|
|
|||||||||||||
|
Ostatnie 10 torrentów
Ostatnie 10 komentarzy
Discord
Kategoria:
Muzyka
Ilość torrentów:
24,684
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Zbiór wszystkich nagrań włoskiego DESECRATION istniejącego w latach 1991-1995; dwie demówki oraz EPka na jednym CD. Inspirowany przede wszystkim amerykańską szkołą grania techniczny death metal w stylu PESTILENCE, ATHEIST... Technical Old School Death Metal from Italy. For fans of PESTILENCE, ATHEIST. ..::TRACK-LIST::.. The Valley of Eternal Suffering - EP 1993: 1. Experiment 49 01:05 2. Reincarnation of Soul 04:13 3. Corpse Embodiment 04:50 4. The Valley of Eternal Suffering 00:58 5. Premature Explant 04:07 6. Corrosive Infection 04:11 Abandon All Hope... - Demo 1991: 7. Nightmare 04:47 8. Hunged Man 04:23 9. Mesmerized 06:30 10. Hell Gates 04:31 Demo Tape 1995 - Demo 1995: 11. Circle of Existence 05:38 12. Useless Frendship 04:33 ..::OBSADA::.. Fabio Fraschini - Bass Andrea Esposito - Bass Kaimano - Drums Francesco Conte - Guitars, Vocals Ernesto Cornetta - Guitars https://www.youtube.com/watch?v=S43QSmLyqQ4 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-12 17:34:56
Rozmiar: 114.65 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Zbiór wszystkich nagrań włoskiego DESECRATION istniejącego w latach 1991-1995; dwie demówki oraz EPka na jednym CD. Inspirowany przede wszystkim amerykańską szkołą grania techniczny death metal w stylu PESTILENCE, ATHEIST... Technical Old School Death Metal from Italy. For fans of PESTILENCE, ATHEIST. ..::TRACK-LIST::.. The Valley of Eternal Suffering - EP 1993: 1. Experiment 49 01:05 2. Reincarnation of Soul 04:13 3. Corpse Embodiment 04:50 4. The Valley of Eternal Suffering 00:58 5. Premature Explant 04:07 6. Corrosive Infection 04:11 Abandon All Hope... - Demo 1991: 7. Nightmare 04:47 8. Hunged Man 04:23 9. Mesmerized 06:30 10. Hell Gates 04:31 Demo Tape 1995 - Demo 1995: 11. Circle of Existence 05:38 12. Useless Frendship 04:33 ..::OBSADA::.. Fabio Fraschini - Bass Andrea Esposito - Bass Kaimano - Drums Francesco Conte - Guitars, Vocals Ernesto Cornetta - Guitars https://www.youtube.com/watch?v=S43QSmLyqQ4 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-12 17:31:25
Rozmiar: 381.75 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. "Odmawiałem przez ostatnie 15 lat" - mówił w naszym wywiadzie Christofer Johnsson odnośnie koncertów zespołu Therion z orkiestrą symfoniczną. Problemy natury technicznej sprawiały, że artysta przyrzekł sobie nigdy więcej nie wchodzić do tej rzeki. Co się więc zmieniło, że 20 stycznia 2024 roku w Mexico City Arena muzycy stanęli obok członków Orquesta Sinfónica Nacional de Mexico? Odpowiedź jest prosta: pieniądze. Grupa za tę jedną noc miała dostać taką kasę, jaką normalnie zarobiłaby przez jakieś 10 lat normalnego grania. Nie można było odmówić, co nie? Nie można było też nie wykorzystać okazji do wypuszczenia koncertówki - nawet jeśli miało to oznaczać ponowne frustracje związane z miksem. Muszę przyznać, że poprzednią koncertówką Therion z orkiestrą byłem dość rozczarowany - w "The Miskolc Experience" brakowało mi rozmachu, jakiego oczekiwałbym po połączeniu metalu z operą. Dużo większe wrażenie zrobił na mnie standardowy pod względem składu "Celebrators of Becoming" - notabene też z Meksyku. Jak natomiast wypada "Con Orquesta"? Powiem tak: wyobraźcie sobie, że właśnie trafiliście do alternatywnej rzeczywistości, w której szwedzka formacja jest tak duża jak Metallica czy Guns N'Roses. Oto właśnie "Con Orquesta". To Therion wzniosły, epicki, grający na wielkiej hali dla 11.000 rozwrzeszczanych fanów. Z pełną, składającą się zarówno z sekcji smyczkowej, jak i dętej orkiestrą, wzbogaconą dodatkowo o chór (z męskimi i żeńskimi głosami). Z oprawą świetlną (a i nie zapominajmy o słupach ognia) godną największych. Już sam widok sceny i głodnej muzyki publiczności robi piorunujące wrażenie, nie tylko przed telewizorem. Da się zauważyć bowiem autentyczny szok na twarzach nie tylko członków Therion, ale również i muzyków orkiestry, którzy potrafią nawet ukradkiem wyciągnąć swoje smartfony, by cyknąć pamiątkowe fotki. Christofer przestrzegał, że ciężko zmiksować prawdziwą orkiestrę tak, by oddać pełnię wrażeń na żywo. Myślę jednak, że na "Con Orquesta" udało się osiągnąć efekt, który powinien usatysfakcjonować każdego. Oczywiście pamiętać trzeba, że muzyka Therion oparta jest na symfonicznych fundamentach. To nie jest więc tak, że nagle jakiś kawałek zostanie przejęty przez smyczki, czy sekcja dęta zacznie wygrywać rzeczy, których wcześniej nie znaliśmy. Jasne, pojawią się pewne smaczki, a niektóre fragmenty zostaną pięknie przearanżowane ("Via Nocturna" czy "The Siren of the Woods" to prawdziwe perełki), no ale w gruncie rzeczy to te same kawałki, które znamy i lubimy. Gdzie na płycie były skrzypce, to teraz i na żywo są prawdziwe skrzypce, a gdzie czadu dawał potężny chór, to i teraz na scenie wgniatani jesteśmy w fotel (jak ze smakiem podbijane są partie głównych wokali!). Orkiestra i towarzyszący jej chór są integralną częścią show, a nie dodatkiem, ciekawostką. Gdzie trzeba to dodają mocy, a gdzie ma się wykazać zespół, to nie boją się milczeć i cierpliwie czekać na swoją kolej. Na innych koncertówkach Therion zawsze czegoś mi brakowało - za każdym razem gdzieś w głowie pojawiała się myśl, że "tutaj na płycie było to czy tamto". Wreszcie te wewnętrzne głosy ucichły! O setliście tego wieczoru można powiedzieć tyle, że była... fenomenalna. Całe show zostało podzielone na dwie części, z których każda składa się z 10 numerów - co daje łączny czas trwania wideo oscylujący w granicach 140 minut. Mamy zarówno największe hity, bez których trudno wyobrazić sobie koncert Therion, z "The Birth of Venus Illegitima", "The Rise of Sodom and Gomorrah" czy "To Mega Therion" na czele, jak i niejedną niespodziankę. Osobiście zaskoczony byłem przedstawicielami "Les fleurs du mal", jakże pięknie pociągniętymi przez dostojną Lori Lewis i kokieteryjną Rosalíę Sairem. Bardzo ładnie wyszło także przedstawicielstwo "Leviathanów": klimatyczny "The Ruler of Tamag", przepiękna "Tuonela" i klimatyczny "Ten Courts of Diyu" - to nie są kawałki, przy których tupiemy zniecierpliwieni nóżką, czekając na "mięsko". Tego oczywiście mamy aż nadto, gdyż co chwilę będziemy się zachwycać daną partią, czy solówką. Cudne solo Christiana w "Siren of the Woods", szalejące skrzypce w "Quetzalcoatl", instrumentalne zakończenie "Draconian Trilogy" - tu naprawdę trzeba się postarać, by się do czegoś przyczepić. Ja osobiście mogę powiedzieć tylko tyle, że w "Son of the Staves of Time" brakowało mi zadziorności Levéna. I tyle. Cała reszta to rozpływanie się nad zespołem - w tym cudowną Lori Lewis. Miło mi też zakomunikować, że całe show zostało dynamicznie zmontowane. Nie ma tutaj zbyt dużej dozy "sterylności" - miejscami obraz potrafi być nieostry, jakby zarejestrowany z poziomu publiczności jakimś smartfonem. Bywa chaotycznie, nieco chałupniczo (jakże cudownie prześwietlone ujęcia z daleka), ale jednocześnie całość jest niesamowicie angażująca. W "Ten Courts of Diyu" co prawda mamy pewne potknięcie, w postaci przeciętego obrazu, ale to akurat może być glitch występujący w wersji przedpremierowej. Najważniejsze, że reżyserowi show udało się uchwycić atmosferę panującą tego dnia w Mexico City Arena. Czuć ze sceny ten żar; mnóstwo tutaj scen zapadających w pamięć. Od tupiących nogami muzyków orkiestry, tańczących przedstawicieli chóru, przez znakomicie bawiących się członków składu, aż do zachowania publiki. Lori szalejąca w "Ginnungagap", całus Thomasa złożony w czoło wzruszonej wokalistki, dyskretne uśmiechy grającego solówki Vidala, maestro bawiący się niczym gwiazda rocka, czy w końcu śpiewająca razem z zespołem, przełykająca łzy szczęścia fanka - za każdym razem wyłapywać będziecie coś nowego. Oczywiście głównym daniem jest wideo, ale to najbardziej promowane wydanie fizyczne (2xCD+DVD+BD) zawierać będzie również pewne dodatki. Co prawda akurat do bonusowego fragmentu prób nie miałem dostępu, ale już do zawartości płytek audio: jak najbardziej. Materiał znakomicie broni się bez ruchomych obrazków - wszystko brzmi odpowiednio mocno, ale gdzie trzeba to i pozostawia miejsce do oddechu. Co ważne: poszczególne części show są dość długie. Taka wersja CD ostatniej koncertówki (co ciekawe: również z orkiestrą) Moonspell irytowała małą ilością kawałków per nośnik, natomiast tutaj mamy w zasadzie dwa pełne koncerty. Nie da się na ten element narzekać. Podobnie jak na całe wydawnictwo: to po prostu mokry sen każdego fana Therion. Który się spełnił. Tomasz Michalski ..::TRACK-LIST::.. 1. The Blood of Kingu 2. The Ruler of Tamag 3. The Birth of Venus Illegitima 4. Tuonela 5. Twilight of the Gods 6. Mon Amour, Mon Ami (Marie Laforet cover) 7. La Maritza (Sylvie Vartan cover) 8. Via Nocturna 9. Asgard 10. Draconian Trilogy 11. Ginnungagap 12. Ten Courts of Diyu 13. Litany of the Fallen 14. Siren of the Woods 15. Son of the Staves of Time 16. Lemuria 17. Sitra Ahra 18. Quetzalcoatl 19. The Rise of Sodom and Gomorrah 20. To Mega Therion + Rehearsals https://www.youtube.com/watch?v=1Ae9X2ZEHyQ SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-12 16:56:52
Rozmiar: 22.26 GB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
Pierwszy pełnowymiarowy album brazylijskiej załogi grającej powalający grindcore w stylu NASUM, PIG DESTROYER, LOCK UP. + EP... ..::TRACK-LIST::.. Sessão Descarrego 1. Intro 0:04 2. Diante Do Trono 1:14 3. Golden Shower 0:28 4. Só Pessoas 0:19 5. Pra Que Paz, Se Tenho A Guerra? 0:35 6. Sala 6... 0:53 7. Dia Normal 1:24 8. Parasita 0:28 9. Burduga 1:02 10. Harakiri 0:33 11. Cabelo De Jabú (Nem Deus Nem Belzebu) 0:38 12. Smells Like Teen Shit 1:23 13. 13 2:35 14. Kkk 0:14 15. Nova 2:00 16. João Cutelo 1:30 17. Gang Das Boneca 0:38 18. Quem Ama Espanca 1:27 19. Asco 1:15 20. Nair 0:11 21. Morto 1:47 22. Bub 2 (A Revolta Dos Miseráveis) 2:38 23. Mirtão 0:35 24. Bronson 1:28 25. Venom 0:15 26. Extermínio 1:27 27. A Última Esperança É A Que Morre 0:53 28. Pai, Filho, Estuprou O Santo Amém 1:31 29. Tóxico É Lógico 1:41 Bonus Tracks: Horror³, EP 30. Aqui Alah É A Cocaina 0:29 31. Filho Do Medo 0:42 32. Genocida Superstar 1:06 33. Motel Cemitério 1:00 34. Mate Um Rockstar Você Também 0:31 35. Viciados No Caos 0:53 36. Blackwhitepowermetal 0:55 37. Imbbbecis 0:22 38. Evolui A Óbito 1:39 39. Passeio Macabro 0:33 40. Hibernante 1:16 41. Feto No Frasco 0:36 42. Lástima 0:16 ..::OBSADA::.. Leandro - Guitars Appezzato - Vocals Choukri - Drums https://www.youtube.com/watch?v=cUQuYZqfVBQ SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-12 15:52:10
Rozmiar: 106.56 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
Pierwszy pełnowymiarowy album brazylijskiej załogi grającej powalający grindcore w stylu NASUM, PIG DESTROYER, LOCK UP. + EP... ..::TRACK-LIST::.. Sessão Descarrego 1. Intro 0:04 2. Diante Do Trono 1:14 3. Golden Shower 0:28 4. Só Pessoas 0:19 5. Pra Que Paz, Se Tenho A Guerra? 0:35 6. Sala 6... 0:53 7. Dia Normal 1:24 8. Parasita 0:28 9. Burduga 1:02 10. Harakiri 0:33 11. Cabelo De Jabú (Nem Deus Nem Belzebu) 0:38 12. Smells Like Teen Shit 1:23 13. 13 2:35 14. Kkk 0:14 15. Nova 2:00 16. João Cutelo 1:30 17. Gang Das Boneca 0:38 18. Quem Ama Espanca 1:27 19. Asco 1:15 20. Nair 0:11 21. Morto 1:47 22. Bub 2 (A Revolta Dos Miseráveis) 2:38 23. Mirtão 0:35 24. Bronson 1:28 25. Venom 0:15 26. Extermínio 1:27 27. A Última Esperança É A Que Morre 0:53 28. Pai, Filho, Estuprou O Santo Amém 1:31 29. Tóxico É Lógico 1:41 Bonus Tracks: Horror³, EP 30. Aqui Alah É A Cocaina 0:29 31. Filho Do Medo 0:42 32. Genocida Superstar 1:06 33. Motel Cemitério 1:00 34. Mate Um Rockstar Você Também 0:31 35. Viciados No Caos 0:53 36. Blackwhitepowermetal 0:55 37. Imbbbecis 0:22 38. Evolui A Óbito 1:39 39. Passeio Macabro 0:33 40. Hibernante 1:16 41. Feto No Frasco 0:36 42. Lástima 0:16 ..::OBSADA::.. Leandro - Guitars Appezzato - Vocals Choukri - Drums https://www.youtube.com/watch?v=cUQuYZqfVBQ SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-12 15:45:40
Rozmiar: 321.43 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...( Info )...
Genre: Heavy Metal Country of Artist (Band): Germany Year of Release: 2025 Audio Codec: MP3 Rip Type: Tracks Audio Bitrate: 320 kbps Duration: 43:46 ...( TrackList )... 01. Ma Ma Ma Metal 02. Haus Of The Rising Fun 03. Vito, Wir Machen Krach 04. I Kissed A Girl 05. Stinkefinger 06. Ka-Fump! 07. Power Sucht Wolf 08. Nur Für Euch 09. Weisst Schon Was Ich Meine 10. Bussi 11. Ein Sehr Gutes Lied 12. Woke On The Smater 13. Mein Arsch
Seedów: 62
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-12 15:00:52
Rozmiar: 100.95 MB
Peerów: 22
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Title: Warriors of Greyhawk Artist: Greyhawk Year: 2026 Genre: Heavy, Power Metal Country: USA Duration: 00:49:35 Format/Codec: MP3 Audio Bitrate: 320 kbps ...( TrackList )... 01. Ascension 02. Land of Ashes 03. Take a Stand 04. Endless Race 05. Warriors of Greyhawk 06. Words of Power 07. Chosen 08. Hyperspace 09. Embers Rise 10. Rise Above 11. Eternal Quest
Seedów: 72
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-12 15:00:19
Rozmiar: 116.37 MB
Peerów: 18
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- The Doors - Remixed And Ready (For Promotional USE Only. Not For Sale) --------------------------------------------------------------------- Artist...............: The Doors Album................: Remixed And Ready Genre................: Electronic, Rock Source...............: CD Year.................: 2007 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 64 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: Rhino Records Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting --------------------------------------------------------------------- 1. The Doors - (Excerpt) Break On Through (Rock Version) [01:51] 2. The Doors - Hello, I Love You (Adam Freeland Remix) [03:47] 3. The Doors - Petrified (Fort Minor Remix) [03:45] 4. The Doors - Strange Days (Thievery Corporation Remix) [04:32] 5. The Doors - L.A. Woman (Paul Oakenfold Remix) [04:21] 6. The Doors - Love Me Two Times (Infected Mushroom Remix) [04:00] 7. The Doors - People Are Strange (Infected Mushroom Remix)[04:58] 8. The Doors - Roadhouse Blues (Crystal Method Remix) [04:59] 9. The Doors - Roadhouse Blues (Crystal Method Dub Version)[06:22] 10. The Doors - When The Music's Over (DJ Lethal Remix) [03:53] 11. The Doors - Rapture Riders (Blondie Vs. The Doors) [05:41] Playing Time.........: 48:12 Total Size...........: 314,55 MB
Seedów: 196
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-12 10:35:41
Rozmiar: 315.25 MB
Peerów: 47
Dodał: rajkad
Opis
...( Info )...
Artist: VA Title: Bravo Hits Vol. 132 Country: Germany Year: 2026 Genre: Pop Tracks: 48 Duration: 2:24:01 Format/Codec: MP3 Audio Bitrate: 320 kbps Size: 335 MB ...( TrackList )... CD1 (24 / 1:14:24) 01. David Guetta, Teddy Swims & Tones And I - Gone Gone Gone 3:19 02. Katy Perry - Bandaids 3:09 03. Lady Gaga - The Dead Dance 3:49 04. Ray Dalton - Blood Running 2:54 05. Sienna Spiro - Die On This Hill 3:38 06. Tame Impala - Dracula 3:26 07. Tate Mcrae - Tit For Tat 2:58 08. A$Ap Rocky - Punk Rocky 3:55 09. Clueso - Ballon 2:52 10. Milano & Sarah Connor - Je T'aime 3:02 11. Michael Patrick Kelly - Run Free 2:56 12. Johannes Oerding - Sonntag 3:22 13. Sportfreunde Stiller - Ti Amo, Italiano! 3:22 14. Mark Forster - Beste 2:09 15. Lune - Lass Mich Nicht Los. 3:19 16. Dj Snake & Stray Kids - In The Dark 3:00 17. Boy Loco - Moves Tonight 2:36 18. Ásdís - Electrified 3:08 19. Artemas - Eat Me Alive 2:22 20. Kevin Jonas - Changing 3:03 21. Mark Ambor - Closer To Me 2:47 22. Wincent Weiss - Letzte Liebe 2:39 23. Miley Cyrus, Lindsey Buckingham & Mick Fleetwood - Secrets (Feat. Lindsey Buckingham & Mick Fleetwood) 3:50 24. Sarah Connor - Das Schönste Mädchen Der Welt 3:02 CD2 (24 / 1:09:38) 25. Alex Warren - Eternity 3:10 26. Fayan & Dalton - Verliebt In Mich 2:11 27. Leony - Don't Worry 2:20 28. Myles Smith - Stay (If You Wanna Dance) 3:07 29. Ed Sheeran - Camera 3:36 30. Olivia Dean - A Couple Minutes 3:33 31. Oskar Med K & Khalid - Nobody (Make Me Feel) 2:46 32. James Hype Feat. Sam Harper & Bobby Harvey - Waterfalls 2:01 33. Robin Schulz - Embers 3:02 34. Avaion - Way You Smile 3:23 35. Alle Farben - Baby Goodbye 2:12 36. Lost Frequencies, Ciel. & Radio Cargo - Listen To Me 2:43 37. Topic, Fireboy Dml & Nico Santos - Body 3:15 38. Loi - Red Eyes 2:34 39. Kim Petras - I Like Ur Look 2:52 40. Ellie Goulding - Destiny 4:38 41. Sophie And The Giants - Loser 3:02 42. Michael Schulte - 5am 2:57 43. 5 Seconds Of Summer - Not Ok 3:27 44. Ofenbach - Miles Away 2:28 45. Lucadelic - Erlkönig 2:37 46. Tream & Gzuz - Apres Ski 2:43 47. Dorian - Gold & Eis 2:30 48. Aymo, Aymen & Amo - Fremder Mann 2:44
Seedów: 33
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-12 03:00:24
Rozmiar: 335.83 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist: VA Album: NRJ Hits 2026 Genre: Pop, Dance Duration: 02:45:49 Audio: MP3, 320 Kbps ...( TrackList )... CD1 (00:51:20): 01. Lady Gaga - The Dead Dance 03:48 02. GIMS - SENTIMENTAL 03:15 03. Alex Warren - Eternity 03:09 04. Helena - Tout a changé (Rien n'a changé) 02:46 05. DJ Antoine - Sarà perché ti amo 02:45 06. Indochine - No Name 04:23 07. Lucenzo - Bajo La Luna 03:05 08. M. Pokora - Mille fois 02:53 09. Ofenbach - Need You The Most 02:10 10. Gracie Abrams - That's So True 02:46 11. Chappell Roan - The Subway 04:12 12. Linh - L'amour de ma vie 02:40 13. Ravyn Lenae - Love Me Not 03:33 14. miki - particule 03:00 15. Lewis Capaldi - Survive 03:45 16. Kendji Girac - Oublier 02:48 17. KAROL G - LATINA FOREVA 02:39 18. Bleu Soleil - Soleil Bleu 04:06 CD2 (00:51:20): 01. Ed Sheeran - Camera 03:35 02. Paul Kalkbrenner - QUE CE SOIT CLAIR 02:56 03. Myles Smith - Stay (If You Wanna Dance) 03:06 04. Charlotte Cardin - Tant pis pour elle 02:38 05. Sabrina Carpenter - Tears 02:40 06. Julien Lieb - Autrement 02:44 07. Sound Of Legend - Game Started 02:29 08. Kyo - HORS DU TEMPS 02:53 09. Teddy Swims - Bad Dreams 03:04 10. Fantomel - Dame Un Grrr 02:13 11. Kungs - Light Me Up 02:41 12. Ridsa - Bachata 03:20 13. Felix Jaehn - It's Not Right But It's Okay 03:33 14. Jeck - À qui le tour 02:42 15. Keanu Silva - Dance With The Devil 02:10 16. Louane - Chiens 03:02 17. Benson Boone - Mystical Magical 02:45 18. Marine - Coeur maladroit 02:40 CD3 (00:56:38): 01. David Guetta - Gone Gone Gone (Extended) 04:15 02. Pierre Garnier - L'horizon 02:42 03. KATSEYE - Gabriela 03:17 04. Amir - Avec toi 03:30 05. Justin Bieber - DAISIES 02:56 06. Vitaa - Viens on essaie 02:49 07. Bormin' - Break Your Heart 03:09 08. Luiza - Etincelles 03:03 09. Ava Max - Take My Call 02:53 10. Superbus - Butterfly 03:43 11. Cameron Whitcomb - Medusa 02:37 12. Disco Lines - No Broke Boys 02:44 13. Léman - Le Chat 03:14 14. Ariana Grande - twilight zone 03:18 15. marguerite - la maison 02:34 16. Miley Cyrus - Secrets (feat. Lindsey Buckingham & Mick Fleetwood) 03:49 17. GIMS - PARISIENNE 02:38 18. DJ Snake - Paradise 03:20
Seedów: 52
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-11 22:00:29
Rozmiar: 400.91 MB
Peerów: 1
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Genre: Folk Metal Country of Artist (Band): Mongolia Year of Release: 2026 Audio Codec: MP3 Rip Type: Tracks Audio Bitrate: 320 kbps Duration: 47:02 ...( TrackList )... 01. Beginning 02. Human Herds 03. Ancient Land 04. Uuhai 05. Dracula 06. Khurai 07. Khar Khulz 08. Paradise 09. Uvdis 10. Secret History of the Mongols
Seedów: 34
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-11 18:00:11
Rozmiar: 108.90 MB
Peerów: 16
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Genre: Melodic Death Metal Country of Artist (Band): Spain Year of Release: 2014-2022 Audio Codec: MP3 Rip Type: Tracks Audio Bitrate: 320 kbps ...( TrackList )... 2014 - Bloodhunter 2017 - The End of Faith 2018 - I Want Out (Single) 2020 - Bloodhunter Live in Madrid (Live) 2022 - Knowledge Was The Price
Seedów: 16
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-11 17:00:34
Rozmiar: 433.40 MB
Peerów: 18
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Genre: Progressive Death Metal Country of Artist (Band): Finland Year of Release: 2026 Audio Codec: MP3 Rip Type: Tracks Audio Bitrate: 320 kbps Duration: 46:15 ...( TrackList )... 01. The Loathe Process 02. Husk 03. Of Passing 04. Liminal 05. The Cistern 06. Restoration
Seedów: 5
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-11 17:00:22
Rozmiar: 106.48 MB
Peerów: 13
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Genre: Industrial/Melodic Groove Metal/Metalcore Country of Artist (Band): Finland Year of Release: 2026 Audio Codec: MP3 Rip Type: Tracks Audio Bitrate: 320 kbps Duration: 38:05 ...( TrackList )... 01. Alone 02. Dead Anyway 03. Monsters 04. Imposter 05. Last Words 06. Primum Noce Apte 07. Rabbit Hole 08. All as One 09. Endgame 10. Feel
Seedów: 18
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-11 17:00:12
Rozmiar: 87.71 MB
Peerów: 10
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Genre: Thrash Metal Country of Artist (Band): Brazil Year of Release: 2026 Audio Codec: MP3 Rip Type: Tracks Audio Bitrate: 320 kbps Duration: 44:05 ...( TrackList )... 01. Underworld 02. Mind Games 03. Destination: Dust 04. The Kraken's Wrath 05. U.F.O Inc. 06. Last Memories 07. When Darkness Falls 08. Into the Darkwood 09. Skinwalkers
Seedów: 5
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-11 16:00:43
Rozmiar: 101.87 MB
Peerów: 10
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Genre: Death Metal Country of Artist (Band): USA Year of Release: 2026 Audio Codec: MP3 Rip Type: tracks Audio Bitrate: 320 kbps Duration: 44:34 ...( TrackList )... 01. Dissonance Corporeum 02. Collapsing Spiritual Nebula 03. Intrusive Illusions (Echoes from a Distant Plane) 04. Formless Seeking Form 05. Irradiated Self 06. In Unreality's Coffin 07. Erroneous Birth 08. It Is Without Shape... 09. In Anguished Levitation
Seedów: 5
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-11 16:00:28
Rozmiar: 102.43 MB
Peerów: 22
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Genre: Heavy Metal Country of Artist (Band): United Kingdom / Austria / Norway Year of Release: 2026 Audio Codec: MP3 Rip Type: Tracks Audio Bitrate: 320 kbps Duration: 41:15 ...( TrackList )... 01. From Worlds Unknown 02. Pharaoh's Curse 03. Navigate the Labyrinth 04. Crystal Gazer 05. The Legend Still Remains 06. Séance 07. Throw the Switch 08. Impaler of Souls 09. Tower of Babel
Seedów: 21
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-11 16:00:15
Rozmiar: 96.70 MB
Peerów: 16
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Genre: Death Metal Country of Artist (Band): USA Year of Release: 2026 Audio Codec: MP3 Rip Type: Tracks Audio Bitrate: 320 kbps Duration: 29:27 ...( TrackList )... 01. Quartered & Devoured 02. Sounds of Malice 03. Shackled to Existence 04. Apocalyptic Waste 05. Fratricide 06. Bask in the Rot 07. Left to Rot
Seedów: 21
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-11 15:01:00
Rozmiar: 67.92 MB
Peerów: 22
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Genre: Death Metal Country of Artist (Band): Chile Year of Release: 2026 Audio Codec: MP3 Rip Type: Tracks Audio Bitrate: 320 kbps Duration: 41:17 ...( TrackList )... 01. A Monument to Fallen Virtues 02. The Great One 03. Mendacious Heroism 04. Carnage 05. Dolos 06. The Heritage of Our Brotherhood 07. Spiritual Virility 08. Posthumous Exultation
Seedów: 21
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-11 15:00:42
Rozmiar: 95.28 MB
Peerów: 27
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Genre: Heavy Metal Country of Artist (Band): Sweden Year of Release: 2026 Audio Codec: MP3 Rip Type: Tracks Audio Bitrate: 320 kbps Duration: 39:05 ...( TrackList )... 01. Kickstarter 02. Caught in the Action 03. Open Fire 04. Keep Rolling 05. Hit The Road 06. Avenger 07. Chained by Metal 08. Spitfire 09. Full Throttle 10. Strike at Night 11. Night Falls Down
Seedów: 21
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-11 14:00:35
Rozmiar: 90.41 MB
Peerów: 10
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Genre: Death Metal Country of Artist (Band): Romania Year of Release: 2026 Audio Codec: MP3 Rip Type: Tracks Audio Bitrate: 320 kbps Duration: 18:48 ...( TrackList )... 01. Altered Eternity..... 02. Haemoatrophy 03. Blasphemous Carnage 04. Mortal Crucifixion 05. The Majestic Decay of Inner Transience
Seedów: 2
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-11 14:00:23
Rozmiar: 43.67 MB
Peerów: 44
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Genre: Death/Doom Metal Country of Artist (Band): Netherlands Year of Release: 2026 Audio Codec: MP3 Rip Type: Tracks Audio Bitrate: 320 kbps Duration: 22:00 ...( TrackList )... 01. Whg III 02. The Hidden Crown 03. Architect Of Control 04. Pitch Black Philanthropist 05. In Sickness We Trust
Seedów: 3
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-11 14:00:13
Rozmiar: 51.23 MB
Peerów: 11
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- Classical Rock Orchestra (Featuring Bobby Kimball) - Classic Toto Hits --------------------------------------------------------------------- Artist...............: Classical Rock Orchestra (Featuring Bobby Kimball) Album................: Classic Toto Hits Genre................: Rock Source...............: CD Year.................: 1996 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 63 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: Mausoleum Classix Records Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting --------------------------------------------------------------------- 1. Classical Rock Orchestra (Featuring Bobby Kimball) - Child's Anthem[02:43] 2. Classical Rock Orchestra (Featuring Bobby Kimball) - Out Of Love[05:47] 3. Classical Rock Orchestra (Featuring Bobby Kimball) - Rosanna[05:39] 4. Classical Rock Orchestra (Featuring Bobby Kimball) - I Won't Hold You Back[05:03] 5. Classical Rock Orchestra (Featuring Bobby Kimball) - Hold The Line[03:58] 6. Classical Rock Orchestra (Featuring Bobby Kimball) - I'll Be Over You[03:37] 7. Classical Rock Orchestra (Featuring Bobby Kimball) - Africa[04:53] 8. Classical Rock Orchestra (Featuring Bobby Kimball) - Holyanna[04:15] 9. Classical Rock Orchestra (Featuring Bobby Kimball) - Anna[04:22] 10. Classical Rock Orchestra (Featuring Bobby Kimball) - Isolation[04:05] Playing Time.........: 44:25 Total Size...........: 283,08 MB
Seedów: 63
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-11 12:31:44
Rozmiar: 285.64 MB
Peerów: 12
Dodał: rajkad
Opis
...( Info )...
Artist: Koan Title: La Dame aux Camélias Year: 2026 Genre: Electronic, Chillout, Downtempo Duration: 00:24:55 Format/Codec: MP3 Audio Bitrate: 320 kbps ...( TrackList )... 1. Frozen Time (07:31) 2. With One Wing (08:50) 3. Veritas Odit Moras (08:32)
Seedów: 65
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-11 11:00:13
Rozmiar: 57.93 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Title: Rise Artist: Ashes Awaken Year: 2026 Genre: Heavy Metal Country: USA Duration: 00:42:54 Format/Codec: MP3 Audio Bitrate: 320 kbps ...( TrackList )... 01. Golgotha 01:38 02. Crown Of Thorns 04:05 03. Shout It Loud 03:32 04. A Better Way 03:39 05. Amazing Grace, Again 04:03 06. Hallelujah 04:09 07. For You 04:05 08. Through Strengthened Hands 03:45 09. The Mirror 04:19 10. Love's Embrace 04:04 11. Rise From The Ashes 05:30
Seedów: 8
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-11 07:00:14
Rozmiar: 98.90 MB
Peerów: 15
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist...............: Ratboys Album................: Singin’ to an Empty Chair Genre................: Indie rock , alt-country-tinged alternative Year.................: 2026 Codec................: Reference libFLAC 1.5 ...( TrackList )... 001. Ratboys - Open Up 002. Ratboys - Know You Then 003. Ratboys - Light Night Mountains All That 004. Ratboys - Anywhere 005. Ratboys - Penny in the Lake 006. Ratboys - Strange Love 007. Ratboys - The World, So Madly 008. Ratboys - Just Want You to Know the Truth 009. Ratboys - What’s Right 010. Ratboys - Burn It Down 011. Ratboys - At Peace in the Hundred Acre Wood
Seedów: 184
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-11 05:00:11
Rozmiar: 1.03 GB
Peerów: 40
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist: KSU Album: Kto Cie Obroni Polsko Genre: Punk Media: CD Country of release: Poland Year of release: 2004 Publisher (label): Sonic Catalog number: KSUCD003/FCD149 Country of artist (band): Poland Audio codec: FLAC (*.flac) Rip type: image+.cue Duration: 00:22:01 Source: own rip ...( TrackList )... 01 Kto Cię Obroni Polsko 02 Nasze Słowa 03 Dziwne Drzewa 04 Poza Światem Słów 05 Moje Bieszczady 06 1944 07 Po Drugiej Stronie Drzwi
Seedów: 1
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-10 21:00:39
Rozmiar: 170.41 MB
Peerów: 174
Dodał: Uploader
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. 'Tak skondensowanego diabelstwa, nienawiści i pogardy dla ogólnie przyjętych wartości nikt przed nimi nie przedstawiał.' Bogobójstwo... a) Trzeba mieć niesamowicie wydumane i spaczone ego. b) Być nieźle pierdolniętym. c) Być wybitnym zespołem ,będącym jednym z prekursorów Death Metalu. Tak się dziwnie złożyło, że wszystkie te trzy podpunkty pasują do Tytana Death metalu rodem z Florydy. Miłośnikom ciężkich brzmień zespół nie może być obcy dla niewtajemniczonych(o ile takowi istnieją) pokrótce - jak sama nazwa wskazuje jest to jeden z najbardziej kontrowersyjnych zespołów, jakie nosił kiedykolwiek ten padół łez. Debiut o tym samym tytule, zaczyna się z jednej strony matematycznie precyzyjnie a z drugiej opętanie, bluźnierczo, siarczyście. Cóż za mało wyrafinowana i brutalna mieszanka. Debiut Deicide to totalna satanistyczna rzeź, genialne brzmienie stanowi kwintesencję brutalności wyznaczające standardy Death Metalu lat 90. Samozwańczy Antychryst Glen Benton w odhumanizowany sposób skrzeczy i mniej lub bardziej czytelnie Growcu. Benton chyba rozpruł sobie wszystkie żyły i gardło żeby taki efekt osiągnąć. Wszystkie te demoniczne ozdobniki, jęki, spazmy budują demoniczny klimat. Bracia Hofamann porażają techniką a zarazem prostymi riffami, które zwalały i zwalają każdego na kolana po dziś dzień – nawet najtwardsi nie mają szans. Nie wspominając o Stevie Asheimie, który swoją nieludzko szybką grą nadawał rytm tej śmiercionośnej machinie.Album zbudowany jest w przeważającej mierze z ledwo ponad dwuminutowych kopów w ryj. Naprawdę zabójcze tempa, brzmienie ostre jak żyletki, szarpie riffami i rytmem bardziej niż ich zużyte koleżanki. Klimat albumu ewidentnie śmierdzi latami 80, słychać czyste szaleństwo prekursorów Thrashu i siarkę prekursorów Black Metalu. W trakcie słuchania tej płyty doszedłem do wniosku, że nie ma sensu rozbijać tego albumu na czynniki pierwsze, to jest jeden wielki piekielny wyziew, który należy traktować jako całość, nie znaczy to ze album jest monotonny, wręcz przeciwnie hit goni hit, z utworu na utwór co raz bardziej zostajemy pochłonięci przez te bezkresy jeziora wrzącej smoły mieszanej przez załogę z Florydy. Nic się album nie zestarzał może po za trochę groteskowymi momentami takimi w „Dead by Dawn”. Ta płyta w chwili wydania stała się klasykiem, zresztą nie miała wyjścia to jest esencja i efekt wyścigu szczurów o miano najbardziej brutalnego grania. Wszystko zgodnie z zasadą szybciej, mocniej, brutalniej. Niesamowity klimat ma „Carnage in the Temple of Damend” z fragmentem przemowy Jima Jonsa (guru sekty Świątynia Ludu, której członkowie pod namową Jonsa popełnili masowe samobójstwo - 900 osób otruł o się cyjankiem), zróżnicowanym wokalem, świetnie urozmaica szybko wypluwane niczym bluźnierstwa opętanego podczas egzorcyzmów. Następny „Mephistofeles” jest bardzo chwytliwy(zwłaszcza perkusja w intro), nie jest więc to „Sztuka dla sztuki” co się zdarza w przypadku współczesnych zespołów. Od „Lunatic of God’s Creation”(również poświęcony słynnemu liderowi sekty Charlsowi Mansonowi – (zresztą kogo On nie inspirował w muzyce rockowej) po „Crucifixation”, mamy do czynienia z arcydziełem, nie ma tu żadnych zapychaczy, optymalny czas trwania płyty nie nuży, wręcz przeciwnie ma się ochotę na więcej i więcej. Na szczęście długo nie trzeba było czekać na przybycie Bogobójczego Legionu... Amen Ignatius "Amon - czyli ucztę czas zacząć" "Stary możesz to zrobić jeszcze raz? To brzmiało jak szatan..." - ponoć mniej więcej takimi słowami skwitowali bracia Hoffmanowie próby wokalne Glena Bentona przy składaniu do kupy debiutanckich dokonań Deicide. Badając pierwszy w historii rozdział, nakreślony perkusją, gitarami i przede wszystkim ryjem czterech diabłów z Tampy, nie opisałbym tego lepiej. Barnes, Vincent - wszystko to ikony deathmetalowego darcia papury, ale dopiero Benton to było, i poniekąd do dzisiaj jest, właśnie "to". Pomijając pierwociny Carnage czy demo "Amon: Feasting The Beast", warto wspomnieć, że w 2010 roku mija nam dokładnie 20 odwrócony krzyżyk od czasu wydania "Deicide". Być może zrecenzowano już ten materiał "milion pieńcet, sto dziewieńcet" razy, jednakże okrągła rocznica zmusza do wspominkowego opisania tej płyty, jakby nie było, skutecznie plądrującej na początku lat dziewięćdziesiątych w towarzystwie takich klasyków, jak "Eaten Back To Life", "Cause Of Death" czy "Harmony Corruption". "Szatan, flaki i inne przysmaki..." Pozostawmy na chwilę muzykę, bo zapewne wszyscy wiedzą, że zajebistości dźwiękowej tych tytułów zakwestionować się nie da. Więcej jednak niż pewne jest to, że nie sama muzyka zadecydowała, że po 20 latach ktoś dalej kojarzy te tytuły, a masa medialnego szumu wznieconego charakterystycznymi cechami wymienionych. Cannibal Corpse puszczali oczko odwiecznymi wiwisekcjami w oparach juchy, flaków i nekrofilskiej chuci, Morbid Angel stwierdzali, że nie ma to jak czary mary w Mezopotamii, Napalm Death mogliby występować w Izbie Gmin jako odłam anarchistyczny partii wyzwolenia wszystkiego, zaś Deicide mieli... Glena Bentona i satanizm, w poszukiwaniu którego zaszli tak daleko, że w pewnym momencie, zwanym "Once Upon The Cross", chyba przewiercili się nawet przez dno piekła, o mało nie wypadając na orbitę po drugiej stronie planety. Mamy teraz internet i możliwości, więc na moment zminimalizujcie to okienko i wskoczcie na YouTube włączyć cokolwiek z Bentonem w roli głównej z lat 88-92. Yeeep! Obok tego klienta, a co za tym idzie jego zespołu, przejść się obojętnie nie dało. Nienawiść do Dżizasa Kristasa, wypalanki na czole, zapowiedzi samobójstwa, bicie rekordu świata w ilości użytych słów "szatan" w jednej piosence... etc., etc. - w świadomości ludzi odcisnęły się na tyle mocno, że z Deicide zawsze przede wszystkim kojarzono satanizm, jak wiewiórkę z nutellą lub Leppera z Samoobroną. Dopiero na drugim miejscu lądowała muzyka. Dziś patrząc na Glena przeraża mnie rozmiar tego bełkotu, na który wielu dało się złapać. Kiedyś myślałem, że gość poluje na chrześcijan i nie bez kozery każe robić "Fuck Your Goda". Jak wynika z kolei z oświadczeń Steve'a Asheima, bracia Hoffmanowie picowali swoje solówki pod czujnym okiem rodzonego katola, czyli Ralpha Santolli. Cóż, shit happens, show must go on. Czemu o tym piszę, ano dlatego, że ta cała sumiennie kultywowana, fałszywa ideologia przyćmiła miejscami to, co w muzyce najważniejsze, czyli samą muzykę. Muzykę, którą Deicide od samego początku i przez przynajmniej trzy pierwsze płyty robił świetną i ponadczasową. "Bogobójstwo - Zabij Ich Wszystkich - Piekło Czeka" Z głupia frant wypalę, że debiutancki "Deicide" jest dla mnie czymś na kształt deathmetalowego "Kill 'Em All" lub "Hell Awaits". Choć faktycznie, poskładany do kupy z demówki Amona, to jednak urzeka - jeżeli nie krańcowo agresywnym, to młodzieńczo entuzjastycznym podejściem do śmierć metalu. Jego następca, najlepszy w ich dorobku "Legion", to już kurs matematyki wyższej, gdzie wszystko się zgadzało, jak ilość szóstek w znaku Bestii lub dolarów w kasie pancernej Monte Connera, który przygarnął ich pod pośladki Roadrunner Rec. Jakkolwiek i na bohaterze tej recenzji techniki nie brak, szczególnie jeśli chodzi o precyzyjną grę dwóch gitar prowadzących Erica i Briana, to - wsłuchując się w przejścia perkusyjne Asheima - czuć przede wszystkim niczym nieskrępowane napierdalanie, nie skupiające się nadto nad problematyką zmieszczenia czterech stówek uderzeń w minucie kawałka. Podobnie głos Bentona - nieokiełznany, najbardziej zróżnicowany w ich karierze. Jeszcze nie typowy growl, a bardziej głębokie wrzasko-szczekanie podbite blackowymi skrzekami, miejscami przedawkowane w swojej manierze ("Dead By Dawn"). Oczywiście broń szatanie, nie jest to jakaś muzyczna grafomania, jednakże czuć tutaj więcej luzu i spontanu niż na następnych krążkach. To też pierwsza i ostatnia do czasu "Stench Of Redemption" (2006) płyta, na której Deicide nie mieli oporów przed wplataniem do deathu, czy miejscami deaththrashu, innych elementów, jak np. klasyczne heavymetalowe solówki, jak ta, na której zbudowano hollywoodzki wręcz patos ostatniego na debiucie "Crucifixation". Nie każdemu spodoba się brzmienie tego krążka, z maksymalnie wysuniętym do przodu garami, których pogłos przywodzi na myśl "Hell Awaits", nie wszyscy też zaakceptują tekstową, satanistyczną nowomowę i megalomanię sprowadzającą się do skandowania imienia Złego Manitou, ale i w tym jest drugie dno, bo takie patenty, jak się okazało, znakomicie sprawdziły się na żywo. Kto stojąc pod sceną, nawet z najbardziej amatorskim nagłośnieniem, nie załapie tematu słysząc trzy razy: "Dead by dawn, dead by dawn, dead by dawn" i na dokładkę "BLASPHERMATE ME!" - wojaczka pewna, jak procenty w szwajcarskim banku. "Deicide" to także skarbnica, co na ten gatunek grania ciekawe, prawdziwych hitów. Motoryczny "Lunatic Of God's Creation", sztandarowe "Deicide", apokaliptyczne "Sacrificial Suicide" czy "Mephistopheles" to rzeczy, które zaciskają pięść na gardle od pierwszego odsłuchu. I żaden koncert Bogobojnych, khe, tfu... tj. Bogobójców obejść się bez nich nie może. Tylko jest jeden problem - i to w zasadzie tylko mój. Znając późniejsze płyty, trudno tutaj mówić o czymś takim jak wypracowanie własnego stylu kapeli. Nie chodzi o to, że bezczelnie kogoś kopiują. Następne w kolejce "Legion", "Once Upon The Cross", "Serpents Of The Light", "Insineratehymn", "In Torment In Hell", "Scars Of The Crucifix", a jeszcze bardziej "Stench Of Redemption", pomijając ich wybitność lub chwilami oczywistą gównianość, łączy ze sobą tylko charakterystyczny wokal i perkusja. Gdyby ktoś mi puścił je po kolei bez głosu i bębnów, pomyślałbym, że to osiem różnych zespołów. Co do recenzowanej jedynki, ze względu na jej potencjał, brzmienie i elementy składowe, mniemam, że łapczywie wchłoną go fani starego Slayera sprzed "Reign In Blood", a z powodu niezaprzeczalnej przebojowość i fan pierwszej Metalliki tym nie pogardzi. "For I'm The Deicide..." - "Cause We're - death - Metallica"? Trochu się rozpisaliśmy, ale okrągła rocznica zobowiązuje. Po tylu latach materiał nadal świetnie sprawdza się i w domowym zaciszu i, jak wiadomo tym, którzy zliczyli "Winterfest" w ubiegłym roku, także w praktyce. Być może nie jest tak porażający, jak jego "legionowy kamrat", co skutecznie nadrabia spontanem i wielością uniwersalnych "evergreenów". To także zbiór patentów, po które sięgały i do dziś sięgają zastępy adeptów death metalu. Nie ukrywajmy, że wpływy "Deicide" dobrze słychać na "Dawn Of Possesion" Immolation, czy trzeba większej rekomendacji? Tego po prostu wstyd nie mieć, także z powodu fenomenalnej wkładki z komiksowym obrazkiem przedstawiającym karykaturę członków zespołu w postaci diabłów lub dla zdjęcia grupy, które udowadnia, że, najbardziej to z Jezusem im do twarzy. Na tyle dalece, że nie widomo czy to event przed czarną mszą, czy może wspólna fota przed bierzmowaniem (sic!). Megakruk Któryś z większych katolskich autorytetów rzekł ongiś, iż kto śpiewa, ten dwa razy się modli. Bidula zapewne nawet nie przypuszczał, że pewnego dnia te słowa zabrzmią wyjątkowo opacznie. A stało się tak, gdy na świat wypłynął twór o paskudnym imieniu Bogobójstwo z obłąkanym Glenem Bentonem jako liderem. Potem nastał debiut i wyżej przytoczone słowa zamieniły się w swoją krańcowo poronioną karykaturę, zaś świat zalała piekielna fala wstrętu i ohydy. Szatan nigdy wcześniej nie był tak gorąco wychwalany! A już na pewno nie przy akompaniamencie takiego łomotu. Bo Deicide to nie tylko satanistyczne deklaracje nienawiści do boga i religii chrześcijańskiej. Oprócz całej tej — niezmiernie tutaj ważnej — przesiąkniętej diabelstwem ideologicznej otoczki jest jeszcze muzyka: dziesięć pieśni składających się na debiut Deicide to doskonały pokaz ekstremalnego death metalu nie znającego litości i słów takich jak kompromis czy subtelność. Rzeź uskuteczniana przez czwórkę Amerykanów jest cholernie szybka, stosunkowo prosta (choć nie prostacka), bardzo rytmiczna, z nielicznymi tylko zwolnieniami, a przy tym brutalna przez cały czas trwania płyty. Warto zaznaczyć, że wszystko odegrano z dużą precyzją, zaprzeczając obiegowej opinii jakoby dążenie do perfekcji obniżało poziom agresji. O wściekle nienawistnych wokalach wspominać chyba nie muszę? Do worka zalet dorzuciłbym jeszcze dwie istotne cechy: kapitalny feeling oraz olbrzymią chwytliwość materiału. Dzięki tej ostatniej Deicide przynosi spory ładunek hitów znanych większości death-maniaków. Mam tu na myśli szczególnie „Dead By Dawn”, „Sacrificial Suicide” (jak dla mnie są to dwa największe „przeboje” z tej płyty), „Oblivious To Evil”, „Lunatic Of God’s Creation”, „Crucifixation” i numer tytułowy. Brzmienie uzyskane w Morrisound ze Scottem Burnsem na pewno nie należy do krystalicznych, ale do takiej muzyki pasuje wprost wybornie, co więcej – ten bród bardzo jej służy. Odnoszę wrażenie, że tej płyty nie ma sensu komukolwiek polecać, wszak każdy szanujący się fan death metalowego grzańska ma ją już od dawna w kolekcji. Czyż nie?! demo https://www.youtube.com/watch?v=SUr9_Pm_oYU ..::TRACK-LIST::.. 1. Lunatic of God’s Creation 2. Sacrificial Suicide 3. Oblivious to Evil 4. Dead By Dawn 5. Blaspherereion 6. Deicide 7. Carnage In the Temple of the Damned 8. Mephistopheles 9. Day Of Darkness 10. Crucifixation ..::OBSADA::.. Vocals, Bass, Lyrics By, Artwork [Deicide Logo], Artwork [Trifixion] - Glen Benton Drums - Steve Asheim Lead Guitar - Brian Hoffman Lead Guitar, Artwork [Deicide Logo] - Eric Hoffman https://www.youtube.com/watch?v=6Wcn6VHgCPk SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-10 17:49:24
Rozmiar: 77.45 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. 'Tak skondensowanego diabelstwa, nienawiści i pogardy dla ogólnie przyjętych wartości nikt przed nimi nie przedstawiał.' Bogobójstwo... a) Trzeba mieć niesamowicie wydumane i spaczone ego. b) Być nieźle pierdolniętym. c) Być wybitnym zespołem ,będącym jednym z prekursorów Death Metalu. Tak się dziwnie złożyło, że wszystkie te trzy podpunkty pasują do Tytana Death metalu rodem z Florydy. Miłośnikom ciężkich brzmień zespół nie może być obcy dla niewtajemniczonych(o ile takowi istnieją) pokrótce - jak sama nazwa wskazuje jest to jeden z najbardziej kontrowersyjnych zespołów, jakie nosił kiedykolwiek ten padół łez. Debiut o tym samym tytule, zaczyna się z jednej strony matematycznie precyzyjnie a z drugiej opętanie, bluźnierczo, siarczyście. Cóż za mało wyrafinowana i brutalna mieszanka. Debiut Deicide to totalna satanistyczna rzeź, genialne brzmienie stanowi kwintesencję brutalności wyznaczające standardy Death Metalu lat 90. Samozwańczy Antychryst Glen Benton w odhumanizowany sposób skrzeczy i mniej lub bardziej czytelnie Growcu. Benton chyba rozpruł sobie wszystkie żyły i gardło żeby taki efekt osiągnąć. Wszystkie te demoniczne ozdobniki, jęki, spazmy budują demoniczny klimat. Bracia Hofamann porażają techniką a zarazem prostymi riffami, które zwalały i zwalają każdego na kolana po dziś dzień – nawet najtwardsi nie mają szans. Nie wspominając o Stevie Asheimie, który swoją nieludzko szybką grą nadawał rytm tej śmiercionośnej machinie.Album zbudowany jest w przeważającej mierze z ledwo ponad dwuminutowych kopów w ryj. Naprawdę zabójcze tempa, brzmienie ostre jak żyletki, szarpie riffami i rytmem bardziej niż ich zużyte koleżanki. Klimat albumu ewidentnie śmierdzi latami 80, słychać czyste szaleństwo prekursorów Thrashu i siarkę prekursorów Black Metalu. W trakcie słuchania tej płyty doszedłem do wniosku, że nie ma sensu rozbijać tego albumu na czynniki pierwsze, to jest jeden wielki piekielny wyziew, który należy traktować jako całość, nie znaczy to ze album jest monotonny, wręcz przeciwnie hit goni hit, z utworu na utwór co raz bardziej zostajemy pochłonięci przez te bezkresy jeziora wrzącej smoły mieszanej przez załogę z Florydy. Nic się album nie zestarzał może po za trochę groteskowymi momentami takimi w „Dead by Dawn”. Ta płyta w chwili wydania stała się klasykiem, zresztą nie miała wyjścia to jest esencja i efekt wyścigu szczurów o miano najbardziej brutalnego grania. Wszystko zgodnie z zasadą szybciej, mocniej, brutalniej. Niesamowity klimat ma „Carnage in the Temple of Damend” z fragmentem przemowy Jima Jonsa (guru sekty Świątynia Ludu, której członkowie pod namową Jonsa popełnili masowe samobójstwo - 900 osób otruł o się cyjankiem), zróżnicowanym wokalem, świetnie urozmaica szybko wypluwane niczym bluźnierstwa opętanego podczas egzorcyzmów. Następny „Mephistofeles” jest bardzo chwytliwy(zwłaszcza perkusja w intro), nie jest więc to „Sztuka dla sztuki” co się zdarza w przypadku współczesnych zespołów. Od „Lunatic of God’s Creation”(również poświęcony słynnemu liderowi sekty Charlsowi Mansonowi – (zresztą kogo On nie inspirował w muzyce rockowej) po „Crucifixation”, mamy do czynienia z arcydziełem, nie ma tu żadnych zapychaczy, optymalny czas trwania płyty nie nuży, wręcz przeciwnie ma się ochotę na więcej i więcej. Na szczęście długo nie trzeba było czekać na przybycie Bogobójczego Legionu... Amen Ignatius "Amon - czyli ucztę czas zacząć" "Stary możesz to zrobić jeszcze raz? To brzmiało jak szatan..." - ponoć mniej więcej takimi słowami skwitowali bracia Hoffmanowie próby wokalne Glena Bentona przy składaniu do kupy debiutanckich dokonań Deicide. Badając pierwszy w historii rozdział, nakreślony perkusją, gitarami i przede wszystkim ryjem czterech diabłów z Tampy, nie opisałbym tego lepiej. Barnes, Vincent - wszystko to ikony deathmetalowego darcia papury, ale dopiero Benton to było, i poniekąd do dzisiaj jest, właśnie "to". Pomijając pierwociny Carnage czy demo "Amon: Feasting The Beast", warto wspomnieć, że w 2010 roku mija nam dokładnie 20 odwrócony krzyżyk od czasu wydania "Deicide". Być może zrecenzowano już ten materiał "milion pieńcet, sto dziewieńcet" razy, jednakże okrągła rocznica zmusza do wspominkowego opisania tej płyty, jakby nie było, skutecznie plądrującej na początku lat dziewięćdziesiątych w towarzystwie takich klasyków, jak "Eaten Back To Life", "Cause Of Death" czy "Harmony Corruption". "Szatan, flaki i inne przysmaki..." Pozostawmy na chwilę muzykę, bo zapewne wszyscy wiedzą, że zajebistości dźwiękowej tych tytułów zakwestionować się nie da. Więcej jednak niż pewne jest to, że nie sama muzyka zadecydowała, że po 20 latach ktoś dalej kojarzy te tytuły, a masa medialnego szumu wznieconego charakterystycznymi cechami wymienionych. Cannibal Corpse puszczali oczko odwiecznymi wiwisekcjami w oparach juchy, flaków i nekrofilskiej chuci, Morbid Angel stwierdzali, że nie ma to jak czary mary w Mezopotamii, Napalm Death mogliby występować w Izbie Gmin jako odłam anarchistyczny partii wyzwolenia wszystkiego, zaś Deicide mieli... Glena Bentona i satanizm, w poszukiwaniu którego zaszli tak daleko, że w pewnym momencie, zwanym "Once Upon The Cross", chyba przewiercili się nawet przez dno piekła, o mało nie wypadając na orbitę po drugiej stronie planety. Mamy teraz internet i możliwości, więc na moment zminimalizujcie to okienko i wskoczcie na YouTube włączyć cokolwiek z Bentonem w roli głównej z lat 88-92. Yeeep! Obok tego klienta, a co za tym idzie jego zespołu, przejść się obojętnie nie dało. Nienawiść do Dżizasa Kristasa, wypalanki na czole, zapowiedzi samobójstwa, bicie rekordu świata w ilości użytych słów "szatan" w jednej piosence... etc., etc. - w świadomości ludzi odcisnęły się na tyle mocno, że z Deicide zawsze przede wszystkim kojarzono satanizm, jak wiewiórkę z nutellą lub Leppera z Samoobroną. Dopiero na drugim miejscu lądowała muzyka. Dziś patrząc na Glena przeraża mnie rozmiar tego bełkotu, na który wielu dało się złapać. Kiedyś myślałem, że gość poluje na chrześcijan i nie bez kozery każe robić "Fuck Your Goda". Jak wynika z kolei z oświadczeń Steve'a Asheima, bracia Hoffmanowie picowali swoje solówki pod czujnym okiem rodzonego katola, czyli Ralpha Santolli. Cóż, shit happens, show must go on. Czemu o tym piszę, ano dlatego, że ta cała sumiennie kultywowana, fałszywa ideologia przyćmiła miejscami to, co w muzyce najważniejsze, czyli samą muzykę. Muzykę, którą Deicide od samego początku i przez przynajmniej trzy pierwsze płyty robił świetną i ponadczasową. "Bogobójstwo - Zabij Ich Wszystkich - Piekło Czeka" Z głupia frant wypalę, że debiutancki "Deicide" jest dla mnie czymś na kształt deathmetalowego "Kill 'Em All" lub "Hell Awaits". Choć faktycznie, poskładany do kupy z demówki Amona, to jednak urzeka - jeżeli nie krańcowo agresywnym, to młodzieńczo entuzjastycznym podejściem do śmierć metalu. Jego następca, najlepszy w ich dorobku "Legion", to już kurs matematyki wyższej, gdzie wszystko się zgadzało, jak ilość szóstek w znaku Bestii lub dolarów w kasie pancernej Monte Connera, który przygarnął ich pod pośladki Roadrunner Rec. Jakkolwiek i na bohaterze tej recenzji techniki nie brak, szczególnie jeśli chodzi o precyzyjną grę dwóch gitar prowadzących Erica i Briana, to - wsłuchując się w przejścia perkusyjne Asheima - czuć przede wszystkim niczym nieskrępowane napierdalanie, nie skupiające się nadto nad problematyką zmieszczenia czterech stówek uderzeń w minucie kawałka. Podobnie głos Bentona - nieokiełznany, najbardziej zróżnicowany w ich karierze. Jeszcze nie typowy growl, a bardziej głębokie wrzasko-szczekanie podbite blackowymi skrzekami, miejscami przedawkowane w swojej manierze ("Dead By Dawn"). Oczywiście broń szatanie, nie jest to jakaś muzyczna grafomania, jednakże czuć tutaj więcej luzu i spontanu niż na następnych krążkach. To też pierwsza i ostatnia do czasu "Stench Of Redemption" (2006) płyta, na której Deicide nie mieli oporów przed wplataniem do deathu, czy miejscami deaththrashu, innych elementów, jak np. klasyczne heavymetalowe solówki, jak ta, na której zbudowano hollywoodzki wręcz patos ostatniego na debiucie "Crucifixation". Nie każdemu spodoba się brzmienie tego krążka, z maksymalnie wysuniętym do przodu garami, których pogłos przywodzi na myśl "Hell Awaits", nie wszyscy też zaakceptują tekstową, satanistyczną nowomowę i megalomanię sprowadzającą się do skandowania imienia Złego Manitou, ale i w tym jest drugie dno, bo takie patenty, jak się okazało, znakomicie sprawdziły się na żywo. Kto stojąc pod sceną, nawet z najbardziej amatorskim nagłośnieniem, nie załapie tematu słysząc trzy razy: "Dead by dawn, dead by dawn, dead by dawn" i na dokładkę "BLASPHERMATE ME!" - wojaczka pewna, jak procenty w szwajcarskim banku. "Deicide" to także skarbnica, co na ten gatunek grania ciekawe, prawdziwych hitów. Motoryczny "Lunatic Of God's Creation", sztandarowe "Deicide", apokaliptyczne "Sacrificial Suicide" czy "Mephistopheles" to rzeczy, które zaciskają pięść na gardle od pierwszego odsłuchu. I żaden koncert Bogobojnych, khe, tfu... tj. Bogobójców obejść się bez nich nie może. Tylko jest jeden problem - i to w zasadzie tylko mój. Znając późniejsze płyty, trudno tutaj mówić o czymś takim jak wypracowanie własnego stylu kapeli. Nie chodzi o to, że bezczelnie kogoś kopiują. Następne w kolejce "Legion", "Once Upon The Cross", "Serpents Of The Light", "Insineratehymn", "In Torment In Hell", "Scars Of The Crucifix", a jeszcze bardziej "Stench Of Redemption", pomijając ich wybitność lub chwilami oczywistą gównianość, łączy ze sobą tylko charakterystyczny wokal i perkusja. Gdyby ktoś mi puścił je po kolei bez głosu i bębnów, pomyślałbym, że to osiem różnych zespołów. Co do recenzowanej jedynki, ze względu na jej potencjał, brzmienie i elementy składowe, mniemam, że łapczywie wchłoną go fani starego Slayera sprzed "Reign In Blood", a z powodu niezaprzeczalnej przebojowość i fan pierwszej Metalliki tym nie pogardzi. "For I'm The Deicide..." - "Cause We're - death - Metallica"? Trochu się rozpisaliśmy, ale okrągła rocznica zobowiązuje. Po tylu latach materiał nadal świetnie sprawdza się i w domowym zaciszu i, jak wiadomo tym, którzy zliczyli "Winterfest" w ubiegłym roku, także w praktyce. Być może nie jest tak porażający, jak jego "legionowy kamrat", co skutecznie nadrabia spontanem i wielością uniwersalnych "evergreenów". To także zbiór patentów, po które sięgały i do dziś sięgają zastępy adeptów death metalu. Nie ukrywajmy, że wpływy "Deicide" dobrze słychać na "Dawn Of Possesion" Immolation, czy trzeba większej rekomendacji? Tego po prostu wstyd nie mieć, także z powodu fenomenalnej wkładki z komiksowym obrazkiem przedstawiającym karykaturę członków zespołu w postaci diabłów lub dla zdjęcia grupy, które udowadnia, że, najbardziej to z Jezusem im do twarzy. Na tyle dalece, że nie widomo czy to event przed czarną mszą, czy może wspólna fota przed bierzmowaniem (sic!). Megakruk Któryś z większych katolskich autorytetów rzekł ongiś, iż kto śpiewa, ten dwa razy się modli. Bidula zapewne nawet nie przypuszczał, że pewnego dnia te słowa zabrzmią wyjątkowo opacznie. A stało się tak, gdy na świat wypłynął twór o paskudnym imieniu Bogobójstwo z obłąkanym Glenem Bentonem jako liderem. Potem nastał debiut i wyżej przytoczone słowa zamieniły się w swoją krańcowo poronioną karykaturę, zaś świat zalała piekielna fala wstrętu i ohydy. Szatan nigdy wcześniej nie był tak gorąco wychwalany! A już na pewno nie przy akompaniamencie takiego łomotu. Bo Deicide to nie tylko satanistyczne deklaracje nienawiści do boga i religii chrześcijańskiej. Oprócz całej tej — niezmiernie tutaj ważnej — przesiąkniętej diabelstwem ideologicznej otoczki jest jeszcze muzyka: dziesięć pieśni składających się na debiut Deicide to doskonały pokaz ekstremalnego death metalu nie znającego litości i słów takich jak kompromis czy subtelność. Rzeź uskuteczniana przez czwórkę Amerykanów jest cholernie szybka, stosunkowo prosta (choć nie prostacka), bardzo rytmiczna, z nielicznymi tylko zwolnieniami, a przy tym brutalna przez cały czas trwania płyty. Warto zaznaczyć, że wszystko odegrano z dużą precyzją, zaprzeczając obiegowej opinii jakoby dążenie do perfekcji obniżało poziom agresji. O wściekle nienawistnych wokalach wspominać chyba nie muszę? Do worka zalet dorzuciłbym jeszcze dwie istotne cechy: kapitalny feeling oraz olbrzymią chwytliwość materiału. Dzięki tej ostatniej Deicide przynosi spory ładunek hitów znanych większości death-maniaków. Mam tu na myśli szczególnie „Dead By Dawn”, „Sacrificial Suicide” (jak dla mnie są to dwa największe „przeboje” z tej płyty), „Oblivious To Evil”, „Lunatic Of God’s Creation”, „Crucifixation” i numer tytułowy. Brzmienie uzyskane w Morrisound ze Scottem Burnsem na pewno nie należy do krystalicznych, ale do takiej muzyki pasuje wprost wybornie, co więcej – ten bród bardzo jej służy. Odnoszę wrażenie, że tej płyty nie ma sensu komukolwiek polecać, wszak każdy szanujący się fan death metalowego grzańska ma ją już od dawna w kolekcji. Czyż nie?! demo https://www.youtube.com/watch?v=SUr9_Pm_oYU ..::TRACK-LIST::.. 1. Lunatic of God’s Creation 2. Sacrificial Suicide 3. Oblivious to Evil 4. Dead By Dawn 5. Blaspherereion 6. Deicide 7. Carnage In the Temple of the Damned 8. Mephistopheles 9. Day Of Darkness 10. Crucifixation ..::OBSADA::.. Vocals, Bass, Lyrics By, Artwork [Deicide Logo], Artwork [Trifixion] - Glen Benton Drums - Steve Asheim Lead Guitar - Brian Hoffman Lead Guitar, Artwork [Deicide Logo] - Eric Hoffman https://www.youtube.com/watch?v=6Wcn6VHgCPk SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-10 17:44:37
Rozmiar: 257.52 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Płyta, która właściwie powinna ukazać się... 26 lat temu, kolejna biała plama z historii muzyki znika: O niektórych artystach mówi się, że wyprzedzili swój czas. Z pewnością zalicza się do nich formacja Ciastko, która zarejestrowała swój materiał w październiku 1992 roku (!) i przez splot różnych przeciwności losu ta muzyka dotarła wówczas do słuchaczy jedynie na niewielkim chyba nakładzie kaset, wydanych przez Akademickie Radio Pomorze(!). Przez lata nagrania leżały sobie na kasecie DAT aż wujek Gusstaff postanowił pokazać je światu i "ocalić od zapomnienia". W tamtym czasie tak się w Polsce właściwie nie grało (z kilkoma wyjątkami). Wściekły gitarowy noise z czytelnymi wpływami amerykańskiej szkoły spod szyldu Amphetamine Reptile czy Trance Syndicate z wielojęzycznymi tekstami. W legendarnym zinie KOREK tak kończyła się recenzja tego materiału: "Pomysłów w tym wiele, zabawa w chowanego i kiedy ostatni dźwięk cichnie, wcale nie czuję się 40' starszy. Bez przesady uznaję dokonania CIASTKA za ważne na tle autodestrukcji rodzimej muzyki. Igor Formacja Ciastko jest jedną z tych białych plam na rynku muzyki alternatywnej. Album Ciastko ukazał się na winylu i płycie CD 26 lat po jego rejestracji! Okazuje się, że możliwość zapoznania się z nim miała jedynie wąska liczba słuchaczy, bo tylu zdobyło kasetową edycję wydaną przez Akademickie Radio Pomorze. Całość została zarejestrowana w szczecińskim studiu ARP między 2 a 4 października 1992 roku. Ciastko w składzie: Klaudiusz Kwapiszewski (wokal), Zbigniew Michalczuk (gitara), Tomasz Małyszko (gitara), Piotr Ludwiczak (bas) oraz Sławomir Bartecki (perkusja), okazało się jednym z najbardziej bezkompromisowych tworów tamtych lat. Nawet w roku bieżącym ten odkurzony z taśmy DAT materiał nadal robi wrażenie skrajnym podejściem do rockowej formuły. Ciastko zapuszczało się na dosyć rzadko uczęszczane szlaki gitarowego noise i alternatywy. Wzorcowa może tu być szkoła ekspresyjnego grania, jakie na swoich wydawnictwach prezentowała osławiona amerykańska tłocznia Amphetamine Reptaile. To spod jej skrzydeł wypłynęły takie perełki noise rocka jak ceniona formacja Today is a day. Rodzime Ciastko prezentuje nie mniej surową, gitarową wściekliznę. Rozsadzając formułę klasycznej piosenki, proponują atonalny czad pełen zgrzytów, przesterów i łomoczących partii perkusyjnych. Maniera wokalisty, który swoimi spazmatycznymi wokalami przechodzącymi w opętańcze krzyki, bynajmniej nie uspokaja tu atmosfery. Anarchizujące, groteskowe i poetyckie zarazem teksty, podane w tej wywrotowej dawce gitarowych spazmów stają się niemalże wizytówką spod znaku hałaśliwej obskury. Materiał wart posłuchania, chociażby po to, by zapoznać się z siłą i potencjałem tej formacji ze sceny alternatywnej, która po prostu nie miała szczęścia i przepadła w odmętach czasu. Czwarkiel ..::TRACK-LIST::.. 1. Niema Totamto 2. Reißen 3. Spokojna Niedziela 4. Sucker 5. Hymn 6. Marsz 7. Cito Et Veni 8. Walz 9. Vive La France 10. Hey 11. Nobody ..::OBSADA::.. Klaudiusz Kwapiszewski - głos Zbigniew Michalczuk - gitara Tomasz Małyszko - gitara Piotr Ludwiczak - basetla Sławomir Bartecki - perkusja gościnnie: Sławomir Błęcki - piano, głosy Robert Jabłoński - głosy https://www.youtube.com/watch?v=fBI29zd1yv4 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-02-10 17:01:12
Rozmiar: 106.31 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
1 - 30 | 31 - 60 | 61 - 90 | 91 - 120 | 121 - 150 | 151 - 180 | 181 - 210 | 211 - 240 | ... | 24601 - 24630 | 24631 - 24660 | 24661 - 24684 |
|||||||||||||