Best-Torrents.com




Discord
Muzyka / Death Metal
OBITUARY - WORLD DEMISE (1994/2025) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]


Dodał: Fallen_Angel
Data dodania:
2026-01-06 16:39:46
Rozmiar: 177.90 MB
Ostat. aktualizacja:
2026-01-06 16:39:46
Seedów: 0
Peerów: 0


Komentarze: 0

...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI..


..::OPIS::..

Poprzedniej płycie Nekrologu zarzucałem przesadną „równość” materiału i niespecjalną innowacyjność. Z World Demise sprawa wygląda już inaczej, bowiem panowie Amerykańcy wykonali odważny krok naprzód i nieco odmienili swoje granie, co wielu osobom zdecydowanie nie przypadło do gustu. O żadnej wielkiej rewolucji mowy oczywiście nie ma, ale jak na ten zespół przeobrażenia i tak są wyraźne. W muzyce pojawiło się trochę bezpośrednich hard core’owych elementów, gdzieniegdzie powplatano rozmaite sample (w tym także o zabarwieniu „etnicznym”), większy nacisk położono na uwypuklenie rytmu (brawa dla Donalda i Franka!), zaś riffy stały się rwane i bardziej plastyczne. Nie zmienia to faktu, że rdzeń całości pozostał nienaruszony – prosty i dość mozolny death metal starej szkoły. Brzmienie jest dużo ciekawsze niż na poprzedniej produkcji – bardzo przestrzenne, organiczne, soczyste i jak zwykle niesamowicie ciężkie. Trzeba przy tym zauważyć, że te utwory pulsują, żyją własnym wewnętrznym rytmem. Wspomniałem wyżej o samplach; owszem, pojawiają się, niemniej jednak w ogóle nie przeszkadzają i w kilku miejscach wyszły całkiem całkiem (np. w „Final Thoughts”). Jak powszechnie wiadomo, John Tardy to prawdziwy mistrz w wyrzygiwaniu „tekstów”, więc i tym razem spisał się znakomicie. Płytę rozpoczyna „Don’t Care” – jeden z tych niewielu numerów, przy których idzie się w tany bez względu na okoliczności i późniejsze konsekwencje – przy nim po prostu rzuca słuchaczem jak rannym niedźwiedziem, obłęd i tyle! Dalej też jest nieźle. „Redefine”, „Solid State”, „Burned In” – to tylko niektóre z ciekawych kawałków na tym albumie. Solówki prezentują się raczej standardowo dla Obituary, choć jest też chlubny wyjątek w postaci dwóch naprawdę dobrych i klimatycznych popisów w „Set In Stone”. Niezły jest też wyjąco-mielący „Killing Victims Found”, który pojawił się na rozszerzonej wersji płyty. World Demise to interesujący i w pewnym sensie dość oryginalny krążek death metalowy, przez który może być trudno przebrnąć za pierwszym razem (ponad 50 minut), ale ja jestem przekonany, że warto spróbować.

demo


Rok 1994, czyli w dużym uproszczeniu drastyczny spadek zainteresowania death metalem i pojawienie się tendencji do łagodzenia lub całkowitego zmieniania brzmień, nawet u największych nazw, które wcześniej współtworzyły ten nurt. Byli też oczywiście i tacy, którzy konsekwentnie trzymali się pierwotnych idei, aczkolwiek albo szybko zeszli oni do głębokiego podziemia i sporo upłynęło nim z powrotem zaczęli wzbudzać poruszenie albo po paru latach grania zakończyli działalność (i ewentualnie powrócili znacznie później). Na początku, z pewnością jednak nie było to amerykańskie Obituary! Bracia Tardy i spółka postanowili bowiem spróbować skoku w nieco inne rejony już przy pierwszej okazji, wydając w 1994 roku swój czwarty album zatytułowany "World Demise", kiedy to mainstream opanował w szaleńczym tempie m.in. groove metal.
Cóż, mnie to w kontekście tego całego Obituary naprawdę ciężko dogodzić. Przy okazji poprzedniego krążka "The End Complete" otwarcie twierdziłem, że brakuje tam wyraźniejszych zmian i chęci wyjścia ponad znane patenty. Tymczasem, na "World Demise" trudno nie odnieść wrażenia, że lepiej byłoby, gdyby Amerykanie...pozostali przy tym co wcześniej! Sensu w tym za grosz, ale po kolei. Gdy death metal zaczął pomału wypadać z obiegu, Amerykanie z Obituary uznali, że nie będą całkowicie zrywać z tamtymi klimatami, aczkolwiek bardzo istotnie wniosą do swojego grania bujającej, groove metalowej rytmiki, trochę hardcore'owych przyspieszeń i ogólnego feelingu w duchu Cro-Mags i Biohazard, a także w minimalnym stopniu industrialnego klimatu (na szczęście, głównie za sprawą sampli). Te zamiary się tu jednak całkiem udały. Bo pomimo rozszerzenia stylu o szereg zmian, które mogły nie do końca spasować ortodoksom, to death metal jest tu punktem wyjścia.

Właśnie, death metalowa strona "World Demise" robi naprawdę dobre wrażenie. John ryczy zawodowo, ciężar wylewa się z głośników hektolitrami (a sound to jeden z najlepszych, jakie Obituary kiedykolwiek osiągnęli), motywy gitarowe i perkusyjne są nieźle zróżnicowane mimo swojej prostoty (dopiero po "Solid State" kawałki się nieco zaczynają zlewać), Allen West ponownie błyszczy dość dużą ilością wystrzałowych solówek, a także sam koncept upadku świata nakłania do refleksji. Gorzej ma się - jak już wspominałem - nowsze oblicze zespołu i jego nie zawsze jednakowa spójność z tym starszym. O ile jeszcze z początku (mniej więcej do połowy krążka) da się te zmiany zrozumieć, tak im dalej w "World Demise" tym bardziej te nowinki zaczynają drażnić - wyraźnie czuć, że chłopaki chcieli trochę na siłę unowocześnić swoją muzykę. I tak obok świetnie bujających, ale mocno wyziewnych "Don't Care", "Lost", tytułowca, "Paralyzing" oraz "Redefine" trafiają się przeciętne lub niepotrzebnie podrasowane "Kill For Me", "Splattered", "Final Thoughts" i "Boiling Point". Nie zaszkodziłoby też "World Demise" mała redukcja objętościowa.

Czwarty album Obituary należy zatem do jednych z ostatnich, które są tak istotne w dorobku tych Amerykanów. Owszem, spośród pierwszej czwórki wypada on najsłabiej, aczkolwiek to i tak dosyć niezła porcja muzyki, wśród której znalazły się utwory po dziś dzień stanowiące klasykę repertuaru Obituary na żywo. "World Demise" pomimo odejścia od tradycyjnie pojmowanego death metalu, pokazał, że jak najbardziej możliwym jest dopuszczenie nowszych, bardziej modnych wpływów do wcześniejszego stylu na tyle, by kompletnie nie zatracić własnej tożsamości. Obituary wyszła ta wolta bez obciachu i tylko dziwi, że w następnych latach zaprzestali oni podobnych ruchów.

Trochę subiektywizmu


Już na pierwszy rzut oka widać, że na czwartej płycie Obituary coś się zmieniło. Martwe, malowane krajobrazy zastąpiło zdjęcie koszmarnego, przemysłowego miasta, którego fabryczne kominy wyrzucają w atmosferę wielkie kłęby zabójczego dymu. W tym dymie znajduje się logo zespołu, a tytuł na dole obwieszcza światu zgon. Po rozwinięciu okładki, zamiast tekstów, napotykamy kolejne zdjęcia, które obrazują, nędzę, zanieczyszczenia, narkomanię, choroby i kłusownictwo.

Połowa lat dziewięćdziesiątych to nie był dobry czas dla death metalu. Dla jednych przestał być tym ekstremum i pochłonięci czarną falą stanęli do niego w opozycji, dla innych wciąż był zbyt brutalny i mało atrakcyjny, więc coraz większy rozgłos zaczęły zdobywać zespoły melodyjne i symfoniczne. Starzy krezusi poszli w odstawkę. Liczby sprzedanych płyt zaczęły dramatycznie spadać, a widownia koncertowa gwałtownie się kurczyła. Mówiło się, że jest to wypalony gatunek, którego już nie można rozwinąć. Że wszystko już zostało zagrane i jego czas się skończył. Wiele zespołów zaczęło zmieniać swoje podejście do muzyki i ta tendencja nie ominęła również Obituary.

Przede wszystkim "World Demise" to płyta mniej intensywna od poprzednich, za to bardziej wyrazista i przebojowa. Jest taka bardziej przystępna i ma dużo swoich charakterystycznych punktów. Takie "Don't Care" czy "Final Thoughts" to są utwory stylizowane na hity, których wcześniej w twórczości Obituary nie było. Oczywiście te zmiany spowodowały obniżenie death metalowej siły rażenia. Riffy nie są już tak miażdżące, a atmosfera tak śmiercionośna.

Druga podstawowa nowość to zastosowanie efektów elektronicznych. Na płycie występuje ich dość sporo, choć pełnią rolę dodatków i uzupełnień. Wprowadzają koloryt i nie bezczeszczą muzyki. Są głównie w "World Demise", "Redefine" i "Splattered". W "Solid State" przesterowany wokal pełni główną rolę w refrenie, jakieś głosy pojawiają się też w "Boiling Point".

Trzecią cechą charakterystyczną "World Demise" jest ostatni "Kill For Me", a właściwie jego nietypowa końcówka. Choć ten numer już zaczyna się klimatycznie to cała jego druga część, nie jest utworem Obituary, tylko nagranym zawodzeniem afrykańskiego dziadka, wspomaganym jakimś egzotycznym, prymitywnym, bębenkowym instrumentarium i okraszonym odgłosami swojej wsi w tle. Niezwykłe to dla płyty death metalowej, ale trzeba przyznać, że ten dość długi fragment ma swój wyraz i emocje.

Co by jednak nie mówić, nie można popadać w przesadę i trzeba przyznać, że Obituary pozostali sobą i nie zatracili swoich charakterystycznych cech. Dalej jest ociężale, a gitary mają gnuśną barwę. Jest wiele mocnych riffów, solówek, no i oczywiście ten niezniszczalny wokal. Ja zawsze lubiłem ten album i doceniając nowe oblicze zespołu nie dołączyłem do grona malkontentów. Nie wymagam od swoich ulubionych zespołów, żeby nagrywały wciąż takie same płyty. Jest trochę inaczej, ale wciąż bardzo dobrze.

Wujas


To put it simply, year 1994 was a drastic decline in interest in death metal and the appearance of a tendency to soften or completely change the sound, even in the case of the biggest names that previously co-created this genre of extreme music. Of course, there were also those who consistently stuck to the original ideas, although they either quickly went into depths of underground or after a few years of playing they split-up (and possibly returned much later). At first, however, it certainly wasn't the American Obituary! The Tardy brothers and the co. decided to try to jump into slightly different areas at the first opportunity, by releasing their fourth album entitled "World Demise". In 1994, they decided to refer to the current fashionable, metal styles (like for example groove metal).

Well, in the context of this whole Obituary, I'm really hard to please. On the occasion of the previous album "The End Complete" I openly claimed that there were no clear changes and nothing more beyond the known patents. Meanwhile, on "World Demise" it's hard not to get the impression that it would be better if the Americans...stayed as before! It makes no sense, but let me explain. When death metal slowly began to fall out of interest, the Americans from Obituary decided that they would not completely break with those sounds, although they would very significantly bring groove metal rhythms, some hardcore accelerations and a general feeling in the spirit of Cro-Mags and Biohazard, and a minimally industrial climate (thankfully, mainly due to the samples). However, these intentions were quite successful here. Because despite the extension of the style with a number of changes that might not have suited the orthodox, death metal is the starting point here.

Yes, the death metal side of "World Demise" makes a really good impression. John's growls are amazing, the heaviness is overwhelming (and the prodution is one of the best that Obituary has ever done), the guitar and drum motifs are quite varied despite their simplicity (only after "Solid State" the songs are a bit too similar), Allen West again delights with quite a lot of explosive solos, and the concept of the album encourages reflection. Worse is - as I have already mentioned - the newer face of the band and its not always the same consistency with the older one. While from the beginning (more or less halfway through the album) these changes can be understood, the further in "World Demise" the more these novelties start to annoy - you can clearly feel that the guys wanted to modernize their music a bit artificially. And so, next to the great groovy, but very heavy "Don't Care", "Lost", the title track, "Paralyzing" and "Redefine", there are mediocre or unnecessarily tweaked "Kill For Me", "Splattered", "Final Thoughts" and "Boiling Point". "World Demise" wouldn't hurt either, a little volume reduction.

Obituary's fourth album is therefore one of the last that are so important in the output of these Americans. Of course, it's the weakest among their first four albums, but it's still quite a good portion of music, among which there are songs that are classics of Obituary's live setlist. "World Demise" despite the departure from the traditionally understood death metal, showed that it's possible to allow newer, more fashionable influences to the earlier style so as not to completely lose its own identity. Obituary took this turn without embarrassment and it's only surprising that in the following years they stopped similar decisions.

Trochę subiektywizmu



..::TRACK-LIST::..

1. Don’t Care
2. World Demise
3. Burned In
4. Redefine
5. Paralyzing
6. Lost
7. Solid State
8. Splattered
9. Final Thoughts
10. Boiling Point
11. Set In Stone
12. Kill For Me
13. Killing Victims Found

Bonus Tracks:
14. Infected (live)
15. Godly Beings (live)
16. Body Bag (live)
17. Buried Alive
18. Boiling Point (212’ Sporadic Mix)



..::OBSADA::..

John Tardy - vocals
Allen West - lead guitar
Trevor Peres - rhythm guitar
Frank Watkins - bass
Donald Tardy - drums



https://www.youtube.com/watch?v=7CTtP30Dn3Q



SEED 15:00-22:00.
POLECAM!!!

Komentarze są widoczne tylko dla osób zalogowanych!

Żaden z plików nie znajduje się na serwerze. Torrenty są własnością użytkowników. Administrator serwisu nie może ponieść konsekwencji za to co użytkownicy wstawiają, lub za to co czynią na stronie. Nie możesz używać tego serwisu do rozpowszechniania lub ściągania materiałów do których nie masz odpowiednich praw lub licencji. Użytkownicy odpowiedzialni są za przestrzeganie tych zasad.

Copyright © 2026 Best-Torrents.com