|
|
|||||||||||||
|
Kategoria:
Muzyka
Ilość torrentów:
26,044
Opis
...( Info )...
Lividity - 13 Releases Collection (Splits w/ Flesh Grinder, Necrocannibalistic Vomitorium) 1997-2022 Genre: Brutal Death Metal Year of release: 1997-2022 Country of artist (band): US Audio codec: MP3 Rip type: tracks Audio bitrate: 256-320 kbps Duration: 08:03:37 ...( TrackList )... 1997 (2004) - Fetish For The Sick (Scans, 01:06:59) 1997 - Fetish For The Sick (Scans, 19:48) 1999 - Show Us Your Tits (Live) (Scans, 48:47) 2000 - The Age Of Cilitoral Decay (Scans, 34:53) 2002 (2008) - ...'Til Only The Sick Remain (Scans, 30:43) 2006 - Used, Abused And Left For Dead (Scans, 37:47) 2008 - Live Fornication (44:38, 256 kbps) 2009 - To Desecrate And Defile (Scans, 41:43) 2010 - Flesh Grinder & Lividity - Two Repulsive Eyes (Scans, 59:14) 2010 - Lividity & Necrocannibalistic Vomitorium - Headcock. Full Sperm's Cheeks (Scans, 12:24) 2015 - Fetish For The Sick & Rejoice In Morbidity (30:37) 2018 - Perverseverance (35:59) 2022 - Rejoice In Morbidity (20:10)
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-24 21:50:05
Rozmiar: 1.30 GB
Peerów: 0
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Vangelis (gr. Βαγγέλης), właśc. Ewangelos Odiseas Papatanasiu (gr. Ευάγγελος Οδυσσέας Παπαθανασίου; ur. 29 marca 1943 w Agrii koło Wolos, zm. 17 maja 2022 w Paryżu - grecki kompozytor muzyki elektronicznej i filmowej. Vangelis urodził się 29 marca 1943 roku w Agrii koło Wolos, w Grecji. Edukację muzyczną rozpoczął w wieku 4 lat, a już w wieku 6 lat miał swój pierwszy publiczny występ, na którym prezentował własne kompozycje. Vangelis był w dużej części samoukiem – odmawiał pobierania lekcji gry na pianinie, a w ciągu swojej kariery nie zdobył formalnej wiedzy na temat notacji muzycznej. Uczył się muzyki poważnej, malarstwa i reżyserii filmowej na Akademii Sztuk Pięknych w Atenach. Zyskał światową sławę dzięki swoim wyjątkowym, często epickim kompozycjom, które łączyły elementy muzyki elektronicznej, symfonicznej i rockowej. Wstawka zawiera dwa eksperymentalne albumy Vangelisa z początków kariery solowej. Title: Hypothesis / The Dragon Artist: Vangelis Country: Grecja Year: 1971 Genre: Rock Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 320 Kbps ...( Track list )... 1.Hypothesis part 1 2.Hypothesis part 2 1.The Dragon 2.Stuffed Aubergine 3.Stuffed Tomato https://www.youtube.com/watch?v=0MuQhBGKcnE
Seedów: 87
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-24 21:42:48
Rozmiar: 124.90 MB
Peerów: 52
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Drugi album studyjny argentyńskiego zespołu skapunkowego z Ramos Mejia. Powstali w 2004 roku. Title: El Mismo Plan Artist: Diagonal 18 Country: Argentyna Year: 2014 Genre: Ska-Punk Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 256 Kbps ..::TRACK-LIST::.. 1.Bastardos Unidos de Muerte America 2.Entraste en juego 3.Permitido lastimar 4.Que revienten 5.Es mejor asi 6.Evidencias 7.Humana condicion 8.Al sur 9.Casi 10.Fashion overol 11.Unidad real 12.No te calles + Huerta o muerte
Seedów: 13
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-24 21:42:38
Rozmiar: 105.63 MB
Peerów: 4
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
Najbardziej znana kapela z Ustrzyk to oczywiście KSU. Już w połowie roku 80-tego z ich fanów zaczęły powstawać kolejne zespoły, niektóre efemeryczne, inne grające dłużej. Jednym z nich był założony w 81 roku Splin. Grupa zadebiutowała na początku 82 roku w Toruniu jednakże z różnych względów szybko się rozpadała. Na szczęście na jej gruzach powstała Sekcja-U w składzie: Krzysiek Potaczała, Gibon i Janusz Stańczak. Chłopcy grali punk rocka równocześnie wplatając w swoją muzykę elementy zimnej fali. Formacja w tym składzie również nie przetrwała długo ale potem reaktywowała się pod przewodnictwem Mariusza Kolucha i ze wsparciem tekściarza KSU- Michała Brody. Title: Demo Artist: Sekcja U Country: Polska Year: 198? Genre: Rock, Punk Format / Codec: MP3 Audio bitrate: 128 Kbps ..::TRACK-LIST::.. 1 Deszczowy Chodnik 2 Do 3 Gumowe Ściany 4 Łaski Słońca 5 Maraton 6 Miłość To Jest Śmierć 7 Pokolenia 8 Scena 9 Śpiące Miasto 10 W Światłach 11 Wolność
Seedów: 32
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-24 21:42:22
Rozmiar: 36.10 MB
Peerów: 55
Dodał: Uploader
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI
..::OPIS::.. 19 listopada 2011 roku, podczas koncertu w fińskim Tampere, perkusista Jörg Michael oficjalnie pożegnał się z fanami Stratovarius. Jego przemowa nastąpiła pomiędzy wielkim hitem zespołu "Darkest Hours" oraz coverem Deep Purple "Burn", które dodały dodatkowej wymowy w pożegnaniu niemieckiego drummera. Jestem przekonany, że tylko i wyłącznie z powodu tego wydarzenia zostanie zapamiętane nowe koncertowe wydawnictwo fińskiej legendy power metalu zatytułowane "Under Flaming Winter Skies - Live in Tampere". Oto bowiem skończyła się pewna epoka, w której wspominany perkusista aktywnie uczestniczył. W sumie ze Stratovarius nagrał dziewięć studyjnych albumów i choć w warstwie kompozycyjnej nie miał zbyt wiele do powiedzenia, to trwale wpisał się w klimat tego zespołu. Młyn historii miele powoli, ale nieustannie. Miejsce Michaela zajął Rolf Pilve, a ostatnie ślady obecności Niemca w Stratovarius zostały zaznaczone podczas trasy koncertowej o wymownej nazwie The Jörg Michael Farewell Tour. Dobrze się stało, że jej wycinek został zarejestrowany w Tampere, bowiem koncert ewidentnie należał do udanych. Albumy koncertowe mają to do siebie, przynajmniej w moim przekonaniu, że powinny uruchamiać nowy wymiar utworów znanych ze studio. Tak jest również w przypadku Stratovarius. Przynajmniej w pewnej mierze, bowiem legendarne "Hunting High And Low" zostało tu rozciągnięte w nieprzyzwoicie przyjemny sposób, do ostatniego singla zespołu "Under Flaming Skies" gitarzysta Matias Kupiainen dołożył co nieco riffów, a i "Darkest Hours" zostało odświeżone o kilka nowych pomysłów. Dla równowagi grupa nieco urwała z klasycznej wersji "I Walk to My Own Song", a i "The Kiss of Judas", w moim przekonaniu, lepiej brzmiał w studyjnej wersji znanej z "Visions". Skoro już tę nazwę wymieniłem, to zwolennicy Stratovarius nie powinni spodziewać się cudów po epickim (nie lubię tego słowa, ale taki jest w istocie "Visions") utworze tytułowym z albumu wydanego w 1997 roku, który został zagrany w skądinąd znanej konwencji. W sumie zostało tu zaprezentowanych siedemnaście utworów, a cały materiał dodatkowo urozmaiciły liczne partie solowe instrumentalistów: krótkie gitarowe popisy Kupiainena, wyborny bas Lauri Porry, kilka klawiszowych sztuczek Jensa Johanssona oraz oczywiście solówka perkusyjna bohatera wieczoru wkomponowana w "Black Diamond". Materiał, pomimo kilku nie do końca zagranych "na świeżo" kawałków, nie powinien przejść bez echa wśród power metalowej rzeszy fanów. Tym bardziej, że koncertowe wydawnictwa Stratovarius należą do rzadkości. Szkoda, że zespół konsekwentnie odżegnuje się od prezentowania twórczości z trzech pierwszych albumów. Składa się na to kilka przyczyn, a w tym konkretnym przypadku również fakt, że w okresie "Fright Night", "Twilight Time" i "Dreamspace" Michaela nie było w składzie formacji. Wydaje mi się również, że ten koncertowy materiał mógłby brzmieć lepiej, gdyby Timo Kotipelto ograniczył niepotrzebne gadulstwo, ale trzeba mu oddać, że w ten sposób rozruszał fińską publiczność, która przecież do najbardziej żywiołowych nie należy. Warto też dodać, że osoby, które nie będą miały dość samych płyt CD z zapisem gigu będą mogły sięgnąć po materiał video wydany na DVD i Blu-ray. Muszę jednak ostrzec, że muzycy Stratovarius zdążyli się już nieco zestarzeć, także fanki mogą poczuć się zawiedzione, a i wizualna oprawa występu też raczej nie zapada w pamięć. Za to w pamięci pozostanie przemowa Jörga Michaela i jego pożegnanie ze Stratovarius. Dobrze się stało, że to wydarzenie zostało zapisane dla potomnych. Obowiązkowy zakup dla miłośników Stratovarius i zwolenników power metalowych dźwięków. Konrad Sebastian Morawski ..::TRACK-LIST::.. Recorded in Pakkahuone, Tampere, Finland, November 19, 2011. 1. Intro 2. Under Flaming Skies 3. I Walk To My Own Song 4. Speed Of Light 5. Kiss Of Judas 6. Deep Unknown 7. Guitar Solo 8. Eagleheart 9. Paradise 10. Visions 11. Bass Solo 12. Coming Home 13. Legions 14. Darkest Hours 15. Jörg Speech 16. Burn 17. Behind Blue Eyes 18. Winter Skies 19. Keyboard Solo 20. Black Diamond 21. Father Time 22. Hunting High And Low 23. Bonus Documentary - Rewinding From The Past To 2012 ..::OBSADA::.. Timo Kotipelto - Vocals Matias Kupiainen - Guitars Lauri Porra - Bass Jens Johansson - Keyboards Jorg Michael - Drums https://www.youtube.com/watch?v=V_7Jdo60MFU SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-24 20:29:06
Rozmiar: 7.52 GB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI
..::OPIS::.. Album "Dark Magus" - podobnie jak wcześniej "Black Beauty" i "Pangaea" - pierwotnie ukazał się wyłącznie w Japonii. W Stanach i Europie po raz pierwszy oficjalnie wydano ten materiał dopiero w 1997 roku. Dwie dekady wcześniej przedstawiciele Columbia Records stanowczo się temu sprzeciwiali, mając zapewne w pamięci komercyjne niepowodzenie kilku wcześniejszych wydawnictw Milesa Davisa. Zupełnie inaczej wyglądało to w Japonii, gdzie masowo kupowano wszystkie albumy wykonawców, którzy odwiedzili z koncertami Kraj Kwitnącej Wiśni. "Dark Magus" to zapis występu w nowojorskiej Carnegie Hall, 30 marca 1974 roku. Nie sposób uniknąć porównań z zarejestrowanymi niemal rok później w Japonii albumami "Agharta" i "Pangaea". Bardzo podobny jest skład - na "Dark Magus" Davisowi towarzyszą gitarzyści Reggie Lucas i Pete Cosey, basista Michael Henderson, perkusista Al Foster, perkusjonalista James Mtume, oraz saksofonista Dave Liebman (a nie, jak później w Japonii, Sonny Forune). Ponadto, druga część występu była jednocześnie przesłuchaniem dwóch nowych kandydatów do zespołu: saksofonisty Azara Lawrence'a i gitarzysty Dominique'a Gaumonta. Lawrence już nigdy więcej z Davisem nie grał, za to Gaumont wziął później udział w nagraniu kilku utworów na "Get Up with It". Podobny charakter ma także sama muzyka. "Dark Magus" to jedna wielka improwizacja, doskonale łącząca elementy fusion, funku i rocka psychodelicznego. Trwający sto minut materiał został podzielony na cztery około 25-minutowe utwory (po jednym na każdą stronę winylowego wydania), zatytułowane kolejnymi cyframi od jeden do cztery w afrykańskim języku swahili. W przeciwieństwie do japońskich występów, całość wydaje się nieco bardziej melodyjna, poukładana i przemyślana (co w żadnym wypadku nie jest zarzutem wobec "Agharty" i "Pangaei"). Każdy z czterech utworów sprawia wrażenie zamkniętej całości, składającej się z dwóch kontrastujących części: jednej intensywnej, drugiej nastawionej na budowanie klimatu. Muzycy rzadko sięgają po tematy znane ze studyjnych albumów - wyjątkiem jest druga połowa "Tatu", oparta na "Calypso Frelimo", oraz pierwsza część "Nne", zbudowana na motywach "Ife". Wykonanie jest wprost niewiarygodne. Ależ oni tu napieprzają. W szybszych, bardziej ekspresyjnych momentach dominuje niesamowicie gęsta gra sekcji rytmicznej, wsparta rockowymi zagrywkami i solówkami gitarzystów w stylu Hendrixa, oraz porywającymi popisami Davisa i Liebmana, z dopełniającymi czasem brzmienie elektrycznymi organami. Z kolei w wolniejszych fragmentach muzycy tworzą naprawę niesamowity nastrój, przypominający kosmiczno-orientalne odloty co lepszych grup psychodelicznych; nie brakuje tu przepięknych solówek sekcji dętej i gitarzystów. Interakcja pomiędzy instrumentalistami jest fenomenalna. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że nie grają przećwiczonego wcześniej materiału - te utwory były tworzone na bieżąco podczas koncertu. Co więcej, Lawrence i Gaumont nigdy wcześniej nie grali ani ze sobą, ani z nikim z septetu. Obaj doskonale się tu jednak odnaleźli. Cały album jest genialnie wykonany, ale gdybym miał wskazać najlepszy moment, to bez wahania wybrałbym "Wili", w którym znalazły się najbardziej porywające i najpiękniejsze momenty, a jako całość najlepiej chyba pokazuje doskonałą współpracę muzyków. Ze wszystkich genialnych koncertówek Milesa Davisa chyba właśnie "Dark Magus" robi na mnie największe wrażenie (chociaż "Pangaea" jest bardzo blisko). Fantastyczne, pełne pomysłów wykonanie przez całe sto minut przyciąga uwagę, nie dając ani chwili wytchnienia. Warto też wspomnieć o rewelacyjnym brzmieniu, nie pozbawionym brudu i ciężaru, ale zarazem bardzo czytelnym, z doskonale słyszalnymi wszystkimi instrumentami. "Dark Magus" to album, z którym każdy powinien się zapoznać. Także ci, których odstrasza słowo "jazz". Zwłaszcza, że zawarta tutaj muzyka znacznie odbiega od tego, z czym zapewne kojarzą to słowo. Paweł Pałasz Był 30 marca 1974 r. Miles Davis chylił się ku upadkowi. Jeszcze kilka miesięcy i miał zamilknąć na lat kilka. Jednak w przedostatni dzień marca tamtego roku jeszcze grał wraz ze swym nonetem i to nie byle gdzie, bo w Carnagie Hall. Nonet skonstruowany według przedziwnej konwencji stylistycznej: perkusja i instrumenty perkusyjne, bas elektryczny, trzy gitary, dwa saksofony i trąbka wymiennie z organami. Miles rozpaczliwie poszukiwał Hendrixa i Sly Stone'a. Rytm, trans, rytualna magia obrzędów voodoo. Tego typu skojarzenia można mieć z czterema częściami Mrocznego Maga. Jakże daleko odeszła ta muzyka od elegancji "Kind Of Blue", czy płyt nagranych z Gilem Evansem. Tutaj jest brudno. Bardzo brudno. Gęsto. Wrażenie, jakby wszystko spływało potem w rytm rytualnych tańców jakiegoś murzyńskiego obrzędu. Jesteśmy 38 lat później. Nie interesuje mnie jak była odbierana ta muzyka wówczas. Mogli sobie na niej wieszać psy, albo pod niebiosa ją wywyższać. Mogli twierdzić, że to wspaniałe poszukiwania niestrudzonego eksperymentatora lub ogłaszać zagubienie się eleganckiego afroamerykańskiego jazzmana, który trafił do uszu białych. I na salony. Mnie interesuje "Dark Magus" z punktu widzenia naszych czasów. Wiem, że do dzisiaj różne odsłony "akustycznego Milesa" mają taki poklask pośród jazzfanów, jak i stanowią materiał dla różnych muzyków. Niestety, coraz częściej do bardzo nietwórczych "poszukiwań", tworzenia kolejnych kalek "So What" albo "ETC". Z drugiej strony funkcjonuje sobie czas jakiś muzyka, która pewnie już jest w swym schyłkowym miejscu, a mianowicie nu jazz. Niemniej jednak na przełomie wieków zjawisko takie funkcjonowało wcale dobrze, a nagrania Nilsa Pettera Molvaera, Bugge'a Wesseltofta czy Erika Truffaza traktowane były jako ożywcze prądy w jazzie. Jeśli tak, to należałoby przyjąć, że źródeł owego ożywczego prądu upatrywać należy właśnie w owym schyłkowym przed przerwą okresie gry Milesa Davisa. Tutaj bowiem pojawiały się motoryczne rytmy, zredukowane melodie, rockowe zagrania gitar i główne dotychczas instrumenty w jazzie, jak trąbka, czy saksofon potraktowane niemal jako koloryzujące dodatki, które co jakiś czas organizują przestrzeń muzyczną, by ta mogła się po prostu toczyć. Oczywiście między nu jazzem w wydaniu choćby Molvaera a "Dark Magus" istnieje duża różnica w pewnych inspiracjach. U Davisa był to funk, w przypadku Norwega słychać mnóstwo muzyki klubowej, jednakże zastanawiając się następną chwilę, trzeba dojść do przekonania, że funk początku lat 70 ubiegłego stulecia w USA był ówczesną "muzyką klubową". Zatem... Ośmielam się twierdzić, że w przeciwieństwie do wcześniejszych formacji Davisa, których bliźniaczo podobna muzyka jest grana niemal do dzisiaj (New Bone, Wallace Roney), w sposób praktycznie nierozróżnialny od oryginału, to muzyka schyłkowego, elektrycznego okresu twórczości Davisa, dała na przełomie wieków początek nowym poszukiwaniom muzycznym. Być może i bez Davisa nu jazz by zaistniał. Być może różne rzeczy by się stały. Być może jednak Capra ma rację i bez wkładu Davisa sprzed wielu lat, jedne z najbardziej współczesnych dźwięków jazzu brzmiałyby inaczej. Jak na tym tle wypada "Dark Magus" widziane w połowie pierwszej dekady XXI wieku? Denerwuje mnie realizacja. Niestety nie najlepszej jakości. Zauważalny brak dynamiki jest dla mnie największym mankamentem tej płyty. Jeśli natomiast zapomnę o tym, z powodzeniem mogę się oddać transowi, który, mam nadzieję, był nieobcy osobom, które uczestniczyły w tych koncertach. Nie wyobrażam sobie, by móc tych dźwięków słuchać w jakimkolwiek innym stanie. Paweł Baranowski ..::TRACK-LIST::.. CD 1: 1. Moja (Part 1) 12:28 2. Moja (Part 2) 12:39 3. Wili (Part 1) 14:20 4. Wili (Part 2) 10:43 CD 2: 1. Tatu (Part 1) 18:50 2. Tatu (Part 2) [Calypso Frelimo] 6:28 3. Nne (Part 1) [Ife] 15:19 4. Nne (Part 2) 10:10 ..::OBSADA::.. Miles Davis - electric trumpet with wah-wah, Yamaha organ (on 'Wili', 'Tatu', and 'Nne') Dave Liebman - flute, soprano saxophone, tenor saxophone Azar Lawrence - tenor saxophone (on 'Tatu' and 'Nne') Reggie Lucas - electric guitar Pete Cosey - electric guitar Dominique Gaumont - electric guitar (on 'Tatu' and 'Nne') Michael Henderson - electric bass Al Foster - drums James Mtume - percussion https://www.youtube.com/watch?v=fWdmMCnNw2I SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-24 19:09:43
Rozmiar: 235.97 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI
..::OPIS::.. Album "Dark Magus" - podobnie jak wcześniej "Black Beauty" i "Pangaea" - pierwotnie ukazał się wyłącznie w Japonii. W Stanach i Europie po raz pierwszy oficjalnie wydano ten materiał dopiero w 1997 roku. Dwie dekady wcześniej przedstawiciele Columbia Records stanowczo się temu sprzeciwiali, mając zapewne w pamięci komercyjne niepowodzenie kilku wcześniejszych wydawnictw Milesa Davisa. Zupełnie inaczej wyglądało to w Japonii, gdzie masowo kupowano wszystkie albumy wykonawców, którzy odwiedzili z koncertami Kraj Kwitnącej Wiśni. "Dark Magus" to zapis występu w nowojorskiej Carnegie Hall, 30 marca 1974 roku. Nie sposób uniknąć porównań z zarejestrowanymi niemal rok później w Japonii albumami "Agharta" i "Pangaea". Bardzo podobny jest skład - na "Dark Magus" Davisowi towarzyszą gitarzyści Reggie Lucas i Pete Cosey, basista Michael Henderson, perkusista Al Foster, perkusjonalista James Mtume, oraz saksofonista Dave Liebman (a nie, jak później w Japonii, Sonny Forune). Ponadto, druga część występu była jednocześnie przesłuchaniem dwóch nowych kandydatów do zespołu: saksofonisty Azara Lawrence'a i gitarzysty Dominique'a Gaumonta. Lawrence już nigdy więcej z Davisem nie grał, za to Gaumont wziął później udział w nagraniu kilku utworów na "Get Up with It". Podobny charakter ma także sama muzyka. "Dark Magus" to jedna wielka improwizacja, doskonale łącząca elementy fusion, funku i rocka psychodelicznego. Trwający sto minut materiał został podzielony na cztery około 25-minutowe utwory (po jednym na każdą stronę winylowego wydania), zatytułowane kolejnymi cyframi od jeden do cztery w afrykańskim języku swahili. W przeciwieństwie do japońskich występów, całość wydaje się nieco bardziej melodyjna, poukładana i przemyślana (co w żadnym wypadku nie jest zarzutem wobec "Agharty" i "Pangaei"). Każdy z czterech utworów sprawia wrażenie zamkniętej całości, składającej się z dwóch kontrastujących części: jednej intensywnej, drugiej nastawionej na budowanie klimatu. Muzycy rzadko sięgają po tematy znane ze studyjnych albumów - wyjątkiem jest druga połowa "Tatu", oparta na "Calypso Frelimo", oraz pierwsza część "Nne", zbudowana na motywach "Ife". Wykonanie jest wprost niewiarygodne. Ależ oni tu napieprzają. W szybszych, bardziej ekspresyjnych momentach dominuje niesamowicie gęsta gra sekcji rytmicznej, wsparta rockowymi zagrywkami i solówkami gitarzystów w stylu Hendrixa, oraz porywającymi popisami Davisa i Liebmana, z dopełniającymi czasem brzmienie elektrycznymi organami. Z kolei w wolniejszych fragmentach muzycy tworzą naprawę niesamowity nastrój, przypominający kosmiczno-orientalne odloty co lepszych grup psychodelicznych; nie brakuje tu przepięknych solówek sekcji dętej i gitarzystów. Interakcja pomiędzy instrumentalistami jest fenomenalna. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że nie grają przećwiczonego wcześniej materiału - te utwory były tworzone na bieżąco podczas koncertu. Co więcej, Lawrence i Gaumont nigdy wcześniej nie grali ani ze sobą, ani z nikim z septetu. Obaj doskonale się tu jednak odnaleźli. Cały album jest genialnie wykonany, ale gdybym miał wskazać najlepszy moment, to bez wahania wybrałbym "Wili", w którym znalazły się najbardziej porywające i najpiękniejsze momenty, a jako całość najlepiej chyba pokazuje doskonałą współpracę muzyków. Ze wszystkich genialnych koncertówek Milesa Davisa chyba właśnie "Dark Magus" robi na mnie największe wrażenie (chociaż "Pangaea" jest bardzo blisko). Fantastyczne, pełne pomysłów wykonanie przez całe sto minut przyciąga uwagę, nie dając ani chwili wytchnienia. Warto też wspomnieć o rewelacyjnym brzmieniu, nie pozbawionym brudu i ciężaru, ale zarazem bardzo czytelnym, z doskonale słyszalnymi wszystkimi instrumentami. "Dark Magus" to album, z którym każdy powinien się zapoznać. Także ci, których odstrasza słowo "jazz". Zwłaszcza, że zawarta tutaj muzyka znacznie odbiega od tego, z czym zapewne kojarzą to słowo. Paweł Pałasz Był 30 marca 1974 r. Miles Davis chylił się ku upadkowi. Jeszcze kilka miesięcy i miał zamilknąć na lat kilka. Jednak w przedostatni dzień marca tamtego roku jeszcze grał wraz ze swym nonetem i to nie byle gdzie, bo w Carnagie Hall. Nonet skonstruowany według przedziwnej konwencji stylistycznej: perkusja i instrumenty perkusyjne, bas elektryczny, trzy gitary, dwa saksofony i trąbka wymiennie z organami. Miles rozpaczliwie poszukiwał Hendrixa i Sly Stone'a. Rytm, trans, rytualna magia obrzędów voodoo. Tego typu skojarzenia można mieć z czterema częściami Mrocznego Maga. Jakże daleko odeszła ta muzyka od elegancji "Kind Of Blue", czy płyt nagranych z Gilem Evansem. Tutaj jest brudno. Bardzo brudno. Gęsto. Wrażenie, jakby wszystko spływało potem w rytm rytualnych tańców jakiegoś murzyńskiego obrzędu. Jesteśmy 38 lat później. Nie interesuje mnie jak była odbierana ta muzyka wówczas. Mogli sobie na niej wieszać psy, albo pod niebiosa ją wywyższać. Mogli twierdzić, że to wspaniałe poszukiwania niestrudzonego eksperymentatora lub ogłaszać zagubienie się eleganckiego afroamerykańskiego jazzmana, który trafił do uszu białych. I na salony. Mnie interesuje "Dark Magus" z punktu widzenia naszych czasów. Wiem, że do dzisiaj różne odsłony "akustycznego Milesa" mają taki poklask pośród jazzfanów, jak i stanowią materiał dla różnych muzyków. Niestety, coraz częściej do bardzo nietwórczych "poszukiwań", tworzenia kolejnych kalek "So What" albo "ETC". Z drugiej strony funkcjonuje sobie czas jakiś muzyka, która pewnie już jest w swym schyłkowym miejscu, a mianowicie nu jazz. Niemniej jednak na przełomie wieków zjawisko takie funkcjonowało wcale dobrze, a nagrania Nilsa Pettera Molvaera, Bugge'a Wesseltofta czy Erika Truffaza traktowane były jako ożywcze prądy w jazzie. Jeśli tak, to należałoby przyjąć, że źródeł owego ożywczego prądu upatrywać należy właśnie w owym schyłkowym przed przerwą okresie gry Milesa Davisa. Tutaj bowiem pojawiały się motoryczne rytmy, zredukowane melodie, rockowe zagrania gitar i główne dotychczas instrumenty w jazzie, jak trąbka, czy saksofon potraktowane niemal jako koloryzujące dodatki, które co jakiś czas organizują przestrzeń muzyczną, by ta mogła się po prostu toczyć. Oczywiście między nu jazzem w wydaniu choćby Molvaera a "Dark Magus" istnieje duża różnica w pewnych inspiracjach. U Davisa był to funk, w przypadku Norwega słychać mnóstwo muzyki klubowej, jednakże zastanawiając się następną chwilę, trzeba dojść do przekonania, że funk początku lat 70 ubiegłego stulecia w USA był ówczesną "muzyką klubową". Zatem... Ośmielam się twierdzić, że w przeciwieństwie do wcześniejszych formacji Davisa, których bliźniaczo podobna muzyka jest grana niemal do dzisiaj (New Bone, Wallace Roney), w sposób praktycznie nierozróżnialny od oryginału, to muzyka schyłkowego, elektrycznego okresu twórczości Davisa, dała na przełomie wieków początek nowym poszukiwaniom muzycznym. Być może i bez Davisa nu jazz by zaistniał. Być może różne rzeczy by się stały. Być może jednak Capra ma rację i bez wkładu Davisa sprzed wielu lat, jedne z najbardziej współczesnych dźwięków jazzu brzmiałyby inaczej. Jak na tym tle wypada "Dark Magus" widziane w połowie pierwszej dekady XXI wieku? Denerwuje mnie realizacja. Niestety nie najlepszej jakości. Zauważalny brak dynamiki jest dla mnie największym mankamentem tej płyty. Jeśli natomiast zapomnę o tym, z powodzeniem mogę się oddać transowi, który, mam nadzieję, był nieobcy osobom, które uczestniczyły w tych koncertach. Nie wyobrażam sobie, by móc tych dźwięków słuchać w jakimkolwiek innym stanie. Paweł Baranowski ..::TRACK-LIST::.. CD 1: 1. Moja (Part 1) 12:28 2. Moja (Part 2) 12:39 3. Wili (Part 1) 14:20 4. Wili (Part 2) 10:43 CD 2: 1. Tatu (Part 1) 18:50 2. Tatu (Part 2) [Calypso Frelimo] 6:28 3. Nne (Part 1) [Ife] 15:19 4. Nne (Part 2) 10:10 ..::OBSADA::.. Miles Davis - electric trumpet with wah-wah, Yamaha organ (on 'Wili', 'Tatu', and 'Nne') Dave Liebman - flute, soprano saxophone, tenor saxophone Azar Lawrence - tenor saxophone (on 'Tatu' and 'Nne') Reggie Lucas - electric guitar Pete Cosey - electric guitar Dominique Gaumont - electric guitar (on 'Tatu' and 'Nne') Michael Henderson - electric bass Al Foster - drums James Mtume - percussion https://www.youtube.com/watch?v=fWdmMCnNw2I SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-24 19:04:53
Rozmiar: 680.03 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI
..::OPIS::.. September 29, 1972 yielded one of those performances that could have only happened when it did. A year or two before, Miles’s fans—even Miles himself—were still absorbing the lessons brought on by Bitches Brew and all that followed; a year later, Miles was leading a band that pared down the Fusion explosion to a tight septet. The willful expansiveness—stylistically, sonically, instrumentally—that culminated with the groundbreaking studio album On The Corner, was only reflected onstage for a brief period. In Concert caught that moment: a full performance by Miles with a nonet at New York City’s Philharmonic Hall, playing to an enthusiastic crowd. The evening’s music was as electronic as it was electric—most players were outfitted with wah-wah pedals—and exotic as it is familiar: electric sitar alongside electric guitar and bass, synthesizer sounds as well as more sedate electric keyboards, tabla among more standard percussion. The double album identified tracks simply—something called “Foot Fooler” on Sides A and B; “Slickaphonics” on C and D. In fact they were tunes taken from the fertile explosion that was 1970, including “Right Off,” “Honky Tonk” and “Theme from Jack Johnson” from the Jack Johnson studio dates; and “Rated X,” “Black Satin,” and “Ife” from later sessions. Many of the defining musicians from those dates are alongside Miles, including saxophonist Carlos Garnett, keyboardist Cedric Lawson, guitarist Reggie Lucas, sitarist Khalil Balakrishna, bassist Michael Henderson, and on drums, percussion, and tabla—Al Foster, Mtume, and Badal Roy. There’s a marked freshness to the performances, a sense that things are still coalescing. On In Concert, some tunes hit the mark out of the gate, and plunge forward with abandon; others are less rushed, the band thinking things out as the tune gathers and reaches full force. It took time—technically and conceptually—to work out the balance of acoustic and amplified dynamics, clarity and distortion. One need only compare the way this evening in 1972 sounds to say, the sustained intensity of Agharta in 1975 to feel the difference a few years made. ..::TRACK-LIST::.. Recorded live at Philharmonic Hall, New York on Sep 29, 1972 CD 1: 1. Rated X 12:16 2. Honky Tonk 9:18 3. Theme From Jack Johnson 10:13 4. Black Satin/The Theme 14:15 CD 2: 1. Ife 27:54 2. Right Off/The Theme 10:30 ..::OBSADA::.. Trumpet, Written-By - Miles Davis Saxophone - Carlos Garnett Sitar [Electric] - Khalil Balakrishna Drums - Al Foster Electric Bass - Michael Henderson Electric Guitar - Reggie Lucas Organ - Serik Lawson https://www.youtube.com/watch?v=kZG9NegDBqE SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-24 17:26:08
Rozmiar: 197.01 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI
..::OPIS::.. September 29, 1972 yielded one of those performances that could have only happened when it did. A year or two before, Miles’s fans—even Miles himself—were still absorbing the lessons brought on by Bitches Brew and all that followed; a year later, Miles was leading a band that pared down the Fusion explosion to a tight septet. The willful expansiveness—stylistically, sonically, instrumentally—that culminated with the groundbreaking studio album On The Corner, was only reflected onstage for a brief period. In Concert caught that moment: a full performance by Miles with a nonet at New York City’s Philharmonic Hall, playing to an enthusiastic crowd. The evening’s music was as electronic as it was electric—most players were outfitted with wah-wah pedals—and exotic as it is familiar: electric sitar alongside electric guitar and bass, synthesizer sounds as well as more sedate electric keyboards, tabla among more standard percussion. The double album identified tracks simply—something called “Foot Fooler” on Sides A and B; “Slickaphonics” on C and D. In fact they were tunes taken from the fertile explosion that was 1970, including “Right Off,” “Honky Tonk” and “Theme from Jack Johnson” from the Jack Johnson studio dates; and “Rated X,” “Black Satin,” and “Ife” from later sessions. Many of the defining musicians from those dates are alongside Miles, including saxophonist Carlos Garnett, keyboardist Cedric Lawson, guitarist Reggie Lucas, sitarist Khalil Balakrishna, bassist Michael Henderson, and on drums, percussion, and tabla—Al Foster, Mtume, and Badal Roy. There’s a marked freshness to the performances, a sense that things are still coalescing. On In Concert, some tunes hit the mark out of the gate, and plunge forward with abandon; others are less rushed, the band thinking things out as the tune gathers and reaches full force. It took time—technically and conceptually—to work out the balance of acoustic and amplified dynamics, clarity and distortion. One need only compare the way this evening in 1972 sounds to say, the sustained intensity of Agharta in 1975 to feel the difference a few years made. ..::TRACK-LIST::.. Recorded live at Philharmonic Hall, New York on Sep 29, 1972 CD 1: 1. Rated X 12:16 2. Honky Tonk 9:18 3. Theme From Jack Johnson 10:13 4. Black Satin/The Theme 14:15 CD 2: 1. Ife 27:54 2. Right Off/The Theme 10:30 ..::OBSADA::.. Trumpet, Written-By - Miles Davis Saxophone - Carlos Garnett Sitar [Electric] - Khalil Balakrishna Drums - Al Foster Electric Bass - Michael Henderson Electric Guitar - Reggie Lucas Organ - Serik Lawson https://www.youtube.com/watch?v=kZG9NegDBqE SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-24 17:22:41
Rozmiar: 530.14 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI
..::OPIS::.. Lividity are one of those Midwestern death metal bands who have been plugging away for a very long time at what they do, 16 years in fact. To Desecrate and Defile is their fourth full-length effort, and a tight one. I've never really gotten into any of their previous releases, and this isn't about to change that, but I will admit that the band sounds better than ever before, with a good, vibrant thrust to the album (no pun intended) that lovingly delivers the bands sadistic, sexually charged debauchery. As usual, the album is loaded with samples, some from more obvious sources (like Jason Mewes or The 40-Year Old Virgin) and some from porn obscurity. Lividity have always had a stronger hand at these than most bands, they know where and when to place them to deliver the most 'thrills' (never just at the intro), and I'd almost consider them an instrument at this point. The vocals are your typical Carcass or Deicide twin clusterfuck, with bludgeoning guttural death grunts and savage snarls. The drumming is fluid, and the guitar tone kicks ass. While the band's sound isn't quite original, rooted in the forefathers Suffocation, Deicide, Cannibal Corpse, and Morbid Angel, they have been at this long enough that they are no simple carbon copy. There is a playful edge to their deliciously menstrual ministrations that often erupts into some total slam death cheese (Lividity are one of the forefathers of that whole scene, whether the countless copies realize it or not), but I'm not complaining, because when these rhythms erupt I usually feel the urge myself. Just the right amount of compact, thick palm mutes, squeals and concrete rhythm. To choose some of the more standout tracks here, I'll go with the lurching "Surrounded by Disgust", which very carefully builds upon its slow pace with a caustic atmosphere of grinding guitars; "Cadaver Dogs" has a deceptively simple groove that becomes incredibly infectious once you give yourself into it; "Funerary Chambers" glistens like a freshly bloodied surgical blade, and "Orgasmic Flesh Feed" has some winding, hostile old school death rhythms which ride above its pummeling undercurrent like a subway molestor. Also of note, Lividity offer up two covers of the German legends Blood: "Wie Krieger Sterben" and "Roman Whores", which are both thoroughly entertaining with their mix of samples, orchestration and grinding holocaust. On the whole, To Desecrate and Defile is an entertaining album. The band is not loaded with riffs like some of their peers, but the combination of samples, entertaining slam segments, and fist fucking faster death metal makes for a nice evening to spend with the kids. It's the best I've heard yet from the band, and perhaps good enough that I should take the stick out of my ass and listen again to their past efforts. Death metal, done American, done sexy and done justice. autothrall ..::TRACK-LIST::.. 1. Sword of Sodomy 04:39 2. Adapting the Flesh 01:37 3. Surrounded by Disgust 04:21 4. Dismantle the Carcass 01:38 5. Cadaver Dogs 03:09 6. Mass Genocide 04:54 7. Gut the Slut Before I Fuck 02:25 8. Funerary Chambers 03:29 9. Engorged With Blood (To Fill You With My Semen) 01:32 10. Orgasmic Flesh Feed 05:25 11. Wie Krieger Sterben (Blood cover) 03:44 12. Roman Whores (Blood cover) 01:31 13. Inner Fetal Dismemberment 03:14 ..::OBSADA::.. Dave Kibler - guitar, backing vocals Von Young - guitar, lead vocals Garett Scanlan - drums Jake Lanhiers - bass, backing vocals https://www.youtube.com/watch?v=U-t8On_KfOg SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-24 16:48:13
Rozmiar: 102.12 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI
..::OPIS::.. Lividity are one of those Midwestern death metal bands who have been plugging away for a very long time at what they do, 16 years in fact. To Desecrate and Defile is their fourth full-length effort, and a tight one. I've never really gotten into any of their previous releases, and this isn't about to change that, but I will admit that the band sounds better than ever before, with a good, vibrant thrust to the album (no pun intended) that lovingly delivers the bands sadistic, sexually charged debauchery. As usual, the album is loaded with samples, some from more obvious sources (like Jason Mewes or The 40-Year Old Virgin) and some from porn obscurity. Lividity have always had a stronger hand at these than most bands, they know where and when to place them to deliver the most 'thrills' (never just at the intro), and I'd almost consider them an instrument at this point. The vocals are your typical Carcass or Deicide twin clusterfuck, with bludgeoning guttural death grunts and savage snarls. The drumming is fluid, and the guitar tone kicks ass. While the band's sound isn't quite original, rooted in the forefathers Suffocation, Deicide, Cannibal Corpse, and Morbid Angel, they have been at this long enough that they are no simple carbon copy. There is a playful edge to their deliciously menstrual ministrations that often erupts into some total slam death cheese (Lividity are one of the forefathers of that whole scene, whether the countless copies realize it or not), but I'm not complaining, because when these rhythms erupt I usually feel the urge myself. Just the right amount of compact, thick palm mutes, squeals and concrete rhythm. To choose some of the more standout tracks here, I'll go with the lurching "Surrounded by Disgust", which very carefully builds upon its slow pace with a caustic atmosphere of grinding guitars; "Cadaver Dogs" has a deceptively simple groove that becomes incredibly infectious once you give yourself into it; "Funerary Chambers" glistens like a freshly bloodied surgical blade, and "Orgasmic Flesh Feed" has some winding, hostile old school death rhythms which ride above its pummeling undercurrent like a subway molestor. Also of note, Lividity offer up two covers of the German legends Blood: "Wie Krieger Sterben" and "Roman Whores", which are both thoroughly entertaining with their mix of samples, orchestration and grinding holocaust. On the whole, To Desecrate and Defile is an entertaining album. The band is not loaded with riffs like some of their peers, but the combination of samples, entertaining slam segments, and fist fucking faster death metal makes for a nice evening to spend with the kids. It's the best I've heard yet from the band, and perhaps good enough that I should take the stick out of my ass and listen again to their past efforts. Death metal, done American, done sexy and done justice. autothrall ..::TRACK-LIST::.. 1. Sword of Sodomy 04:39 2. Adapting the Flesh 01:37 3. Surrounded by Disgust 04:21 4. Dismantle the Carcass 01:38 5. Cadaver Dogs 03:09 6. Mass Genocide 04:54 7. Gut the Slut Before I Fuck 02:25 8. Funerary Chambers 03:29 9. Engorged With Blood (To Fill You With My Semen) 01:32 10. Orgasmic Flesh Feed 05:25 11. Wie Krieger Sterben (Blood cover) 03:44 12. Roman Whores (Blood cover) 01:31 13. Inner Fetal Dismemberment 03:14 ..::OBSADA::.. Dave Kibler - guitar, backing vocals Von Young - guitar, lead vocals Garett Scanlan - drums Jake Lanhiers - bass, backing vocals https://www.youtube.com/watch?v=U-t8On_KfOg SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-24 16:44:18
Rozmiar: 322.82 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI
..::OPIS::.. UNAUSSPRECHLICHEN KULTEN eksplorowali najdalsze zakamarki pierwotnego przerażenia i starożytnej mistyki, wszystko poprzez czysty i autentyczny Metal of Death. To, że ich wizja stała się tylko bardziej intensywna i hipnotyzująca po tylu latach (a gdy tyle zespołów blednie w nieistnienie), to z pewnością pewna dziwna magia… Przyjrzyj się „Häxan Sabaoth”. Zarówno kulminacją ich charakterystycznego estetycznego podejścia, jak i zupełnie nowym, nadprzyrodzonym zwrotem ku niemu, „Häxan Sabaoth” to fuzja dzwoniącej kanciastości z nawiedzającą atmosferą, szalonego chaosu z upiorną melodyką, epickiej narracji z pierwotnym miażdżeniem – zasadniczo, ekstrapolacja (i intensyfikacja) pozornie przeciwnych sobie elementów. A jednak, poprzez tę samą dziwną magię, Chilejczycy wzywają obraz, który jest niezaprzeczalnie ich największym i najbardziej brutalnym dziełem do tej pory. Rify i rytmika biją i mutują z hipnotyczną łatwością, łamiąc wolę słuchacza; pęd staje się struganiem, z dźwiękami grozy wydobywającymi się z każdej szczeliny tego otchłani; motywy następnie migoczą z przerażającą jasnością, zanim rozpadną się w coś równie przerażającego. Bo choć death metal UNAUSSPECHLICHEN KULTEN jest „czysty” i pierwotny, można odważnie powiedzieć, że w „Häxan Sabaoth” pojawia się nowa łagodność – cuchnąca i mglista, tak, ale skutecznie nadaje lekkości temu, co już jest wyjątkowo gęste i dysonansowe. Podobnie, znacznie czystsza produkcja sprawnie intensyfikuje atmosferę bez żadnych kompromisów w fizyczności. To, że okładka potrafi uchwycić całą tę dychoomnię, z pewnością nie jest przypadkiem. Można by (i powinno się) napisać wiele słów o tym osiągnięciu, ale krótko mówiąc, UNAUSSPRECHLICHEN KULTEN śmiało podnieśli niemożliwie wysoką poprzeczkę. „Häxan Sabaoth” to ich największe osiągnięcie do tej pory i z pewnością jedna z definiujących death metalowe tomy tego dziesięciolecia. ..::TRACK-LIST::.. 1. Lamia Sucuba 05:38 2. Cuatro Velas de Cebo Infantil 05:00 3. Our Almighty Chthonic Lords 05:15 4. Hexennippel 06:28 5. Dho Hna Formula 05:21 6. Back to the Mother Hydra and Father Dagon 06:38 7. Die Teufelsbücher 08:17 ..::OBSADA::.. Atomizer Pig - Bass Joseph Curwen - Vocals, Guitars Butcher of Christ - Drums Herbert West - Guitars https://www.youtube.com/watch?v=7bEBRPcde-M SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-24 16:15:01
Rozmiar: 103.58 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI
..::OPIS::.. UNAUSSPRECHLICHEN KULTEN eksplorowali najdalsze zakamarki pierwotnego przerażenia i starożytnej mistyki, wszystko poprzez czysty i autentyczny Metal of Death. To, że ich wizja stała się tylko bardziej intensywna i hipnotyzująca po tylu latach (a gdy tyle zespołów blednie w nieistnienie), to z pewnością pewna dziwna magia… Przyjrzyj się „Häxan Sabaoth”. Zarówno kulminacją ich charakterystycznego estetycznego podejścia, jak i zupełnie nowym, nadprzyrodzonym zwrotem ku niemu, „Häxan Sabaoth” to fuzja dzwoniącej kanciastości z nawiedzającą atmosferą, szalonego chaosu z upiorną melodyką, epickiej narracji z pierwotnym miażdżeniem – zasadniczo, ekstrapolacja (i intensyfikacja) pozornie przeciwnych sobie elementów. A jednak, poprzez tę samą dziwną magię, Chilejczycy wzywają obraz, który jest niezaprzeczalnie ich największym i najbardziej brutalnym dziełem do tej pory. Rify i rytmika biją i mutują z hipnotyczną łatwością, łamiąc wolę słuchacza; pęd staje się struganiem, z dźwiękami grozy wydobywającymi się z każdej szczeliny tego otchłani; motywy następnie migoczą z przerażającą jasnością, zanim rozpadną się w coś równie przerażającego. Bo choć death metal UNAUSSPECHLICHEN KULTEN jest „czysty” i pierwotny, można odważnie powiedzieć, że w „Häxan Sabaoth” pojawia się nowa łagodność – cuchnąca i mglista, tak, ale skutecznie nadaje lekkości temu, co już jest wyjątkowo gęste i dysonansowe. Podobnie, znacznie czystsza produkcja sprawnie intensyfikuje atmosferę bez żadnych kompromisów w fizyczności. To, że okładka potrafi uchwycić całą tę dychoomnię, z pewnością nie jest przypadkiem. Można by (i powinno się) napisać wiele słów o tym osiągnięciu, ale krótko mówiąc, UNAUSSPRECHLICHEN KULTEN śmiało podnieśli niemożliwie wysoką poprzeczkę. „Häxan Sabaoth” to ich największe osiągnięcie do tej pory i z pewnością jedna z definiujących death metalowe tomy tego dziesięciolecia. ..::TRACK-LIST::.. 1. Lamia Sucuba 05:38 2. Cuatro Velas de Cebo Infantil 05:00 3. Our Almighty Chthonic Lords 05:15 4. Hexennippel 06:28 5. Dho Hna Formula 05:21 6. Back to the Mother Hydra and Father Dagon 06:38 7. Die Teufelsbücher 08:17 ..::OBSADA::.. Atomizer Pig - Bass Joseph Curwen - Vocals, Guitars Butcher of Christ - Drums Herbert West - Guitars https://www.youtube.com/watch?v=7bEBRPcde-M SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-24 16:11:45
Rozmiar: 311.89 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI
..::OPIS::.. Chantal Acda zaczynałą swoją przygodę z muzyką w takich zespołach jak Isbells, True Bypass, Marble Sounds czy Distance, Light & Sky, który współtworzyła z Chrisem Eckmanem. Od czasu swego debiutu "Let Your Hands Be My Guide" z 2013 roku współpracowała z takimi artystami jak Nils Frahm, Bill Frisell (wspólna płyta) Peter Broderick, Heather Woods Broderick, Valgeir Sigurdsson, Gyda Valtysdottir czy Adam Wiltzie. Chantal Acda komponuje, pisze do piosenek poetyckie teksty w języku angielskim, gra na gitarze, fortepianie i śpiewa głosem przypominającym Suzanne Vega, może nieco bardziej rozwibrowanym. Niniejsze wydawnictwo jest jej dziewiątym projektem, który został nagrany z rozbudowanym akompaniamentem instrumentalnym i wokalnym. (...) Niezmiennie starannym wokalizom liderki, utrzymanym w tonizujących klimatach, towarzyszą zmyślne sploty gitarowych pasaży, gdzieś w oddali pojawiają się tęskna trąbka lub skrzypce, z tła wyłania się nastrojowo zawodzący chór. To wszystko pozwala wytworzyć i utrzymać na płycie atmosferę pełną melancholijnego liryzmu. Osiem piosenek napisanych przez Chantal Acdę ma bardzo osobisty charakter, jest retrospekcją ważnych momentów z jej życia. "Saturday Moon" to piękny autoportret dojrzałej artystki. Cezary Gumiński / audio.com.pl Najnowsze dzieło holenderskiej otula ciepłem i spokojem nawet wtedy, gdy utwory wybrzmiewają siłą, niemal walecznością, dają ujście pierwotnym instynktom. (...) Zahaczający o folk i muzykę korzeni, a sporadycznie też brzmienia elektroniczne (Disappear) materiał porządkują przede wszystkim wyważone partie gitarowe i wyeksponowana sekcja rytmiczna. Katarzyna Turowicz / Tylko Rock I first heard Chantal Acda sing and play the early 2000’s in San Sebastian, Spain. I shared the bill that night with her group Sleeping Dog. After their set was finished and I had caught my breath, I thought of Sandy Denny and Cat Power and Van Morrison and every singer who had ever hijacked my tears and lifted me towards a light. She was that gifted, that unique and that honest and the ensuing years have only strengthened her gifts. Chantal and I eventually joined forces in a trio with drummer Eric Thielemans that we named Distance, Light & Sky. If we were to assign one of those words, to each of the group’s band members, I would imagine the best fit for Chantal would be “sky.” Her favorite place in the world is Iceland, with its vast open-roof horizons. Her music at times echoes such spaces and the deep awe that they inspire. There is a hard earned sense of possibility in her songs. Even in the saddest ones, she won’t let us give up. She nudges us to keep searching until we find our home – even if it is in a far flung place. At the edge of what we know. While Chantal’s three previous solo albums were immaculately produced by two luminaries of the so-called “post-classical” scene (Nils Frahm, Peter Broderick and Phill Brown respectively), “Saturday Moon” is a more feral child and is all the stronger for it. Caution is thrown to the wind and the emphasis is now on instinct and what is discovered from the get-your-hands-dirty process of just doing things. When I talked to Chantal about the album, she made it clear that this shift in tone and method was quite purposeful. She had decided to produce the album herself to protect the clarity and freedom of that vision: “when I started this it was a very clear and very easy idea – still very organized in a way – one microphone, only me in the room. That’s it. Simple four minute songs for a change. But then I just felt lonely and I started connecting and reconnecting with people who I really love musically. Nobody producing and telling me to stop. I felt a little bit out of control and I loved it. It was a celebration of a part of me that is quite chaotic and not thinking and impulsive. And I guess a part of me that I didn’t touch musically much before.” The first song and title track “Saturday Moon” feels liberated and bursting with ideas from its first notes onward. Drummer Eric Thielemans supple groove sets up Congolese guitarist Rodriguez Vangama’s gorgeous soukous flourishes which sets up the Pūwawau singers’s soaring vocalizations on the refrain. It is a free spirited mix of things, that maintains an elegant coherence because of Chantal’s always assured songwriting, arranging and vocal presence. The album continues to spin and turn and upend preconceptions throughout its length. There are sonic surprises like Alan from Low’s guitar synth on “Disappear,” a song that ends in a tornado of electricity and also features backing vocals from Low bandmate Mimi. Atmospheric guitar legend Bill Frisell delicately converses with two tracks. Shahzad Ismaily of Tom Waits and Marc Ribot fame plays haunted six string fractures on one of the album’s darkest songs “Conflict of Minds”, together with Borgar Magnason (Sigur Rós, Björk). There are eighteen musicians in total on the album. Strings, horns, contrabass and piano are also woven into the kaleidoscopic, eclectic mesh. It is a human-all-too-human balance of things. Clarity and randomness. Anger and elation. Loss and awakening. The personal and the communal. Through all of the diverse sonic shapeshifting and emotional ground covered on “Saturday Moon” Chantal may have at last discovered her natural musical home. One that includes many sympathetic collaborators but at the same time is not boxed in by other people’s agendas and expectations. She told me: “with my previous records I still had this idea that they should be done in a style with which I could fit in somewhere. I always felt in between, but with every record I thought maybe I can now fit in? But with this one I didn’t want to fit in, so that opened up so many options. The sky is the limit because I am not going to fit in anyway.” For a moment she paused, and then continued: “this record taught me things about myself that I was not fully aware of and I think it all came together with the lockdown. My need to work with other people was really necessary and it became a sort of celebration of that kind of musical contact – something that’s way deeper than what I have with my very close friends when we are talking. I have been collaborating a lot. It has always been present, but I never really knew why it is I look for certain musicians to do something. Now I know.” In the song “Back Against the Wall” the narrator looks at a relationship (or a world?) where the reliable signs and signifiers have dissolved: “Disappearing thoughts - How did we get lost? - Over ages in time we took these steps - To think that we progressed.” But she doesn’t give in to the instability. She crafts small everyday rituals to quiet the anxiety and doubt. “Touch the wooded skin - Feel the warmth within - That I needed the most to stay calm - And I suppose less lost.” It is a song for the moment we find ourselves in and “Saturday Moon” is filled with such treasures. Searches for hope. Call outs to our better selves. WTF steps into a hazy future. Warm wooded skins for us to touch and hold on to. Chris Eckman / Ljubljana / January 2021 Bill Frisell: 'Thank goodness for music. I was so happy when my friend Chantal invited me to play on this beautiful album. Music never let’s us down.Music is true. Music is like magic. I’m here and you are there, but we are connected. We are together.' ..::TRACK-LIST::.. 1. Saturday Moon 05:05 2. Conflict of Minds 04:39 3. Disappear 06:57 4. The Letter 04:32 5. Back Against the Wall 04:24 6. Time Frames 04:42 7. Wolfmother 04:55 8. Waiting 06:20 ..::OBSADA::.. Bass - Alan Gevaert Drums, Percussion - Eric Thielemans Guitar - Bill Frisell, Rodriguez Vangama, Shahzad Ismaily Guitar, Contrabass - Borgar Magnason Guitar, Vocals, Piano - Chantal Acda Piano - Pieter Van Dessel Trumpet - Gerd Van Mulders Trumpet, Synth - Niels Van Heertum Violin - Beatrijs De Klerck Vocals - Arjan Lienaerts, Benjamin Jago Larham, Jony Overdijk, Madeena Dicko, Mimi Parker, Sara Leemans, Sylvie Nawasadio Vocals, Guitar Synthesizer - Alan Sparhawk https://www.youtube.com/watch?v=zYgDv18Zyj0 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-24 15:51:05
Rozmiar: 99.33 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI
..::OPIS::.. Chantal Acda zaczynałą swoją przygodę z muzyką w takich zespołach jak Isbells, True Bypass, Marble Sounds czy Distance, Light & Sky, który współtworzyła z Chrisem Eckmanem. Od czasu swego debiutu "Let Your Hands Be My Guide" z 2013 roku współpracowała z takimi artystami jak Nils Frahm, Bill Frisell (wspólna płyta) Peter Broderick, Heather Woods Broderick, Valgeir Sigurdsson, Gyda Valtysdottir czy Adam Wiltzie. Chantal Acda komponuje, pisze do piosenek poetyckie teksty w języku angielskim, gra na gitarze, fortepianie i śpiewa głosem przypominającym Suzanne Vega, może nieco bardziej rozwibrowanym. Niniejsze wydawnictwo jest jej dziewiątym projektem, który został nagrany z rozbudowanym akompaniamentem instrumentalnym i wokalnym. (...) Niezmiennie starannym wokalizom liderki, utrzymanym w tonizujących klimatach, towarzyszą zmyślne sploty gitarowych pasaży, gdzieś w oddali pojawiają się tęskna trąbka lub skrzypce, z tła wyłania się nastrojowo zawodzący chór. To wszystko pozwala wytworzyć i utrzymać na płycie atmosferę pełną melancholijnego liryzmu. Osiem piosenek napisanych przez Chantal Acdę ma bardzo osobisty charakter, jest retrospekcją ważnych momentów z jej życia. "Saturday Moon" to piękny autoportret dojrzałej artystki. Cezary Gumiński / audio.com.pl Najnowsze dzieło holenderskiej otula ciepłem i spokojem nawet wtedy, gdy utwory wybrzmiewają siłą, niemal walecznością, dają ujście pierwotnym instynktom. (...) Zahaczający o folk i muzykę korzeni, a sporadycznie też brzmienia elektroniczne (Disappear) materiał porządkują przede wszystkim wyważone partie gitarowe i wyeksponowana sekcja rytmiczna. Katarzyna Turowicz / Tylko Rock I first heard Chantal Acda sing and play the early 2000’s in San Sebastian, Spain. I shared the bill that night with her group Sleeping Dog. After their set was finished and I had caught my breath, I thought of Sandy Denny and Cat Power and Van Morrison and every singer who had ever hijacked my tears and lifted me towards a light. She was that gifted, that unique and that honest and the ensuing years have only strengthened her gifts. Chantal and I eventually joined forces in a trio with drummer Eric Thielemans that we named Distance, Light & Sky. If we were to assign one of those words, to each of the group’s band members, I would imagine the best fit for Chantal would be “sky.” Her favorite place in the world is Iceland, with its vast open-roof horizons. Her music at times echoes such spaces and the deep awe that they inspire. There is a hard earned sense of possibility in her songs. Even in the saddest ones, she won’t let us give up. She nudges us to keep searching until we find our home – even if it is in a far flung place. At the edge of what we know. While Chantal’s three previous solo albums were immaculately produced by two luminaries of the so-called “post-classical” scene (Nils Frahm, Peter Broderick and Phill Brown respectively), “Saturday Moon” is a more feral child and is all the stronger for it. Caution is thrown to the wind and the emphasis is now on instinct and what is discovered from the get-your-hands-dirty process of just doing things. When I talked to Chantal about the album, she made it clear that this shift in tone and method was quite purposeful. She had decided to produce the album herself to protect the clarity and freedom of that vision: “when I started this it was a very clear and very easy idea – still very organized in a way – one microphone, only me in the room. That’s it. Simple four minute songs for a change. But then I just felt lonely and I started connecting and reconnecting with people who I really love musically. Nobody producing and telling me to stop. I felt a little bit out of control and I loved it. It was a celebration of a part of me that is quite chaotic and not thinking and impulsive. And I guess a part of me that I didn’t touch musically much before.” The first song and title track “Saturday Moon” feels liberated and bursting with ideas from its first notes onward. Drummer Eric Thielemans supple groove sets up Congolese guitarist Rodriguez Vangama’s gorgeous soukous flourishes which sets up the Pūwawau singers’s soaring vocalizations on the refrain. It is a free spirited mix of things, that maintains an elegant coherence because of Chantal’s always assured songwriting, arranging and vocal presence. The album continues to spin and turn and upend preconceptions throughout its length. There are sonic surprises like Alan from Low’s guitar synth on “Disappear,” a song that ends in a tornado of electricity and also features backing vocals from Low bandmate Mimi. Atmospheric guitar legend Bill Frisell delicately converses with two tracks. Shahzad Ismaily of Tom Waits and Marc Ribot fame plays haunted six string fractures on one of the album’s darkest songs “Conflict of Minds”, together with Borgar Magnason (Sigur Rós, Björk). There are eighteen musicians in total on the album. Strings, horns, contrabass and piano are also woven into the kaleidoscopic, eclectic mesh. It is a human-all-too-human balance of things. Clarity and randomness. Anger and elation. Loss and awakening. The personal and the communal. Through all of the diverse sonic shapeshifting and emotional ground covered on “Saturday Moon” Chantal may have at last discovered her natural musical home. One that includes many sympathetic collaborators but at the same time is not boxed in by other people’s agendas and expectations. She told me: “with my previous records I still had this idea that they should be done in a style with which I could fit in somewhere. I always felt in between, but with every record I thought maybe I can now fit in? But with this one I didn’t want to fit in, so that opened up so many options. The sky is the limit because I am not going to fit in anyway.” For a moment she paused, and then continued: “this record taught me things about myself that I was not fully aware of and I think it all came together with the lockdown. My need to work with other people was really necessary and it became a sort of celebration of that kind of musical contact – something that’s way deeper than what I have with my very close friends when we are talking. I have been collaborating a lot. It has always been present, but I never really knew why it is I look for certain musicians to do something. Now I know.” In the song “Back Against the Wall” the narrator looks at a relationship (or a world?) where the reliable signs and signifiers have dissolved: “Disappearing thoughts - How did we get lost? - Over ages in time we took these steps - To think that we progressed.” But she doesn’t give in to the instability. She crafts small everyday rituals to quiet the anxiety and doubt. “Touch the wooded skin - Feel the warmth within - That I needed the most to stay calm - And I suppose less lost.” It is a song for the moment we find ourselves in and “Saturday Moon” is filled with such treasures. Searches for hope. Call outs to our better selves. WTF steps into a hazy future. Warm wooded skins for us to touch and hold on to. Chris Eckman / Ljubljana / January 2021 Bill Frisell: 'Thank goodness for music. I was so happy when my friend Chantal invited me to play on this beautiful album. Music never let’s us down.Music is true. Music is like magic. I’m here and you are there, but we are connected. We are together.' ..::TRACK-LIST::.. 1. Saturday Moon 05:05 2. Conflict of Minds 04:39 3. Disappear 06:57 4. The Letter 04:32 5. Back Against the Wall 04:24 6. Time Frames 04:42 7. Wolfmother 04:55 8. Waiting 06:20 ..::OBSADA::.. Bass - Alan Gevaert Drums, Percussion - Eric Thielemans Guitar - Bill Frisell, Rodriguez Vangama, Shahzad Ismaily Guitar, Contrabass - Borgar Magnason Guitar, Vocals, Piano - Chantal Acda Piano - Pieter Van Dessel Trumpet - Gerd Van Mulders Trumpet, Synth - Niels Van Heertum Violin - Beatrijs De Klerck Vocals - Arjan Lienaerts, Benjamin Jago Larham, Jony Overdijk, Madeena Dicko, Mimi Parker, Sara Leemans, Sylvie Nawasadio Vocals, Guitar Synthesizer - Alan Sparhawk https://www.youtube.com/watch?v=zYgDv18Zyj0 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-24 15:46:46
Rozmiar: 238.99 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- Kombi - (3 CD) - Compilation (1990 - 1993) CD 1 - 15 Lat CD 2 - 79 - 81 CD 3 - The singles --------------------------------------------------------------------- Artist...............: Kombi Album................: (3 CD) - Compilation (1990 - 1993) Genre................: Pop Source...............: CD Year.................: 1990 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 63 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting CD 1 - 15 Lat --------------------------------------------------------------------- 1. Kombi - Nietykalni - Skamieniałe Zło [04:10] 2. Kombi - Kochać Cię Za Późno [04:46] 3. Kombi - Black And White [03:31] 4. Kombi - Tabu - Obcy Ląd [03:24] 5. Kombi - Jak Pogodzić Dwie Strony [03:30] 6. Kombi - Gdzie Tak Biegniecie Bracia [04:42] 7. Kombi - Za Ciosem Cios [04:09] 8. Kombi - Slłodkiego, Miłego Życia [04:48] 9. Kombi - Nasze Randez-Vous [05:42] 10. Kombi - Nie Ma Zysku [03:49] 11. Kombi - Karty Śmierci [03:51] 12. Kombi - Jej Wspomnienie [04:07] 13. Kombi - Czekam Wciąż [04:50] 14. Kombi - Pamietaj Mnie [03:56] 15. Kombi - Cyfrowa Gra [03:46] Playing Time.........: 01:03:09 Total Size...........: 400,52 MB --------------------------------------------------------------------- Tracklisting CD 2 - 79 - 81 --------------------------------------------------------------------- 1. Kombi - Nie mam nic [03:30] 2. Kombi - Jesteś wolny [04:23] 3. Kombi - Słodka jest noc [04:57] 4. Kombi - Smak wina [07:20] 5. Kombi - Bez ograniczeń [05:17] 6. Kombi - Teleniedziela [04:05] 7. Kombi - Ostatnie safari [04:34] 8. Kombi - Królowie życia [04:30] 9. Kombi - Piękna szalona [04:19] 10. Kombi - Leniwe sny [04:11] 11. Kombi - Oczekiwanie na odlot [06:16] 12. Kombi - Wspomnienia z pleneru [04:03] 13. Kombi - Hotel twoich snów [03:48] 14. Kombi - Przytul mnie [04:48] Playing Time.........: 01:06:08 Total Size...........: 400,31 MB --------------------------------------------------------------------- Tracklisting CD 3 - The singles --------------------------------------------------------------------- 1. Kombi - Wspomnienia z pleneru [04:01] 2. Kombi - Przeciąg [03:35] 3. Kombi - Hej Rock and Roll [03:23] 4. Kombi - Przytul mnie (instr.) [04:42] 5. Kombi - Hotel twoich snów [03:46] 6. Kombi - Przytul mnie [04:47] 7. Kombi - Taniec w słońcu [04:43] 8. Kombi - Królowie życia [04:28] 9. Kombi - Wejdź siostro [03:42] 10. Kombi - Inwazja z Plutona [03:11] 11. Kombi - Nie ma jak szpan [03:59] 12. Kombi - Linia życia [04:03] 13. Kombi - Komputerowe serce [05:07] 14. Kombi - Słodkiego miłego życia [04:47] 15. Kombi - Nie ma zysku [03:48] Playing Time.........: 01:02:09 Total Size...........: 418,83 MB
Seedów: 25
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-24 14:40:09
Rozmiar: 1.22 GB
Peerów: 25
Dodał: rajkad
Opis
...( Info )...
Artist: Various Artists Album: The Best of Country Music Year: 2025 Genre: Country Format: mp3 320 kbps ...( TrackList )... 01. Miranda Lambert - Ain’t in Kansas Anymore (From Twisters The Album) 02. Warren Zeiders - Ride the Lightning 03. Jelly Roll - Dead End Road (From Twisters The Album) 04. Tucker Wetmore - Already Had It (From Twisters The Album) 05. Tyler Childers - Song While You're Away (From Twisters The Album) 06. Megan Moroney - Never Left Me (From Twisters The Album) 07. Maren Morris - Look at Us Now (Honeycomb) 08. Tucker Beathard - Find Me Here (Broke Down) 09. Avery Anna - I Will (When You Do) 10. Luke Combs - Ain't No Love in Oklahoma (From Twisters The Album) 11. Big & Rich - Save a Horse (Ride a Cowboy) 12. Zach Bryan - Something in the Orange 13. John Michael Montgomery - Sold (The Grundy County Auction Incident) 14. Sam Barber - Tear Us Apart (From Twisters The Album) 15. Wyatt Flores - Before I Do (From Twisters The Album) 16. Bailey Zimmerman - Hell or High Water (From Twisters The Album) 17. Blue Rodeo - Now and Forever (2012 Remaster) 18. Thomas Rhett - Feelin' Country (From Twisters The Album) 19. Brett Eldredge - Hideaway 20. Tanner Adell - Too Easy (From Twisters The Album) 21. Conner Smith - Steal My Thunder (feat. Tucker Wetmore) [From Twisters The Album] 22. Dasha - Austin (Boots Stop Workin') 23. Blue Rodeo - What Am I Doing Here (2012 Remaster) 24. Faith Hill - Piece of My Heart (2007 Remaster) 25. Paul Brandt - Small Towns & Big Dreams (feat. Tara Slone) 26. Little Texas - God Blessed Texas 27. Stevie Nicks - I Need to Know 28. Travis Tritt - Here’s a Quarter (Call Someone Who Cares) 29. NEEDTOBREATHE - LET'S STAY HOME TONIGHT 30. Brandy Clark - Girl Next Door
Seedów: 103
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-24 10:25:07
Rozmiar: 231.43 MB
Peerów: 116
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist: Various Artists Album: Noches de Jazz Latino Year: 2025 Genre: Jazz Format: mp3 320 kbps ...( TrackList )... 01. Gato Barbieri - Europa (Earth's Cry, Heaven's Smile) 02. Chucho Valdés - La Comparsa 03. Candido - Mambo Inn 04. Martirio - Ay Amor 05. Mongo Santamaria - Sofrito 06. Elis Regina - Carinhoso 07. Sabu Martinez - Enchantment 08. Tito Puente - Oye Cómo Va 09. Charlie Palmieri - A Veces Soy Feliz 10. Mongo Santamaria - Afro Blue 11. Jorge Ben Jor - Mas Que Nada 12. Giovanni Hidalgo - Footprints 13. Michel Camilo - Alfonsina Y El Mar 14. Candido - Ghana Spice (Part One) 15. Antonio Carlos Jobim - Desafinado 16. Sabu Martinez - Nica's Dream 17. Gato Barbieri - Cuando Vuelva A Tu Lado 18. Giovanni Hidalgo - En Mi Viejo San Juan 19. Michel Camilo - Antonia 20. Clark Terry - Que Sera 21. Antonio Carlos Jobim - Água De Beber 22. Eumir Deodato - Samba Do Avião 23. Martirio - Drume Negrita 24. Chico O'Farrill - Cuban Blues 25. Maria Rita - Rumo Ao Infinito 26. Eliane Elias - Isto Aqui O Que É (Silver Sandal) 27. Astrud Gilberto - Crickets Sing For Anamaria 28. Giovanni Hidalgo - Summertime 29. Elis Regina - Corcovado 30. Gato Barbieri - Viva Emiliano Zapata 31. Gilberto Gil - Quem Mandou (Pé Na Estrada) 32. Michel Camilo - Mambo Influenciado 33. Clark Terry - Spanish Rice 34. Antonio Carlos Jobim - Tide 35. Eliane Elias - Little Paradise
Seedów: 153
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-24 10:25:01
Rozmiar: 355.22 MB
Peerów: 102
Dodał: Uploader
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- Kombi - (4 CD) - (1979 - 1985) CD 1 - Kombi CD 2 - Królowie życia CD 3 - Nowy Rozdział CD 4 - 4 --------------------------------------------------------------------- Artist...............: Kombi Album................: Kombi (4 CD) Genre................: Rock Source...............: CD Year.................: 1979 - 1985 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 67 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting CD 1 - Kombi --------------------------------------------------------------------- 1. Kombi - Kombirock [01:53] 2. Kombi - Piękna, szalona [04:16] 3. Kombi - Czy już koniec? [02:26] 4. Kombi - Leniwe sny [04:10] 5. Kombi - Oczekiwanie na odlot [06:15] 6. Kombi - Wspomnienia z pleneru [04:02] 7. Kombi - Jak ja to wytrzymam [06:21] 8. Kombi - Hotel Twoich snów [03:47] 9. Kombi - Przytul mnie [04:50] Playing Time.........: 38:04 Total Size...........: 257,68 MB --------------------------------------------------------------------- Tracklisting CD 2 - Królowie życia --------------------------------------------------------------------- 1. Kombi - Nie mam nic [03:28] 2. Kombi - Jesteś wolny [04:21] 3. Kombi - Słodka jest noc [04:54] 4. Kombi - Smak wina [07:18] 5. Kombi - Bez ograniczeń [05:16] 6. Kombi - Teleniedziela [03:59] 7. Kombi - Ostatnie safari [04:28] 8. Kombi - Królowie życia [04:27] Playing Time.........: 38:14 Total Size...........: 260,73 MB --------------------------------------------------------------------- Tracklisting CD 3 - Nowy Rozdział --------------------------------------------------------------------- 1. Kombi - Cyfrowa gra [03:47] 2. Kombi - Nie poddawaj się [03:20] 3. Kombi - Nie ma zysku [03:49] 4. Kombi - Srebrny talizman [04:10] 5. Kombi - Karty śmierci [03:52] 6. Kombi - Błękitny pejzaż [05:51] 7. Kombi - Słodkiego, miłego życia [04:48] 8. Kombi - Jej wspomnienie [04:05] 9. Kombi - Kochac cię - za późno [04:46] Playing Time.........: 38:32 Total Size...........: 277,72 MB --------------------------------------------------------------------- Tracklisting CD 4 - 4 --------------------------------------------------------------------- 1. Kombi - Kombi Miusic [00:26] 2. Kombi - Lawina - Kamień do Kamienia [03:35] 3. Kombi - Black and White [03:36] 4. Kombi - Szukam Drogi [04:23] 5. Kombi - Kim Jestem - Kim Byłem [03:46] 6. Kombi - Zaczarowane Miasto [05:07] 7. Kombi - Za Ciosem Cios [04:09] 8. Kombi - Gdzie Tak Biegniecie Bracia [04:42] 9. Kombi - Nasze Randez Vous [05:45] 10. Kombi - Czekam Wciąż [04:50] Playing Time.........: 40:22 Total Size...........: 284,17 MB
Seedów: 26
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-24 10:16:24
Rozmiar: 1.06 GB
Peerów: 1
Dodał: rajkad
Opis
...( Info )...
Artist: Various Artists Album: Old Italian Love Songs Year: 2025 Format: mp3 320 kbps ...( TrackList )... 01. Dean Martin - Volare (Nel Blu Di Pinto Di Blu) 02. Toto Cutugno - L'Italiano 03. Nat King Cole - L-O-V-E 04. Armando Trovajoli - Che Vuole Questa Musica Stasera 05. Tony Renis - Quando, Quando, Quando 06. Andrea Bocelli - Vivo per lei 07. Luciano Pavarotti - Nessun dorma! 08. Andrea Bocelli - Romanza 09. Pino Donaggio - Io Che Non Vivo 10. Niccolò Fabi - Vento D'Estate 11. Dean Martin - Mambo Italiano 12. Andrea Bocelli - Caruso 13. Francesco Guccini - Vedi Cara 14. Louis Prima - Buona Sera 15. Francesco Guccini - Cirano 16. Ricchi E Poveri - Che Sarà 17. Dean Martin - Innamorata 18. Andrea Bocelli - Le tue parole 19. Frank Sinatra - More (Theme From Mondo Cane) 20. Lunapop - Vorrei 21. Andrea Bocelli - Brucia la terra 22. Renato Carosone - Torero 23. Renato Rascel - Arrivederci Roma 24. Andrea Bocelli - Macchine da guerra 25. Nicola Arigliano - I Sing Ammore 26. Luciano Pavarotti - Notte 'e piscatore 27. Renato Carosone - 'O Sarracino 28. Francesco Guccini - Bologna 29. Pino Daniele - Napule È 30. Connie Francis - Anema E Core 31. Renato Carosone - Caravan Petrol 32. Dean Martin - That's Amore
Seedów: 488
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-24 10:06:43
Rozmiar: 270.91 MB
Peerów: 163
Dodał: Uploader
Opis
...( Info )...
Artist: Various Artists Album: Soft Rock Greatest Hits Year: 2025 Format: mp3 320 kbps ...( TrackList )... 01. The Police - Every Breath You Take 02. Bon Jovi - Always 03. Cutting Crew - (I Just) Died In Your Arms 04. U2 - With Or Without You 05. Lionel Richie - Hello 06. Bee Gees - How Deep Is Your Love 07. The Righteous Brothers - Unchained Melody 08. Chris De Burgh - The Lady In Red 09. Scorpions - Wind Of Change 10. Extreme - More Than Words 11. Richard Marx - Right Here Waiting 12. Bon Jovi - Bed Of Roses 13. Player - Baby Come Back 14. Lionel Richie - Endless Love 15. Kool & The Gang - Cherish 16. Creedence Clearwater Revival - Have You Ever Seen The Rain 17. Bee Gees - To Love Somebody 18. Supertramp - Give A Little Bit 19. The Police - Every Little Thing She Does Is Magic 20. 10cc - I'm Not In Love 21. 3 Doors Down - Here Without You 22. Heart - Alone 23. Rupert Holmes - Escape (The Pina Colada Song) 24. Kenny Rogers - She Believes In Me 25. Styx - Babe 26. Steely Dan - Rikki Don't Lose That Number 27. Linda Ronstadt - You're No Good 28. Bee Gees - Tragedy 29. Dan Hill - Sometimes When We Touch 30. Andy Gibb - I Just Want To Be Your Everything 31. Creedence Clearwater Revival - Who'll Stop The Rain 32. Benny Mardones - Into The Night 33. Ronnie Milsap - Any Day Now 34. Atlanta Rhythm Section - Spooky 35. Steve Winwood - While You See A Chance 36. Joan Baez - Fountain Of Sorrow 37. Stephen Bishop - Everybody Needs Love 38. Steely Dan - Glamour Profession 39. Dan Hill - Frozen In The Night 40. Rhythm Heritage - Float On By 41. Atlanta Rhythm Section - Imaginary Lover
Seedów: 773
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-24 10:06:26
Rozmiar: 415.90 MB
Peerów: 189
Dodał: Uploader
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI
..::OPIS::.. April 16 th co to za nazwa dla kapeli heavy metalowej? Dość dziwna, ale zarazem intrygująca. Tak udało mi się natknąć na zespół o nazwie April 16 th. Jest to brytyjska formacja heavy metalowa działająca w okresie 1985-1991 i choć nie był to jakiś długi okres działania, to jednak udało się wydać kapeli jeden album w postaci „Sleepwalking”. Dobry tytuł albumu, ciekawa, klimatyczna okładka oraz intrygująca nazwa kapeli zachęciły mnie do sięgnięcia po to wydawnictwo. Na samym wstępie przekonałem się, że zespół wyróżnia się na tle innych wokalistą, który śpiewa czysto i nie zadaje sobie trudu zmieniania charakteru choć na chwilę. Dave Russel swoim wokalem przypomina Joe Lynn Turnera czy Iana Gillana z Deep Purple. To akurat dobrze o nim świadczy, nawet jeśli jego wokal jest dość komercyjny jak na takie granie. Tak zespół gra heavy metal, choć nie trudno doszukać się w tym wszystkim hard rockowego feelingu. Dobitnie o tym świadczy rytmiczny „She's Mean”, który brzmi jak kawałek Deep Purple z okresu „Perfect Strangers”. To mało znane wydawnictwo zasługuje na większe zainteresowanie, a choćby ze względu na to co wygrywają Mills i Harris. Ci gitarzyści nie wiedzą co to nuda i monotonność, czerpią garściami z Deep Purple, Rainbow, jednocześnie nie stając się marnym klonem. Dzięki ich grze płyta jest bardzo melodyjna i zaskakująca jeśli chodzi o pomysły na utwory. Wystarczy posłuchać przeboju w postaci „Rattlesnake” żeby się przekonać o co mi chodzi. Otwieracz w postaci „Sleepwalking” raczej zwiastuje hard rockowe granie przesiąknięte Def Leppard, ale lekki „Let It Roll” pokazuje że zespół jednak chce nawiązać do melodyjnego metalu tworzonego niegdyś przez Ritchiego Blackmore'a. 7 minutowa ballada w postaci „Clapham Wood” jest po prostu piękna i właśnie tego się oczekuje od tego typu utworów. Słychać wpływy Scorpions, a przede wszystkim Nazereth. „Illusion” i „Blood Mary” przyozdobione są finezyjnymi solówkami, które zauroczą najbardziej wymagających słuchaczy. Brytyjskie brzmienie, nawiązanie do korzeni w postaci brytyjskiego hard rocka które słychać na debiutanckim albumie April 16 Th dobrze świadczą o zespole i to przedkłada się na poziom prezentowanej muzyki. Choć zespół nie zdobył sławy ani szerszego grona fanów, to jednak płyta zasługuje na uwagę. Nie często słyszy się takie pomysłowe riffy, taki ciepły i emocjonalny wokal czy finezyjne solówki wzorowane na twórczości Ritchiego Blackmore;a. Szkoda, ze kapela się rozpadła, no ale cóż konkurencja w tamtym czasie nie spała. Gorąco polecam! power metal warrior On their album ‘Epitaph’ vintage British based band April 16th unleash a ballsy platter of sparkling Rock that is scintillating and effervescent in equal measure. Featuring fourteen panoramic and propulsive slabs of evocative music, this mellifluous opus is a timeless paean to classic songcraft that will hold you aloft with its smorgasbord of stellar verses and vibrant choruses. I went into this album with no prior band history or context as opposed to the knowledge that these fellows are seemingly defunct and emerged in its wake having been set ablaze by a robust work of whimsical and wild Rock magic. Following listening to this glistening piece of pummeling, hedonistic rock it came to my knowledge that ‘Epitaph’ was produced using the initial studio masters under which it was originally recorded at Cherry Studios. Simultneously I learned that April16th consisted of Dave Russel on vocals, John Fisher on Drums, Eric Buffet on Bass, Lawrence Mills on lead guitar and Chris Mills on Rhythm Guitar. Beginning the proceedings is the rollicking ‘’She’s Mean”, a song that harkens back to the sneering, radio-Rock of Billy Idol with its blazing leads and vocal swagger. Tracks like “Thursday’s Child”, “Midday Man” and “Don’t Drink” are bluesy examples of what would occur if the musical paths of The Cult, Mötley Crüe and Bon Jovi intersected on route 66 in a conflagration of catchy melodies, smooth vocals and gritty bombast. “Sleepwalking’’ picks up the pace after the beautiful barroom sleaze laid down in ‘’Don’t Drink’’ with a rousing stadium rock sized riff, soaring vocals and pounding drums. “Clapham Wood’’ is a lilting rock ballad that begins with a melancholic, reverb drenched guitar melody and husky vocals before its distorted central riff carries it forward in a blaze of glory. In stark contrast, “Illusion’’ is a romper stomper that is festive and arena ready replete with a charging riff that is akin to the most up-tempo moments of ‘Priest and ‘Sabbath. “Let It Roll’’ has more of a new wave style threaded through its funky riffs and rhythms while ‘’Away’’ is a song I could have sworn I had heard before, perhaps when I was an adolescent listening to the Barney Simon show on 5fm. I could be wrong concerning this ripping song. It is a ripping song. Know that. “Rattlesnake Shakedown”, “The Dealer” and “The Survivor” all continue the template established throughout ‘Epitaph’, each song being a prime example of infectious and strident Rock. Opening with a slithering bass line ‘’Bloody Mary’’ is another barn-storming example of fiery riff driven smoulder that shimmies with its Def Leppard like bluster. “Looking For Love’ brings ‘Epitaph’ to a close with might as its mammoth riffs, melodic vocals and solid drumming meld together to create a sing a long anthem in an album that is chock full of them. Like the Eighties all over again and bringing to mind images of cruising down Sunset Boulevard with the wind rustling through one’s hair, the classic Rock conjured forth on ‘Epitaph’ is fun and festive. Asher Locketz ..::TRACK-LIST::.. 1. She's Mean 3:18 2. Thursday's Child 3:57 3. Midday Man 5:47 4. Don't Drink 5:25 5. Sleepwalking 5:06 6. Clapham Wood 7:46 7. Illusion 4:21 8. Let It Roll 4:54 9. Away 4:43 10. Rattlesnake Shakedown 3:32 11. The Dealer 5:16 12. Bloody Mary 4:13 13. Survivor 6:53 14. Looking For Love 2:58 This CD was produced using the original studio master tapes from the Sleepwalking album and additional tracks from the Cherry Jam recording sessions. ..::OBSADA::.. Vocals - Dave Russel Guitar - Chris Harris Lead Guitar - Lawrence Mills Bass Guitar - Eric Puffet Drums - John Fisher https://www.youtube.com/watch?v=_A8jpPOLZ8Q SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-23 19:05:23
Rozmiar: 159.13 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI
..::OPIS::.. April 16 th co to za nazwa dla kapeli heavy metalowej? Dość dziwna, ale zarazem intrygująca. Tak udało mi się natknąć na zespół o nazwie April 16 th. Jest to brytyjska formacja heavy metalowa działająca w okresie 1985-1991 i choć nie był to jakiś długi okres działania, to jednak udało się wydać kapeli jeden album w postaci „Sleepwalking”. Dobry tytuł albumu, ciekawa, klimatyczna okładka oraz intrygująca nazwa kapeli zachęciły mnie do sięgnięcia po to wydawnictwo. Na samym wstępie przekonałem się, że zespół wyróżnia się na tle innych wokalistą, który śpiewa czysto i nie zadaje sobie trudu zmieniania charakteru choć na chwilę. Dave Russel swoim wokalem przypomina Joe Lynn Turnera czy Iana Gillana z Deep Purple. To akurat dobrze o nim świadczy, nawet jeśli jego wokal jest dość komercyjny jak na takie granie. Tak zespół gra heavy metal, choć nie trudno doszukać się w tym wszystkim hard rockowego feelingu. Dobitnie o tym świadczy rytmiczny „She's Mean”, który brzmi jak kawałek Deep Purple z okresu „Perfect Strangers”. To mało znane wydawnictwo zasługuje na większe zainteresowanie, a choćby ze względu na to co wygrywają Mills i Harris. Ci gitarzyści nie wiedzą co to nuda i monotonność, czerpią garściami z Deep Purple, Rainbow, jednocześnie nie stając się marnym klonem. Dzięki ich grze płyta jest bardzo melodyjna i zaskakująca jeśli chodzi o pomysły na utwory. Wystarczy posłuchać przeboju w postaci „Rattlesnake” żeby się przekonać o co mi chodzi. Otwieracz w postaci „Sleepwalking” raczej zwiastuje hard rockowe granie przesiąknięte Def Leppard, ale lekki „Let It Roll” pokazuje że zespół jednak chce nawiązać do melodyjnego metalu tworzonego niegdyś przez Ritchiego Blackmore'a. 7 minutowa ballada w postaci „Clapham Wood” jest po prostu piękna i właśnie tego się oczekuje od tego typu utworów. Słychać wpływy Scorpions, a przede wszystkim Nazereth. „Illusion” i „Blood Mary” przyozdobione są finezyjnymi solówkami, które zauroczą najbardziej wymagających słuchaczy. Brytyjskie brzmienie, nawiązanie do korzeni w postaci brytyjskiego hard rocka które słychać na debiutanckim albumie April 16 Th dobrze świadczą o zespole i to przedkłada się na poziom prezentowanej muzyki. Choć zespół nie zdobył sławy ani szerszego grona fanów, to jednak płyta zasługuje na uwagę. Nie często słyszy się takie pomysłowe riffy, taki ciepły i emocjonalny wokal czy finezyjne solówki wzorowane na twórczości Ritchiego Blackmore;a. Szkoda, ze kapela się rozpadła, no ale cóż konkurencja w tamtym czasie nie spała. Gorąco polecam! power metal warrior On their album ‘Epitaph’ vintage British based band April 16th unleash a ballsy platter of sparkling Rock that is scintillating and effervescent in equal measure. Featuring fourteen panoramic and propulsive slabs of evocative music, this mellifluous opus is a timeless paean to classic songcraft that will hold you aloft with its smorgasbord of stellar verses and vibrant choruses. I went into this album with no prior band history or context as opposed to the knowledge that these fellows are seemingly defunct and emerged in its wake having been set ablaze by a robust work of whimsical and wild Rock magic. Following listening to this glistening piece of pummeling, hedonistic rock it came to my knowledge that ‘Epitaph’ was produced using the initial studio masters under which it was originally recorded at Cherry Studios. Simultneously I learned that April16th consisted of Dave Russel on vocals, John Fisher on Drums, Eric Buffet on Bass, Lawrence Mills on lead guitar and Chris Mills on Rhythm Guitar. Beginning the proceedings is the rollicking ‘’She’s Mean”, a song that harkens back to the sneering, radio-Rock of Billy Idol with its blazing leads and vocal swagger. Tracks like “Thursday’s Child”, “Midday Man” and “Don’t Drink” are bluesy examples of what would occur if the musical paths of The Cult, Mötley Crüe and Bon Jovi intersected on route 66 in a conflagration of catchy melodies, smooth vocals and gritty bombast. “Sleepwalking’’ picks up the pace after the beautiful barroom sleaze laid down in ‘’Don’t Drink’’ with a rousing stadium rock sized riff, soaring vocals and pounding drums. “Clapham Wood’’ is a lilting rock ballad that begins with a melancholic, reverb drenched guitar melody and husky vocals before its distorted central riff carries it forward in a blaze of glory. In stark contrast, “Illusion’’ is a romper stomper that is festive and arena ready replete with a charging riff that is akin to the most up-tempo moments of ‘Priest and ‘Sabbath. “Let It Roll’’ has more of a new wave style threaded through its funky riffs and rhythms while ‘’Away’’ is a song I could have sworn I had heard before, perhaps when I was an adolescent listening to the Barney Simon show on 5fm. I could be wrong concerning this ripping song. It is a ripping song. Know that. “Rattlesnake Shakedown”, “The Dealer” and “The Survivor” all continue the template established throughout ‘Epitaph’, each song being a prime example of infectious and strident Rock. Opening with a slithering bass line ‘’Bloody Mary’’ is another barn-storming example of fiery riff driven smoulder that shimmies with its Def Leppard like bluster. “Looking For Love’ brings ‘Epitaph’ to a close with might as its mammoth riffs, melodic vocals and solid drumming meld together to create a sing a long anthem in an album that is chock full of them. Like the Eighties all over again and bringing to mind images of cruising down Sunset Boulevard with the wind rustling through one’s hair, the classic Rock conjured forth on ‘Epitaph’ is fun and festive. Asher Locketz ..::TRACK-LIST::.. 1. She's Mean 3:18 2. Thursday's Child 3:57 3. Midday Man 5:47 4. Don't Drink 5:25 5. Sleepwalking 5:06 6. Clapham Wood 7:46 7. Illusion 4:21 8. Let It Roll 4:54 9. Away 4:43 10. Rattlesnake Shakedown 3:32 11. The Dealer 5:16 12. Bloody Mary 4:13 13. Survivor 6:53 14. Looking For Love 2:58 This CD was produced using the original studio master tapes from the Sleepwalking album and additional tracks from the Cherry Jam recording sessions. ..::OBSADA::.. Vocals - Dave Russel Guitar - Chris Harris Lead Guitar - Lawrence Mills Bass Guitar - Eric Puffet Drums - John Fisher https://www.youtube.com/watch?v=_A8jpPOLZ8Q SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-23 19:01:42
Rozmiar: 509.73 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI
..::OPIS::.. Alt-jazzowy kwartet Ziemia powstał w 2019 roku z inicjatywy gitarzysty, Oskara Tomali. Poza nim skład tworzą: Alan Kapołka (perkusja), Mateusz Żydek (trąbka) i Jakub Wosik (kontrabas). Po debiutanckim albumie "Ziemia dniem" (2022) i serii udanych koncertów w kraju oraz w Europie, przyszedł czas na drugą płytę zespołu, na której odważniej eksploruje on obszar żywiołowej improwizacji, nie porzucając jednak kameralnego oblicza swojej muzyki, zarysowanego na debiucie. W rezultacie grupa proponuje niejednorodne, zróżnicowane brzmienie, w którym odnajdą się zarówno miłośnicy jazzowej subtelności i powściągliwości, jak i fani dźwięków o wyrazistej czy nieposkromionej ekspresji. Tak ową ewolucję Ziemi opisuje Oskar Tomala: Po latach grania razem i eksplorowania wspólnej płaszczyzny muzycznego porozumienia, charakter naszego zespołu zaczął zmierzać w bardziej „rozedrgany” klimat. Wydaje mi się również, że będąc świadomymi, co wydarza się na współczesnej, europejskiej scenie jazzowej, to rejony „pomiędzy” miękkością a ostrymi konturami interesują nas najbardziej. Tak, by nie utonąć w chłodzie, ale również pozostać w słońcu i energii, która przecież muzyce jazzowej od zawsze dawała drive. Album "Warming/Melting" został zarejestrowany podczas koncertu grupy w sopockim Teatrze Boto, dzięki czemu zachowuje walor naturalnego, żywiołowego i pełnego swobody grania, w którym słychać i poszukiwania charakterystyczne dla trójmiejskiego yassu, i nieokiełznany element freejazzowego podejścia do muzycznej materii. Dodatkową jakość wnosi tu udział znakomitego saksofonisty i klarnecisty, Irka Wojtczaka, dzięki któremu brzmienie zespołu nabiera odpowiedniej mocy i pozwala Ziemi skręcać w najbardziej nieoczywiste rejony. Próbując zdefiniować muzykę grupy (mimo iż wymyka się ona prostym klasyfikacjom), Tomala nazywa ją jazzem alternatywnym, choć – jak dodaje - finalny kształt naszego brzmienia jest jeszcze daleko poza horyzontem (…) ponieważ wciąż mamy apetyt na eksperymenty. Audio Cave Ta muzyka to prawdziwa przygoda. Żywiołowa, mocna, choć momentami wyciszona, wciągająca, pełna detali. I co ważne, nie brzmi tak, jakby grali ją jazzmani. Oczywiście każdy z nich ukończył studia jazzowe, ale część z nich jest zdecydowanie bardziej związana ze sceną improwizowaną i muzyką współczesną, stąd ich myślenie o muzyce jest nieco inne. 'Warming / Melting' to ich drugi album po „Ziemia dniem”, oba warte polecenia. Mery Zimny (Jazzkultura) ..::TRACK-LIST::.. Recorded 21 April, 2023 at Teatr Boto in Sopot. 1. Warming/Melting 8:16 2. Soil/Concrete/Gliceryne 10:13 3. Teatslez 9:47 4. Nahe 4:28 5. Coda 9:43 6. Update 5:24 7. Douppler 10:55 8. Earthmelon 4:31 ..::OBSADA::.. Oskar Tomala - gitara Alan Kapołka - perkusja Mateusz Żydek - trąbka Jakub Wosik - kontrabas Gość specjalny: Irek Wojtczak - saksofon sopranowy, klarnet basowy https://www.youtube.com/watch?v=Lsv6AJAJpPQ SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-23 18:07:10
Rozmiar: 147.20 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI
..::OPIS::.. Alt-jazzowy kwartet Ziemia powstał w 2019 roku z inicjatywy gitarzysty, Oskara Tomali. Poza nim skład tworzą: Alan Kapołka (perkusja), Mateusz Żydek (trąbka) i Jakub Wosik (kontrabas). Po debiutanckim albumie "Ziemia dniem" (2022) i serii udanych koncertów w kraju oraz w Europie, przyszedł czas na drugą płytę zespołu, na której odważniej eksploruje on obszar żywiołowej improwizacji, nie porzucając jednak kameralnego oblicza swojej muzyki, zarysowanego na debiucie. W rezultacie grupa proponuje niejednorodne, zróżnicowane brzmienie, w którym odnajdą się zarówno miłośnicy jazzowej subtelności i powściągliwości, jak i fani dźwięków o wyrazistej czy nieposkromionej ekspresji. Tak ową ewolucję Ziemi opisuje Oskar Tomala: Po latach grania razem i eksplorowania wspólnej płaszczyzny muzycznego porozumienia, charakter naszego zespołu zaczął zmierzać w bardziej „rozedrgany” klimat. Wydaje mi się również, że będąc świadomymi, co wydarza się na współczesnej, europejskiej scenie jazzowej, to rejony „pomiędzy” miękkością a ostrymi konturami interesują nas najbardziej. Tak, by nie utonąć w chłodzie, ale również pozostać w słońcu i energii, która przecież muzyce jazzowej od zawsze dawała drive. Album "Warming/Melting" został zarejestrowany podczas koncertu grupy w sopockim Teatrze Boto, dzięki czemu zachowuje walor naturalnego, żywiołowego i pełnego swobody grania, w którym słychać i poszukiwania charakterystyczne dla trójmiejskiego yassu, i nieokiełznany element freejazzowego podejścia do muzycznej materii. Dodatkową jakość wnosi tu udział znakomitego saksofonisty i klarnecisty, Irka Wojtczaka, dzięki któremu brzmienie zespołu nabiera odpowiedniej mocy i pozwala Ziemi skręcać w najbardziej nieoczywiste rejony. Próbując zdefiniować muzykę grupy (mimo iż wymyka się ona prostym klasyfikacjom), Tomala nazywa ją jazzem alternatywnym, choć – jak dodaje - finalny kształt naszego brzmienia jest jeszcze daleko poza horyzontem (…) ponieważ wciąż mamy apetyt na eksperymenty. Audio Cave Ta muzyka to prawdziwa przygoda. Żywiołowa, mocna, choć momentami wyciszona, wciągająca, pełna detali. I co ważne, nie brzmi tak, jakby grali ją jazzmani. Oczywiście każdy z nich ukończył studia jazzowe, ale część z nich jest zdecydowanie bardziej związana ze sceną improwizowaną i muzyką współczesną, stąd ich myślenie o muzyce jest nieco inne. 'Warming / Melting' to ich drugi album po „Ziemia dniem”, oba warte polecenia. Mery Zimny (Jazzkultura) ..::TRACK-LIST::.. Recorded 21 April, 2023 at Teatr Boto in Sopot. 1. Warming/Melting 8:16 2. Soil/Concrete/Gliceryne 10:13 3. Teatslez 9:47 4. Nahe 4:28 5. Coda 9:43 6. Update 5:24 7. Douppler 10:55 8. Earthmelon 4:31 ..::OBSADA::.. Oskar Tomala - gitara Alan Kapołka - perkusja Mateusz Żydek - trąbka Jakub Wosik - kontrabas Gość specjalny: Irek Wojtczak - saksofon sopranowy, klarnet basowy https://www.youtube.com/watch?v=Lsv6AJAJpPQ SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-23 18:02:35
Rozmiar: 343.45 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI
..::OPIS::.. Agresywny i paskudny thrash metal według najlepszych wzorców!!! Asphyxia was thrash metal from Verviers, Liège, Belgium formed in 1987 and released 3 demos and one full length album called ‘Exit : Reality’. Asphyxia was Christian Olde Wolbers (Vio Lence , ex Fear Factory) first band he played in. Much sought-after album, eBay prices over 250 euros. Liner notes by Steven Willems (Rock Tribune and Voices From The Darkside). Produced by Andre Gielen (Channel Zero, Enthroned, Celestial Season). Cover artwork by Eric Philippe (Stratovarius, Artillery, Rhapsody of Fire). ..::TRACK-LIST::.. 1. Capital Punishment 5:06 2. Violence First 3:49 3. Slice Of Death 4:05 4. Health For Sale 6:10 5. Paranoia Time 3:42 6. The One Who Minds The Worm 4:07 7. One Big Family 4:33 8. Where Shadows Are Dark 4:05 9. Mr Pain (Bonus Track) 3:15 10. No Thanks 4:32 ..::OBSADA::.. Lead Guitar, Rhythm Guitar - Yves Lead Vocals - Carlos Rhythm Guitar - Leo Drums - Da Bass Guitar - Calo https://www.youtube.com/watch?v=U75kU8D1RGs SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-23 17:37:44
Rozmiar: 105.74 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI
..::OPIS::.. Agresywny i paskudny thrash metal według najlepszych wzorców!!! Asphyxia was thrash metal from Verviers, Liège, Belgium formed in 1987 and released 3 demos and one full length album called ‘Exit : Reality’. Asphyxia was Christian Olde Wolbers (Vio Lence , ex Fear Factory) first band he played in. Much sought-after album, eBay prices over 250 euros. Liner notes by Steven Willems (Rock Tribune and Voices From The Darkside). Produced by Andre Gielen (Channel Zero, Enthroned, Celestial Season). Cover artwork by Eric Philippe (Stratovarius, Artillery, Rhapsody of Fire). ..::TRACK-LIST::.. 1. Capital Punishment 5:06 2. Violence First 3:49 3. Slice Of Death 4:05 4. Health For Sale 6:10 5. Paranoia Time 3:42 6. The One Who Minds The Worm 4:07 7. One Big Family 4:33 8. Where Shadows Are Dark 4:05 9. Mr Pain (Bonus Track) 3:15 10. No Thanks 4:32 ..::OBSADA::.. Lead Guitar, Rhythm Guitar - Yves Lead Vocals - Carlos Rhythm Guitar - Leo Drums - Da Bass Guitar - Calo https://www.youtube.com/watch?v=U75kU8D1RGs SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-23 17:32:48
Rozmiar: 321.61 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI
..::OPIS::.. Jeden z najlepszych albumów koncertowych wszechczasów. Ta trip-hopowa załoga nagrała przepięknie brzmiący album, bez wad! Potężny głos Beth Gibbons, perfekcja i profesjonalizm całego zespołu czynią ten materiał albumem kultowym. FA Powiem szczerze, że trudno mi sobie wyobrazić współczesną muzykę rozrywkową bez Portishead. I żeby osiągnąć taką pozycję wystarczyło im dwie płyty. Wiem, jest trzecia, dla niepoznaki zatytułowana „Third”, ale to już tak na zasadzie, że mistrz przyszedł, pokazał klasę i poszedł sobie dalej, a reszta się dalej meczy z oporną materią. Te dwie pierwsze tak skutecznie zamieszały, że potem nic już nie było takie samo. Portishead nie wymyślili trip-hopu, bo wcześniej był już Tricky, Massive Attack, ale oni go zredefiniowali, a właściwie użyli go jako platformy do tworzenia swojej muzyki. Pamiętam, że wtedy, w 1994 stali się gwiazdami jeżeli nie z dnia na dzień, to z tygodnia na tydzień. To była jesień 1994 roku i nagle w radiu i MTV (to były czasy, kiedy ta stacja nadawała muzykę) zaczęło być pełno „Sour Times”, kawałka, który niesamowicie wyróżniał się spośród innych przebojów. Rytm, który jeszcze wtedy kojarzył się z klubami tanecznymi, ale melodia i wokal zupełnie nie z tej bajki. I Beth Gibbons – na oko nieco niepewna siebie, neurotyczna i wycofana, śpiewająca min. o tym, że tam gdzie mieszka jest tak nudno, że nawet łzy nie chcą płynąć. Mimo tak pesymistycznego podejścia do życia (za teksty odpowiadała Beth Gibbons) zespół odniósł wielki, światowy sukces, który… nie bardzo miał ochotę zdyskontować. Po trzech latach nagrał drugi album, przyjęty równie dobrze, a jeszcze rok później, album koncertowy i zamilkł na dziesięć lat. Ponoć głównie za sprawą wokalistki, którą cały ten zgiełk wokół zespołu po prostu niesamowicie męczył. Ten koncert jest o tyle niecodzienny, że do nagrań zaangażowano orkiestrę. A niecodzienność tej sytuacji polegała nie na tym, że z orkiestrą, tylko, że orkiestra do takiej muzyki. Bo jeśli słucha się „Dummy” i „Portishead” to orkiestrowe aranżacje nie jest nam tak łatwo sobie wyobrazić. Chociaż – smyki, trąby – to się tam przecież zdarzało. Tyle, że zwykle osobno, a tu mamy wszystko razem i do tego dużo więcej. Ale szczerze mówiąc orkiestra wielkiego szału nie robi – zgadza się, wszystko brzmi potężniej, z większym rozmachem, pełniej. W zasadzie jest to jednak tylko akompaniament. Podgrywają to tu, to tam, a bardziej rozpędzili się tylko w „Strangers”. To znaczy, że jest niepotrzebna? Nie, jest potrzebna, bo ta muzyka dzięki temu naprawdę zyskuje, ale można było to wykorzystać lepiej. Jak zwykle w przypadku takich koncertów wiele do oglądania nie ma – zespół na scenie gra. I chyba nawet sami twórcy zdaja sobie z tego sprawę, bo dla urozmaicenia jest trochę przebitek z obrazkami z nowojorskiej ulicy. Prawdę mówiąc, trudno jest wiele więcej wydusić pod względem wizualnym z Portishead. Beth Gibbons na scenie to nie jest żywioł – „przyczepiona” do mikrofonu, czasem z gitarą, a częściej z papierosem. Barrow i Utley też mają poważniejsze rzeczy do roboty niż ganiać po scenie z instrumentami. Ale muzycznie to naprawdę znakomity koncert. Zagrali obie płyty prawie w całości, nie zabrakło żadnego z tych najbardziej znanych utworach, jak „Glory Box”, czy „Sour Times”, entuzjastycznie przyjętych przez publiczność. Która z pewnością wiedziała, czego może się spodziewać i że na pewno nie wielkiego widowiska, tylko przede wszystkim wielkiej muzyki. I dokładnie to dostała. Jakby nie było, czy ta orkiestra mogła zagrać lepiej, czy nie – „Roseland New York” to potęga. Dziewięć gwiazdek z plusem. Kilka danych taktyczno-technicznych – koncert został nagrany w Nowym Jorku 24 lipca 1997 roku, wydany na kasecie VHS rok później, a na DVD w 2002 roku (z różnymi dodatkami). Płyta audio ukazała się w 1998 roku, ale jest krótsza od wersji z obrazkami o około pół godziny, poza tym część utworów pochodzi z innych koncertów. Wojciech Kapała ..::TRACK-LIST::.. Recorded live 24 July 1997, Roseland Ballroom, New York City, New York, United States Intro 0:50 1. Humming 6:12 2. Cowboys 5:05 3. All Mine 4:18 4. Half Day Closing 4:09 5. Over 4:12 6. Only You 5:36 7. Seven Months 4:26 8. Numb 5:38 9. Undenied 4:34 10. Mysterons 5:46 11. Sour Times 4:00 12. Elysium 6:28 13. Glory Box 6:49 14. Roads 5:29 15. Strangers 7:32 16. Western Eyes 2:41 ..::OBSADA::.. Geoff Barrow - decks (all tracks but 6); drums (track 6); musical direction Beth Gibbons - vocals (all tracks) Adrian Utley - Moog (tracks 1, 6); guitar (all tracks but 1); musical direction, orchestral arrangements Additional musicians: John Baggott - keyboards (all tracks) Jim Barr - bass (all tracks) John Cornick - trombone (tracks 1, 3, 5, 11) Dave Ford - trumpet (tracks 1, 3, 11); flugelhorn (track 5) Will Gregory - oboe (track 1); baritone sax (tracks 3, 5, 11) Andy Hague - trumpet (tracks 1, 3, 11); flugelhorn (track 5) Ben Waghorn - alto flute (tracks 1, 5, 11); alto sax (tracks 3, 5, 11) Clive Deamer - drums (all tracks but 1 and 6); percussion (track 6) Andy Smith - decks (track 6) Nick Ingman - conducting (tracks 1–8, 11); orchestral arrangements New York Philharmonic - orchestra (tracks 1–8, 11) https://www.youtube.com/watch?v=qj3QPx089g4 SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 13
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-23 17:09:34
Rozmiar: 7.91 GB
Peerów: 17
Dodał: Fallen_Angel
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- The Cranberries - The Very Best --------------------------------------------------------------------- Artist...............: The Cranberries Album................: The Very Best Genre................: Pop Source...............: CD Year.................: 2005 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.3.1 20141125 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 64 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting --------------------------------------------------------------------- 1. The Cranberries - Linger [04:40] 2. The Cranberries - Pretty [02:22] 3. The Cranberries - Dreams [04:38] 4. The Cranberries - I Still Do [03:22] 5. The Cranberries - Wanted [02:13] 6. The Cranberries - How [02:57] 7. The Cranberries - Zombie [05:13] 8. The Cranberries - Ridiculous Thoughts [04:37] 9. The Cranberries - Ode to My Family [04:36] 10. The Cranberries - Empty [03:32] 11. The Cranberries - Dreaming My Dreams [03:43] 12. The Cranberries - I Can't Be With You [03:12] 13. The Cranberries - Salvation [02:28] 14. The Cranberries - When You're Gone [05:03] 15. The Cranberries - Free To Decide [04:30] 16. The Cranberries - Joe [03:26] 17. The Cranberries - Hollywood [05:13] 18. The Cranberries - Electric Blue [04:54] 19. The Cranberries - I Just Shot John Lennon [02:43] Playing Time.........: 01:13:33 Total Size...........: 478,48 MB
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-23 13:06:31
Rozmiar: 483.11 MB
Peerów: 0
Dodał: rajkad
Opis
..::INFO::..
--------------------------------------------------------------------- Sinead O'Connor - All The Best (2 CD) --------------------------------------------------------------------- Artist...............: Sinead O'Connor Album................: All The Best Genre................: Rock Source...............: CD Year.................: 2012 Ripper...............: EAC (Secure mode) & Lite-On iHAS124 Codec................: Free Lossless Audio Codec (FLAC) Version..............: reference libFLAC 1.5.0 20250211 Quality..............: Lossless, (avg. compression: 61 %) Channels.............: Stereo / 44100 HZ / 16 Bit Tags.................: VorbisComment Information..........: EMI Included.............: NFO, M3U, CUE Covers...............: Front Back CD --------------------------------------------------------------------- Tracklisting CD 1 --------------------------------------------------------------------- 1. Sinead O'Connor - Jackie [02:30] 2. Sinead O'Connor - Mandinka [03:47] 3. Sinead O'Connor - Jerusalem [04:17] 4. Sinead O'Connor - Just Like U Said It Would B [04:31] 5. Sinead O'Connor - Never Get Old [04:33] 6. Sinead O'Connor - Troy [06:33] 7. Sinead O'Connor - I Want Your (Hands On Me) [04:39] 8. Sinead O'Connor - Drink Before The War [05:23] 9. Sinead O'Connor - Just Call Me Joe [05:53] 10. Sinead O'Connor - Feels So Different [06:46] 11. Sinead O'Connor - I Am Stretched On Your Grave [05:33] 12. Sinead O'Connor - Three Babies [04:42] 13. Sinead O'Connor - The Emperor's New Clothes [05:17] 14. Sinead O'Connor - Black Boys On Mopeds [03:51] 15. Sinead O'Connor - I Do Not Want What I Haven't Got [05:44] Playing Time.........: 01:14:06 Total Size...........: 453,17 MB --------------------------------------------------------------------- Tracklisting CD 2 --------------------------------------------------------------------- 1. Sinead O'Connor - Nothing Compares 2 U [05:10] 2. Sinead O'Connor - Jump In The River [04:11] 3. Sinead O'Connor - You Cause As Much Sorrow [05:02] 4. Sinead O'Connor - The Last Day Of Our Acquaintance [04:41] 5. Sinead O'Connor - Why Don't You Do Right [02:30] 6. Sinead O'Connor - Bewitched, Bothered And Bewildred [06:15] 7. Sinead O'Connor - Secret Love [02:56] 8. Sinead O'Connor - Black Coffee [03:20] 9. Sinead O'Connor - Success Has Made A Failure Of Our Home[04:28] 10. Sinead O'Connor - Don't Cry For Me Argentina [05:35] 11. Sinead O'Connor - I Want To Be Loved By You [02:45] 12. Sinead O'Connor - Gloomy Sunday [03:54] 13. Sinead O'Connor - Love Letters [03:06] 14. Sinead O'Connor - How Insensitive [03:26] 15. Sinead O'Connor - Scarlet Ribbons [04:11] Playing Time.........: 01:01:38 Total Size...........: 359,10 MB
Seedów: 33
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-04-23 11:46:00
Rozmiar: 900.08 MB
Peerów: 8
Dodał: rajkad
1 - 30 | 31 - 60 | 61 - 90 | ... | 7771 - 7800 | 7801 - 7830 | 7831 - 7860 | 7861 - 7890 | 7891 - 7920 | ... | 25981 - 26010 | 26011 - 26040 | 26041 - 26044 |
|||||||||||||