Best-Torrents.com




Discord
Muzyka / Death Metal
DEICIDE - IN TORMENT IN HELL (2001/2025) [WMA] [FALLEN ANGEL]


Dodał: Fallen_Angel
Data dodania:
2026-06-12 16:22:28
Rozmiar: 236.31 MB
Ostat. aktualizacja:
2026-06-12 16:22:28
Seedów: 0
Peerów: 0


Komentarze: 0

...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...


..::OPIS::..

5 dni(słownie pięć) dni – tyle nagrywano najbardziej znienawidzony krążek Deicide. Pewnie nie jedna okładka tej nieszczęsnej płyty była przemoczona od plwocin „wiernych” fanów… Przy okazji okładka podsumowuje ówczesną twórczość zespołu, nawiązując do symbolicznych okładek poprzednich wydawnitw.

Początek nowego tysiąclecia dla Bentona i spółki zapowiadał się burzliwie, zespół zamyka pewną epokę nagrywając ostatnią płytę dla Roadrunner Records. Legenda głosi – zespół miał zrobić wytwórni na złość być zrobiony na złość i celowo krążek miał być słaby. Ja odbieram In Torment in Hell jako skumulowanie, szczerych emocji podsycanych konfliktem z Roadrunnerem. Dziwię się malkontentom bo ten album jest jednym z najbardziej autentycznych płyt tamtych lat – ta płyta jest zrobiona na wkurwie i to słychać. Deicide wrócił do Brutal Death Metalowego dziedzictwa z początku swojej chlubnej kariery. Oczywiście słychać mankamenty i niedoróbki tego albumu, co jest głównym efektem napisania go w pośpiechu, nie mniej dzięki temu brzmienie zyskało na autentyczności, albumu brzmi jeszcze bardziej oldschoolowo, żeby nie powiedzieć klasycznie. Po trochę za bardzo wypieszczonych Serpents of the Light i Insinrateheymn jest miłą odmianą.

Zawartość In Torment in Hell to osiem intrygujących mniej lub bardziej nieobrobionych brylantów. Już na starcie zostajemy rozbrojeni przez typowe dla zespołu, cyniczne poczucie humoru. Następnie rażeni jesteśmy piekielnie brutalnym growlem. Zarówno tytułowy utwór jak i następny „Christ Don’t Care”, to brudny Brutal Death Metal! Jakiego nie było od lat słychać na krążkach Deicide. Powtórzę jeszcze raz dziwię się krytyce tego albumu, jasne że kompozycyjnie nie dorasta dwóm pierwszym krążkom do sandałów, ale jest to przynajmniej udana próba nawiązania do ich klimatu. Warto zwrócić uwagę na zwalające są z nóg nieocenione kosmiczne, chaotyczne solówki braci Hofmann.

Pasaż otwierający w „Vengeance Will be Mine”, zabija i nie wierze, że w chwili premiery się nie podobał , tak samo jak „efekty specjalne” Bentona i jego demoniczno opętany repertuar „ugh”, powrót rasowych skrzeków – kto na to nie czekał?. Połamane rytmy w średnio szybkim „Immient Doom”, czyż ten kawałek nie wpisuje się w jeden z prekursorskich przykładów Blackened Death Metalu ? Jeszcze lepszym przykładem starej szkoły jest „Child of God” - Death Thrashowa młócka z licznymi zmianami tempa, z porytym chwilami monotonnym riffem .

Największą wadą tej płyty jest jej końcówka, przytłumiony, zadymiony „Worry in the House of Thieves” urozmaica album, przy tym brzmi groteskowo ale za to solówki rekompensują trochę głupawe szczekanie Bentona.

Album nie jest jednolity, poszczególne utwory są wyraziste i nie stapiają się w bezsensowną maź. Standardowo album to półgodziny Deicidowskiego mielenia, po tym albumie tak jak w przypadku kilku ostatnich z naciskiem na Insineratehymn czuję się niedosyt, zwłaszcza, że ta płyta nieznośnie się urywa, nie ma charakterystycznej dla tego zespołu klamry spajającej. Na koniec pytanie retoryczne – czego właściwie długowłosa brać oczekiwała po Deicide Anno Domini 2001? Progresu w stylu The Sounds of Perseverance?! Już poprzednik In Torment in Hell pokazał, że nie dla Deicide pisane eksperymentowanie. Zresztą niektóre późniejsze płyty też to pokażą. Reasumując dupy nie urywa ale przyznać trzeba - Deicide z klasą rozstaje się z wytwórnią, ślepcy nadal będą pluć na oślep, skreślając przyzwoity krążek. Ich wybór i strata.

Ignatius

Powiem szczerze, że bardzo ostrzyłem sobie apetyt na tę płytę, a to między innymi za sprawą pana Bentona, który to odgrażał się w prasie, że nowa płyta Deicide będzie najbrutalniejszym krążkiem roku. Chociaż nie za bardzo mi się w to chciało wierzyć, miałem jednak nadzieję, że chłopaki nie nagrają kontynuacji swojej poprzedniej płyty, która była bardzo ryzykownym posunięciem, punktem ważnym w jego karierze, ale nie wiem czy do końca dobrym i przemyślanym. Mnie osobiście płyta podobała się, jednak i tak uważam, że miała dużo wad: była wolna, gitary nie miały tego charakterystycznego deicide'owskiego ciężaru (tylko bas miał), a perkusja w niczym nie przypominała (może oprócz charakterystycznego brzmienia werbla) poprzednich wielkich dokonań Steve'a.

Muszę powiedzieć, że nowa płyta chłopaków z Florydy jest cięższa od poprzedniczki, tym razem nieco bardziej przemyślana (choć rewolucji szukać tu na próżno), utwory są bardziej agresywne, niektóre przypominają klimatem nawet dokonania zespołu z okresu "Once Upon a Cross" czy "Serpents Of The Light (tak! tak!), kawałki te stanowią jednak niestety mniejszą część płyty, a szkoda, bo w końcu mogło być (znowu!) tak pięknie... Po wielokrotnym przesłuchaniu "In Torment In Hell" uważam, że mimo iż płyta jest znacznie cięższa od "Insineratehymn" to bardzo jest stylowo do niej podobna (oprócz wspomnianych wyżej wyjątków). I choć to na pewno nie jest jej zaletą, to myślę, iż fani Deicide'a spokojnie ją zaakceptują i polubią (chociaż pewnie zdenerwuje ich nieco ciągła schematyczność utworów: intro- zwrotka- refren- zwrotka- refren- solo(ewentualnie)- zwrotka- refren- refren- outro). Zdaję sobie sprawę, jakiej płyty oczekują od Deicide jego wierni i oddani maniacy... ja również na taką płytę czekam i myślę, że Deicide nas jeszcze kiedyś bardzo zaskoczy (pozytywnie oczywiście i może już niedługo!) i nagra płytę, jakiej każdy z nas od nich oczekuję. Na razie to tylko jednak sfera marzeń i przyszłości... nam pozostało cieszyć się płytą "In Torment In Hell". A ta naprawdę nie jest zła. Posłuchajcie tylko sami utworu tytułowego albo "Christ Don't Care", a na dokładkę jeszcze "Vengeance Will Be Mine". Czy ten klimat nie wydaje się wam znajomy? Szkoda tylko, że te trzy kawałki (zresztą trzy pierwsze) należą do najlepszych na płycie, a część środkowa mocno jednak od nich odstaje (z wyjątkiem piątego "Child Of God") i przypomina numery z "Insineratehymn". W końcówce jest już jednak nieco lepiej, jednak albumowi temu z czystym sumieniem mogę wystawić góra ocenę 6. Po prostu, ja osobiście po Deicide spodziewałem się czegoś więcej...

Nie przekreślam jednak tego zespołu (to byłoby bluźnierstwem), ponieważ uważam, że nas jeszcze kiedyś zaskoczy. A na razie idę posłuchać sobie znowu "In Torment In Hell", bo kurczę, jest to w sumie niezła płyta, z kawałkiem naprawdę niezłej muzy... Polecam tylko fanom Deicide'a.

Chaos

Za którymś przesłuchaniem niesławnego „Insineratehymn” doszedłem (a może i dojszłem – blisko miałem do półki z płytami) do wniosku, że ciężko będzie im nagrać coś gorszego. Stan ten i przekonanie trwało do pierwszego odpalenia In Torment In Hell po tym, jak znacznie wcześniej powędrował on na półkę. Początkowy — choć i tak nie przesadny — entuzjazm, spowodowany tylko tym, że album jest zwyczajnie szybszy od poprzednika, został zmieciony. Przecież to się okazało jeszcze gorsze! Benton na każdym kroku podkreślał, jak to szybko (w 4 dni) i tanio (za 5600 $) nagrali tę płytę… Efekt jest taki, że naprawdę słychać, iż w In Torment In Hell nie włożono zbyt dużo pracy ani środków pieniężnych. O zgrozo nawet wcześniejszy krążek mógł się poszczycić bardziej „ostrym” i wyraźnym brzmieniem. Tu na umiarkowany plus zmienił się sound werbla, ale reszta… Mnie szczególnie irytuje szum, dudnienie i „buczenie” czegoś, co chyba miało być w zamyśle drugą gitarą albo nawet i basem. Co do muzyki – tak, całościowo jest ona szybsza niż na „Insineratehymn”, ale to zupełnie nic nie daje, mamy bowiem do czynienia z nadzwyczajnym stężeniem schematyzmu i powtarzalności na minutę grania. A gdy jeszcze pojawiają się te nieszczęsne zwolnienia, to już w ogóle robi się niewesoło. Tym sposobem dostajemy coś na kształt kilku niedorobionych wersji niedorobionego i zabiedzonego „Kill The Christian”. Nie żebym oczekiwał po Deicide rewolucyjnej oryginalności, ale trzeba przyznać, iż drzewiej tak z nimi bywało, że jakoś sprawniej montowali do kupy te swoje patenty. A tu… Ech. Słowem: to co musieli – odbębnili, nie zważając przy tym na jakość produktu końcowego. Czemu się dziwić, skoro po paru latach sami przyznawali, że ten album powstał po tylko to, by wyzwolić się spod „opiekuńczych” skrzydeł Roadrunner. Plusy… pewnie jakieś są, niektórym nawet udało się kilka wyliczyć… Ja tak nie potrafię (czy też nie chcę) i mogę skupić się przede wszystkim na wadach, a w te — sami przyznacie — In Torment In Hell obfituje. Nie przekonuje mnie żaden element tego krążka. Trudno, co robić? Proste – nie kupować i nie słuchać. Mnie, niestety, pozostaje już tylko to drugie.

demo

The rational minded among us might suppose that, a single year after one of your flagship death metal acts released their most mediocre effort to date, you'd want them to take to their time when next they enter the studio. If the members of Deicide are to be believed, this was not the case for In Torment In Hell, a purported rush job at the bequest of Roadrunner. Why am I not surprised? This is the same label, after all, which rose (or fell) from genuine greatness in the 80s to one of the trendiest cash whores in all the extreme music industry. The label that, two years hence, would release the worthless 'Best of' Deicide compilation to squeeze a few more bucks beyond this heap of negligible returns...

As it turns out, though, the production and the album art (which isn't frankly all that bad, merely a re-integration of past cover symbols) are not the only impediments to this wretched low. The songwriting is equally to blame, a collection of mundane and uninteresting riffs that offer nothing the band hadn't already delivered in exponentially greater quality on their formative releases Deicide (1990) and Legion (1992). In fact, the music here is so mediocre that it makes the vapid, ridiculous leads sound positively angelic by comparison, as wild and meaningless as they tend to be. In Torment In Hell is perhaps closer to the band's roots than as Insiniteratehymn, but where that album still had the capacity to bust out a half-decent guitar pattern, these are treacherously forgotten within seconds of their passing. Your typical mix of grooving chugs over double bass and explosive old school speed picking that in no way comes off effectively malevolent or even muscular (arguably the band's one strength on their better works).

The vocals might occasionally resonate along with Benton's finer performances, but their meter comes off wholly generic and derivative of the band's back catalog. I'm seriously hard pressed to think of even one riff I appreciated on the album. Even the tighter tracks like the mosh intensive "Let It Be Done" and "Imminent Doom", or the thrashing closer "Lurking Among Us" fall flat on their inverted crosses. Don't even get me started on the title track, which is perhaps the worst on the album, a poor choice for an opener. As the band would agree, the mix sounds like shit. Pick any random demo from a brutal death metal band around the turn of the century and you're likely to find better. I like the zip of the leads, but only because their frivolous tone makes them stand pitchfork and horns above the rest of this lazy, lamentable lattice. Deicide have released other disappointments through their career, but this might have given Jesus the last laugh if they hadn't decided to survive through it.

autothrall



..::TRACK-LIST::..

1. In Torment In Hell (Feat. Bob Larson) 4:02
2. Christ Don't Care 2:51
3. Vengeance Will Be Mine 4:24
4. Imminent Doom 3:41
5. Child Of God 3:35
6. Let It Be Done 3:34
7. Worry In The House Of Thieves 4:16
8. Lurking Among Us 4:34



..::OBSADA::..

Vocals, Bass, Written-By [All Lyrics] - Glen Benton
Drums - Steve Asheim
Lead Guitar - Brian Hoffman, Eric Hoffman



https://www.youtube.com/watch?v=Rlr_uBhZxjE


SEED 15:00-22:00.
POLECAM!!!

Komentarze są widoczne tylko dla osób zalogowanych!

Żaden z plików nie znajduje się na serwerze. Torrenty są własnością użytkowników. Administrator serwisu nie może ponieść konsekwencji za to co użytkownicy wstawiają, lub za to co czynią na stronie. Nie możesz używać tego serwisu do rozpowszechniania lub ściągania materiałów do których nie masz odpowiednich praw lub licencji. Użytkownicy odpowiedzialni są za przestrzeganie tych zasad.

Copyright © 2026 Best-Torrents.com