Best-Torrents.com




Discord
Muzyka / Metal
SZNUR - CWEL (2026) [WMA] [FALLEN ANGEL]


Dodał: Fallen_Angel
Data dodania:
2026-10-17 17:21:51
Rozmiar: 299.00 MB
Ostat. aktualizacja:
2026-10-17 17:21:51
Seedów: 0
Peerów: 0


Komentarze: 0

...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...


..::OPIS::..

Bardzo obawiałem się piątej płyty wałbrzyskiego Sznura. Głównie dlatego, że chłopaki, zwłaszcza na poprzedniej płycie, zaczęli poniekąd popadać w pewnego rodzaju schemat, tudzież powtarzalność. Obawami tymi podzieliłem się zresztą z wydawcą, który powiedział mi jedno. „Posłuchaj, a zobaczysz”. Też mi odkrycie. Jednak w tym przypadku, już po jednorazowej konsumpcji „Cwela”, wiedziałem, co człowiek miał na myśli. Nie, nie to, że muzyka Sznura uległa jakimś drastycznym przepoczwarzeniom. To nadal, w głównej mierze, ten sam, miejski black metal, ze swoim charakterystycznym obliczem. Wykreowanym, nie odtworzonym, czyniącym Sznura zespołem oryginalnym i rozpoznawalnym. Co zatem na „Cwelu” jest nowego, a co pozostało niezmienne? Zacznijmy od drugiej części pytania. Nadal jest to muzyka oparta na skandynawskim black metalu z lat dziewięćdziesiątych. Wciąż jest zdecydowanie niestandardowa, wystawiająca środkowy palec współczesnej scenie, zwłaszcza tej „prawdziwej”. Maniera wokalna także pozostała niezmienna, bo słowa wypluwane są tu w identyczny sposób jak w piosenkach dotychczas poznanych. Także same teksty, nawiązujące do doświadczeń ZerO z wszechogarniającą patologią. Co się zmieniło? Przede wszystkim „Cwel” jest krążkiem jeszcze bardziej skocznym i tanecznym. Oczywiście mówimy tu o standardach nie wymykających się drugiej fali, podkreślam, black metalu. Gdybym miał być bezczelnie prostolinijny, to powiedziałbym, że nowe nagrania zespołu są taką wariacją na temat późniejszego Satyricon, bo odwołań do twórczości Satyra słyszę tutaj na potęgę. Oczywiście nie są to patenty powielane metodą dźwiękonaśladownictwa, ale jednak słyszalne. Poza tym, Sznur jakby więcej wlał w swoje utwory, co się poniekąd łączy z poprzednim porównaniem, nawiązań do tradycyjnego thrash metalu. Niektóre riffy, gdyby tylko obedrzeć je z północnego brzmienia, mogłyby być synami filarów rzeczonego gatunku z lat osiemdziesiątych. No i jeszcze jedna rzecz. Mianowicie, zdaje mi się, że Sznur albo celowo, albo naturalnie, mają coraz bardziej wyjebane na ogólno-przyjęte standardy. I chyba każdy, kto posłucha „Cwela” będzie wiedział o co mi chodzi. No chuj, muszę zjeby dotyczące zespołu (które już sobie w głowie pomalutku układałem) odłożyć na następny album, bo tego materiału skrytykować nie potrafię. Sznury dały radę, i to mocno, bo „Cwel” jest na pewno lepszym krążkiem niż „Ludzina”. I chyba to styknie za podsumowanie.

jesusatan


Zespół SZNUR powrócił z szóstym pełnowymiarowym albumem, zatytułowanym ,,Cwel”, który ukazał się 17 kwietnia 2026 roku nakładem wytwórni Godz ov War Productions. Już sam tytuł, przynajmniej w moim odczuciu, jasno sygnalizuje, że nie będzie tu miejsca na półśrodki, ozdobne metafory ani komfortowy odbiór, co paradoksalnie mnie cieszy.
Album otwiera „Stoję i patrzę jak ją gwałcą” i od razu mam wrażenie, że ktoś mi zamyka drzwi od środka. Ten numer jest dla mnie długi, duszny i ewidentnie nastawiony na przytłoczenie. Słyszę powolne, ociężałe tempo i masywny riff osadzony nisko, który w moim odczuciu oblepia mnie jak smoła. Odbieram brzmienie gitar jako gruzłowate i chropowate. Ja słyszę, że perkusja nie goni dla sportu. Ona, według mnie, celowo buduje napięcie i nie daje mi ulgi. Mam wrażenie, że w produkcji nie ma zasłon. Wokal brzmi naturalnie, surowo, bez upiększeń, bez „ratowania” klimatu efektami. Dla mnie to otwarcie jest brutalne, niewygodne i ustawia całą płytę w trybie dusznej presji. Czystego szaleństwa, którego mi brakowało. Krzyczę siłą całego gardła: Tańczą małpy na ulicach …”.
Kiedy wchodzą „Trociny”, czuję więcej sonicznego dyskomfortu. Mam wrażenie, że wszystko zaczyna drgać szybciej, ale nadal zostaję zamknięty w klaustrofobii. Ja słyszę, że perkusja jest bardziej niespokojna, a riffy dostają ostrzejszej krawędzi. Istna rzeźnia! Chaos i rozkład wszędzie! Solówka gitarowa zapada w pamięć jak zabójczy tasak!
Tytułowy „Cwel” daje mi prosty sierpowy w oba policzki. Riff prosty, nośny, niemal punkowo toporny, a rytmika działa mi na ciało jak młot. Ja mam wrażenie, że brzmienie jest ciasne, suche i duszne. Uważam, że to działa dokładnie na korzyść przekazu. Wokal to jawny atak. Agresja i pogarda lecą prosto we mnie, bez miejsca na wygodne „dopowiem sobie metaforę”. Dla mnie to jest numer, który ma ranić i robi to autentycznie.
„Człowiek wiadro” sprawia, że się dławię. Dla mnie to jeden z najcięższych fragmentów tej płyty. Kluczem jest wolny, miażdżący riff i lepko smolistą atmosferę, która nie daje mi oddechu. Bas jest tu wyraźniejszy i w moim odczuciu buduje fundament całej konstrukcji. Słyszę perkusję prowadzoną niemal funeralnym krokiem, jakby ktoś odmierzał czas do końca. Mam wrażenie, że produkcja robi tu coś celowego, zamiast otworzyć przestrzeń, ona ją zagęszcza i dociska. Ja natomiast znowu ryczę: Sam bez siebie przeciw temu co zostało z innych.”.
W „To co nie wypłynęło” moje uszy dostają trochę powietrza między dźwiękami, ale ja od razu czuję, że to nie jest ulga. Słyszę nadal surowość, tylko podaną inaczej. Dłuższe wybrzmienia gitar i pauzy między frazami sprawiają, że muzyka jednocześnie oddycha i dusi. Dla mnie to jest klaustrofobiczne emocjonalnie mniej „na twarz”, bardziej „do środka”. Jeszcze ta plugawa deklamacja. Cudo!
„Moje siki” to powrót do formy gwałtownej i niemal chaotycznej. Jest przyspieszenie, krótsze i ostrzejsze cięcia riffów. znowu czuję, że brud, nerwowość i gniew dominują tutaj bez reszty. Zostaję przerzuty, strawiony i wydalony. Mimo to krzyczę:,, Moje siki - Moja micha - Moja flaga - Moja ziemia.”.
„Wysiadaj”, to ponowne uderzenia w twarz. Riff, perkusja i wokal wchodzą praktycznie jednocześnie, bez wstępów, bez budowania komfortu. Moje uszy odbierają surowe brzmienie jako dodatkowy mnożnik złości i frustracji to jest numer krótki, ale w mojej głowie zostaje jak szybki cios.
Na koniec „Outro” które nie daje ukojenia. Mam raczej wrażenie, że to epilog, który zostawia mnie w zawieszeniu. Kończę odsłuch z psychicznym zmęczeniem, jak po długiej rozmowie, której wcale nie chciałem prowadzić, ale musiałem jej wysłuchać do końca. Odczucie to akurat jest paradoksalnie pozytywne, bo zamierzone.
,,Cwel” jest dla mnie albumem bezwzględnym, dusznym i skrajnie niewygodnym, ale ja właśnie w tym widzę jego siłę. Ja słyszę surowość produkcji i ja czuję, że nic tu nie jest wygładzone pod moje potrzeby. Niekomfortowy urynowo-morderczo-małpi black metal, który w swoim założeniu ma kaleczyć, bić i wydalać swoimi dźwiękami. Tu nie ma miejsca na półtony. Dla mnie to płyta konsekwentna, odpychająca w zamierzeniu i świadoma swojej formy. SZNUR wraca w bardzo mocnym stylu. Moim zdaniem okładka to jeden z najmocniejszych kandydatów do wyróżnień w 2026 roku. Muzyczno-liryczno-wizualne dzieło, do którego będę wracał.

Kacper „Relevart” Sikora


Sznur. Kochasz ich lub nienawidzisz. Hajpujesz lub udajesz, że nie istnieją. Na pewno nie pozostajesz obojętny. Jesteś fanem albo cwelem. Ups. Powiedziałem to.

Dobra, faktem stała się nowa płyta Wałbrzyszan. Przyznam, że lubiłem ten zespół najpierw umiarkowanie, a potem coraz bardziej. Zawsze śmiałem się z ludzi, którzy pisali, że to taki miejski black metal. Cóż, niektórzy nigdy nie wyciągną uszu z dupy – kto nie słyszał typowej norweskiej (lub skandynawskiej po prostu) black metalowej sceny na „Dom Człowieka” czy „Ludzinie” ten winien zacząć przygodę z black metalem od początku, bo coś po drodze spierdolił. Natomiast „Cwel” to trochę inna jazda, moi mili.

Już nawet nie mówię o okładce. Od razu powiem – nie mój vibe. „Ludzina” (szczególnie wydanie z tacuszką) sprawiała, że zbierało mi się na wymioty. Tutaj jest tak o – ktoś mógłby pomyśleć, że to po prostu ładniejsza okładka Gutalaxa. Ja bym zostawił po prostu samo wiadro na front coverze i znów by mi się zbierało na pawia. Ale poszliśmy w gówniane kosmosy…

Dobra, potem przechodzimy do tekstów. Bez zmian. Jeśli zagłębilibyście się po części w cytaty z tych kawałków, gwarantuję wzdrygnięcie obrzydzenia. Czyli bez zmian. Sznur epatuje patologicznym turpizmem dnia codziennego. Tego oczekiwałem. Paskudnego ryja sąsiadki, obsranych dzieci, zarzyganego sąsiada w krzakach pod blokiem, biedy, nędzy i upodlenia. Sznur w swoim (nie)żywiole.

Natomiast zmiany zaszły na płaszczyźnie muzycznej. Ten czarny black metal nabiera… może nie rumieńców, ale – stężenia pośmiertnego o dziwnych kształtach. Przecież taki numer jak „Cwel” właśnie… tam nie ma już tak do końca melodii, czujemy gdzieś na plecach gruziński oddech (gitary a’la przygody pana Michała vibe on) – and I think its beutiful. Ale też i kolejny kawałek zatytułowany „Człowiek Wiadro” – nie wiem, kto gdzie pisał teksty, ale czuję tu tego samego kolesia. Może się mylę, a może nie. Dla Was ważne jest to, że Sznur nie jebnął się na ciepłej zaszczanej kanapie, gdzie mu dobrze, tylko jednak cały czas sprawdza, gdzie ohyda przetnie się z jakimś novum na tyle, by dalej można było powiedzieć „to jest Sznur”. Albo taki kawałek „Moje siki”, gdzie mamy totalnie thrash metalowe łamańce a potem niemal heavy metalowe riffowanie (o to nie wiem już sam, kogo obwiniać) – wcześniej tego się nie słyszało w tym Sznuru. Czy to zmiana na plus czy na minus? Sam nie wiem – fajnie, że jest, ale jak jej nie było to też nikt nie narzekał. Bo spora część „Cwela” to nadal black metal, do jakiego nas przyzwyczajono, więc na dwoje babka wróżyła co to z tym Sznurem będzie.

Mi ten album przypasował, choć od razu podkreślę, że nie jest on moją ulubionym. Może się to zmieni z czasem. Poziom odrazy jest tu utrzymany, natomiast wydaje mi się, że sięgnięto po więcej środków by to sprawić niż dotychczas. A to może być plus i minus zarówno. Twoja decyzja.

Oracle


Od wydawniczego debiutu Sznura (rok 2018, jeszcze jako jednoosobowy projekt Setha) formacja ta systematycznie rośnie w oczach – stopniowo zwiększa się liczba jej członków, popularność oraz liczba wyplutych na świat płyt. Rosła też jakość tych ostatnich, czego kulminacją była wypuszczona trzy lata temu Ludzina – sznurowe opus magnum. Poprzeczkę panowie zawiesili sobie wysoko, a dołączenie do lineupu znanego głównie z Gruzji Limbo wysyłało w świat jasny sygnał – zespół nie zamierza spoczywać na laurach. Patrząc przez pryzmat Cwela, może jednak lepiej było choć na chwilę na nich spocząć? Choć zespół wypracował sobie już swój rozpoznawalny styl, to jednak kiepski singiel promujący ich nową płytę wzbudził we mnie obawy co do wyczerpywania się tej mocno eksploatowanej przez Sznur formuły. Całość krążka jedynie wzmocniła to wrażenie.

Na to, że pełne obleśnych obrazów, ziejące wszechobecnym ohydztwem i plugastwem teksty za czwartym razem nie budzą już większych emocji, machnąłem ręką już na Ludzinie, bo tamten krążek był fantastyczny w warstwie instrumentalnej i kompozycyjnej. Cwel jest pod tym względem o wiele słabszy, to bardziej płyta momentów – a te i tak nie są bardzo liczne. Najmocniej wypadają dwa pierwsze numery, bronią się riffami i odpowiednią dawką przebojowości – są po prostu chwytliwe i jeśli coś miałoby zagościć w koncertowych setlistach zespołu na dłużej, to właśnie albo Trociny, albo Stoję i patrzę jak ją gwałcą. Od utworu tytułowego aż do końca ma miejsce mocny zjazd, z którego wychwyciłem jedynie kilka lepszych fragmentów – konkretnie Człowiek wiadro i To co nie wypłynęło mają dobre końcówki. Cała reszta płyty niestety mnie nie powaliła, choć to na pewno solidne granie, które wierni fani tego pokręconego składu łykną bez popity. Bardzo podobał mi się jednak ten hiciarski Sznur, i choć panowie nadal próbują grać w ten sposób, to na Cwelu mocno brakuje mi właśnie totalnych bangerów, dla których będę miał ochotę wrzucić CD w odtwarzacz.

Zamiast tego dostaliśmy porcję przyzwoitych blackowych kawałków, która wyleciała z mojej głowy tak szybko, jak w nią wleciała. Prawdopodobnie uznałbym to za wystarczające mi w przypadku debiutantów, ale w przypadku tego składu to trochę za mało. No bo co to za Sznur, skoro nie ma na czym zawiesić ucha?

Łukasz W.



..::TRACK-LIST::..

1. Stoję i patrzę jak ją gwałcą 07:47
2. Trociny 04:04
3. Cwel 05:23
4. Człowiek wiadro 06:31
5. To co nie wypłynęło 05:00
6. Moje siki 05:05
7. Wysiadaj 03:52
8. Outro 01:14



..::OBSADA::..

Limbo - Guitars
Seth - Drums Programming, Guitars, Vocals
Zer0 - Vocals
Faja - Bass
Psyho - Drums



https://www.youtube.com/watch?v=i8CTAOOT5x4


SEED 15:00-22:00.
POLECAM!!!

Komentarze są widoczne tylko dla osób zalogowanych!

Żaden z plików nie znajduje się na serwerze. Torrenty są własnością użytkowników. Administrator serwisu nie może ponieść konsekwencji za to co użytkownicy wstawiają, lub za to co czynią na stronie. Nie możesz używać tego serwisu do rozpowszechniania lub ściągania materiałów do których nie masz odpowiednich praw lub licencji. Użytkownicy odpowiedzialni są za przestrzeganie tych zasad.

Copyright © 2026 Best-Torrents.com