|
|
|||||||||||||
|
Ostatnie 10 torrentów
Ostatnie 10 komentarzy
Discord
Kategoria:
Muzyka
Ilość torrentów:
26,458
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. „Cosmic Clouds” to kompilacja archiwalnych nagrań brytyjskiej grupy Cycle. Zawiera materiał z ultrarzadkiego debiutanckiego albumu z 1971 roku (prywatne tłoczenie w 99 egzemplarzach), niewydany wcześniej drugi album nagrany w 1973 oraz późniejsze demo z 1975. Muzyka łączy ciężki hard rock z elementami psychodelii i wczesnego rocka progresywnego, z długimi gitarowymi partiami i surowym, undergroundowym brzmieniem. Nieoceniony Rise Above Records dający drugie życie zapomnianym zespołom lat 70-tych przyczynił się do wydobycia na światło dzienne fantastycznego skarbu złotej ery bezkompromisowej brytyjskiej muzyki rockowej – power tria CYCLE. Na płycie „Cosmic Clouds” wydanej w 2020 roku zebrano wszystkie dostępne nagrania zespołu, w tym debiutancki album z 1971 roku wytłoczony przez grupę w ilości… 99 egzemplarzy! Do kompaktowego wydania dołączono piękną, 40-stronicową książeczkę zawierającą historię tria z licznymi zdjęciami pochodzącymi głównie z archiwalnych zbiorów muzyków. Blisko 80 minut fantastycznej muzyki zadowoli z pewnością wszelkiej maści purystów mogących prześledzić historię rozwoju tria od początku istnienia, po jego koniec w 1975 roku. Cycle (pierwotnie nazywający się Psycle) powstało w północno-wschodniej Anglii, konkretnie w Middlesbrough w składzie John Whittingham (g), Ronnie Patterson (bg) i Norman Smith (dr). Wzorując się na Cream i The Jimi Hendrix Experience zaczęli od grania rockowych coverów z biegiem czasu tworząc własne kompozycje w stylu garage rocka mieszając go z ciężkim bluesem podlanym psychodelicznym sosem. Szybko zyskali popularność wśród lokalnych fanów i w zasadzie do końca swych dni ich sława nigdy nie przekroczyła granic rodzinnego miasta i hrabstwa North Yorkshire. Szkoda, bo promotorzy koncertów chętnie obsadzali ich w roli zespołu towarzyszącemu takim grupom jak Hawkwind, Van Der Graaf Generator, Atomic Rooster, Argent, East Of Eden… Według ludzi z branży, a także muzycznej prasy widziano w nich „rozwojową grupę z szansami na sukces”. Tyle, że sukcesowi, tak jak i szczęściu, trzeba pomóc. Najlepiej podpisując kontrakt z wytwórnią i szybko nagrać płytę. Zaczęli od tego ostatniego. Na początku lat 70-tych w Wielkiej Brytanii istniała niewielka liczba niezależnych, prywatnych firm fonograficznych. Najbardziej godna uwagi była SRT (Sound Recording Technology) z Shefford kierowana przez Davida Richardsona oferująca początkującym wykonawcom zarówno studio nagraniowe, jak i możliwość wytłoczenia płyty. Ronnie Patterson: „Poszliśmy do studia i rano zrobiliśmy wszystkie podkłady, a po południu wokale. Zarejestrowaliśmy sześć utworów w jeden dzień. Produkcja praktycznie nie istniała, nagraliśmy to na „setkę” jakbyśmy grali koncert. Tyle, że bez publiczności.” Pomimo braku producenta materiał broni się niesamowicie dobrze uchwyconym, dynamicznym brzmieniem zespołu. Już pierwsze tytuły, ich różnorodność, bogactwo, pomysłowość wystarczą, aby nabrać apetytu na dalszą część odsłuchu całej płyty. Co by nie mówić, chłopaki mieli talent! Pierwsze sześć utworów z „Cosmic Clouds” składające się na debiutancki album same w sobie oferują bogate spektrum muzyczne zespołu: garażowy rock („Rich Man, Poor Man, Pig”); ciężki blues rock z lamentem nad umierającym światem („Mr Future”); acidową podróż z odważnymi wypadami w stronę space rocka („Father Of Time”); psychodelię z odrobiną Santany („SP Blues”); brytyjski blues rock w stylistyce Free przestrzegający przed narkotykami („Earth And Sun”). Nad całością czuwa muzyczny duch Black Sabbath połączony z kosmiczną eksploracją spod znaku Hawkwind. Czuć, że trio szukało swojego stylu i nie do końca jeszcze wiedziało, w którą stronę podąży. Muzyka zmieniała się, a oni z nią. Album, wytłoczony w nakładzie dziewięćdziesięciu dziewięciu sztuk nie posiadał okładki. Część kopii, zapakowane w szarą kopertę, podarowali najbliższym: rodzinie i przyjaciołom. Kilka rozesłali do radiowych rozgłośni i firm fonograficznych mając nadzieję na pozytywny odzew (bez odzewu). Resztę rozdali na koncertach. Nie muszę dodawać, że dziś to prawdziwy „biały kruk czarnego krążka” osiągający na płytowych giełdach niebotyczne ceny. Moim skromnym zdaniem prawdziwą gwiazdą tego wydawnictwa są jednak kolejne nagrania – te z listopada 1973 roku, które trio przygotowało z myślą o drugim, nigdy nie wydanym albumie. Jeśli pierwszą część „Cosmic Clouds” potraktować jako przypomnienie straconego okresu żywej kreatywności, to utwory, które składają się na drugą odsłonę są słodko-gorzkim świadectwem tego, co mogło być czymś wyjątkowym, a czym się nie stało. Słuchając go dopiero teraz przekonujemy się, że trio nie obniżyło lotów. Przeciwnie. Muzyka przybrała bardziej progresywny zwrot, a śmiałe zastosowanie elektroniki (przede wszystkim oscylatora) dodało jej unikalnego akcentu, czego przykładem otwierający ten set galopujący „Travelling Man”, a także „Tomorrow’s World” brzmiący jak włoskie zespoły prog rockowe tamtych lat. Doskonałym wskaźnikiem progresji było dodanie tu odrobiny soulu i pustynnego bluesa, ale to psychodeliczne jamy rozwalają system. Jestem pewien, że gdyby te szalenie pomysłowe i dzikie kawałki ujrzały światło dzienne w chwili ich powstania dziś byłyby klasykami. Wpływy progresji sięgają także space rocka („Father Of Time”), w którym znajdujemy wizję „przestrzennej” muzyki z dźwiękowymi efektami, ale (co trzeba zapisać zespołowi na plus) nie odchodzącymi od pięknej struktury ciężkiego rocka. Inną perełką, o której muszę wspomnieć jest „In The Beginning” zagrane łagodnym, średnim tempem, ale z prawdziwie ognistym żarem. Dwa ostatnie nagrania na płycie to dema z 1975 roku: „Walking Thorugh The Darkness”, oraz „Dawning Of The Last Life”. Choć ich jakość nieco odbiega od reszty mają dużą wartość muzyczną. Szczególnie pierwszy, przyprawiający o zawrót głowy, przenosi muzyków na nowe terytoria ocierające się o funkowy soul z gitarowym atakiem. Wyszło bardzo ciekawie. Cycle w erze progresywnego undergroundu wczesnych lat 70-tych, był naprawdę znakomitą grupą. Grupą swoich czasów, która powinna była zyskać uznanie. Poza ciężkim, blues rockowym „Mr. Future” wszystkie pozostałe nagrania zebrane na tej płycie wydają się o dekady wyprzedzać swoje czasy i wciąż można je usłyszeć w każdym stonerowym zespole na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat! To jedynie utwierdza mnie w przekonaniu, że „Cosmic Clouds”, kultowy artefakt złotej ery podziemnego brytyjskiego hard rocka, powinien stać na półce obok klasyków gatunku. Zibi ..::TRACK-LIST::.. Self-title album recorded in 1971. Originally released as a private pressing of 99 copies. 1. Rich Man, Poor Man, Pig 3:53 2. Confusion 5:21 3. Mr. Future 4:23 4. Father Of Time 4:21 5. S.B. Blues 5:01 6. Earth & Son 4:57 Second album, recorded in September 1973. Previously unreleased. 7. Travelling Man 6:25 8. Over The Top 6:25 9. Cosmic Clouds 8:48 10. In The Beginning 7:25 11. Father Of Time Pt.2 4:59 12. Tomorrow's World 8:20 Final Demo, recorded in 1975. 13. Walking Through The Darkness (1975 Demo) 5:59 14. Dawning Of The Last Life (1975 Demo) 4:40 ..::OBSADA::.. Bass - Ronnie Patterson (tracks: 1 to 6) Bass, Xylophone - Malcolm Harker (tracks: 7 to 14) Drums - Norman Smith Lead Vocals, Guitar - John Whittingham https://www.youtube.com/watch?v=QqY1uqK5e4I SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-14 15:48:37
Rozmiar: 534.71 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
Debiutancki album studyjny oraz EPka kolumbijskiego zespołu ska-core'owego. Title: Return Of The Dead Rudeboys/ The Gorosonsoyo & Mr Grinder Prophecies Artist: Unidad 69 Country: Kolumbia Year: 2010/2015 Genre: Ska Core Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. 1.Realidad Inmediata 2.Animales De Costumbre 3.Psycho Patrullero 4.Return Of The Dead Rudeboys 5.Amigos Oi! 6.Cuando Los Valores No Alcanzan 7.Ay Amor 8.Lejos De Aquí Cerca De Ti 9.Unidad 69 10.Amigos X Siempre 11.Sodoma Y Gomorra 1.Hippies En Vietnam 2.Es Momento Del Fin 3.Bailando Con Esqueletos 4.New World Order 5.No Tomes Con Nosotros
Seedów: 3
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-14 15:37:18
Rozmiar: 161.48 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Los Mentas to wenezuelski zespół rockabilly i punkowy. W jego skład wchodzą: Juan Olmedillo – główny wokal, gitara rytmiczna i harmonijka ustna; Hector Paredes (Lukas) – gitara basowa (w pierwszych latach działalności zespołu charakterystycznie grał na kontrabasie); Carlos Aray – gitara prowadząca i banjo; oraz Richard Blanco (El Chicha) – perkusja. Obecnie jest to jedyny zespół rockabilly w Wenezueli. Ich teksty są zazwyczaj rymowane i przesycone czarnym humorem. Zespół powstał w Caracas około 1998 roku w wyniku rozpadu grup Skabiosis i Amor de Madre. Początkowo ich zamiarem było granie wyłącznie rockabilly, lecz później włączyli do swojego repertuaru elementy swingu, ska i punka. Już w 1999 roku bezapelacyjnie wygrali festiwal Nuevas Bandas, co zaowocowało krótką trasą koncertową po Kolumbii. W 2000 roku ukazał się ich debiutancki album „Taguara's Forever”, wydany niezależnie. Po sukcesie utworu „Mundo Porno” jego dystrybucją zajęła się firma Universal Music. W 2001 roku zespół został zaproszony na festiwal Rock al Parque w Kolumbii, a rok później wydał swój drugi album „Hasta Que Los Bares Nos Separen”. Teledysk do singla „Tomar” zaczął być emitowany w stacji MTV. Wstawka zawiera dziewiąty album studyjny zespołu. Title: Museo de los Pillos Artist: Los Mentas Country: Wenezuela Year: 2022 Genre: Rock Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ..::TRACK-LIST::.. 01. Que Mente 02. Nadaré Hasta Llegar 03. Unas Asesinas 04. Confesion 05. La Gangrena 06. Carnaval 07. La Danza de los Esqueletos 08. Cuidalo 09. Educacion Anterior 10. Tu Recuerdo 11. El Disco Anal 12. Animalito en Corral
Seedów: 3
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-14 15:37:17
Rozmiar: 104.86 MB
Peerów: 2
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist: Cliff Richard Title: 1950s Year: 2002 Genre: Rock, Pop Style: Rock & Roll Publisher (label): EMI Country: Europe Duration: 00:37:13 Format/Codec: FLAC (tracks) + Artwork Audio bitrate: Lossless [16-bit/44100Hz] ...( TrackList )... 01. Baby I Don't Care (00:02:10) 02. Whole Lotta Shakin' Goin' On (00:03:03) 03. Never Mind (00:02:02) 04. Schoolboy Crush (00:02:32) 05. High Class Baby (00:02:10) 06. The Shrine On The Second Floor (00:02:27) 07. That'll Be The Day (00:02:15) 08. Apron Stripgs (00:02:49) 09. Donna (00:03:13) 10. Twenty Flight Rock (00:01:46) 11. Blue Suede Shoes (00:01:47) 12. Dynamite (00:01:57) 13. Mean Streak (00:02:01) 14. Travellin' Light (00:02:39) 15. Don't Bug Me Baby (00:02:15) 16. Livin' Lovin' Doll (00:02:07)
Seedów: 6
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-14 15:35:09
Rozmiar: 252.56 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
Artist: Pere Ubu
Album: Elitism For The People 1975-1978 Country of Artist (Band): US Genre: New Wave, Art Rock, Post-Punk Label: Fire Records Release: 2023 Audio codec: Mp3 320 kbps W połowie lat 70. Pere Ubu brzmiał już oderwany od niemal wszystkiego, co ich otaczało. Zespół, powstały w Cleveland z pozostałości po undergroundowej scenie rockowej, połączył garażowy rock, industrialny noise, awangardową strukturę i rozbite popowe instynkty w coś, co wydawało się niestabilne, ale dziwnie przemyślane. Wydany w 2015 roku przez Fire Records album „Elitism For The People 1975–1978” gromadzi fundamentalne nagrania zespołu z ich najwcześniejszego i najbardziej wpływowego okresu. Muzyka rzadko przyjmuje wygodną formę. Rytmy szarpią do przodu, gitary zgrzytają i pulsują, zamiast konwencjonalnie riffować, a elektronika dryfuje w tle niczym uszkodzone transmisje. W centrum uwagi znajduje się głos Davida Thomasa, częściowo narratora, częściowo obserwatora, poruszającego się po utworach w niespokojnym, półmrocznym stylu, który nadaje nawet spokojniejszym fragmentom poczucie napięcia. Uderzająca jest w całym zestawie precyzja organizacji chaosu. Albumy takie jak „The Modern Dance” i „Dub Housing” brzmią początkowo agresywnie, ale po wielokrotnym przesłuchaniu ujawniają powtarzające się fragmenty melodyczne, uporządkowane powtórzenia i silną atmosferę podszytą hałasem. Muzyka często brzmi miejska i industrialna, ale nigdy mechaniczna. Zawsze kryje się za nią ruch. Dodatkowe single, próby i rarytasy pogłębiają to wrażenie. Zamiast alternatywnych wersji, które stanowią osobliwości, pokazują, jak zespół nieustannie przekształcał materiał, pozwalając utworom mutować między sesjami i występami. Płyta sprawia wrażenie wejścia do zamkniętego świata, w którym dźwięk jest jednocześnie trudny, zabawny, niepokojący i niespodziewanie ludzki. To, co kiedyś wydawało się agresywne, stopniowo staje się spójne, aż logika muzyki zaczyna ujawniać się z jej własnego chaosu. Track lists CD1 01 Pere Ubu - Non-alignment Pact 3:18 02 Pere Ubu - Modern Dance 3:29 03 Pere Ubu - Laughing 4:35 04 Pere Ubu - Street Waves 3:05 05 Pere Ubu - Chinese Radiation 3:28 06 Pere Ubu - Life Stinks 1:52 07 Pere Ubu - Real World 4:00 08 Pere Ubu - Over My Head 3:51 09 Pere Ubu - Sentimental Journey 6:05 10 Pere Ubu - Humor Me 2:43 CD2 01 Pere Ubu - Navvy 2:40 02 Pere Ubu - On the Surface 2:35 03 Pere Ubu - Dub Housing 3:39 04 Pere Ubu - Caligari's Mirror 3:48 05 Pere Ubu - Thriller! 4:36 06 Pere Ubu - I, Will Wait 1:45 07 Pere Ubu - Drinking Wine Spodyody 2:43 08 Pere Ubu - (Pa) Ubu Dance Party 4:46 09 Pere Ubu - Blow Daddy-o 3:38 10 Pere Ubu - Codex 4:54 CD3 01 Pere Ubu - 30 Seconds Over Tokyo 6:21 02 Pere Ubu - Heart of Darkness 4:43 03 Pere Ubu - Final Solution 4:57 04 Pere Ubu - Cloud 149 2:36 05 Pere Ubu - Untitled 3:31 06 Pere Ubu - Street Waves 3:05 07 Pere Ubu - My Dark Ages 3:59 08 Pere Ubu - Modern Dance 3:28 09 Pere Ubu - Heaven 3:04 CD4 01 Pere Ubu - My Dark Ages 6:53 02 Pere Ubu - Heaven 3:55 03 Pere Ubu - Sentimental Journey 6:56 04 Pere Ubu - Over My Head 7:38 05 Pere Ubu - 30 Seconds Over Tokyo 6:56 06 Pere Ubu - Life Stinks 2:29
Seedów: 67
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-14 15:33:40
Rozmiar: 327.79 MB
Peerów: 11
Dodał: Uploader
Opis
Artist: DIO
Title: First 4 Albums Universal Japan Genre: Heavy Metal Released: 2002-2007 Publisher (label): Universal Music Audio codec: FLAC Rip type: tracks+.cue Audio bitrate: lossless Amerykański zespół heavymetalowy założony w 1982 roku przez wokalistę Ronniego Jamesa Dio i perkusistę Vinny'ego Appice'a po odejściu z Black Sabbath. Skład zespołu zmieniał się wielokrotnie, a jedynym stałym członkiem był RJD. wiki Tracklist: 1983 Holy Diver [2002 Universal UICY-3727 Japan] 01. Stand Up And Shout (3:18) 02. Holy Diver (5:55) 03. Gypsy (3:41) 04. Caught In The Middle (4:18) 05. Don't Talk To Strangers (4:54) 06. Straight Through The Heart (4:35) 07. Invisible (5:26) 08. Rainbow In The Dark (4:15) 09. Shame On The Night (5:19) 1984 The Last In Line [2002 Universal Music UICY-3728 Japan] 01. We Rock - 4:36 02. The Last In Line - 5:47 03. Breathless - 4:09 04. I Speed At Night - 3:23 05. One Night In The City - 5:17 06. Evil Eyes - 3:38 07. Mystery - 3:59 08. Eat Your Heart Out - 3:50 09. Egypt (The Chains Are On) - 6:57 1985 Sacred Heart [2002 Universal UICY-3729 Japan] 01. King Of Rock And Roll - 3:50 02. Sacred Heart - 6:29 03. Another Lie - 3:49 04. Rock 'n' Roll Children - 4:34 05. Hungry For Heaven - 4:13 06. Like The Beat Of A Heart - 4:25 07. Just Another Day - 3:26 08. Fallen Angels - 4:02 09. Shoot Shoot - 4:16 1987 Dream Evil [2007 Universal UICY-93393 Japan] 01. Night People (4:09) 02. Dream Evil (4:28) 03. Sunset Superman (5:48) 04. All The Fools Sailed Away (7:14) 05. Naked In The Rain (5:12) 06. Overlove (3:49) 07. I Could Have Been A Dreamer (4:45) 08. Faces In The Window (3:54) 09. When A Woman Cries (4:42)
Seedów: 44
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-14 15:33:04
Rozmiar: 1.13 GB
Peerów: 8
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Mroczny, pełen goryczy, ciężki, będący emocjonalnym rozliczeniem z przeszłością album jakim był wydany w 2021 roku The Bitter Truth wskrzesił formację Evanescence po wielu latach dryfu w mainstreamowym niebycie. Grupa po wielkim debiucie w 2003 roku przez kolejne lata borykała się z rozmaitymi konfliktami personalnymi, sporami prawnymi, problemami z wytwórnią muzyczną Wind-up oraz osobistymi tragediami stanowiącej jej trzon Amy Lee. The Bitter Truth, po wielu przesunięciach premiery storpedowanej m.in. przez globalną pandemię, symbolicznie odrodził band trwale wzniecając w jego członkach zapał do nagrywania nowej muzyki i aktywnego koncertowania. Zamykający płytę Blind Belief był wezwaniem do porzucenia przestarzałych dogmatów i ślepej wiary w autorytety na rzecz miłości, odkupienia, pojednania i budowania lepszego, bardziej świadomego świata dla przyszłych pokoleń. Z tego punktu widzenia, wydany właśnie album Sanctuary zdaje się być naturalną kontynuacją The Bitter Truth. Tym razem Evanescence skupili się jednak nie na gorzkich prawdach i konfrontacji z brutalną rzeczywistością, a na poszukiwaniu azylu prawdy w świecie rządzonym przez kłamstwa. Wstawka zawiera szóste, najnowsze wydawnictwo zespołu. Artist: Evanescence Title: Sanctuary Country: USA Year: 2026 Genre: Rock Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 kbps ..::TRACK-LIST::.. 01 – Beautiful Lie 02 – Tell Me When You’ve Had Enough 03 – Who Will You Follow 04 – Rapture 05 – Afterlife 06 – Sanctuary 07 – How Do I Heal 08 – About Us 09 – Calm Down 10 – Self-Destruct 11 – Forever Without You 12 – Wide Open Heart
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-14 15:28:57
Rozmiar: 119.58 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Vangelis (gr. Βαγγέλης), właśc. Ewangelos Odiseas Papatanasiu (gr. Ευάγγελος Οδυσσέας Παπαθανασίου; ur. 29 marca 1943 w Agrii koło Wolos, zm. 17 maja 2022 w Paryżu - grecki kompozytor muzyki elektronicznej i filmowej. Vangelis urodził się 29 marca 1943 roku w Agrii koło Wolos, w Grecji. Edukację muzyczną rozpoczął w wieku 4 lat, a już w wieku 6 lat miał swój pierwszy publiczny występ, na którym prezentował własne kompozycje. Vangelis był w dużej części samoukiem - odmawiał pobierania lekcji gry na pianinie, a w ciągu swojej kariery nie zdobył formalnej wiedzy na temat notacji muzycznej. Uczył się muzyki poważnej, malarstwa i reżyserii filmowej na Akademii Sztuk Pięknych w Atenach. Zyskał światową sławę dzięki swoim wyjątkowym, często epickim kompozycjom, które łączyły elementy muzyki elektronicznej, symfonicznej i rockowej. Wstawka zawiera czwarty album Jona i Vangelisa, jednak w rozszerzonej i zremasterowanej wersji z dwoma premierowymi utworami. Title: Page Of Life Artist: Jon And Vangelis Country: Grecja Year: 1998 Genre: Elektroniczna Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ...( Track list )... 1.Change We Must 2.Anyone Can Light A Candle 3.Page Of Life 4.Money 5.Little Guitar 6.Garden Of Senses 7.Genevieve 8.Shine For Me 9.Wisdom Chain
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-14 15:28:55
Rozmiar: 106.34 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Infames to meksykański zespół ska pochodzący z popularnej dzielnicy Penon de los Banos w Meksyku. Kirie por Siempre to jeden z ich najbardziej emblematycznych materiałów, zawierający undergroundowe klasyki z ich repertuaru, takie jak Triste Decepcion, Promesas oraz tytułowy utwór Kirie. Zespół rozpoczął swoją działalność na scenie niezależnej na początku lat 2000. Ich kultowy album Kirie por Siempre został oficjalnie wznowiony i wydany ponownie w połowie dekady, umacniając ich styl łączący tradycyjne ska z elementami surf rocka. Wstawka zawiera czwarty album studyjny zespołu. Artist: Infames Title: 10 Anos Country: Meksyk Year: 2010 Genre: Ska Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 128 Kbps ..::TRACK-LIST::.. 1.Una Locura Más 2.Con Todo Mi Amor (cover The Beatles) 3.Sin Tu Amor 4.Hoy Tengo Ganas 5.Nubes 6.Ska Happy (cover Bobby McFerrin) 7.Mi Agonia 8.Panteon De Amor 9.Un Sueno Nada Mas 10.Hasta Perderme
Seedów: 2
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-14 15:28:54
Rozmiar: 38.29 MB
Peerów: 1
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Druga płyta studyjna meksykańskiego zespołu ska Artist: Exilios Title: El Canto Que Canto Country: Meksyk Year: 2015 Genre: Ska Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 192 kbps ..::TRACK-LIST::.. 1. La Youp 2. Tus Ojos (feat. Betania Lopez) 3. Flor Solar 4. Eterna 5. Honey (feat. Pollo de Los Korucos) 6. Limón 7. Miel 8. Ni Al Sol 9. Jugamos 10. Buenos Dias 11. Regreso A Casa (feat. Guillermo y Vincent Velazquez) 12. Finale (feat. Big Javi de Inspector) 13. Zaire
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-14 15:11:47
Rozmiar: 67.13 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Trzeci album meksykańskiego zespołu ska. Title: De Ke Manera Te Olvido Chimol Artist: Los Korucos Country: Meksyk Year: 2010 Genre: Ska Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 128 Kbps ..::TRACK-LIST::.. 1.Intro 2.Te Aprovechas 3.Tin Tan 4.Bonita 5.Encontrare 6.Eres Tu 7.Sally Brown 8.Tu Generacion 9.Donde Estas 10.Me Excita 11.Besame Mucho 12.Sexo Y Playas Nudistas https://www.youtube.com/watch?v=OfVIX0daB9U
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-14 15:11:45
Rozmiar: 34.50 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
Artist: Tina Turner
Album: 25 Best Songs Year: 2016 Genre: Pop Rock Format/Codec: MP3 Audio bitrate: 128 320 kbps Album „Tina Turner – 25 Best Songs (2016)” to przekrojowa składanka największych przebojów Królowej Rock'n'Rolla, podsumowująca jej ponad 50-letnią karierę. Wydawnictwo zawiera najbardziej ikoniczne utwory artystki z czasów występów z Ikiem Turnerem, jak i jej spektakularnej kariery solowej z lat 80. i 90.. 01. The Best 1989 (05:31) 02. Better Be Good To Me 1984 (05:12) 03. GoldenEye 1996 (04:44) 04. Typical Male 1986 (04:18) 05. In Your Wildest Dreams (with Barry White) 1996 (03:48) 06. Look Me In The Heart 1989 (03:44) 07. When The Heartache Is Over 1999 (03:45) 08. Let's Stay Together 1984 (05:19) 09. We Don't Need Another Hero (Thunderdome) 1985 (04:17) 10. I Don't Wanna Fight 1993 (04:27) 11. I Can't Stand The Rain 1984 (03:44) 12. Whatever You Want 1996 (04:53) 13. Steamy Windows 1989 (04:06) 14. What's Love Got To Do With It 1984 (03:49) 15. Thief Of Hearts 1996 (04:06) 16. Two People 1986 (04:10) 17. On Silent Wings 1996 (04:21) 18. You Can't Stop Me Loving You 1989 (04:01) 19. Complicated Disaster 2004 (03:44) 20. Private Dance 1984 (04:04) 21. Go Ahead 1999 (04:16) 22. Missing You 1996 (04:40) 23. I Don't Wanna Lose You 1989 (04:21) 24. Nutbush City Limits (with Ike) 1991 (02:59) 25. Something Beautiful Remains 1996 (04:23)
Seedów: 138
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-14 15:06:13
Rozmiar: 210.13 MB
Peerów: 4
Dodał: Uploader
Opis
Artist: Prince
Album: Discography Year: 1978-2016 Genre: Pop Rock Format/Codec: MP3 Audio bitrate: 320 kbps Dyskografia Prince’a z lat 1978–2016 obejmuje 39 oficjalnych albumów studyjnych, na których artysta zrewolucjonizował muzykę pop, funk, rock i R&B. Prince był absolutnym multiinstrumentalistą – na większości płyt samodzielnie komponował, aranżował i nagrywał partie niemal wszystkich instrumentów. [1978] For You [1979] Prince [1980] Dirty Mind [1981] Controversy [1982] 1999 [1984] Purple Rain [1985] Around the World in a Day [1986] Parade [1987] Sign o' the Times [1988] Lovesexy [1989] Batman [1990] Graffiti Bridge [1991] Diamonds and Pearls [1992] Love Symbol Album [1993] Goldnigga [1994] Come [1994] The Black Album [1995] Exodus [1995] The Gold Experience [1996] Chaos and Disorder [1996] Emancipation [1998] Crystal Ball / The Truth [1998] Newpower Soul [1999] The Vault: Old Friends 4 Sale [1999] Rave Un2 the Joy Fantastic [2001] Rave In2 the Joy Fantastic [2001] The Rainbow Children [2002] One Nite Alone... [2003] Xpectation [2003] N.E.W.S [2004] C-Note [2004] Musicology [2004] The Chocolate Invasion [2004] The Slaughterhouse [2006] 3121 [2007] Planet Earth [2008] Indigo Nights [2009] Lotusflow3r / MPLSound / Elixer by Bria Valente [2010] 20Ten [2014] Art Official Age [2014] Plectrumelectrum [2015] HITnRUN Phase One [2016] HITnRUN Phase Two
Seedów: 109
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-14 15:05:54
Rozmiar: 5.96 GB
Peerów: 20
Dodał: Uploader
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Birdflesh to jedna z legend sceny grindcore. 'All The Miseries' bez cienia spokoju wyjaśnia nam dlaczego: zespół potrafi łączyć śmiech z przemocą, energię z kpiną, ale przede wszystkim skuteczność i solidne riffy... FA Sweden masters of thrashing grindcore are back again with a new EP of 13 batshit crazy new tracks! 11 Live tracks included as bonus as well! For fans of Macabre, Municipal Waste, Ghoul, Repulsion. Heavy metal, of course, is very serious business. Anger, misanthropy, pessimism, dour facial expressions, dark clothing, corpse paint, all the loud, all the fast, the ugly, and the brutal… It’s all Very Very Serious Business. Well… okay… maybe not all of it. Birdflesh is approaching their thirtieth year now, all of those three decades filled with what Metal Archives describes succinctly as “humorous death and gore.” Only drummer Andreas “Andreas Pisser” Mitroulis remains from the band’s earliest days, but the power and the spirit of Birdflesh’s goofy grinding transcends any line-up shifts. Two years back, Extreme Graveyard Tornado showed that there was still plenty of meat left on these Birds’ bones after an eleven-year break between full-lengths, more of the same and yet eternally enjoyable, all ridiculous lyrics and straight-up catchy-as-hell thrashing grindcore. Now, two years later, All The Miseries is a new EP, and it’s ultimately more like two EPs in one convenient package. There’s a new studio half, a lucky thirteen tracks that show everything is yet again business as usual for these irreverent Swedes. And also there’s an eleven-song live set from Belgium as a bonus. The studio half of All The Miseries is Birdflesh being Birdflesh, an irresistibly gleeful grinding good time, filled with jokey titles like “Dying After Midnight,” “Kickstart My Ass,” and “Gore Ensemble.” You’ve got the eminently and ironically hooky chorus of “Radioactive Madness” (cleverly about cloying pop music, not radiation poisoning), and the short burst of Warped Tour snot-punk of “Spinebreaker” (a cautionary tale about skateboarding, and apparently Birdflesh is as good at that as I am). You’ve got the raging raucous “Pissboy” (“he’ll piss on your vinyl collection!”), and the “what the hell?” tale of tattoo oddness of “Inked Deth.” Thirteen songs of rip-roaring thrash / grind in about as many minutes — Birdflesh being Birdflesh. If you dig them, you’ll dig this, and if you don’t, you can jump in anytime. The live half of the EP is a little lesser, but then again, I would argue that, with a handful of notable exceptions, live recordings typically tend to be, regardless of the act. The live set benefits from the presence of some Birdflesh “classics” like “Alive Autopsy” or “Victim Of The Cat” (here adjusted to “Victim Of The Cat..tle Decapitation” in honor of their tour-mates at the time), but it’s not a sonic wonder, by any means, all raw and ragged blasting and screams. Having had the pleasure of a Birdflesh live show on two occasions, I can vouch for them being a brilliantly fun and energetic live band, but this live recording of them doesn’t quite match the spark or capture the silliness. Still, there’s some merit in the ridiculous tongue-in-cheek stage banter — “This song is from the Alive Autopsy LP. This song is about an alive autopsy. This one is called… ‘ALIVE AUTOPSYYYY!” — and as mentioned, the tracks collected here are among Birdflesh’s best, even if the studio versions are all better. If you’re into grind and fun, then you should be into Birdflesh. This is serious business, I say. Serious business, indeed. Andrew Edmunds ..::TRACK-LIST::.. 1. Gore Ensemble 1:11 2. High On Carnage 0:53 3. Radioactive Madness 0:47 4. The Head Of A Skull 1:17 5. Spinebreaker 0:15 6. People Of The Leprosy 1:09 7. Slaughterchild 0:57 8. Dying After Midnight 0:39 9. Pissboy 0:54 10. Kickstart My Ass 0:47 11. Sayonara Sensei 1:12 12. Inked Deth 0:30 13. Hell Satan Bro Stalker 1:27 Bonus Live Tracks (Belgium, That Evening With Rectal Smegma & Cattle Decapitation): 14. Crazy Nights 0:41 15. Countless Mayhem 1:31 16. Milkshake Is Nice 1:42 17. Alive Autopsy 1:50 18. Caligoulash 1:27 19. Teenage Mutilator 1:44 20. Gut To Kill 0:55 21. Victim Of The Cat 0:35 22. Anal Misery 1:13 23. The Flying Penis 0:53 24. Coffinfucker 2:26 ..::OBSADA::.. Vocals - Birdflesh Bass - Neon Puker Drums - Andreas Pisser Guitar - Duke Diagnosis https://www.youtube.com/watch?v=wA7zU2ytX6A SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-14 14:12:15
Rozmiar: 74.11 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Birdflesh to jedna z legend sceny grindcore. 'All The Miseries' bez cienia spokoju wyjaśnia nam dlaczego: zespół potrafi łączyć śmiech z przemocą, energię z kpiną, ale przede wszystkim skuteczność i solidne riffy... FA Sweden masters of thrashing grindcore are back again with a new EP of 13 batshit crazy new tracks! 11 Live tracks included as bonus as well! For fans of Macabre, Municipal Waste, Ghoul, Repulsion. Heavy metal, of course, is very serious business. Anger, misanthropy, pessimism, dour facial expressions, dark clothing, corpse paint, all the loud, all the fast, the ugly, and the brutal… It’s all Very Very Serious Business. Well… okay… maybe not all of it. Birdflesh is approaching their thirtieth year now, all of those three decades filled with what Metal Archives describes succinctly as “humorous death and gore.” Only drummer Andreas “Andreas Pisser” Mitroulis remains from the band’s earliest days, but the power and the spirit of Birdflesh’s goofy grinding transcends any line-up shifts. Two years back, Extreme Graveyard Tornado showed that there was still plenty of meat left on these Birds’ bones after an eleven-year break between full-lengths, more of the same and yet eternally enjoyable, all ridiculous lyrics and straight-up catchy-as-hell thrashing grindcore. Now, two years later, All The Miseries is a new EP, and it’s ultimately more like two EPs in one convenient package. There’s a new studio half, a lucky thirteen tracks that show everything is yet again business as usual for these irreverent Swedes. And also there’s an eleven-song live set from Belgium as a bonus. The studio half of All The Miseries is Birdflesh being Birdflesh, an irresistibly gleeful grinding good time, filled with jokey titles like “Dying After Midnight,” “Kickstart My Ass,” and “Gore Ensemble.” You’ve got the eminently and ironically hooky chorus of “Radioactive Madness” (cleverly about cloying pop music, not radiation poisoning), and the short burst of Warped Tour snot-punk of “Spinebreaker” (a cautionary tale about skateboarding, and apparently Birdflesh is as good at that as I am). You’ve got the raging raucous “Pissboy” (“he’ll piss on your vinyl collection!”), and the “what the hell?” tale of tattoo oddness of “Inked Deth.” Thirteen songs of rip-roaring thrash / grind in about as many minutes — Birdflesh being Birdflesh. If you dig them, you’ll dig this, and if you don’t, you can jump in anytime. The live half of the EP is a little lesser, but then again, I would argue that, with a handful of notable exceptions, live recordings typically tend to be, regardless of the act. The live set benefits from the presence of some Birdflesh “classics” like “Alive Autopsy” or “Victim Of The Cat” (here adjusted to “Victim Of The Cat..tle Decapitation” in honor of their tour-mates at the time), but it’s not a sonic wonder, by any means, all raw and ragged blasting and screams. Having had the pleasure of a Birdflesh live show on two occasions, I can vouch for them being a brilliantly fun and energetic live band, but this live recording of them doesn’t quite match the spark or capture the silliness. Still, there’s some merit in the ridiculous tongue-in-cheek stage banter — “This song is from the Alive Autopsy LP. This song is about an alive autopsy. This one is called… ‘ALIVE AUTOPSYYYY!” — and as mentioned, the tracks collected here are among Birdflesh’s best, even if the studio versions are all better. If you’re into grind and fun, then you should be into Birdflesh. This is serious business, I say. Serious business, indeed. Andrew Edmunds ..::TRACK-LIST::.. 1. Gore Ensemble 1:11 2. High On Carnage 0:53 3. Radioactive Madness 0:47 4. The Head Of A Skull 1:17 5. Spinebreaker 0:15 6. People Of The Leprosy 1:09 7. Slaughterchild 0:57 8. Dying After Midnight 0:39 9. Pissboy 0:54 10. Kickstart My Ass 0:47 11. Sayonara Sensei 1:12 12. Inked Deth 0:30 13. Hell Satan Bro Stalker 1:27 Bonus Live Tracks (Belgium, That Evening With Rectal Smegma & Cattle Decapitation): 14. Crazy Nights 0:41 15. Countless Mayhem 1:31 16. Milkshake Is Nice 1:42 17. Alive Autopsy 1:50 18. Caligoulash 1:27 19. Teenage Mutilator 1:44 20. Gut To Kill 0:55 21. Victim Of The Cat 0:35 22. Anal Misery 1:13 23. The Flying Penis 0:53 24. Coffinfucker 2:26 ..::OBSADA::.. Vocals - Birdflesh Bass - Neon Puker Drums - Andreas Pisser Guitar - Duke Diagnosis https://www.youtube.com/watch?v=wA7zU2ytX6A SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-14 14:06:19
Rozmiar: 206.29 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::TRACK-LIST::.. 1. Silent Divide 2. Addicted to Pain 3. Cry of Achilles 4. Fortress 5. Tested and Able 6. Rise Today 7. Metalingus 8. Blackbird 9. Isolation https://www.youtube.com/watch?v=z2ctZZS9VKM SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-14 13:37:36
Rozmiar: 3.76 GB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::TRACK-LIST::.. 1. We Go to War 2. Bleed Out 3. Faster 4. The Howling 5. Stand My Ground 6. Lost 7. In the Middle of the Night 8. Wireless 9. Paradise (What About Us?) 10. What Have You Done 11. Mother Earth https://www.youtube.com/watch?v=UYgyb2GAmo8 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-14 13:25:50
Rozmiar: 3.57 GB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. POLLUTED INHERITANCE powstał w 1989 roku i był jednym z pierwszych deathmetalowych zespołow z Holandii. Wydał trzy albumy w latach '90-tych, muzyka to techniczny death metal z jednej strony inspirowany przez MASSACRE i wczesny DEATH, z drugiej przez techniczne załogi jak ATHEIST, CYNIC, PESTILENCE. "Ecocide" to debiutancki album wydany 1992 roku w wytwórni Sabiny Classen (HOLY MOSES) - WEST VIRGINIA RECORDS. Album został nagrany, zmiksowany i zremasteryzowany w STAGE 1 STUDIO w Niemczech (ASPHYX, TANKARD, KRISIUN) przez Andy Classena. Oryginalne wydanie jest wyprzedane od ponad 20 lat i sięga ponad $300 na aukcjach! Finally available again and with 95% of the looks of the original version from 33 years ago. This slab of Tech Death Metal is a must have for every metalhead that considers bands as Death, Disincarnate and Gorguts to their favorite style of death metal. Every once in a very blue moon I’ll throw on an album for the first time and approach that mythical mental vortex where my 17-year-old self and my 34-year-old self agree entirely about said album. I was led unknowingly to this metal singularity by a blind listen to Ecocide, by Polluted Inheritance. The album is redolent of Florida and all things recorded there circa 1992. Think Malevolent Creation’s Retribution circling the pit with Utopia Banished, The End Complete, and a dropkick of Assück’s Anticapital. While parading around my house, moshing wildly and banging my head with abandon, it occurred to me that Polluted Inheritance might not be the best new death metal band in existence; a fact check was in order. Lo and behold, Ecocide WAS released in 1992 and has long been out of print. Vic records is re-issuing the album. Ecocide is a masterful blast of addictive riffs, righteous rhythms, pitch perfect growls, and hilariously blunt lyrics. Polluted Inheritance are a long lost jewel of the Netherlands and Ecocide is Florida-style death metal mojo incarnate. The original album was evidently a hot commodity (supposedly fetching over $300 on eBay). I can assure you that had I known of Ecocide’s existence, I would be one of the schmucks queuing up to pay $300 for the CD. Obviously, Polluted Inheritance never registered on my metal radar; had they done so, this album would be a well-worn highlight of my music collection. How has this band remained hidden? Why the fuck didn't anyone tell me about them? atanamar ..::TRACK-LIST::.. 1. Faces 2. Dissolved 3. Eaten 4. Memories Of Sadness 5. Substance Of Existence 6. Fear 7. Stillborn 8. After Life 9. Rottings 10. Look Inside 11. Ecocide (Hidden Track) ..::OBSADA::.. Guitar - Erwin Lead Vocals, Guitar - Ronald Bass - Menno Drums - Friso https://www.youtube.com/watch?v=CetMijIebcs SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-14 12:11:46
Rozmiar: 96.18 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. POLLUTED INHERITANCE powstał w 1989 roku i był jednym z pierwszych deathmetalowych zespołow z Holandii. Wydał trzy albumy w latach '90-tych, muzyka to techniczny death metal z jednej strony inspirowany przez MASSACRE i wczesny DEATH, z drugiej przez techniczne załogi jak ATHEIST, CYNIC, PESTILENCE. "Ecocide" to debiutancki album wydany 1992 roku w wytwórni Sabiny Classen (HOLY MOSES) - WEST VIRGINIA RECORDS. Album został nagrany, zmiksowany i zremasteryzowany w STAGE 1 STUDIO w Niemczech (ASPHYX, TANKARD, KRISIUN) przez Andy Classena. Oryginalne wydanie jest wyprzedane od ponad 20 lat i sięga ponad $300 na aukcjach! Finally available again and with 95% of the looks of the original version from 33 years ago. This slab of Tech Death Metal is a must have for every metalhead that considers bands as Death, Disincarnate and Gorguts to their favorite style of death metal. Every once in a very blue moon I’ll throw on an album for the first time and approach that mythical mental vortex where my 17-year-old self and my 34-year-old self agree entirely about said album. I was led unknowingly to this metal singularity by a blind listen to Ecocide, by Polluted Inheritance. The album is redolent of Florida and all things recorded there circa 1992. Think Malevolent Creation’s Retribution circling the pit with Utopia Banished, The End Complete, and a dropkick of Assück’s Anticapital. While parading around my house, moshing wildly and banging my head with abandon, it occurred to me that Polluted Inheritance might not be the best new death metal band in existence; a fact check was in order. Lo and behold, Ecocide WAS released in 1992 and has long been out of print. Vic records is re-issuing the album. Ecocide is a masterful blast of addictive riffs, righteous rhythms, pitch perfect growls, and hilariously blunt lyrics. Polluted Inheritance are a long lost jewel of the Netherlands and Ecocide is Florida-style death metal mojo incarnate. The original album was evidently a hot commodity (supposedly fetching over $300 on eBay). I can assure you that had I known of Ecocide’s existence, I would be one of the schmucks queuing up to pay $300 for the CD. Obviously, Polluted Inheritance never registered on my metal radar; had they done so, this album would be a well-worn highlight of my music collection. How has this band remained hidden? Why the fuck didn't anyone tell me about them? atanamar ..::TRACK-LIST::.. 1. Faces 2. Dissolved 3. Eaten 4. Memories Of Sadness 5. Substance Of Existence 6. Fear 7. Stillborn 8. After Life 9. Rottings 10. Look Inside 11. Ecocide (Hidden Track) ..::OBSADA::.. Guitar - Erwin Lead Vocals, Guitar - Ronald Bass - Menno Drums - Friso https://www.youtube.com/watch?v=CetMijIebcs SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-14 12:07:14
Rozmiar: 285.84 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- Various Artists - Feel Good - The Ultimate Collection - (5 CD) --------------------------------------------------------------------- Artist...............: Various Artists Album................: Feel Good - The Ultimate Collection Genre................: Pop/Rock Source...............: CD Year.................: 2018 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 72 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: Universal UMC Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting - CD 1 --------------------------------------------------------------------- 1. Tears For Fears - Everybody Wants To Rule The World [04:12] 2. Level 42 - Running In The Family [03:56] 3. Madness - Our House [03:11] 4. Kool & The Gang - Celebration [03:42] 5. Katrina And The Waves - Walking On Sunshine [03:57] 6. Wet Wet Wet - Wishing I Was Lucky [03:51] 7. Shalamar - A Night To Remember [03:32] 8. KC & The Sunshine Band - Give It Up [04:03] 9. Rick Astley - Never Gonna Give You Up [03:33] 10. Jason Donovan - Every Day (I Love You More) [03:27] 11. Sonia - You'll Never Stop Me Loving You [03:24] 12. The Christians - Harvest For The World [03:58] 13. The Whispers - It's A Love Thing [03:46] 14. Thompson Twins - You Take Me Up [04:25] 15. Howard Jones - New Song [04:14] 16. Curiosity Killed The Cat - Down To Earth [03:49] 17. Godley & Creme - Wedding Bells [03:24] 18. Culture Club - Time (Clock Of The Heart) [03:42] 19. The Human League - Open Your Heart [03:54] 20. The Belle Stars - The Clapping Song [03:13] Playing Time.........: 01:15:23 Total Size...........: 549,19 MB --------------------------------------------------------------------- Tracklisting - CD 2 --------------------------------------------------------------------- 1. Robbie Williams - Let Me Entertain You [04:23] 2. Jessie J - Price Tag [03:08] 3. Scissor Sisters - I Don't Feel Like Dancin' (Radio Edit)[04:08] 4. The Feeling - Fill My Little World [04:05] 5. Stereophonics - Have A Nice Day [03:25] 6. Shed Seven - Going For Gold [04:24] 7. The Black Eyed Peas - I Gotta Feeling [04:50] 8. S Club 7 - Reach [04:02] 9. Ronan Keating - Life Is A Rollercoaster (Album Version) [03:55] 10. Lighthouse Family - Ocean Drive [03:47] 11. New Radicals - You Get What You Give [04:41] 12. Boyzone - Picture Of You [03:25] 13. Moloko - Sing It Back [03:35] 14. Ultra Nate - Free (Mood II Swing Radio Edit) [03:52] 15. Alisha's Attic - I Am, I Feel [04:01] 16. Orson - No Tomorrow [02:48] 17. OneRepublic - Counting Stars [04:17] 18. The Vamps - Wild Heart [03:11] 19. Avicii - Hey Brother [04:14] Playing Time.........: 01:14:19 Total Size...........: 552,98 MB --------------------------------------------------------------------- Tracklisting - CD 3 --------------------------------------------------------------------- 1. Yazz & The Plastic Population - The Only Way Is Up [03:53] 2. Coldcut Feat. Lisa Stansfield - People Hold On [03:58] 3. Snap - The Power [03:47] 4. Ce Ce Peniston - Finally [03:40] 5. Mel & Kim - Showing Out (Getting Fresh At The Weekend) [03:34] 6. Rick Astley - Together Forever (''7 Version) [03:25] 7. Kylie Minogue - Give Me Just A Little More Time [03:08] 8. Des'ree - You Gotta Be [04:00] 9. The Kane Gang - The Closest Thing To Heaven [04:48] 10. The Blow Monkeys - Digging Your Scene [04:14] 11. The Maisonettes - Heartache Avenue [02:55] 12. Joe Cocker & Jennifer Warnes - Love Lifts Us Up Where We Belong[03:53] 13. Captain Sensible - Happy Talk [03:25] 14. Thompson Twins - Hold Me Now [04:44] 15. The Cranberries - Linger [04:34] 16. The Stranglers - All Day And All Of The Night [02:31] 17. The Farm - All Together Now [05:41] 18. Babybird - You're Gorgeous [03:42] 19. Frankie Goes To Hollywood - Born To Run [03:56] Playing Time.........: 01:13:57 Total Size...........: 532,18 MB --------------------------------------------------------------------- Tracklisting - CD 4 --------------------------------------------------------------------- 1. Abba - Thank You For The Music [03:50] 2. John Paul Young - Love Is In The Air [03:27] 3. Madness - It Must Be Love [03:19] 4. The Foundations - Baby, Now That I Have Found You [02:36] 5. Shalamar - I Can Make You Feel Good [04:16] 6. The Whispers - And The Beat Goes On [03:22] 7. The Real Thing - Can You Feel The Force [04:07] 8. Jimmy James & The Vagabonds - I'll Go Where The Music Takes Me[03:26] 9. Osibisa - Sunshine Day [03:19] 10. Althea & Donna - Uptown Top Ranking [03:52] 11. The Temptations - Treat Her Like A Lady (Single Version)[04:15] 12. Kelly Marie - Feels Like I'm In Love [03:17] 13. M - Pop Muzik [03:18] 14. Dexy's Midnight Runners - Come On Eileen (Album Version)[04:01] 15. Big Country - In A Big Country (Radio Edit) [03:52] 16. David Soul - Silver Lady [03:42] 17. Steve Winwood - Valerie [04:06] 18. 10CC - The Things We Do For Love [03:30] 19. Love Affair - Bringing On Back The Good Times [03:22] Playing Time.........: 01:09:06 Total Size...........: 480,57 MB --------------------------------------------------------------------- Tracklisting - CD 5 --------------------------------------------------------------------- 1. The Beach Boys - Good Vibrations [03:37] 2. The Archies - Sugar Sugar [02:50] 3. Norman Greenbaum - Spirit In The Sky [04:00] 4. Thunderclap Newman - Something In The Air [03:55] 5. The Mamas And The Papas - California Dreamin' (Single Version)[02:40] 6. Love Affair - Everlasting Love [03:02] 7. Marmalade - Ob-La-Di Ob-La-Da [03:01] 8. The Foundations - Build Me Up Buttercup (Single Version)[02:58] 9. Andy Williams - House Of Bamboo [02:07] 10. Petula Clark - Downtown [03:05] 11. The Spencer Davis Group - Keep On Running (Remastered 2010)[02:47] 12. The Supremes - Baby Love (Juke Box Single Version) [02:36] 13. Martha Reeves & The Vandellas - Dancing In The Street (Single Version)[02:38] 14. James Brown - I Got You (I Feel Good) [02:47] 15. Mungo Jerry - In The Summertime [03:33] 16. Desmond Dekker - You Can Get It If You Really Want [02:38] 17. Jimmy Cliff - Wonderful World Beautiful People (Single Version)[03:13] 18. The Tams - Be Young, Be Foolish, Be Happy (Single Version)[02:06] 19. Jimmy James & The Vagabonds - Now Is The Time [03:36] 20. The Jackson 5 - ABC [03:13] 21. Wigan's Ovation - Skiing In The Snow [02:50] 22. The Real Thing - You To Me Are Everything [03:29] 23. First Class - Beach Baby [04:49] Playing Time.........: 01:11:39 Total Size...........: 481,82 MB
Seedów: 186
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-14 11:25:54
Rozmiar: 2.55 GB
Peerów: 27
Dodał: rajkad
Opis
...( Info )...
Artist: VA Title: Azura Gold Selection Year: 2026 Genre: Trance Publisher (label): Azura Recordings Duration: 03:37:50 Format/Codec: MP3 Audio bitrate: 320 kbps ...( TrackList )... 01. Guto Putti & Amazon - Angel Voice (2017 Remastered) [7:29] 02. Andrea Ribeca & Aevus - Encanto (Original Mix) [7:43] 03. Mauro Picotto & Mario Piu & Legacy One - No Name (Legacy One & Mario Piu Golden State Remix) [5:57] 04. Aevus - Aurum (Original Mix) [8:00] 05. Aevus - Imperium (Original Mix) [8:26] 06. Aevus vs. Skoopman & Phab - Age of Love (Imperium) (Extended Mix) [10:06] 07. Aevus - God's Particle (Time Machine Mix) [7:36] 08. Guto Putti & Aevus - Passione (Original Mix) [7:54] 09. Andrea Ribeca - Itaca (Extended Mix) [7:06] 10. Ace Da Brain & Legacy One - Trinity (Legacy One Remix) [7:53] 11. Aevus - La Serenata (Original Mix) [7:35] 12. Andrea Ribeca - Panorama (Extended Mix) [6:44] 13. Andrea Ribeca & Lokka Vox - Cyberfly (Legacy One 2020 Remix) [7:40] 14. Andrea Ribeca & Sylvia Hanami - Tonight (Extended Mix) [7:14] 15. Andy Cain - No Retreat No Surrender (Mercurial Virus Remix) [6:27] 16. Charls Mind & T2M - A Trip To The Moon (Legacy One Remix) [7:26] 17. Empiric - Starlight (Original Mix) [7:30] 18. D10 & GND - Judgment Time (Mario Piu, Fabio Guglietta & Empiric Deep State mix) [6:20] 19. Empiric - C'est l'amour (Extended Mix) [5:42] 20. Enfortro & Dmitry Pavlyuchenkov - Direct Contact (Marcell Stone Remix) [7:02] 21. FabRick - Haarp (Aevus Starlight Mix) [7:11] 22. Karl Schaap & Sincere - Reality (Guto Putti (AEVUS) Sunrise mix) [8:18] 23. Legacy One - Alpha State (Club Mix) [6:38] 24. Legacy One - Citrine (Quantum Mix) [6:20] 25. Legacy One & Guto Putti - Unity of Earth (Club Mix) [6:37] 26. Legacy One & Guto Putti - Tranceverse (Extended Mix) [7:31] 27. Mario Piu - The Vision 2020 (Aevus 9PM Remix) [7:00] 28. Mario Piu - The Vision 2020 (Legacy One Remix) [6:20] 29. The Omim - Insane (Aevus & Enfortro Edge Mix) [7:59] 30. The Red Ronin - Metamorphose (Original Mix) [6:07]
Seedów: 7
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-14 11:17:09
Rozmiar: 507.61 MB
Peerów: 8
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist: Pink Floyd Title: REDISCOVER Pink Floyd Year: 2026 Genre: Rock Duration: 09:51:45 Format/Codec: MP3 Audio Bitrate: 320 Kbps ...( TrackList )... 01. In the Flesh? (00:03:18) 02. The Thin Ice (00:02:26) 03. Another Brick in the Wall, Pt. 1 (00:03:12) 04. The Happiest Days of Our Lives (00:01:51) 05. Another Brick in the Wall, Pt. 2 (00:03:59) 06. Mother (00:05:35) 07. Goodbye Blue Sky (00:02:47) 08. Empty Spaces (00:02:08) 09. Young Lust (00:03:30) 10. One of My Turns (00:03:37) 11. Don't Leave Me Now (00:04:16) 12. Another Brick in the Wall, Pt. 3 (00:01:14) 13. Goodbye Cruel World (00:01:13) 14. Hey You (00:04:38) 15. Is There Anybody Out There? (00:02:42) 16. Nobody Home (00:03:23) 17. Vera (00:01:33) 18. Bring the Boys Back Home (00:01:27) 19. Comfortably Numb (00:06:22) 20. The Show Must Go On (00:01:37) 21. In the Flesh (00:04:16) 22. Run Like Hell (00:04:24) 23. Waiting for the Worms (00:03:57) 24. Stop (00:00:31) 25. The Trial (00:05:19) 26. Echoes (00:23:32) 27. Shine On You Crazy Diamond (Pts. 1-5) (00:13:31) 28. Careful with That Axe, Eugene (Live at Pompeii - MCMLXXII - 2025 Mix) (00:06:38) 29. A Saucerful of Secrets (Live at Pompeii - MCMLXXII - 2025 Mix) (00:10:10) 30. Time (00:06:54) 31. Us and Them (00:07:49) 32. The Great Gig in the Sky (00:04:44) 33. Wish You Were Here (00:05:35) 34. What Do You Want from Me (00:04:22) 35. High Hopes (00:08:31) 36. Pigs (Three Different Ones) (00:11:26) 37. Sheep (00:10:19) 38. Fearless (00:06:08) 39. Welcome to the Machine (00:07:32) 40. Marooned (00:05:30) 41. Cymbaline (00:04:50) 42. Cirrus Minor (00:05:17) 43. Sorrow (00:08:45) 44. Sorrow (Live from the Luck and Strange Concerts) (00:10:55) 45. Atom Heart Mother (00:23:42) 46. Comfortably Numb (Live) (00:09:31) 47. Echoes - Part 2 (Live at Pompeii - MCMLXXII - 2025 Mix) (00:13:24) 48. In Any Tongue (00:06:47) 49. What Shall We Do Now? (Live) (00:01:31) 50. The Machine Song (Demo #2, Revisited) (00:05:32) 51. Between Two Points (00:05:47) 52. Black Cat (00:01:32) 53. Luck and Strange (00:06:57) 54. Scattered (00:07:34) 55. 5 A.M. (00:03:05) 56. Careful with That Axe, Eugene (Live) (00:08:49) 57. The Fletcher Memorial Home (00:04:09) 58. Dogs (00:17:05) 59. Echoes (Live in Gdańsk) (00:25:26) 60. Have a Cigar (00:05:08) 61. Shine On You Crazy Diamond (Pts. 6-9) (00:12:27) 62. Breathe (In the Air) (00:02:50) 63. Summer '68 (00:05:29) 64. See Emily Play (00:02:47) 65. Speak to Me (00:01:05) 66. On the Run (00:03:45) 67. Money (00:06:23) 68. Any Colour You Like (00:03:26) 69. Brain Damage (00:03:47) 70. Eclipse (00:02:10) 71. Shine On You Crazy Diamond (Pts. 1-9, New Stereo Mix) (00:25:26) 72. A Pillow of Winds (00:05:13) 73. Arnold Layne (00:02:57) 74. The Final Cut (00:04:43) 75. The Gunner's Dream (00:05:18) 76. Julia Dream (00:02:37) 77. Green Is the Colour (00:02:59) 78. Paintbox (00:03:33) 79. Biding My Time (00:05:18) 80. Wine Glasses (00:02:12) 81. Echoes - Part 1 (Live at Pompeii - MCMLXXII - 2025 Mix) (00:11:55) 82. Echoes (Live at Pompeii) [2016 Remix] (00:24:56) 83. A Saucerful of Secrets (Live at Pompeii) [2016 Remix] (00:12:46) 84. If (00:04:31) 85. Quicksilver (00:07:14) 86. Side 1, Pt. 2: It's What We Do (00:06:17) 87. Side 2, Pt. 3: Unsung (00:01:07) 88. Side 2, Pt. 4: Anisina (00:03:17) 89. Side 3, Pt. 2: On Noodle Street (00:01:42) 90. Side 3, Pt. 5: Autumn '68 (00:01:35) 91. Side 3, Pt. 6: Allons-y (2) (00:01:32) 92. Side 3, Pt. 7: Talkin' Hawkin' (00:03:29) 93. Julia Dream (BBC Radio Session, 25 June 1968) (00:02:47) 94. Julia Dream (2016 Remastered Version) (00:02:34) 95. Any Colour You Like (Live At The Empire Pool, Wembley, London 1974 2011 Remastered Version) (00:08:11) 96. One of These Days (Live at Pompeii) [2016 Remix] (00:05:45)
Seedów: 67
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-14 11:17:05
Rozmiar: 1.33 GB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Nowa, limitowana, europejska edycja absolutnego klasyka ciężkiego rocka z początku lat 70.! Wydany w 1971 roku, debiutancki album kapitalnej szwajcarsko-włoskiej formacji, zawierał bardzo ciężkiego, momentami bluesującego rocka zainspirowanego twórczością Hendrixa i Cream, ale podążającego śladami Led Zeppelin i Black Sabbath (i Budgie - których z pewnością nie znali). Całość została podana bez żadnych kompromisów, zdecydowanie i z mnóstwem, improwizowanych i naprawdę obłędnych, gitarowych partii Vica Vergata. Album został nagrany w tym samym studio co "Deep Purple In Rock"... Dodatkowo dołączono 7 nagrań - dwa z debiutanckiego singla, a także 5 kawałków nagranych w studiach szwajcarskiego EMI jeszcze w 1970 roku - na kilka miesięcy przed nagraniem debiutanckiego albumu. Po latach nagrania te wydano na dawno wycofanym CD/LP "B.U.F.O.". Wydany w 1972 drugi, nieco bardziej 'progresywny' album 'Tomorrow Blue' również był doskonały! JL ..::TRACK-LIST::.. 1. Cotton Wood Hill 8:32 2. A Life That Ain't Worth Living 3:28 3. Tank 3:27 4. They Say I'm Mad 6:46 5. Life Goes On 11:58 6. Pig's Walk 7:25 7. The One I Mean 2:33 Bonus Tracks: 8. Stay (single A-side, 1971) 3:30 9. Animals World (single B-side, 1971) 3:10 10. No Time 4:33 11. Walking In The Moonlight 2:14 12. Dream Girl 5:15 13. Lone Wolf Rocks 4:09 14. Feelin' Alright 6:12 Tracks 10-14 recorded at EMI Studios in Basel, Switzerland in 1970 ..::OBSADA::.. Vocals - Benj Jaeger Guitar, Vocals, Piano - Vic Vergeat Bass, Vocals - Werner Froehlich Drums, Percussion, Vocals - Cosimo Lampis https://www.youtube.com/watch?v=QGwiSqJIrso SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-13 17:03:01
Rozmiar: 169.73 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Nowa, limitowana, europejska edycja absolutnego klasyka ciężkiego rocka z początku lat 70.! Wydany w 1971 roku, debiutancki album kapitalnej szwajcarsko-włoskiej formacji, zawierał bardzo ciężkiego, momentami bluesującego rocka zainspirowanego twórczością Hendrixa i Cream, ale podążającego śladami Led Zeppelin i Black Sabbath (i Budgie - których z pewnością nie znali). Całość została podana bez żadnych kompromisów, zdecydowanie i z mnóstwem, improwizowanych i naprawdę obłędnych, gitarowych partii Vica Vergata. Album został nagrany w tym samym studio co "Deep Purple In Rock"... Dodatkowo dołączono 7 nagrań - dwa z debiutanckiego singla, a także 5 kawałków nagranych w studiach szwajcarskiego EMI jeszcze w 1970 roku - na kilka miesięcy przed nagraniem debiutanckiego albumu. Po latach nagrania te wydano na dawno wycofanym CD/LP "B.U.F.O.". Wydany w 1972 drugi, nieco bardziej 'progresywny' album 'Tomorrow Blue' również był doskonały! JL ..::TRACK-LIST::.. 1. Cotton Wood Hill 8:32 2. A Life That Ain't Worth Living 3:28 3. Tank 3:27 4. They Say I'm Mad 6:46 5. Life Goes On 11:58 6. Pig's Walk 7:25 7. The One I Mean 2:33 Bonus Tracks: 8. Stay (single A-side, 1971) 3:30 9. Animals World (single B-side, 1971) 3:10 10. No Time 4:33 11. Walking In The Moonlight 2:14 12. Dream Girl 5:15 13. Lone Wolf Rocks 4:09 14. Feelin' Alright 6:12 Tracks 10-14 recorded at EMI Studios in Basel, Switzerland in 1970 ..::OBSADA::.. Vocals - Benj Jaeger Guitar, Vocals, Piano - Vic Vergeat Bass, Vocals - Werner Froehlich Drums, Percussion, Vocals - Cosimo Lampis https://www.youtube.com/watch?v=QGwiSqJIrso SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-13 16:58:00
Rozmiar: 504.48 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- The Corrs - Unplugged --------------------------------------------------------------------- Artist...............: The Corrs Album................: Unplugged Series...............: MTV Unplugged Genre................: Pop Source...............: CD Year.................: 1999 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 68 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: 143 Records, Lava, Atlantic Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting --------------------------------------------------------------------- 1. The Corrs - Only When I Sleep [04:38] 2. The Corrs - What Can I Do [04:36] 3. The Corrs - Radio [04:51] 4. The Corrs - Toss The Feathers [03:14] 5. The Corrs - Runaway [04:37] 6. The Corrs - Forgiven Not Forgotten [05:22] 7. The Corrs - At Your Side [04:33] 8. The Corrs - Little Wing [04:41] 9. The Corrs - No Frontiers [04:28] 10. The Corrs - Queen Of Hollywood [04:44] 11. The Corrs - Old Town [03:09] 12. The Corrs - Lough Erin Shore [04:25] 13. The Corrs - So Young [04:53] 14. The Corrs - Everybody Hurts [05:43] Playing Time.........: 01:03:59 Total Size...........: 437,18 MB Recorded with Fleetwood Mobiles.
Seedów: 105
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-13 13:33:47
Rozmiar: 455.11 MB
Peerów: 28
Dodał: rajkad
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- The Corrs - The Works (A 3 CD Retrospective) (3 CD) --------------------------------------------------------------------- Artist...............: The Corrs Album................: The Works (A 3 CD Retrospective) Genre................: Pop Source...............: CD Year.................: 2007 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 70-71 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: Rhino Records Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting - CD 1 --------------------------------------------------------------------- 1. The Corrs - Runaway [04:26] 2. The Corrs - Dreams [04:01] 3. The Corrs - What Can I Do [04:16] 4. The Corrs - Irresistible [03:40] 5. The Corrs - I Never Loved You Anyway [04:26] 6. The Corrs - Love To Love You [04:09] 7. The Corrs - Forgiven, Not Forgotten [04:17] 8. The Corrs - Leave Me Alone [03:40] 9. The Corrs - Secret Life [04:33] 10. The Corrs - The Right Time [04:09] 11. The Corrs - Heaven Knows [04:19] 12. The Corrs - Someday [03:51] 13. The Corrs - Closer [04:06] 14. The Corrs - When He's Not Around [04:25] 15. The Corrs - Don't Say You Love Me [04:37] 16. The Corrs - Love Gives Love Takes [03:42] 17. The Corrs - Hopelessly Addicted [04:02] 18. The Corrs - Erin Shore (Instrumental) [04:15] Playing Time.........: 01:15:03 Total Size...........: 532,60 MB --------------------------------------------------------------------- Tracklisting - CD 2 --------------------------------------------------------------------- 1. The Corrs - Breathless [03:29] 2. The Corrs - So Young [03:52] 3. The Corrs - Radio [04:08] 4. The Corrs - Give Me A Reason [03:29] 5. The Corrs - Only When I Sleep [04:23] 6. The Corrs - Intimacy [03:56] 7. The Corrs - Queen Of Hollywood [05:00] 8. The Corrs - No Good For Me [03:59] 9. The Corrs - Little Wing [05:09] 10. The Corrs - All The Love In The World [04:19] 11. The Corrs - All In A Day [03:41] 12. The Corrs - At Your Side [03:57] 13. The Corrs - No More Cry [02:58] 14. The Corrs - Give It All Up [03:27] 15. The Corrs - Say [04:33] 16. The Corrs - One Night [04:35] 17. The Corrs - Rain [04:14] 18. The Corrs - Hurt Before [04:02] 19. The Corrs - Rebel Heart [04:05] Playing Time.........: 01:17:24 Total Size...........: 551,31 MB --------------------------------------------------------------------- Tracklisting - CD 3 --------------------------------------------------------------------- 1. The Corrs - Summer Sunshine [02:51] 2. The Corrs - Angel [03:27] 3. The Corrs - Long Night [03:49] 4. The Corrs - Old Town [03:48] 5. The Corrs - Heart Like A Wheel [03:55] 6. The Corrs - Black Is The Colour [03:50] 7. The Corrs - Haste To The Wedding [02:28] 8. The Corrs - No Frontiers [04:25] 9. The Corrs - Love In The Milkyway [04:02] 10. The Corrs - Looking In The Eyes Of Love [04:32] 11. The Corrs - Somebody For Someone (Acoustic) [03:24] 12. The Corrs - No More Cry (Acoustic) [02:53] 13. The Corrs - At Your Side (Acoustic) [03:49] 14. The Corrs - When The Stars Go Blue (Feat. Bono) [04:00] 15. The Corrs - Dreams (Tee's Radio Mix) [03:54] 16. The Corrs - So Young (K Klass Remix) [04:14] 17. The Corrs - What Can I Do (Tin Tin Out Remix) [04:16] 18. The Corrs - Radio (Unplugged) [04:49] 19. The Corrs - Goodbye (2006 Remix) [03:46] Playing Time.........: 01:12:18 Total Size...........: 507,64 MB
Seedów: 153
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-13 11:16:57
Rozmiar: 1.56 GB
Peerów: 24
Dodał: rajkad
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. 5 dni(słownie pięć) dni – tyle nagrywano najbardziej znienawidzony krążek Deicide. Pewnie nie jedna okładka tej nieszczęsnej płyty była przemoczona od plwocin „wiernych” fanów… Przy okazji okładka podsumowuje ówczesną twórczość zespołu, nawiązując do symbolicznych okładek poprzednich wydawnitw. Początek nowego tysiąclecia dla Bentona i spółki zapowiadał się burzliwie, zespół zamyka pewną epokę nagrywając ostatnią płytę dla Roadrunner Records. Legenda głosi – zespół miał zrobić wytwórni na złość być zrobiony na złość i celowo krążek miał być słaby. Ja odbieram In Torment in Hell jako skumulowanie, szczerych emocji podsycanych konfliktem z Roadrunnerem. Dziwię się malkontentom bo ten album jest jednym z najbardziej autentycznych płyt tamtych lat – ta płyta jest zrobiona na wkurwie i to słychać. Deicide wrócił do Brutal Death Metalowego dziedzictwa z początku swojej chlubnej kariery. Oczywiście słychać mankamenty i niedoróbki tego albumu, co jest głównym efektem napisania go w pośpiechu, nie mniej dzięki temu brzmienie zyskało na autentyczności, albumu brzmi jeszcze bardziej oldschoolowo, żeby nie powiedzieć klasycznie. Po trochę za bardzo wypieszczonych Serpents of the Light i Insinrateheymn jest miłą odmianą. Zawartość In Torment in Hell to osiem intrygujących mniej lub bardziej nieobrobionych brylantów. Już na starcie zostajemy rozbrojeni przez typowe dla zespołu, cyniczne poczucie humoru. Następnie rażeni jesteśmy piekielnie brutalnym growlem. Zarówno tytułowy utwór jak i następny „Christ Don’t Care”, to brudny Brutal Death Metal! Jakiego nie było od lat słychać na krążkach Deicide. Powtórzę jeszcze raz dziwię się krytyce tego albumu, jasne że kompozycyjnie nie dorasta dwóm pierwszym krążkom do sandałów, ale jest to przynajmniej udana próba nawiązania do ich klimatu. Warto zwrócić uwagę na zwalające są z nóg nieocenione kosmiczne, chaotyczne solówki braci Hofmann. Pasaż otwierający w „Vengeance Will be Mine”, zabija i nie wierze, że w chwili premiery się nie podobał , tak samo jak „efekty specjalne” Bentona i jego demoniczno opętany repertuar „ugh”, powrót rasowych skrzeków – kto na to nie czekał?. Połamane rytmy w średnio szybkim „Immient Doom”, czyż ten kawałek nie wpisuje się w jeden z prekursorskich przykładów Blackened Death Metalu ? Jeszcze lepszym przykładem starej szkoły jest „Child of God” - Death Thrashowa młócka z licznymi zmianami tempa, z porytym chwilami monotonnym riffem . Największą wadą tej płyty jest jej końcówka, przytłumiony, zadymiony „Worry in the House of Thieves” urozmaica album, przy tym brzmi groteskowo ale za to solówki rekompensują trochę głupawe szczekanie Bentona. Album nie jest jednolity, poszczególne utwory są wyraziste i nie stapiają się w bezsensowną maź. Standardowo album to półgodziny Deicidowskiego mielenia, po tym albumie tak jak w przypadku kilku ostatnich z naciskiem na Insineratehymn czuję się niedosyt, zwłaszcza, że ta płyta nieznośnie się urywa, nie ma charakterystycznej dla tego zespołu klamry spajającej. Na koniec pytanie retoryczne – czego właściwie długowłosa brać oczekiwała po Deicide Anno Domini 2001? Progresu w stylu The Sounds of Perseverance?! Już poprzednik In Torment in Hell pokazał, że nie dla Deicide pisane eksperymentowanie. Zresztą niektóre późniejsze płyty też to pokażą. Reasumując dupy nie urywa ale przyznać trzeba - Deicide z klasą rozstaje się z wytwórnią, ślepcy nadal będą pluć na oślep, skreślając przyzwoity krążek. Ich wybór i strata. Ignatius Powiem szczerze, że bardzo ostrzyłem sobie apetyt na tę płytę, a to między innymi za sprawą pana Bentona, który to odgrażał się w prasie, że nowa płyta Deicide będzie najbrutalniejszym krążkiem roku. Chociaż nie za bardzo mi się w to chciało wierzyć, miałem jednak nadzieję, że chłopaki nie nagrają kontynuacji swojej poprzedniej płyty, która była bardzo ryzykownym posunięciem, punktem ważnym w jego karierze, ale nie wiem czy do końca dobrym i przemyślanym. Mnie osobiście płyta podobała się, jednak i tak uważam, że miała dużo wad: była wolna, gitary nie miały tego charakterystycznego deicide'owskiego ciężaru (tylko bas miał), a perkusja w niczym nie przypominała (może oprócz charakterystycznego brzmienia werbla) poprzednich wielkich dokonań Steve'a. Muszę powiedzieć, że nowa płyta chłopaków z Florydy jest cięższa od poprzedniczki, tym razem nieco bardziej przemyślana (choć rewolucji szukać tu na próżno), utwory są bardziej agresywne, niektóre przypominają klimatem nawet dokonania zespołu z okresu "Once Upon a Cross" czy "Serpents Of The Light (tak! tak!), kawałki te stanowią jednak niestety mniejszą część płyty, a szkoda, bo w końcu mogło być (znowu!) tak pięknie... Po wielokrotnym przesłuchaniu "In Torment In Hell" uważam, że mimo iż płyta jest znacznie cięższa od "Insineratehymn" to bardzo jest stylowo do niej podobna (oprócz wspomnianych wyżej wyjątków). I choć to na pewno nie jest jej zaletą, to myślę, iż fani Deicide'a spokojnie ją zaakceptują i polubią (chociaż pewnie zdenerwuje ich nieco ciągła schematyczność utworów: intro- zwrotka- refren- zwrotka- refren- solo(ewentualnie)- zwrotka- refren- refren- outro). Zdaję sobie sprawę, jakiej płyty oczekują od Deicide jego wierni i oddani maniacy... ja również na taką płytę czekam i myślę, że Deicide nas jeszcze kiedyś bardzo zaskoczy (pozytywnie oczywiście i może już niedługo!) i nagra płytę, jakiej każdy z nas od nich oczekuję. Na razie to tylko jednak sfera marzeń i przyszłości... nam pozostało cieszyć się płytą "In Torment In Hell". A ta naprawdę nie jest zła. Posłuchajcie tylko sami utworu tytułowego albo "Christ Don't Care", a na dokładkę jeszcze "Vengeance Will Be Mine". Czy ten klimat nie wydaje się wam znajomy? Szkoda tylko, że te trzy kawałki (zresztą trzy pierwsze) należą do najlepszych na płycie, a część środkowa mocno jednak od nich odstaje (z wyjątkiem piątego "Child Of God") i przypomina numery z "Insineratehymn". W końcówce jest już jednak nieco lepiej, jednak albumowi temu z czystym sumieniem mogę wystawić góra ocenę 6. Po prostu, ja osobiście po Deicide spodziewałem się czegoś więcej... Nie przekreślam jednak tego zespołu (to byłoby bluźnierstwem), ponieważ uważam, że nas jeszcze kiedyś zaskoczy. A na razie idę posłuchać sobie znowu "In Torment In Hell", bo kurczę, jest to w sumie niezła płyta, z kawałkiem naprawdę niezłej muzy... Polecam tylko fanom Deicide'a. Chaos Za którymś przesłuchaniem niesławnego „Insineratehymn” doszedłem (a może i dojszłem – blisko miałem do półki z płytami) do wniosku, że ciężko będzie im nagrać coś gorszego. Stan ten i przekonanie trwało do pierwszego odpalenia In Torment In Hell po tym, jak znacznie wcześniej powędrował on na półkę. Początkowy — choć i tak nie przesadny — entuzjazm, spowodowany tylko tym, że album jest zwyczajnie szybszy od poprzednika, został zmieciony. Przecież to się okazało jeszcze gorsze! Benton na każdym kroku podkreślał, jak to szybko (w 4 dni) i tanio (za 5600 $) nagrali tę płytę… Efekt jest taki, że naprawdę słychać, iż w In Torment In Hell nie włożono zbyt dużo pracy ani środków pieniężnych. O zgrozo nawet wcześniejszy krążek mógł się poszczycić bardziej „ostrym” i wyraźnym brzmieniem. Tu na umiarkowany plus zmienił się sound werbla, ale reszta… Mnie szczególnie irytuje szum, dudnienie i „buczenie” czegoś, co chyba miało być w zamyśle drugą gitarą albo nawet i basem. Co do muzyki – tak, całościowo jest ona szybsza niż na „Insineratehymn”, ale to zupełnie nic nie daje, mamy bowiem do czynienia z nadzwyczajnym stężeniem schematyzmu i powtarzalności na minutę grania. A gdy jeszcze pojawiają się te nieszczęsne zwolnienia, to już w ogóle robi się niewesoło. Tym sposobem dostajemy coś na kształt kilku niedorobionych wersji niedorobionego i zabiedzonego „Kill The Christian”. Nie żebym oczekiwał po Deicide rewolucyjnej oryginalności, ale trzeba przyznać, iż drzewiej tak z nimi bywało, że jakoś sprawniej montowali do kupy te swoje patenty. A tu… Ech. Słowem: to co musieli – odbębnili, nie zważając przy tym na jakość produktu końcowego. Czemu się dziwić, skoro po paru latach sami przyznawali, że ten album powstał po tylko to, by wyzwolić się spod „opiekuńczych” skrzydeł Roadrunner. Plusy… pewnie jakieś są, niektórym nawet udało się kilka wyliczyć… Ja tak nie potrafię (czy też nie chcę) i mogę skupić się przede wszystkim na wadach, a w te — sami przyznacie — In Torment In Hell obfituje. Nie przekonuje mnie żaden element tego krążka. Trudno, co robić? Proste – nie kupować i nie słuchać. Mnie, niestety, pozostaje już tylko to drugie. demo The rational minded among us might suppose that, a single year after one of your flagship death metal acts released their most mediocre effort to date, you'd want them to take to their time when next they enter the studio. If the members of Deicide are to be believed, this was not the case for In Torment In Hell, a purported rush job at the bequest of Roadrunner. Why am I not surprised? This is the same label, after all, which rose (or fell) from genuine greatness in the 80s to one of the trendiest cash whores in all the extreme music industry. The label that, two years hence, would release the worthless 'Best of' Deicide compilation to squeeze a few more bucks beyond this heap of negligible returns... As it turns out, though, the production and the album art (which isn't frankly all that bad, merely a re-integration of past cover symbols) are not the only impediments to this wretched low. The songwriting is equally to blame, a collection of mundane and uninteresting riffs that offer nothing the band hadn't already delivered in exponentially greater quality on their formative releases Deicide (1990) and Legion (1992). In fact, the music here is so mediocre that it makes the vapid, ridiculous leads sound positively angelic by comparison, as wild and meaningless as they tend to be. In Torment In Hell is perhaps closer to the band's roots than as Insiniteratehymn, but where that album still had the capacity to bust out a half-decent guitar pattern, these are treacherously forgotten within seconds of their passing. Your typical mix of grooving chugs over double bass and explosive old school speed picking that in no way comes off effectively malevolent or even muscular (arguably the band's one strength on their better works). The vocals might occasionally resonate along with Benton's finer performances, but their meter comes off wholly generic and derivative of the band's back catalog. I'm seriously hard pressed to think of even one riff I appreciated on the album. Even the tighter tracks like the mosh intensive "Let It Be Done" and "Imminent Doom", or the thrashing closer "Lurking Among Us" fall flat on their inverted crosses. Don't even get me started on the title track, which is perhaps the worst on the album, a poor choice for an opener. As the band would agree, the mix sounds like shit. Pick any random demo from a brutal death metal band around the turn of the century and you're likely to find better. I like the zip of the leads, but only because their frivolous tone makes them stand pitchfork and horns above the rest of this lazy, lamentable lattice. Deicide have released other disappointments through their career, but this might have given Jesus the last laugh if they hadn't decided to survive through it. autothrall ..::TRACK-LIST::.. 1. In Torment In Hell (Feat. Bob Larson) 4:02 2. Christ Don't Care 2:51 3. Vengeance Will Be Mine 4:24 4. Imminent Doom 3:41 5. Child Of God 3:35 6. Let It Be Done 3:34 7. Worry In The House Of Thieves 4:16 8. Lurking Among Us 4:34 ..::OBSADA::.. Vocals, Bass, Written-By [All Lyrics] - Glen Benton Drums - Steve Asheim Lead Guitar - Brian Hoffman, Eric Hoffman https://www.youtube.com/watch?v=Rlr_uBhZxjE SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-12 16:27:30
Rozmiar: 72.48 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. 5 dni(słownie pięć) dni – tyle nagrywano najbardziej znienawidzony krążek Deicide. Pewnie nie jedna okładka tej nieszczęsnej płyty była przemoczona od plwocin „wiernych” fanów… Przy okazji okładka podsumowuje ówczesną twórczość zespołu, nawiązując do symbolicznych okładek poprzednich wydawnitw. Początek nowego tysiąclecia dla Bentona i spółki zapowiadał się burzliwie, zespół zamyka pewną epokę nagrywając ostatnią płytę dla Roadrunner Records. Legenda głosi – zespół miał zrobić wytwórni na złość być zrobiony na złość i celowo krążek miał być słaby. Ja odbieram In Torment in Hell jako skumulowanie, szczerych emocji podsycanych konfliktem z Roadrunnerem. Dziwię się malkontentom bo ten album jest jednym z najbardziej autentycznych płyt tamtych lat – ta płyta jest zrobiona na wkurwie i to słychać. Deicide wrócił do Brutal Death Metalowego dziedzictwa z początku swojej chlubnej kariery. Oczywiście słychać mankamenty i niedoróbki tego albumu, co jest głównym efektem napisania go w pośpiechu, nie mniej dzięki temu brzmienie zyskało na autentyczności, albumu brzmi jeszcze bardziej oldschoolowo, żeby nie powiedzieć klasycznie. Po trochę za bardzo wypieszczonych Serpents of the Light i Insinrateheymn jest miłą odmianą. Zawartość In Torment in Hell to osiem intrygujących mniej lub bardziej nieobrobionych brylantów. Już na starcie zostajemy rozbrojeni przez typowe dla zespołu, cyniczne poczucie humoru. Następnie rażeni jesteśmy piekielnie brutalnym growlem. Zarówno tytułowy utwór jak i następny „Christ Don’t Care”, to brudny Brutal Death Metal! Jakiego nie było od lat słychać na krążkach Deicide. Powtórzę jeszcze raz dziwię się krytyce tego albumu, jasne że kompozycyjnie nie dorasta dwóm pierwszym krążkom do sandałów, ale jest to przynajmniej udana próba nawiązania do ich klimatu. Warto zwrócić uwagę na zwalające są z nóg nieocenione kosmiczne, chaotyczne solówki braci Hofmann. Pasaż otwierający w „Vengeance Will be Mine”, zabija i nie wierze, że w chwili premiery się nie podobał , tak samo jak „efekty specjalne” Bentona i jego demoniczno opętany repertuar „ugh”, powrót rasowych skrzeków – kto na to nie czekał?. Połamane rytmy w średnio szybkim „Immient Doom”, czyż ten kawałek nie wpisuje się w jeden z prekursorskich przykładów Blackened Death Metalu ? Jeszcze lepszym przykładem starej szkoły jest „Child of God” - Death Thrashowa młócka z licznymi zmianami tempa, z porytym chwilami monotonnym riffem . Największą wadą tej płyty jest jej końcówka, przytłumiony, zadymiony „Worry in the House of Thieves” urozmaica album, przy tym brzmi groteskowo ale za to solówki rekompensują trochę głupawe szczekanie Bentona. Album nie jest jednolity, poszczególne utwory są wyraziste i nie stapiają się w bezsensowną maź. Standardowo album to półgodziny Deicidowskiego mielenia, po tym albumie tak jak w przypadku kilku ostatnich z naciskiem na Insineratehymn czuję się niedosyt, zwłaszcza, że ta płyta nieznośnie się urywa, nie ma charakterystycznej dla tego zespołu klamry spajającej. Na koniec pytanie retoryczne – czego właściwie długowłosa brać oczekiwała po Deicide Anno Domini 2001? Progresu w stylu The Sounds of Perseverance?! Już poprzednik In Torment in Hell pokazał, że nie dla Deicide pisane eksperymentowanie. Zresztą niektóre późniejsze płyty też to pokażą. Reasumując dupy nie urywa ale przyznać trzeba - Deicide z klasą rozstaje się z wytwórnią, ślepcy nadal będą pluć na oślep, skreślając przyzwoity krążek. Ich wybór i strata. Ignatius Powiem szczerze, że bardzo ostrzyłem sobie apetyt na tę płytę, a to między innymi za sprawą pana Bentona, który to odgrażał się w prasie, że nowa płyta Deicide będzie najbrutalniejszym krążkiem roku. Chociaż nie za bardzo mi się w to chciało wierzyć, miałem jednak nadzieję, że chłopaki nie nagrają kontynuacji swojej poprzedniej płyty, która była bardzo ryzykownym posunięciem, punktem ważnym w jego karierze, ale nie wiem czy do końca dobrym i przemyślanym. Mnie osobiście płyta podobała się, jednak i tak uważam, że miała dużo wad: była wolna, gitary nie miały tego charakterystycznego deicide'owskiego ciężaru (tylko bas miał), a perkusja w niczym nie przypominała (może oprócz charakterystycznego brzmienia werbla) poprzednich wielkich dokonań Steve'a. Muszę powiedzieć, że nowa płyta chłopaków z Florydy jest cięższa od poprzedniczki, tym razem nieco bardziej przemyślana (choć rewolucji szukać tu na próżno), utwory są bardziej agresywne, niektóre przypominają klimatem nawet dokonania zespołu z okresu "Once Upon a Cross" czy "Serpents Of The Light (tak! tak!), kawałki te stanowią jednak niestety mniejszą część płyty, a szkoda, bo w końcu mogło być (znowu!) tak pięknie... Po wielokrotnym przesłuchaniu "In Torment In Hell" uważam, że mimo iż płyta jest znacznie cięższa od "Insineratehymn" to bardzo jest stylowo do niej podobna (oprócz wspomnianych wyżej wyjątków). I choć to na pewno nie jest jej zaletą, to myślę, iż fani Deicide'a spokojnie ją zaakceptują i polubią (chociaż pewnie zdenerwuje ich nieco ciągła schematyczność utworów: intro- zwrotka- refren- zwrotka- refren- solo(ewentualnie)- zwrotka- refren- refren- outro). Zdaję sobie sprawę, jakiej płyty oczekują od Deicide jego wierni i oddani maniacy... ja również na taką płytę czekam i myślę, że Deicide nas jeszcze kiedyś bardzo zaskoczy (pozytywnie oczywiście i może już niedługo!) i nagra płytę, jakiej każdy z nas od nich oczekuję. Na razie to tylko jednak sfera marzeń i przyszłości... nam pozostało cieszyć się płytą "In Torment In Hell". A ta naprawdę nie jest zła. Posłuchajcie tylko sami utworu tytułowego albo "Christ Don't Care", a na dokładkę jeszcze "Vengeance Will Be Mine". Czy ten klimat nie wydaje się wam znajomy? Szkoda tylko, że te trzy kawałki (zresztą trzy pierwsze) należą do najlepszych na płycie, a część środkowa mocno jednak od nich odstaje (z wyjątkiem piątego "Child Of God") i przypomina numery z "Insineratehymn". W końcówce jest już jednak nieco lepiej, jednak albumowi temu z czystym sumieniem mogę wystawić góra ocenę 6. Po prostu, ja osobiście po Deicide spodziewałem się czegoś więcej... Nie przekreślam jednak tego zespołu (to byłoby bluźnierstwem), ponieważ uważam, że nas jeszcze kiedyś zaskoczy. A na razie idę posłuchać sobie znowu "In Torment In Hell", bo kurczę, jest to w sumie niezła płyta, z kawałkiem naprawdę niezłej muzy... Polecam tylko fanom Deicide'a. Chaos Za którymś przesłuchaniem niesławnego „Insineratehymn” doszedłem (a może i dojszłem – blisko miałem do półki z płytami) do wniosku, że ciężko będzie im nagrać coś gorszego. Stan ten i przekonanie trwało do pierwszego odpalenia In Torment In Hell po tym, jak znacznie wcześniej powędrował on na półkę. Początkowy — choć i tak nie przesadny — entuzjazm, spowodowany tylko tym, że album jest zwyczajnie szybszy od poprzednika, został zmieciony. Przecież to się okazało jeszcze gorsze! Benton na każdym kroku podkreślał, jak to szybko (w 4 dni) i tanio (za 5600 $) nagrali tę płytę… Efekt jest taki, że naprawdę słychać, iż w In Torment In Hell nie włożono zbyt dużo pracy ani środków pieniężnych. O zgrozo nawet wcześniejszy krążek mógł się poszczycić bardziej „ostrym” i wyraźnym brzmieniem. Tu na umiarkowany plus zmienił się sound werbla, ale reszta… Mnie szczególnie irytuje szum, dudnienie i „buczenie” czegoś, co chyba miało być w zamyśle drugą gitarą albo nawet i basem. Co do muzyki – tak, całościowo jest ona szybsza niż na „Insineratehymn”, ale to zupełnie nic nie daje, mamy bowiem do czynienia z nadzwyczajnym stężeniem schematyzmu i powtarzalności na minutę grania. A gdy jeszcze pojawiają się te nieszczęsne zwolnienia, to już w ogóle robi się niewesoło. Tym sposobem dostajemy coś na kształt kilku niedorobionych wersji niedorobionego i zabiedzonego „Kill The Christian”. Nie żebym oczekiwał po Deicide rewolucyjnej oryginalności, ale trzeba przyznać, iż drzewiej tak z nimi bywało, że jakoś sprawniej montowali do kupy te swoje patenty. A tu… Ech. Słowem: to co musieli – odbębnili, nie zważając przy tym na jakość produktu końcowego. Czemu się dziwić, skoro po paru latach sami przyznawali, że ten album powstał po tylko to, by wyzwolić się spod „opiekuńczych” skrzydeł Roadrunner. Plusy… pewnie jakieś są, niektórym nawet udało się kilka wyliczyć… Ja tak nie potrafię (czy też nie chcę) i mogę skupić się przede wszystkim na wadach, a w te — sami przyznacie — In Torment In Hell obfituje. Nie przekonuje mnie żaden element tego krążka. Trudno, co robić? Proste – nie kupować i nie słuchać. Mnie, niestety, pozostaje już tylko to drugie. demo The rational minded among us might suppose that, a single year after one of your flagship death metal acts released their most mediocre effort to date, you'd want them to take to their time when next they enter the studio. If the members of Deicide are to be believed, this was not the case for In Torment In Hell, a purported rush job at the bequest of Roadrunner. Why am I not surprised? This is the same label, after all, which rose (or fell) from genuine greatness in the 80s to one of the trendiest cash whores in all the extreme music industry. The label that, two years hence, would release the worthless 'Best of' Deicide compilation to squeeze a few more bucks beyond this heap of negligible returns... As it turns out, though, the production and the album art (which isn't frankly all that bad, merely a re-integration of past cover symbols) are not the only impediments to this wretched low. The songwriting is equally to blame, a collection of mundane and uninteresting riffs that offer nothing the band hadn't already delivered in exponentially greater quality on their formative releases Deicide (1990) and Legion (1992). In fact, the music here is so mediocre that it makes the vapid, ridiculous leads sound positively angelic by comparison, as wild and meaningless as they tend to be. In Torment In Hell is perhaps closer to the band's roots than as Insiniteratehymn, but where that album still had the capacity to bust out a half-decent guitar pattern, these are treacherously forgotten within seconds of their passing. Your typical mix of grooving chugs over double bass and explosive old school speed picking that in no way comes off effectively malevolent or even muscular (arguably the band's one strength on their better works). The vocals might occasionally resonate along with Benton's finer performances, but their meter comes off wholly generic and derivative of the band's back catalog. I'm seriously hard pressed to think of even one riff I appreciated on the album. Even the tighter tracks like the mosh intensive "Let It Be Done" and "Imminent Doom", or the thrashing closer "Lurking Among Us" fall flat on their inverted crosses. Don't even get me started on the title track, which is perhaps the worst on the album, a poor choice for an opener. As the band would agree, the mix sounds like shit. Pick any random demo from a brutal death metal band around the turn of the century and you're likely to find better. I like the zip of the leads, but only because their frivolous tone makes them stand pitchfork and horns above the rest of this lazy, lamentable lattice. Deicide have released other disappointments through their career, but this might have given Jesus the last laugh if they hadn't decided to survive through it. autothrall ..::TRACK-LIST::.. 1. In Torment In Hell (Feat. Bob Larson) 4:02 2. Christ Don't Care 2:51 3. Vengeance Will Be Mine 4:24 4. Imminent Doom 3:41 5. Child Of God 3:35 6. Let It Be Done 3:34 7. Worry In The House Of Thieves 4:16 8. Lurking Among Us 4:34 ..::OBSADA::.. Vocals, Bass, Written-By [All Lyrics] - Glen Benton Drums - Steve Asheim Lead Guitar - Brian Hoffman, Eric Hoffman https://www.youtube.com/watch?v=Rlr_uBhZxjE SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-12 16:22:28
Rozmiar: 236.31 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. "Insineratehymn" to bodajże piąty duży krążek Deicide. Cieszy fakt, że od tylu lat zespół gra wciąż w niezmienionym składzie, są już legendą sceny deathmetalowej, jednak dziś nie błyszczą jak kiedyś. Płytę rozpoczyna "Bible Basher", który mógłby być wyznacznikiem tego, co dzieje się w kolejnych 30 minutach. Utwory są przeważnie szybkie, nie brakuje tu jednak rytmicznych, dynamicznych riffów. Kompozycje okraszone są licznymi zmianami tempa, jak również ładnymi, czasem nie-deicidowymi solówkami. Głos Bentona nadal jest głęboki, porażający, ale jednak chyba stracił swoją dawną diabelskość. Warstwa tekstowa po raz kolejny przedstawia Deicide jako zespół antykościelny, czy też antychrześcijański, jednakże część tekstów traktuje o ostatnich wydarzeniach w życiu Bentona. "Insineratehymn" ma ciekawe brzmienie, nie jest całkowicie czyste, takie bowiem nie pasowałoby do charakteru muzyki Deicide. Niestety tej płycie brak dawnej agresji. Z jednej strony wydaje się, że jest bardzo spójna, przy drugim przesłuchaniu można mieć jednak wrażenie, że utwory pochodzą z różnych albumów. Tradycyjnie także "Insineratehymn" jest płytą krótką. Wśród dziesięciu kompozycji polecam "Worst Enemy" i "Refusal Of Penance". Ale jedno wiem na pewno, nigdy żadna ich płyta nie będzie lepsza od debiutanckiej. m00n Wstyd! Porażka! Rozczarowanie! Pomyłka! Może wydać się to dziwne, ale powyższe, nieprzepełnione entuzjazmem zawołania tyczą się właśnie „dzieła” Deicide, zespołu, za którego twórczość do połowy 2000 roku dałbym się pokroić. Miały być radykalne zmiany, powrót do grania brutalniejszego i bardziej surowego w formie, a wyszła… no właśnie, wtórna i niezbyt rajcująca muzyka, zdecydowanie przez małe „m”. Otwierający płytę „Bible Basher” (bajdełej – od 5 sekundy zalatuje „Bastard Of Christ”, ale to nie problem) jest jeszcze tym, do czego ekipa Bentona nas przyzwyczaiła: jest szybko, chwytliwie, skocznie, brutalnie, ale i niestety bardzo krótko (niespełna dwie i pół minuty). To, co się dzieje później, wprawia w niemałe osłupienie – zespół bawi się w zwolnienia, których od zarania dziejów przecież unikał. Za sprawą Insineratehymn wiemy czemu tak było – po prostu nie potrafili grać wolno i z sensem. Póki napierdalają, dbając o dynamikę i intensywność, to wszystko jest w porządku, bez wodotrysków (abstrahując od zajebistego w całości „Bible Basher”), ale OK – takie partie w „Standing In The Flames”, „Halls Of Warship”, „Suffer Again” czy „Apocalyptic Fear” wypadają bardzo fajnie i dostarczają trochę radochy. Dramat i nuda pojawiają się, gdy przychodzi jakiś wolny fragment – brzmi to sztucznie, kwadratowo, nie ma w tym za grosz polotu, jest wyprane z energii, wciśnięte na siłę i kompletnie nieprzekonywujące. Na pewno płycie nie pomaga też niewielka ilość solówek, nieco zmodyfikowany wokal Glena (jest bliższy temu z „Once Upon The Cross”, a to oznacza mniejszą ekspresję oraz czytelność) czy bardzo średnia produkcja (czego jak czego, ale takich demówkowych zapędów wcale nie pojmuję) – czyli elementy, które w założeniach miały spotęgować brutalność i diabelstwo. Sorki, nic takiego się nie stało. Mimo, iż przesłuchiwałem ten album setki razy (tu pojawia się mały paradoks, bo kto tak często słucha przeciętnej płyty) i nabrałem doń sporego dystansu, to nadal nie potrafię na luzie przyswoić sobie takiego oblicza Deicide i nadal czuję się oszukany. Spodziewałem się monumentu i kolejnego gwoździa do trumny chrześcijaństwa, a tu dupa. W kończącym krążek „Refusal Of Penance” Glen śpiewa, że „zawsze był instrumentem Szatana” – w tym przypadku instrument się rozstroił. Pewnie przez wilgoć w sali prób. demo The first five or so minutes of Insinteratehymn promise a few husky thrashing maneuvers smothered in Glen Benton's percussive barking and grunting, but ultimately it winds down into what might be their most mediocre studio offering. It's a punctual, stripped down affair upon which the most bare of concepts are repeatedly hammered in predictable processions of mundane brutality. Once again, I am left with an underwhelmed impression of this so-called legendary death metal band, and once again, I neglect to believe they are worth the hovering hype that has accompanied them since they broke out in the early 90s. Deicide can play their instruments along with the more practiced of their fellow craftsmen, but compelling they aren't. The initial potential unleashed is through the streaming venom of "Bible Basher", rapid guitar work of a more melodic, modernized feel, until the verse arrives, vocals following directly along the arc of the punching riffs. Yet another of Deicide's myriad blasphemies focused on ye olde deer in the headlights, the Christian minister and follower. By this point, as a new century was dawning upon us, and I'm pretty sure we had all 'got it' already. I take no issue with this band's stance on organized religions, in fact I may damn well share it, but there must be an intriguing way to pursue the stance beyond what seem like the rantings of a bitter teen kicked out of Sunday School. Benton is not the foulest lyricist in the genre by a long shot, but just think how cool a deeper, more ambitious, intellectual excavation might come off in his hands? Alas, the rambling sacrilege is not even the weak point of this album, but a series of diminishing returns in how the songs are written, like descending a ladder of quality. "Forever Hate You", "Standing in the Flames", and "Remnant of a Hopeless Path" are all ridden with increasingly dull death/thrash grooves; good intentions gone awry when the transitions and tempo shifts fail to produce anything of note. The leads toil and tear through the raucous mass of muted chugging like knifes through gelatin, but they're rarely memorable in of themselves. A number of the tracks are even more mediocre and meandering than these, like the ceaseless groove and chug of "The Gift That Keeps On Giving". Even when the band experiment with the clinical swerving of "Suffer Again" or "Worst Enemy", the steam is too quickly lost, and the best that could be said of "Apocalyptic Fear" and "Refusal of Penance" is that they conjure up half-decent thrash riffs in their dry environments. Compared to the bluster and brutality of a Legion or even Once Upon the Cross, Insineratehymn seems to lack even the most banal malevolence the band were able to stir up though their lyrics. In a sense, this album almost seems like Deicide-lite, caffeine free carnage. The production feels all too processed and boring, and the simplification of the composition just doesn't work in its favor. Hardly an offensive work to be sacrificed upon the suck-pile, but neither is it worth a repeated glance when so many better alternatives exist, even from the band's own stock. autothrall ..::TRACK-LIST::.. 1. Bible Basher 2. Forever Hate You 3. Standing In the Flames 4. Remnant Of a Hopeless Path 5. The Gift That Keeps on Giving 6. Halls Of Warship 7. Suffer Again 8. Worst Enemy 9. Apocalyptic Fear 10. Refusal Of Penance ..::OBSADA::.. Vocals, Bass, Lyrics By - Glen Benton Guitar - Brian Hoffman, Eric Hoffman Guitar - Brian Hoffman, Eric Hoffman https://www.youtube.com/watch?v=Wi5O-4gWDqM SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-12 16:04:52
Rozmiar: 72.80 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. "Insineratehymn" to bodajże piąty duży krążek Deicide. Cieszy fakt, że od tylu lat zespół gra wciąż w niezmienionym składzie, są już legendą sceny deathmetalowej, jednak dziś nie błyszczą jak kiedyś. Płytę rozpoczyna "Bible Basher", który mógłby być wyznacznikiem tego, co dzieje się w kolejnych 30 minutach. Utwory są przeważnie szybkie, nie brakuje tu jednak rytmicznych, dynamicznych riffów. Kompozycje okraszone są licznymi zmianami tempa, jak również ładnymi, czasem nie-deicidowymi solówkami. Głos Bentona nadal jest głęboki, porażający, ale jednak chyba stracił swoją dawną diabelskość. Warstwa tekstowa po raz kolejny przedstawia Deicide jako zespół antykościelny, czy też antychrześcijański, jednakże część tekstów traktuje o ostatnich wydarzeniach w życiu Bentona. "Insineratehymn" ma ciekawe brzmienie, nie jest całkowicie czyste, takie bowiem nie pasowałoby do charakteru muzyki Deicide. Niestety tej płycie brak dawnej agresji. Z jednej strony wydaje się, że jest bardzo spójna, przy drugim przesłuchaniu można mieć jednak wrażenie, że utwory pochodzą z różnych albumów. Tradycyjnie także "Insineratehymn" jest płytą krótką. Wśród dziesięciu kompozycji polecam "Worst Enemy" i "Refusal Of Penance". Ale jedno wiem na pewno, nigdy żadna ich płyta nie będzie lepsza od debiutanckiej. m00n Wstyd! Porażka! Rozczarowanie! Pomyłka! Może wydać się to dziwne, ale powyższe, nieprzepełnione entuzjazmem zawołania tyczą się właśnie „dzieła” Deicide, zespołu, za którego twórczość do połowy 2000 roku dałbym się pokroić. Miały być radykalne zmiany, powrót do grania brutalniejszego i bardziej surowego w formie, a wyszła… no właśnie, wtórna i niezbyt rajcująca muzyka, zdecydowanie przez małe „m”. Otwierający płytę „Bible Basher” (bajdełej – od 5 sekundy zalatuje „Bastard Of Christ”, ale to nie problem) jest jeszcze tym, do czego ekipa Bentona nas przyzwyczaiła: jest szybko, chwytliwie, skocznie, brutalnie, ale i niestety bardzo krótko (niespełna dwie i pół minuty). To, co się dzieje później, wprawia w niemałe osłupienie – zespół bawi się w zwolnienia, których od zarania dziejów przecież unikał. Za sprawą Insineratehymn wiemy czemu tak było – po prostu nie potrafili grać wolno i z sensem. Póki napierdalają, dbając o dynamikę i intensywność, to wszystko jest w porządku, bez wodotrysków (abstrahując od zajebistego w całości „Bible Basher”), ale OK – takie partie w „Standing In The Flames”, „Halls Of Warship”, „Suffer Again” czy „Apocalyptic Fear” wypadają bardzo fajnie i dostarczają trochę radochy. Dramat i nuda pojawiają się, gdy przychodzi jakiś wolny fragment – brzmi to sztucznie, kwadratowo, nie ma w tym za grosz polotu, jest wyprane z energii, wciśnięte na siłę i kompletnie nieprzekonywujące. Na pewno płycie nie pomaga też niewielka ilość solówek, nieco zmodyfikowany wokal Glena (jest bliższy temu z „Once Upon The Cross”, a to oznacza mniejszą ekspresję oraz czytelność) czy bardzo średnia produkcja (czego jak czego, ale takich demówkowych zapędów wcale nie pojmuję) – czyli elementy, które w założeniach miały spotęgować brutalność i diabelstwo. Sorki, nic takiego się nie stało. Mimo, iż przesłuchiwałem ten album setki razy (tu pojawia się mały paradoks, bo kto tak często słucha przeciętnej płyty) i nabrałem doń sporego dystansu, to nadal nie potrafię na luzie przyswoić sobie takiego oblicza Deicide i nadal czuję się oszukany. Spodziewałem się monumentu i kolejnego gwoździa do trumny chrześcijaństwa, a tu dupa. W kończącym krążek „Refusal Of Penance” Glen śpiewa, że „zawsze był instrumentem Szatana” – w tym przypadku instrument się rozstroił. Pewnie przez wilgoć w sali prób. demo The first five or so minutes of Insinteratehymn promise a few husky thrashing maneuvers smothered in Glen Benton's percussive barking and grunting, but ultimately it winds down into what might be their most mediocre studio offering. It's a punctual, stripped down affair upon which the most bare of concepts are repeatedly hammered in predictable processions of mundane brutality. Once again, I am left with an underwhelmed impression of this so-called legendary death metal band, and once again, I neglect to believe they are worth the hovering hype that has accompanied them since they broke out in the early 90s. Deicide can play their instruments along with the more practiced of their fellow craftsmen, but compelling they aren't. The initial potential unleashed is through the streaming venom of "Bible Basher", rapid guitar work of a more melodic, modernized feel, until the verse arrives, vocals following directly along the arc of the punching riffs. Yet another of Deicide's myriad blasphemies focused on ye olde deer in the headlights, the Christian minister and follower. By this point, as a new century was dawning upon us, and I'm pretty sure we had all 'got it' already. I take no issue with this band's stance on organized religions, in fact I may damn well share it, but there must be an intriguing way to pursue the stance beyond what seem like the rantings of a bitter teen kicked out of Sunday School. Benton is not the foulest lyricist in the genre by a long shot, but just think how cool a deeper, more ambitious, intellectual excavation might come off in his hands? Alas, the rambling sacrilege is not even the weak point of this album, but a series of diminishing returns in how the songs are written, like descending a ladder of quality. "Forever Hate You", "Standing in the Flames", and "Remnant of a Hopeless Path" are all ridden with increasingly dull death/thrash grooves; good intentions gone awry when the transitions and tempo shifts fail to produce anything of note. The leads toil and tear through the raucous mass of muted chugging like knifes through gelatin, but they're rarely memorable in of themselves. A number of the tracks are even more mediocre and meandering than these, like the ceaseless groove and chug of "The Gift That Keeps On Giving". Even when the band experiment with the clinical swerving of "Suffer Again" or "Worst Enemy", the steam is too quickly lost, and the best that could be said of "Apocalyptic Fear" and "Refusal of Penance" is that they conjure up half-decent thrash riffs in their dry environments. Compared to the bluster and brutality of a Legion or even Once Upon the Cross, Insineratehymn seems to lack even the most banal malevolence the band were able to stir up though their lyrics. In a sense, this album almost seems like Deicide-lite, caffeine free carnage. The production feels all too processed and boring, and the simplification of the composition just doesn't work in its favor. Hardly an offensive work to be sacrificed upon the suck-pile, but neither is it worth a repeated glance when so many better alternatives exist, even from the band's own stock. autothrall ..::TRACK-LIST::.. 1. Bible Basher 2. Forever Hate You 3. Standing In the Flames 4. Remnant Of a Hopeless Path 5. The Gift That Keeps on Giving 6. Halls Of Warship 7. Suffer Again 8. Worst Enemy 9. Apocalyptic Fear 10. Refusal Of Penance ..::OBSADA::.. Vocals, Bass, Lyrics By - Glen Benton Guitar - Brian Hoffman, Eric Hoffman Guitar - Brian Hoffman, Eric Hoffman https://www.youtube.com/watch?v=Wi5O-4gWDqM SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-12 15:58:25
Rozmiar: 234.80 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
1 - 30 | 31 - 60 | 61 - 90 | ... | 331 - 360 | 361 - 390 | 391 - 420 | 421 - 450 | 451 - 480 | ... | 26371 - 26400 | 26401 - 26430 | 26431 - 26458 |
|||||||||||||