Best-Torrents.com




Discord
Muzyka / Death Metal
DEICIDE - WHEN SATAN LIVES (1998/2025) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]


Dodał: Fallen_Angel
Data dodania:
2026-08-13 18:37:12
Rozmiar: 129.40 MB
Ostat. aktualizacja:
2026-08-13 18:37:12
Seedów: 0
Peerów: 0


Komentarze: 0

...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...


..::OPIS::..

Cztery albumy studyjne, dziesięć lat nieoficjalnej i oficjalnej działalności i w końcu Deicide doczekał się swojej koncertówki. Z wielkiej czwórki deathu, do której zaliczano jeszcze, a może przede wszystkim Morbid Angel, Cannibal Corpse i nasze Vader, wcześniej dorobili się takiego wydawnictwa tylko szaleńcy Treya Azagthotha i nasze polskie komando z Olsztyna. "When Satan Lives", jak to koncertówka, jest swego rodzaju "Best Offem" i podsumowaniem dotychczasowych dokonań satanistów z Florydy, więc z założenia zawiera wszystkie hity, jakie Bentonowi i spółce udało się stworzyć do 1998 r. W tym czasie były i wzloty w typie "Deicide" i "Legion", zachowawcze, jednak wciąż dobre "Once Upon The Cross" oraz pierwsza poważna sraka w postaci "Serpents Of The Light". Nie zmienia to faktu, że udało się z tego pozbierać 17 kawałków świetnej muzy, która w wydaniu live powinna zabijać. Czy udało się to uchwycić na pieczołowicie nagrywanych taśmach z "House Of Blues" w Chicago? Śmiem wątpić.

Nie będę kłamał i przyznam, że jestem fanem oszukiwanych koncertówek Iron Maiden, Slayera i Metalliki, gdzie słychać publiczność, gdzie mimo potężnych sprzęgnięć wszystko jest selektywne i zachowuje atmosferę koncertu. Oczywista sprawa, że osobno rejestruje się ofiary pod sceną, następnie pogłaśniając je, a niektóre momenty dogrywa się najzwyczajniej w studio. Przecież i Hammetowi może odsłuch nawalić, Nicko McBrain może rozwalić werbel, a Tom Araya połknąć mikrofon. Taka uroda występów live, więc po to się w nich grzebie, żeby nie było, że to przypadkiem bootleg. Całą sprawa sprowadza się jednak do zachowania całej dramaturgii występu, jakiegoś dynamizmu czy choćby namiastki atmosfery koncertowej - gdy dajmy na to leci intro i wręcz czuje się, jak podjarani fani walą w pory. Tego akurat na przytoczonych płytach live nie brakuje, nie udało się jednakże maszynie koncertowej, jaką bez wątpienia był Deicide. I tutaj nie będę wylewał gorzkich żalów, bo podobnie oceniam mizerotę "Live In Japan" Vader, "Entangled In Chaos" Morbid Angel czy "Live Cannibalism" Cannibal Corpse - płyt koncertowych smacznych z powodu nazw zespołów i mnogości wiekopomnych utworów, zaś w warstwie emocjonalnej pustych bardziej niż fabuła "Duke Nukem 3D". W tym panteonie gwiazd deathu, Bogobójstwo nie ma się czego wstydzić, odwala po prostu standardową robotę, podsumowuje, co ma podsumować i idzie do "chałpy".

Zaczyna się antybosko, bo od stałego zadowalacza publiczności "When Satan Rules His Word". Fajerwerkowo odegrany hymn rzeczywiście powala w każdych warunkach, a przy pierwszym zwolnieniu nawet słychać z publiki rozbrajające "Satana" - plus na konto Deicide, heh, "disease, run free... killing". Potem hojnie obdarzeni zostają fani debiutanckiej płyty oraz "Once Upon The Cross". "Lunatic Of God's Creation", "They Are The Children Of The Underworld", finałowy "Sarcificial Suicide", to tylko kilka z rzuconych pod scenę na "When Satan Lives". Zaskakuje zaś obecność tylko jednego numeru z deicidowego exegi monumentum "Legion". "Dead But Dreaming" to chyba najbardziej zwierzęcy moment tego gigu, a gdzie "Revocate The Agitator" albo "In Hell I Burn"? Pierwsze poważne potknięcie, bo wypychać taki stuff kawałkami ze słabej "Serpents Of The Light", to lekkie przegięcie. Jakkolwiek koncert ten wyłuskano z trasy promującej czwartą płytę Deicide, to - jeśli ktoś już coś w ten sposób podsumowuje - to daje jednocześnie do zrozumienia, że jakiejś muzy w swojej dyskografii wybitnie nie akceptuje. A że jest to przy okazji muza najlepsza, to hmmm... już bardzo dziwna sprawa. Co jeszcze... Aha, to dogrywanie w studio, które aż samo wyłazi bokami. Rzecz jest rzemieślniczo odegrana bez żadnych fałszów, pogłosów i tym podobnych rzeczy. Solówki Hoffmanów to igła i żyleta, jakby skserowali je prosto z taśm studyjnych. Takie doskonałe, rutynowe show w przyrodzie się nie zdarzają, że o pomyłkach mistrza Schuldinera na "Live In L.A". tylko wspomnę. Na pewno brzmi to świetnie, ale czy równie "żywo"? Ale zaraz, nad tym to już chyba rozwodziłem się wyżej.

Mimo tej maksymalnej polerki warto "When Satan Lives" przytulić. Jak ktoś niekoniecznie chce wywalać szmalec na całą dyskografię Deicide, to ten koncert jest dla niego. Zbiór najlepszych numerów, jakaś tam lajtowa demonstracja mocy scenicznej, to wystarczający powód, żeby nadgonić zaległości edukacyjne w dziedzinie klasyki satanic death metalu. Żeby zaś wiedza była kompletna, polecam zainwestowanie w dwupaki, które walają się po każdym większym sklepie nie dla idiotów. Za okazyjną cenę można zgarnąć w jednym metalboksie "Serpents Of The Light" i "When Satan Lives", do tego dorzucić ze trzy dychy na debiut i "Legion", i wierzcie mi lub nie, o Deicide wiedzieć już więcej nie będziecie musieli. Kto zapragnie doświadczyć prawdziwej potęgi na żywo, to cóż, najlepiej zrobi wynajdując sobie wehikuł czasu i przenosząc się 11 lat do tyłu, kiedy i autora tej recenzji, jeszcze razem z Hoffmanami w składzie, Benton przerobił na Whiskas podczas koncertu.

"When Satan Lives" jest także ważny z innych względów. To epitafium wielkości Deicide. Niegdyś najbrutalniejsi i najbardziej obrazoburczy, choć sami nie mieli odwagi tego przyznać, musieli pogodzić się z faktem, że dzieci wykarmione na bluźnierczym bebiko własnej produkcji powoli zaczęły zabierać im chleb grając lepiej. Nadeszła ostateczna era takich miotaczy. jak "Apocaliptic Revelation" Krisiun, "Exterminate" Angelcorpse czy "Burn The Promised Land" Rebaelliun, których smoliste niszczyciele powydawane mniej więcej w tym samym okresie stawiały Deicide co najwyżej w drugiej lidze podwórkowego grania w kratki. Ale to nie miejsce, by o tym rozprawiać.

Ocena... to koncertówka, oceny brak.

Megakruk

Koncertówka When Satan Lives w żadnym wypadku nie powala na kolana i niczym nie zaskakuje, jednak na pewno jest solidną dokumentacją tego, jak Deicide wypadali na scenie, gdy byli w swojej szczytowej formie. To czysty pokaz siły, brutalności i scenicznej precyzji weteranów death metalu. Od początku koncertu hiciory (że wymienię tylko „Dead By Down”, „Bastard Of Christ” i „When Satan Rules His World”) sypią się jak polska prawica (i lewica, i centrum, i w ogóle wszystko) w parlamencie, publika szaleje a zespół wylewa z siebie sześćset sześćdziesiąte szóste poty, napieprzając prawie godzinę (czyli trochę krótko) na najwyższych obrotach. Deicide przelecieli po wszystkich swoich wydawnictwach, szczególny nacisk kładąc na nowsze krążki z „Serpents Of The Light” na czele. Szkoda tylko, że przy całej obfitości z „Legion” dostał nam się tylko jeden kawałek – mocarny „Dead But Dreaming”. Cały zespół wymiata jak należy (przy czym szczególne brawa dla Asheima), więc poziom wykonania nie odbiega zbytnio (a w przypadku ostatniego krążka – wcale) od wersji studyjnych. Również brzmieniowo When Satan Lives wypada całkiem nieźle, co nie powinno nikogo dziwić w kontekście poprawek dokonanych w Morrisound. Na krążku świetnie uchwycono duszną atmosferę koncertowego szaleństwa, co szybko udziela się także i słuchaczowi. A to z kolei oznacza, że fajnie się przy tym wydziera japę, i to nie tylko w refrenach. Na koniec mała sugestia a propos powyższego: radziłbym tego unikać przy rozkręcającej się anginie. Dość łatwo można sobie wtedy na dłuuugo zjebać gardełko, zapewniam…

demo

One could say that this point here was the precise moment that Deicide should have released a live album like 'When Satan Lives'. Just one year after the seminal 'Serpents Of The Light' release, Deicide cranked out a fifty-five minute live release with music taken from Chicago's House Of Blues. Composed primarily of songs from the previously mentioned 'Serpents', 'Once Upon The Cross' (where the flaws of that album are invalidated by the power of the performance here), and the 'Deicide' debut, the Floridian legends somehow invert in a small way the quality of the albums' respective songs in the live setting. While 'Once Upon The Cross' compositions are made dramatically more powerful due to the added sonic brutality of this live LP, tracks off the more developed 'Serpents Of The Light' seem to fall slightly flat when the aid of that album's black metal-influenced production is absent.

Beginning with 'When Satan Rules His World', Deicide stuns with a stirring new rendition of a song that was merely average on 'Once Upon The Cross'. Glen Benton's vocals, ordinarily more high-pitched and intelligible, are reduced to an ultra-low, nearly brutal death growl, which combined with the greater bass presence and drum intensity, make this and other tracks many times more effective than they were before. The lyrics and riffs become numerous shades darker at the hand of the band on stage, turning generic songs into masterworks of Satanic assault. This track is a gem of the 17-song release, proving how much more effective Deicide can be when the sheen of professional production is taken off, leaving only the pure, hateful shell of the band to play.

Unfortunately, such a policy doesn't fair quite as well for the tracks of 'Serpents Of The Light'. That album's emphasis on higher-pitched riffing, raw production, and distinct melody are obfuscated by the bass-heavy production and low growling which renders the LP's unusually clever lyrics unintelligible. This results in songs such as the title track which, while still effective in a sense, are not nearly as powerful as they are on record. However, the riffs are certainly still distinct (despite sounding like they are tuned a step lower) and still as effective as they were before; just not quite as sharp as before.

With only an isolated track from 'Legion' and a few from 'Deicide', the vast majority of music here is taken from the third and fourth albums. While this may displease the crowd that believes that only Deicide's first pair of records is relevant, it still functions in good form as a live representation of the band. While not essential, this is a release worth exploring by fans of Deicide as well as those who are looking for a 'Best Of' with which to explore their discography.

Noktorn



..::TRACK-LIST::..

1. When Satan Rules His World
2. Blame It On God
3. Bastard Of Christ
4. They Are The Children Of The Underworld
5. Serpents Of The Light
6. Dead But Dreaming
7. Slave To The Cross
8. Lunatic Of God’s Creation
9. Oblivious To Evil
10. Once Upon The Cross
11. Believe The Lie
12. Trick Or Betrayed
13. Behind The Light Thou Shall Rise
14. Deicide
15. Father Baker’s
16. Dead By Dawn
17. Sacrificial Suicide



..::OBSADA::..

Glen Benton - Bass, Vocals
Brian Hoffman - Guitars (lead)
Eric Hoffman - Guitars (lead)
Steve Asheim - Drums



https://www.youtube.com/watch?v=EyE9I6y1Z0k


SEED 15:00-22:00.
POLECAM!!!

Komentarze są widoczne tylko dla osób zalogowanych!

Żaden z plików nie znajduje się na serwerze. Torrenty są własnością użytkowników. Administrator serwisu nie może ponieść konsekwencji za to co użytkownicy wstawiają, lub za to co czynią na stronie. Nie możesz używać tego serwisu do rozpowszechniania lub ściągania materiałów do których nie masz odpowiednich praw lub licencji. Użytkownicy odpowiedzialni są za przestrzeganie tych zasad.

Copyright © 2026 Best-Torrents.com