwilami wręcz punkowa zabawa i niewymuszona radość z grania. Chłopaki napierdalają swoje z zacięciem maniaka nie oglądając się na nowoczesne trendy. Brzmienie „Reality Rotten to the Core” jest jakoby żywcem wyrwane z lat wspomnianych na początku, pełne syfu i wszechobecnych wydzielin ropnych. Chcecie innowacji? To spierdalajcie, tu takich nie ma. Fester Decay to zwykły tribute dla zespołu z Liverpoolu, aczkolwiek z wkładem własnym. Tyle mam, kurwa, do powiedzenia, bo co się będę silił. Idę rzygać zgnilizną… jesusatan After releasing demos, splits and singles, the Japanese gore-revivalists FESTERDECAY finally arrived at the deadly appointment with their debut album! The weirdos will serve you delicious, rotting and gory grindcore plates from the menu of "Reality Rotten To The Core" with impactful riffs, grooves and outrageously rotten guttural vocals. A lesson in anatomical horror and disgust! FesterDecay formed in Fukuoka, Kyushu, Japan in 2015 with the aim to revive goregrind the way Carcass did with "Reek of Putrefaction". The Japanese goregrinders, after releasing 2 demos, a split with Crash Syndrom and a single, and after having built up a solid live reputation in their own country, are finally ready to unleash worldwide their debut album! Please enjoy "Reality Rotten To The Core"! For fans of early Carcass, Dead Infection, Sick Sinus Syndrome, Pharmacist. ..::TRACK-LIST::.. 1. Rotten Fester Decay 02:15 2. Hash The Tongue 01:35 3. Fall In Grind 02:06 4. Disintegration Of Organs 02:13 5. Aborticide 02:17 6. Stench Of Decay 03:38 7. Psychopharmacist 01:05 8. From The Dark Tomb 02:45 9. Exposing The Skin Tissue 01:46 10. Carcasses' Revenge 02:37 11. Cryptic Wounds 01:25 12. Liquidized Gallbladder 00:43 13. Scum's Karma 02:27 14. Reconstruction Of Malignant Miasma 03:52 ..::OBSADA::.. KK2 - vocals Haru - guitar, vocals 亀頭 - bass, guitar Ryozy - drums https://www.youtube.com/watch?v=tMCIZO7DZjw SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-14 19:18:32
Rozmiar: 78.99 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. Lubicie, padlinożercy, wczesne nagrania Carcass? To tylko rzućcie okiem na okładkę kitajców z Fester Decay. Kojarzy się z czymś? W zasadzie mówi ona wszystko i pisane recenzji o tym wydawnictwie mija się z celem. Rzecz jednak w tym, czy panowie skośnoocy potrafią odwzorować, bo przecież nie tworzyć, rozkładowy i bardzo wymiotny klimat gore/grindu z drugiej połowy lat osiemdziesiątych. A powiem wam, że tak i owszem. I to nie tylko odbić go od kalki, choć trafiają się na tym krążku chwile bardzo mocno nawiązujące do oryginału, ale i zastosować kilka bardzo udanych od niego odskoczni. Tak, główną myślą przewodnią jest tutaj „Śmierdzenie Zgnilizną”, aczkolwiek panowie z Fester Decay umiom przedstawić proces gnilny z własnego punktu widzenia. Generalnie obcujemy tutaj z szybkim graniem, jednak przeplatanym dość często rytmicznymi i wkręcającymi się w ucho przerywnikami. Niejednokrotnie będącymi swoistego rodzaju żartem, albo cytatem zaczerpniętym z horroru z lat pewnie osiemdziesiątych. W tych czternastu kompozycjach rządzi rzyg, chwilami wręcz punkowa zabawa i niewymuszona radość z grania. Chłopaki napierdalają swoje z zacięciem maniaka nie oglądając się na nowoczesne trendy. Brzmienie „Reality Rotten to the Core” jest jakoby żywcem wyrwane z lat wspomnianych na początku, pełne syfu i wszechobecnych wydzielin ropnych. Chcecie innowacji? To spierdalajcie, tu takich nie ma. Fester Decay to zwykły tribute dla zespołu z Liverpoolu, aczkolwiek z wkładem własnym. Tyle mam, kurwa, do powiedzenia, bo co się będę silił. Idę rzygać zgnilizną… jesusatan After releasing demos, splits and singles, the Japanese gore-revivalists FESTERDECAY finally arrived at the deadly appointment with their debut album! The weirdos will serve you delicious, rotting and gory grindcore plates from the menu of "Reality Rotten To The Core" with impactful riffs, grooves and outrageously rotten guttural vocals. A lesson in anatomical horror and disgust! FesterDecay formed in Fukuoka, Kyushu, Japan in 2015 with the aim to revive goregrind the way Carcass did with "Reek of Putrefaction". The Japanese goregrinders, after releasing 2 demos, a split with Crash Syndrom and a single, and after having built up a solid live reputation in their own country, are finally ready to unleash worldwide their debut album! Please enjoy "Reality Rotten To The Core"! For fans of early Carcass, Dead Infection, Sick Sinus Syndrome, Pharmacist. ..::TRACK-LIST::.. 1. Rotten Fester Decay 02:15 2. Hash The Tongue 01:35 3. Fall In Grind 02:06 4. Disintegration Of Organs 02:13 5. Aborticide 02:17 6. Stench Of Decay 03:38 7. Psychopharmacist 01:05 8. From The Dark Tomb 02:45 9. Exposing The Skin Tissue 01:46 10. Carcasses' Revenge 02:37 11. Cryptic Wounds 01:25 12. Liquidized Gallbladder 00:43 13. Scum's Karma 02:27 14. Reconstruction Of Malignant Miasma 03:52 ..::OBSADA::.. KK2 - vocals Haru - guitar, vocals 亀頭 - bass, guitar Ryozy - drums https://www.youtube.com/watch?v=tMCIZO7DZjw SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-14 19:13:37
Rozmiar: 235.33 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. Reedycja kompilacyjnego materiału hiszpańskich horror death/grind rzeźników MACHETAZO, pierwotnie wydanego na CD w 2006 roku i od lat całkowicie niedostępnego. „Ultratumba” to 28 utworów pochodzących ze wszystkich EP-ek zespołu z lat 1998–2004, w tym splitów z CIANIDE, GENERAL SURGERY, BODIES LAY BROKEN, CORRUPTED, RISE ABOVE i ABSCESS, materiałów z EP-ek „The Maggot Sessions” i „Horror Grind” oraz numerów z tribute’ów dla CARCASS („Requiems of Revulsion”) i IMPETIGO („Wizards of Gore”). Brudny, cuchnący death/grind inspirowany klasycznymi zespołami jak CARCASS, REPULSION, AUTOPSY. FUCK YES! It's so good to see that not all new releases are shit. Ok, this actually isn't new music, since it's a compilation of all past Splits and MCD's, except the one with Total Fucking Destruction. I know that an hour (actually 62 minutes) of death/grind can be excessive, and because of that I was kind of sceptic about this release being a good idea, but luckily I was wrong. The thing that makes this release flow right, and without being boring, is the fact that the releases compilated here cover many years of the band, so you can listen to the progression of their sound. You can hear ultra-fast grind parts, along with more groovy riffs and even some slower bits, nearer to doom. The variety of the bands covered (Carcass, Saint Vitus, Venom, and a few others) also hepls to make you forget about the lenght of the album. The only thing I didn't like that much were the versions of "Children of the grave" of Black Sabbath, and "Mortado" of Impetigo, because they add so much speed in some parts, that the riffs are almost ungrecognizable, and I think that that's something that shouldn't be done with classic songs like those. Anyway 26 good tracks out of 28 is a killer fraction. So if you like Death Metal you NEED this one, and if you don't know Machetazo this might be the right album to introduce yourself to their world of gore and horror. Cochino ..::TRACK-LIST::.. A collection of all previous 7"s, splits and cover versions recorded 1998-2004. 1. Garrote Vil 2. Potro de Tortura 3. Caverna de Antropófagos 4. Luto 5. El que Susurra en la Oscuridad 6. Black Metal (Venom cover) 7. Petrificado 8. Sin Cabeza 9. Corpsegrinder (Massacre cover) 10. Pestilent Decay (Repulsion cover) 11. Trono de Huesos 12. Púdrete como un Cerdo / Bolsas con Sangre 13. Ataque Simio 14. Maruta 15. La Mascara del Demonio 16. (El Increíble) Prepucio Séptico 17. La Venganza de los Muertos sin Ojos 18. Suppuration (Carcass cover) 19. Mortado (Impetigo cover) 20. Potro de Tortura 21. Bitter Truth (Saint Vitus cover) 22. Abducción 23. Humillado y Descuartizado por Mongólicos 24. La Flema 25. Yo fui un Caníbal Adolescente 26. Violador de Tumbas 27. Masticasesos 28. Children of the Grave (Black Sabbath cover) Tracks 1 & 2 from the 7" split with Cianide Tracks 3-5 from 7" split with General Surgery Track 6 from The Maggot Sessions EP (CD version with bonus track only) Tracks 7-10 from the Horror Grind EP Tracks 11-14 from The Maggot Sessions EP Tracks 15-17 from the 7" split with Bodies Lay Broken Track 18 from the Carcass tribute "Requiems of Revulsion" Track 19 from the Impetigo tribute "Wizards of Gore" Tracks 20 & 21 from the 7" split with Corrupted Tracks 22-24 from the 7" split with Rise Above Tracks 25-27 from the MCD/7" split with Abscess Track 28 originally unreleased. Bonus track on the LP version of Carne De Cementerio (Throne Records) ..::OBSADA::.. Vocals - Dopi (tracks: 19 to 28), Mescalinas (tracks: 22 to 24) Drums - Dopi Guitar - Dopi (tracks: 19 to 21), Mutilador (tracks: 22 to 28), Rober Drums - Dopi Guitar - Dopi (tracks: 19 to 21), Mutilador (tracks: 22 to 28), Rober https://www.youtube.com/watch?v=NOajoHSAiFw SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-14 17:51:29
Rozmiar: 144.75 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. Reedycja kompilacyjnego materiału hiszpańskich horror death/grind rzeźników MACHETAZO, pierwotnie wydanego na CD w 2006 roku i od lat całkowicie niedostępnego. „Ultratumba” to 28 utworów pochodzących ze wszystkich EP-ek zespołu z lat 1998–2004, w tym splitów z CIANIDE, GENERAL SURGERY, BODIES LAY BROKEN, CORRUPTED, RISE ABOVE i ABSCESS, materiałów z EP-ek „The Maggot Sessions” i „Horror Grind” oraz numerów z tribute’ów dla CARCASS („Requiems of Revulsion”) i IMPETIGO („Wizards of Gore”). Brudny, cuchnący death/grind inspirowany klasycznymi zespołami jak CARCASS, REPULSION, AUTOPSY. FUCK YES! It's so good to see that not all new releases are shit. Ok, this actually isn't new music, since it's a compilation of all past Splits and MCD's, except the one with Total Fucking Destruction. I know that an hour (actually 62 minutes) of death/grind can be excessive, and because of that I was kind of sceptic about this release being a good idea, but luckily I was wrong. The thing that makes this release flow right, and without being boring, is the fact that the releases compilated here cover many years of the band, so you can listen to the progression of their sound. You can hear ultra-fast grind parts, along with more groovy riffs and even some slower bits, nearer to doom. The variety of the bands covered (Carcass, Saint Vitus, Venom, and a few others) also hepls to make you forget about the lenght of the album. The only thing I didn't like that much were the versions of "Children of the grave" of Black Sabbath, and "Mortado" of Impetigo, because they add so much speed in some parts, that the riffs are almost ungrecognizable, and I think that that's something that shouldn't be done with classic songs like those. Anyway 26 good tracks out of 28 is a killer fraction. So if you like Death Metal you NEED this one, and if you don't know Machetazo this might be the right album to introduce yourself to their world of gore and horror. Cochino ..::TRACK-LIST::.. A collection of all previous 7"s, splits and cover versions recorded 1998-2004. 1. Garrote Vil 2. Potro de Tortura 3. Caverna de Antropófagos 4. Luto 5. El que Susurra en la Oscuridad 6. Black Metal (Venom cover) 7. Petrificado 8. Sin Cabeza 9. Corpsegrinder (Massacre cover) 10. Pestilent Decay (Repulsion cover) 11. Trono de Huesos 12. Púdrete como un Cerdo / Bolsas con Sangre 13. Ataque Simio 14. Maruta 15. La Mascara del Demonio 16. (El Increíble) Prepucio Séptico 17. La Venganza de los Muertos sin Ojos 18. Suppuration (Carcass cover) 19. Mortado (Impetigo cover) 20. Potro de Tortura 21. Bitter Truth (Saint Vitus cover) 22. Abducción 23. Humillado y Descuartizado por Mongólicos 24. La Flema 25. Yo fui un Caníbal Adolescente 26. Violador de Tumbas 27. Masticasesos 28. Children of the Grave (Black Sabbath cover) Tracks 1 & 2 from the 7" split with Cianide Tracks 3-5 from 7" split with General Surgery Track 6 from The Maggot Sessions EP (CD version with bonus track only) Tracks 7-10 from the Horror Grind EP Tracks 11-14 from The Maggot Sessions EP Tracks 15-17 from the 7" split with Bodies Lay Broken Track 18 from the Carcass tribute "Requiems of Revulsion" Track 19 from the Impetigo tribute "Wizards of Gore" Tracks 20 & 21 from the 7" split with Corrupted Tracks 22-24 from the 7" split with Rise Above Tracks 25-27 from the MCD/7" split with Abscess Track 28 originally unreleased. Bonus track on the LP version of Carne De Cementerio (Throne Records) ..::OBSADA::.. Vocals - Dopi (tracks: 19 to 28), Mescalinas (tracks: 22 to 24) Drums - Dopi Guitar - Dopi (tracks: 19 to 21), Mutilador (tracks: 22 to 28), Rober Drums - Dopi Guitar - Dopi (tracks: 19 to 21), Mutilador (tracks: 22 to 28), Rober https://www.youtube.com/watch?v=NOajoHSAiFw SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-14 17:45:30
Rozmiar: 447.85 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. Zbiór dwóch demówek nagranych przez duński zespół złożony z muzyków HATESPHERE, FEROCITY, MERCENARY... Kawał brutalnego death metalu w klimacie wczesnego ILLDISPOSED, INFERNAL TORMENT. ..::TRACK-LIST::.. Psychaos (1998): 1. Dehumanized 3:52 2. One Eight Seven 3:37 3. On Your Flesh 5:30 Organic God syndrome (2000): 4. Downloaded 2:59 5. Dark Sea Trail 2:16 6. Affected Naive 3:27 7. Haunted 4:01 Extremity Rising Vol. 3 Compilation: 8. An Epilogue 4:20 https://www.youtube.com/watch?v=e1UDOO-T50c SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-14 17:04:01
Rozmiar: 69.74 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::.. Zbiór dwóch demówek nagranych przez duński zespół złożony z muzyków HATESPHERE, FEROCITY, MERCENARY... Kawał brutalnego death metalu w klimacie wczesnego ILLDISPOSED, INFERNAL TORMENT. ..::TRACK-LIST::.. Psychaos (1998): 1. Dehumanized 3:52 2. One Eight Seven 3:37 3. On Your Flesh 5:30 Organic God syndrome (2000): 4. Downloaded 2:59 5. Dark Sea Trail 2:16 6. Affected Naive 3:27 7. Haunted 4:01 Extremity Rising Vol. 3 Compilation: 8. An Epilogue 4:20 https://www.youtube.com/watch?v=e1UDOO-T50c SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-14 16:50:41
Rozmiar: 217.54 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...( Info )...
Artist: Celine Dion Album: The Very Best Of Celine Dion Recording Format / Recording Source: [TR24][OF] Watermarks: No Year of Release / Reissue: 1999 Genre: Pop Publisher (label): Sony Music Duration: 00:55:06 Scans in the distribution content: Album Cover Only Source (Releaser): Container: FLAC (*.flac) Rip Type: Tracks Bit Depth: | 16 / 44.1 | 24 / 44.1 | Format: WAV (flac.ape.wv) Number of Channels: 2.0 ...( TrackList )... 01 - The Power of Love (Radio Edit) 02 - If You Asked Me To 03 - Because You Loved Me (Theme from Up Close and Personal) 04 - It's All Coming Back to Me Now (Radio Version) 05 - Love Can Move Mountains 06 - To Love You More (Radio Edit) 07 - My Heart Will Go On (Love Theme from Titanic) 08 - That's the Way It Is 09 - If Walls Could Talk 10 - The First Time Ever I Saw Your Face 11 - Then You Look at Me 12 - I Want You to Need Me 13 - Live for the One I Love
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-14 16:35:29
Rozmiar: 522.88 MB
Peerów: 84
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Vangelis (gr. Βαγγέλης), właśc. Ewangelos Odiseas Papatanasiu (gr. Ευάγγελος Οδυσσέας Παπαθανασίου; ur. 29 marca 1943 w Agrii koło Wolos, zm. 17 maja 2022 w Paryżu - grecki kompozytor muzyki elektronicznej i filmowej. Vangelis urodził się 29 marca 1943 roku w Agrii koło Wolos, w Grecji. Edukację muzyczną rozpoczął w wieku 4 lat, a już w wieku 6 lat miał swój pierwszy publiczny występ, na którym prezentował własne kompozycje. Vangelis był w dużej części samoukiem - odmawiał pobierania lekcji gry na pianinie, a w ciągu swojej kariery nie zdobył formalnej wiedzy na temat notacji muzycznej. Uczył się muzyki poważnej, malarstwa i reżyserii filmowej na Akademii Sztuk Pięknych w Atenach. Zyskał światową sławę dzięki swoim wyjątkowym, często epickim kompozycjom, które łączyły elementy muzyki elektronicznej, symfonicznej i rockowej. Wstawka zawiera trzeci album duetu Jona Andersona i Vangelisa, wydany w maju 1983 r. przez Polydor Records. Płyta łączy w sobie elementy muzyki elektronicznej, ambient i art-pop, z charakterystycznymi syntezatorowymi pejzażami Vangelisa i eterycznym wokalem Andersona. Najdłuższy utwór, „Horizon”, to ponad 22-minutowa kompozycja zamykająca album, uznawana przez wielu fanów za jego kulminacyjny punkt. Title: Private Collection Artist: Jon And Vangelis Country: Grecja Year: 1983 Genre: Elektroniczna Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ...( Track list )... Italian Song And When the Night Comes Deborah Polonaise He Is Sailing Horizon
Seedów: 61
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-14 16:26:48
Rozmiar: 109.27 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Wednesday to amerykański zespół rockowy pochodzący z Asheville w Karolinie Północnej, który powstał w 2017 roku. Początkowo projekt ten był solowym przedsięwzięciem Karly Hartzman (wokal, gitara), ale szybko przekształcił się w pełnoprawną grupę, znaną z unikalnego łączenia wpływów rocka alternatywnego, shoegaze, noise rocka i alternative country. Ich twórczość często określa się jako „creek rock” - brzmienie inspirowane zarówno intensywnymi gitarowymi teksturami, jak i opowieściami o życiu na południu Stanów Zjednoczonych, z silnym naciskiem na narrację i atmosferę. Zespół wydał kilka wysoko ocenianych albumów, w tym Twin Plagues (2021) i Rat Saw God (2023), który zwrócił na siebie uwagę krytyków i publiczności dzięki soczystym, barwnym utworom i mocnemu charakterowi. W 2025 roku ukazał się ich najnowszy, szósty album studyjny Bleeds - materiał łączący osobiste teksty z mieszanką stylów, od gęstych, hałaśliwych gitar po melodyjne fragmenty alt-country i indie rock. Title: Bleeds Artist: Wednesday Country: USA Year: 2025 Genre: Rock Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. Reality TV Argument Bleeds Townies Wound Up Here (By Holdin On) Elderberry Wine Phish Pepsi Candy Breath The Way Love Goes Pick Up That Knife Wasp Bitter Everyday Carolina Murder Suicide Gary's II
Seedów: 18
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-14 16:26:34
Rozmiar: 85.46 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist: Zara Larsson Title: Midnight Sun Year: 2025 Genre: Electronic, Pop Style: Dance-pop Publisher (label): Sommer House - Epic Duration: 00:31:58 Format/Codec: FLAC Rip Type: Tracks Audio Bitrate: Lossless Bit Depth: 24 Bit/48 kHz ...( TrackList )... 01. Midnight Sun (00:03:10) 02. Blue Moon (00:03:02) 03. Pretty Ugly (00:02:39) 04. Girl's Girl (00:02:58) 05. Crush (00:02:57) 06. Eurosummer (00:02:53) 07. Hot & Sexy (00:03:09) 08. The Ambition (00:03:35) 09. Saturns Return (00:03:47) 10. Puss Puss (00:03:48)
Seedów: 9
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-01-14 16:24:27
Rozmiar: 413.71 MB
Peerów: 3
Dodał: Uploader
1 - 30 | 31 - 60 | 61 - 90 | ... | 1351 - 1380 | 1381 - 1410 | 1411 - 1440 | 1441 - 1470 | 1471 - 1500 | ... | 24871 - 24900 | 24901 - 24930 | 24931 - 24937 |
|||||||||||||