|
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..
..::OPIS::..
Pierwotnie wydany (i tam również nagrany) wyłącznie w RPA, świetny, progresywny album z 1974 roku i zarazem solowy debiut pochodzącego z Wielkiej Brytanii klawiszowca, po latach znanego m.in. z płyt Camel, Cockney Rebel, Kate Bush (pierwsze trzy) i Budgie. Wydany niegdyś przez Vertigo (i wart obecnie ok. 200 euro) album zawierał połączenie stylistyki Refugee, Morgan i wczesnego Wakemana. Trzy długie kompozycje oparte na przeróżnych brzmieniach klawiszy (oczywiście z sekcją rytmiczną) i na szczęście bez nudnawych dłużyzn. To jest art-rock z najwyższej półki! Po przyjeździe do Wielkiej Brytanii Mackay grał m.in. na płytach takich wykonawców, jak Baker Gurvitz Army, Colosseum ll, Cockney Rebel, Kate Bush, Camel, Budgie oraz Alan Parsons Project.
JL
Robiąc porządki w zapomnianej szafce natknąłem się na ten właśnie album. Przegrałem go sobie od kolegi, który kilka lat temu pożyczył mi kompakt. Miałem ten album już wcześniej na winylu, jednak na stronie drugiej widnieje rysa, przez którą komfort słuchania dalece odbiega od stanu satysfakcji. Przegrywany CDek pozostał co mnie bardzo cieszy. Raz, że mogę tej płyty wysłuchać w całości, dwa, kompakt zawiera dodatkowy utwór o którym tu tylko wspomnę na sam koniec. Jedziemy…
Dunkan urodził się w Leeds w Anglii, jednak jako młody chłopak przeprowadził się wraz z rodzicami do Johannesburga w RPA. Tam zainteresował się instrumentami klawiszowymi, a efekt jego pracy możemy wysłuchać właśnie na tym albumie. To znakomite progresywne granie w którym jako żywo możemy doszukać się odniesień do takich tuzów jak Keith Emerson, Rick Wakeman czy Patrick Moraz.
W nagraniu tej płyty udział wzięło jedynie trzech facetów. Oczywiście Duncan, jego brat Gordon, który zagrał tu na fortepianach i skrzypcach oraz perkusista Mike Gray. Na albumie znalazły się trzy pozycje.
Stronę pierwszą otwiera utwór zatytułowany Morpheus. To w tym utworze usłyszymy większość partii śpiewanych na całym tym albumie. Przyznam szczerze, że głos Duncana nie porywa jakoś szczególnie, jednak tragedii nie ma i można przymknąć oko na pewne niedociągnięcia. Od pierwszych sekund atakują nas organy Hammonda, syntezatory i fantastyczny fortepian. Całość wyśmienicie napędza perkusja. No i chwilę później pojawia się rzeczony głos Duncana. Jak pisałem nie razi, nie fałszuje jednak nie do końca mi odpowiada. Cały utwór to świetne melodie i odniesienia do wielu stylów muzycznych. Usłyszymy tu zarówno dźwięki bluesowe, jazzowe czy w końcu rockowe. Wszystko to połączone jest z ogromnym smakiem i wyczuciem. Co jeszcze? Ciekawe zmiany tempa (w większej części utwór jednak galopuje) i wiele pomysłów. Jak wspomniałem na początku cały urok tego utworu to Hammondy kapitalnie współpracujące z fortepianem. Mocny, trwający ponad jedenaście minut początek płyty.
Na stronie pierwszej czarnego wydania znalazł się jeszcze jeden utwór. 12 Tone Nostalgia bo taki nosi on tytuł w rzeczy samej rozpoczyna się nostalgicznie. To kompozycja w całości instrumentalna. Na początek świetne organy i ponownie fortepian wprowadzające element zadumy i skupienia. Słychać tu wyraźnie echa Bacha i ELP. W dalszej części w całości dominuje Mackay i jego Hammond oraz syntezatorowe wariacje. Plus oczywiście znakomita perkusja. Gdzieś na chwilkę pojawiają się skrzypce drugiego z braci Mackay. Świetne symfoniczne zakończenie.
Stronę drugą wypełnia w całości trwający niemal dwadzieścia minut gigant zatytułowany Song For Witches. Utwór rozpoczynają odgłosy burzy. Walą pioruny, leje deszcz i mocno wieje. Wchodzą klawisze. Dość złowrogi syntezatorowy początek przechodzi w organową psychodeliczną część. Ta, kilka minut później utwór przeradza się i mamy kapitalny jazzowy fragment (brawa w szczególności dla fortepianu, ale i Mike Gray radzi sobie doskonale). Po nim wracamy do symfonicznego brzmienia i Hammonda na czele. Tu Mackay znakomicie dozuje słuchaczowi napięcie, zmienia tempo od wolnego do wręcz szaleńczych galopów. Fantastyczne są te wszystkie przejścia, pomysły i wirtuozeria. W okolicach dwunastej minuty ponownie do głosu dochodzi fortepian, który też niezwykle czaruje. Następnie organy kościelne, powiew gotyku i wreszcie jak w utworze pierwszym śpiew Duncana. Ostatnie minuty to już pokaz kunsztu w grze na instrumentach klawiszowych. Jako wisienka na torcie wspaniała solówka na perkusji.
Kompaktowe wznowienie zawiera dodatkowy utwór (The Opening). Ten pochodzi z roku 1990 i pasuje do reszty płyty jak pięść do nosa. Nie, nie jest zły, ale wyraźnie słychać z jakiego okresu pochodzi i nowoczesność brzmienia nijak nie pasuje do oryginalnego materiału. Po co to wydawca zrobił? Pewnie dla zachęty.
Reasumując. Chimera to naprawdę bardzo dobry album. Szkoda jedynie, że nieco zapomniany. Jak pisałem na samym wstępie słychać tu wiele odniesień muzycznych do takich zespołów jak ELP, Refugee, The Nice czy niemieckiego Triumvirat. Miłośnicy organowej czy nawet idąc dalej, klawiszowej odmiany rocka progresywnego znajdą tu dla siebie całą masę kapitalnych partii, melodii i dźwięków.
Na sam koniec dodam jeszcze tylko, że Mackay po Chimerze nadal tworzył i nagrywał. Przeniósł się z powrotem do Anglii i tam współpracował między innymi z grupą Camel, Alan Parsons Project czy Kate Bush.
SzyMon
The long time forgotten keyboardist DUNCAN MCKAY has at last been added to Prog Archives database by the Symphonic Team, so it's time to review his 1974 release "Chimera", an impressive work with great music but sadly almost unknown, due to the hard competition of the early 70's.
The album presents us an impressive display of keyboards of all kinds, piano, Hammond B3 organ, Denon electric piano, clavichord, ARP synthesizer ,etc, all taken to the maximum of their possibilities by MACKAY who does a very competent work. But that's not all, DUNCAN has a pretty decent voice and is supported by his brother Gordon, who adds some piano and violin, plus Mike Gray in the drums...Yes, it's true, no guitar or bass.
"Chimera" is opened with the strange "Morpheus", contrary to what the name may imply, the song has nothing dreamy or oneiric, as a fact is a frenetic song with multiple and radical changes of style, that go from pristine Symphonic with clear Rick Wakeman references to hard and excessive in the mood of Keith Emerson with a touch of Jürgen Fritz from TRIUMVIRAT.
The vocals are good enough and the drums are outstanding, a solid track from start to end, maybe a bit bombastic but strong and interesting
The second track "12 Tone Nostalgia" starts dramatic and sober, with a dramatic edge, and even when MACKAY explores all the possibilities of the keyboards, that heavy and almost Psychedelic atmosphere provided by the Hammond Organ adds emotion and sentiment.
The instrumental breaks marks a change; from being sober and nostalgic, the song changes into bombastic and unpredictable, MACKAY includes everything, from Bach inspired music to ELP oriented passages, and incredibly "REFUGEE" sounds (something hard to believe because both albums were released in 1974). Maybe people will say it's pompous and self indulgent....But that's the reason why I love it, at the end...Isn't that what we seek for in Prog Rock?
The original release ends with the 19:15 minutes epic "Song for Witches", a really strange song that begins with a clear Psychedelic inheritance, MACKAY and band jam with the instruments as if they were in the late 60's, and suddenly, when less expected they move into a frenetic Jazz section, with a slight MAHAVISHNU influence, but this doesn't last too long, MACKLAY as usual returns to the complex fantasia of sounds and influences that go from Classical, Baroque and Gothic to something that could had been released by THE NICE...The guys is absolutely versatile and this deserves credit.
My copy of "Chimera" is closed by a 1990 released bonus track contradictorily named "The Opening", even when it's obvious that MACKAY'S skills have improved even more, the sound is radically different, more modern and with a strong mainstream component in the vein of late ALAN PARSONS PROJECT, but we are here to talk about the original release, and even when the song is entertaining, sounds completely out of place in a 1974 release, and for that reason doesn't alter my opinion about the original album.
I believe "Chimera" is a forgotten gem that deserves no less than 4 stars, so except for people who dislike pompous music, it's highly recommended.
Ivan Melgar M
..::TRACK-LIST::..
1. Morpheus 11:15
2. Twelve Tone Nostalgia 8:09
3. Song For Witches 19:35
..::OBSADA::..
Vocals, Piano, Electric Piano, Synthesizer, Organ [Hammond B3], Clavichord, Bass [Pedal] - Duncan Mackay
Violin, Electric Piano, Piano - Gordon Mackay
Drums, Backing Vocals - Mike Gray
https://www.youtube.com/watch?v=UXRA3UozSYo
SEED 15:00-22:00.
POLECAM!!!
|