...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::..
Płyta zbiera komplet zachowanych nagrań zespołu z lat 1972-1973 nagrany na czterech sesjach radiowych.
Tych którzy nie znają muzyki Stressu informujemy, że było to pierwsze polskie power trio z prawdziwego zdarzenia. Zespół grał surową i dosyć mroczną odmianę rocka, charakteryzującą się ciężkimi, ale wpadającymi w ucho riffami, błyskotliwymi solówkami gitary, dynamiczną grą perkusji i monumentalnym brzmieniem basu. Stress nie stronił też od eksperymentów brzmieniowych (jak puszczanie taśmy od tyłu) oraz poszerzania swojego instrumentarium o flet, wibrafon, czy skrzypce. Aż trudno uwierzyć, że w studio PR w Poznaniu ten prawie zupełnie dzisiaj zapomniany zespół zarejestrował naprawdę fantastyczny, stojący na europejskim poziomie materiał, który na głowę bije większość mocno przereklamowanych nagrań ówczesnych tuzów polskiego rocka.
Materiał został zremasterowany wprost z taśm matek i brzmi wybornie!
Grupa Stress to legenda muzycznego Poznania – zespół, od którego tak naprawdę zaczęło się ciężkie granie w stolicy Wielkopolski. Z którego w następnych latach „wykluły” się inne kultowe kapele, jak chociażby, niestety, niemal całkowicie zapomniany i tym samym praktycznie nieobecny w świadomości fanów, progresywny Heam (z Markiem Bilińskim na klawiszach) oraz – nade wszystko – heavymetalowe Turbo. Motorem napędowym formacji był wokalista i gitarzysta, okazjonalnie grający również na flecie, Mariusz Rybicki. Urodził się w Poznaniu w 1955 roku w rodzinie o tradycjach muzycznych (ojciec, Edmund, grał na fagocie). Karierę sceniczną zaczął jako czternastolatek w grupach Demony i Alfa Centauri, ale prawdziwy rozgłos zdobył dopiero ze Stressem, którego był współzałożycielem. Jak do tego doszło? Latem 1971 roku wraz z dwoma starszymi od siebie kolegami – basistą Henrykiem Tomczakiem (rocznik 1949) i perkusistą Januszem Maślakiem (którzy zaliczyli już wspólnie staż w prowadzonej przez gitarzystę Piotra Kuźniaka formacji Manufaktura Czterech Dyrektorów) – Rybicki wybrał się do Łagowa na warsztaty artystyczne dla kabaretów studenckich. Gdy skończyły im się pieniądze, o co nie było trudno, postanowili zarobić trochę grosza, przygrywając w miejscowym amfiteatrze do tańca.
Jak sami wspominali po latach, nie mieli wtedy jeszcze własnego repertuaru, więc grali covery – utwory Black Sabbath, Deep Purple, Jimiego Hendriksa. Szybko jednak pojawiła się potrzeba stworzenia czegoś własnego. Gdy po kilku tygodniach wracali do Poznania, mieli już opracowane dwa własne numery. Z nimi wybrali się we wrześniu do pobliskiego Jarocina na II Wielkopolskie Rytmy Młodych (które za niecałą dekadę przekształcą się w pierwszy z prawdziwego zdarzenia w Polsce festiwal rockowy). Tam zgarnęli główną nagrodę, czyli „Złotego Kameleona” (za hardrockowego bluesa „Ciężką drogą”), a Rybickiego – szesnastolatka! – uhonorowano w kategorii „najlepszy instrumentalista”. Jeszcze w tym samym roku młodzi muzycy potwierdzili swoje aspiracje (i zarazem możliwości), występując na kaliskim Festiwalu Młodzieżowej Muzyki Współczesnej. Sukcesy nie uszły uwagi branży, zespół został więc zaproszony do studia Radia „Merkury” w Poznaniu, gdzie regularnie rejestrował kolejne swoje kompozycje. „Ciężką drogą” „wyciekło” do innych rozgłośni w kraju wiosną 1972 roku – i wywołało sensację, podbijając wiele list przebojów (a przede wszystkim Harcerską). „Gazeta Poznańska” uznała Grupę Stress za najlepszą formację roku w Wielkopolsce.
Ale za uznaniem części dziennikarzy i fanów (vide wysokie miejsca w podsumowaniach rocznych „Non Stopu” dla „Ciężką drogą” i całej grupy) nie szły żadne konkrety; koncertów grali niewiele, a na zrealizowanie profesjonalnej sesji nagraniowej i wydanie albumu, który pozwoliłby im wybić się poza Wielkopolską, praktycznie żadnej szansy nie było. W efekcie – zamiast pójść szlakiem przetartym wcześniej przez takie kapele, jak Test, Klan czy Nurt (które opublikowały przynajmniej po jednej płycie), nie mówiąc już o Tadeuszu Nalepie i jego Breakoucie – skazani zostali na egzystencję na marginesie oficjalnej sceny muzycznej. Dlaczego? Bo mieli długie włosy i nosili spodnie-dzwony, kojarzyli się z hipisami, a tych władze komunistyczne wolały zwalczać, a nie hołubić. Na szczęście przetrwały nagrania radiowe (w sumie dwadzieścia jeden), które po mniej więcej trzydziestu latach opublikowano po raz pierwszy na dwupłytowym albumie z serii „Z archiwum Polskiego Radia” (2008). Sześć lat później jedenaście z nich, w zremasterowanych wersjach, znalazło się na winylowym krążku Kameleon Records – „On a Hard Rock Way 1972-1973”, którego zawartość odpowiada, choć w zmienionej kolejności, pierwszemu kompaktowi wydanemu przez Radiową Agencję Fonograficzną.
Pierwsza sesja radiowa Grupy Stress (błąd w pisowni nazwy był jak najbardziej zamierzony, czego wielu decydentów od kultury w latach 70. XX wieku zrozumieć nie potrafiło) odbyła się w lutym 1972 roku. Zarejestrowano wówczas trzy utwory, w tym ten, od którego zaczęło się całe zamieszanie, czyli pierwszą – prawie ośmiominutową – wersję „Ciężką drogą”. To klasyczny hardrockowy blues, tyleż czerpiący z dokonań brytyjskich prekursorów mocnego uderzenia (jak Deep Purple czy Black Sabbath), co rodzimego Breakoutu, który zaledwie rok wcześniej wydał legendarną płytę „Blues” (z takimi kawałkami, jak „Oni zaraz przyjdą tu” czy „Pomaluj moje sny”). Rybicki, Tomczak i Maślak – co słychać wyraźnie – byli zafascynowani tą muzyką, chociaż nie oznacza to wcale, że zamierzali powielać pomysły Tadeusza Nalepy. Stąd chociażby wykorzystanie w części instrumentalnej partii… fletu, który brzmi tyleż nieoczekiwanie, co niepewnie i naiwnie. Ten fragment to zresztą najsłabsza część kompozycji, która poza tym charakteryzuje się kapitalną motoryką, dojrzałym sposobem śpiewania i zaskakująco rasowymi solówkami gitarowymi, za które – przypomnijmy! – odpowiadał zaledwie siedemnastoletni w tym momencie Mariusz Rybicki. „Wśród krzyży z ramionami” to wyprawa w świat psychodelii, choć wciąż z bluesowymi i hardrockowymi inklinacjami. Uwagę zwraca również bardzo poważny, egzystencjalny tekst (autorstwa samego wokalisty), jakże odróżniający się od tego, co oferowała słuchaczom większość ówczesnych kapel. Pod tym względem poznaniakom bardzo blisko było do „poszukujących” – również w warstwie literackiej – zespołów Klan i Nurt.
W podobnym psychodelicznym klimacie, chociaż w wolniejszym tempie, utrzymany jest „Konfiteor” (pisownia oryginalna), z pulsującym basem w tle i kolejną intrygującą solówką na gitarze. Po raz drugi Grupa Stress odwiedziła siedzibę Radia „Merkury” miesiąc później i w ciągu jednego dnia – 22 marca – nagrała dwa kolejne numery. „Granica życia” ma zmienną fakturę: jest tu miejsce zarówno na rozpędzoną sekcję rytmiczną i bluesową gitarę, jak również na jeszcze jedną partię fletu (tym razem dużo stosowniej „wpisaną” w utwór niż w przypadku „Ciężką drogą”). Sporą dawkę energii formacja serwuje natomiast w zahaczających o stylistykę boogie i klasyczny rock and roll „Dwóch latach świetlnych”, choć sam numer sprawia wrażenie jeszcze nie całkiem dopracowanego. 23 sierpnia 1972 roku zespół znów pojawił się w studiu; ta sesja była jednak o tyle niezwykła, że w dwóch (z trzech) utworów gościnnie pojawił się wybitny wibrafonista i zarazem wielka gwiazda polskiego jazzu – Jerzy Milian. Usłyszeć można go w nowej wersji „Granicy życia” – od oryginału sprzed pięciu miesięcy ostrzejszej, zagranej z większym polotem i na większym luzie. Wibrafon zaś udanie wkomponowano w hardrockową materię utworu. W „Fatamorganie” Grupa Stress brzmi jak, nie przymierzając, wrocławski Nurt w swoich nagraniach radiowych, choć gwoli sprawiedliwości należy dodać, że artyści ze stolicy Dolnego Śląska dbali o większe zróżnicowanie instrumentarium. Nowa wersja „Ciężką drogą”, podobnie jak w przypadku „Granicy życia”, wypada lepiej od wcześniejszej – przede wszystkim zrezygnowano w niej z drażniącego uszy fletu i tym samym skrócono kawałek o dobre dziewięćdziesiąt sekund. Trzeba przyznać, że wyszło mu to na dobre.
Trzy ostatnie zamieszczone na longplayu „On a Hard Rock Way 1972-1973” numery zostały zarejestrowane 6 kwietnia 1973 roku. Tę część płyty otwiera nijaki „Hazard”, zdecydowanie najsłabszy fragment całego wydawnictwa. Dużo ciekawiej prezentuje się psychodeliczna „Cybernetyczna pamięć dnia”, wzbogacona o brzmienie skrzypiec, na których gra nowy nabytek zespołu – Andrzej Richter. Jest to o tyle ciekawe, że tym sposobem Grupa Stress w pewnym sensie wyprzedziła swoją epokę – o amerykańskim Kansas w Polsce jeszcze chyba wtedy nikt nie słyszał, a brytyjskie UK jest dopiero melodią przyszłości. Podobnie, co nie znaczy, że tak samo, gra w tym momencie jedynie Krzak, tyle że jego popularność nie wykracza na razie poza Śląsk. Intryguje też zamykająca płytę „Inkwizycja”, która zaczyna się od dźwięku dzwonków, mniej więcej w połowie natomiast dobiegają z głośników brzmienia nieomal dark ambientowe. Wszystko bierze się zaś z tematyki utworu, która oscyluje wokół wyjątkowo mrocznych elementów wiary chrześcijańskiej. Nagrania zawarte na albumie wydanym przez Kameleon Records dają niezłe pojęcie o tym, jak niezwykłą formację tworzyli Wielkopolanie. I jednocześnie uzmysławiają, jak wielką stratą dla polskiego rocka był fakt, że Mariuszowi Rybickiemu i jego kolegom nigdy nie było dane wydać profesjonalnie zrealizowanej płyty.
We wrześniu 1973 roku Grupa Stress otrzymała jedno z trzech wyróżnień na VI Ogólnopolskim Przeglądzie Amatorskich Zespołów Artystycznych w Płocku. Właśnie! amatorskich. Jak widać, w statusie zespołu, mimo sukcesów (w tym sesji z Jerzym Milianem), nie zmieniło się nic. Muzycy zaczęli więc szukać nowej formuły, dokooptowali skrzypka i perkusjonalistę Andrzeja Richtera oraz gitarzystę i harmonijkarza Krzysztofa Jarmużka. Nic to nie pomogło, skutkiem czego było poważne tąpnięcie, jakie nastąpiło w 1975 roku. Z kapelą pożegnali się jej współzałożyciele, Tomczak i Maślak, a pojawili się: pianista i organista Michał Przybysz, basista Andrzej Lewalski oraz perkusista Przemysław Pahl. Po trzech latach skład uległ kolejnemu gruntownemu przebudowaniu; do Rybickiego i Lewalskiego dołączyli: drugi gitarzysta Witold Łukaszewski, klawiszowiec Mariusz Zakrzewski i bębniarz Wiesław Lustyk. W sumie Grupa Stress dotrwała do końca 1979 roku, po drodze odbywając jeszcze trzy sesje nagraniowe – dwie w doskonale już sobie znanym studiu Radia „Merkury” oraz jedną w rozgłośni bydgoskiej. Koncertów wciąż jednak było mało, dlatego muzycy starali się – a raczej: musieli – dorabiać na boku, by jakoś przeżyć. Rybicki grał z Urszulą Sipińską i orkiestrą Zbigniewa Górnego, a po rozwiązaniu kapeli – z Eleni i w wielu składach typowo klezmerskich. Ostatecznie wyjechał z Polski i po przemierzeniu niemal całego świata, osiadł w Niemczech, gdzie w 1994 roku jako Marius wydał, nakładem Polydoru, album „Gitarrenträume”.
Henryk Tomczak natomiast w 1975 roku powołał do życia, wraz z klawiszowcem Markiem Bilińskim, progresywny zespół Heam, do którego po dwóch latach zaprosił również gitarzystę Wojciecha Hoffmanna i Przemysława Pahla. Formacja zarejestrowała kilka suit, odbyła wielką trasę koncertową po Związku Radzieckim (z Haliną Frąckowiak), ale płyty – podobnie jak Grupa Stress – za swego życia (jak i po śmierci) się nie doczekała. W 1979 roku Heam przekształcono w Krater, który parę miesięcy później, na początku stycznia następnego roku, został rozwiązany. Biliński trafił najpierw do zespołu Arbiter Elegantarium, by ostatecznie wylądować w Banku; z kolei Tomczak po kilku dniach „bezrobocia” założył… Turbo, w którym ponownie znalazło się miejsce dla Hoffmanna. W nowej kapeli pan Henryk wytrwał tylko rok; rozstał się z nią z powodu różnic co do formuły przyszłego jej funkcjonowania. Zdążył jednak zarejestrować z Turbo kilkanaście utworów, które po latach ukazały się na płycie „Taka właśnie jest muzyka”, stanowiącej odsłonę pierwszą boksu „Anthology 1980-2008” (2008). W połowie lat 80. Tomczak jeszcze raz odegra rolę „ojca-założyciela”, tym razem bluesowo-rockowej (a w dalszych latach hardrockowej) grupy Non Iron, z którą opublikował w sumie cztery wydawnictwa („Non Iron”, 1987; „Innym niepotrzebni”, 1989; „Candles and Rain”, 1990; „’91”, 1991) i do której repertuaru koncertowego włączył między innymi... „Ciężką drogą”.
Sebastian Chosiński
..::TRACK-LIST::..
Ciężką drogą (7'50)
Wśród krzyży z ramionami (5'16)
Konfiteor (3'01)
Granica życia (4'29)
Dwa lata świetlne (3'29)
Granica życia (wersja 2) (4'55)
Fatamorgana (3'03)
Ciężką drogą (wersja 2) (6'13)
Hazard (2'55)
Cybernetyczna pamięc dnia (4'21)
Inkwizycja (4'49)
..::OBSADA::..
Guitar, Flute, Vocals - Mariusz Rybicki
Bass Guitar - Henryk Tomczak
Drums - Janusz Maślak
Vibraphone - Jerzy Milian (tracks: 6, 7)
Violin - Andrzej Richter (track: 10)
https://www.youtube.com/watch?v=gnMOOZPHLfk
SEED 14:30-23:00.
POLECAM!!!
|