|
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::..
Rozmawiając jakiś czas temu z pokrewną duszą, doszliśmy do wniosku, że sygnowanie sztuki własnym nazwiskiem to odważny krok – pozbywasz się kryjówki, jaką czasami bywa pseudonim. Moje poprzednie płyty: EP „mono3some“ i dwa albumy „8“ (Polskie Radio) i „duality“ (Kayax) owszem – sygnowałem własnym nazwiskiem - jednak traktowałem Grabka jak kogoś mi obcego: Grabek nominowany do Fryderyka, Grabek zagra na Open‘er Festival, Grabek pojawi się podczas Męskiego Grania, Grabek wystąpi jako support Olafura Arnaldsa, Grabek zagra u Kuby Wojewódzkiego, Grabek to, Grabek tamto...
Z wydaniem trzeciej płyty nadszedł czas, abym zaczął mówić o Grabku w pierwszej osobie. „Day One“ to płyta z najbardziej osobistą muzyką, jaką w życiu napisałem; to opowieść - praktycznie bez słów - o bardzo konkretnie umiejscowionych w czasie narodzinach; opowieść o początkach nowego – bolesnych, pięknych, czasami trywialnych, czasem chaotycznych. Czy chcę tą płytą odciąć się od mojej muzycznej przeszłości? Nie wiem. Chyba nie mam jednoznacznej odpowiedzi.
Wiedzcie jedno: wraz z „Day One“ daję Wam nie „Grabka“ lecz siebie – bez trzeciej osoby, bez aury tajemniczości, bez całej tej niepotrzebnej otoczki. To będę ja i mój „Dzień Pierwszy“.
---
Ile znacie spektakularnych wolt stylistycznych? Skrillexa, który zaczynał jako wokalista zespołu post-hardcore'owego, by zostać ikoną mainstreamowego, elektronicznego grania? Talk Talk, które rozpoczynało od grania new romantic w duchu Duran Duran, by skończyć na stworzeniu nowego gatunku muzycznego, określanego dzisiaj mianem post-rocka? Wojtek Grabek nie jest co prawda w swojej przemianie rewolucyjny, ale jeżeli porównamy jego najnowszy album z poprzednim dokonaniem, trudno uwierzyć, że mamy do czynienia z tym samym artystą.
Być może dlatego "Day One" wyszło już bez wsparcia rozpoznawalnego labelu. Oczywiście, pewne elementy jego aktualnego wcielenia można było już dostrzec na poprzednich krążkach, ale nigdy nie były one wysunięte tak na przód. Ba, jeżeli najnowszy album miałby wyjść pod innym aliasem, nikt nie powinien się w zasadzie dziwić. Dobrze, ale o co w zasadzie chodzi? O co tyle hałasu i czym aż tak zaskoczył Grabek na "Day One"?
Jeżeli znaliście poprzednie dokonania muzyka, "8" i "Duality", z pewnością utożsamiacie go z fuzją nieco depechowego synth-popu z elementami industrialnego techno, a wszystko to z mocnym naciskiem na rytmikę. Jasne, zdarzały się również inne tropy, jak hinduskie drony z tanpury w "Wake Up", ale fundament był nieustannie ten sam. Od czasu do czasu Wojtek postanawiał ujawnić swoje profesjonalne wykształcenie muzyczne, stąd w "Traces Awake", "Transfuzji", "And We Fall" oraz "Shine" mogliśmy usłyszeć, jak muzyk gra na skrzypcach. Nikt nie spodziewał się jednak, że 6 lat po ostatniej płycie Grabek nagra album, na którym to właśnie ten organiczny element będzie kluczowy.
"Day One" trudno bowiem uznać za muzykę elektroniczną, jak bez problemu można było metkować poprzednie dokonania Wojtka. To pozycja zdecydowanie bliższa minimalizmowi w duchu muzyki post-klasycznej. Jeżeli znacie więc dokonania Keitha Kenniffa czy - szczególnie - Maxa Richtera oraz Ólafura Arnaldsa, poczujecie się jak w domu. Tu także elektronika ma swój udział, ale jest zaledwie dodatkiem do dźwięków smyczków i fortepianu. Nie zdradza może tego jeszcze rozpoczynające album "Dawn", które po skrzypcowym intro zalewa nas falą syntezatorów. Z innej strony, ujawnia zupełną zmianę podejścia do kompozycji. Zniknęła gdzieś wyrazistość rytmiki, ulegając budowaniu nastroju z podkreśleniem ambientowych plam dźwiękowych.
Mocniej to zresztą słychać w chłodnawym, wręcz skandynawskim "Gravity", w którym - po zestawieniu fortepianu oraz skrzypiec - do całości wkrada się mocna, pulsująca warstwa ambientowa, nadająca kompozycji ciepła. Jednak im bardziej utwór brnie do przodu, tym więcej pojawia się w nim elementów rytmicznych (a nawet samplowanie własnoręcznie nagranych partii!). W końcu rzuca słuchacza w wir glitchujących perkusjonalii, o które można posądzić prędzej islandzkie múm.
Grabek na "Day One" ujawnia się przede wszystkim jako mistrz budowania atmosfery. "Rain" to pewnie zagrana, ale rozdygotana, intymna, wręcz introspektywno-melancholijna kompozycja, w której przechodzącym płynnie z pierwszego planu do ambientowego tła smyczkom towarzyszą wygrywane z wolna akordy. I chociaż numer sam w sobie - jak przystało na minimalizm - nie jest zbyt wirtuozerski od strony kompozycyjnej, to wręcz kipi emocjami.
Co dalej? "Earth" z tym lekko niestrojącym fortepianem rozpoczyna rzecz niby Goldmundową w klimacie, ale wychodząca z czasem mocna podbudowa basowa wraz z nawałnicą perkusyjnej stopy sytuuje utwór najbliżej dawnych dokonań Grabka. Pulsacyjny "Wave" zaczyna się niepozornie, by w końcu ujawnić się jako najbardziej niepokojąca pozycja z całej płyty. Z kolei "Dusk" w tę przepełnioną smutkiem płytę wlewa ciepły optymizm w swetrze z gatunku tych spoglądających wczesnym porankiem na norweskie fiordy.
Trudno znaleźć wyraźne wady "Day One". Nawet "Hide", które teoretycznie powinno burzyć spójność i wybijać z klimatu, wszak to jedyny utwór z wokalem, ostatecznie okazuje się niesamowicie przyjemnym doznaniem, który doskonale uzupełnia krążek. Z jednej strony dobrym posunięciem byłoby rzucenie utworu na ostatnią pozycję, z drugiej - to właśnie "Dusk" okazuje się tym wytchnieniem, które potrzebne jest po tak emocjonalnych kompozycjach.
Bez problemu da się więc zrozumieć Wojtka Grabka, który mówi, że wcześniej traktował swoją artystyczną personę jako kogoś obcego, a "Day One" jest pierwszym prawdziwie osobistym albumem w jego karierze. Ciężar spoczywających tu emocji pozwala zrozumieć, dlaczego artysta kazał czekać na swoje nowe dzieło sześć lat. Oddał nam pozycję niełatwą, ale niewątpliwie tak bogacąca, że wręcz pokazał przy tym, iż warto być cierpliwym. Nie przegapcie tej płyty!
Rafał Samborski
Some time ago I had an interesting conversation with my artistic soulmate and we came to the conclusion that branding your art with your very own name takes a good deal of courage - you inadvertently get rid of the hideout that is often granted by a pseudonym. In fact, with my previous albums, the EP 'mono3some' and then the two LP's '8’ [released by Polish Radio] and 'duality’ [released by Kayax] I did sign with my own name but I kept Grabek at a distance from my personal self.
With the release of my third album it's time for me to start talking about Grabek in the first person. 'Day One' is an album with the most personal music I've ever created; it's a practically wordless story about a birth specifically defined in space and time; it's a story about a new, painful, beautiful, sometimes trivial and sometimes chaotic beginning. Do I want to let go of my musical past with this album? Hard to say. I don't think I have a straightforward answer.
..::TRACK-LIST::..
1. Dawn 07:58
2. Gravity 05:48
3. Rain 04:36
4. Hide 05:43
5. Earth 05:48
6. Heat 04:54
7. Run 03:18
8. Wave 03:40
9. Dusk 03:11
..::OBSADA::..
Mixed By, Mastered By, Producer, Lyrics By, Music By, Lead Vocals, Violin - Grabek
https://www.youtube.com/watch?v=tCL94PQX8mw
SEED 15:00-22:00.
POLECAM!!!
|