|
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::..
Trzeci album zespołu Tuleje to wyraźny zwrot ku miejskiej surowości i nowej tożsamości brzmieniowej. Największą zmianą fundamentu muzycznego jest wysunięcie na pierwszy plan gitary basowej, która niemal całkowicie zastępuje znany z poprzednich płyt kontrabas (pojawiający się tu jedynie w formie subtelnych, nostalgicznych akcentów).Ta zmiana instrumentarium nadaje materiałowi bardziej sprężysty, "asfaltowy" charakter, idealnie korespondujący z warstwą liryczną. Teksty, tym razem pisane przede wszystkim w trzeciej osobie, rezygnują z osobistych wyznań na rzecz roli uważnego obserwatora. Każdy utwór to odrębna, zamknięta historia osadzona głęboko w miejskiej rzeczywistości – od dusznych klatek schodowych, stacji metra i nocnych autobusów, po anonimowe mikro-dramaty rozgrywające się w świetle neonów.
Płyta tworzy dźwiękową mapę metropolii, gdzie puls basu staje się rytmem chodników, a dystans narratora pozwala słuchaczowi w pełni zanurzyć się w losach bohaterów tych miejskich opowieści.
Wydawca
Pieśń z Babiaka w nocnym autobusie
W jednym z zeszytów zatytułowanych Folklor muzyczny z okolic Konina, które na przełomie XX i XXI wieku zebrał muzykolog Krzysztof Pydyński, zachowały się melodie z Babiaka, Kramska i Osieka Wielkiego – wsi, których nazwy niewiele znaczą dla kogokolwiek poza ich mieszkańcami i etnomuzykologami. Te publikacje, z dołączonymi kasetami i płytami CD, latami leżały na półkach u Gosi Zagajewskiej i Ksawerego Wójcińskiego, aż w pewnym momencie artyści postanowili po nie sięgnąć. Z tego impulsu narodziły się Tuleje – i jeden z najciekawszych projektów polskiej awangardy ludowej ostatnich lat.
To trio tworzą: Gosia Zagajewska (głos, teksty), Ksawery Wójciński (kontrabas, gitara basowa) i Wojtek Kurek (perkusja). Każde z nich to nazwisko z trochę innego świata. Wójciński to wybitny kontrabasista mający na koncie udział w kilkudziesięciu albumach z najróżniejszymi formacjami improwizowanymi; Kurek to perkusista znany z radykalnych elektronicznych eksperymentów; Zagajewska – wokalistka i poetka, członkini m.in. Voice Act, Casting Lots i Figi, autorka świetnie przyjętego debiutu poetyckiego Wyrobiska (wydanego w 2023 roku przez łódzki oddział SPP).
Ich pierwsze dwa albumy – Ciche miejsca (2022) i Puste ulice (2023) wydane przez Gusstaff Records ugruntowały pozycję Tulei tuż obok twórców, którzy polską tradycję przeciągają do współczesności bez taryfy ulgowej: choćby poszukującego Księżyca, projektów Remka Hanaja czy folk-punkowej Hańby!. Jednak to byt osobny, inny od każdej z tych formacji.
Bo Tuleje od początku robiły coś specyficznego. Zamiast rekonstruować oryginalne pieśni z konińskich zeszytów, zespół brał archaiczne melodie i podkładał pod nie nowe teksty – autorskie wiersze Zagajewskiej. Pieśń ludowa zostaje, ale język przesuwa się o sto lat. To zabieg na pozór drobny, w praktyce jednak wywrotowy: pozwala uniknąć cepeliowskiego skansenu, nie zdradzając przy tym źródła.
Wiersze Zagajewskiej, znane z publikacji w „biBLiotece”, „KONTENCIE”, „Drobiazgach” czy „Tlenie Literackim”, trudno wpisać w obowiązujące obecnie w polskiej poezji główne nurty. Jest w nich coś z somatycznego konkretu, dyscypliny obserwacji i eksperymentalnej lingwistyki – nigdy nie ma tu jednak efekciarstwa. Tytuł jej tomu, Wyrobiska, mówi sporo: to język wykopany, wybrany prosto ze złoża, pozbawiony zbędnego tłuszczu. Ma w sobie ciężar materiału i precyzję narzędzia.
W Tulejach ta poetyka odnajduje swój dźwiękowy odpowiednik. Zagajewska nie śpiewa tak, jak przyzwyczaiły nas do tego wokalistki współczesnego folku – nie inscenizuje wiejskiej szorstkości na siłę, nie udaje muzyki dawnej, nie chowa się też za bezpiecznym, jazzowym kunsztem. Traktuje głos tak, jak traktuje słowo: jako medium, które trzeba precyzyjnie dobrać do zadania. Raz to chłodna recytacja, raz krzyk, kiedy indziej frazowanie tak bliskie tradycyjnemu, ludowemu lamentowi, że trudno uwierzyć w metrykę urodzenia artystki.
Nagłe przejaśnienia – wydawane przez Gusstaff Records oraz Don’t Sit On My Vinyl, we współpracy z Polskim Radiem – przynoszą głęboką korektę brzmienia. Najważniejszą decyzją aranżacyjną jest tu przesunięcie akcentu na gitarę basową, która niemal całkowicie wypiera znany z poprzednich płyt kontrabas (ten ostatni wraca jedynie w formie efemerycznych, powidokowych mikro-wstawek).
To nie jest niewinna roszada instrumentów. Kontrabas u Wójcińskiego zawsze miał w sobie coś z organicznej, głębokiej i rezonującej tkanki starej chałupy – naturalnie napowietrzał i zmiękczał sekcję. Bas elektryczny pracuje zgoła inaczej: jego dźwięk jest kanciasty, zmatowiony, uderza zwartym, mechanicznym, wręcz zimnofalowym atakiem. Wprowadza duszny, seryjny trans.
Ta brzmieniowa transformacja buduje idealnie zurbanizowaną, klaustrofobiczną przestrzeń, która staje się naturalnym tłem dla nowej warstwy lirycznej. Teksty, tym razem pisane przede wszystkim w trzeciej osobie, rezygnują z intymnych, pamiętnikarskich wyznań na rzecz chłodnej roli miejskiego obserwatora. Z konińskiej prowincji Tuleje przenoszą nas do wnętrza współczesnego, banalnego mikrokosmosu: do dusznych klatek schodowych, podziemnych peronów stacji metra, nocnych autobusów i anonimowych dramatów rozgrywających się w surowym świetle jarzeniówek.
Gdy Zagajewska melodeklamuje na tle jednostajnego, niemal industrialnego motywu basu natychmiast staje przed nami polskie miasto bez makijażu. To już nie jest opowieść o polnej drodze, ale o betonie, który nasiąkł dokładnie tym samym rodzajem tęsknoty i samotności.
Mogłoby się wydawać, że to zerwanie z folkową tożsamością. W praktyce jest dokładnie odwrotnie. Pieśń ludowa nigdy nie była muzyką czystego pejzażu – była kroniką ludzi, którzy w tym krajobrazie próbowali przetrwać. Ballada o niewiernym kochanku, o zmęczeniu pracą, o dziewczynie, która szuka ucieczki w nurcie wiejskiego stawu – to przecież bezpośrednie strukturalne odpowiedniki miejskich opowieści Zagajewskiej. Tuleje nie odchodzą od ludowej narracji; przenoszą ją po prostu do świata, w którym wiejską sadzawkę zastąpiło torowisko tramwajowe, a swaty – algorytm Tindera. Surowy, elektryczny bas okazuje się najbardziej logicznym językiem tego transferu.
W tym miejscu warto dotknąć kwestii, na której w pisaniu o muzyce najłatwiej się wyłożyć. Tuleje to zespół, który nieustannie operuje pojęciem prawdy – bez używania samego słowa, rzecz jasna, bo ono w recenzjach potrafi brzmieć pretensjonalnie. A jednak trudno o inny termin.
Muzyka ludowa nosi w sobie prawdę, której nie da się sfałszować: prawdę powtarzalności. Pieśń, która przeszła przez setki gardeł, ma w sobie destylat doświadczenia, którego sterylny album studyjny rzadko dotyka. Prawda poezji Zagajewskiej jest podobna: to nie sucha zgodność z faktami, lecz idealna adekwatność słowa do tego, co naprawdę widzi autorka. Tuleje robią coś ryzykownego: nakładają jedną prawdę na drugą i sprawdzają, czy te światy nie zaczną zgrzytać.
Nie zgrzytają. Obie te prawdy pochodzą bowiem z tego samego źródła – z uważnego patrzenia. Wiejska śpiewaczka i miejska poetka spoglądają na rzeczywistość z innych punktów, ale obie robią to bez filtra. Tak właśnie spoglądają na świat Tuleje – nie ma tu żadnego fałszu. Jest za to ogromna dyscyplina i pasja. Czyli dokładnie to, czego brakuje większości polskich folkowych projektów: głębokie przekonanie, że tradycji nie trzeba na siłę „ratować” ani rekonstruować w garniturach. Ona doskonale wie, co ze sobą zrobić, jeśli tylko da się jej do ręki współczesny instrument.
Nagłe przejaśnienia to płyta dla każdego, kto szuka folku potrafiącego mówić językiem bezwzględnej teraźniejszości; dla każdego, kto czytając Zagajewską, pomyślał, że te wiersze aż proszą się o gęstą sekcję rytmiczną. To album dla tych, którzy jeżdżą nocnym autobusem linii 503 i podskórnie czują, że to też jest przestrzeń do snucia współczesnych pieśni o doli i niedoli. Dla każdego, kto przyjmuje do wiadomości, że polskie miasto i polska wieś nie są dwoma osobnymi bytami, ale tym samym światem – przesuniętym zaledwie o pokolenie lub dwa.
I wreszcie dla każdego, kto ceni w muzyce fundamentalną zasadę, którą Tuleje respektują bezkompromisowo: że dźwięki, które nie mają nic istotnego do opowiedzenia, po prostu nie powinny powstawać.
Karol Mazurek
The band Tuleje consists of Gosia Zagajewska, Ksawery Wójciński and Wojtek Kurek. Their original arrangement of folk music from eastern Greater Poland is filled with deep respect for the original material, and at the same time expresses their subjective view of tradition. A bold look, full of references to jazz, blues, early music and free improvisation.
But Tuleje's third album marks a distinct shift towards urban rawness and a new sonic identity. The greatest change to the musical foundation is the foregrounding of the bass guitar, which almost entirely replaces the double bass from previous albums (appearing here only as subtle, nostalgic accents). This shift in instrumentation gives the material a more resilient, "asphalt" character, perfectly complementing the lyrical layer. The lyrics, this time written primarily in the third person, forgo personal confessions in favor of a keen observer.
Each track is a distinct, self-contained story embedded deep within the urban reality – from stuffy stairwells, metro stations, and night buses, to anonymous micro-dramas unfolding in neon light.
The album creates a sonic map of the metropolis, where the bass pulse becomes the rhythm of the sidewalks, and the narrator's detachment allows the listener to fully immerse themselves in the fates of the characters in these urban tales
..::TRACK-LIST::..
1. Płot 02:51
2. Włos 03:16
3. Grzbiet 04:34
4. Noc 04:42
5. Lot 03:14
6. Kiosk (feat. Maurycy Wójciński) 03:33
7. Drzwi 06:04
8. Len (only CD) 03:51
9. Miot 08:18
..::OBSADA::..
Gosia Zagajewska - vocal
Ksawery Wójciński – bass, double bass, vocal
Wojtek Kurek – drums. vocal
SEED 15:00-22:00.
POLECAM!!!
|