|
|
|||||||||||||
|
Ostatnie 10 torrentów
Ostatnie 10 komentarzy
Discord
Kategoria:
Muzyka
Ilość torrentów:
26,321
Opis
...( Info )...
Składanka mireczka-muza mix vol.33 Gatunek: Różne Rok:2026 mp3@320kbps CZAS:01:47:33 ...( TrackList )... 1.Bebe Rexha - Tokyo 2.Dangy DJ Feat Simone Miggiano - Un Amore Nato Sul Musik Express 3.DJ WIFI - TURBO 4.Mark 'oh - Automatic Lover 5.Mark 'oh - Automatic Lover (Extended Version) 6.Marco Leo - Esperanza 7.Parol Syndykat ft. TPS x Wieszak - CMENTARNA HIENA 8.Roman Messer & Diandra Faye - I'll Be Waiting (Extended Remix)9.Vinjaz & Acigode - Mad Love 9.Vinjaz & Acigode - Mad Love 10.SKOLIM & CLEO - Lubimy (Remix) 11.Acio Pono - Rave Horizon Protocol 12.Benny Benassi & dualité - California Dreamin' (Extended Mix) 13.Dance 2 Disco - Till The Morning Light 14.EDN Project - 90s Music Is The Best 15.Heppy - Take Me Home 16.Polska Wersja - Którędy wyjść na ludzi 17.Pulsedriver & Sal De Sol - Its A Fine Day 18.Pulsedriver & Sal De Sol - It´s A Fine Day (Extended Mix) 19.Itz Mr Price - Find what is hidden 20.KronmDJ - NO GRAVITY 21.Liam Wilson & Paul Troubridge - Want Your Love (Extended Mix) 22.PSR & Bonus RPK x Kubańczyk - GATUNKI 23.Alex Megane - Little lies (Real Booty Babes Club Mix) 24.ANDATA & CERES - Loca 25.Dj JPedroza Feat. Lorenzo - Amore Mio (Original Mix) 26.Elena Tanz - Obsession 27.Kalwi & Remi, Diiya - A CYJE TO KONIE (Remix) 28.Nomis - Alles nur geliehen 29.Galezard Project & MC Slice - Oh, my digital Love (2026) 30.Bobina, Marcus Dielen & Mario Cola - Sweet Dreams (Original Mix)
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-27 04:10:02
Rozmiar: 236.96 MB
Peerów: 0
Dodał: mireczek19
Opis
...( Info )...
Składanka mireczka-Disco Polo vol.23 Gatunek: Disco Polo-Dance Polo Rok:2026 mp3@320kbps CZAS:01:33:16 ...( TrackList )... 1.DJ HEART - O tak, o yeah (2026) 2.Oskaro, Zespół Raz Dwa - ONA MOIM SNEM 3.Crazy Mike - Popłyniemy znów (Radio Edit) 4.Agbe, Magdalena Narożna - Money Money 5.Dr. SWAG - Dziewuszka 6.Klaudia Zielińska - O Tobie 7.Klaudia Zielińska - O Tobie (Remix) 2026 8.Piękni i Młodzi & Matson & Sound Bass feat. Dj Skiba vs. Shamal - Jedno słowo (2026) 9.Sebastian Pietraś - Dziewczyna Z Molo 10.Spike - Jesteś mała jeszcze za mała (Version 2026) 11.Bianco - Ona Była 12.Impress - Śniłem O Tobie 13.Brylant - Luzik (Remix) 14.Mini Max - Będę Tańczyć z Nią 15.Topky & MiłyPan & Defis - Za wszystko i za nic (Remix) 16.Zespół MASSiVE - Płakałaś (Remix) 17.PoZmroku - Tego lata (Tylko z Tobą) 18.Szymon Jankowski - Malinowe Usta 19.Magik Band - Słodka Czekoladka (Radio Edit) 20.PAPROT - Fatamorgana 21.Świr i Królowa - LOVE LOVE 22.ROXAOK & MATSON - RAM PAM PAM (Remix) 23.Ten Gość - Creme de la crème 24.Amper Boy - Szkolna Miłość 25.Joker & Sequence - Z dnia na dzień (Remix) 26.Kris Talisman - Live is Life (Radio Edit) 27.Alster - Ona ma to coś (REMIX) 28.Mig - Hey Kochana (Summer Club Edit) 29.Power Play - Czika 30.Sebastian Pietraś - Ona kręci mnie
Seedów: 185
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-27 03:53:07
Rozmiar: 215.43 MB
Peerów: 6
Dodał: mireczek19
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- Hank Marvin - Guitar Player --------------------------------------------------------------------- Artist...............: Hank Marvin Album................: Guitar Player Genre................: Instrumental Source...............: CD Year.................: 2002 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 68 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: CMC Records - Denmark Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting --------------------------------------------------------------------- 1. Hank Marvin - Dance With Me [03:50] 2. Hank Marvin - Killing Me Softly [04:17] 3. Hank Marvin - Ticket To Ride [05:23] 4. Hank Marvin - Maya's Day [04:40] 5. Hank Marvin - Lately [04:56] 6. Hank Marvin - A Tall-A Tall Dark Stranger [02:45] 7. Hank Marvin - Eleanor Rigby [02:56] 8. Hank Marvin - Petite Fleur [03:22] 9. Hank Marvin - Sunny Afternoon [03:47] 10. Hank Marvin - Benny's Toon [02:49] 11. Hank Marvin - American Pie [04:59] 12. Hank Marvin - Midnight At The Oasis [04:21] 13. Hank Marvin - Windmills Of Your Mind [04:32] 14. Hank Marvin - Hotel California [05:45] 15. Hank Marvin - Your Song [04:44] Playing Time.........: 01:03:12 Total Size...........: 439,37 MB
Seedów: 49
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-26 23:33:04
Rozmiar: 493.36 MB
Peerów: 29
Dodał: rajkad
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- Hank Marvin - Marvin At The Movies --------------------------------------------------------------------- Artist...............: Hank Marvin Album................: Marvin At The Movies Genre................: Instrumental Source...............: CD Year.................: 2000 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 65 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: Universal Music TV Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting --------------------------------------------------------------------- 1. Hank Marvin - Hard Days Night [03:11] 2. Hank Marvin - The Sound of Silence [04:39] 3. Hank Marvin - The Good the Bad & the Ugly [04:16] 4. Hank Marvin - A Kiss From A Rose [04:47] 5. Hank Marvin - How Deep is Your Love [04:45] 6. Hank Marvin - Windmills of Your Mind [04:32] 7. Hank Marvin - When You Say Nothing At All [04:06] 8. Hank Marvin - Son of A Preacher Man [04:44] 9. Hank Marvin - Goldfinger [04:00] 10. Hank Marvin - A Groovy Kind of Love [03:11] 11. Hank Marvin - La Bamba [04:11] 12. Hank Marvin - Theme from Star Wars [03:16] 13. Hank Marvin - My Heart Will Go On [05:03] 14. Hank Marvin - Aint No Sunshine [03:35] 15. Hank Marvin - Love Is All Around [04:18] 16. Hank Marvin - James Bond Medley [08:51] 16a The Bond Theme 16b From Russia With Love 16c You Only Live Twice 16d On Her Majesty's Secret Service 17. Hank Marvin - Will You Remember Me [05:01] Playing Time.........: 01:16:34 Total Size...........: 502,84 MB
Seedów: 45
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-26 23:29:44
Rozmiar: 508.27 MB
Peerów: 23
Dodał: rajkad
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Album Engines of Demolition zespołu Black Label Society to dwunasty studyjny krążek grupy, wydany 27 marca 2026 roku po najdłuższej przerwie w ich karierze (od 2021). Płyta utrzymana jest w typowym dla zespołu stylu – to mieszanka ciężkiego heavy metalu i hard rocka z wyraźnymi wpływami bluesa. Dominują:masywne, „tłuste” riffy gitarowe, wyraziste solówki Zakk Wylde, groove’owe rytmy i momentami bardziej melodyjne, balladowe fragmenty. Album nie próbuje rewolucjonizować brzmienia zespołu – raczej rozwija jego sprawdzoną formułę: ciężar przeplata się z emocjonalnymi momentami i southern-rockową nutą. „Engines of Demolition” to bardzo osobisty materiał. Sam Wylde określa go jako zapis „wzlotów i upadków ostatnich lat” – czyli emocjonalną podróż przez różne doświadczenia życiowe. Najważniejszym utworem jest zamykający album „Ozzy’s Song”, będący hołdem dla Ozzy Osbourne. To spokojna, pełna emocji ballada z pianinem i gitarą akustyczną, która przechodzi w ekspresyjne solo – symboliczne pożegnanie i wyraz żałoby. Album został dobrze przyjęty – podkreśla się jego spójność, energię i emocjonalną głębię, a także to, że trafia zarówno do starych fanów, jak i nowych słuchaczy. „Engines of Demolition” to klasyczne Black Label Society w dojrzałej formie – ciężkie riffy, charakterystyczne brzmienie i silny ładunek emocjonalny, szczególnie w kontekście osobistych przeżyć Zakka Wylde’a. To album bardziej refleksyjny niż przełomowy, ale bardzo solidny i szczery. ..::TRACK-LIST::.. 1. Name In Blood 04:36 2. Gatherer of Souls 03:35 3. The Hand of Tomorrows Grave 04:03 4. Better Days & Wiser Times 05:35 5. Broken and Blind 03:12 6. The Gallows 03:52 7. Above & Below 03:27 8. Back To Me 03:34 9. Lord Humungus 03:34 10. Pedal To The Floor 04:34 11. Broken Pieces 02:55 12. The Stranger 03:09 13. Ozzy's Song 05:28 ..::OBSADA::.. Vocals, Guitar, Piano, Organ [Hammond], Strings - Zakk Wylde Guitar - Dario Lorina Bass Guitar - John DeServio Drums - Jeff Fabb https://www.youtube.com/watch?v=KLbfqyi_-90 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-26 21:15:25
Rozmiar: 123.60 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Album Engines of Demolition zespołu Black Label Society to dwunasty studyjny krążek grupy, wydany 27 marca 2026 roku po najdłuższej przerwie w ich karierze (od 2021). Płyta utrzymana jest w typowym dla zespołu stylu – to mieszanka ciężkiego heavy metalu i hard rocka z wyraźnymi wpływami bluesa. Dominują:masywne, „tłuste” riffy gitarowe, wyraziste solówki Zakk Wylde, groove’owe rytmy i momentami bardziej melodyjne, balladowe fragmenty. Album nie próbuje rewolucjonizować brzmienia zespołu – raczej rozwija jego sprawdzoną formułę: ciężar przeplata się z emocjonalnymi momentami i southern-rockową nutą. „Engines of Demolition” to bardzo osobisty materiał. Sam Wylde określa go jako zapis „wzlotów i upadków ostatnich lat” – czyli emocjonalną podróż przez różne doświadczenia życiowe. Najważniejszym utworem jest zamykający album „Ozzy’s Song”, będący hołdem dla Ozzy Osbourne. To spokojna, pełna emocji ballada z pianinem i gitarą akustyczną, która przechodzi w ekspresyjne solo – symboliczne pożegnanie i wyraz żałoby. Album został dobrze przyjęty – podkreśla się jego spójność, energię i emocjonalną głębię, a także to, że trafia zarówno do starych fanów, jak i nowych słuchaczy. „Engines of Demolition” to klasyczne Black Label Society w dojrzałej formie – ciężkie riffy, charakterystyczne brzmienie i silny ładunek emocjonalny, szczególnie w kontekście osobistych przeżyć Zakka Wylde’a. To album bardziej refleksyjny niż przełomowy, ale bardzo solidny i szczery. ..::TRACK-LIST::.. 1. Name In Blood 04:36 2. Gatherer of Souls 03:35 3. The Hand of Tomorrows Grave 04:03 4. Better Days & Wiser Times 05:35 5. Broken and Blind 03:12 6. The Gallows 03:52 7. Above & Below 03:27 8. Back To Me 03:34 9. Lord Humungus 03:34 10. Pedal To The Floor 04:34 11. Broken Pieces 02:55 12. The Stranger 03:09 13. Ozzy's Song 05:28 ..::OBSADA::.. Vocals, Guitar, Piano, Organ [Hammond], Strings - Zakk Wylde Guitar - Dario Lorina Bass Guitar - John DeServio Drums - Jeff Fabb https://www.youtube.com/watch?v=KLbfqyi_-90 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-26 21:08:42
Rozmiar: 375.96 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. 'Cryptic Lust', the first Full Length album from Eternal, features forty minutes of truly horrifying Death Metal. Life is temporary, Death is eternal! This album FUCKS, and it fucks HARD. It’s easily superior to the previous releases of this band so far. Eternal are shaping up to be the best metal band in Arizona, and definitely one of the better bands in the current so called old school death metal revival. Eternal’s Death and Obituary influence are definitely still here, but with more noticeable influences from Morbid Angel as well. In fact, this album feels like every death metal album from 1987 to 1991 thrown into a blender and made into a delicious smoothie. The drumming and vocals are probably the biggest difference from this record and last years “Faceless Evil” ep. More blast beats, more double bass, more speed and overall dynamics in the song writing. Emilio’s voice sounds truly sinister and straight from the underworld in this record. It’s like the difference between Chris Barnes on Cannibal Corpses first demo and his voice on Eaten Back to Life (except Emilio is ten times better than Chris Barnes). There’s not really a single “skip” on this album. It’s great front to back, zero filler, all balls to the wall evil death metal. Foreboding harmonies, atmospheric passages, fast pummeling blast riffs and uhh sexual moaning? A bit random, but that perfectly encapsulated how I felt listening to this beast for the first time. This record is pure ecstasy for any true death metal fan, and it’s a fucking crime that this band goes relatively unnoticed while dogshit like Peeling Flesh and Infectious Jelqing/Arseny are taking the spotlight due to meme culture. With this album, Eternal are the underdogs among the wealth of watered down bands coming out now in this so called scene. None the less, I hope they never stop soon. Cryptic Lust is Eternal coming into their actualization as not just a band but as a unit. This record is everything working together as one, to create truly beautiful art. Songwriting is something many metal bands fail at and instead opt for cheap unearned breakdowns and chug riffs. Eternal throws the current obsession with breakdowns out the window and build memorable diabolical riffs that come together to paint pictures of dark landscapes and horrifying images of pain. Many bands could learn from this album! Dynamics are the key to great song writing, and Eternal never lets the listener get bored here. Cauldron of Entrails starts with a slow nasty bass intro before building up to blistering speed, and calming down again to an evil candlemass-esque doom riff. The song (as well as the rest of the tracks on this record) repeats its motifs and themes but without being boring and stiff like most bands would. Taking a theme, or motif, and breaking it down and reconstructing it to be continually interesting is not that easy! But that’s how you get great songwriting. Nothing here feels random (even the sexual moaning on the title track is just relating back to the theme of that song) everything was put together with thought and care and the listener can definitely hear it. What more can I say? This album is awesome, this band is awesome, and it’s a shame Eternal haven’t gotten the recognition they deserve (yet, hopefully). Some might hear this album and say “well it’s not super original” but consider this for a moment: most of the popular extreme metal coming out right now is aping old brutal death metal and hardcore music. The broader current metal scene is being flooded with horrible over produced generic alternative rock masquerading as metal, as well as shitty deathcore bands that can’t write riffs and think having a good vocalist is enough. Many of the popular extreme metal bands coming out right now are just far less interesting than Eternal. Many of them are the same bands that write “okay” to mediocre songs and only care about breakdowns. Songwriting will always trump production, and even originality sometimes if I’m being totally honest. I could shit on a microphone and put 808 bass drops on it but that wouldn’t make it better than Cryptic Lust just because it’s more original. Eternal bakes a delicious pie, warm and tasty in every aspect. They’re not being pretentious and overly complex, but they’re not being lazy about it either. They’re creating good fucking art that can last on its own merits without the need for meme culture or social media algorithm trends to prop it up. Cryptic Lust is a record that stands firmly on its own two legs against the tide, against the trends that many much shittier bands would attempt to exploit. Anyways, great solos, great riffs, great drumming, great vocals, great production, LISTEN TO THIS ALBUM. Corpse Spectre ..::TRACK-LIST::.. 1. Doorway to Tribulation 00:57 2. Hammer of Eternal Torment 03:46 3. Guide Thy Hand 05:05 4. Torture Chapel 03:57 5. Spectral Immolation 03:44 6. Ancient Rites 03:21 7. Dirge 00:21 8. Cryptic Lust 05:08 9. Thorns of Regret 04:17 10. Conjuring the Void 04:38 11. Cauldron of Entrails 05:52 ..::OBSADA::.. Emilio Ortega - Guitar, Vocals Sofie Nabboud - Guitar Max Mahar - Bass Xander Bridge - Drums https://www.youtube.com/watch?v=zMvEn_bTEKw SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-26 17:13:04
Rozmiar: 103.03 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
'Cryptic Lust', the first Full Length album from Eternal, features forty minutes of truly horrifying Death Metal. Life is temporary, Death is eternal! This album FUCKS, and it fucks HARD. It’s easily superior to the previous releases of this band so far. Eternal are shaping up to be the best metal band in Arizona, and definitely one of the better bands in the current so called old school death metal revival. Eternal’s Death and Obituary influence are definitely still here, but with more noticeable influences from Morbid Angel as well. In fact, this album feels like every death metal album from 1987 to 1991 thrown into a blender and made into a delicious smoothie. The drumming and vocals are probably the biggest difference from this record and last years “Faceless Evil” ep. More blast beats, more double bass, more speed and overall dynamics in the song writing. Emilio’s voice sounds truly sinister and straight from the underworld in this record. It’s like the difference between Chris Barnes on Cannibal Corpses first demo and his voice on Eaten Back to Life (except Emilio is ten times better than Chris Barnes). There’s not really a single “skip” on this album. It’s great front to back, zero filler, all balls to the wall evil death metal. Foreboding harmonies, atmospheric passages, fast pummeling blast riffs and uhh sexual moaning? A bit random, but that perfectly encapsulated how I felt listening to this beast for the first time. This record is pure ecstasy for any true death metal fan, and it’s a fucking crime that this band goes relatively unnoticed while dogshit like Peeling Flesh and Infectious Jelqing/Arseny are taking the spotlight due to meme culture. With this album, Eternal are the underdogs among the wealth of watered down bands coming out now in this so called scene. None the less, I hope they never stop soon. Cryptic Lust is Eternal coming into their actualization as not just a band but as a unit. This record is everything working together as one, to create truly beautiful art. Songwriting is something many metal bands fail at and instead opt for cheap unearned breakdowns and chug riffs. Eternal throws the current obsession with breakdowns out the window and build memorable diabolical riffs that come together to paint pictures of dark landscapes and horrifying images of pain. Many bands could learn from this album! Dynamics are the key to great song writing, and Eternal never lets the listener get bored here. Cauldron of Entrails starts with a slow nasty bass intro before building up to blistering speed, and calming down again to an evil candlemass-esque doom riff. The song (as well as the rest of the tracks on this record) repeats its motifs and themes but without being boring and stiff like most bands would. Taking a theme, or motif, and breaking it down and reconstructing it to be continually interesting is not that easy! But that’s how you get great songwriting. Nothing here feels random (even the sexual moaning on the title track is just relating back to the theme of that song) everything was put together with thought and care and the listener can definitely hear it. What more can I say? This album is awesome, this band is awesome, and it’s a shame Eternal haven’t gotten the recognition they deserve (yet, hopefully). Some might hear this album and say “well it’s not super original” but consider this for a moment: most of the popular extreme metal coming out right now is aping old brutal death metal and hardcore music. The broader current metal scene is being flooded with horrible over produced generic alternative rock masquerading as metal, as well as shitty deathcore bands that can’t write riffs and think having a good vocalist is enough. Many of the popular extreme metal bands coming out right now are just far less interesting than Eternal. Many of them are the same bands that write “okay” to mediocre songs and only care about breakdowns. Songwriting will always trump production, and even originality sometimes if I’m being totally honest. I could shit on a microphone and put 808 bass drops on it but that wouldn’t make it better than Cryptic Lust just because it’s more original. Eternal bakes a delicious pie, warm and tasty in every aspect. They’re not being pretentious and overly complex, but they’re not being lazy about it either. They’re creating good fucking art that can last on its own merits without the need for meme culture or social media algorithm trends to prop it up. Cryptic Lust is a record that stands firmly on its own two legs against the tide, against the trends that many much shittier bands would attempt to exploit. Anyways, great solos, great riffs, great drumming, great vocals, great production, LISTEN TO THIS ALBUM. Corpse Spectre 1. Doorway to Tribulation 00:57 2. Hammer of Eternal Torment 03:46 3. Guide Thy Hand 05:05 4. Torture Chapel 03:57 5. Spectral Immolation 03:44 6. Ancient Rites 03:21 7. Dirge 00:21 8. Cryptic Lust 05:08 9. Thorns of Regret 04:17 10. Conjuring the Void 04:38 11. Cauldron of Entrails 05:52 Emilio Ortega - Guitar, Vocals Sofie Nabboud - Guitar Max Mahar - Bass Xander Bridge - Drums https://www.youtube.com/watch?v=zMvEn_bTEKw SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-26 17:09:07
Rozmiar: 293.75 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- Jive Bunny and the Mastermixers - The Best Of (The Ultimate Party Album!) --------------------------------------------------------------------- Artist...............: Jive Bunny and the Mastermixers Album................: The Best Of Genre................: Swing / Mix Source...............: CD Year.................: 1994 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 67 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: Music Club Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting --------------------------------------------------------------------- 1. Jive Bunny and the Mastermixers - Swing The Mood [04:48] 2. Jive Bunny and the Mastermixers - That's What I Like [04:03] 3. Jive Bunny and the Mastermixers - Hot Summer Salsa [06:25] 4. Jive Bunny and the Mastermixers - The Juke Box Story [05:34] 5. Jive Bunny and the Mastermixers - Can Can You Party [04:17] 6. Jive Bunny and the Mastermixers - The Roaring Twenties [05:23] 7. Jive Bunny and the Mastermixers - Let's Swing Again [04:23] 8. Jive Bunny and the Mastermixers - Rock'N'Roll Party Mix [07:14] 9. Jive Bunny and the Mastermixers - Glenn Miller Medley [03:55] 10. Jive Bunny and the Mastermixers - The JB Shuffle [04:06] 11. Jive Bunny and the Mastermixers - Rock'N'Roll Beethoven [05:33] 12. Jive Bunny and the Mastermixers - Crazy Party Mix [05:29] Playing Time.........: 01:01:17 Total Size...........: 417,21 MB
Seedów: 137
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-26 09:03:49
Rozmiar: 514.49 MB
Peerów: 202
Dodał: rajkad
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- Jive Bunny and the Mastermixers - Beach Party --------------------------------------------------------------------- Artist...............: Jive Bunny and the Mastermixers Album................: Beach Party Genre................: Classic Rock Source...............: CD Year.................: 1998 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 61 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: Music Club Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting --------------------------------------------------------------------- 1. Jive Bunny and the Mastermixers - In the Summertime [03:41] 2. Jive Bunny and the Mastermixers - Zorba's Dance [04:03] 3. Jive Bunny and the Mastermixers - That's what I Like (medley) [03:43] Hawaii 5-0, Let's Twist Again, Let's Dance, Wipe Out, Great Balls Of Fire, Johnny B. Goode, Good Golly Miss Molly The Twist Summertime Blues Razzle Dazzle Runaround Sue Chantilly Lace 4. Jive Bunny and the Mastermixers - Surfin' USA [02:05] 5. Jive Bunny and the Mastermixers - Wipe Out [02:10] 6. Jive Bunny and the Mastermixers - Barbara Ann [01:58] 7. Jive Bunny and the Mastermixers - Here Comes Summer [02:00] 8. Jive Bunny and the Mastermixers - Good Vibrations [03:26] 9. Jive Bunny and the Mastermixers - The Lambada [02:55] 10. Jive Bunny and the Mastermixers - Hot Summer Salsa (medley) [04:40] The JB Groove, Everybody Salsa, Ay Ay Ay Ay Moosey, La Bamba, Hot Hot Hot Best Years of Our Lives 11. Jive Bunny and the Mastermixers - Summer Holiday [02:17] 12. Jive Bunny and the Mastermixers - Beach Baby [04:32] 13. Jive Bunny and the Mastermixers - Help me Rhonda [02:37] 14. Jive Bunny and the Mastermixers - Sherry [03:19] 15. Jive Bunny and the Mastermixers - December' 63 (Oh what a night) [03:23] Playing Time.........: 46:56 Total Size...........: 290,85 MB
Seedów: 102
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-25 11:23:17
Rozmiar: 339.98 MB
Peerów: 6
Dodał: rajkad
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- Duran Duran - Live in Chile 2017 --------------------------------------------------------------------- Artist...............: Duran Duran Album................: Live in Chile 2017 Genre................: Pop Rock, Synth-pop Source...............: WEB Year.................: 2025-06-23 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 73 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: Vintage Jukebox Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front --------------------------------------------------------------------- Tracklisting --------------------------------------------------------------------- 1. Duran Duran - The Wild Boys (Live) [04:38] 2. Duran Duran - Hungry Like the Wolf (Live) [04:08] 3. Duran Duran - A View to a Kill (Live) [03:49] 4. Duran Duran - Last Night in the City (Live) [05:08] 5. Duran Duran - Come Undone (Live) [04:50] 6. Duran Duran - Notorious (Live) [04:19] 7. Duran Duran - Pressure Off (Live) [04:12] 8. Duran Duran - Planet Earth - Space Oddity (David Bowie cover) (Cover Live)[05:10] 9. Duran Duran - Ordinary World (Live) [05:51] 10. Duran Duran - I Don't Want Your Love (Live) [04:12] 11. Duran Duran - White Lines (Don't Don't Do It) (Grandmaster Melle Mel cover) (Cover Live)[05:28] 12. Duran Duran - (Reach Up for the) Sunrise - New Moon on Monday (Live)[05:15] 13. Duran Duran - Girls on Film (Live) [05:21] 14. Duran Duran - Save a Prayer (Live) [05:35] 15. Duran Duran - Rio (Live) [06:43] Playing Time.........: 01:14:45 Total Size...........: 552,27 MB
Seedów: 93
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-25 08:14:38
Rozmiar: 555.21 MB
Peerów: 15
Dodał: rajkad
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Japoński rock z początku lat 70. to jedna z najciekawszych rzeczy jakie słyszałem, a Hiro Yanagida był chyba najważniejszą i najbardziej kreatywną postacią tej sceny! Znany z takich projektów jak Apryl Fool, Foodbrain, Love Live Life + One czy też Shinki Chen And His Friends, artysta tworzył bardzo oryginalną, momentami nieco zwariowaną muzykę zainspirowaną dziełami muzyki klasycznej, awandardy, a przede wzystkim brytyjskiego rocka psychodelicznego/progresywnego. Podobnie jak wydany w 1970 roku debiutancki LP "Milk Time", zrealizowany w 1971 album "Hiro Yanagida" (nazywany czasem "Nanasai No Rohjin Tengoku") to autentycznie bardzo zróżnicowana muzyka (od ciężkiego, porywającego rocka aż po klasycyzujące miniatury) oparta z reguły na brzmieniu organów Hammonda i ciężkim, momentami mocno przesterowanej gitary (świetny Kimio Mizutani - polecam jego solowy LP z 1971). Ten w dużej mierze instrumentalny album jest po prostu porywający, aczkolwiek jeszcze lepiej wchodzi po kilku przesłuchaniach! Miłośnicy pierwszego albumu również będą zachwyceni tym albumem! JL Second album of Hiro Yanagida is almost equally good as the debut one. "7sai no Rojin Tengoku" (which means "Elderly Person Heaven Of Seven Years". This album is also known under simple title: "Hiro Yanagida") doesn't bring any significant development compared to "Milk Time", but I liked previous record so much that any change in artistic direction wasn't necessary for me. We can find here lots of psychedelic organ and fuzzed electric guitar solos, jazzy drums, some spaced-out experiments (but almost never unlistenable noodling or quirky tape effects like in some other Japanese albums from early days prog...). Poor enjoyment of playing for musicians and listening for prog/psych fans. The only major difference compared to "Milk Time" is lack of violin, however Yanagida and Mizutani (along with with flute, cello & sax players) filled the disk space with enough instrumental virtuosity to keep everybody happy. 1. "The Butcher" - album begin with pulsating Hammond organ which after awhile provides a bit circus-like theme. After 50 seconds Kimio Mizutani joins with very fuzzed guitar and together with noisy-sounding flute creates merry-go-round crazy motif. After several seconds Hiro presents another organ solo, followed by great guitar one. About 2nd minute flutist blows his head off to play some mad whistles...and in the end we can listen to another Hammond solo. Only these guys know how to put so many different ideas to less than 3 minutes composition and make it good enough to not sound like total mess. Splendid beginning! 2. "The Murder In The Midnight" - if you liked "Running Shirts Long" from the previous album you'll also love this one. Maybe it lacks such catchy, main-riff like "Running..." but it's still decent 8-minutes long instrumental with hundreds of extremely fuzzed guitar and inspired organ solos. But the most important is that Seiji Tanaka (or maybe Kyosuke Tokano plays in this one?) all the time keeps the high-dynamic rhythm so you can't be bored even for a minutes. This is truly magnificent, hard as steel psychedelic jam with powerful instrumentals showcase. It can be easily compared to the best moments of Food Brain's sole album. The only complaint I have is about it's sudden ending, which sounds like somebody just cut the tape off and that's it. 3. "Fantasia" - one of the most beautiful composition starts unusual (but what is "usual" for these guys, heh??) with soft flute melody based on harpsichord & cello background. Really gorgous fragment. In 2nd minute Mizutani starts one of his best, passionate electric guitar solo in the vain of Jimi Hendrix (in his most peaceful moments) or Andrew Latimer (from band "Camel" which didn't even exist back then...). Solo is 3 minutes long but never becomes boring. I like that Yanagida always leaves lots of space for his fellow musicians so his solos albums aren't simple organ/piano show-offs. 4. "Good Morning People" - I simply love this marvelous tune! It's incredibly uplifting composition with fabulous sparkling piano (or maybe it's harpsichord or vibraphone?? really doesn't matter), discreet background organ and fantastic fuzzed guitar "eruptions". The main melody sounds kinda childish...but man, you will can't stop taping your foot when you listened to this one! Performance is very tight and even during two guitar solos musicians don't lose the main motif at all. (P.S. Take note Keiju Ishikawa's "woo-woo" bass lines!) 5. "Always" - unfortunately with this track Hiro & Co. seems to lack steam a bit. "Always" is only simple ballad based on piano and discreet acoustic guitar licks. The only interesting thing is that Hiro Yanagida sings (good info for non-english lyrics haters: just like in all other Hiro's albums everything is sang in Shakespeare's' language here) this one by himself and his vocal isn't that bad in fact, only near the end a bit too high-pitched. 6. "The Skyscraper 42nd F" - by far this is the weakest track on this album. Almost 4 minutes of psychotic flute motif just drills a hole in your brain and Hiro seems to randomly hit his piano's keys. And the most horrifying is that all this mess is played louder and faster creating roller coaster (anti) atmosphere. When I talk about over-experimented Japanese prog, I just think about staff like this. Skip, skip... 7. "My Dear Mary" - while most of fans of serious music will call this a cheesy crap and unnecessary filler, I have to admit that I like this "outrageous" ditty. This doo-wop/50' rock'n'roll 2-minutes tribute is just hilarious and so out-of place...that immediately I think it's perfectly IN-PLACE on Yanagida's album! Joey Smith sounds like some wanky Elvis Presley imitator and saxophone solo is ultimately corny as much as it could be in 1971 when this album was produced. What they were thinking?! But heh, I somehow like it, sincerely! 8. "Melancholy" - as title suggest this one is melancholic mid-tempo ballad with backing, Baroque-like harpsichord and fantastic organ waves, especially in closing 2 minutes, atmospheric solo. Yanagida sings again in this one and his voice sounds good, somehow in heavenly/angelic sort of way. Only bass guitar is unfortunately strangely mixed to be up-front and creates rather unpleasant rumpling sound. But it's only small complaint and this fault probably exists because of not so good master tapes' condition. In general "Elderly Person Heaven Of Seven Years" I can recommend to all fans of 70' psychedelic rock with jazzy hints who enjoy good, spaced-out organ and guitar solos presented in dynamic, groovy compositions along with melancholic balladry, always with decent sense of melody. If you like this staff I can also recommend you other projects featuring Hiro Yanagida: Food Brain, Apryl Fool, Shinki Chen & Friends and - if you can endure very experimental approach - also Love Live Life+ and Masahiko Satoh ("Amalgamation" album). To some extent you can be also interested in more hard rockish but equally good in guitar/organ soling bands Strawberry Path and Flied Egg (both led by Shigeru Narumo). After this album Hiro recorded another 2 solo albums: simple called "Hiro"(1972) and "Hirocosmos"(1973). While I've never listened to the first one (seems to be very obscure), "Hirocosmos" is a completely different album than its predecessors. Psychedelic rock is almost completely gone in his last effort and jazz tendencies are the most evident. Hiro also mainly uses synthesizer, mellotron and electric piano instead of his famous Hammond organ (BTW Hiro recorded also album "Folk & Rock Best Collection - The World of Hiro Yanagida" in 1972, but it's non-interesting for prog lovers collection of western pop/folk/rock artists' covers). So my advise is to stick to his debut "Milk Time" and this album which surely deserves 4,5 stars! ozzy tom ..::TRACK-LIST::.. 1. The Butcher 2:56 Flute - Suiho Tosha 2. The Murder In The Midnight 8:06 3. Fantasia 4:56 Cello - Hiroto Kawamura Flute - Nozomu Nakatani 4. Good Morning People 3:02 5. Always 2:43 Vocals - Hiro Yanagida 6. The Skyscraper 42ndF 3:56 Cello - Hiroto Kawamura Flute - Nozomu Nakatani 7. My Dear Mary 2:10 Saxophone - Ichiro Mimori Vocals - Joey Smith 8. Melancholy 4:25 Vocals - Hiro Yanagida ..::OBSADA::.. Keyboards, Written-By - Hiro Yanagida Percussion - Kiyoshi Tanaka (tracks: 2, 3, 6, 8), Kyosuke Tokano (tracks: 1, 4, 5, 7) Bass - Keiju Ishikawa Electric Guitar - Kimio Mizutani (tracks: 1 to 5, 6 to 8) https://www.youtube.com/watch?v=cSSa6Rh_CFw SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-24 21:10:48
Rozmiar: 74.60 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Japoński rock z początku lat 70. to jedna z najciekawszych rzeczy jakie słyszałem, a Hiro Yanagida był chyba najważniejszą i najbardziej kreatywną postacią tej sceny! Znany z takich projektów jak Apryl Fool, Foodbrain, Love Live Life + One czy też Shinki Chen And His Friends, artysta tworzył bardzo oryginalną, momentami nieco zwariowaną muzykę zainspirowaną dziełami muzyki klasycznej, awandardy, a przede wzystkim brytyjskiego rocka psychodelicznego/progresywnego. Podobnie jak wydany w 1970 roku debiutancki LP "Milk Time", zrealizowany w 1971 album "Hiro Yanagida" (nazywany czasem "Nanasai No Rohjin Tengoku") to autentycznie bardzo zróżnicowana muzyka (od ciężkiego, porywającego rocka aż po klasycyzujące miniatury) oparta z reguły na brzmieniu organów Hammonda i ciężkim, momentami mocno przesterowanej gitary (świetny Kimio Mizutani - polecam jego solowy LP z 1971). Ten w dużej mierze instrumentalny album jest po prostu porywający, aczkolwiek jeszcze lepiej wchodzi po kilku przesłuchaniach! Miłośnicy pierwszego albumu również będą zachwyceni tym albumem! JL Second album of Hiro Yanagida is almost equally good as the debut one. "7sai no Rojin Tengoku" (which means "Elderly Person Heaven Of Seven Years". This album is also known under simple title: "Hiro Yanagida") doesn't bring any significant development compared to "Milk Time", but I liked previous record so much that any change in artistic direction wasn't necessary for me. We can find here lots of psychedelic organ and fuzzed electric guitar solos, jazzy drums, some spaced-out experiments (but almost never unlistenable noodling or quirky tape effects like in some other Japanese albums from early days prog...). Poor enjoyment of playing for musicians and listening for prog/psych fans. The only major difference compared to "Milk Time" is lack of violin, however Yanagida and Mizutani (along with with flute, cello & sax players) filled the disk space with enough instrumental virtuosity to keep everybody happy. 1. "The Butcher" - album begin with pulsating Hammond organ which after awhile provides a bit circus-like theme. After 50 seconds Kimio Mizutani joins with very fuzzed guitar and together with noisy-sounding flute creates merry-go-round crazy motif. After several seconds Hiro presents another organ solo, followed by great guitar one. About 2nd minute flutist blows his head off to play some mad whistles...and in the end we can listen to another Hammond solo. Only these guys know how to put so many different ideas to less than 3 minutes composition and make it good enough to not sound like total mess. Splendid beginning! 2. "The Murder In The Midnight" - if you liked "Running Shirts Long" from the previous album you'll also love this one. Maybe it lacks such catchy, main-riff like "Running..." but it's still decent 8-minutes long instrumental with hundreds of extremely fuzzed guitar and inspired organ solos. But the most important is that Seiji Tanaka (or maybe Kyosuke Tokano plays in this one?) all the time keeps the high-dynamic rhythm so you can't be bored even for a minutes. This is truly magnificent, hard as steel psychedelic jam with powerful instrumentals showcase. It can be easily compared to the best moments of Food Brain's sole album. The only complaint I have is about it's sudden ending, which sounds like somebody just cut the tape off and that's it. 3. "Fantasia" - one of the most beautiful composition starts unusual (but what is "usual" for these guys, heh??) with soft flute melody based on harpsichord & cello background. Really gorgous fragment. In 2nd minute Mizutani starts one of his best, passionate electric guitar solo in the vain of Jimi Hendrix (in his most peaceful moments) or Andrew Latimer (from band "Camel" which didn't even exist back then...). Solo is 3 minutes long but never becomes boring. I like that Yanagida always leaves lots of space for his fellow musicians so his solos albums aren't simple organ/piano show-offs. 4. "Good Morning People" - I simply love this marvelous tune! It's incredibly uplifting composition with fabulous sparkling piano (or maybe it's harpsichord or vibraphone?? really doesn't matter), discreet background organ and fantastic fuzzed guitar "eruptions". The main melody sounds kinda childish...but man, you will can't stop taping your foot when you listened to this one! Performance is very tight and even during two guitar solos musicians don't lose the main motif at all. (P.S. Take note Keiju Ishikawa's "woo-woo" bass lines!) 5. "Always" - unfortunately with this track Hiro & Co. seems to lack steam a bit. "Always" is only simple ballad based on piano and discreet acoustic guitar licks. The only interesting thing is that Hiro Yanagida sings (good info for non-english lyrics haters: just like in all other Hiro's albums everything is sang in Shakespeare's' language here) this one by himself and his vocal isn't that bad in fact, only near the end a bit too high-pitched. 6. "The Skyscraper 42nd F" - by far this is the weakest track on this album. Almost 4 minutes of psychotic flute motif just drills a hole in your brain and Hiro seems to randomly hit his piano's keys. And the most horrifying is that all this mess is played louder and faster creating roller coaster (anti) atmosphere. When I talk about over-experimented Japanese prog, I just think about staff like this. Skip, skip... 7. "My Dear Mary" - while most of fans of serious music will call this a cheesy crap and unnecessary filler, I have to admit that I like this "outrageous" ditty. This doo-wop/50' rock'n'roll 2-minutes tribute is just hilarious and so out-of place...that immediately I think it's perfectly IN-PLACE on Yanagida's album! Joey Smith sounds like some wanky Elvis Presley imitator and saxophone solo is ultimately corny as much as it could be in 1971 when this album was produced. What they were thinking?! But heh, I somehow like it, sincerely! 8. "Melancholy" - as title suggest this one is melancholic mid-tempo ballad with backing, Baroque-like harpsichord and fantastic organ waves, especially in closing 2 minutes, atmospheric solo. Yanagida sings again in this one and his voice sounds good, somehow in heavenly/angelic sort of way. Only bass guitar is unfortunately strangely mixed to be up-front and creates rather unpleasant rumpling sound. But it's only small complaint and this fault probably exists because of not so good master tapes' condition. In general "Elderly Person Heaven Of Seven Years" I can recommend to all fans of 70' psychedelic rock with jazzy hints who enjoy good, spaced-out organ and guitar solos presented in dynamic, groovy compositions along with melancholic balladry, always with decent sense of melody. If you like this staff I can also recommend you other projects featuring Hiro Yanagida: Food Brain, Apryl Fool, Shinki Chen & Friends and - if you can endure very experimental approach - also Love Live Life+ and Masahiko Satoh ("Amalgamation" album). To some extent you can be also interested in more hard rockish but equally good in guitar/organ soling bands Strawberry Path and Flied Egg (both led by Shigeru Narumo). After this album Hiro recorded another 2 solo albums: simple called "Hiro"(1972) and "Hirocosmos"(1973). While I've never listened to the first one (seems to be very obscure), "Hirocosmos" is a completely different album than its predecessors. Psychedelic rock is almost completely gone in his last effort and jazz tendencies are the most evident. Hiro also mainly uses synthesizer, mellotron and electric piano instead of his famous Hammond organ (BTW Hiro recorded also album "Folk & Rock Best Collection - The World of Hiro Yanagida" in 1972, but it's non-interesting for prog lovers collection of western pop/folk/rock artists' covers). So my advise is to stick to his debut "Milk Time" and this album which surely deserves 4,5 stars! ozzy tom ..::TRACK-LIST::.. 1. The Butcher 2:56 Flute - Suiho Tosha 2. The Murder In The Midnight 8:06 3. Fantasia 4:56 Cello - Hiroto Kawamura Flute - Nozomu Nakatani 4. Good Morning People 3:02 5. Always 2:43 Vocals - Hiro Yanagida 6. The Skyscraper 42ndF 3:56 Cello - Hiroto Kawamura Flute - Nozomu Nakatani 7. My Dear Mary 2:10 Saxophone - Ichiro Mimori Vocals - Joey Smith 8. Melancholy 4:25 Vocals - Hiro Yanagida ..::OBSADA::.. Keyboards, Written-By - Hiro Yanagida Percussion - Kiyoshi Tanaka (tracks: 2, 3, 6, 8), Kyosuke Tokano (tracks: 1, 4, 5, 7) Bass - Keiju Ishikawa Electric Guitar - Kimio Mizutani (tracks: 1 to 5, 6 to 8) https://www.youtube.com/watch?v=cSSa6Rh_CFw SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-24 21:06:44
Rozmiar: 231.68 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- Simple Minds - Big Music Tour 2015 --------------------------------------------------------------------- Artist...............: Simple Minds Album................: Big Music Tour 2015 Genre................: Rock Source...............: WEB Year.................: 2015-11-14 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 75 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: Digital Media Included.............: NFO, M3U Covers...............: Front --------------------------------------------------------------------- Tracklisting --------------------------------------------------------------------- 1. Simple Minds - Let the Day Begin (Live) [06:04] 2. Simple Minds - Blindfolded (Live) [05:10] 3. Simple Minds - Stars Will Lead the Way (Live) [04:27] 4. Simple Minds - New Gold Dream (81, 82, 83, 84) (Live) [05:02] 5. Simple Minds - Stay Visible (Live) [05:11] 6. Simple Minds - The American (acoustic (Live)) [03:49] 7. Simple Minds - Home (acoustic (Live)) [03:22] 8. Simple Minds - Real Life (Live) [03:29] 9. Simple Minds - Honest Town (Live) [04:52] 10. Simple Minds - Rivers of Ice (Live) [03:41] 11. Simple Minds - Dolphins (Live) [02:41] 12. Simple Minds - Waterfront (Live) [05:14] 13. Simple Minds - Don't You (Forget About Me) (Live) [08:06] 14. Simple Minds - White Hot Day (Live) [04:11] 15. Simple Minds - Book of Brilliant Things (Live) [06:03] 16. Simple Minds - East at Easter (Live) [02:48] 17. Simple Minds - Speed Your Love to Me (Live) [02:16] 18. Simple Minds - Once Upon a Time (Live) [03:40] 19. Simple Minds - All the Things She Said (Live) [03:23] 20. Simple Minds - Let There Be Love (Live) [04:51] 21. Simple Minds - Let It All Come Down (Live) [05:23] 22. Simple Minds - Someone Somewhere in Summertime (Live) [04:58] 23. Simple Minds - Midnight Walking (Live) [05:01] 24. Simple Minds - Big Music (Live) [03:07] 25. Simple Minds - Sanctify Yourself (Live) [05:48] 26. Simple Minds - Liaison (Live) [04:33] 27. Simple Minds - She's a River (Live) [02:51] 28. Simple Minds - Riders on the Storm (Live) [04:18] 29. Simple Minds - Alive and Kicking (Live) [06:47] Playing Time.........: 02:11:17 Total Size...........: 990,35 MB
Seedów: 622
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-24 13:01:49
Rozmiar: 991.60 MB
Peerów: 77
Dodał: rajkad
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- INXS - Definitive --------------------------------------------------------------------- Artist...............: INXS Album................: Definitive Genre................: Pop, Rock Source...............: CD Year.................: 2002 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 74 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: Mercury Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting --------------------------------------------------------------------- 1. INXS - Need You Tonight [03:04] 2. INXS - What You Need [03:35] 3. INXS - Disappear [04:07] 4. INXS - Baby Don't Cry [04:41] 5. INXS - Elegantly Wasted [04:33] 6. INXS - Mystify [03:18] 7. INXS - Just Keep Walking [02:51] 8. INXS - Suicide Blonde [03:50] 9. INXS - Never Tear Us Apart [03:03] 10. INXS - Shining Star [03:42] 11. INXS - Beautiful Girl [03:09] 12. INXS - Listen Like Thieves [03:45] 13. INXS - New Sensation [03:40] 14. INXS - Bitter Tears [03:52] 15. INXS - Original Sin [04:01] 16. INXS - Devil Inside [03:56] 17. INXS - The Gift [04:03] 18. INXS - By My Side [03:05] 19. INXS - Born To Be Wild [03:50] 20. INXS - Salvation Jane [04:40] 21. INXS - Tight [03:38] Playing Time.........: 01:18:33 Total Size...........: 588,12 MB
Seedów: 247
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-24 12:57:48
Rozmiar: 595.11 MB
Peerów: 42
Dodał: rajkad
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Sensacyjny skład!!! Mats Gustafsson z muzykami legendarnych Refused. Debiutancka płyta formacji, która z debiutowaniem nie ma nic wspólnego. Skład Backengrillen to Dennis Lyxzén, David Sandström i Magnus Flagge, czyli trzy czwarte legendarnego Refused oraz nie kto inny, jak sam Mats Gustaffson. Nikogo z nich przedstawiać nie trzeba, wszyscy pochodzą z Umeå, północnego bastionu niezależnego, ostrego grania i awangardowego jazzu. To nie jest po prostu muzyka. Ta płyta to wielki środkowy palec wystawiony do świata. Do gnuśnego mieszczanizmu, do kawiarnianych jazzmanów, do ugładzonych punków, do metalowców mamroczących coś o Szatanie. Do kapitalizmu, do pogoni za komfortem, do bezpiecznych wyborów. A przede wszystkim do faszystów i rasistów. I do tych wszystkich, co mówią „to nie moja sprawa”. Saksofon Matsa Gustafssona jest tu wszystkim, od instrumentu rytmicznego, po szaleńczy, improwizujący, krzyczący, jęczący, zawodzący w jakimś szalonym amoku stwór. Rozbijający precyzyjną, punkowo-metalową machinę członków Refused. Chcecie punkowe hymny? W życiu! Zamknijcie oczy, wokół spalona ziemia, zrujnowane miasta współczesnego świata, wśród zwęglonych ciał, zniszczonych budynków i aut, tańczą jacyś szaleńcy, świętując początek Nowego Świata. Riffy są tu po to, żeby je dekonstruować, pozbawić kontekstu, przekonwertować w czystą energię emanującą z głośników. Słowa są po to, by ranić, by niepokoić, by wbić brudną i zardzewiałą igłę w nasze sumienia. „Mamy nadzieję, że ten kawał głupiego, brutalnego death-rocka zepsuje komuś dzień!” – to słowa Davida Sandströma. W całym tym przekazie rządzi chaos, ale to chaos, który jest nam potrzebny. W świecie, który się rozpada tylko taka muzyka brzmi uczciwie. Słychać w niej, frustrację, bezsilność, krzyk fundamentalnej niezgody. Backengrillen na tej płycie wciąga słuchacza w swój fizyczny wręcz przekaz od pierwszego utworu, dziesięciominutowego doomowego walca, w którym saksofon Matsa smaga jak biczem, wydaje krzyk przerażonego, umierającego zwierzęcia, nawet nie sili się na układanie go w melodię. Ten krążek to też środkowy palec wystawiony do wszystkich miłośników wycyzelowanego brzmienia. Nagrana na setkę, na jednym mikrofonie, płyta brzmi jak zapis sesji rejestrowanej w przedsionku piekieł. Backengrillen to dowód na to, że gniew może być kreatywny, nawet gdy masz na karku pięćdziesiątkę i status legendy. To muzyka brzydka, kanciasta, ale jednocześnie konieczna. Nie musicie jej lubić, ale nie możecie przejść obok niej obojętnie. To nie jest intelektualna układanka dla fanów jazzu w golfach. To prostacki, brutalny, a jednocześnie dziwnie piękny zapis instynktu. Jeśli szukasz w muzyce prawdy, która boli, znajdziesz ją tutaj. To płyta o rozpadzie – społecznym, osobistym i muzycznym. Umeå znów płonie, a my możemy się przy tym ogniu co najwyżej ogrzać. Albo spłonąć razem z nimi. PS. drugi album już się nagrywa! Karol Mazurek Ubiegły rok był pierwszym od prawie dekady, gdy nie ukazało się żadne nowe wydawnictwo tria Fire! ani jego rozszerzonego wcielenia Fire! Orchestra. Muzycy tworzący trzon grupy w ostatnim czasie skupili się na innych projektach. Basista Johan Berthling i perkusista Andreas Werliin kontynuują swoją współpracę z gitarzystą Orenem Ambarchim, wydając kolejne części "Ghosted" z nastrojowym, minimalistycznym jazzem. Tymczasem saksofonista Mats Gustafsson pozostał przy ostrzejszym graniu - czy to na bardziej psychodelicznym "Traces" pod szyldem Cosmic Ear, czy też na freejazzowym "Pivot" z Kenem Vandermarkiem, ale najbardziej w swoim nowym zespole Backengrillen, tworzonym z muzykami post-hardcore'owego Refused. Eponimiczny album kwartetu to brutalna mieszanka jazzu free, punku, noise'u, metalu i krautrocka. Wokalista Dennis Lyxzén, perkusista David Sandstörm i basista Magnus Flagge współtworzą Refused od wczesnych lat 90. Pod koniec tamtej dekady, w 1998 roku wydali swój najsłynniejszy album, "The Shape of Punk to Come" (akurat w jego nagraniu nie uczestniczył Flagge, mający wówczas wieloletnią przerwę od grupy). Tytuł zupełnie świadomie nawiązuje do przełomowego dzieła Ornette'a Colemana - zainteresowania muzyków wykraczały poza punk, choć zdradzali to raczej w innych swoich projektach. Sandstörm współpracował już nawet z samym Gustafssonem - wziął udział w nagraniu EPki Fire! "Requiês". Już tam zresztą doszło do fuzji awangardowego jazzu z metalem. W przypadku Backengrillen taki wybór stylistyczny jest podyktowany nie tylko względami muzycznymi. Brutalizacja muzycznego języka Gustafssona i jego kompanów to odpowiedź na brunatnienie świata. To album bardzo na czasie, wydany w momencie, gdy pomarańczowy prezydent (wymowny jest ten kolor okładki "Backengrillen") posługuje się paramilitarnymi bojówkami do zastraszania, porywania czy nawet już egzekucji na obywatelach, a w Europie rośnie popularność skrajnie prawicowych ugrupowań, budujących swój kapitał wyłącznie na nienawiści oraz złudnej obietnicy bogactwa, jakie rzekomo ma zapewnić rozregulowanie rynku. W "Socialism or Barbarism" kwartet przestrzega, że proponowaną dla socjaldemokracji alternatywą jest dziki kapitalizm i społeczny darwinizm, czyli bogacenie się garstki kosztem praw obywatelskich oraz standardu życia milionów, dając im jedynie fałszywą nadzieję poprawienia statusu. Wskazując też, kogo mają obwiniać za los zgotowany im przez miliarderów i prawicowych radykałów - "A Hate Inferior" jest o wzgardzie prowadzącej do agresji wobec gorszych, czyli po prostu innych. A gdy ich praca i podsycana w nich nienawiść zostaną już odpowiednio wykorzystane, niech umierają jak najszybciej - o tym opowiada "Dör för långsamt". "Backengrillen" to muzyka spontaniczna, będąca po prostu autentycznym aktem sprzeciwu wobec faszyzmu, rasizmu i wyzysku. Jeśli wierzyć materiałom prasowym, muzycy napisali ten materiał podczas pierwszej wspólnej próby, następnego dnia go przećwiczyli, a trzeciego - zarejestrowali. To, co słyszysz, to surowa, głupia, instynktowna muzyka grana przez doświadczonych dostawców hardcore punku, metalu, jazzu free, noise'u itp. - można przeczytać w opisie. Podobno kwartet pracuje już nad kontynuacją. Mniej głupią, ale jeszcze brzydszą. Choć z tą głupotą i brzydotą bym nie przesadzał, bo inspiracje muzycy mieli zacne, a przy tym różnorodne: od Little Richarda, przez The Stooges czy Can, po Alberta Aylera, Larsa Gullina oraz Johna Zorna. W praktyce jest to mniej więcej wypadkowa stylów Fire! i Refused. Utwory są stosunkowo długie, najczęściej w okolicach dziesięciu minut, i oparte na powtarzalnych motywach sekcji rytmicznej, co przypomina tę pierwszą grupę. Ale są zarazem bardziej surowe, hałaśliwe czy wręcz agresywne, dochodzą też krzykliwe wokale, co zbliża całość do drugiego z tych zespołów. Otwieracz "A Hate Inferior" wprawdzie dość długo buduje napięcie, zaczynajac się od delikatnych dźwięków, prowadzi to jednak do bezlitosnego grillowania doom-metalowym ciężarem basu i bębnów, freejazzowymi partiami charczącego saksofonu oraz post-hardcore'owym wrzaskiem. Nieco bardziej stonowanym utworem jest "Dör för långsamt", gdzie pojawia się nawet trochę czystego śpiewu, ale ponury nastrój, mechaniczna powtarzalność i coraz więcej jazgotliwych brzmień, a w końcu kakofoniczne przejście, tworzą nie mniej miażdżącą całość. Pewną odmianę przynosi bardziej zwarty i żwawy "Repeater II" (ciekawe, gdzie podział się "Repeater I"?), w którym powtarzalność staje się wręcz obsesyjna, co w połączeniu z bardziej zwariowaną partią wokalną przywołuje skojarzenia z Can z czasów Damo. Poza krautrockiem ma też w sobie sporo z post-punku, mnóstwo jazzowego saksofonu, trochę metalowego ciężaru i noise'owego hałasu, a nawet lekko taneczną rytmikę. Spokojnie mógłby to być kawałek jakiegoś przedstawiciela sceny Windmill, jednego z tych ciekawszych. Odrobinę wyciszenia przynosi początek tytułowego "Backengrillen", przy czym muzycy wczuwają się w nastrój w raczej prześmiewczy sposób, a z czasem robi się tylko ciężej i bardziej hałaśliwie. Zdecydowanie noise'ową klamrą spięty jest natomiast "Socialism or Barbarism", podczas gdy środek wypełnia zadziorny, intensywny, a zarazem jazzujący post-punk z dodatkiem elektronicznych efektów. "Backengrillen" to świetna mieszanka stylów czy też wręcz gatunków, w brudnej, często brutalnej estetyce i z bardzo zaangażowanymi społecznie oraz politycznie tekstami, co jednak nie wyklucza pewnej dawki muzycznego humoru. Album trzyma poziom co lepszych wydawnictw Fire! i Fire! Orchestra, jest też ciekawszy od Refused - tym bardziej mnie cieszy, że to nie efemeryczny projekt na jedną płytę, a pełnoprawny zespół, który koncertuje i już pracuje nad nową muzyką. Paweł Pałasz “The GRILL will fucking rule things…” – "Backengrillens music is a paean to chaos and destruction. The basic idea is to take a death/doom metal, or noiserock riff and play it until it loses meaning and then break it apart like a ravenous cat would a tiny forest mouse. It's filled to the brim with the self-hatred endemic to the province of Västerbotten from whence the member’s hail. The record was written on a Thursday during their first ever rehearsal, performed live on a Friday and recorded on a Saturday, so what you're hearing is raw, stupid, gut instinct music played by seasoned purveyors of hardcore punk, metal, free jazz, noise et cetera. Record no 2 is in the making, less stupid, more ugly. Stay tuned and fuck the pigs." -Backengrillen, November 2025 Backengrillen is a new ensemble with their roots in HC, punk, noise and free Jazz. All members from Umeå, with roots in the original version of Refused – and one with starting points in the jazz-rock ensemble Nirvana (1980). With a solid and yet varied background in the creativities of Refused, TEXT, INVSN, Fire Orchestra, The International Noise Conspiracy, The End, Serpent, The Thing, Final Exit and other classic jazz combos we will now start our journey of 4 colliding locomotives, creating a new form of beauty and energy. Antifascist, antiracists free form death – jazz – in the memory of Lars Lystedt – Backengrillen arrives with new perspectives on jazz. And punk. In-your-face HC jazz inspired by The Cramps, Little Richard, Albert Ayler, Polly Bradfield, Entombed, John Zorn, Misfits, Stooges, Lars Gullin, Can and much more. ..::TRACK-LIST::.. 1. A Hate Inferior 10:09 2. Dör för långsamt 12:11 3. Repeater II 06:11 4. Backengrillen 10:17 5. Socialism or Barbarism 09:37 ..::OBSADA::.. Dennis Lyxzén - vocal and effects Mats Gustafsson - saxophones, flutes and live electronics Magnus Flagge - bass David Sandström - drums and electronics https://www.youtube.com/watch?v=rWX-0oIlPwA SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-23 21:08:47
Rozmiar: 112.52 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Sensacyjny skład!!! Mats Gustafsson z muzykami legendarnych Refused. Debiutancka płyta formacji, która z debiutowaniem nie ma nic wspólnego. Skład Backengrillen to Dennis Lyxzén, David Sandström i Magnus Flagge, czyli trzy czwarte legendarnego Refused oraz nie kto inny, jak sam Mats Gustaffson. Nikogo z nich przedstawiać nie trzeba, wszyscy pochodzą z Umeå, północnego bastionu niezależnego, ostrego grania i awangardowego jazzu. To nie jest po prostu muzyka. Ta płyta to wielki środkowy palec wystawiony do świata. Do gnuśnego mieszczanizmu, do kawiarnianych jazzmanów, do ugładzonych punków, do metalowców mamroczących coś o Szatanie. Do kapitalizmu, do pogoni za komfortem, do bezpiecznych wyborów. A przede wszystkim do faszystów i rasistów. I do tych wszystkich, co mówią „to nie moja sprawa”. Saksofon Matsa Gustafssona jest tu wszystkim, od instrumentu rytmicznego, po szaleńczy, improwizujący, krzyczący, jęczący, zawodzący w jakimś szalonym amoku stwór. Rozbijający precyzyjną, punkowo-metalową machinę członków Refused. Chcecie punkowe hymny? W życiu! Zamknijcie oczy, wokół spalona ziemia, zrujnowane miasta współczesnego świata, wśród zwęglonych ciał, zniszczonych budynków i aut, tańczą jacyś szaleńcy, świętując początek Nowego Świata. Riffy są tu po to, żeby je dekonstruować, pozbawić kontekstu, przekonwertować w czystą energię emanującą z głośników. Słowa są po to, by ranić, by niepokoić, by wbić brudną i zardzewiałą igłę w nasze sumienia. „Mamy nadzieję, że ten kawał głupiego, brutalnego death-rocka zepsuje komuś dzień!” – to słowa Davida Sandströma. W całym tym przekazie rządzi chaos, ale to chaos, który jest nam potrzebny. W świecie, który się rozpada tylko taka muzyka brzmi uczciwie. Słychać w niej, frustrację, bezsilność, krzyk fundamentalnej niezgody. Backengrillen na tej płycie wciąga słuchacza w swój fizyczny wręcz przekaz od pierwszego utworu, dziesięciominutowego doomowego walca, w którym saksofon Matsa smaga jak biczem, wydaje krzyk przerażonego, umierającego zwierzęcia, nawet nie sili się na układanie go w melodię. Ten krążek to też środkowy palec wystawiony do wszystkich miłośników wycyzelowanego brzmienia. Nagrana na setkę, na jednym mikrofonie, płyta brzmi jak zapis sesji rejestrowanej w przedsionku piekieł. Backengrillen to dowód na to, że gniew może być kreatywny, nawet gdy masz na karku pięćdziesiątkę i status legendy. To muzyka brzydka, kanciasta, ale jednocześnie konieczna. Nie musicie jej lubić, ale nie możecie przejść obok niej obojętnie. To nie jest intelektualna układanka dla fanów jazzu w golfach. To prostacki, brutalny, a jednocześnie dziwnie piękny zapis instynktu. Jeśli szukasz w muzyce prawdy, która boli, znajdziesz ją tutaj. To płyta o rozpadzie – społecznym, osobistym i muzycznym. Umeå znów płonie, a my możemy się przy tym ogniu co najwyżej ogrzać. Albo spłonąć razem z nimi. PS. drugi album już się nagrywa! Karol Mazurek Ubiegły rok był pierwszym od prawie dekady, gdy nie ukazało się żadne nowe wydawnictwo tria Fire! ani jego rozszerzonego wcielenia Fire! Orchestra. Muzycy tworzący trzon grupy w ostatnim czasie skupili się na innych projektach. Basista Johan Berthling i perkusista Andreas Werliin kontynuują swoją współpracę z gitarzystą Orenem Ambarchim, wydając kolejne części "Ghosted" z nastrojowym, minimalistycznym jazzem. Tymczasem saksofonista Mats Gustafsson pozostał przy ostrzejszym graniu - czy to na bardziej psychodelicznym "Traces" pod szyldem Cosmic Ear, czy też na freejazzowym "Pivot" z Kenem Vandermarkiem, ale najbardziej w swoim nowym zespole Backengrillen, tworzonym z muzykami post-hardcore'owego Refused. Eponimiczny album kwartetu to brutalna mieszanka jazzu free, punku, noise'u, metalu i krautrocka. Wokalista Dennis Lyxzén, perkusista David Sandstörm i basista Magnus Flagge współtworzą Refused od wczesnych lat 90. Pod koniec tamtej dekady, w 1998 roku wydali swój najsłynniejszy album, "The Shape of Punk to Come" (akurat w jego nagraniu nie uczestniczył Flagge, mający wówczas wieloletnią przerwę od grupy). Tytuł zupełnie świadomie nawiązuje do przełomowego dzieła Ornette'a Colemana - zainteresowania muzyków wykraczały poza punk, choć zdradzali to raczej w innych swoich projektach. Sandstörm współpracował już nawet z samym Gustafssonem - wziął udział w nagraniu EPki Fire! "Requiês". Już tam zresztą doszło do fuzji awangardowego jazzu z metalem. W przypadku Backengrillen taki wybór stylistyczny jest podyktowany nie tylko względami muzycznymi. Brutalizacja muzycznego języka Gustafssona i jego kompanów to odpowiedź na brunatnienie świata. To album bardzo na czasie, wydany w momencie, gdy pomarańczowy prezydent (wymowny jest ten kolor okładki "Backengrillen") posługuje się paramilitarnymi bojówkami do zastraszania, porywania czy nawet już egzekucji na obywatelach, a w Europie rośnie popularność skrajnie prawicowych ugrupowań, budujących swój kapitał wyłącznie na nienawiści oraz złudnej obietnicy bogactwa, jakie rzekomo ma zapewnić rozregulowanie rynku. W "Socialism or Barbarism" kwartet przestrzega, że proponowaną dla socjaldemokracji alternatywą jest dziki kapitalizm i społeczny darwinizm, czyli bogacenie się garstki kosztem praw obywatelskich oraz standardu życia milionów, dając im jedynie fałszywą nadzieję poprawienia statusu. Wskazując też, kogo mają obwiniać za los zgotowany im przez miliarderów i prawicowych radykałów - "A Hate Inferior" jest o wzgardzie prowadzącej do agresji wobec gorszych, czyli po prostu innych. A gdy ich praca i podsycana w nich nienawiść zostaną już odpowiednio wykorzystane, niech umierają jak najszybciej - o tym opowiada "Dör för långsamt". "Backengrillen" to muzyka spontaniczna, będąca po prostu autentycznym aktem sprzeciwu wobec faszyzmu, rasizmu i wyzysku. Jeśli wierzyć materiałom prasowym, muzycy napisali ten materiał podczas pierwszej wspólnej próby, następnego dnia go przećwiczyli, a trzeciego - zarejestrowali. To, co słyszysz, to surowa, głupia, instynktowna muzyka grana przez doświadczonych dostawców hardcore punku, metalu, jazzu free, noise'u itp. - można przeczytać w opisie. Podobno kwartet pracuje już nad kontynuacją. Mniej głupią, ale jeszcze brzydszą. Choć z tą głupotą i brzydotą bym nie przesadzał, bo inspiracje muzycy mieli zacne, a przy tym różnorodne: od Little Richarda, przez The Stooges czy Can, po Alberta Aylera, Larsa Gullina oraz Johna Zorna. W praktyce jest to mniej więcej wypadkowa stylów Fire! i Refused. Utwory są stosunkowo długie, najczęściej w okolicach dziesięciu minut, i oparte na powtarzalnych motywach sekcji rytmicznej, co przypomina tę pierwszą grupę. Ale są zarazem bardziej surowe, hałaśliwe czy wręcz agresywne, dochodzą też krzykliwe wokale, co zbliża całość do drugiego z tych zespołów. Otwieracz "A Hate Inferior" wprawdzie dość długo buduje napięcie, zaczynajac się od delikatnych dźwięków, prowadzi to jednak do bezlitosnego grillowania doom-metalowym ciężarem basu i bębnów, freejazzowymi partiami charczącego saksofonu oraz post-hardcore'owym wrzaskiem. Nieco bardziej stonowanym utworem jest "Dör för långsamt", gdzie pojawia się nawet trochę czystego śpiewu, ale ponury nastrój, mechaniczna powtarzalność i coraz więcej jazgotliwych brzmień, a w końcu kakofoniczne przejście, tworzą nie mniej miażdżącą całość. Pewną odmianę przynosi bardziej zwarty i żwawy "Repeater II" (ciekawe, gdzie podział się "Repeater I"?), w którym powtarzalność staje się wręcz obsesyjna, co w połączeniu z bardziej zwariowaną partią wokalną przywołuje skojarzenia z Can z czasów Damo. Poza krautrockiem ma też w sobie sporo z post-punku, mnóstwo jazzowego saksofonu, trochę metalowego ciężaru i noise'owego hałasu, a nawet lekko taneczną rytmikę. Spokojnie mógłby to być kawałek jakiegoś przedstawiciela sceny Windmill, jednego z tych ciekawszych. Odrobinę wyciszenia przynosi początek tytułowego "Backengrillen", przy czym muzycy wczuwają się w nastrój w raczej prześmiewczy sposób, a z czasem robi się tylko ciężej i bardziej hałaśliwie. Zdecydowanie noise'ową klamrą spięty jest natomiast "Socialism or Barbarism", podczas gdy środek wypełnia zadziorny, intensywny, a zarazem jazzujący post-punk z dodatkiem elektronicznych efektów. "Backengrillen" to świetna mieszanka stylów czy też wręcz gatunków, w brudnej, często brutalnej estetyce i z bardzo zaangażowanymi społecznie oraz politycznie tekstami, co jednak nie wyklucza pewnej dawki muzycznego humoru. Album trzyma poziom co lepszych wydawnictw Fire! i Fire! Orchestra, jest też ciekawszy od Refused - tym bardziej mnie cieszy, że to nie efemeryczny projekt na jedną płytę, a pełnoprawny zespół, który koncertuje i już pracuje nad nową muzyką. Paweł Pałasz “The GRILL will fucking rule things…” – "Backengrillens music is a paean to chaos and destruction. The basic idea is to take a death/doom metal, or noiserock riff and play it until it loses meaning and then break it apart like a ravenous cat would a tiny forest mouse. It's filled to the brim with the self-hatred endemic to the province of Västerbotten from whence the member’s hail. The record was written on a Thursday during their first ever rehearsal, performed live on a Friday and recorded on a Saturday, so what you're hearing is raw, stupid, gut instinct music played by seasoned purveyors of hardcore punk, metal, free jazz, noise et cetera. Record no 2 is in the making, less stupid, more ugly. Stay tuned and fuck the pigs." -Backengrillen, November 2025 Backengrillen is a new ensemble with their roots in HC, punk, noise and free Jazz. All members from Umeå, with roots in the original version of Refused – and one with starting points in the jazz-rock ensemble Nirvana (1980). With a solid and yet varied background in the creativities of Refused, TEXT, INVSN, Fire Orchestra, The International Noise Conspiracy, The End, Serpent, The Thing, Final Exit and other classic jazz combos we will now start our journey of 4 colliding locomotives, creating a new form of beauty and energy. Antifascist, antiracists free form death – jazz – in the memory of Lars Lystedt – Backengrillen arrives with new perspectives on jazz. And punk. In-your-face HC jazz inspired by The Cramps, Little Richard, Albert Ayler, Polly Bradfield, Entombed, John Zorn, Misfits, Stooges, Lars Gullin, Can and much more. ..::TRACK-LIST::.. 1. A Hate Inferior 10:09 2. Dör för långsamt 12:11 3. Repeater II 06:11 4. Backengrillen 10:17 5. Socialism or Barbarism 09:37 ..::OBSADA::.. Dennis Lyxzén - vocal and effects Mats Gustafsson - saxophones, flutes and live electronics Magnus Flagge - bass David Sandström - drums and electronics https://www.youtube.com/watch?v=rWX-0oIlPwA SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-23 21:03:42
Rozmiar: 276.69 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Limitowany, wydany w niewielkim nakładzie, kolekcjonerski 135-minutowy CD, zawierający głównie wyśmienity i perfekcyjnie brzmiący, 120-minutowy występ z szwajcarskiego Montreux z 18 września 1971 roku - zarejestrowany podczas... festiwalu muzyki klasycznej - na 2 miesiące przed wydaniem LP 'Meddle'. Zespół tradycyjnie wykonał swoje najpopularniejsze/najlepsze utwory, w tym aż 30-minutową, genialną wersję (z chórem i małą orkiestrą) 'Atom Heart Mother', 20-minutowy 'A Saucerful Of Secrets' oraz 24-minutowy 'Echoes'! To jest PF jaki najbardziej uwielbiam - wciąż eksperymentalny, wciąż jeszcze czarujący psychodelicznym, zdecydowanie rockowym brzmieniem, ale będący w przededniu ogromnego, komercyjnego przełomu. Potem (po 1972 roku) to już nie było to... Dodatkowo umieszczono zarejestrowaną miesiąc potem i dość powszechnie uważaną za... najlepszą w historii wersję 'Fat Old Sun'! To jest CD absolutnie obligatoryjny dla każdego fana zespołu, moim zdaniem znacznie bardziej emocjonujący i po prostu lepszy niż zarejestrowany 2 tygodnie potem, słynny występ z Pompei! Uwaga! To nie jest znana ze starych bootlegów (np. 'One Of These Days' na wytwórni Swingin' Pig) wersja ze spowolnionym w końcówce 'A Saucerful Of Secrets', tylko całkowicie perfekcyjna edycja z radiowej taśmy matki! ..::TRACK-LIST::.. CD 1: 1. Echoes 23:45 2. Careful With That Axe, Eugene 12:00 3. Set The Controls For The Heart Of The Sun 14:33 4. Cymbaline 12:35 Bonus Track: 5. Fat Old Sun 15:57 CD 2: 1. Atom Heart Mother 33:40 2. A Saucerful Of Secrets 20:34 ..::OBSADA::.. David Gilmour - Guitar, Vocals Nick Mason - Drums, Percussion Roger Waters - Bass, Vocals Rick Wright - Keyboards, Vocals https://www.youtube.com/watch?v=lb0t-mE2-hI SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-23 19:01:10
Rozmiar: 309.27 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Limitowany, wydany w niewielkim nakładzie, kolekcjonerski 135-minutowy CD, zawierający głównie wyśmienity i perfekcyjnie brzmiący, 120-minutowy występ z szwajcarskiego Montreux z 18 września 1971 roku - zarejestrowany podczas... festiwalu muzyki klasycznej - na 2 miesiące przed wydaniem LP 'Meddle'. Zespół tradycyjnie wykonał swoje najpopularniejsze/najlepsze utwory, w tym aż 30-minutową, genialną wersję (z chórem i małą orkiestrą) 'Atom Heart Mother', 20-minutowy 'A Saucerful Of Secrets' oraz 24-minutowy 'Echoes'! To jest PF jaki najbardziej uwielbiam - wciąż eksperymentalny, wciąż jeszcze czarujący psychodelicznym, zdecydowanie rockowym brzmieniem, ale będący w przededniu ogromnego, komercyjnego przełomu. Potem (po 1972 roku) to już nie było to... Dodatkowo umieszczono zarejestrowaną miesiąc potem i dość powszechnie uważaną za... najlepszą w historii wersję 'Fat Old Sun'! To jest CD absolutnie obligatoryjny dla każdego fana zespołu, moim zdaniem znacznie bardziej emocjonujący i po prostu lepszy niż zarejestrowany 2 tygodnie potem, słynny występ z Pompei! Uwaga! To nie jest znana ze starych bootlegów (np. 'One Of These Days' na wytwórni Swingin' Pig) wersja ze spowolnionym w końcówce 'A Saucerful Of Secrets', tylko całkowicie perfekcyjna edycja z radiowej taśmy matki! ..::TRACK-LIST::.. CD 1: 1. Echoes 23:45 2. Careful With That Axe, Eugene 12:00 3. Set The Controls For The Heart Of The Sun 14:33 4. Cymbaline 12:35 Bonus Track: 5. Fat Old Sun 15:57 CD 2: 1. Atom Heart Mother 33:40 2. A Saucerful Of Secrets 20:34 ..::OBSADA::.. David Gilmour - Guitar, Vocals Nick Mason - Drums, Percussion Roger Waters - Bass, Vocals Rick Wright - Keyboards, Vocals https://www.youtube.com/watch?v=lb0t-mE2-hI SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-23 18:46:19
Rozmiar: 898.43 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- Bryan Adams - The Bare Bones Tour - Live At Sydney Opera House --------------------------------------------------------------------- Artist...............: Bryan Adams Album................: The Bare Bones Tour - Live At Sydney Opera House Genre................: Rock Source...............: CD Year.................: 2013 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 68 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: Polydor Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting --------------------------------------------------------------------- 1. Bryan Adams - Run To You [03:18] 2. Bryan Adams - Back To You [04:17] 3. Bryan Adams - Here I Am [03:30] 4. Bryan Adams - I'm Ready [03:49] 5. Bryan Adams - This Time [02:39] 6. Bryan Adams - Flying [03:14] 7. Bryan Adams - Can't Stop This Thing We Started [03:16] 8. Bryan Adams - Waiting On The '49 [03:26] 9. Bryan Adams - In The Heat Of The Night [04:01] 10. Bryan Adams - (Everything I Do) I Do It For You [03:55] 11. Bryan Adams - Cuts Like A Knife [04:32] 12. Bryan Adams - Tonight In Babylon [03:01] 13. Bryan Adams - Summer Of '69 [03:38] 14. Bryan Adams - Walk On By [02:56] 15. Bryan Adams - Heaven [04:53] 16. Bryan Adams - The Right Place [02:49] 17. Bryan Adams - The Only Thing That Looks Good On Me Is You[02:36] 18. Bryan Adams - You've Been A Friend To Me [03:08] 19. Bryan Adams - When You're Gone [02:48] 20. Bryan Adams - Have You Ever Really Loved A Woman [04:50] 21. Bryan Adams - I Still Miss You... A Little Bit [03:09] 22. Bryan Adams - Straight From The Heart [03:32] Playing Time.........: 01:17:30 Total Size...........: 533,76 MB
Seedów: 9
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-23 11:23:14
Rozmiar: 536.20 MB
Peerów: 0
Dodał: rajkad
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. „Not So Late / Because it Happens“ to materiał zarejestrowany w londyńskim klubie Café Oto na początku sierpnia 2025 roku. Brytyjscy mistrzowie improwizacji, których nie trzeba specjalnie przedstawiać, kontrabasista John Edwards oraz perkusista Mark Sanders, towarzyszą saksofoniście Mikołajowi Trzasce, zapraszając na ponad godzinną, intensywną konwersację. Muzyka "komponowana na żywo", użyjmy takiego sformułowania, lubi mieć rezonujących słuchaczy, ich obecność jest niezbędnym składnikiem koncertowego rytuału. Wspólnota tworzona przez wykonawców oraz uwaga odbiorców wpływają na kształt i formę wydarzenia. Nagranie koncertowe bywa więc szczególnym doświadczeniem, swoją wartością często przewyższa studyjną sterylność. Spotkanie tej trójki doświadczonych muzyków wydaje się być kolejnym etapem, w którym świadomość zaczyna sięgać poza czysto techniczny warsztat. Staje się pomostem, na którym muzyka przeradza się w opowiadanie, etapem wydobywania się ze starych kolein na korzyść bardziej intymnego, osobistego magicznego obrazu. W materiale tym znajdziemy zróżnicowane emocje, a poza falami uderzeniowymi pojawiają się elementy lirycznej zadumy. Nie jest zbyt późno na niespodzianki, które wciąż się wydarzają. Artyści pojawiają w rożnych konstelacjach, każdorazowo odważają się ruszać w podróż, porzucając strefy komfortu, by w bezdrożach odnajdywać się po raz kolejny. Jeśli w trakcie wyprawy odkryją nowe lądy, ich muzyka będzie przyciągać. Czy tak właśnie jest? Posłuchacie sami. Wydawca Kto choć raz był na koncercie Mikołaja Trzaski z pewnością przekonał się, jak mocno wybrzmiewa na żywo jego muzyka przepełniona improwizacją albo, jak kto woli, „komponowaniem na żywo”. Sięgając po najnowszy krążek artysty możemy to również poczuć w warunkach bardziej kameralnych – w zaciszu własnego domu. Najnowszy album saksofonisty i kompozytora stanowi zapis zeszłorocznego londyńskiego koncertu w Londynie, który odbył się w klubie Café Oto. Podczas tego wieczoru na scenie towarzyszyli Trzasce kontrabasista John Edwards oraz perkusista Mark Sanders. Spotkanie muzyków zaowocowało godzinnym występem opartym na całkowitej improwizacji oraz dialogu instrumentów tych trzech indywidualistów. Od pierwszych dźwięków album powala wręcz swoją intensywnością i energią. Każdy z zagranych tu dźwięków rezonuje na pozostałe, tworząc wspólnie coś na kształt muzycznej synergii. Na pierwszym planie wysuwa się tu oczywiście brzmienie saksofonu, a towarzysząca mu sekcja doskonale wkomponowuje się w kolejne partie Mikołaja. Słychać tu doskonałe porozumienie pomiędzy muzykami, którzy raz po raz to wysuwają się na główny plan by za moment nieco się wycofać, dopełniając jednak całość brzmieniem swoich instrumentów i czyniąc ją jeszcze bardziej kompletną. Jako, że Trzaska znany jest również jako twórca muzyki filmowej, jej echa, choć dość mgliste i ulotne, to są jednak słyszalne i tu. Grane przez niego motywy chwilami nasuwają skojarzenia, choćby ze ścieżką dźwiękowa do filmu Kos, której autorem był właśnie Mikołaj. Choć płyta podzielona jest na dziewięć kompozycji (dla porządku warto dodać, że dwie ostatnie kompozycje znajdziemy tylko na CD oraz na oddzielnie wydanej 10-calówce Not So Late.), to na albumie przenikają się one naturalnie, oddając przy tym dobrze ich koncertowy charakter. Warto słuchać jej właśnie od deski do deski by poczuć tę atmosferę i móc w wyobraźni „przenieść się” do londyńskiego klubu, gdzie zarejestrowano ten jakże udany występ. Wojciech Żurek „Not So Late / Because it Happens“ on CD and „Because it Happens“ on LP is the material recorded live on August 5th 2025 in London at legendary Cafe OTO. Three masters of improvisation: Mikołaj Trzaska on saxophone, John Edwards on double bass and Mark Sanders on drums. They don't use the term "improvisation," preferring instead to speak of "live composition" and the audience, who are an essential component of the concert ritual. The community created by the performers and the audience's attention influence the shape and form of the event. A concert recording can therefore be a special experience, its value often surpassing studio sterility. The meeting of these three experienced musicians seems to be the next stage in which awareness begins to reach beyond purely technical skills. It becomes a bridge where music transforms into storytelling, a stage of breaking out of old ruts in favor of a more intimate, personal, magical image. This material encompasses diverse emotions, and beyond the shockwaves, elements of lyrical reflection emerge. It's not too late for surprises, which still occur. The artists appear in different constellations, each time daring to embark on a journey, abandoning comfort zones to rediscover themselves in the wilderness. If they discover new lands during their journey, their music will be captivating. Is that really the case? Listen for yourself. Mikołaj Trzaska - saxophonist, bass clarinetist, composer of film music, Studied fine arts at the Academy of Fine Arts in Gdansk. He grew up on the grounds of yass - an artistic and social movement. He co-founded the most important yass formation - the legendary Love, and was also the leader of the famous Łoskot. When the momentum of yass faded, he became a leading figure in the domestic avant-garde. His presence in the international world of improvised music began in the early 2000s, when he began his musical travels to Scandinavia, Ukraine, Western Europe and the United States. While touring, he learned the art of music alongside some of the world's most prominent artists in this direction, such as Ken Vandermark, Peter Brötzmann, Joe McPhee and many others. These collaborations as well as his authorial achievements have been documented by dozens of record albums. For years he has been creating projects related to literature. The basis of Trzaska's creative search is the construction of a personal language and individual means of expression. He asks himself the question. “What do we create for? And what do we want to convey? He is known to a wider audience as a composer of film music, permanently cooperating with Wojciech Smarzowski, composing music for films: The House of Evil, The Rose, Wolyn, Under the Strong Angel, The Cleric, The Wedding 2. His latest work can be heard in the music track of Paweł Maślona film KOS. “Mikolaj's sound on alto is mesmerizing, even at his most lyrical there's the inner tension in the timbre, you could hide entire planets in there, even at his most expansive and screaming, there's something intimate and emotional to what he plays.” – (Free) Jazz Alchemist Mark Sanders has worked with many greats of the British, European and American free jazz improvised music scene including Roscoe Mitchell, Roswell Rudd, Evan Parker, John Butcher, Henry Grimes, Elaine Mitchener, Wadada Leo Smith, Myra Melford, Charles Gayle , Sirone and William Parker. He has also played with Jah Wobble, Harold Budd, Bill Laswell, Christian Marclay, International Contemporary Ensemble, Ilan Volkov and The BBC Scottish Symphony Orchestra.He is a member of many working groups including duos with Nicole Mitchell and Rhodri Davies, Neil Charles' 'Dark Days' with Cleveland Watkiss & Pat Thomas, 'Last Dream of the Morning' with John Butcher & John Edwards, 'Shifa' with Rachel Musson and Pat Thomas and 'Sarost' with Larry Stabbins & Paul Rogers. As an educator he has taught improvisation at many universities around the country as a lecturer and guest tutor. Mark has played concerts and festivals around the world and appears on over 220 CD and Vinyl releases. Mark was a recipient of the Paul Hamlyn Award for Artists 2024 "Drop the needle on the first track — or any track for that matter — and the first thing one is bound to notice is the amazing percussion skills of Mark Sanders" – Peter Thelen... Exposé "Mark is just incredible and immensely diverse, he is at the center of "Kwingyaw" and it is difficult to tell what he is doing to get some of these sounds." – Bruce L Gallenter, Downtown Music Gallery, NY John Edwards is a true virtuoso whose staggering range of techniques and boundless musical imagination have redefined the possibility of the double bass and dramatically expanded its role, whether playing solo or with others. Perpetually in demand, he has played with Evan Parker, Roscoe Mitchell, Sunny Murray, Derek Bailey, Joe McPhee, Lol Coxhill, Louis Moholo, Peter Brötzmann, Mulatu Astatke, Jonny Greenwood and countless others. "I think John Edwards is absolutely remarkable: there’s never been anything like him before, anywhere in jazz." - Richard Williams, The Blue Moment ..::TRACK-LIST::.. 1. running loose 2. creator of creatures 3. written by 4. torn flag 5. lowercase conversation 6. just before the end 7. you, the shore and the boat 8. because it happened * 9. light inches * * - CD-only tracks, also released on limited 10“ EP „Not So Late“ ..::OBSADA::.. Mikołaj Trzaska - alto & clarinet John Sanders - double bass Mark Edwards - drums https://www.youtube.com/watch?v=JTBRNBYbKjA&list=PLnoqzQbMN0bBaVDTJOAdki3sLc7XJiQaY&index=6 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-22 21:04:11
Rozmiar: 145.61 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. „Not So Late / Because it Happens“ to materiał zarejestrowany w londyńskim klubie Café Oto na początku sierpnia 2025 roku. Brytyjscy mistrzowie improwizacji, których nie trzeba specjalnie przedstawiać, kontrabasista John Edwards oraz perkusista Mark Sanders, towarzyszą saksofoniście Mikołajowi Trzasce, zapraszając na ponad godzinną, intensywną konwersację. Muzyka "komponowana na żywo", użyjmy takiego sformułowania, lubi mieć rezonujących słuchaczy, ich obecność jest niezbędnym składnikiem koncertowego rytuału. Wspólnota tworzona przez wykonawców oraz uwaga odbiorców wpływają na kształt i formę wydarzenia. Nagranie koncertowe bywa więc szczególnym doświadczeniem, swoją wartością często przewyższa studyjną sterylność. Spotkanie tej trójki doświadczonych muzyków wydaje się być kolejnym etapem, w którym świadomość zaczyna sięgać poza czysto techniczny warsztat. Staje się pomostem, na którym muzyka przeradza się w opowiadanie, etapem wydobywania się ze starych kolein na korzyść bardziej intymnego, osobistego magicznego obrazu. W materiale tym znajdziemy zróżnicowane emocje, a poza falami uderzeniowymi pojawiają się elementy lirycznej zadumy. Nie jest zbyt późno na niespodzianki, które wciąż się wydarzają. Artyści pojawiają w rożnych konstelacjach, każdorazowo odważają się ruszać w podróż, porzucając strefy komfortu, by w bezdrożach odnajdywać się po raz kolejny. Jeśli w trakcie wyprawy odkryją nowe lądy, ich muzyka będzie przyciągać. Czy tak właśnie jest? Posłuchacie sami. Wydawca Kto choć raz był na koncercie Mikołaja Trzaski z pewnością przekonał się, jak mocno wybrzmiewa na żywo jego muzyka przepełniona improwizacją albo, jak kto woli, „komponowaniem na żywo”. Sięgając po najnowszy krążek artysty możemy to również poczuć w warunkach bardziej kameralnych – w zaciszu własnego domu. Najnowszy album saksofonisty i kompozytora stanowi zapis zeszłorocznego londyńskiego koncertu w Londynie, który odbył się w klubie Café Oto. Podczas tego wieczoru na scenie towarzyszyli Trzasce kontrabasista John Edwards oraz perkusista Mark Sanders. Spotkanie muzyków zaowocowało godzinnym występem opartym na całkowitej improwizacji oraz dialogu instrumentów tych trzech indywidualistów. Od pierwszych dźwięków album powala wręcz swoją intensywnością i energią. Każdy z zagranych tu dźwięków rezonuje na pozostałe, tworząc wspólnie coś na kształt muzycznej synergii. Na pierwszym planie wysuwa się tu oczywiście brzmienie saksofonu, a towarzysząca mu sekcja doskonale wkomponowuje się w kolejne partie Mikołaja. Słychać tu doskonałe porozumienie pomiędzy muzykami, którzy raz po raz to wysuwają się na główny plan by za moment nieco się wycofać, dopełniając jednak całość brzmieniem swoich instrumentów i czyniąc ją jeszcze bardziej kompletną. Jako, że Trzaska znany jest również jako twórca muzyki filmowej, jej echa, choć dość mgliste i ulotne, to są jednak słyszalne i tu. Grane przez niego motywy chwilami nasuwają skojarzenia, choćby ze ścieżką dźwiękowa do filmu Kos, której autorem był właśnie Mikołaj. Choć płyta podzielona jest na dziewięć kompozycji (dla porządku warto dodać, że dwie ostatnie kompozycje znajdziemy tylko na CD oraz na oddzielnie wydanej 10-calówce Not So Late.), to na albumie przenikają się one naturalnie, oddając przy tym dobrze ich koncertowy charakter. Warto słuchać jej właśnie od deski do deski by poczuć tę atmosferę i móc w wyobraźni „przenieść się” do londyńskiego klubu, gdzie zarejestrowano ten jakże udany występ. Wojciech Żurek „Not So Late / Because it Happens“ on CD and „Because it Happens“ on LP is the material recorded live on August 5th 2025 in London at legendary Cafe OTO. Three masters of improvisation: Mikołaj Trzaska on saxophone, John Edwards on double bass and Mark Sanders on drums. They don't use the term "improvisation," preferring instead to speak of "live composition" and the audience, who are an essential component of the concert ritual. The community created by the performers and the audience's attention influence the shape and form of the event. A concert recording can therefore be a special experience, its value often surpassing studio sterility. The meeting of these three experienced musicians seems to be the next stage in which awareness begins to reach beyond purely technical skills. It becomes a bridge where music transforms into storytelling, a stage of breaking out of old ruts in favor of a more intimate, personal, magical image. This material encompasses diverse emotions, and beyond the shockwaves, elements of lyrical reflection emerge. It's not too late for surprises, which still occur. The artists appear in different constellations, each time daring to embark on a journey, abandoning comfort zones to rediscover themselves in the wilderness. If they discover new lands during their journey, their music will be captivating. Is that really the case? Listen for yourself. Mikołaj Trzaska - saxophonist, bass clarinetist, composer of film music, Studied fine arts at the Academy of Fine Arts in Gdansk. He grew up on the grounds of yass - an artistic and social movement. He co-founded the most important yass formation - the legendary Love, and was also the leader of the famous Łoskot. When the momentum of yass faded, he became a leading figure in the domestic avant-garde. His presence in the international world of improvised music began in the early 2000s, when he began his musical travels to Scandinavia, Ukraine, Western Europe and the United States. While touring, he learned the art of music alongside some of the world's most prominent artists in this direction, such as Ken Vandermark, Peter Brötzmann, Joe McPhee and many others. These collaborations as well as his authorial achievements have been documented by dozens of record albums. For years he has been creating projects related to literature. The basis of Trzaska's creative search is the construction of a personal language and individual means of expression. He asks himself the question. “What do we create for? And what do we want to convey? He is known to a wider audience as a composer of film music, permanently cooperating with Wojciech Smarzowski, composing music for films: The House of Evil, The Rose, Wolyn, Under the Strong Angel, The Cleric, The Wedding 2. His latest work can be heard in the music track of Paweł Maślona film KOS. “Mikolaj's sound on alto is mesmerizing, even at his most lyrical there's the inner tension in the timbre, you could hide entire planets in there, even at his most expansive and screaming, there's something intimate and emotional to what he plays.” – (Free) Jazz Alchemist Mark Sanders has worked with many greats of the British, European and American free jazz improvised music scene including Roscoe Mitchell, Roswell Rudd, Evan Parker, John Butcher, Henry Grimes, Elaine Mitchener, Wadada Leo Smith, Myra Melford, Charles Gayle , Sirone and William Parker. He has also played with Jah Wobble, Harold Budd, Bill Laswell, Christian Marclay, International Contemporary Ensemble, Ilan Volkov and The BBC Scottish Symphony Orchestra.He is a member of many working groups including duos with Nicole Mitchell and Rhodri Davies, Neil Charles' 'Dark Days' with Cleveland Watkiss & Pat Thomas, 'Last Dream of the Morning' with John Butcher & John Edwards, 'Shifa' with Rachel Musson and Pat Thomas and 'Sarost' with Larry Stabbins & Paul Rogers. As an educator he has taught improvisation at many universities around the country as a lecturer and guest tutor. Mark has played concerts and festivals around the world and appears on over 220 CD and Vinyl releases. Mark was a recipient of the Paul Hamlyn Award for Artists 2024 "Drop the needle on the first track — or any track for that matter — and the first thing one is bound to notice is the amazing percussion skills of Mark Sanders" – Peter Thelen... Exposé "Mark is just incredible and immensely diverse, he is at the center of "Kwingyaw" and it is difficult to tell what he is doing to get some of these sounds." – Bruce L Gallenter, Downtown Music Gallery, NY John Edwards is a true virtuoso whose staggering range of techniques and boundless musical imagination have redefined the possibility of the double bass and dramatically expanded its role, whether playing solo or with others. Perpetually in demand, he has played with Evan Parker, Roscoe Mitchell, Sunny Murray, Derek Bailey, Joe McPhee, Lol Coxhill, Louis Moholo, Peter Brötzmann, Mulatu Astatke, Jonny Greenwood and countless others. "I think John Edwards is absolutely remarkable: there’s never been anything like him before, anywhere in jazz." - Richard Williams, The Blue Moment ..::TRACK-LIST::.. 1. running loose 2. creator of creatures 3. written by 4. torn flag 5. lowercase conversation 6. just before the end 7. you, the shore and the boat 8. because it happened * 9. light inches * * - CD-only tracks, also released on limited 10“ EP „Not So Late“ ..::OBSADA::.. Mikołaj Trzaska - alto & clarinet John Sanders - double bass Mark Edwards - drums https://www.youtube.com/watch?v=JTBRNBYbKjA&list=PLnoqzQbMN0bBaVDTJOAdki3sLc7XJiQaY&index=6 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-22 20:58:33
Rozmiar: 395.74 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Jest mega intensywnie i gęsto ale podobnie jak w Autopsy krótko i zwięźle. Gość od baterii udziela się w Repulsion a gość od gitar w Iron Reagan. Płyta zabiera w krótką podróż ale za to bez zbędnego pierdolenia. Jest szybko, masywnie a kiedy w kilku fragmentach zaczyna zwalniać to ciosu dodaje klawisz taki parosekundowy. No i to jest debiut w stylu szlag na japę i cwaniaków nie stwierdzono. Hajasz KONTUSION is an evil death metal band from the East Coast of the USA and will see the release of their debut LP Insatiable Lust For Death on July 25. KONTUSION’s riffs, blasts, and walls of feedback reflect the darkness of a world marred by chaos, where large scale atrocities run amok. Drummer Chris Moore (Repulsion, VOSH, Coke Bust) and vocalist/guitarist Mark Bronzino (ex-Iron Reagan/Mammoth Grinder) represent the core of the band, with musicians emerging to fill out various lineups for live performances. ..::TRACK-LIST::.. 1. Endless Horror 02:29 2. Countless Atrocities 03:04 3. Revenge 02:40 4. Hemorrhage 02:44 5. Throne of Skulls 02:54 6. Incarnate 02:02 7. Subjugation 03:44 8. Melting 01:31 9. Horrid Eye 02:12 10. No Escape 02:04 ..::OBSADA::.. Drums, Synth - Chris Moore Guitar, Vocals, Bass, Synth - Mark Bronzino https://www.youtube.com/watch?v=19iHGder620 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-22 17:25:15
Rozmiar: 70.58 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Jest mega intensywnie i gęsto ale podobnie jak w Autopsy krótko i zwięźle. Gość od baterii udziela się w Repulsion a gość od gitar w Iron Reagan. Płyta zabiera w krótką podróż ale za to bez zbędnego pierdolenia. Jest szybko, masywnie a kiedy w kilku fragmentach zaczyna zwalniać to ciosu dodaje klawisz taki parosekundowy. No i to jest debiut w stylu szlag na japę i cwaniaków nie stwierdzono. Hajasz KONTUSION is an evil death metal band from the East Coast of the USA and will see the release of their debut LP Insatiable Lust For Death on July 25. KONTUSION’s riffs, blasts, and walls of feedback reflect the darkness of a world marred by chaos, where large scale atrocities run amok. Drummer Chris Moore (Repulsion, VOSH, Coke Bust) and vocalist/guitarist Mark Bronzino (ex-Iron Reagan/Mammoth Grinder) represent the core of the band, with musicians emerging to fill out various lineups for live performances. ..::TRACK-LIST::.. 1. Endless Horror 02:29 2. Countless Atrocities 03:04 3. Revenge 02:40 4. Hemorrhage 02:44 5. Throne of Skulls 02:54 6. Incarnate 02:02 7. Subjugation 03:44 8. Melting 01:31 9. Horrid Eye 02:12 10. No Escape 02:04 ..::OBSADA::.. Drums, Synth - Chris Moore Guitar, Vocals, Bass, Synth - Mark Bronzino https://www.youtube.com/watch?v=19iHGder620 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-22 17:16:10
Rozmiar: 223.97 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- Sinead O'Connor - Faith and Courage --------------------------------------------------------------------- Artist...............: Sinead O'Connor Album................: Faith and Courage Genre................: Alternative Source...............: CD Year.................: 2000 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 70 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: Universal - China Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting --------------------------------------------------------------------- 1. Sinead O'Connor - The Healing Room [05:35] 2. Sinead O'Connor - No Man's Woman [03:01] 3. Sinead O'Connor - Jealous [04:17] 4. Sinead O'Connor - Dancing Lessons [04:17] 5. Sinead O'Connor - Daddy I'm Fine [02:59] 6. Sinead O'Connor - 'Til I Whisper U Something [06:08] 7. Sinead O'Connor - Hold Back The Night [04:12] 8. Sinead O'Connor - What Doesn't Belong To Me [05:38] 9. Sinead O'Connor - The State I'm In [04:11] 10. Sinead O'Connor - The Lamb's Book Of Life [04:58] 11. Sinead O'Connor - If U Ever [04:26] 12. Sinead O'Connor - Emma's Song [03:24] 13. Sinead O'Connor - Kyrie Eleison [02:45] Playing Time.........: 55:57 Total Size...........: 395,07 MB
Seedów: 624
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-22 11:59:06
Rozmiar: 442.29 MB
Peerów: 60
Dodał: rajkad
Opis
Genre: Heavy Metal
Country of Artist (Band): Poland Year of Release: 2026 Audio Codec: MP3 Rip Type: Tracks Audio Bitrate: 320 kbps Duration: 36:34 Contains scans in the download: No Tracklist: 01. Heroes And The Dice 02. Beast Inside 03. Bound By The Nigh 04. Silver Stallions 05. Living In The Fast Lane 06. The New Beginning 07. Two Tons Of Steel 08. In The Middle Of The Night 09. Walls Of Jericho / Ride The Sky (Helloween cover)
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-21 19:06:14
Rozmiar: 99.85 MB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Out Of Focus to bez wątpienia jeden z 10 najlepszych, progresywnych zespołów lat 70. spoza Wielkiej Brytanii! Wydany na początku 1971 roku przez wytwórnię Kuckuck (znanej m.in. również z płyt formacji Murphy Blend i Armaggedon) wspaniały album zapomnianej, niemieckiej formacji - moim skromnym zdaniem jest prawdopodobnie najlepszym tytułem z Niemiec z kręgu ciężkiego, progresywnego rocka! Genialne połączenie klimatów wczesnych Jethro Tull z Pink Floyd i ze szczyptą Colosseum - poparte bardzo solidną grą sekcji rytmicznej i doskonałym, przyjemnie manierycznym wokalem. Pełen wyobraźni i niepohamowanej mocy, 78-minutowy CD bez słabych punktów! Dodatkowo dołączono 3 połączone ze sobą, koncertowe utwory (z Palermo 1972) trwające razem 30 minut! Doskonały dźwięk - nieco klarowniejszy niż na edycji Ohrwashl, no i znacznie fajniejszy booklet zawierający kilka rzadkich zdjęć tego kapitalnego zespołu! UWAGA! Umieszczony na końcu płyty krótki dźwięk zegara z kukułką pojawiał się zawsze na koniec każdej winylowej strony albumów wytwórni Kuckuck a dotychczas nie był uwzględniany! JL These guys really had a sense of humour even if it was in bad taste at times(haha). The vocalist is tremedous,and quite theatrical at times. The sound on this their debut is psychedelic and heavy with the jazz flavour coming in later albums. "See How A White Negro Flies" has a repetitive guitar line as organ then flute come in. Vocals 2 minutes in are brief. This sounds great ! Raw guitar solo goes on and on as drums pound away. Organ and flute are back. Vocals too 5 minutes in. "God Save The Queen, Cried Jesus" opens with flute and drums before vocals and guitar join in. Silly lyrics as the vocalist really performs. Low end guitar 2 minutes in is fantastic. Bass joins in before a calm arrives with flute leading the way softly. Vocals don't return until 6 minutes in. "Hey John" features some beautiful flute melodies. Vocals after 2 minutes with a fuller sound a minute later. Love the guitar 4 minutes in as they jam for a while. Organ after 5 minutes with some excellent bass lines a minute later. Flute is back. Guitar after 8 minutes is again just a joy to listen to.This has to be my favourite song and not because my name's in the title. No it's not ! "No Name Hmmm" is more uptempo with flute and drums leading the way until vocals come in. I like how passionately he sings. The guitar's tone is perfect. It comes and goes. Organ solo 1 1/2 minutes in. This is the shortest song at 3 minutes. Some fuzz in that guitar that comes in before 2 1/2 minutes. "World's End" has a pastoral intro with flute. A fuller sound arrives a minute in. Vocals follow as organ and drums shine. Guitar 3 minutes in is atmospheric and it goes on until stopping 5 minutes in when spoken vocals take over. The lyrics here are political as he talks about then U.S. president Richard Nixon as the band jams. Lots of flute to follow before it gets heavier 8 1/2 minutes in. Vocals end it. "Dark,Darker" opens with ominous flute as a SABBATH-like mood takes over. Vocals follow. This is contrasted with a more uplifting passage. The contrast continues. A change 2 1/2 minutes in as flute,bass and light drums come in. This builds then relaxes again. A vocal melody before 6 minutes. Flute then goes crazy(same with the background vocals) before becoming dissonant then calming down again. It stays pastoral until after 9 minutes when the intensity returns. Just a killer album ! The flute, organ, guitar and vocals are all outstanding. Love the sound of this one a lot. Mellotron Storm If you ever read Asbjornssen's Cosmic Dreams at Play, you will know how high esteem he holds this band. His article finishes this way: WHAT AN AWESOME GROUP THEY WERE! I cannot say it any better as the three albums they made in their prime were all drastically different from each other yet so unmistakably OOF (much like Floyd did all of their albums so different, yet all so FLOYD). Their music is absolutely theirs and sound like nothing else and although they are Germans, I hesitate to call it Krautrock or as some call it Krautjazz. They develop a strange mix of psyched-out rock with a good sense of jazz rock (although not quite as much in this debut album), add a good dose of flute/sax dominated prog rock and give themselves a maximum space for instrumental interplay even if Moran's voice holds an important role (and is an acquired taste in the same way that Peter Hammill or Roger Chapman are an acquired taste) with some non-sensical lyrics laying out their hippy ideals. With an abstract artwork this debut album (released on the legendary Kuckuck label) is aptly named Wake Up, even if the goal is to send you into dreamy trip, the music is raw, just the way the Germans liked it, reminiscent of their crosstown colleagues of Amon Duul II. Right from the first repetitive note of Drechsler's guitar, soon underlined by Herring's organ and Moran Neumuller's flute, in the opening White Negro, you just know you're flying in a wonderful universe where time seems to be a very random dimension and the dreamy soundscapes are an invitation to tripping around the universe. The tougher-sounding God Save The Queen is more of rougher guitar-lead early 70's UK proto-prog ala EBB or BechKendel, but the middle section (recorded a bit too low) shared between the folky flute and the organ is a great counter-point using the full dynamics contrasting with the return of the opening section. Hey John is an almost 10-min wild flute-lead jam that can sound like Deep Purple's Mandrake Root in the middle. The flipside jumps at your throat with the short but powerful No Name track that could easily be called You're Wasting Time, and even if there are obvious flaws in recording levels, this track is most likely to also claim the album's title, Wake Up! World's end is a fairly doomy track that still trails a bit of 60's into it, sometimes reminding of Floyd (Herring's organ and Spori's drumming sound like early Floyd circa Saucerful Of Secrets), while Moran's flute is more reminiscent of Traffic's Chris Wood and the guitar reminding us a bit of Krieger in The Doors' epic track The End. Ending the album is the lengthy Dark Darker track, which is a bit disjointed in its psyched-out moods especially Moran's flute racing up and down the ladder of sanity. This is one track where the group shows an excellent aptitude at light improvisation that lead to wild jamming, a thing that we would see much more of in the next three albums. Again the raw sound gives the impression that this record could've easily been recorded live in the Anglo-Saxon world, with only the approximate accent of Moran giving a hint otherwise. The closing section is a hard-driving Atomic Rooster-like heavy prog. As with most German band singing in English, the vocals are not perfect but this is very minor as the texts (lyrics) are easily understood and are of a very social/political nature that they could also be classified in German only category Polit-rock (never thought you'd read about such a category, Uh? ;-) This IMHO only adds to the quality of the music and does not make it dated just for that reason. Technically absolutely brilliant (D-E A + HCH). Just by the weird song titles, one can see that this band is heavy, I mean HHHEEEAAAVVVYYY , man !! Sean Trane ..::TRACK-LIST::.. 1. See How A White Negro Flies5:49 2. God Save The Queen, Cried Jesus7:30 3. Hey John 9:38 4. No Name 3:06 5. World's End 9:56 6. Dark, Darker 11:43 Bonus Tracks: 7. Whispering 8. Cafe Stiletto 9. Cafe Stiletto 29:23 Track 7-9 Recorded Live in Palermo, Italy on 26th May 1972 ..::OBSADA::.. Remigius Drechsler - guitar Hennes Hering - keyboards Moran Neumüller - vocals, saxes Klaus Spöri - drums Stefan Wisheu - bass https://www.youtube.com/watch?v=6gjqgY-Phsc SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 1
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-21 16:01:28
Rozmiar: 178.22 MB
Peerów: 78
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Out Of Focus to bez wątpienia jeden z 10 najlepszych, progresywnych zespołów lat 70. spoza Wielkiej Brytanii! Wydany na początku 1971 roku przez wytwórnię Kuckuck (znanej m.in. również z płyt formacji Murphy Blend i Armaggedon) wspaniały album zapomnianej, niemieckiej formacji - moim skromnym zdaniem jest prawdopodobnie najlepszym tytułem z Niemiec z kręgu ciężkiego, progresywnego rocka! Genialne połączenie klimatów wczesnych Jethro Tull z Pink Floyd i ze szczyptą Colosseum - poparte bardzo solidną grą sekcji rytmicznej i doskonałym, przyjemnie manierycznym wokalem. Pełen wyobraźni i niepohamowanej mocy, 78-minutowy CD bez słabych punktów! Dodatkowo dołączono 3 połączone ze sobą, koncertowe utwory (z Palermo 1972) trwające razem 30 minut! Doskonały dźwięk - nieco klarowniejszy niż na edycji Ohrwashl, no i znacznie fajniejszy booklet zawierający kilka rzadkich zdjęć tego kapitalnego zespołu! UWAGA! Umieszczony na końcu płyty krótki dźwięk zegara z kukułką pojawiał się zawsze na koniec każdej winylowej strony albumów wytwórni Kuckuck a dotychczas nie był uwzględniany! JL These guys really had a sense of humour even if it was in bad taste at times(haha). The vocalist is tremedous,and quite theatrical at times. The sound on this their debut is psychedelic and heavy with the jazz flavour coming in later albums. "See How A White Negro Flies" has a repetitive guitar line as organ then flute come in. Vocals 2 minutes in are brief. This sounds great ! Raw guitar solo goes on and on as drums pound away. Organ and flute are back. Vocals too 5 minutes in. "God Save The Queen, Cried Jesus" opens with flute and drums before vocals and guitar join in. Silly lyrics as the vocalist really performs. Low end guitar 2 minutes in is fantastic. Bass joins in before a calm arrives with flute leading the way softly. Vocals don't return until 6 minutes in. "Hey John" features some beautiful flute melodies. Vocals after 2 minutes with a fuller sound a minute later. Love the guitar 4 minutes in as they jam for a while. Organ after 5 minutes with some excellent bass lines a minute later. Flute is back. Guitar after 8 minutes is again just a joy to listen to.This has to be my favourite song and not because my name's in the title. No it's not ! "No Name Hmmm" is more uptempo with flute and drums leading the way until vocals come in. I like how passionately he sings. The guitar's tone is perfect. It comes and goes. Organ solo 1 1/2 minutes in. This is the shortest song at 3 minutes. Some fuzz in that guitar that comes in before 2 1/2 minutes. "World's End" has a pastoral intro with flute. A fuller sound arrives a minute in. Vocals follow as organ and drums shine. Guitar 3 minutes in is atmospheric and it goes on until stopping 5 minutes in when spoken vocals take over. The lyrics here are political as he talks about then U.S. president Richard Nixon as the band jams. Lots of flute to follow before it gets heavier 8 1/2 minutes in. Vocals end it. "Dark,Darker" opens with ominous flute as a SABBATH-like mood takes over. Vocals follow. This is contrasted with a more uplifting passage. The contrast continues. A change 2 1/2 minutes in as flute,bass and light drums come in. This builds then relaxes again. A vocal melody before 6 minutes. Flute then goes crazy(same with the background vocals) before becoming dissonant then calming down again. It stays pastoral until after 9 minutes when the intensity returns. Just a killer album ! The flute, organ, guitar and vocals are all outstanding. Love the sound of this one a lot. Mellotron Storm If you ever read Asbjornssen's Cosmic Dreams at Play, you will know how high esteem he holds this band. His article finishes this way: WHAT AN AWESOME GROUP THEY WERE! I cannot say it any better as the three albums they made in their prime were all drastically different from each other yet so unmistakably OOF (much like Floyd did all of their albums so different, yet all so FLOYD). Their music is absolutely theirs and sound like nothing else and although they are Germans, I hesitate to call it Krautrock or as some call it Krautjazz. They develop a strange mix of psyched-out rock with a good sense of jazz rock (although not quite as much in this debut album), add a good dose of flute/sax dominated prog rock and give themselves a maximum space for instrumental interplay even if Moran's voice holds an important role (and is an acquired taste in the same way that Peter Hammill or Roger Chapman are an acquired taste) with some non-sensical lyrics laying out their hippy ideals. With an abstract artwork this debut album (released on the legendary Kuckuck label) is aptly named Wake Up, even if the goal is to send you into dreamy trip, the music is raw, just the way the Germans liked it, reminiscent of their crosstown colleagues of Amon Duul II. Right from the first repetitive note of Drechsler's guitar, soon underlined by Herring's organ and Moran Neumuller's flute, in the opening White Negro, you just know you're flying in a wonderful universe where time seems to be a very random dimension and the dreamy soundscapes are an invitation to tripping around the universe. The tougher-sounding God Save The Queen is more of rougher guitar-lead early 70's UK proto-prog ala EBB or BechKendel, but the middle section (recorded a bit too low) shared between the folky flute and the organ is a great counter-point using the full dynamics contrasting with the return of the opening section. Hey John is an almost 10-min wild flute-lead jam that can sound like Deep Purple's Mandrake Root in the middle. The flipside jumps at your throat with the short but powerful No Name track that could easily be called You're Wasting Time, and even if there are obvious flaws in recording levels, this track is most likely to also claim the album's title, Wake Up! World's end is a fairly doomy track that still trails a bit of 60's into it, sometimes reminding of Floyd (Herring's organ and Spori's drumming sound like early Floyd circa Saucerful Of Secrets), while Moran's flute is more reminiscent of Traffic's Chris Wood and the guitar reminding us a bit of Krieger in The Doors' epic track The End. Ending the album is the lengthy Dark Darker track, which is a bit disjointed in its psyched-out moods especially Moran's flute racing up and down the ladder of sanity. This is one track where the group shows an excellent aptitude at light improvisation that lead to wild jamming, a thing that we would see much more of in the next three albums. Again the raw sound gives the impression that this record could've easily been recorded live in the Anglo-Saxon world, with only the approximate accent of Moran giving a hint otherwise. The closing section is a hard-driving Atomic Rooster-like heavy prog. As with most German band singing in English, the vocals are not perfect but this is very minor as the texts (lyrics) are easily understood and are of a very social/political nature that they could also be classified in German only category Polit-rock (never thought you'd read about such a category, Uh? ;-) This IMHO only adds to the quality of the music and does not make it dated just for that reason. Technically absolutely brilliant (D-E A + HCH). Just by the weird song titles, one can see that this band is heavy, I mean HHHEEEAAAVVVYYY , man !! Sean Trane ..::TRACK-LIST::.. 1. See How A White Negro Flies5:49 2. God Save The Queen, Cried Jesus7:30 3. Hey John 9:38 4. No Name 3:06 5. World's End 9:56 6. Dark, Darker 11:43 Bonus Tracks: 7. Whispering 8. Cafe Stiletto 9. Cafe Stiletto 29:23 Track 7-9 Recorded Live in Palermo, Italy on 26th May 1972 ..::OBSADA::.. Remigius Drechsler - guitar Hennes Hering - keyboards Moran Neumüller - vocals, saxes Klaus Spöri - drums Stefan Wisheu - bass https://www.youtube.com/watch?v=6gjqgY-Phsc SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-21 15:56:27
Rozmiar: 488.68 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Jeden z najlepszych zespołów black metalowych na polskiej scenie i na pewno nie przynoszący nam wstydu za granicami Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, czyli Königreichssaal wypuścił po roku przerwy nowy materiał. Nawet nie wiecie, jak czekałem na tę EPkę. Bo z czasem, gdy emocje już opadły, doszedłem do wniosku, że ich najlepszym materiałem jest „Loewen”. Oczywiście, „Psalmem’O’Delirium” to nadal płyta topowa, ale nie wracam do niej tak często, jak do EPki. Natomiast podejrzewam, że do „Loewen II” będę wracał równie często. Całość zaczyna się od dziwnej inkantacji w „Czarnym Xsięstwie”. Próbowałem znaleźć co to znaczy, ale guglając wyskakują mi tylko ludzie z Indii czy innego Pakistanu na fejsiku. Więc trudno. Podejrzewam jedynie, że to język romani, ale mogę się mylić. Później jest już tak jak zakładałem, że będzie – dostajemy nieszablonowy black metal, zagrany z rozmachem, nie stroniący od eksperymentowania – stąd też „Loewen II” dla mnie jest wyraźnym nawiązaniem właśnie do EPki niż do dwójeczki. Black metal Königreichssaal nosi znamiona obłędu, przy czym jest to szaleństwo wzniosłe, uduchowione. Taki jurodiwyj a rebours, który wcale nie głosi cnoty świętości, a wręcz przeciwnie – raczej są oni apologetami upadku. Natomiast by dojść do takiej konstatacji zdecydowanie musicie połączyć muzykę z lekturą tekstów. Z drugiej strony taki najlepszy na płycie „Wielki Potop” dotyka rzeczy bardzo przyziemnych, jak wielka powódź (tak się składa, że Lewin Brzeski w zeszłym roku znalazł się w olbrzymiej części pod wodą). I muszę Wam powiedzieć, że kurewsko czuć emocje zespołu włożone w ten utwór, ponadto może przesadzam z analizą, ale po części wznioślejsze fragmenty tej kompozycji oddają po prostu rozmiar kataklizmu i bezsilność wobec niego. Słuchając tego numeru, czytając teksty i mając pojęcie o jego backgroundzie powoduje prawdziwe ciarki. I teraz mam zgrzyt – bo ten nastrój szybko mi znika gdy wjeżdża „Wampyr Heretyk”. A konkretnie sam wstęp i recytowany fragment. Kurwa, no przepraszam, ale brzmi to dla mnie strasznie… kiczowato? No nie pasuje mi to za cholerę do tak doskonałego materiału. Szczęśliwie po nim jest już zdecydowanie lepiej, bo muzycznie ten numer nie odstaje w zupełności od pozostałych, łącznie z końcówką, w której ponownie (bo chyba na pierwszym „Loewen” już słyszeliśmy) zespół używa akordeonu, jakby chcąc nadać groteskowego sznytu apokaliptycznej muzyce. Po tym kawałku dostajemy jeszcze wzniosłe outro – „Vae Victis”, będące deklamacją z patetycznym, symfonicznym podkładem, który nachalnie kojarzy mi się w swojej dużej części z „Chwała Mordercom Wojciecha”. I nie bierzcie tego za minus, absolutnie. No cóż – Königreichssaal wypuścił wspaniały materiał. Nietuzinkowy, totalnie w ich stylu. Takiego oczekiwałem, taki dostałem. EPka jest doskonała, zdecydowanie. Równocześnie jest wspaniałym zamknięciem tego roku. Mane – tekel – fares. Oracle Königreichssaal powróciło do Lewina… W zasadzie to oni chyba nigdy tego Lewina nie opuścili, fizycznie i duchowo byli z nim związani od samego początku. Fakty są jednak takie, że to już druga EPka, która tytularnie poświęcona jest temu miastu (w niemieckojęzycznej wersji). EPki te dzielą „tylko” trzy lata, sporo jednak się przez ten czas wydarzyło. Ten pierwszy minialbum wydawał mało rozpoznawalny we własnym kraju zespół, zaledwie z jednym albumem na koncie, w dodatku wydanym dla jakiejś angielskiej wytwórni… Dzisiaj Königreichssaal jest w katalogu jednego z najprężniej działających w Polsce wydawców, gra świetne koncerty, na które ludzie chodzą i generalnie dorobili się już statusu bardzo szanowanej „młodej” (sorry Panowie za cudzysłów, ale wiadomo…) kapeli. Muzycznie te dwie EPki też różnią się od siebie, choć nadal doskonale słychać, że to ten sam, niekoniecznie trzymający się kurczowo jednego gatunku zespół. Mam wrażenie, że bliżej jednak „Loewen II” do ich ostatniej płyty, niż do tej pierwszej EPki. Jest to jakby naturalna kontynuacja tego, co usłyszeliśmy na „Psalmen’o’delirium”. Chory, lekko „francuski” klimat i potężne, rozbudowane kompozycje, poukładane zarówno z pokręconych gitar jak i prostych, bezpośrednich i wpadających w ucho motywów – to już chyba znak rozpoznawczy tego zespołu. Podobnie jak absolutnie zajebiste, zróżnicowane i wielowymiarowe wokale. Do tego dochodzą jeszcze wszystkie te instrumentalne smaczki, świdrujące, niemal kosmiczne solówki, akustyki, jakieś tamburyny czy inne przeszkadzajki… A już bezczelnie przaśne akordeonowe melodyjki w „Wampyr Heretyk” to mistrzostwo. No i ten niepowtarzalny klimat. Cały ten materiał to jakaś jedna wielka huśtawka nastrojów niestabilnego schizofrenika. Zakończona zresztą dość pompatycznym, orkiestralnym outrem, skomponowanym przez Khorzona z Arkony i okraszonym (a jakże!) potężnymi i niemal teatralnymi wokalami. Ciary na plecach. Cóż, obiektywny pewnie nie jestem, bo od początku im kibicuję, ale nie da się chyba nie zauważyć jak zajebiście nam się ten zespół rozwija. Prezes Nowe wieści z obozu jednej z obecnie najciekawszych i najlepszych blackmetalowych załóg w naszym kraju – lewińskiego Königreichssaal – śledzę z nieudawanym zainteresowaniem i ekscytacją. Tak też przyjąłem zapowiedź drugiej części świetnie przyjętej EPki Loewen. Kontynuacja ujrzała światło dzienne w grudniu za sprawą Godz ov War Productions. Czy zespół na nowym wydawnictwie nawiąże do wydanego trzy lata wcześniej minialbumu, a może wzorem swoich długograjów zaprezentuje coś całkiem innego? Musiałem się o tym przekonać od razu po odpakowaniu paczki z płytą. Wzorem „poprzedniczki”, oficjalnie rozbudowany o czwartego członka zespół przygotował na Loewen II trzy pełnoprawne utwory oraz tym razem outro w postaci Vae Victis, skomponowane i nagrane przez samego Khorzona. W jego trakcie czekałem, aż usłyszę słowa „Tysiąc lat, tysiąc pierdolonych lat”. Dlaczego tak? Zrozumiecie, kiedy posłuchacie, teraz powiem tylko tyle, że brzmi ono jak daleki krewny jednego z utworów PEWNEGO znanego na całym świecie blackmetalowego zespołu z Polski. Planowana inspiracja czy „samo tak wyszło” – dla mnie nieistotne, to nie dwuminutowe outro jest tutaj gwoździem programu.Koncert zespołu NUNSLAUGHTER Już w Czarnym Xięstwie słychać charakterystyczną podniosłość materiału z pierwszej EPki Königreichssaal, dzięki wokalom pojawia się też pewna teatralność i da się wyczuć sporo emocji włożonych w nowy materiał – od znanego z poprzednich dokonań wtedy-jeszcze-tria obłędu aż po uniesienia duchowe. Ot, black metal po lewińsku, który bardzo lubię. Absolutnym majstersztykiem jest za to utwór Semana Tragica, lirycznie najprawdopodobniej nawiązujący do września 2024 roku, kiedy to Lewin Brzeski został niemal w całości zalany. Kompozycja porusza i udanie obrazuje tragizm tamtych wydarzeń, a wieńczące ją dźwięki płynącej wody połączone z delikatnym przygrywaniem gitary akustycznej doprowadziły mnie nawet do lekkiego wzruszenia i kontemplacji nad cierpieniem dotkniętych tą katastrofą ludzi. Cudo, po prostu cudo. Bardzo udany, mimo nieco kampowego otwarcia, jest również wykorzystujący fragmenty z poezji Micińskiego (podobnie zresztą jak Czarne Xięstwo) Wampyr Heretyk – instrumentalnie jest tu już bardziej klasycznie, choć podtrzymywane zróżnicowanie wokalu De Ateusa oraz wyraźnie zaznaczone klawisze sprawiają wrażenie uczestniczenia w jakimś mrocznym spektaklu, a dzięki ubarwieniu świetnej i bardzo chwytliwej końcówki kawałka akordeonem udało się zespołowi dołożyć do swojego grania odrobinę ludowości. Jak więc widzicie, mimo jedynie niespełna dwudziestu minut, Königreichssaal udało się upchnąć na Loewen II sporo zawartości – i to nie na siłę. Materiał jest spójny, przemyślany i przede wszystkim szczery, co po prostu się czuje. Gdy muzyka potrafi niespodziewanie uderzyć w rzadko poruszane w moim przypadku struny, wiem, że obcuję z czymś z górnej półki. Takie właśnie jest Loewen II – to minialbum ocierający się wręcz o doskonałość. Niestety krótki, ale kto broni komukolwiek łączyć jego odsłuch razem z poprzednią EPką? No nikt. Łukasz W. Königreichssaal to zespół, który w pierwszej kolejności zapadł mi w pamięć poprzez osobę Papy Artura w składzie i kultowe zdjęcie w żonobijce na cmentarzu. Dopiero jakiś czas później zobaczyłem chłopaków na żywo, i to był drugi impuls do uzupełnienia sobie ich dyskografii. Stwierdzić trzeba, że każde kolejne wydawnictwo „Koników” jest inne, ale każde tak samo dobre. Nie inaczej jest w przypadku drugiej EP-ki zespołu, podobnie jak wcześniejsza zatytułowanej „Loewen”. To w sumie niecałe dwadzieścia minut muzyki w czterech aktach, ale ponownie muzyki na najwyższym poziomie. Stylistycznie nadal jest to black metal, i to nadal w bardzo polskim wydaniu. Nie tylko przez teksty, śpiewane tym razem w całości po polsku, z wykorzystaniem fragmentów poematów Tadeusza Micińskiego, ale i przez sam charakter tworzonych przez zespół dźwięków. Można by w tym przypadku rzucić takimi nazwami jak Furia czy Cultes Des Ghoules, choć będą to jedynie wskazówki a nie wielkie drogowskazy odnośnie zawartości „Loewen II”. Rzecz w tym, że muzyka ta jest równie emocjonalna, i poniekąd teatralna, co dwóch wymienionych klasyków. Równie niekonwencjonalna, bowiem pod względem aranżacji łamane są wszelkie standardy, a i wykorzystane instrumentarium wybiega poza ramy ortodoksji (w „Wampir Heretyk” można na przykład usłyszeć dość przaśne linie akordeonowe). Dzięki owej emocjonalności, EP-ka ta jest niezwykle wciągająca i intrygująca, a rzeczona teatralność sprawia, że słowa pokroju „Tak, to faktycznie jest coś niecodziennego” same cisną się na usta. Naprawdę sporo tutaj ciekawych rozwiązań, sporo zmian tempa, tajemniczego klimatu, ale i siarczystego biczowania. I co ważne, to nie jest materiał na jedno przesłuchanie, bo tak naprawdę zaczyna „gadać” pełnym głosem dopiero po kilku okrążeniach. Pomimo wspomnianej różnorodności daleko tej muzyce od przejaskrawionej hipsterki. To nadal jest black metal w najdosłowniejszym tego słowa znaczeniu, tylko po raz kolejny zagrany inaczej, po swojemu, prosto z serca. I kolejny dowód na indywidualność i siłę polskiej sceny. Nie będę się rozpisywał nad szczegółami, bo uważam, że „Loewen II” to materiał, który każdy powinien odsłuchać sam, i sam odkryć wszelkie jego niuanse. Gorąco zachęcam, bo warto. jesusatan ..::TRACK-LIST::.. 1. Czarne Xięstwo 05:17 2. Semana Tragica 06:38 3. Wampyr Heretyk 05:15 4. Vea Victis 01:59 ..::OBSADA::.. De Atevs - Vocals, Guitars Papa Artur - Bass Jakob - Drums Guest appearances: Classic guitar by Tomasz Mikrut Samples and keyboards by Przemysław Nowak Voices and noises by Lubomirski https://www.youtube.com/watch?v=ckjrCbgokKg SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-21 14:08:45
Rozmiar: 44.69 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. Jeden z najlepszych zespołów black metalowych na polskiej scenie i na pewno nie przynoszący nam wstydu za granicami Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, czyli Königreichssaal wypuścił po roku przerwy nowy materiał. Nawet nie wiecie, jak czekałem na tę EPkę. Bo z czasem, gdy emocje już opadły, doszedłem do wniosku, że ich najlepszym materiałem jest „Loewen”. Oczywiście, „Psalmem’O’Delirium” to nadal płyta topowa, ale nie wracam do niej tak często, jak do EPki. Natomiast podejrzewam, że do „Loewen II” będę wracał równie często. Całość zaczyna się od dziwnej inkantacji w „Czarnym Xsięstwie”. Próbowałem znaleźć co to znaczy, ale guglając wyskakują mi tylko ludzie z Indii czy innego Pakistanu na fejsiku. Więc trudno. Podejrzewam jedynie, że to język romani, ale mogę się mylić. Później jest już tak jak zakładałem, że będzie – dostajemy nieszablonowy black metal, zagrany z rozmachem, nie stroniący od eksperymentowania – stąd też „Loewen II” dla mnie jest wyraźnym nawiązaniem właśnie do EPki niż do dwójeczki. Black metal Königreichssaal nosi znamiona obłędu, przy czym jest to szaleństwo wzniosłe, uduchowione. Taki jurodiwyj a rebours, który wcale nie głosi cnoty świętości, a wręcz przeciwnie – raczej są oni apologetami upadku. Natomiast by dojść do takiej konstatacji zdecydowanie musicie połączyć muzykę z lekturą tekstów. Z drugiej strony taki najlepszy na płycie „Wielki Potop” dotyka rzeczy bardzo przyziemnych, jak wielka powódź (tak się składa, że Lewin Brzeski w zeszłym roku znalazł się w olbrzymiej części pod wodą). I muszę Wam powiedzieć, że kurewsko czuć emocje zespołu włożone w ten utwór, ponadto może przesadzam z analizą, ale po części wznioślejsze fragmenty tej kompozycji oddają po prostu rozmiar kataklizmu i bezsilność wobec niego. Słuchając tego numeru, czytając teksty i mając pojęcie o jego backgroundzie powoduje prawdziwe ciarki. I teraz mam zgrzyt – bo ten nastrój szybko mi znika gdy wjeżdża „Wampyr Heretyk”. A konkretnie sam wstęp i recytowany fragment. Kurwa, no przepraszam, ale brzmi to dla mnie strasznie… kiczowato? No nie pasuje mi to za cholerę do tak doskonałego materiału. Szczęśliwie po nim jest już zdecydowanie lepiej, bo muzycznie ten numer nie odstaje w zupełności od pozostałych, łącznie z końcówką, w której ponownie (bo chyba na pierwszym „Loewen” już słyszeliśmy) zespół używa akordeonu, jakby chcąc nadać groteskowego sznytu apokaliptycznej muzyce. Po tym kawałku dostajemy jeszcze wzniosłe outro – „Vae Victis”, będące deklamacją z patetycznym, symfonicznym podkładem, który nachalnie kojarzy mi się w swojej dużej części z „Chwała Mordercom Wojciecha”. I nie bierzcie tego za minus, absolutnie. No cóż – Königreichssaal wypuścił wspaniały materiał. Nietuzinkowy, totalnie w ich stylu. Takiego oczekiwałem, taki dostałem. EPka jest doskonała, zdecydowanie. Równocześnie jest wspaniałym zamknięciem tego roku. Mane – tekel – fares. Oracle Königreichssaal powróciło do Lewina… W zasadzie to oni chyba nigdy tego Lewina nie opuścili, fizycznie i duchowo byli z nim związani od samego początku. Fakty są jednak takie, że to już druga EPka, która tytularnie poświęcona jest temu miastu (w niemieckojęzycznej wersji). EPki te dzielą „tylko” trzy lata, sporo jednak się przez ten czas wydarzyło. Ten pierwszy minialbum wydawał mało rozpoznawalny we własnym kraju zespół, zaledwie z jednym albumem na koncie, w dodatku wydanym dla jakiejś angielskiej wytwórni… Dzisiaj Königreichssaal jest w katalogu jednego z najprężniej działających w Polsce wydawców, gra świetne koncerty, na które ludzie chodzą i generalnie dorobili się już statusu bardzo szanowanej „młodej” (sorry Panowie za cudzysłów, ale wiadomo…) kapeli. Muzycznie te dwie EPki też różnią się od siebie, choć nadal doskonale słychać, że to ten sam, niekoniecznie trzymający się kurczowo jednego gatunku zespół. Mam wrażenie, że bliżej jednak „Loewen II” do ich ostatniej płyty, niż do tej pierwszej EPki. Jest to jakby naturalna kontynuacja tego, co usłyszeliśmy na „Psalmen’o’delirium”. Chory, lekko „francuski” klimat i potężne, rozbudowane kompozycje, poukładane zarówno z pokręconych gitar jak i prostych, bezpośrednich i wpadających w ucho motywów – to już chyba znak rozpoznawczy tego zespołu. Podobnie jak absolutnie zajebiste, zróżnicowane i wielowymiarowe wokale. Do tego dochodzą jeszcze wszystkie te instrumentalne smaczki, świdrujące, niemal kosmiczne solówki, akustyki, jakieś tamburyny czy inne przeszkadzajki… A już bezczelnie przaśne akordeonowe melodyjki w „Wampyr Heretyk” to mistrzostwo. No i ten niepowtarzalny klimat. Cały ten materiał to jakaś jedna wielka huśtawka nastrojów niestabilnego schizofrenika. Zakończona zresztą dość pompatycznym, orkiestralnym outrem, skomponowanym przez Khorzona z Arkony i okraszonym (a jakże!) potężnymi i niemal teatralnymi wokalami. Ciary na plecach. Cóż, obiektywny pewnie nie jestem, bo od początku im kibicuję, ale nie da się chyba nie zauważyć jak zajebiście nam się ten zespół rozwija. Prezes Nowe wieści z obozu jednej z obecnie najciekawszych i najlepszych blackmetalowych załóg w naszym kraju – lewińskiego Königreichssaal – śledzę z nieudawanym zainteresowaniem i ekscytacją. Tak też przyjąłem zapowiedź drugiej części świetnie przyjętej EPki Loewen. Kontynuacja ujrzała światło dzienne w grudniu za sprawą Godz ov War Productions. Czy zespół na nowym wydawnictwie nawiąże do wydanego trzy lata wcześniej minialbumu, a może wzorem swoich długograjów zaprezentuje coś całkiem innego? Musiałem się o tym przekonać od razu po odpakowaniu paczki z płytą. Wzorem „poprzedniczki”, oficjalnie rozbudowany o czwartego członka zespół przygotował na Loewen II trzy pełnoprawne utwory oraz tym razem outro w postaci Vae Victis, skomponowane i nagrane przez samego Khorzona. W jego trakcie czekałem, aż usłyszę słowa „Tysiąc lat, tysiąc pierdolonych lat”. Dlaczego tak? Zrozumiecie, kiedy posłuchacie, teraz powiem tylko tyle, że brzmi ono jak daleki krewny jednego z utworów PEWNEGO znanego na całym świecie blackmetalowego zespołu z Polski. Planowana inspiracja czy „samo tak wyszło” – dla mnie nieistotne, to nie dwuminutowe outro jest tutaj gwoździem programu.Koncert zespołu NUNSLAUGHTER Już w Czarnym Xięstwie słychać charakterystyczną podniosłość materiału z pierwszej EPki Königreichssaal, dzięki wokalom pojawia się też pewna teatralność i da się wyczuć sporo emocji włożonych w nowy materiał – od znanego z poprzednich dokonań wtedy-jeszcze-tria obłędu aż po uniesienia duchowe. Ot, black metal po lewińsku, który bardzo lubię. Absolutnym majstersztykiem jest za to utwór Semana Tragica, lirycznie najprawdopodobniej nawiązujący do września 2024 roku, kiedy to Lewin Brzeski został niemal w całości zalany. Kompozycja porusza i udanie obrazuje tragizm tamtych wydarzeń, a wieńczące ją dźwięki płynącej wody połączone z delikatnym przygrywaniem gitary akustycznej doprowadziły mnie nawet do lekkiego wzruszenia i kontemplacji nad cierpieniem dotkniętych tą katastrofą ludzi. Cudo, po prostu cudo. Bardzo udany, mimo nieco kampowego otwarcia, jest również wykorzystujący fragmenty z poezji Micińskiego (podobnie zresztą jak Czarne Xięstwo) Wampyr Heretyk – instrumentalnie jest tu już bardziej klasycznie, choć podtrzymywane zróżnicowanie wokalu De Ateusa oraz wyraźnie zaznaczone klawisze sprawiają wrażenie uczestniczenia w jakimś mrocznym spektaklu, a dzięki ubarwieniu świetnej i bardzo chwytliwej końcówki kawałka akordeonem udało się zespołowi dołożyć do swojego grania odrobinę ludowości. Jak więc widzicie, mimo jedynie niespełna dwudziestu minut, Königreichssaal udało się upchnąć na Loewen II sporo zawartości – i to nie na siłę. Materiał jest spójny, przemyślany i przede wszystkim szczery, co po prostu się czuje. Gdy muzyka potrafi niespodziewanie uderzyć w rzadko poruszane w moim przypadku struny, wiem, że obcuję z czymś z górnej półki. Takie właśnie jest Loewen II – to minialbum ocierający się wręcz o doskonałość. Niestety krótki, ale kto broni komukolwiek łączyć jego odsłuch razem z poprzednią EPką? No nikt. Łukasz W. Königreichssaal to zespół, który w pierwszej kolejności zapadł mi w pamięć poprzez osobę Papy Artura w składzie i kultowe zdjęcie w żonobijce na cmentarzu. Dopiero jakiś czas później zobaczyłem chłopaków na żywo, i to był drugi impuls do uzupełnienia sobie ich dyskografii. Stwierdzić trzeba, że każde kolejne wydawnictwo „Koników” jest inne, ale każde tak samo dobre. Nie inaczej jest w przypadku drugiej EP-ki zespołu, podobnie jak wcześniejsza zatytułowanej „Loewen”. To w sumie niecałe dwadzieścia minut muzyki w czterech aktach, ale ponownie muzyki na najwyższym poziomie. Stylistycznie nadal jest to black metal, i to nadal w bardzo polskim wydaniu. Nie tylko przez teksty, śpiewane tym razem w całości po polsku, z wykorzystaniem fragmentów poematów Tadeusza Micińskiego, ale i przez sam charakter tworzonych przez zespół dźwięków. Można by w tym przypadku rzucić takimi nazwami jak Furia czy Cultes Des Ghoules, choć będą to jedynie wskazówki a nie wielkie drogowskazy odnośnie zawartości „Loewen II”. Rzecz w tym, że muzyka ta jest równie emocjonalna, i poniekąd teatralna, co dwóch wymienionych klasyków. Równie niekonwencjonalna, bowiem pod względem aranżacji łamane są wszelkie standardy, a i wykorzystane instrumentarium wybiega poza ramy ortodoksji (w „Wampir Heretyk” można na przykład usłyszeć dość przaśne linie akordeonowe). Dzięki owej emocjonalności, EP-ka ta jest niezwykle wciągająca i intrygująca, a rzeczona teatralność sprawia, że słowa pokroju „Tak, to faktycznie jest coś niecodziennego” same cisną się na usta. Naprawdę sporo tutaj ciekawych rozwiązań, sporo zmian tempa, tajemniczego klimatu, ale i siarczystego biczowania. I co ważne, to nie jest materiał na jedno przesłuchanie, bo tak naprawdę zaczyna „gadać” pełnym głosem dopiero po kilku okrążeniach. Pomimo wspomnianej różnorodności daleko tej muzyce od przejaskrawionej hipsterki. To nadal jest black metal w najdosłowniejszym tego słowa znaczeniu, tylko po raz kolejny zagrany inaczej, po swojemu, prosto z serca. I kolejny dowód na indywidualność i siłę polskiej sceny. Nie będę się rozpisywał nad szczegółami, bo uważam, że „Loewen II” to materiał, który każdy powinien odsłuchać sam, i sam odkryć wszelkie jego niuanse. Gorąco zachęcam, bo warto. jesusatan ..::TRACK-LIST::.. 1. Czarne Xięstwo 05:17 2. Semana Tragica 06:38 3. Wampyr Heretyk 05:15 4. Vea Victis 01:59 ..::OBSADA::.. De Atevs - Vocals, Guitars Papa Artur - Bass Jakob - Drums Guest appearances: Classic guitar by Tomasz Mikrut Samples and keyboards by Przemysław Nowak Voices and noises by Lubomirski https://www.youtube.com/watch?v=ckjrCbgokKg SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-06-21 14:03:10
Rozmiar: 145.78 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
1 - 30 | 31 - 60 | 61 - 90 | ... | 571 - 600 | 601 - 630 | 631 - 660 | 661 - 690 | 691 - 720 | ... | 26251 - 26280 | 26281 - 26310 | 26311 - 26321 |
|||||||||||||