Best-Torrents.com




Discord
Muzyka / Rock
TONTON MACOUTE - TONTON MACOUTE (1971/2026) [WMA] [FALLEN ANGEL]


Dodał: Fallen_Angel
Data dodania:
2026-07-02 21:10:12
Rozmiar: 358.53 MB
Ostat. aktualizacja:
2026-07-02 21:10:12
Seedów: 0
Peerów: 0


Komentarze: 0

...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...


..::OPIS::..

Nowa, LIMITOWANA edycja wydanego oryginalnie w 1971 roku przez RCA Neon, jedynego i autentycznie wspaniałego albumu Brytyjczyków. To jest jeden z tych najlepszych, zapomnianych tytułów jeśli chodzi o brytyjski progresywny, nieco jazzujacy rock! Bogate, pełne zmian nastroju brzmienie, dużo partii instrumentalnych, przekonujące aranżacje i wyraźne inspiracje muzyką Wschodu. Styl zespołu można porównać do East Of Eden, Out Of Focus, Caravan i Jade Warrior. Dodatkowo dołączono nagrane dla radia BBC w latach 1969-1970 pod szyldem Windmill trzy, unikalne i bardzo fajne nagrania a dokładnie przeróbki kompozycji The Beatles ('Rocky Racoon'), Cata Stevensa ('Matthew And Son') i Colosseum ('Elegy'). Windmill nagrali kilka singli i po tragicznej śmierci wokalisty zmienili nazwę na Tonton Macoute.



Wzajemne relacje jazzu i rocka są jednym z fundamentów muzyki progresywnej lat 70-tych. Tę jedyną w swoim rodzaju fuzję rozpropagowaną przez Milesa Davisa pod koniec lat 60-tych, podjął z powodzeniem zespół King Crimson na swej najbardziej wówczas jazzowej płycie „Island”. Wkrótce dołączyli inni: Mahavishnu Orchestra, Soft Machine, Nucleus niemiecki Tetragon, afrykańska grupa Osibisa i wielu innych wykonawców. Do tego grona należy też obowiązkowo dodać niesłusznie zapomniany TONTON MACOUTE.

Początki tego zespołu sięgają lata 1968 roku. Dwaj młodzi muzycy: perkusista Nigel Reveler i grający na instrumentach klawiszowych wokalista Paul French znęceni ogłoszeniem zamieszczonym w „Melody Maker” dołączyli do zespołu Dick Scott Company. Poza nimi Dickowi Scottowi przygrywali gitarzysta i basista Chris Gavin, oraz saksofonista Dave Knowles. Zespół zazwyczaj koncertował w niemieckich klubach i bazach wojskowych grając przeróbki innych wykonawców. Przez blisko 1,5 roku regularnie koncertowali na Kontynencie. Podczas jednego z występów zwrócił na nich uwagę popularny piosenkarz Dave Dee, który polecił ich swoi menadżerom, a ci szybko wzięli ich pod swoje skrzydła. Wkrótce wydali trzy single dla MCA, pod nazwą Windmill. Niestety, grupa w dość dramatycznych okolicznościach przestała istnieć: Dick Scott zginął w wypadku samochodowym w maju 1970 roku podczas trasy koncertowej po wschodnich Niemczech. Po powrocie do Anglii muzycy postanowili grać razem dalej, ale tym razem zwrócili się w kierunku muzyki jazzowej i rocka progresywnego. Podpisali kontrakt z wytwórnią Vertigo, choć ostatecznie wylądowali w nowo założonej firmie Noen Records będącą filią koncernu RCA. Zmienili też nazwę na Tonton Macoute. Dość prowokacyjna była to nazwa, gdyż tak właśnie nazywały się brutalne w działaniu, specjalne oddziały milicji będące na usługach haitańskiego dyktatora Francoisa Duvaliera. Album „Tonton Macoute„ ukazał się w połowie 1971 roku.

Intryguje nie tylko nazwa grupy, ale również okładka ich jedynego albumu (autorstwa Marcusa Keefa), a przede wszystkim sama muzyka. Śmiało mogę powiedzieć, że jest to jeden z najlepszych jazzowo-progresywnych albumów brytyjskich tamtych lat. Bogate, przestrzenne brzmienie, dużo partii instrumentalnych, przejrzyste i klarowne aranżacje. Pierwszy z utworów „Just Like Stone” to prawdziwy artrockowy rarytas. Dalej robi się już bardziej jazz-rockowo, co nie powinno zrażać, biorąc pod uwagę znakomite klawiszowe (hammondowe!), jak również fortepianowe motywy i wyśmienite partie saksofonu, fletu, oraz klarnetu. Zresztą i dziś współczesne zespoły o progresywnej orientacji zahaczają w swej muzyce o jazzowe elementy. Absolutną perełką w tym zestawie jest kompozycja „Dreams”. Osobiście stawiam ją w jednym rzędzie z crimsonowskim „Moonchild”.

Znakomita płyta! Fantastyczny klimat, niezwykłe instrumentalne motywy i świetne wokale.Niezwykłe połączenie rocka progresywnego z jazzem. Można powiedzieć, że to taki zalążek fusion. Płyta, którą warto, a nawet trzeba wykopać z spośród wielu muzycznych perełek z lat 70-tych. Szkoda, że nie doczekała się muzycznej kontynuacji. Mimo, że Noen Records wydawała jedne z najbardziej ekscytujących płyt wczesnych lat 70-tych, wkrótce wpadła w tarapaty finansowe i w 1972 r. zbankrutowała. Tonton Macoute pozostał w ten sposób bez funduszów na dokończenie pracy nad drugim albumem, na który zarejestrowano już cztery nowe kompozycje. Do dziś żadna z nich nie ujrzała światła dziennego. Upadek wytwórni płytowej doprowadził w konsekwencji także do rozwiązanie grupy. Paul French zdecydował się na karierę solową i w latach 1974-77 wydał trzy single, a następnie założył grupę Voyager, która w 1979 r. przemykała gdzieś w dolnych rejonach brytyjskich list przebojów. Dave Knowles mieszka do dziś w hrabstwie Devon i grywa w lokalnych pubach. Chris Gavin jest nauczycielem w niewielkiej miejscowości Newbury. Z kolei Nigel Reveler po krótkiej pracy w roli muzyka sesyjnego rozpoczął karierę w przemyśle muzycznym, zajmując wysokie stanowiska urzędnicze w firmach Polydor i Polygram.

Myślę sobie, że czasami dane jest nam obcować z płytami zawierające utwory z takim nastrojem i zestawem dźwięków, które stworzone są tylko dla nas. Stworzone po to, by nas poruszyć, a nawet odmienić nasze życie. I do takich płyt zaliczam ten wspaniały, nieco zapomniany dziś jedyny album Tonton Macoute!

Zibi

Grupa Tonton Macoute, swą nazwę zawdzięcza brutalnym haitańskim oddziałom milicji, będącej na usługach dyktatora Francoisa Duvaliera (muzyka jednak z brutalnością nic wspólnego nie ma). W 1971 roku nakładem malutkiej wytwórni Neon Records wydali swój (niestety) jedyny album. Skład zespołu wyglądał następująco: Chris Gavin (gitara basowa, gitary elektryczne i akustyczne), Dave Knowles (saksofon , flet, klarnet, śpiew), Paul French (organy, fortepian elektryczny, fortepian, wibrafon, śpiew), Nigel Reveler (perkusja).

Intryguje nie tylko nazwa zespołu, ale również okładka ich jedynego dzieła, a przede wszystkim sama muzyka. Pierwszy z utworów „Just Like Stone, to prawdziwy artrockowy rarytas, dalej robi się już zdecydowanie bardziej jazz-rockowo, co nie powinno zrażać, biorąc pod uwagę znakomite klawiszowe (hammondowe), jak również fortepianowe motywy i świetne partie saksofonu, fletu oraz klarnetu. W czasach nam współczesnych również wiele zespołów o progresywnej orientacji zahacza w swej muzyce o jazzowe elementy. Absolutną perełką jest kompozycja „Dreams”, bez wątpienia mogła by konkurować chociażby z crimsonowskim „Moonchild”.

Znakomita płyta! Fantastyczny klimat, niezwykłe instrumentalne motywy i świetne wokale. Niezwykłe połączenie wczesnego rocka progresywnego z jazzem. Można więc powiedzieć, że to taki zalążek fusion („protofusion”). Płyta którą warto, a wręcz trzeba wykopać spośród wielu muzycznych perełek z lat 70-tych. Ach – szkoda, że nie doczekała się muzycznej kontynuacji.

Marek Toma

Had some lenghts been reduced and the production been more concise , this would've been a major masterpiece in my book but also in others. This is jazz-rock inflicted rock that moves into improv sometimes. The vocals are inspired and all musicians have good mastreing of their respective insrumennts especially Knowles with his winds. They unfortunately made only one lp and one can see that this band with so many of thoese times (Raw Material, Running Man, Titus Groan, Comus, Spring ,Touch, Gracious, Steel Mill and so many others) that there was no room for them. I can only urge you to get a listen to this album and get a shot at those other listed here because this is in a danger of disappearing ( although, the CdD released lessened that)

Sean Trane


Man this album is like a warm blanket on a winter's night. Warm, breezy and always jazzy this album veers off into Proto- Prog territory at times which is maybe not so surprising since it was released in 1971. We get sax, clarinet, flute, organ and vibes besides the usual instruments. This is a melodic album with some excellent songs. It's really hard to believe that most Prog fans wouldn't really like this album.
The first three tracks are my top three just to get that out of the way. "Just like Stone" won me over right away with those almost southern rock harmonies bringing THE BAND and ALLMAN BROTHERS to mind. Organ to start then it kicks in with drums, piano and more. Vocals and bass before 2 minutes. I like the instrumental break before 3 1/2 minutes led by the flute, but the vocals return quickly. Some Ron Burgandy-like jazz flute before 4 minutes. What a great opener. "Don't Make Me Cry" opens with organ that brings to mind SUGARLOAF of all bands. Drums, bass and horn joins in. This is quite jazzy as they seem to jam here. Vocals arrive before 2 1/2 minutes singing "Don't make me cry" a few times before he sings other lyrics. Such a groovy sound here. A change before 3 1/2 minutes as piano, drums and bass lead before these passionate vocals kick in. Horns start to blast. The bass starts to walk as the organ and flute return before 5 minutes. Great sound. Piano to the fore at 6 1/2 minutes as the organ and flute stop. The flute is back around 8 minutes. Killer tune.

"Flying South In Winter" is an instrumental and it opens with sparse intricate sounds that come and go including flute reminding me of an orchestra practicing before a gig. It kicks into a flute led groove before 2 minutes. So good! Bass and percussion standout as well. Horns and organ join in before 3 minutes. Solo percussion before 5 minutes but it's brief as it kicks back in.

"Dreams" does have that dreamy sound to start, even the vocals sound that way off in the distance. It picks up each time on the chorus. A Proto-Prog vibe here, especially the harmonies. Fuzzed out guitar after 2 1/2 minutes during an instrumental break then it picks up sounding like a late 60's tune with those vocals. "You Make My Jelly Roll" is the one controversial track on here clocking in at almost 8 minutes. It's jazzy and humerous with the focus on the vocals and piano. It does sound sort of lame like a 50's hit or something. The bass is jazzy too and the horns will replace the vocals before 4 minutes in this prolonged instrumental break where the bass continues to walk and the piano tinkle. Vocals are back after 7 minutes. I don't mind this one as it's kind of charming in it's own way.

"Natural High Part 1" opens with solo piano melodies then the organ kicks in before 1 1/2 minutes followed by vocals, bass then drums. Horns too. Great sound before 2 minutes. What a fantastic instrumental section from before 2 1/2 minutes until after 5 minutes. It picks back up when the vocals return to this catchy groove. "Natural High Part 2" has these intricate sounds as vocal melodies come and go. He's pretty much scatting after a while. Flute joins in as well then the horns blast late to end it.

Mellotron Storm



..::TRACK-LIST::..

1. Just Like Stone 6:31
2. Don't Make Me Cry 8:48
3. Flying South In Winter 6:26
4. Dreams 3:57
5. You Make My Jelly Roll 7:58
6. Natural High Part I 6:55
Saxophone [Electric Sax] - Dave Knowles
7. Natural High Part II 3:53

Bonus Tracks 'Windmill' :
8. Elegy (Colosseum cover), January 1970
9. Rocky Racoon (The Beatles cover), July 1969
10. Matthew And Son (Cat Stevens cover), July 1969



..::OBSADA::..

Alto Saxophone, Tenor Saxophone, Flute, Clarinet, Vocals - Dave Knowles
Bass Guitar, Electric Guitar, Acoustic Guitar - Chris Gavin
Organ, Electric Piano, Piano, Vibraphone [Vibes], Vocals - Paul French
Percussion - Nigel Reveler
+
Dave Scott - Guitar, Vocals (On Windmill Tracks Only)




https://www.youtube.com/watch?v=fyvxUJc2gTM


SEED 15:00-22:00.
POLECAM!!!

Komentarze są widoczne tylko dla osób zalogowanych!

Żaden z plików nie znajduje się na serwerze. Torrenty są własnością użytkowników. Administrator serwisu nie może ponieść konsekwencji za to co użytkownicy wstawiają, lub za to co czynią na stronie. Nie możesz używać tego serwisu do rozpowszechniania lub ściągania materiałów do których nie masz odpowiednich praw lub licencji. Użytkownicy odpowiedzialni są za przestrzeganie tych zasad.

Copyright © 2026 Best-Torrents.com