Best-Torrents.com




Discord
Muzyka / Progressive Rock
UK - NIGHT AFTER NIGHT [LIVE!] (1979/2026) [WMA] [FALLEN ANGEL]


Dodał: Fallen_Angel
Data dodania:
2026-06-04 12:24:26
Rozmiar: 552.15 MB
Ostat. aktualizacja:
2026-06-04 12:24:26
Seedów: 0
Peerów: 0


Komentarze: 0

...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...


..::OPIS::..

Zremasterowana wersja poszerzona o 38 minut - cztery długie utwory zarejestrowane podczas tej samej trasy! Świetny, koncertowy (trzeci i zarazem ostatni w dyskografii) album progresywnej supergrupy, złożonej z byłych członków King Crimson (John Wetton), Roxy Music (Eddie Jobson) i Zappy (Terry Bozzio - znany m.in. z LP "Zoot Allures").
Była to ostatnia formacja lat 70-tych z powodzeniem nawiązująca do najlepszych dokonań gatunku. Doskonały dźwięk i gustowna grafika.



Atrakcyjny, dynamiczny koncert, efektowny, energicznie zagrany, z prawdziwie rockowym wykopem. Do tego niespecjalnie trudny w odbiorze. Dla kazdego fana ambitniejszego rocka - czysty relaks. I jeżeli ktoś sobie pomyśli, że pewnie nieprzypadkowo recenzja tej płyty ukazuje się trzy dni po krakowskim koncercie UK, to ma absolutną rację. Zupełnie nieprzypadkowo. Miało być co innego, ale zaraz w czwartek „Night After Night” wylądowało w moim przenośnym odtwarzaczu i przeskoczyło kolejkę (pierwotnie dzisiaj miał być pierwszy solowy Wetton).

Z tym krążkiem jest związana cała historia. Był to pierwszy zachodni winyl jaki sobie kupiłem i to w dość specyficznych okolicznościach. Po dość długim pobycie opuściłem szpital w Rzeszowie, a że był początek grudnia, to postanowiłem sobie od razu kupić prezent na św. Mikołaja. Udałem się do miejscowego sklepu płytowego Fono-Kram po debiut Marillion. Niestety akurat w tym momencie nie było go na stanie, więc zacząłem rozglądać się po półkach za czymś innym. Jakoś nie potrafiłem się na nic zdecydować, już mój papo zaczynał się niecierpliwić, aż dostrzegłem w pewnym momencie niebieska okładkę z napisem „UK”. Nie była to dla mnie obca nazwa, bo „Danger Money” już znałem i bardzo mi się podobało. „Night After Night” co prawda nie słyszałem, ale to był żaden problem – było „Nothing to Lose”, „Rendezvous 6:02”, „Ceasar’s Palace Blues” – czego chcieć więcej? Poza tym ze dwa utwory posłuchałem na miejscu. Zapłaciłem „jedyne” 3200 złotych i płyta zmieniła właściciela. W tym czasie, w połowie lat osiemdziesiątych zakup takiej płyty był poważnym wydarzeniem, omalże świętem – dostęp do takiego towaru nie był łatwy. Najczęściej były to rzeczy z „drugiej ręki”, a przeciętny komis płytowy dysponował 50-70 tytułami, zwykle w pojedynczych egzemplarzach, poza tym był to też wyjątkowo kosztowny sport. Niecałe dwa lata później, kiedy poszedłem do pracy, pierwszej pensji dostałem 8150 złotych ( nawet jak na tamte czasy bardzo mało), to relatywnie w porównaniu do dzisiejszych zarobków cena takiej jednej płyty musiałaby teraz oscylować w granicach 400 – 500 złotych. A to była jedna z najtańszych wtedy tam w Fono-Kramie, bo na przykład świeżo wydany debiut Stinga kosztował 5000 złotych.

„Night After Night” to była chyba też pierwsza zachodnia płyta, która usłyszałem „na żywo”, to jest z własnego gramofonu, bez pośrednictwa radia. I dynamiczne wejście syntezatorów w czwartej minucie „Rendezvous 6:02” – jak to zabrzmiało, na niezłym sprzęcie, z dobrze nagranego i wyprodukowanego (nie trzeszczącego) winyla – tego wrażenia nie zapomnę nigdy, jest to jedno z moich najważniejszych doświadczeń muzycznych.

Swego czasu była to jedna z moich dziesięciu ulubionych koncertówek ever, ale było to już jakiś czas temu. Później poznałem trochę więcej tego typu wydawnictw i to już nie jest pierwsza dziesiątka, chociaż dwudziestka pewnie tak. Poza tym ktoś mnie „poszczuł” „Concert Classics vol.4”, znanym też jako „Live In Boston” a jest to rzecz znacznie lepsza od „Night After Night”.

Ale wracając do tematu – biorąc pod uwagę oba krążki studyjne, „Night After Night” jest z pewnością poniżej możliwości grupy, bo jest „zaledwie” trochę lepiej niż bardzo dobre, a powinno być co najmniej znakomite. Zestawienie utworów też raczej optymalne nie jest, ale w tym przypadku każdy fan inaczej by wypełnił te trzy kwadranse, więc w tej sytuacji musimy wziąć pod uwagę czasowe ograniczenia nośnika. Co też ważne - trzyosobowe UK miało swoje założenia taktyczne i ma to również swoje odzwierciedlenie na tej płycie. Już „Danger Money” przyniosło muzykę bardziej przebojową i bliższą, powiedzmy, AORowi niż debiut i ten koncert też jest taki – można powiedzieć, że nawet bardziej rockowy niż prog-rockowy. A nowe utwory – tytułowy i „As Long As You Want Me Here” – to proste, rockowe piosenki. Inna broszka, że i tak zagrane jest to znakomicie. Zawsze najbardziej podobały mi się „Nothing to Lose”, „Night After Night” i „Rendezvous 6:02”, chociaż cala druga strona, a zwłaszcza set z pierwszego krążka to też nie w kij dmuchał – to jest to bardziej prog-rockowe UK.

Może i „Night After Night” to jest tak z półtorej stopnia niżej od absolutu, ale to i tak jeden z tych klasycznych albumów koncertowych z lat siedemdziesiątych, w zasadzie absolutna ekstraklasa i zakup tego winyla był dobrą inwestycją.

Wojciech Kapała


This is the live record of the 2 UK's studio albums. The sound is only good. There are 2 new songs: "Night after night" and "As long as you want me here". The more accessible "Night after night" is not very complex, more diluted, so that it is a bit disappointing, although there is a very good organ solo. "As long as you want me here" contains an interesting & too short intro of really modern & futuristic keyboards; Jobson's simple piano and Wetton's vocals are quite addictive and catchy, but nothing is really complex and elaborated on this track. The keyboards intro on "Alaska" is ABSOLUTELY flamboyant: quite better and louder than on the studio album. The complex & fast parts like on "Presto vivace" are VERY well played: Jobson is a GOD! Jobson's electric violins are very fast and elaborated, especially on "Caesar's Palace Blues", reminding Darryl Way's work or himself playing with Curved Air. The enthusiastic crowd favorably responds. Instead of the 2 new tracks mentioned above, UK should have played the complex bit a la ELP on "Carrying no cross". Have you heard the curious cut effect made on the crowd's "UK" shout, after the "Caesar's Palace Blues" track?

greenback


If memory serves this album comes with a different artwork too, since I remember the back of this vinyl coming with a satellite picture of the UK (and not Alaska like some might have written), but this is the group's ony official live album, the rest being posthumous exploitation albums. Although one might argue that this live album was a shameless exploitation of a flogged to death group, but this album has the merit of bringing to its fans three new track, not yet present on the two studio ones. But that's about its only merit, really as this album doesn't exploit much the live possibilities?? Don't come to this looking for extended solos or very different or powerful version of studio tracks.
After the extremely dull and boring new track Night After Night, where obviously Wetton can't help telling us how his life is a routine (and if not the case, he should choose his track title better, then), how can a prog fan not feel bored. A soporific rendition of RDV 6:02 follows and then an Asia preview with Nothin To Lose (John's really not hiding his career choices here) are preceding another new track, the AOR-lyrics-filled As Long As You Want Me There (John you talking to the fans or your wife???), this opening side is simply laughable and best forgotten. No wonder the punks balked and keeled over from laughter?? Yyyyuuuuuckkkkkkkk!!!!!!!!!........ Gooey and slimy stuff.

The flipside is not faring much better I'm afraid, though, even if Jobson's Alaska track brings some ELP ambiance that the other trio had forgotten about. A slow starter Moog-like intro, transformed by Emerson's organ, until Lake's vocals (uuuuhhrrr!!?.. I mean Wetton's) in Time To Kill take the exercise into grotesque territory, even if the violin solo is not without its merit (but nowhere close to Ponty's works). The intro of In The Dead Of Night is fairly different-sounding than its studio version, but ultimately it doesn't change much what is the group's better track over the three albums. As you'd guess Presto Vivace sounds very ELP-esque again and the closing CPBlues is nothing but a bore?. Best forgotten, really, this flipside is somewhat better than the catastrophic alter ego.

Just like its two studios disc, this UK album is better left alone sitting on store shelves or, in case you were ill-advised and acquired it, next to the garbage can. Visibly, ridicule didn't kill or maim in the late 70's, but then when listening to Wetton's next adventures, ridicule didn't kill either in the 80's. Don't say I didn't warn you.

Sean Trane



..::TRACK-LIST::..

1. Night After Night 5:23
2. Rendezvous 6:02 5:17
3. Nothing To Lose 5:27
4. As Long As You Want Me Here 5:00
5. Alaska 4:16
6. Time To Kill 4:22
7. Presto Vivace 1:03
8. In The Dead Of Night 6:23
9. Caesar's Palace Blues 4:45

Bonus Tracks:
10. Danger Money 8:15
11. The Only Thing She Needs 8:46
12. Thirty Years 6:21
13. Carrying No Cross 13:26

All tracks recorded live at Nakano Sun Plaza and Seiken Kan, Tokyo, Japan
between 29th May and 4th June 1979.



..::OBSADA::..

Terry Bozzio - drums, percussion
Eddie Jobson - keyboards, electric violin
John Wetton - vocals, bass



https://www.youtube.com/watch?v=BWNtOZrJVx0


SEED 15:00-22:00.
POLECAM!!!

Komentarze są widoczne tylko dla osób zalogowanych!

Żaden z plików nie znajduje się na serwerze. Torrenty są własnością użytkowników. Administrator serwisu nie może ponieść konsekwencji za to co użytkownicy wstawiają, lub za to co czynią na stronie. Nie możesz używać tego serwisu do rozpowszechniania lub ściągania materiałów do których nie masz odpowiednich praw lub licencji. Użytkownicy odpowiedzialni są za przestrzeganie tych zasad.

Copyright © 2026 Best-Torrents.com