|
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::..
Jeden z najlepszych zespołów black metalowych na polskiej scenie i na pewno nie przynoszący nam wstydu za granicami Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, czyli Königreichssaal wypuścił po roku przerwy nowy materiał. Nawet nie wiecie, jak czekałem na tę EPkę. Bo z czasem, gdy emocje już opadły, doszedłem do wniosku, że ich najlepszym materiałem jest „Loewen”. Oczywiście, „Psalmem’O’Delirium” to nadal płyta topowa, ale nie wracam do niej tak często, jak do EPki. Natomiast podejrzewam, że do „Loewen II” będę wracał równie często.
Całość zaczyna się od dziwnej inkantacji w „Czarnym Xsięstwie”. Próbowałem znaleźć co to znaczy, ale guglając wyskakują mi tylko ludzie z Indii czy innego Pakistanu na fejsiku. Więc trudno. Podejrzewam jedynie, że to język romani, ale mogę się mylić. Później jest już tak jak zakładałem, że będzie – dostajemy nieszablonowy black metal, zagrany z rozmachem, nie stroniący od eksperymentowania – stąd też „Loewen II” dla mnie jest wyraźnym nawiązaniem właśnie do EPki niż do dwójeczki. Black metal Königreichssaal nosi znamiona obłędu, przy czym jest to szaleństwo wzniosłe, uduchowione. Taki jurodiwyj a rebours, który wcale nie głosi cnoty świętości, a wręcz przeciwnie – raczej są oni apologetami upadku. Natomiast by dojść do takiej konstatacji zdecydowanie musicie połączyć muzykę z lekturą tekstów. Z drugiej strony taki najlepszy na płycie „Wielki Potop” dotyka rzeczy bardzo przyziemnych, jak wielka powódź (tak się składa, że Lewin Brzeski w zeszłym roku znalazł się w olbrzymiej części pod wodą). I muszę Wam powiedzieć, że kurewsko czuć emocje zespołu włożone w ten utwór, ponadto może przesadzam z analizą, ale po części wznioślejsze fragmenty tej kompozycji oddają po prostu rozmiar kataklizmu i bezsilność wobec niego. Słuchając tego numeru, czytając teksty i mając pojęcie o jego backgroundzie powoduje prawdziwe ciarki. I teraz mam zgrzyt – bo ten nastrój szybko mi znika gdy wjeżdża „Wampyr Heretyk”. A konkretnie sam wstęp i recytowany fragment. Kurwa, no przepraszam, ale brzmi to dla mnie strasznie… kiczowato? No nie pasuje mi to za cholerę do tak doskonałego materiału. Szczęśliwie po nim jest już zdecydowanie lepiej, bo muzycznie ten numer nie odstaje w zupełności od pozostałych, łącznie z końcówką, w której ponownie (bo chyba na pierwszym „Loewen” już słyszeliśmy) zespół używa akordeonu, jakby chcąc nadać groteskowego sznytu apokaliptycznej muzyce. Po tym kawałku dostajemy jeszcze wzniosłe outro – „Vae Victis”, będące deklamacją z patetycznym, symfonicznym podkładem, który nachalnie kojarzy mi się w swojej dużej części z „Chwała Mordercom Wojciecha”. I nie bierzcie tego za minus, absolutnie.
No cóż – Königreichssaal wypuścił wspaniały materiał. Nietuzinkowy, totalnie w ich stylu. Takiego oczekiwałem, taki dostałem. EPka jest doskonała, zdecydowanie. Równocześnie jest wspaniałym zamknięciem tego roku. Mane – tekel – fares.
Oracle
Königreichssaal powróciło do Lewina… W zasadzie to oni chyba nigdy tego Lewina nie opuścili, fizycznie i duchowo byli z nim związani od samego początku. Fakty są jednak takie, że to już druga EPka, która tytularnie poświęcona jest temu miastu (w niemieckojęzycznej wersji). EPki te dzielą „tylko” trzy lata, sporo jednak się przez ten czas wydarzyło. Ten pierwszy minialbum wydawał mało rozpoznawalny we własnym kraju zespół, zaledwie z jednym albumem na koncie, w dodatku wydanym dla jakiejś angielskiej wytwórni… Dzisiaj Königreichssaal jest w katalogu jednego z najprężniej działających w Polsce wydawców, gra świetne koncerty, na które ludzie chodzą i generalnie dorobili się już statusu bardzo szanowanej „młodej” (sorry Panowie za cudzysłów, ale wiadomo…) kapeli. Muzycznie te dwie EPki też różnią się od siebie, choć nadal doskonale słychać, że to ten sam, niekoniecznie trzymający się kurczowo jednego gatunku zespół. Mam wrażenie, że bliżej jednak „Loewen II” do ich ostatniej płyty, niż do tej pierwszej EPki. Jest to jakby naturalna kontynuacja tego, co usłyszeliśmy na „Psalmen’o’delirium”. Chory, lekko „francuski” klimat i potężne, rozbudowane kompozycje, poukładane zarówno z pokręconych gitar jak i prostych, bezpośrednich i wpadających w ucho motywów – to już chyba znak rozpoznawczy tego zespołu. Podobnie jak absolutnie zajebiste, zróżnicowane i wielowymiarowe wokale. Do tego dochodzą jeszcze wszystkie te instrumentalne smaczki, świdrujące, niemal kosmiczne solówki, akustyki, jakieś tamburyny czy inne przeszkadzajki… A już bezczelnie przaśne akordeonowe melodyjki w „Wampyr Heretyk” to mistrzostwo. No i ten niepowtarzalny klimat. Cały ten materiał to jakaś jedna wielka huśtawka nastrojów niestabilnego schizofrenika. Zakończona zresztą dość pompatycznym, orkiestralnym outrem, skomponowanym przez Khorzona z Arkony i okraszonym (a jakże!) potężnymi i niemal teatralnymi wokalami. Ciary na plecach.
Cóż, obiektywny pewnie nie jestem, bo od początku im kibicuję, ale nie da się chyba nie zauważyć jak zajebiście nam się ten zespół rozwija.
Prezes
Nowe wieści z obozu jednej z obecnie najciekawszych i najlepszych blackmetalowych załóg w naszym kraju – lewińskiego Königreichssaal – śledzę z nieudawanym zainteresowaniem i ekscytacją. Tak też przyjąłem zapowiedź drugiej części świetnie przyjętej EPki Loewen. Kontynuacja ujrzała światło dzienne w grudniu za sprawą Godz ov War Productions. Czy zespół na nowym wydawnictwie nawiąże do wydanego trzy lata wcześniej minialbumu, a może wzorem swoich długograjów zaprezentuje coś całkiem innego? Musiałem się o tym przekonać od razu po odpakowaniu paczki z płytą.
Wzorem „poprzedniczki”, oficjalnie rozbudowany o czwartego członka zespół przygotował na Loewen II trzy pełnoprawne utwory oraz tym razem outro w postaci Vae Victis, skomponowane i nagrane przez samego Khorzona. W jego trakcie czekałem, aż usłyszę słowa „Tysiąc lat, tysiąc pierdolonych lat”. Dlaczego tak? Zrozumiecie, kiedy posłuchacie, teraz powiem tylko tyle, że brzmi ono jak daleki krewny jednego z utworów PEWNEGO znanego na całym świecie blackmetalowego zespołu z Polski. Planowana inspiracja czy „samo tak wyszło” – dla mnie nieistotne, to nie dwuminutowe outro jest tutaj gwoździem programu.Koncert zespołu NUNSLAUGHTER
Już w Czarnym Xięstwie słychać charakterystyczną podniosłość materiału z pierwszej EPki Königreichssaal, dzięki wokalom pojawia się też pewna teatralność i da się wyczuć sporo emocji włożonych w nowy materiał – od znanego z poprzednich dokonań wtedy-jeszcze-tria obłędu aż po uniesienia duchowe. Ot, black metal po lewińsku, który bardzo lubię. Absolutnym majstersztykiem jest za to utwór Semana Tragica, lirycznie najprawdopodobniej nawiązujący do września 2024 roku, kiedy to Lewin Brzeski został niemal w całości zalany. Kompozycja porusza i udanie obrazuje tragizm tamtych wydarzeń, a wieńczące ją dźwięki płynącej wody połączone z delikatnym przygrywaniem gitary akustycznej doprowadziły mnie nawet do lekkiego wzruszenia i kontemplacji nad cierpieniem dotkniętych tą katastrofą ludzi. Cudo, po prostu cudo. Bardzo udany, mimo nieco kampowego otwarcia, jest również wykorzystujący fragmenty z poezji Micińskiego (podobnie zresztą jak Czarne Xięstwo) Wampyr Heretyk – instrumentalnie jest tu już bardziej klasycznie, choć podtrzymywane zróżnicowanie wokalu De Ateusa oraz wyraźnie zaznaczone klawisze sprawiają wrażenie uczestniczenia w jakimś mrocznym spektaklu, a dzięki ubarwieniu świetnej i bardzo chwytliwej końcówki kawałka akordeonem udało się zespołowi dołożyć do swojego grania odrobinę ludowości.
Jak więc widzicie, mimo jedynie niespełna dwudziestu minut, Königreichssaal udało się upchnąć na Loewen II sporo zawartości – i to nie na siłę. Materiał jest spójny, przemyślany i przede wszystkim szczery, co po prostu się czuje. Gdy muzyka potrafi niespodziewanie uderzyć w rzadko poruszane w moim przypadku struny, wiem, że obcuję z czymś z górnej półki. Takie właśnie jest Loewen II – to minialbum ocierający się wręcz o doskonałość. Niestety krótki, ale kto broni komukolwiek łączyć jego odsłuch razem z poprzednią EPką? No nikt.
Łukasz W.
Königreichssaal to zespół, który w pierwszej kolejności zapadł mi w pamięć poprzez osobę Papy Artura w składzie i kultowe zdjęcie w żonobijce na cmentarzu. Dopiero jakiś czas później zobaczyłem chłopaków na żywo, i to był drugi impuls do uzupełnienia sobie ich dyskografii. Stwierdzić trzeba, że każde kolejne wydawnictwo „Koników” jest inne, ale każde tak samo dobre. Nie inaczej jest w przypadku drugiej EP-ki zespołu, podobnie jak wcześniejsza zatytułowanej „Loewen”. To w sumie niecałe dwadzieścia minut muzyki w czterech aktach, ale ponownie muzyki na najwyższym poziomie. Stylistycznie nadal jest to black metal, i to nadal w bardzo polskim wydaniu. Nie tylko przez teksty, śpiewane tym razem w całości po polsku, z wykorzystaniem fragmentów poematów Tadeusza Micińskiego, ale i przez sam charakter tworzonych przez zespół dźwięków. Można by w tym przypadku rzucić takimi nazwami jak Furia czy Cultes Des Ghoules, choć będą to jedynie wskazówki a nie wielkie drogowskazy odnośnie zawartości „Loewen II”. Rzecz w tym, że muzyka ta jest równie emocjonalna, i poniekąd teatralna, co dwóch wymienionych klasyków. Równie niekonwencjonalna, bowiem pod względem aranżacji łamane są wszelkie standardy, a i wykorzystane instrumentarium wybiega poza ramy ortodoksji (w „Wampir Heretyk” można na przykład usłyszeć dość przaśne linie akordeonowe). Dzięki owej emocjonalności, EP-ka ta jest niezwykle wciągająca i intrygująca, a rzeczona teatralność sprawia, że słowa pokroju „Tak, to faktycznie jest coś niecodziennego” same cisną się na usta. Naprawdę sporo tutaj ciekawych rozwiązań, sporo zmian tempa, tajemniczego klimatu, ale i siarczystego biczowania. I co ważne, to nie jest materiał na jedno przesłuchanie, bo tak naprawdę zaczyna „gadać” pełnym głosem dopiero po kilku okrążeniach. Pomimo wspomnianej różnorodności daleko tej muzyce od przejaskrawionej hipsterki. To nadal jest black metal w najdosłowniejszym tego słowa znaczeniu, tylko po raz kolejny zagrany inaczej, po swojemu, prosto z serca. I kolejny dowód na indywidualność i siłę polskiej sceny. Nie będę się rozpisywał nad szczegółami, bo uważam, że „Loewen II” to materiał, który każdy powinien odsłuchać sam, i sam odkryć wszelkie jego niuanse. Gorąco zachęcam, bo warto.
jesusatan
..::TRACK-LIST::..
1. Czarne Xięstwo 05:17
2. Semana Tragica 06:38
3. Wampyr Heretyk 05:15
4. Vea Victis 01:59
..::OBSADA::..
De Atevs - Vocals, Guitars
Papa Artur - Bass
Jakob - Drums
Guest appearances:
Classic guitar by Tomasz Mikrut
Samples and keyboards by Przemysław Nowak
Voices and noises by Lubomirski
https://www.youtube.com/watch?v=ckjrCbgokKg
SEED 15:00-22:00.
POLECAM!!!
|