|
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::..
Raz na kilka lat trafiają się albumy-molochy, rozpasane dzieła budzące z jednej strony niechęć swoim przepychem, intensywnością i rozmiarem, a z drugiej strony respekt, szacunek i podziw, za sprawą tego samego. Albumy to niełatwe, często budzące skrajne emocje. By nie szukać daleko wystarczy wspomnieć relatywnie niedawno wydany „Vitriseptome”, czy odrobinę dawniej „Lunaterial”. Albumy to na tyle rozpoznawalne, że nazw artystów przytaczać chyba nie muszę. Do tego grona śmiało należy dopisać najnowszy, drugi już album Brytoli z Cryptic Shift. Wydany przed sześcioma laty „Visitations From Enceladus” już wtedy pokazywał, że Ci goście nie boją się długich form, nie boją się klasycznego thrashu (który nota bene jest chyba najbardziej wyeksploatowanym gatunkiem muzycznym na Ziemi) i nie boją się kombinować. Ale kto by się spodziewał, że za sprawą „Overspace & Supertime” wpierdolą się z buciorami na salony i dopierdolą 80 minut muzyki zamkniętej w pięciu kompozycjach, z których najdłuższa trwa blisko pół godziny. Grunt na jaki Angole wkroczyli to ruchome piaski, bagno, które może pogrzebać artystę szybciej niż sam się tego spodziewa, obnażyć wszelkie słabości nagrania i rozdmuchać je do gargantuicznych rozmiarów. Jako przykład przytoczę ostatni materiał Blood Incantation – album przyjemny, a właściwie nawet dobry, w którym schematyczny przeplataniec elektroniki Tangerine Dream z metalem śmierci z każdą minutą zaskakiwał i wciągał mniej niż bardziej. „Overspace & Supertime” to płyta metalowa z krwi i kości, na której inspiracje rockiem progresywnym lat 70. są rzeczywiście inspiracjami a nie kalkomanią lub imitacją. Crimsonowy surrealizm i hammillowa narracja są tutaj jedynie punktem wyjścia do muzycznej uczty, na której królują thrash i death metal. Schuldinerowa dyscyplina aranżacyjna i wykonawcza, voivodowy kosmos, nocturnusowy, nieco infantylny, ale i pierwotny animusz i vektorowe tempo – muzyko Cryptic Shift udało się to wszystko uchwycić, zrozumieć, zaadaptować i przetrawić na swoje. „Overspace & Supertime” to album kurewsko intensywny, bezkresnie pomysłowy, aranżacyjnie napuszony jak paw, a przy tym metalowy do szpiku kości. O ile pierwsze odsłuchy poddawały we mnie w wątpliwość sens pisania tak długich kawałków, tak każdy kolejny odsłuch otwierał przede mną kolejną małą furtkę do zrozumienia i celowości kolejnych zabiegów. Pewnie wiele furtek na tym albumie jeszcze przede mną do otwarcia, ale teraz niezmiernie się ciesze z tego, że ten album jest jaki jest. A jest on po prostu jak prawdziwa, muzyczne czarna dziura, która umie bawić i cieszyć się konwencją jednocześnie będąc bardzo muzyczną, stawiającą przed słuchaczem nie tylko ogromne wyzwanie, ale oferując w zamian naprawdę kupę radochy. Panowie z Cryptic Shift w żadnym momencie nie puszą się muzycznie, nie epatują niekończącymi się popisami instrumentalnymi, nie bujają w obłokach i nie próbują naginać tego swojego muzycznego świata, aby był bardziej „true”, bardziej poważny, ambitny. Wręcz przeciwnie – z tych dźwięków płynie niekłamana radość i szacunek dla metalowej tradycji przełomu lat 80. i 90. Ci goście bardzo często na tym materiale stąpają twardo po ziemi, operując niejednokrotnie graniem, które już kiedyś słyszeliśmy, ale robią to z taką klasą jakby sami cieszyli się, że mogą oddawać hołd temu, na czym się wychowali. Ta płyta jest wspaniała, ta płyta jest fascynująca, ta płyta jest na swój sposób piękna, na swój sposób sentymentalna, zupełnie jakby Ci goście znaleźli nagle w szafie swojego ukochanego misia z dzieciństwa i postawili go w roli szefa pośród wszelkich nowszych zabawek. Takie jest właśnie „Overspace & Supertime” - przepastne i ponadczasowe. Jestem święcie przekonany, że za bardzo niedługo będziemy mówili o tym albumie w kategorii klasyki i stawiali go obok dokonań Voivod, Death, Atheist i kilku innych ambitnych i wartościowych artystów z kręgu bardziej technicznego grania. Płyta z gatunku „tak się teraz nie gra”, płyta z gatunku tych wybitnych, których można nie kochać, można nie rozumieć, ale nie wypada nie usłyszeć. Tak, jest to płyta, którą koniecznie trzeba mieć w kolekcji, nawet jeśli, kiedy kurz i emocje opadną, będzie się jej słuchało rzadko. Ale jak już wjedzie na odtwarzacz, to świat wkoło będzie mógł nie istnieć.
Harlequin
Pierwszy album Brytyjczyków narobił sporego zamieszania w kręgach wielbicieli technicznego thrash/death jako materiał doskonale zagrany, cechujący się niepowtarzalnym kosmicznym klimatem, a w swej złożoności niemal wizjonerski. Cóż… dobra to była płyta, taka nawet ambitna (choć w oczywistych miejscach zalatywało od niej przerostem formy nad treścią) i do posłuchania, ale stanowczo zbyt przehajpowana. W każdym razie ja nie doszukałem się na „Visitations From Enceladus” tego, co u innych wywoływało tyle podniety. Enyłej, jadąc na tym hajpie, Cryptic Shift załapali się na kontrakt z Metal Blade i to właśnie dla nich po przydługiej przerwie nagrali Overspace & Supertime, materiał również przehajpowany…
W ciągu sześciu lat, jakie upłynęły od wydania debiutu, zespół na pewno okrzepł, dojrzał, rozwinął się pod względem technicznym (co się tyczy szczególnie perkusisty – nadgonił dystans, który dzielił go od kolegów) i poczynił wyraźne postępy w sferze zarządzania klimatem i budowy kompozycji. Ponadto Cryptic Shift nabrali jeszcze większych ambicji, by stworzyć coś epickiego, spektakularnego, coś, o czym się będzie mówić i co zostanie zapamiętane na długo. W rezultacie Overspace & Supertime to pięć szalenie rozbudowanych utworów o ogromnej rozpiętości stylistycznej zamkniętych w niespełna… 80 minutach. Przyswojenie tak kolosalnej dawki dość skomplikowanej, acz niepozbawionej chwytliwości muzyki wymaga od słuchacza niezwykłego skupienia, samozaparcia, a w pewnych fragmentach także cierpliwości. Bez tego można łatwo stracić wątek i szybko się zniechęcić, a to już byłby błąd, bo Overspace & Supertime ma naprawdę dużo do zaoferowania.
Rozwijając styl, Cryptic Shift uczynili go bardziej elastycznym, co z kolei pozwoliło im na w miarę swobodne przeskoki między skrajnościami – od efektownego technicznego death metalu (takiego bez udziwnień i przesadnej nowoczesności – w typie Revocation), przez agresywny progresywny thrash (dobrym punktem odniesienia będzie późny Vektor), po finezyjne zagrywki kojarzone z jazzem i fusion. Warto przy tym dodać, że nieco surowa estetyka debiutu ustąpiła miejsca wysublimowanym, choć niekoniecznie przystępniejszym formom. Z jednej strony muzyka została wygładzona i więcej w niej przestrzeni, z drugiej zaś odznacza się mocniejszym pierdolnięciem niż ta z „Visitations From Enceladus”.
Jeśli chodzi o największy wyróżnik Cryptic Shift, absurdalnie długie (10, 20 i 30 minut) kompozycje, to na tym polu zespół również dokonał pewnych postępów, choć nie na tyle dużych, żeby mnie w pełni do tego pomysłu przekonać. Na pewno Brytyjczycy na Overspace & Supertime sprawniej poradzili sobie z dopasowaniem poszczególnych części, dopilnowali wewnętrznej spójności i ograniczyli jałowe wypełniacze, ale to wciąż sztuka dla sztuki, bo takie kolosy niczemu — poza imersją nic innego nie przychodzi mi do głowy — nie służą. Bez problemu można było wyodrębnić z nich zamknięte sekcje, zwykle około 5-minutowe, które jako samodzielne utwory sprawdziłyby się lepiej i miały więcej sensu, o komunikatywności nie wspominając. Tylko kto by wtedy zwrócił na nie uwagę…
Overspace & Supertime z całą pewnością nie jest tak genialnym albumem, jak to się próbuje tu i ówdzie sugerować, ale bez wątpienia zawiera sporo atrakcyjnej i zajmującej muzyki, która nie nadaje się do słuchania na co dzień, jednak w odpowiednich warunkach potrafi sprawić dużo snobistycznej przyjemności.
demo
As the doldrums of the COVID-19 pandemic lockdown were settling in, many of us sought emotional and mental escapes. My escape was diving headfirst into music (ok, and booze). One of those musical escapes took me to the far reaches of the universe with a complex narrative that included the classic science fiction tropes of astral projection, celestial entities and the end of space-time. That escape was the album Visitations from Enceladus (2020) by Cryptic Shift. For the first time since then, the British prog/tech death thrashers have embarked on a new celestial voyage with Overspace & Supertime, which is “set in parallel” with the story from Visitations from Enceladus, following the quest of a new character called The Recaller through “asteroid-ridden space battles, cryogenic freezing chambers, [and] bizarre environments of hyperspace.”
As with Visitations from Enceladus, the intricacy with which Cryptic Shift approach their album’s lyrical concepts is reflected in the the music on Overspace & Supertime. The band's labyrinthine cosmic journeys still invoke Voivod’s angular sense of melody and oddball chord progressions, Atheist’s jazz flirtations and Gorguts’ hefty dissonance, but Overspace & Supertime finds them experimenting more than ever before, by delving into heady psychedelic territory throughout the album. The opening of “Stratocumulus Everaol” is far more surreal and abstract than the vast majority of death metal you’ll hear—both past and present. It begins with guitarists Xander Bradley and Joss Farrington playing off-kilter chord arpeggiations coupled with Allen Holdsworth-like experimentation. Meanwhile, an ominous cloud of distortion, which seems to mimic the sound of a rocket launch, continuously pans from left to right. The first quarter of the song continues this loosely structured approach before coalescing into a more structured section that more closely embodies this style of extreme metal. “Hexagonal Eyes (Diverity Trepaphymphasyzm)” is similarly exotic for the genre, beginning with a rapid tremolo effect before giving way to unearthly ambience that sounds as if the guitars are playing through a reverse delay. Arguably, closing track “Overspace & Supertime” contains the album's most otherworldly writing with warbly, nearly sitar-like sounds dominating its midsection. Much of the experimentation found throughout the album is unlike nearly anything else in metal today, much less thrash and death metal.
Despite the welcome experimentation, Overspace & Supertime's tracks suffer from a common issue with extended extreme metal compositions: sacrificing cohesion for complexity. I will admit that I am generally biased against long-form thrash, death, or black metal for this very reason. Whereas other long-form styles of music that are less reliant on technical exhibition allow the music to breathe and unfold gradually, that approach is difficult to manage with thrash or death metal. It works for post-metal or doom metal because of the aural space those subgenres inherently afford their compositions. On the other hand, thrash and death metal often rely upon compositional density and tempo intensity—neither of which necessarily lends itself to longer, fluid songs.
There isn’t always a lot holding the individual songs together, especially as it concerns the 20-minute title-track and half-hour-long “Stratocumulus Everaol”. The majestic passage that starts around 16:00 in the latter, for example, contains a lot of melodic information and would have made for a solid motif for the band to return to throughout the song, but it is only performed during that particular part of the track. It often seems as if Cryptic Shift would have been better off writing several individual songs rather than two 20-minute+ epics. Granted, both of those tracks have several subtitles each, noting specific shifts in the composition. But if there aren’t smooth transitions holding them together outside of the lyrical narrative, it seems they would have been better conceived as seperate songs. At nearly 10-minutes long, “Hyperspace Topography” is the second-shortest track on the album and my personal favorite. Although it takes a couple of sudden tangential turns, it sounds most similar to the shorter tracks on Visitations of Enceladus, both musically and structurally, with slightly less complicated sections and more fluid transitions from one segment to the next.
Overspace & Supertime remains a stunning display of musicianship and experimentation, in a style of music that has much of the former and little of the latter. However, rather than upping the ante with longer and more complex compositions, Cryptic Shift may have been better off focusing on more succinct and fluid songwriting. Nonetheless, the band’s psychedelic explorations couple tremendously well with the music’s celestial focus and set a high bar for bands exploring similar spaces.
JD
..::TRACK-LIST::..
1. Cryogenically Frozen 09:24
2. Stratocumulus Evergaol 29:25
I Informant On Capathine
II Reconnaissance On Ichneaumonoidia
III Sagittarius-Carina Galaxic Marine Corps: Deploy To HD 10180 h
IV Into The Atmosphere Of A Gas Giant
V Alien Sorceress: Entrance Theme
VI Fossil Cargo
3. Hyperspace Topography 09:40
4. Hexagonal Eyes (Diverity Trepaphymphasyzm) 10:05
5. Overspace & Supertime 20:21
I Perfect Time, Furthest Sense
II A Meeting With Asa'llŭahi
III Rasskhazu
IV Within The Hexagonal Tide
..::OBSADA::..
Xander Bradley - Guitars & Vocals
Joss Farrington - Guitars
John Riley - Fretless Bass
Ryan Sheperson - Drums
Mike Browning - Theremin
https://www.youtube.com/watch?v=jXT_VsLlvVw
SEED 15:00-22:00.
POLECAM!!!
|